Fiszki przypięte do pozycji bibliograficznych
W bazie projektu znajduje się 183 opublikowanych fiszek. Każda karta pozostaje przypisana do konkretnej książki lub artykułu i może należeć do wielu miejsc w spisie treści tego projektu.
Znaleziono 183 fiszek.
NCK_1998-1 — Gdy rozum zbiera świadków
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
There is an obvious difference between impartially evaluating evidence […] and building a case to justify a conclusion already drawn.
Przekład całego fragmentu
Zachodzi wyraźna różnica między bezstronnym ocenianiem dowodów […] a budowaniem argumentacji mającej uzasadnić wniosek przyjęty już wcześniej.
Lokalizacja w źródle
Raymond S. Nickerson, ‘Confirmation Bias: A Ubiquitous Phenomenon in Many Guises’, Review of General Psychology, 2.2 (1998), s. 175–220, tu s. 175, część „Deliberate Versus Spontaneous Case Building”.
2. Rozumiem fragment
Nickerson odróżnia dwa procesy, które z zewnątrz mogą wyglądać podobnie. W pierwszym człowiek bada dostępne informacje i pozwala, aby to dowody prowadziły go do wniosku. W drugim wniosek pojawił się wcześniej, a dalsze poszukiwanie służy już przede wszystkim jego obronie.
Najważniejszy problem polega na tym, że drugi proces nie musi być świadomym oszustwem. Człowiek może szczerze uważać, że analizuje sprawę uczciwie. Jednocześnie chętniej zauważa informacje zgodne z własnym stanowiskiem, przypisuje im większe znaczenie albo łatwiej usprawiedliwia dane, które mu przeczą.
Fiszka ustanawia podstawowe napięcie rozdziału 2. Po opadnięciu emocji rozum nie zawsze wraca jako bezstronny sędzia. Czasem wraca jako bardzo zdolny adwokat wyroku wydanego wcześniej.
Nickerson wyraźnie rozróżnia bezstronne ważenie dowodów od selektywnego budowania argumentacji. Zaznacza też, że właściwy dla błędu potwierdzenia proces może przebiegać bez świadomości osoby, która mu ulega.
Ważne zastrzeżenie
Nickerson nie twierdzi, że samo posiadanie wcześniejszych przekonań jest błędem. Nie twierdzi również, że każda obrona przyjętego stanowiska jest nieracjonalna.
Problemem jest nieuświadomiona asymetria: dowody zgodne z naszym stanowiskiem przyjmujemy łagodniej, natomiast wobec dowodów przeciwnych stosujemy ostrzejsze kryteria.
Samo stwierdzenie występowania błędu potwierdzenia nie dowodzi też, że bronione przekonanie jest fałszywe. Błąd dotyczy sposobu dochodzenia do wniosku, nie automatycznie prawdziwości lub fałszywości tego wniosku.
Pojęcia nie wolno używać do psychologicznego dyskwalifikowania rozmówcy zamiast odpowiedzi na jego argument.
3. Pytania i moje odpowiedzi
1. Po czym mogę rozpoznać, że rzeczywiście badam problem, a nie tylko szukam argumentów dla odpowiedzi, którą już uznałem za prawdziwą?
Jest to główne pytanie metodologiczne całego rozdziału. Sama deklaracja otwartości nie wystarcza. Potrzebne są kryteria pozwalające sprawdzić sposób poszukiwania informacji, traktowania alternatyw i reagowania na dane niewygodne.
kiedy sparafrazuję argument, najlepiej i najpewniej przed osobą, z która prowadzę dyskusję. Jeśli się nie da, to przed osobą, której opiszę cały incydent/zdarzenie i opowiem jakie chcę przedsięwziąć środki/działania. Jest to namiastka tego, co mógłbym osiągną, gdybym tylko wypowiedział się przed daną osobą jak rozumiem jej stanowisko, swoimi słowami.
To również nie gwarantuje 100% sukcesu. Może temu pomóc odegranie roli wewnątrz własnej głowy, w której zamieniamy się rolami, ja jestem ta osobą, do której chce skierować moją odpowiedź. Jeśli szczerze przyznam jej rację lub ja odbiorę, to juz dokonuję osądu, czyli będzie to znak, aby odłożyć zajmowanie się ta sprawą w czasie. Gdy staram się widzieć oczami tej osoby i słyszeć to co wydaje mi się, że ona słyszy, po czym unzma to za swoje stanowisko i wtedy własnie powiem sobie, co bym chciał usłyszeć będąc tą osoba, to - moim zdaniem - zbliżam się do rzeczywistego badania problemu.
Mam zdanie, które wydaje mi się być wielce prawdopodobnym, że jest prawdziwe. Co wtedy? Po pierwsze musiałbym je sobie głośno wypowiedzieć, tak, abym je sam usłyszał, albo relacjonując moją postawę innej osobie lub jeśli takiej nie ma, zapisać to. Gdy to usłuszę/zapiszę starać sie wymienić kilka powodów dla których moge nie mieć racji, lub poprosić rozmówcę, aby je wymienił. Jesli to nadal nie pomaga i ciągle uważam, że mam rację, to po prostu iść z tym stanowiskiem do adwersarza i wdać się z nim w dysputę, bo może coś umknęło mojej uwadze.
2. Czy potrafię opisać jedną konkretną sytuację z własnego życia, w której zbyt szybko przyjąłem określoną interpretację, a później zacząłem dobierać do niej fakty?
Odpowiedź może dostarczyć autentycznej sceny otwierającej rozdział. Najbardziej wiarygodny będzie przypadek, w którym autor nie występuje wyłącznie jako ofiara cudzego błędu, lecz sam zauważa konieczność skorygowania własnego myślenia.
Opis powinien obejmować:
– co rzeczywiście było wiadomo;
– jaki wniosek pojawił się jako pierwszy;
– dlaczego był atrakcyjny;
– jakie dane go potwierdzały;
– jaki fakt do niego nie pasował;
– czy i w jaki sposób autor zmienił zdanie.
W jednej z relacji zawodowych doszło do poważnego sporu dotyczącego jakości wykonanej pracy oraz końcowego rozliczenia. Druga strona zgłosiła zastrzeżenia, przesunęła zakończenie współpracy, a następnie zakwestionowała część należnej zapłaty. Dość szybko zacząłem podejrzewać, że nie chodzi już tylko o rzeczywiste wady lub różnicę zdań, lecz o wcześniej przyjętą strategię osiągnięcia korzyści moim kosztem.
Późniejsze wydarzenia częściowo pasowały do mojego podejrzenia. To sprawiło, że jeszcze mocniej utwierdziłem się w swojej interpretacji. Zacząłem łączyć kolejne zachowania drugiej strony w jedną spójną historię. Im więcej elementów do niej pasowało, tym bardziej byłem przekonany, że od początku prawidłowo odczytałem całą sytuację.
Dopiero później zauważyłem, że powinienem oddzielić to, co rzeczywiście zaobserwowałem, od tego, co dopowiedziałem. Mogę z dużą pewnością powiedzieć, jakie zastrzeżenia zgłoszono, jakie działania podjęto i jaki był skutek rozliczenia. Nie mogę z taką samą pewnością stwierdzić, jakie były intencje drugiej osoby, kiedy powstały ani czy wszystkie jej działania wynikały z jednego planu.
Nie oznacza to, że moja interpretacja była całkowicie błędna. Mogła być częściowo trafna. Problem polegał na tym, że stopień mojej pewności dotyczącej cudzych motywów był większy niż zakres posiadanych przeze mnie danych. Późniejsze częściowe potwierdzenie podejrzeń mogło dodatkowo wywołać efekt: „Od początku wiedziałem, jak jest”, chociaż w rzeczywistości nie wszystkie elementy tej historii zostały wykazane.
Ta sytuacja nauczyła mnie, że błąd potwierdzenia nie zawsze prowadzi do całkowicie fałszywego wniosku. Czasem zaczyna się od poprawnego zauważenia części faktów, a następnie polega na zbyt szybkim połączeniu ich w jednolitą opowieść. Fakty mogą być prawdziwe, podczas gdy przypisana im interpretacja pozostaje jedną z kilku możliwych.
Weśmy inną sytuację:
Otrzymałem kiedyś negatywną opinię dotyczącą przygotowanej przeze mnie publikacji. Była to dla mnie sprawa ważna nie tylko intelektualnie. W tekst włożyłem dużo pracy, emocji i własnych przekonań. Pierwszą reakcją było rozczarowanie. Później pojawiło się oburzenie oraz potrzeba szybkiego wykazania, że ocena recenzenta była zbyt kategoryczna.
Wkrótce zacząłem interpretować opinię w ten sposób, że oczekuje się ode mnie przyjęcia stanowiska, z którym sam się nie zgadzam. Zacząłem szukać dokumentów, wypowiedzi i argumentów potwierdzających, że istnieje szerszy zakres dopuszczalnych stanowisk, niż wynikałoby to z otrzymanej oceny. Samo poszukiwanie źródeł było potrzebne. Dostrzegłem jednak, że kierunek tej kwerendy został wyznaczony przez moją pierwszą emocjonalną reakcję.
Z czasem zrozumiałem, że muszę rozdzielić co najmniej trzy rzeczy. Pierwszą jest dosłowna treść opinii. Drugą stanowią konsekwencje, które sam z niej wyprowadzam. Trzecią są intencje, które przypisuję jej autorowi. Treść dokumentu można sprawdzić. Wyprowadzone z niej konsekwencje trzeba uzasadnić. Domniemane intencje recenzenta pozostają natomiast hipotezą, dopóki nie zostaną przez niego wyraźnie potwierdzone.
Mogę więc nie zgadzać się z oceną, analizować jej podstawy i przygotowywać odpowiedź. Powinienem jednak uważać, aby nie przedstawiać własnego odczytania stanowiska recenzenta jako jego dosłownej wypowiedzi. Krytyka mojego dzieła łatwo uruchamia obronę nie tylko argumentów, lecz także własnej tożsamości. W takim momencie rozum potrafi bardzo sprawnie wyszukiwać materiały potrzebne do obrony, a znacznie mniej chętnie zauważać te elementy krytyki, które mogą być trafne.
To doświadczenie pokazało mi również, że emocjonalna reakcja nie musi unieważniać mojego stanowiska. Informuje jednak, że przed wydaniem ostatecznego sądu potrzebuję czasu, dokładnej lektury dokumentu oraz próby sformułowania jego najmocniejszego możliwego sensu. Dopiero później powinienem budować odpowiedź.
3. Jak rozumiem zadanie apologety: czy ma on jedynie bronić przyjętego stanowiska, czy również badać jakość własnych argumentów i odrzucać te, które okazują się słabe?
Apologeta z definicji nie jest światopoglądowo neutralny. Nie wynika z tego jednak zgoda na jednostronne obchodzenie się z dowodami. Rozdział powinien ustalić granicę pomiędzy uczciwą obroną przekonania a budowaniem sprawy dla wniosku, który nie może już zostać poddany korekcie.
Kiedy sprawa dotyczy mojej pracy, przekonań albo poczucia sprawiedliwości, łatwo przechodzę od faktów do przypisywania innym określonych zamiarów. Dlatego chcę stosować prostą procedurę. Najpierw zapisuję, co dokładnie zaobserwowałem lub przeczytałem. Następnie oddzielnie zapisuję własną interpretację. Później próbuję wskazać co najmniej jedno inne wyjaśnienie tych samych faktów.
Pomocne jest również postawienie sobie pytania: „Co musiałoby się wydarzyć, abym uznał, że moja obecna interpretacja jest błędna albo przynajmniej zbyt daleko idąca?”. Jeżeli nie potrafię wskazać żadnej takiej informacji, istnieje ryzyko, że moje stanowisko zostało zabezpieczone przed możliwością korekty.
Nie wystarczy jednak samodzielnie wymyślić argument przeciwko sobie. Mogę nieświadomie wybrać jego najsłabszą wersję. Dlatego w ważnych sprawach potrzebuję rozmowy z osobą, która rzeczywiście zna stanowisko przeciwne i potrafi wskazać elementy pominięte w mojej analizie. Jej zadaniem nie jest zmusić mnie do zmiany poglądów. Ma pomóc mi sprawdzić, czy bronię tego, co rzeczywiście wynika z faktów, czy jedynie historii, którą zdążyłem już z tych faktów ułożyć.
4. Czy potrafię wskazać taki fakt albo argument, który naprawdę mógłby osłabić jedno z moich ważnych przekonań?
Jeżeli nie można wskazać żadnej możliwej informacji, która wpłynęłaby na stopień pewności autora, istnieje ryzyko, że stanowisko nie jest już badane, lecz jedynie chronione. Pytanie nie wymaga porzucenia wiary. Wymaga rozróżnienia pomiędzy prawdą wiary, stanowiskiem filozoficznym, modelem teologicznym oraz hipotezą dotyczącą świata przyrody.
W sporach dotyczących początków świata i życia szczególnie łatwo pomylić możliwość metafizyczną z wnioskiem historycznym. Mogę uważać, że Bóg jako wszechmogący był zdolny stworzyć rzeczywistość w dowolny sposób, także w stanie dojrzałym. Z samego stwierdzenia, że Bóg mógł coś uczynić, nie wynika jednak jeszcze, że właśnie tak uczynił.
Dlatego powinienem oddzielać dwa pytania. Pierwsze brzmi: „Co jest możliwe dla Boga?”. Drugie: „Co na podstawie dostępnych danych możemy powiedzieć o rzeczywistym przebiegu historii stworzenia?”. Odpowiedź teologiczna dotycząca Bożej wszechmocy nie zastępuje analizy danych przyrodniczych. Z kolei metoda nauk przyrodniczych nie rozstrzyga sama z siebie całego pytania o Stwórcę i sens stworzenia.
W tym obszarze błąd potwierdzenia może działać po obu stronach. Osoba wierząca może wybierać wyłącznie dane zgodne z preferowaną interpretacją religijną. Zwolennik naturalizmu może natomiast z góry odrzucać możliwość, że dane mają również znaczenie filozoficzne lub metafizyczne. Świadomość tego mechanizmu nie rozstrzyga sporu, ale wymaga ode mnie bardziej symetrycznego traktowania argumentów.
4. Moje stanowisko
Moje stanowisko i uzasadnienie
Uważam, że dojrzałe poznanie nie wymaga braku przekonań. Wymaga gotowości do poddania ich realnej próbie. Mogę być apologetą i jawnie bronić chrześcijańskiego obrazu świata, ale nie wolno mi z tego powodu stosować łagodniejszych kryteriów wobec argumentów własnej strony. Moja lojalność powinna dotyczyć prawdy, a nie całego zgromadzonego przeze mnie arsenału apologetycznego.
Za minimalną procedurę uczciwości poznawczej uznaję:
wypowiedzenie lub zapisanie własnej tezy;
oddzielenie obserwowalnych faktów od interpretacji i przypisywanych motywów;
przedstawienie stanowiska przeciwnego tak, aby jego zwolennik mógł rozpoznać w tej parafrazie własny pogląd;
wskazanie informacji, która rzeczywiście obniżyłaby mój stopień pewności;
konfrontację z kompetentnym oponentem oraz odroczenie ostatecznej odpowiedzi, gdy emocje są nadal silne.
Nie oczekuję, że ta procedura uczyni mnie neutralnym. Może jednak pomóc mi dostrzec moment, w którym przestaję badać rzeczywistość i zaczynam jedynie zbierać świadków na rzecz wcześniej wydanego wyroku.
Co pozostawiam otwarte
Pozostawiam otwarte pytanie, czy proponowane przeze mnie metody rzeczywiście wystarczą do osłabienia błędu potwierdzenia. Mogę przecież błędnie sparafrazować stanowisko przeciwnika, wybrać słabe kontrargumenty przeciwko sobie albo skonsultować się z osobą, która nie będzie potrafiła wystawić mojego poglądu na poważną próbę.
Otwarte pozostaje również to, jak dokładnie oddzielić wytrwałość od dogmatycznego zamknięcia. Brak radykalnych zmian stanowiska nie musi świadczyć o stagnacji. Rozwój może polegać na ciągłym doprecyzowywaniu pojęć, ograniczaniu zakresu tez i odrzucaniu argumentów słabych. Musi jednak istnieć jakaś możliwa informacja, która obniżyłaby mój stopień pewności. W przeciwnym razie stanowisko nie jest już badane.
Nie rozstrzygam obecnie kwestii wieku Ziemi ani możliwości stworzenia świata od początku posiadającego cechy dojrzałości czy długiej historii. Sama wszechmoc Boga wskazuje, co Bóg może uczynić, ale nie mówi jeszcze, co rzeczywiście uczynił. Hipoteza ta wymaga osobnego zbadania na poziomie naukowym, filozoficznym i teologicznym. Należy również zapytać o relację takiego ujęcia do Bożej prawdomówności oraz do statusu poznawczego śladów obserwowanych w przyrodzie. Fiszka psychologiczna Nickersona nie może rozstrzygnąć tych zagadnień.
Otwarte pozostaje także, jak przedstawić własne doświadczenie odmowy imprimatur. Potrafię obserwować następujące po sobie emocje: rozczarowanie, oburzenie i potrzebę natychmiastowego podzielenia się własnym odczytaniem sytuacji. Nadal muszę jednak oddzielić to, co rzeczywiście napisano w opinii, od mojego wniosku dotyczącego jej konsekwencji.
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
Fiszka powinna znaleźć się na początku zasadniczego wywodu rozdziału 2, bezpośrednio po autentycznej scenie z życia autora. Najpierw czytelnik zobaczy człowieka, który szybko przyjął określoną wersję zdarzeń. Dopiero później pozna nazwę mechanizmu.
Cytat umożliwia przejście od rozdziału 1 do rozdziału 2: emocje mogą wydać wyrok, a rozum może następnie zacząć zbierać świadków na jego poparcie.
Nie należy rozpoczynać rozdziału od definicji błędu potwierdzenia. Pojęcie powinno pojawić się dopiero po scenie i rozdzieleniu obserwacji od interpretacji.
Słowa kluczowe
błąd potwierdzenia, confirmation bias, selekcja dowodów, interpretacja danych, bezstronność, wcześniejsze przekonania, budowanie argumentacji, uczciwość poznawcza
Teza autora
Istnieje zasadnicza różnica między ocenianiem materiału dowodowego w celu ustalenia, jaki wniosek najlepiej z niego wynika, a selektywnym wykorzystywaniem dowodów w celu uzasadnienia wniosku przyjętego wcześniej.
Błąd potwierdzenia najczęściej przyjmuje tę drugą postać, lecz nie musi być świadomym działaniem. Człowiek może bez złej woli selektywnie zdobywać, ważyć i wykorzystywać informacje w sposób sprzyjający własnemu stanowisku.
Tok rozumowania autora
Bezstronna ocena wymaga poszukiwania informacji przemawiających za różnymi możliwymi odpowiedziami.
Budowanie obrony wcześniej przyjętego wniosku polega na selektywnym gromadzeniu dowodów albo przypisywaniu większej wagi dowodom zgodnym z tym wnioskiem.
Selektywność może być świadoma, jak w pracy adwokata lub uczestnika debaty.
Może być również nieświadoma. Człowiek nie musi wiedzieć, że dopasowuje ocenę faktów do wcześniejszego przekonania.
W psychologii określenie „błąd potwierdzenia” odnosi się przede wszystkim do tej mniej jawnej, nieuświadomionej selektywności.
Wniosek: człowiek może uważać się za bezstronnego badacza, podczas gdy faktycznie wzmacnia przede wszystkim stanowisko, które już przyjął.
Założenie, że człowiek może budować jednostronną argumentację bez zamiaru zniekształcania dowodów i bez świadomości własnej selektywności, jest dla koncepcji Nickersona podstawowe.
Założenia jawne i ukryte
Dowody mogą w różnym stopniu wspierać konkurencyjne hipotezy.
Możliwe jest przynajmniej względnie bezstronne porównywanie argumentów, nawet jeżeli pełna neutralność człowieka pozostaje trudna do osiągnięcia.
Osoba oceniająca dowody nie ma pełnego wglądu we własne procesy poznawcze.
Wcześniejsze przekonania wpływają zarówno na poszukiwanie informacji, jak i na ocenę ich wartości.
Uczciwe poznanie wymaga uwzględniania nie tylko danych wspierających daną hipotezę, lecz również danych przemawiających przeciwko niej.
Racjonalność ma wymiar normatywny: nie każdy faktycznie stosowany sposób rozumowania jest równie dobry.
Pojęcia wymagające doprecyzowania
bezstronność; dowód; dane; hipoteza; wniosek; wcześniejsze przekonanie; selektywność świadoma; selektywność nieświadoma; błąd potwierdzenia; interpretacja; siła dowodu
Kontekst i życzliwa interpretacja
Artykuł Nickersona jest obszernym opracowaniem przeglądowym. Cytowany fragment znajduje się na początku tekstu i pełni funkcję rozróżnienia pojęciowego. Autor nie przedstawia tu jeszcze wyników jednego konkretnego eksperymentu. Ustala, co będzie rozumiał przez błąd potwierdzenia w dalszej części artykułu.
Najsilniejsza życzliwa interpretacja stanowiska brzmi: Nickerson nie oskarża ludzi o powszechne kłamstwo ani nie twierdzi, że człowiek dowolnie tworzy sobie rzeczywistość. Pokazuje natomiast, że szczere przekonanie o własnej bezstronności nie stanowi jeszcze dowodu bezstronności. Dlatego ocena jakości rozumowania wymaga zbadania, jak poszukiwano informacji, jakie alternatywy rozważono i jak potraktowano materiał przeciwny.
Znaczenie dla problemu badawczego
Cytat dostarcza podstawowego rozróżnienia dla rozdziału „Fakty, interpretacje i filtry”. Pozwala odróżnić poznanie nastawione na ustalenie prawdy od poznania nastawionego na obronę posiadanego stanowiska.
W kontekście całej książki rozróżnienie musi zostać zastosowane symetrycznie. Dotyczy ono zarówno ateisty, ewolucjonisty czy krytyka religii, jak i człowieka wierzącego, apologety oraz samego autora książki.
Fiszka przygotowuje również późniejsze pytanie: w jaki sposób autor może jawnie posiadać określone stanowisko, a równocześnie uczciwie porównywać konkurencyjne wyjaśnienia?
Co przyjmuję jako trafne
Przyjmuję za trafne rozróżnienie Nickersona między badaniem danych a budowaniem sprawy dla wniosku przyjętego wcześniej. Szczególnie ważne jest dla mnie to, że drugi proces nie musi być kłamstwem ani świadomą manipulacją. Człowiek może z pełnym przekonaniem mówić prawdę tak, jak ją widzi, a mimo to wybierać łagodniejsze kryteria dla informacji zgodnych z jego stanowiskiem i ostrzejsze dla informacji przeciwnych.
Przyjmuję również, że samo posiadanie argumentów nie dowodzi jeszcze jakości rozumowania. Rozum może pracować bardzo sprawnie jako adwokat: wyszukiwać szczegóły, budować spójną narrację i odpierać zastrzeżenia. To jednak nie rozstrzyga, czy wcześniej uczciwie rozważono konkurencyjne wyjaśnienia.
Za trafną uważam potrzebę zewnętrznego sprawdzania własnego myślenia. Parafraza, odwrócenie ról, głośne wypowiedzenie tezy, zapisanie jej i rozmowa z rzeczywistym oponentem są dla mnie sposobami osłabiania nieświadomej selektywności. Nie gwarantują bezstronności, ale utrudniają bezwiedne zamknięcie się we własnej interpretacji.
Przyjmuję też, że apologeta nie traci prawa do posiadania przekonań. Jego zadaniem jest obrona stanowiska, które uważa za prawdziwe. Ta obrona wymaga jednak nieustannego badania jakości używanych argumentów. Wierność prawdzie nie może oznaczać wierności każdemu argumentowi, który kiedyś służył jej obronie.
Co uważam za niewykazane
Nie przyjmuję, że samo wcześniejsze posiadanie poglądu czyni późniejsze rozumowanie nieracjonalnym. Człowiek zawsze rozpoczyna poznanie z pewnym zasobem przekonań, doświadczeń i przyjętych kategorii. Problem pojawia się wtedy, gdy stanowisko zostaje zabezpieczone przed możliwością korekty albo gdy wobec stron sporu stosuje się odmienne kryteria dowodowe.
Nie przyjmuję również, że wykazanie u kogoś błędu potwierdzenia dowodzi fałszywości jego poglądu. Można dojść wadliwą drogą do prawdziwego wniosku. Można też rozumować bardzo starannie i mimo to się pomylić. Błąd potwierdzenia dotyczy sposobu obchodzenia się z materiałem dowodowym, a nie automatycznie wartości logicznej końcowej tezy.
Odrzucam używanie nazwy błędu poznawczego jako sposobu dyskwalifikowania rozmówcy. Zdanie: „wierzysz w to tylko dlatego, że ulegasz błędowi potwierdzenia” nie zastępuje odpowiedzi na jego argument. Ta sama diagnoza powinna zostać zastosowana również do mnie, do mojego środowiska i do autorów, których poglądy są mi bliskie.
Nie uważam też, że stanowisko należy odrzucić wyłącznie dlatego, że bywa określane jako skrajne. Skrajność może uzasadniać szczególnie dokładną kontrolę przesłanek, lecz sama etykieta nie rozstrzyga prawdziwości tezy. Prawda nie musi leżeć pośrodku dostępnych stanowisk ani stanowić ich politycznego kompromisu.
Najsilniejszy kontrargument
Moja metoda może dawać jedynie poczucie bezstronności. To nadal ja wybieram sposób parafrazowania przeciwnika, argumenty przeciwko sobie, rozmówcę i moment zakończenia analizy. Mogę stworzyć bardzo przekonującą inscenizację samokrytycyzmu, która w praktyce nie zagrozi żadnemu z moich ważnych przekonań.
W historii z inwestorką późniejsze częściowe potwierdzenie podejrzenia może skłaniać mnie do uznania, że trafnie rozpoznałem wszystkie jej zamiary. Fakty pozwalają stwierdzić, że zgłoszono określone zastrzeżenia, przesunięto odbiór, wystąpił wyciek, potrącono część płatności i nie odpowiedziano na prośbę o dopłatę. Nie pozwalają natomiast z taką samą pewnością orzec, dlaczego inwestorka myła okna, dlaczego nie zatrudniła specjalistów, czego pragnęła ani czy od początku realizowała przygotowany plan. W tym miejscu interpretacja została przedstawiona prawie jak obserwacja.
Podobne niebezpieczeństwo dotyczy odmowy imprimatur. Mogę poprawnie zauważyć własne emocje, a zaraz potem zbyt szybko uznać własną interpretację intencji i oczekiwań Cenzora za treść samego dokumentu. Wtedy świadomość emocji nie chroni mnie jeszcze przed błędem potwierdzenia. Rozum może spokojnie kontynuować obronę wyroku wydanego pod ich wpływem.
Odpowiedź na kontrargument
Przyjmuję ten kontrargument jako poważny. Dlatego nie chcę opierać kontroli własnego myślenia wyłącznie na introspekcji. Potrzebuję zapisu, który można sprawdzić również z zewnątrz.
W opisie spornego zdarzenia będę rozdzielał co najmniej cztery kategorie:
co zaobserwowano;
co zostało powiedziane lub napisane;
jaki wniosek z tego wyprowadziłem;
jakie inne wyjaśnienia pozostają możliwe.
Nie będę traktował późniejszego częściowego potwierdzenia jako dowodu, że wszystkie wcześniejsze domysły były trafne. Jeżeli kilka faktów pasuje do mojej hipotezy, zapytam również, czy pasują one do jakiejś hipotezy konkurencyjnej.
W apologetyce zobowiązuję się odrzucać argument słaby również wtedy, gdy wspiera wniosek, który uważam za prawdziwy. Usunięcie złego uzasadnienia nie osłabia prawdy. Może ją oczyścić z czegoś, co wcześniej jedynie pozornie ją chroniło.
Możliwa nowa teza / wkład własny
Zaangażowanie światopoglądowe apologety nie zwalnia go z symetrycznego traktowania dowodów. Apologeta nie musi udawać człowieka pozbawionego przekonań. Powinien jednak stale odróżniać prawdę, której broni, od argumentów, którymi aktualnie się posługuje. Pierwsza może być dla niego trwałym punktem odniesienia. Drugie podlegają ocenie, korekcie, doprecyzowaniu, a niekiedy odrzuceniu.
Rozwój stanowiska nie musi polegać na częstych zmianach o sto osiemdziesiąt stopni. Może dokonywać się poprzez coraz dokładniejsze określanie zakresu tez, rozpoznawanie ich granic, odrzucanie uproszczeń oraz lepsze rozumienie racji strony przeciwnej. Warunkiem rzeczywistego rozwoju jest jednak istnienie informacji, która mogłaby obniżyć mój stopień pewności. Jeżeli nic nie może wpłynąć na moje stanowisko, nie jest ono już przedmiotem badania.
Najbardziej praktycznym zabezpieczeniem przed błędem potwierdzenia może być procedura dialogiczna: głośne wypowiedzenie tezy, życzliwa parafraza przeciwnika, wskazanie alternatywnych wyjaśnień, nazwanie możliwego falsyfikatora i rozmowa z kompetentnym adwersarzem. Nie usuwa ona stronniczości, ale czyni ją bardziej widoczną.
Dalsza kwerenda
Zestawić Nickersona ze Stanovichem.
Sprawdzić, w jaki sposób błąd potwierdzenia łączy się z myside bias oraz dlaczego wysoki poziom inteligencji nie musi chronić przed stronniczym ocenianiem argumentów.
Zestawić diagnozę z pozytywnym modelem AOT.
Wykorzystać Harana, Ritov i Mellers do pokazania, że aktywnie otwarte myślenie wiąże się z dłuższym poszukiwaniem informacji i większą gotowością uwzględniania alternatyw.
Połączyć problem z inferencją do najlepszego wyjaśnienia.
Lipton będzie potrzebny, aby rozdział nie skończył się tylko ostrzeżeniem przed błędem. Czytelnik powinien otrzymać pozytywną metodę porównywania kilku konkurencyjnych interpretacji.
Opracować pięć pytań kontrolnych przed wydaniem sądu:
Co wiem bezpośrednio?
Co dopowiedziałem?
Jakie inne wyjaśnienie pasuje do tych samych danych?
Co obniżyłoby moją pewność?
Kto kompetentny mógłby zakwestionować mój wniosek?
Przeredagować historię odbioru domu.
Utworzyć dwie kolumny: „fakty” i „interpretacje”. Usunąć dane pozwalające rozpoznać osobę. Nie przedstawiać przypuszczalnych motywów jako ustalonych faktów. Nie wyprowadzać z jednego przypadku wniosku, że niemal każda budowa kończy się próbą uniknięcia zapłaty.
Osobno opracować doświadczenie odmowy imprimatur.
Ta scena może być bardzo wartościowa, ponieważ pokazuje autora obserwującego własne emocje. Trzeba jednak zachować dokładne rozróżnienie między tekstem opinii a jego osobistą interpretacją.
Wyłączyć kwestię wieku Ziemi do osobnej fiszki.
Potrzebne będzie źródło teologiczne dotyczące wszechmocy i prawdomówności Boga oraz niezależne źródła dotyczące statusu danych o wieku Ziemi. Nickerson dostarcza narzędzia kontroli rozumowania, ale nie rozstrzyga tego sporu.
Roboczy akapit
Najłatwiej rozpoznać błąd potwierdzenia u człowieka siedzącego naprzeciwko. U siebie widzę zwykle coś znacznie szlachetniejszego: konsekwencję, wytrwałość i obronę prawdy. Kłopot zaczyna się chwilę wcześniej, kiedy z kilku faktów buduję pierwszą wersję wydarzeń. Od tego momentu rozum nie przestaje działać. Czasem działa wręcz znakomicie, tylko dostaje inną rolę. Zamiast sędziego staje się adwokatem. Zbiera świadków, podważa zeznania strony przeciwnej i z ulgą przyjmuje każdy szczegół pasujący do aktu oskarżenia.
Dlatego przed ważną odpowiedzią próbuję wypowiedzieć własną tezę na głos. Potem przedstawiam stanowisko drugiej strony tak, aby mogła powiedzieć: „Tak, właśnie o to mi chodzi”. Następnie szukam informacji, które naprawdę mogłyby obniżyć moją pewność. Nie pytam wyłącznie: „Co potwierdza moje zdanie?”. Pytam także: „Co jeszcze mogłoby wyjaśnić te same fakty?” oraz „Co musiałoby się wydarzyć, abym uznał, że się pomyliłem?”.
To nie daje mi gwarancji bezstronności. Mogę źle zrozumieć przeciwnika albo wybrać przeciwko sobie łatwe argumenty. Dlatego ostatnim etapem powinna być rozmowa z kimś, kto rzeczywiście zna drugą stronę sporu. Przekonanie, którego nie wolno doprecyzować, oczyścić ze słabych uzasadnień ani wystawić na próbę, powoli przestaje być stanowiskiem. Zaczyna przypominać schron. A ze schronu można długo prowadzić ogień, tylko coraz trudniej zobaczyć, jak naprawdę wygląda świat na zewnątrz.
Dodatkowe notatki o powiązaniach
Miejsce w książce:
Część I — „Uczciwy umysł” / „Czysta tablica”
rozdział 2 — „Fakty, interpretacje i filtry”
początek głównego wywodu, bezpośrednio po scenie z życia
przejście z rozdziału 1: emocja może wydać pierwszy wyrok, a rozum później zebrać świadków na jego poparcie
Powiązane materiały:
NCK_1998-1 — błąd potwierdzenia i nieświadome budowanie sprawy
R2–2 — obserwacja, fakt, dane i interpretacja
R2–3 — pochopna spójna opowieść
R2–4 — myside bias i inteligencja
R2–5 — aktywnie otwarte myślenie
R2–6 — inferencja do najlepszego wyjaśnienia
Nickerson
Kahneman
Stanovich, West i Toplak
Haran, Ritov i Mellers
Lipton
pomocniczo: Ury oraz Miller i Rollnick — parafraza, słuchanie i sprawdzanie rozumienia stanowiska drugiej strony
Metadane pytania 1
Typ: self_critique · Status: open · Znaczenie: key
Potrzebne źródła:
Nickerson; Haran, Ritov i Mellers; później Lipton.
Metadane pytania 2
Typ: self_critique · Status: open · Znaczenie: key
Metadane pytania 3
Typ: methodological · Status: open · Znaczenie: key
Potrzebne źródła:
Nickerson; Haran, Ritov i Mellers; później źródła dotyczące metody apologetycznej, o ile okażą się potrzebne.
Metadane pytania 4
Typ: predictive · Status: open · Znaczenie: important
Potrzebne źródła:
Haran, Ritov i Mellers; Stanovich; później Lipton.
Status mojego stanowiska
working
Stopień pewności
high
LNX_2021-1 — Projektant osobowy, a nie bezosobowa siła
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Przekład całego fragmentu
Zwroty „Bóg powiedział”, „Bóg widział, że było dobre”, „Bóg pobłogosławił” […] wyraźnie wskazują, że Bóg jest osobą, a nie siłą.
Lokalizacja w źródle
Lennox, rozdz. 5, strona PDF 124, Loc. 1804. Najlepsze miejsce w rozprawie: Rozdział 3, § 1 „Inteligencja nie może być czysto bezosobowym prawem”. Możliwe użycie dodatkowe: Rozdział 3, § 4 „Wola” oraz § 8 „Granice teologii naturalnej”. Funkcja argumentacyjna: Wskazuje biblijne podstawy przypisywania Stwórcy poznania, oceny i działania relacyjnego.
2. Rozumiem fragment
Ważne zastrzeżenie
Lennox opiera osobowość Boga na tekście objawionym. Cytat nie powinien być przedstawiany jako wniosek uzyskany wyłącznie z przyrody.
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
Najlepiej użyć po rekonstrukcji „profilu metafizycznego” z danych naturalnych, aby pokazać, co wnosi Objawienie ponad sam argument z projektu.
Słowa kluczowe
osobowość; umysł; relacja; dobro; Objawienie
POP_1963-1 — Dobra teoria zakazuje pewnych stanów rzeczy: falsyfikowalność i przypadek astrologii
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
“3. Every ‘good’ scientific theory is a prohibition: it forbids certain things to happen. The more a theory forbids, the better it is.
A theory which is not refutable by any conceivable event is nonscientific. Irrefutability is not a virtue of a theory (as people often think) but a vice.
Every genuine test of a theory is an attempt to falsify it, or to refute it. Testability is falsifiability; but there are degrees of testability: some theories are more testable, more exposed to refutation, than others; they take, as it were, greater risks.
[…]
One can sum up all this by saying that the criterion of the scientific status of a theory is its falsifiability, or refutability, or testability.
[…]
Astrology did not pass the test. Astrologers were greatly impressed, and misled, by what they believed to be confirming evidence—so much so that they were quite unimpressed by any unfavourable evidence. Moreover, by making their interpretations and prophecies sufficiently vague they were able to explain away anything that might have been a refutation of the theory had the theory and the prophecies been more precise. In order to escape falsification they destroyed the testability of their theory. It is a typical soothsayer’s trick to predict things so vaguely that the predictions can hardly fail: that they become irrefutable.”
Przekład całego fragmentu
„3. Każda «dobra» teoria naukowa jest zakazem: zabrania zachodzenia pewnych rzeczy. Im więcej teoria wyklucza, tym jest lepsza.
Teoria, której nie może obalić żadne dające się pomyśleć zdarzenie, jest nienaukowa. Nieobalalność nie jest zaletą teorii — jak często się uważa — lecz jej wadą.
Każdy autentyczny test teorii jest próbą jej sfalsyfikowania lub obalenia. Testowalność jest falsyfikowalnością; istnieją jednak stopnie testowalności: niektóre teorie są bardziej testowalne, bardziej narażone na obalenie niż inne; podejmują, rzec można, większe ryzyko.
[…]
Wszystko to można podsumować, stwierdzając, że kryterium naukowego statusu teorii stanowi jej falsyfikowalność, obalalność albo testowalność.
[…]
Astrologia nie przeszła tego testu. Astrologowie byli pod silnym wrażeniem — i zostali wprowadzeni w błąd — przez to, co uważali za świadectwa potwierdzające, do tego stopnia, że żadne świadectwo niekorzystne nie robiło na nich większego wrażenia. Co więcej, formułując swoje interpretacje i przepowiednie wystarczająco niejasno, potrafili wyjaśnić po fakcie wszystko, co mogłoby stanowić obalenie teorii, gdyby sama teoria i przepowiednie były bardziej precyzyjne. Aby uniknąć falsyfikacji, zniszczyli testowalność swojej teorii. Typowym zabiegiem wróżbity jest przepowiadanie rzeczy tak niejasno, aby przepowiednie niemal nie mogły zawieść — aby stały się nieobalalne”.
Lokalizacja w źródle
Karl R. Popper, Conjectures and Refutations: The Growth of Scientific Knowledge, rozdział 1, „Science: Conjectures and Refutations”:
część I, punkty 3–5 oraz podsumowanie kryterium — drukowana s. 36; PDF s. 37/409;
część II, przykład astrologii — drukowana s. 37; PDF s. 38/409.
Używany plik zawiera wydanie Basic Books z oznaczeniem copyright 1962; pozycja bibliograficzna w bazie została oznaczona rokiem 1963.
2. Rozumiem fragment
Popper nie twierdzi jedynie, że teoria naukowa powinna być możliwa do sprawdzenia w jakimś ogólnym sensie. Jego stanowisko jest mocniejsze: teoria empiryczna powinna wykluczać określone możliwe stany rzeczy, a przez to narażać się na rzeczywiste ryzyko niepowodzenia. Im więcej możliwych zdarzeń pozostaje niezgodnych z teorią, tym większa jest jej treść empiryczna i stopień testowalności.
Nie oznacza to, że teoria bardziej falsyfikowalna jest automatycznie prawdziwa. Oznacza natomiast, że mówi więcej o świecie, ponieważ nie daje się uzgodnić z dowolnym wynikiem obserwacji. Popper przeciwstawia tutaj teorię Einsteina takim systemom interpretacyjnym jak astrologia, psychoanaliza Adlera i Freuda oraz późniejsze, immunizowane wersje marksizmu. Teoria Einsteina przewidywała określony efekt, którego niewystąpienie przemawiałoby przeciwko niej. Astrologia natomiast formułowała swoje interpretacje wystarczająco nieprecyzyjnie, aby każdy możliwy wynik dało się po fakcie uznać za zgodny z horoskopem.
W odniesieniu do astrologii Popper pisze dokładnie:
“Astrology did not pass the test. Astrologers were greatly impressed, and misled, by what they believed to be confirming evidence—so much so that they were quite unimpressed by any unfavourable evidence. Moreover, by making their interpretations and prophecies sufficiently vague they were able to explain away anything that might have been a refutation of the theory had the theory and the prophecies been more precise. In order to escape falsification they destroyed the testability of their theory. It is a typical soothsayer’s trick to predict things so vaguely that the predictions can hardly fail: that they become irrefutable.”
Sednem zarzutu nie jest więc samo występowanie błędnych przewidywań. Teorie naukowe również bywają błędne. Problem polega na takim konstruowaniu albo późniejszym reinterpretowaniu twierdzeń, aby żaden możliwy wynik nie został uznany za świadectwo niekorzystne. System interpretacyjny zyskuje wówczas pozorną zdolność wyjaśniania wszystkiego, lecz właśnie z tego powodu przestaje być empirycznie informacyjny.
Krytyczne rozwinięcie Paula Thagarda
Paul Thagard wiernie rekonstruuje Popperowski zarzut wobec astrologii:
“Because the predictions of astrologers are generally vague, a Popperian would assert that the real problem with astrology is that it is not falsifiable: astrologers can not make predictions which if unfulfilled would lead them to give up their theory. Hence because it is unfalsifiable, astrology is unscientific.”
Thagard nie poprzestaje jednak na tym kryterium. Wprost stwierdza:
“Astrology can not be condemned as pseudoscientific on the grounds proposed by verificationists, falsificationists, or Bok and Jerome.”
Powodem jest między innymi to, że w rzeczywistej praktyce naukowej pojedyncza niezgodna obserwacja nie wskazuje jednoznacznie, który składnik całego zespołu założeń jest błędny. Teoria może zostać zachowana przez zmianę hipotezy pomocniczej, sposobu pomiaru albo interpretacji danych. Sam fakt, że teoria napotyka anomalie, nie czyni jej pseudonaukową, ponieważ również najlepsze programy naukowe przez długi czas funkcjonują w obecności nierozwiązanych problemów.
Dlatego Thagard proponuje ocenę opartą na trzech elementach:
“A demarcation criterion requires a matrix of three elements: [theory, community, historical context].”
Teoria lub dyscyplina aspirująca do naukowości staje się według niego pseudonaukowa wtedy, gdy przez długi czas rozwija się słabiej od dostępnych alternatyw i pozostawia wiele problemów nierozwiązanych, a jej wspólnota praktyków nie podejmuje poważnej pracy nad tymi problemami, nie porównuje teorii z konkurentkami i selektywnie traktuje dane potwierdzające oraz podważające.
Astrologia spełnia te warunki nie tylko dlatego, że jej przepowiednie są nieprecyzyjne. Od czasów Ptolemeusza niewiele zwiększyła swoją moc wyjaśniającą, nie rozwiązała między innymi problemu precesji punktów równonocy, nie wypracowała jednoznacznego sposobu uwzględniania planet odkrytych po Ptolemeuszu, nie wyjaśniła niezgodności dotyczących bliźniąt ani zbiorowych katastrof dotykających ludzi o różnych horoskopach. Jednocześnie powstały rozwijające się teorie psychologiczne i fizyczne, z którymi astrologia nie podjęła systematycznej konkurencji.
Thagard przywołuje w tym kontekście historyczną diagnozę Williama Stahlmana:
“William Stahlman [23] has described how the immense growth of science in the seventeenth century contrasted with stagnation of astrology.”
Należy zachować dokładną atrybucję: sformułowanie o kontraście między rozwojem nauki i stagnacją astrologii Thagard przedstawia jako ustalenie Stahlmana. Sam Thagard dodaje, że rozwój mechaniki Newtona, Kartezjusza i Hobbesa oraz rewolucja kopernikańska dawały dobre powody, aby astrologię uznać za nieobiecujący kierunek badań, ale nie stanowiły jeszcze jej ścisłego obalenia.
Stanowiska Poppera i Thagarda nie są zatem tożsame:
- Popper określa warunek empirycznej naukowości konkretnej teorii: musi ona dopuszczać możliwe świadectwo obalające.
- Thagard ocenia długofalowy status całej dyscypliny lub programu: jego postęp w relacji do alternatyw oraz postawę wspólnoty wobec problemów i kontrświadectw.
- Popper akcentuje ryzyko logiczno-empiryczne teorii.
- Thagard uzupełnia je o porównanie historyczne i praktykę epistemiczną wspólnoty badawczej.
Dla książki „Projektowani” najważniejszy jest podział na trzy odrębne pytania:
- Czy konkretne twierdzenie empiryczne jest testowalne i wskazuje możliwe wyniki, które byłyby z nim niezgodne?
- Czy szerszy program badawczy zwiększa swoją moc wyjaśniającą, rozwiązuje nowe problemy i rozwija się lepiej niż dostępne alternatywy?
- Czy teza metafizyczna jest racjonalna lub prawdziwa, nawet jeżeli nie należy bezpośrednio do nauk empirycznych?
Rozróżnienie to chroni przed dwoma przeciwstawnymi błędami. Z jednej strony nie wolno uznawać każdego twierdzenia niefalsyfikowalnego za bezsensowną „opowiastkę”. Z drugiej strony nie wystarczy wskazać abstrakcyjnie możliwego falsyfikatora, aby cały program został uznany za dojrzałą naukę. Trzeba sprawdzić, jak program faktycznie reaguje na anomalie, czy tworzy nowe przewidywania albo trafne retrodukcje, czy rozwiązuje problemy oraz czy porównuje się z najsilniejszymi teoriami konkurencyjnymi.
Ten sam standard należy zastosować symetrycznie do współczesnych argumentów inteligentnego projektu, teorii ewolucyjnych, hipotez wieloświata i innych naturalistycznych programów wyjaśniających.
Ważne zastrzeżenie
Nie należy streszczać Poppera zdaniem: „moc teorii mierzy się wyłącznie jej falsyfikowalnością”. Jest to sformułowanie zbyt uproszczone. Popper mówi o stopniach testowalności, o treści empirycznej i o ryzyku podejmowanym przez teorię. W dalszych partiach książki wymaga również, aby nowa teoria wyjaśniała więcej, prowadziła do nowych testów i przechodziła przynajmniej część surowych prób empirycznych.
Określenie „nienaukowa” nie oznacza u Poppera automatycznie: fałszywa, bezsensowna, irracjonalna albo pozbawiona znaczenia. Oznacza, że dane twierdzenie nie ma statusu teorii empirycznie testowalnej. Rozróżnienie to jest niezbędne w odniesieniu do metafizyki, teologii naturalnej i twierdzeń o Stwórcy.
Thagard nie powtarza po prostu kryterium Poppera, lecz uważa je za niewystarczające do oceny całej dyscypliny. W jego ujęciu pojedyncza anomalia nie eliminuje automatycznie teorii; istotne są dostępne alternatywy, długofalowy postęp programu i praktyka wspólnoty badawczej.
Nie każda zmiana hipotezy pomocniczej jest zabiegiem ad hoc. Może być naukowo uzasadniona, jeżeli ma niezależne podstawy, zwiększa treść teorii i prowadzi do nowych testów. Immunizacja zachodzi wtedy, gdy zmiana służy wyłącznie pogodzeniu teorii z już znanym niekorzystnym wynikiem i nie wnosi nowych, sprawdzalnych konsekwencji.
Zdanie o „ogromnym rozwoju nauki w XVII wieku” i „stagnacji astrologii” Thagard przypisuje Williamowi Stahlmanowi. Nie należy przedstawiać go jako samodzielnego cytatu Poppera ani jako formalnego dowodu obalenia astrologii.
3. Pytania i moje odpowiedzi
1. Czy chcę w książce „Projektowani” bronić inteligentnego projektu jako teorii naukowej w technicznym sensie Poppera, czy raczej jako filozoficznego wnioskowania do najlepszego wyjaśnienia, które korzysta z wyników nauk, lecz nie jest z nimi tożsame?
Od odpowiedzi zależy ciężar dowodu. Jeżeli ID ma być teorią empiryczną, powinienem wskazać jego odróżnialne przewidywania i potencjalne falsyfikatory. Jeżeli jest wnioskowaniem filozoficznym, jego racjonalność trzeba oceniać także przez zakres wyjaśnienia, adekwatność przyczynową i porównanie hipotez, bez utożsamiania niefalsyfikowalności z fałszem.
jako teorii naukowej, bo to właśnie dane empiryczne z różnych dziedzin nauki wskazują na prawdziwość takiej hipotezy, że za tym co obserwujemy kryje się ktoś/lub liczba mnoga, lub jakaś wyższa forma istnienia od naszej: coś.
2. Jakie konkretne odkrycie empiryczne skłoniłoby mnie do osłabienia albo porzucenia przynajmniej jednego z głównych argumentów projektowych: z informacji biologicznej, nieredukowalnej złożoności, pochodzenia życia albo fine-tuningu?
Pozwala sprawdzić, czy argumenty projektowe rzeczywiście podejmują ryzyko poznawcze, czy też każdy nowo odkryty mechanizm naturalny może zostać bez ograniczeń uznany za kolejny sposób realizacji wcześniejszego projektu. Należy także rozróżnić obalenie konkretnego argumentu od obalenia każdej możliwej tezy o projekcie.
gdyby znaleziono formy przejściowe pomiędzy człowiekim a małpą oraz gdyby udowodniono ewolucję duszy.
3. Czy przyjmuję korektę Thagarda, zgodnie z którą wartość programu badawczego należy oceniać nie tylko przez jego formalną falsyfikowalność, ale również przez długofalowy postęp wobec alternatyw? Jakie konkretne osiągnięcia uznałbym za postęp programu inteligentnego projektu, a jakie za jego stagnację?
Samo wskazywanie nierozwiązanych problemów darwinizmu, abiogenezy albo kosmologii nie wykazuje jeszcze postępu ID. Trzeba ustalić, czy program projektowy wyjaśnił nowe fakty, wygenerował nowe badania, rozwiązał wcześniejsze anomalie albo zaproponował modele lepsze od konkurencyjnych.
stagnacją byłoby gdyby świat nauki przyznał, że rzeczywiście za tym co obserwuje stroi jakiś projektant, ale nic dalej by z tym nie rozbił, tzn. gdyby nie chciał poznać kim on jest, jak działa... po prostu cos więcej na temat jego samego, wtedy ta teoria byłaby martwa. Do osiągnięć mógłbym zaliczyć powstanie nowej nauki, która na bazie li tylko praw i danych empirycznych zajmowałaby się poznawaniem projektanta
4. Gdzie w moim własnym rozumowaniu istnieje większe ryzyko metodologicznej asymetrii: czy wymagam ścisłego falsyfikatora od ID, a pozwalam hipotezom naturalistycznym lub wieloświatowym na nieograniczone hipotezy pomocnicze, czy przeciwnie — zbyt łatwo uznaję każdą korektę programu naturalistycznego za zabieg ratunkowy, a podobne korekty ID za uprawniony rozwój teorii?
Pytanie dotyczy nie tylko treści badanych teorii, lecz również mojej własnej postawy badawczej. Pozwala wcześniej ustalić wspólne kryteria oceny i ograniczyć wpływ preferowanego światopoglądu na sposób rozdzielania ciężaru dowodu.
z racji osobistego śwaitopoglądu religijnego musze niejednokrotnie się hamować w zbyt szybkiej ocenie argumentów naturalistów/materialistów. Często staram się dostrzegać - bynajmniej w teorii tak robić - konkretnego człowieka za konkretna teorią, a nie materialistę/ateistę itd. za konkretna teorią. Poznanie tej osoby daje mi więcej zrozumienia dla jego background'u.
4. Moje stanowisko
Moje stanowisko i uzasadnienie
Przyjmuję jako prawdę wiary katolickiej, że dusza duchowa jest bezpośrednio stwarzana przez Boga. Nie zamierzam przedstawiać tego twierdzenia jako hipotezy biologicznej, którą można bezpośrednio potwierdzić albo obalić za pomocą skamieniałości. Nauki przyrodnicze badają ciało oraz obserwowalne skutki działania człowieka. Twierdzenie o ontologicznym charakterze duszy należy do filozofii człowieka i teologii.
Jednocześnie formułuję węższą, empirycznie ryzykowną hipotezę: pojawienie się człowieka rozumnego mogło pozostawić w materiale archeologicznym lub paleoantropologicznym jakościową nieciągłość w zakresie myślenia symbolicznego, planowania, kumulatywnej kultury, normatywności i świadomego działania ukierunkowanego na odległy cel.
Gdyby odnaleziono dobrze udokumentowany, gęsty i funkcjonalny ciąg form pośrednich, pokazujący stopniowe przechodzenie od poznania zwierzęcego do wszystkich zasadniczych przejawów ludzkiej rozumności, byłoby to poważne kontrświadectwo wobec modelu przewidującego nagłe, empirycznie rozpoznawalne pojawienie się tych zdolności.
Nie nazywałbym jednak takiego odkrycia bezpośrednim dowodem „ewolucji duszy”. Pokazywałoby ono ciągłość obserwowalnych zachowań i cielesnych warunków poznania. Wniosek, że materia sama wytworzyła duchowy intelekt i wolną wolę, byłby już wnioskiem filozoficznym, a nie prostym odczytem skamieniałości.
Taka ciągłość zmusiłaby mnie do poważnej rewizji mojego antropologicznego argumentu za projektem i konkretnej wersji kreacjonizmu progresywnego. Nie obalałaby automatycznie istnienia Boga, bezpośredniego stworzenia duszy ani ogólnej prawdy o stworzeniu. Obalałaby natomiast lub mocno osłabiała dodatkowe twierdzenie, że ontologiczne pojawienie się człowieka musi być widoczne jako nagła przerwa w materiale empirycznym.
Popperowskie kryterium stosuję więc do konkretnych twierdzeń empirycznych, a nie mechanicznie do każdej prawdy metafizycznej lub teologicznej.
Co pozostawiam otwarte
Pozostawiam otwarte przede wszystkim pytanie, jak należy precyzyjnie zdefiniować duszę rozumną, aby nie utożsamiać jej po prostu z wysokim poziomem inteligencji, sprawnością mózgu albo umiejętnością używania narzędzi.
Muszę dokładniej ustalić, które zdolności wskazują na jakościowo nowy poziom poznania. Rozważenia wymagają między innymi:
tworzenie pojęć ogólnych;
refleksja nad własnym myśleniem;
planowanie wieloetapowe;
posługiwanie się symbolami;
tworzenie narzędzi służących do wykonania innych narzędzi;
kumulatywna kultura;
rozpoznawanie norm moralnych;
świadome pytanie o prawdę, dobro, śmierć i transcendencję.
Otwarte pozostaje pytanie, czy materiał paleoantropologiczny pokazuje nagłe pojawienie się takich zdolności, czy raczej ich długą i stopniową historię. Nie mam jeszcze w repozytorium wystarczającego zestawu źródeł, aby ten problem rozstrzygać.
Muszę także ustalić, czy jakościowa nieciągłość ontologiczna musi prowadzić do nagłej i równie wyraźnej nieciągłości archeologicznej. Być może pełna zdolność rozumna mogła początkowo ujawniać się w bardzo skromnych formach kultury.
Otwarte pozostaje również pytanie o status inteligentnego projektu. Nie wiem jeszcze, czy najtrafniej opisywać go jako teorię empiryczną, szerszy program badawczy, zbiór szczegółowych argumentów czy filozoficzne wnioskowanie korzystające z wyników nauki.
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
Funkcja fiszki: stworzenie metodologicznego przejścia między rozróżnieniem faktów i interpretacji a oceną konkurencyjnych obrazów rzeczywistości. Fiszka ma pokazać, że interpretacja nie jest naukowo wartościowa tylko dlatego, że można przytoczyć wiele zgodnych z nią faktów. Musi także ujawnić, jakie fakty byłyby dla niej problemem.
Proponowane miejsce: rozdział 2 „Fakty vs. interpretacje”, po wyjaśnieniu, że te same dane mogą zostać włączone do odmiennych modeli interpretacyjnych.
Proponowany fragment rozdziału:
Między faktem a jego interpretacją znajduje się jeszcze jeden element: ryzyko poznawcze podejmowane przez interpretację. System, który można uzgodnić z każdym możliwym wynikiem, może sprawiać wrażenie niezwykle pojemnego, lecz właśnie dlatego ma niewielką treść empiryczną. Karl Popper ujmował dobrą teorię jako „zakaz”: teoria mówi nie tylko, co może się wydarzyć, ale również czego — przy jej prawdziwości — wydarzyć się nie powinno. Jeżeli każdy wynik zostaje po fakcie przedstawiony jako zgodny z teorią, następuje jej immunizacja przed krytyką. Nie wystarcza jednak mechaniczne poszukiwanie pojedynczego falsyfikatora. Paul Thagard zwrócił uwagę, że oceniając cały program badawczy, trzeba również zbadać jego długofalowy postęp wobec alternatyw, zdolność rozwiązywania problemów oraz sposób reagowania wspólnoty badaczy na anomalie. Kryterium to powinno być stosowane symetrycznie zarówno do hipotez projektu, jak i do ich naturalistycznych konkurentów.
W rozdziale 11 fiszka może pełnić dodatkową funkcję przy ocenie wieloświata: zamiast pytać wyłącznie, czy inne wszechświaty są bezpośrednio obserwowalne, należy badać, czy konkretny model wieloświata generuje odróżnialne konsekwencje, rozwiązuje wcześniejsze problemy i rozwija się wobec modeli konkurencyjnych.
Słowa kluczowe
falsyfikowalność; obalalność; testowalność; treść empiryczna; ryzykowna predykcja; potwierdzenie; koroboracja; demarkacja; nauka; pseudonauka; astrologia; immunizacja teorii; hipoteza ad hoc; Paul Thagard; postępowość teorii; program badawczy; anomalia; teoria alternatywna; wspólnota badawcza; fakty i interpretacje; inteligentny projekt; wieloświat
Teza autora
O naukowym statusie teorii empirycznej decyduje jej podatność na rzeczywiste testy, czyli możliwość wskazania takich obserwowalnych stanów rzeczy, które byłyby z nią niezgodne. Im więcej możliwych zdarzeń teoria wyklucza, tym większa jest jej treść empiryczna i stopień testowalności.
Astrologia nie spełnia tego kryterium, ponieważ nieprecyzyjność jej interpretacji i przepowiedni pozwala zwolennikom uzgadniać z nią każdy wynik, także świadectwa pozornie niekorzystne. Chroniąc teorię przed obaleniem, astrologowie pozbawiają ją testowalności.
Tok rozumowania autora
Dla niemal każdej teorii można znaleźć liczne przypadki wyglądające na jej potwierdzenie, jeżeli poszukuje się wyłącznie danych zgodnych.
Potwierdzenie ma wartość naukową przede wszystkim wtedy, gdy wynika z ryzykownej predykcji, której niepowodzenie przemawiałoby przeciwko teorii.
Teoria posiada treść empiryczną w takim zakresie, w jakim wyklucza określone możliwe wyniki obserwacji.
Teoria zgodna z każdym dającym się pomyśleć zdarzeniem nie może zostać poddana autentycznemu testowi empirycznemu.
Astrologowie formułują przepowiednie i interpretacje na tyle nieprecyzyjnie, że zarówno wyniki korzystne, jak i niekorzystne mogą zostać przedstawione jako zgodne z astrologią.
Świadectwa negatywne nie prowadzą do rewizji albo porzucenia teorii, lecz do reinterpretacji wyniku.
Wniosek: astrologia została immunizowana przed falsyfikacją i w tej postaci nie ma statusu teorii empirycznie naukowej.
Założenia jawne i ukryte
Istnieje logiczna asymetria między uniwersalnym potwierdzeniem teorii a jej obaleniem przez wynik z nią niezgodny.
Naukowe twierdzenia empiryczne powinny mieć określone konsekwencje obserwacyjne.
Treść empiryczna teorii zależy od zbioru możliwych zdarzeń, które teoria wyklucza.
Wartość potwierdzenia zależy od surowości wcześniejszego testu, a nie od samej liczby zgodnych przykładów.
Uczestnicy badań powinni z góry dopuszczać możliwość, że określony wynik przemówi przeciwko teorii.
Nieprecyzyjność może pełnić funkcję immunizującą i obniżać status naukowy teorii.
Demarkacja nauki od nienauki nie jest tym samym co odróżnienie prawdy od fałszu ani sensu od bezsensu.
Przynajmniej część zdań obserwacyjnych może zostać metodologicznie przyjęta jako podstawa testowania teorii.
Pojęcia wymagające doprecyzowania
falsyfikowalność; obalalność; testowalność; treść empiryczna; ryzykowna predykcja; potwierdzenie; koroboracja; falsyfikator potencjalny; teoria empiryczna; nieobalalność; demarkacja; hipoteza pomocnicza; zabieg ad hoc; immunizacja teorii; precyzja predykcji; program badawczy; anomalia
Kontekst i życzliwa interpretacja
Popper rekonstruuje refleksje, do których doszedł w latach 1919–1920, porównując teorię względności Einsteina z marksizmem, psychoanalizą i astrologią. Nie chodzi mu o to, że dojrzała teoria naukowa zostaje automatycznie porzucona po pierwszej niezgodnej obserwacji. Jego głównym celem jest wskazanie normatywnej różnicy między teorią, która naprawdę wystawia się na możliwą porażkę, a systemem interpretacyjnym, który zawsze potrafi ogłosić własny sukces.
Najsilniejsza życzliwa interpretacja Poppera brzmi: racjonalność nauki nie polega na nieomylności teorii, lecz na takim formułowaniu i krytykowaniu twierdzeń, aby natura mogła przynajmniej niekiedy wykazać ich nieadekwatność. Naukowiec nie musi natychmiast porzucać całego programu po każdej anomalii, lecz nie może z góry zagwarantować sobie zwycięstwa niezależnie od wyników badań.
Thagard uzupełnia ten model o analizę programów i wspólnot. Jego krytyka nie usuwa Popperowskiego pytania o testowalność, ale pokazuje, że nie wystarcza ono do oceny wieloletniego rozwoju całej dyscypliny.
Znaczenie dla problemu badawczego
Cytat pozwala precyzyjnie odróżnić fakt od interpretacji, która jedynie przyswaja fakt po jego wystąpieniu. Pokazuje, że o wartości interpretacji nie decyduje wyłącznie zgodność z zastanymi danymi, lecz również zakres wyników, które interpretacja rzeczywiście wyklucza.
W odniesieniu do inteligentnego projektu fiszka wymusza rozdzielenie:
ogólnej metafizycznej tezy o inteligentnym źródle rzeczywistości;
konkretnych argumentów z informacji biologicznej, nieredukowalnej złożoności albo fine-tuningu;
szczegółowych modeli empirycznych, z których można wyprowadzać ryzykowne konsekwencje;
całego programu badawczego ocenianego pod względem postępu wobec alternatyw.
Fiszka daje podstawę do symetrycznej krytyki. Zwolennicy projektu powinni wskazać, jakie odkrycia osłabiałyby ich szczegółowe argumenty. Zwolennicy wyjaśnień naturalistycznych powinni natomiast wykazać, że nowe hipotezy pomocnicze niezależnie zwiększają moc wyjaśniającą, zamiast jedynie chronić przyjęty obraz świata przed kontrświadectwami.
Co przyjmuję jako trafne
Przyjmuję Popperowskie wymaganie, aby nie ograniczać się do wyszukiwania faktów zgodnych z własnym stanowiskiem. Potwierdzenia można znaleźć stosunkowo łatwo, zwłaszcza gdy teoria jest dla mnie ważna światopoglądowo. Poważniejsze pytanie brzmi: jakie odkrycie rzeczywiście osłabiłoby albo zmusiło mnie do porzucenia konkretnego twierdzenia?
Za trafne uznaję więc następujące zasady:
Argument mający status empiryczny powinien podejmować ryzyko niepowodzenia.
Warunki mogące osłabić teorię należy określać przed poznaniem wyniku badania, a nie dopiero po nim.
Nie powinienem wymagać falsyfikowalności wyłącznie od stanowiska przeciwnego. Ten sam standard należy stosować wobec argumentów za projektem.
Falsyfikowalność nie jest równoznaczna z prawdziwością. Teoria może być testowalna i fałszywa, a twierdzenie metafizyczne może być racjonalne, mimo że nie jest bezpośrednio testowalne empirycznie.
Należy rozróżnić ogólną tezę o celowym stworzeniu świata od szczegółowych argumentów empirycznych, takich jak argument z nagłego pojawienia się określonych zdolności, z nieredukowalnej złożoności albo z informacji biologicznej.
Obalenie jednego szczegółowego argumentu nie musi obalać całej doktryny stworzenia.
Przyjmuję również, że nauka może badać obserwowalne przejawy rozumności, nawet jeśli nie przyjmuje duszy jako bezpośrednio mierzalnego obiektu. Można badać narzędzia, planowanie, symbole, pochówki, sztukę, komunikację, organizację społeczną czy kumulatywną kulturę. Przejście od tych danych do twierdzenia o naturze podmiotu będzie jednak wymagało interpretacji filozoficznej.
Co uważam za niewykazane
Odrzucam uproszczone rozumienie Poppera, według którego jedna niezgodna obserwacja natychmiast obala całą teorię. Rozbudowane teorie korzystają z wielu założeń pomocniczych, a pojedyncza anomalia może wynikać z błędu pomiaru, niewłaściwego modelu pomocniczego albo niepełnego rozpoznania problemu. Dlatego ocena szerszego programu badawczego wymaga czasu, porównania z teoriami konkurencyjnymi i sprawdzenia, czy program prowadzi do nowych odkryć.
Nie przyjmuję również, że teoria niefalsyfikowalna musi być fałszywa, bezsensowna albo nieracjonalna. Kryterium Poppera dotyczy przede wszystkim empirycznego statusu twierdzenia. Nie rozstrzyga automatycznie wartości metafizyki, filozofii człowieka czy teologii.
Za niewykazane uważam twierdzenie, że duszę można bezpośrednio odnaleźć w skamieniałości. Kość nie zawiera etykiety: „ten osobnik tworzył pojęcia ogólne”. Narzędzie również nie dowodzi jeszcze pełnej ludzkiej rozumności, ponieważ niektóre zwierzęta używają i modyfikują proste narzędzia.
Nie przyjmuję też automatycznego wnioskowania:
brak znalezionych form przejściowych = dowód projektu.
Brak danych może wynikać z niepełności zapisu kopalnego, niewłaściwego miejsca poszukiwań albo ograniczeń metod badawczych.
Nie uważam również za wystarczające stwierdzenia, że człowiek nie posiada pazurów czy wielkich kłów, a więc jego dusza musiała zostać bezpośrednio zaprojektowana. Budowa ciała człowieka sama wymaga odrębnego, biologicznego opracowania. Może stanowić punkt wyjścia do pytania, ale nie gotowy dowód.
Najsilniejszy kontrargument
Najsilniejszy kontrargument brzmi: moje stanowisko może być skonstruowane tak, że w praktyce nic nie jest w stanie go obalić.
Jeśli zapis archeologiczny pokaże nagłe pojawienie się symboliki i kultury, uznam to za zgodne z bezpośrednim stworzeniem duszy. Jeżeli pokaże długą ciągłość, mogę powiedzieć, że ewoluowało ciało albo kulturowe sposoby wyrażania duszy, lecz sama dusza została stworzona w jednym, niewykrywalnym momencie. W ten sposób każda możliwa obserwacja może zostać dopasowana do mojego stanowiska.
Ponadto kryteria „prawdziwie ludzkiego” zachowania mogę przesuwać zależnie od odkryć. Kiedy okazuje się, że zwierzęta używają narzędzi, wskazuję narzędzia do produkowania kolejnych narzędzi. Gdy pojawią się przykłady planowania, mogę wskazać symbole albo normy moralne. Takie przesuwanie granicy chroniłoby teorię przed rzeczywistym ryzykiem.
Istnieje też problem niedookreślenia danych. Ten sam prosty przedmiot mógł być wykonany przez zwierzę o rozwiniętym poznaniu albo przez człowieka posiadającego pełnię rozumnej natury, lecz dysponującego ubogą technologią. Z samych artefaktów może więc nie dać się ustalić ontologicznego statusu ich twórcy.
W konsekwencji moja teza o duszy pozostawałaby poza empiryczną kontrolą, a powoływanie się na Poppera mogłoby jedynie stworzyć pozór naukowej testowalności.
Odpowiedź na kontrargument
Przyjmuję ten kontrargument jako zasadniczo trafny wobec ogólnego twierdzenia o bezpośrednim stworzeniu duszy. Nie jest ono teorią przyrodniczą i nie powinienem udawać, że można je wprost sfalsyfikować metodami paleoantropologii.
Aby uniknąć immunizowania własnego stanowiska, muszę wyodrębnić węższe twierdzenia empiryczne i określić z góry, jakie dane by je osłabiły. Przykładowo mogę badać hipotezę, że typowo ludzkie zachowania pojawiły się archeologicznie nagle. Jeżeli materiał pokaże ich długą, gęstą i wieloetapową ciągłość, powinienem tę hipotezę porzucić lub istotnie zmodyfikować.
Nie będę wówczas mówił: „nic się nie stało, ponieważ Projektant mógł zrobić wszystko dowolnie”. Przyznam, że konkretny argument z empirycznej nagłości utracił moc. Nie oznacza to jeszcze porzucenia metafizycznej tezy o duszy, ale oznacza realną korektę mojego argumentu apologetycznego.
Nie zamierzam również ustalać kryteriów człowieczeństwa dopiero po poznaniu kolejnych znalezisk. Potrzebuję wcześniej opracowanej filozoficznej definicji rozumności oraz niezależnego zestawu obserwowalnych wskaźników.
Akceptuję też ograniczenie: nawet najlepiej przygotowane kryteria nie pozwolą „zobaczyć duszy” w kości. Mogą jedynie pomóc porównać modele dotyczące rozwoju obserwowalnych przejawów rozumności.
Właśnie to rozdzielenie uważam za uczciwe: empiryczne argumenty rzeczywiście poddajemy próbie, natomiast twierdzenia filozoficzne i teologiczne oceniamy według właściwych im metod, nie przedstawiając ich jako wyników eksperymentalnych.
Metadane pytania 1
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 2
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 3
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 4
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Status mojego stanowiska
open
GOL-1997-01 — Porwanie emocjonalne: kiedy alarm wyprzedza pełną ocenę sytuacji
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
„Uczucie wyprzedza myśl”.
Goleman opisuje także reakcje alarmowe jako niekiedy „anachroniczne”: aktualna sytuacja zostaje potraktowana jak dawne zagrożenie, zanim człowiek zbierze pełne informacje.
Przekład całego fragmentu
[...] eksplozje emocjonalne sączymśw rodzaju „porwania” czy „uprowadzenia” systemu
nerwowego. Istniejąfakty zdające sięświadczyć, że w takich chwilach pewien ośrodek w mózgu
limbicznym ogłasza stan wyjątkowy, podporządkowując swoim pilnym zadaniom pozostałączęść
mózgu. Porwanie takie przebiega błyskawicznie, uruchamiając reakcjęorganizmu, zanim nowa
kora, czyli mózg myślący, zda sobie w pełni sprawęz tego, co siędzieje. W takiej sytuacji nie ma
oczywiście mowy o zastanawianiu się, czy podjęte działania sąwłaściwe. Charakterystyczną
cechąuprowadzenia jest i to, że kiedy ów krytyczny moment minie, osoba jeszcze przed chwilą
owładnięta gwałtownymi emocjami nie wie, co ją„napadło”.
Występujące w oryginale hijacking znaczy dokładnie tyle co „porwanie, uprowadzenie (np. samolotu)”. Po wielu konsultacjach zdecydowaliśmy sięna pozostawienie takiego
właśnie tłumaczenia owego terminu jako najtrafniej określającego to, co siędzieje wówczas z systemem nerwowym człowieka - przyp. red.
Daniel Goleman Inteligencja Emocjonalna
21
Uprowadzenia te nie sąbynajmniej rzadkimi, strasznymi przypadkami prowadzącymi do tak
brutalnych przestępstw jak opisane powyżej podwójne morderstwo. W mniej groźnej, co wcale
nie znaczy, że mniej intensywnej, formie zdarzająsiędośćczęsto nam wszystkim. Pomyślmy tylko
o tym, kiedy ostatni raz straciliśmy kontrolęnad sobą, wybuchając złościąna żonę, męża czy
dziecko albo na kierowcęinnego samochodu, a potem, uspokoiwszy sięi przeanalizowawszy
chłodno całąsytuację, doszliśmy do wniosku, że nasza reakcja była zupełnie niewspółmierna do
wydarzenia, które jąwywołało. Według wszelkiego prawdopodobieństwa byłto właśnie
przypadek takiego uprowadzenia, „przewrotu” w systemie nerwowym, którego - jak się
przekonamy - dokonało ciało migdałowate, jeden z ośrodków układu limbicznego.
Nie wszystkie uprowadzenia będące dziełem układu limbicznego sątak niepokojące. Kiedy ktoś,
usłyszawszy zabawny dowcip, ryknie ogłuszającym śmiechem, to jest to również reakcja
limbiczna. Układ ten działa bowiem także w chwilach ogromnej radości. Kiedy Dan Jansen po
wielu nieudanych próbach zdobycia złotego medalu olimpijskiego w łyżwiarstwie szybkim (co
przyrzekłswej umierającej siostrze) zająłw końcu pierwsze miejsce w wyścigu na 1000 metrów na
olimpiadzie zimowej w Norwegii w 1994 roku, jego żona zasłabła z wrażenia i musieli jej udzielić
pomocy lekarze dyżurujący na miejscu zawodów.
Siedlisko wszystkich namiętności
Ciało migdałowate u ludzi jest skupiskiem wzajemnie połączonych struktur o kształcie migdała
(stąd bierze się jego nazwa), znajdującym się nad pniem mózgu, koło podstawy kręgu
limbicznego. Sądwa takie ciała, po jednym z każdej strony mózgu, umieszczone z boków głowy.
W porównaniu z ciałem migdałowatym u naszych najbliższych kuzynów, małp
człekokształtnych, ludzkie ciało migdałowate jest dośćduże.
Hipokamp i ciało migdałowate były dwiema głównymi częściami pierwotnego węchomózgowia,
z którego w procesie ewolucji rozwinęła siękora mózgowa, a potem nowa kora mózgowa. Te
struktury limbiczne sądo dnia dzisiejszego odpowiedzialne za znacznączęśćprocesów uczenia
sięi zapamiętywania, a ciało migdałowate wyspecjalizowało sięw sprawach emocjonalnych.
Jeżeli odetnie sięjego połączenia z resztąmózgu, to nie jest on w stanie ocenićemocjonalnego
znaczenia zdarzeń. Stan ten określany jest niekiedy mianem „ślepoty uczuciowej”.
Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione sąznaczenia emocjonalnego, przestająsięliczyć.
Pewnemu młodemu człowiekowi usunięto ciało migdałowate, aby zapobiec poważnym atakom
padaczki. Od tamtej pory przestałzupełnie interesowaćsięludźmi i wolałprzebywaćsam. Choć
byłw stanie prowadzićrozmowy, przestałpoznawaćprzyjaciół, krewnych, a nawet własnąmatkę
i nie reagowałna ich rozpacz z powodu okazywanej im obojętności. Pozbawiony ciała
migdałowatego, zdawałsięnie miećżadnych uczuć.Ciało migdałowate pełni rolęmagazynu
pamięci emocjonalnej, a tym samym znaczeń, jakie mają dla nas poszczególne osoby czy
przedmioty; żyjąc bez niego, tracimy to rozeznanie.
Z ciałem migdałowatym łączy sięnie tylko miłośći przywiązanie, bowiem zależąod niego
wszystkie uczucia. Zwierzęta, którym usunięto ciało migdałowate albo przecięto połączenia
wiążące je z pozostałymi częściami mózgu, przestająodczuwaćstrach i wściekłość, tracąpopęd do
rywalizacji i współpracy i przestająsięorientować, jakie jest ich miejsce w strukturze społecznej
Przypadek mężczyzny bez żadnych uczućzostałopisany przez R. Josepha, dz. cyt., s. 83. Z drugiej strony, u osób, które nie mająciałmigdałowatego, mogązachowaćsiępewne
ślady uczuć(zob.: Paul Ekma, Richard Davidson (red.), Questions About Emotion, New York: Oxford University Press,1994). Te różne odkrycia mogązależećod tego, których części
ciała migdałowatego i związanych z niąobwodów brakuje u osób badanych; do opracowania szczegółowej neurologii emocji jest jeszcze daleko.
Daniel Goleman Inteligencja Emocjonalna
22
grupy, do której należą. Zanikająu nich albo ulegająznacznemu osłabieniu wszelkie emocje. Ciało
migdałowate i znajdująca się obok niego struktura zwana zakrętem obręczy uruchamiają
wydzielanie się łez, sygnału emocjonalnego, który wysyłają jedynie ludzie. Obejmowanie,
głaskanie, gładzenie i inne pocieszające gesty uspokajają te okolice mózgu, sprawiając, że
przestajemy szlochać. Bez ciała migdałowatego nie byłoby łez, których potoki staramy się
powstrzymać, okazując komuśwspółczucie.
Kluczowąrolęciała migdałowatego w funkcjonowaniu mózgu emocjonalnego odkryłJoseph
LeDoux, neurolog z Center for Neural Science [Ośrodka Neurologii] na Uniwersytecie
Nowojorskim. LeDoux jest przedstawicielem pokolenia neurochirurgów korzystających z
nowoczesnych metod i technologii pozwalających śledzićpracęmózgu z niedostępnądotąd
precyzją i ukazujących jego tajemnice zupełnie nieprzeniknione dla poprzednich pokoleń
badaczy. Jego odkrycia dotyczące połączeńnerwowych w mózgu emocjonalnym obalająstare
poglądy na temat układu limbicznego, ponieważw ich świetle okazuje się, że główne miejsce w
jego funkcjonowaniu zajmuje ciało migdałowate, a inne struktury limbiczne pełniązupełnie inne
role niżdotychczas przypuszczano.3
Badania LeDoux wyjaśniają, w jaki sposób ciało migdałowate może przejąćkontrolęnad tym, co
robimy, kiedy mózg myślący, czyli nowa kora, nadal zastanawia sięnad tym, jakąpodjąćdecyzję.
Jak sięprzekonamy, ciało migdałowate i wzajemne oddziaływania zachodzące między nim a
nowąkorąmózgowątworząrdzeńinteligencji emocjonalnej.
Nerwowy system alarmowy
Najbardziej intrygujące, a jednocześnie najdobitniej świadczące o sile emocji i roli, jakąodgrywają
one w naszym życiu psychicznym, sąchwile, kiedy w nagłym porywie namiętności dokonujemy
czynów, których później, po opadnięciu emocji, żałujemy. Zastanawiamy się, jak doszło do tego,
że postąpiliśmy tak irracjonalnie. Prześledźmy następującąhistorię. Młoda kobieta przyjechała do
Bostonu specjalnie po to, żeby zjeśćobiad z przyjacielem. Spędziła dwie godziny w samochodzie.
Podczas obiadu przyjaciel dałjej prezent, rzadkąrycinęprzywiezionąz Hiszpanii, którąjużod
dawna chciała mieć. Jednak jej radośćskończyła sięw chwili, kiedy na jej propozycję, by poszli do
kina, przyjaciel odparł, że nie może spędzićz niąpopołudnia, gdyżma trening softballa. Do głębi
zraniona, wybuchnęła płaczem, wstała, wyszła z kawiarni i pod wpływem chwilowego impulsu
wrzuciła rycinędo kosza na śmieci. Wspominając po paru miesiącach to zdarzenie, żałowała nie
tego, że wyszła, ale że straciła rycinę.
Jak wielu innych neurologów, LeDoux pracuje nad zagadnieniami o różnym poziomie ogólności, badając na przykład jak konkretne uszkodzenia mózgu szczura wpływająna zmiany
w jego zachowaniu, śledząc żmudnie drogępojedynczych neuronów, opracowując skomplikowane eksperymenty w celu warunkowania strachu u szczurów, których mózgi zostały
chirurgicznie zmienione. Jego odkrycia, podobnie jak wiele innych tu opisywanych, stanowiąforpocztębadańneurologicznych, dlatego teżwypływające z nich wnioski, szczególnie
te, które - opierając sięna surowych danych - wydająsięumożliwiaćzrozumienie naszego życia emocjonalnego, mającharakter nieco spekulatywny. Jednak odkrycia LeDoux
potwierdza stale rosnąca liczba dowodów dostarczanych przez innych neurologów, którzy wytrwale obnażająneuronalne podstawy emocji. Zob. na przykład: Joseph LeDoux,
„Sensory Systems and Emotion”, Integrative Psychiatry, 4, 1986; Joseph LeDoux, „Emotion and the Limbic System Concept”, Concepts in Neuroscience 2, 1992.
3 Myśl o tym, że układ limbiczny jest emocjonalnym ośrodkiem mózgu, wysunąłneurolog Paul MacLean jużponad czterdzieści lat temu. Odkrycia ostatnich lat, (np. LeDoux),
doprowadziły do dokładniejszego opracowania tej koncepcji, wykazując że niektóre z centralnych struktur układu limbicznego, takie jak hipokamp, nie s ątak bezpośrednio związane z
powstawaniem emocji, jak dotąd sądzono, natomiast dużo większe znaczenie odgrywająobwody nerwowe łączące ciało migdałowate z innymi częściami mózgu, zwłaszcza przednimi
częściami płatów czołowych. Poza tym staje sięcoraz bardziej jasne, że różne emocje mogąangażowaćróżne części mózgu. Ostatnio uważa się, że nie ma w mózgu żadnej takiej
części, którąmożna by określićjako „mózg emocjonalny”, ale że raczej istnieje kilka układów połączeńnerwowych, które rozdzielająfunkcjękierowania danąemocjąpomiędzy
różne, ale działające w koordynacji, części mózgu. Neurolodzy spekulują, że kiedy zakończone zostanie dzieło sporządzania „mózgowej” mapy emocji, to każda ważniejsza emocja
będzie miała swoj ąwłasnątopografię, odrębnąmapę, która przedstawiaćbędzie drogi nerwowe określające jej unikatowe cechy, chociażjest wielce prawdopodobne, że połączenia te
zbiegaćsiębędąw kluczowych punktach układu limbicznego, takich jak ciało migdałowate i przednie części płatów czołowych. Zob.: Joseph LeDoux, „Emotional Memory Systems in
the Brain”, Behavioral and Brain Research, 58, 1993.
Daniel Goleman Inteligencja Emocjonalna
23
W takich właśnie momentach, kiedy impulsywne uczucie zagłusza rozsądek, kluczowąrolę
odgrywa niedawno odkryta funkcja ciała migdałowatego. Analizuje sygnały napływające od
narządów zmysłu, nastawiając sięna wyłapywanie tych, które świadcząo możliwych kłopotach.
Sprawia to, że zajmuje ono bardzo ważnąpozycjęw naszym życiu psychicznym, będąc czymśw
rodzaju wartownika, który zatrzymuje i sprawdza każde docierające do mózgu wrażenie, zadając
pytania tylko jednego, najbardziej prymitywnego rodzaju: „Czy jest to coś, czego nienawidzę?
Coś, co sprawia mi ból? Coś, czego sięboję?” Jeśli odpowiedźna któreśz tych pytańbrzmi „tak”,
to ciało migdałowate reaguje błyskawicznie, jak nerwowy system alarmowy, przekazując do
wszystkich części mózgu wiadomośćo zagrożeniu.
W architekturze mózgu ciało migdałowate jest czymśw rodzaju centrali alarmowej, gdzie czuwają
przy telefonach operatorzy gotowi wezwaćna pomoc policję, strażpożarnąi zawiadomićsąsiada,
gdy tylko zainstalowany w budynku system czujników zasygnalizuje jakieśkłopoty.
Kiedy ogłosi alarm spowodowany, powiedzmy, strachem, wysyła pilne zawiadomienia do
wszystkich ważniejszych części mózgu: uruchamia proces wydzielania się hormonów
aktywizujących ciało do walki lub ucieczki, mobilizuje ośrodki zawiadujące ruchami, pobudza
układ sercowo-naczyniowy, mięśniowy i organy wewnętrzne.4 Inne obwody nerwowe dająsygnał
do wydzielania dużych dawek noradrenaliny, hormonu zwiększającego reaktywnośćkluczowych
okolic mózgu włącznie z tymi, które zaostrzajączujnośćzmysłów, wprawiając tym samym mózg
w stan pogotowia. Dodatkowe sygnały płynące z ciała migdałowatego do pnia mózgu nakazują
mu wykrzywićtwarz w grymasie przerażenia, zatrzymaćwszelkie niezwiązane ze stanem
pogotowia ruchy mięśni, przyspieszyćrytm serca, podnieśćciśnienie krwi i zwolnićoddychanie.
Inne przykuwająuwagędo przedmiotu lub osoby wzbudzającej w nas strach i przygotowują
mięśnie do odpowiedniej reakcji. Jednocześnie korowe układy pamięci zostajązmuszone do
przywołania wszelkiej posiadanej wiedzy na temat źródła zagrożenia, usuwając w cieńinne
myśli.
A jest to zaledwie częśćstarannie skoordynowanego zespołu zmian, które zarządza ciało
migdałowate, przejmując komendęnad różnymi okolicami mózgu (bardziej szczegółowy opis
podaje Dodatek C.) Rozległa siećpołączeńnerwowych pozwala mu na przejęcie w wypadku
zagrożenia kontroli nad całym mózgiem, włącznie z umysłem racjonalnym, i kierowanie nim.
Strażnik emocji
Znajomy opowiedziałmi, co przydarzyło mu sięw czasie wakacji, które spędzałw Anglii.
Zjadłszy lekki posiłek w położonej nad kanałem kawiarni, poszedłna przechadzkę. Kiedy
schodziłpo kamiennych stopniach na brzeg kanału, ujrzałnagle dziewczynęwpatrującąsięw
wodęz zastygłąw przerażeniu twarzą. Zanim zdążyłpomyśleć, dlaczego to robi, wskoczyłw
marynarce i krawacie do wody. Dopiero tam zdałsobie sprawęz tego, że dziewczyna patrzy z
przerażeniem na kilkuletnie topiące siędziecko i uratowałmalca. Co sprawiło, że skoczyłdo
wody, zanim pomyślał, co robi? Najprawdopodobniej odpowiedźkryje sięw działaniu ciała
migdałowatego. Jedno z najbardziej doniosłych odkryćostatniej dekady dotyczących natury
emocji, którego dokonałLeDoux, ukazuje jak architektura mózgu nadaje ciału migdałowatemu
uprzywilejowaną pozycję emocjonalnego strażnika, który może zaalarmować cały mózg i
4 Analiza ta opiera sięna wspaniałym syntentycznym opracowaniu tego zagadnienia w: Jerome Kagan, Galen’s Prophecy, New York: Basic Books, 1994.
Daniel Goleman Inteligencja Emocjonalna
24
zawładnąćnim w chwili potrzeby.5 Badania LeDoux dowiodły, że sygnały sensoryczne wysyłane
przez oko czy ucho do mózgu płynąnajpierw do wzgórza, a potem - przez pojedyncząsynapsędo
ciała migdałowatego; drugi sygnałze wzgórza skierowany jest do nowej tkanki, mózgu
myślącego. To połączenie pozwala ciału migdałowatemu na rozpoczęcie reakcji na impulsy
czuciowe przed wkroczeniem do akcji nowej kory, która przepuszcza informacje uzyskane z
narządów zmysłów przez kilka poziomów połączeńmózgowych, zanim w pełni je pojmie i na
koniec przystąpi do lepiej obmyślanej i przygotowanej reakcji.
Badania LeDoux mająprzełomowe znaczenie dla zrozumienia życia emocjonalnego, ponieważjest
to pierwsza praca ukazująca drogi nerwowe uczućomijające nowąkorę. Uczucia, które obierają
ową bezpośrednią drogęprowadzącą przez ciało migdałowate, obejmująnasze najbardziej
prymitywne i najsilniejsze emocje. Odkrycie tego połączenia w dużym stopniu wyjaśnia, dlaczego
emocje biorączęsto góręnad rozsądkiem.
Dotychczas w naukach zajmujących siębadaniem układu nerwowego panowałpogląd, zgodnie z
którym oczy, uszy i inne narządy zmysłów wysyłająimpulsy do wzgórza, skąd płynąone do
ośrodków czuciowych kory mózgowej, gdzie składane sąrazem, tworząc postrzegane przez nas
obrazy przedmiotów. Sygnały te sąnastępnie klasyfikowane ze względu na swe znaczenie, dzięki
czemu mózg rozpoznaje, czym jest każdy przedmiot i co oznacza jego obecność. Z nowej kory -
według tej starej teorii - sygnały przesyłane są do układu limbicznego, który uruchamia
mechanizm reakcji całego mózgu i reszty ciała. Istotnie, przeważnie odbywa sięto w taki właśnie
sposób, ale LeDoux odkrył, że oprócz znanej jużod dośćdawna szerszej drogi, która biegnie do
kory, istnieje teżmniejsza wiązka neuronów prowadząca ze wzgórza bezpośrednio do ciała
migdałowatego. Ta węższa i krótsza droga, będąca czymśw rodzaju wydeptanej na skróty ścieżki,
pozwala ciału migdałowatemu na odbiór pewnych impulsów bezpośrednio od narządów
zmysłów i uruchomienia reakcji, zanim zostanąone w pełni zarejestrowane przez korę.
Odkrycie to obala pogląd, jakoby ciało migdałowate musiało przy wytwarzaniu swych reakcji
emocjonalnych całkowicie polegaćna sygnałach płynących z kory. Okazuje się, że korzystając z
owej bocznej, awaryjnej drogi, może ono uruchomićreakcjęemocjonalnąjużw momencie, kiedy
dopiero zaczyna działaćpołączenie między nim a korą. Ciało migdałowate może skłonićnas do
działania jużwtedy, kiedy wolniej reagująca - ale lepiej poinformowana - nowa kora opracowuje
dopiero swój bardziej subtelny plan akcji.
LeDoux dokonałswego odkrycia rewolucjonizującego wiedzęo drogach nerwowych emocji,
prowadząc badania nad strachem u zwierząt. W rozstrzygającym eksperymencie zniszczyłokolice
słuchowe kory mózgowej u szczurów, a potem wystawiłzwierzęta na pewien dźwięk połączony
ze wstrząsem elektrycznym. Szczury szybko nauczyły sięreagowaćstrachem na ten dźwięk,
mimo że ich kora nie mogła rejestrowaćwywoływanych przezeńimpulsów. Docierały one drogą
prowadzącąbezpośrednio od ucha, przez wzgórze, do ciała migdałowatego, omijając wszystkie
wyższe połączenia.
5 Pisałem o badaniach Josepha LeDoux w „The New York Times” z 15 sierpnia 1989 r. Omówienie ich w tym rozdziale opiera sięna wywiadach z nim i kilku spośród jego artykułów,
w tym: Joseph LeDoux, „ Emotional Memory Systems in the Brain”, Behavioral Brain Research 58, 1993; Joseph LeDoux, „Emotion, Memory and the Brain”, Scientic American, June
1994; Joseph LeDoux, „Emotion and the Limbic System Concept”, Concepts in Neuroscience 2, 1992.
Daniel Goleman Inteligencja Emocjonalna
25
Ujmując rzecz krótko: szczury nauczyły sięreagowaćemocjonalnie bez angażowania wyżej
zorganizowanych ośrodków czuciowych w korze mózgowej. Ciało migdałowate samodzielnie
postrzegało i zapamiętywało impulsy oraz uruchamiało mechanizm strachu.
„Z anatomicznego punktu widzenia - powiedziałmi LeDoux - układ emocjonalny może działać
niezależnie od nowej kory. Niektóre reakcje i pamięćemocjonalna mogąkształtowaćsiębez
żadnego udziału świadomości i rozumu.” Ciało migdałowate może przechowywać zasób
wspomnieńi reakcji, które odtwarzamy, nie zdając sobie w pełni sprawy, dlaczego właśnie tak się
zachowujemy, ponieważdroga na skróty biegnąca do niego ze wzgórza zupełnie omija korę. To
obejście kory zdaje siępozwalaćciału migdałowatemu na pełnienie roli przechowalni dążeńi
wspomnieńemocjonalnych, których nigdy nie jesteśmy w pełni świadomi. LeDoux wysuwa
hipotezę, że owa ukryta rola, jakąpełni w funkcjonowaniu pamięci ciało migdałowate, wyjaśnia
takie dziwne reakcje jak, na przykład, stwierdzona w pewnym eksperymencie skłonnośćludzi do
preferowania dziwacznych kształtów figur geometrycznych, które wyświetlano im tak szybko, że
w ogóle nie byli świadomi tego, że je widzieli?6
Inne badania wykazały, że w pierwszych kilkutysięcznych sekundy postrzegania czegośnie tylko
nieświadomie pojmujemy, co to jest, ale także decydujemy, czy sięto nam podoba czy nie;
„poznająca nieświadomość” zapoznaje nasząświadomośćnie tylko z istotątego, co widzimy, ale
równieżz opiniąo tym.7 Nasze emocje mająswój własny umysł, który może miećpoglądy
zupełnie niezależne od umysłu racjonalnego.
6 William Raft Kunst-Wilson, R.B. Zajonc, „Affective Discrimination of Stimuli That Cannot Be Recognized”, Science (Feb. 1, 1980).
7 JohnA. Bargh, „First Second: The Preconscious in Social Interactions”, referat przedstawiony na posiedzeniu Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego [American
Psychological Society] w Waszyngtonie (w czerwcu 1994 roku).
Daniel Goleman Inteligencja Emocjonalna
26
Specjalista od pamięci emocjonalnej
Te nieświadome opinie sąwspomnieniami emocjonalnymi, a ich magazynem jest ciało
migdałowate. Badania LeDoux i innych neurologów zdająsięświadczyć, że hipokamp, przez
długi czas uważany za kluczową strukturę układu limbicznego, bardziej angażuje sięw
rejestrowanie i nadawanie sensu schematom percepcyjnym niżw reakcje emocjonalne. Główny
wkład hipokampu polega na dostarczaniu istotnych dla znaczeń emocjonalnych wyraźnych
wspomnień kontekstu sytuacyjnego zapamiętanych spostrzeżeń. To właśnie on rozpoznaje
różnice znaczeńmiędzy, powiedzmy, niedźwiedziem w ogrodzie zoologicznym a tym samym
zwierzęciem na podwórku.
Podczas gdy hipokamp zapamiętuje suche fakty, ciało migdałowate przechowuje ich emocjonalną
otoczkę. Jeżeli staramy się, wyprzedzićinny samochód i o włos unikamy zderzenia czołowego z
pojazdem nadjeżdżającym z przeciwka, to hipokamp zapamiętuje szczegóły tego zdarzenia, takie
jak odcinek drogi, na którym do tego doszło, osoby, które z nami były, czy wygląd drugiego
samochodu, ale falęniepokoju ogarniającąnas zawsze potem, gdy w podobnych okolicznościach
chcemy wyprzedzićinny samochód, wywołuje ciało migdałowate. LeDoux wyłożyłmi to tak:
„Hipokamp odgrywa kluczowąrolęw rozpoznawaniu przez pana jakiejśtwarzy jako twarzy
pana kuzynki. Ale to ciało migdałowate dodaje, że właściwie pan jej nie lubi.”
Mózg używa prostej, ale chytrej metody, aby wspomnienia emocjonalne rejestrowaćze szczególną
mocą- ten sam neurochemiczny system alarmowy, który pobudza ciało do reagowania walkąlub
ucieczkąna zagrażające życiu nagłe wydarzenia, sprawia, że momenty te odciskająsiębardzo
wyraziście w pamięci.8 Pod wpływem stresu (albo niepokoju, przypuszczalnie również
intensywnego uczucia radości) nerw biegnący z mózgu do nadnerczy uruchamia wydzielanie się
adrenaliny i noradrenaliny - hormonów, których fala rozchodzi siępo całym ciele - przygotowując
je do odparcia zagrożenia. Hormony te pobudzająreceptory nerwu błędnego, który, przenosząc z
mózgu impulsy regulujące pracęserca, przekazuje teżz powrotem do mózgu sygnały zwrotne
przez adrenalinęi noradrenalinę. Głównym ośrodkiem w mózgu odbierającym te sygnały jest
ciało migdałowate. Pobudzająone znajdujące sięw nim neurony do zasygnalizowania innym
obszarom mózgu, że trzeba dobrze zapamiętaćto, co sięw danej chwili dzieje.
To pobudzenie ciała migdałowego zdaje sięwdrukowywaćw pamięćz dodatkowąsiłąwiększość
momentów pobudzenia emocjonalnego i dlatego właśnie jest bardziej prawdopodobne, że
zapamiętamy, gdzie mieliśmy pierwsząrandkęalbo co robiliśmy w chwili, gdy usłyszeliśmy
wiadomośćo katastrofie promu kosmicznego „Challenger”. Im silniejsze jest pobudzenie ciała
migdałowatego, tym silniejsze utrwalenie przeżyć, które napełniły nas największym przerażeniem
albo wywołały największy wstrząs i stająsięczęściąnajbardziej niezatartych wspomnień. Oznacza
to, że mózg ma dwa układy pamięci jeden przeznaczony do rejestrowania zwykłych wydarzeń, a
drugi do przechowywania faktów silnie nacechowanych emocjonalnie. Specjalny układ pamięci
dla zapisywania zdarzeńwywołujących wielkie emocje ma oczywiście ogromne znaczenie w
procesie ewolucji, ponieważzapewnia zwierzętom dokładne zapamiętywanie tego, co je przeraża,
oraz tego, co sprawia im przyjemność. Jednakże obecnie takie żywe wspomnienia emocjonalne
mogąstaćsięfałszywymi wskazówkami.
Anachroniczne alarmy nerwowe
8 Larry Cahill i in., „Beta-adrenergic activation and memory for emotional events”, Nature (Oct. 20, 1994)
Daniel Goleman Inteligencja Emocjonalna
27
Wadąalarmów wywoływanych przez układ nerwowy jest to, że pilne wieści o zagrożeniu
wysyłane przez ciało migdałowate sąniekiedy, a raczej dośćczęsto, anachroniczne, szczególnie w
zmiennym świecie społecznym, w którym żyjemy. Jako magazyn pamięci emocjonalnej ciało
migdałowate bada doniesienia naszych zmysłów, porównując to, co siędzieje, z tym, co się
zdarzyło w przeszłości. To porównywanie opiera sięna zasadzie skojarzeń - jeśli jeden z
kluczowych momentów obecnej sytuacji podobny jest do jakiejśsytuacji z przeszłości, to ciało
migdałowate może stwierdzić, że jest to sytuacja tego samego rodzaju (właśnie dla tego obwód
ten działa tak niestarannie, nie czekając na pełne potwierdzenie uzyskanych informacji). Wówczas
gorączkowo nakazuje nam reagowaćna aktualnąsytuacjęw sposób wdrukowany dawno temu,
myślami, emocjami i działaniami, którymi nauczyliśmy sięodpowiadaćna wydarzenia tylko
nieznacznie podobne, ale do tego stopnia przypominające obecne, aby zaalarmować ciało
migdałowate.
I tak byłą sanitariuszkę, która w czasie wojny przeżyła wstrząs, opatrując straszne rany
nieprzerwanie napływającemu do szpitala strumieniowi żołnierzy, ogarnia nagle panika
połączona ze wstrętem i odrazą, kiedy wiele lat potem, otwierając drzwi są, szafy, czuje
wydobywający sięstamtąd smród, którego źródłem okazuje sięzabrudzona pielucha wciśnięta
tam przez małe dziecko. Wystarczyło kilka przypadkowych elementów tej sytuacji, które wydały
sięciału migdałowatemu podobne do dawnego zagrożenia, by ogłosićstan pogotowia. Kłopot w
tym, że emocjonalnie nacechowanym wspomnieniom, które posiadająmoc uruchamiania reakcji
potrzebnych w sytuacjach kryzysowych, towarzysząrównie anachroniczne sposoby reagowania
na w rzeczywistości tylko pozornie podobne sytuacje.
Brak precyzji mózgu emocjonalnego w rozeznaniu sytuacji w takich chwilach wzmaga dodatkowo
fakt, że wiele silnych wspomnieńemocjonalnych pochodzi z pierwszych lat życia i dotyczy
stosunków między dzieckiem i jego opiekunami. Odnosi sięto szczególnie do wydarzeń
traumatycznych, takich jak bicie albo całkowite zaniedbywanie. W tym wczesnym okresie życia
inne struktury mózgu, szczególnie hipokamp, który pełni kluczowąrolęwe wspomnieniach
narracyjnych, i nowa kora, siedlisko myśli racjonalnych, nie sąjeszcze w pełni rozwinięte. Ciało
migdałowate hipokamp współdziałająze sobąw procesie zapamiętywania, aczkolwiek każde z
nich gromadzi i odnajduje informacje leżące w centrum jego zainteresowania niezależnie od
drugiego. Podczas gdy hipokamp wyszukuje informacje w zgromadzonych przez siebie zasobach,
ciało migdałowate ocenia, czy mająone jakąśemocjonalnąwartość. Jednak ciało migdałowate,
które dojrzewa bardzo szybko w mózgu małego dziecka, bliższe jest w chwili urodzenia postaci w
pełni ukształtowanej.
LeDoux, wskazując na rolę, jakąodgrywa ciało migdałowate w dzieciństwie, potwierdza to, co od
dawna jest podstawowym dogmatem psychoanalizy, że mianowicie interakcje zachodzące między
dzieckiem a otoczeniem w pierwszych latach jego życia składająsięna zbiór nauk emocjonalnych
opartych na przystosowywaniu się i zawodach, których dziecko doznaje w kontaktach z
opiekunami.9 Mająone, zdaniem LeDoux, potężny wpływ na całe późniejsze zachowanie się
człowieka, ale są niezmiernie trudne do zrozumienia dla człowieka dorosłego, ponieważ
przechowywane sąw ciele migdałowatym jako nie ujęte w słowa, a jedynie jako z grubsza
naszkicowane schematy życia emocjonalnego. Ponieważ te najwcześniejsze wspomnienia
emocjonalne gromadzą sięwówczas, kiedy dzieciom brakuje słów na określenie swoich
doświadczeń, to gdy zostanąprzywołane w późniejszych okresach życia, nie dysponujemy
9 Teoria psychoanalityczna i dojrzewanie mózgu: najbardziej szczegółowe omówienie pierwszych lat życia i emocjonalnych konsekwencji rozwoju mózgu zawiera: Allan Schore,
Affect Regulation and the Origin of Self, Hillsdale, N.J. Lawrence Erlbaum Associates, 1994.
Daniel Goleman Inteligencja Emocjonalna
28
odpowiadającym im zbiorem artykułowanych myśli i nie potrafimy opisaćreakcji, które nam
narzucają. A zatem przyczynątego, że tak nas zaskakująnasze wybuchy emocji, jest fakt, że często
pochodząone z wczesnego okresu naszego życia, kiedy zdarzenia zachodzące wokółoszałamiały
nas i nie dysponowaliśmy słowami umożliwiającymi ich zrozumienie. Możemy doświadczać
owych chaotycznych uczuć, ale nie mamy słów na opisanie wspomnień, które je ukształtowały.
Kiedy emocje sągwałtowne i pochopne
Było około trzeciej nad ranem, kiedy jakiświelki przedmiot przedziurawiłz hukiem sufit w rogu
mojej sypialni i wpadłdo środka, a za nim posypała sięna podłogęzawartośćstrychu. W jednej
sekundzie wyskoczyłem z łóżka i ogarnięty przerażeniem, że zaraz runie cały sufit, wybiegłem z
pokoju. Potem, uświadomiwszy sobie, że nic mi sięnie stało, zajrzałem ostrożnie do sypialni, aby
zobaczyć, co spowodowało całe to zniszczenie i odkryłem, że dźwięk, który wziąłem za huk
walącego sięsufitu, byłw istocie rzeczy łoskotem osypującego sięstosu pudeł, które żona
ustawiła w rogu pokoju, robiąc poprzedniego dnia porządki w swojej szafie. Nic nie posypało się
ze strychu, bo nie było tam w ogóle żadnego strychu. Sufit byłnietknięty, ja też.
Fakt, że wyskoczyłem, będąc jeszcze w półśnie, z łóżka - co ta mogłoby ocalićmi życie albo
uchronićprzed kalectwem, gdyby od sufit rzeczywiście waliłmi sięna głowę- ilustruje, jaką
potęgądysponuje ciało migdałowate, by popchnąćnas do działania w sytuacji zagrożenia, zanim
nasza kora zda sobie w pełni sprawęz tego, co sięnaprawdędzieje. Te paręchwil różnicy ma
istotne znaczenie. Droga awaryjna, którąbiegnąimpulsy od oka czy ucha przez wzgórze do ciała
migdałowatego, pozwala zyskaćna czasie te w momencie zagrożenia, kiedy niezbędna jest
natychmiastowa reakcja. Ale połączenie wzgórza z ciałem migdałowatym przesyła tylko małą
częśćimpulsów czuciowych; większa częśćdociera do kory głównądrogą. A zatem to, co odbiera
ciało migdałowate za pośrednictwem owej linii ekspresowej, jest w najlepszym wypadku
zaledwie niedokładnym sygnałem, który wystarcza tylko jako ostrzeżenie. Jak mówi LeDoux:
„Nie musisz dokładnie wiedzieć, czym cośjest, aby zorientowaćsię, że może byćgroźne”.10
To bezpośrednie połączenie jest wielkązaletąw skali czasu mózgu, którąmierzy sięw
tysięcznych częściach sekundy. Ciało sięmigdałowate u szczurów rozpoczyna reakcjęna bodźce
docierające od postrzeganego przedmiotu już po dwunastu milisekundach - dwunastu
tysięcznych sekundy. Pokonanie przez impulsy drogi od wzgórza przez koręnową(neocortex)
do ciała migdałowatego trwa mniej więcej dwukrotnie dłużej. Nie zostały jeszcze
przeprowadzone takie pomiary w ludzkim mózgu, ale stosunek długości czasu potrzebnego do
przebycia przez impulsy obu dróg jest prawdopodobnie niemal taki sam.
W kategoriach ewolucji wartość, jakąmiała dla przetrwania dla poszczególnych osobników ta
bezpośrednia droga, pozwalająca na uzyskanie kilku istotnych milisekund podczas reakcji na
zagrożenie, była ogromna. Te tysięczne części sekundy mogły ocalićżycie takiej liczbie przodków
obecnych ssaków, że układ ten jest teraz odwzorowany w mózgu każdego ssaka, równieżw
twoim i w moim. Prawdępowiedziawszy, choćobwód ten odgrywa dośćograniczoną, właściwie
sprowadzającąsiędo kryzysów emocjonalnych, rolęw życiu człowieka, to jednak kręci sięwokół
10 LeDoux, cytat w: „How Scary Things Get That Way”, Science (Nov. 6, 1992), s. 887.
Pojęćkora nowa (neocortex, neopallium), kora a (allocortex, archipallium) czy kora pośrednia (juxtallocortex, mesopallium) używa sięjedynie przy opisie procesu rozwojumózgu
jako takiego. W każdym innym wypadku polskie piśmiennictwo medyczne posługuje sięterminem kora lub kora mózgowa jako odzwierciedlającym obecnie stan faktyczny, do
czego i my postanowiliśmy sięzastosować- przyp. red.
Daniel Goleman Inteligencja Emocjonalna
29
niego spora częśćżycia psychicznego ptaków, ryb i gadów, ponieważsamo ich przeżycie zależy
od dostrzeżenia w porędrapieżnika lub ofiary i dlatego stale badająotoczenie, starając się
dostrzec nawet najmniejsze oznaki ich obecności. „Ten prymitywny układ, który jest podrzędnym
obwodem mózgowym u ssaków, u szczurów jest obwodem głównym - powiada LeDoux. - Daje
on możliwośćszybkiego włączenia emocji. Jednak proces ten jest byle jaki - komórki działają
wprawdzie szybko, ale niezbyt precyzyjnie.”
Taki brak precyzji u, powiedzmy, wiewiórki nie ma dla niej żadnych przykrych konsekwencji,
ponieważjeśli zwierzępomyli się, odskakując na pierwszy znak czegoś, co może sygnalizować
skradającego sięwroga, albo skacząc w kierunku czegoś, co zdaje sięnadawaćdo zjedzenia, to ta
przesadna ostrożnośćczy gorliwośćw wyszukiwaniu pożywienia, aczkolwiek w konkretnym
wypadku niepotrzebna, zwiększa jej szanse przetrwania. Jednak w życiu emocjonalnym ludzi taki
brak dokładności może miećkatastrofalne skutki dla ich związków z innymi, ponieważoznacza -
mówiąc metaforycznie - że możemy odskoczyćod lub teżskoczyćna niewłaściwąrzecz czy osobę.
(Weźmy choćby przykład kelnerki, która upuściła na ziemiętacęz sześcioma pełnymi talerzami,
ujrzawszy kątem oka kobietęo bujnych, kędzierzawych, rudych włosach, zupełnie takich samych,
jakie miała kobieta, dla której rzuciłjąjej były mąż.)
Takie pomyłki emocjonalne biorąsięstąd, że uczucie wyprzedza myśl. LeDoux nazywa to
„emocjąprekognitywną”, reakcjąopartąna strzępach dostarczonych przez narządy zmysłów
informacji, które nie zostały w pełni posegregowane i złożone w dający sięrozpoznaćprzedmiot.
Jest to zupełnie surowa forma informacji sensorycznych, cośw rodzaju nerwowego odpowiednika
zgadywanki „Jaka to melodia”, w której zamiast szybkiej oceny melodii na podstawie kilku
zaledwie pierwszych nut tworzy sięcały obraz postrzeganego przedmiotu, na podstawie kilku
jego najpierw dostrzeżonych i złożonych na próbęelementów. Jeśli ciało migdałowate stwierdzi,
że wyłania sięz tych elementów jakiśważny schemat, to natychmiast wyciąga odpowiedni, choć
niekiedy pochopny s wniosek, że oto cośnam zagraża i uruchamia swoje reakcje, zanim z mózg
uzyska nie tylko przekonujące w pełni dowody, ale w ogóle jakiekolwiek potwierdzenie jego
słuszności.
Nic dziwnego, że mamy tak ograniczony wgląd w mroki naszych bardziej gwałtownych emocji,
szczególnie wtedy, kiedy nadal panują nad nami. Ciało migdałowate może zareagować
wybuchem wściekłości lub napadem strachu, zanim kora zdąży zorientowaćsię, co siędzieje,
dlatego że takie surowe emocje wyzwalane je; sąniezależnie od myśli i przed ich pojawieniem się.
Menedżer emocji
Sześcioletnia córka mojej znajomej, Jessica, miała po raz pierwszy spaću koleżanki i trudno było
powiedzieć, kto siębardziej denerwuje z tego powodu -matka czy córka. Chociażznajoma starała
sięukryćprzed córkąnurtujący jąniepokój, jej napięcie stale rosło i osiągnęło szczyt około
północy, kiedy szykowała siędo snu i zadzwoniłtelefon. Upuściwszy z wrażenia szczoteczkędo
zębów podbiegła z bijącym sercem do telefonu, a w głowie kłębiły sięjej obrazy różnych
nieszczęść, które mogły sięprzytrafićcórce.
Chwyciła za słuchawkęi wykrztusiła: „Jessica!”, po czym usłyszała kobiecy głos mówiący: „Och,
musiałam wybraćzły numer...” W tym momencie znajoma odzyskała równowagęi uprzejmym,
spokojnym tonem spytała: „A jaki numer pani wybrała?
Podczas gdy ciało migdałowate wyzwala gwałtowną, niespokojnąreakcję, inna częśćmózgu
emocjonalnego bierze pod uwagę lepiej dostosowane do sytuacji wyznaczniki korygujące
Daniel Goleman Inteligencja Emocjonalna
30
poprzednie zachowanie. Zwrotnica tłumiąca aktywnośćciała migdałowatego zdaje sięznajdować
po przeciwnej stronie ważnego obwodu kory, w przedniej części płatów czołowych. Kora w tym
miejscu zdaje sięwykazywaćaktywność, kiedy ktośboi sięalbo jest wściekły, ale tłumi czy
kontroluje to uczucie po to, by skuteczniej poradzićsobie z sytuacją, w której sięznajduje albo
kiedy ponowna ocena sytuacji wymaga zupełnie odmiennej reakcji, jak np. w wypadku
zaniepokojonej matki odbierającej telefon. Ten obszar kory mózgowej reaguje w bardziej
analityczny czy teżbardziej odpowiedni sposób na nasze impulsy emocjonalne, modulując
sygnały wysyłane przez ciało migdałowate i inne części układu limbicznego.
Normalnie przednie obszary kory kierująnaszymi reakcjami emocjonalnymi od samego początku.
Pamiętajmy, że największa częśćinformacji dostarczanych przez narządy zmysłów wysyłana jest
ze wzgórza nie do ciała migdałowatego, ale do kory i znajdujących sięw niej licznych ośrodków
odbierających je i nadających sens temu; co postrzegamy, że informacje te i nasze reakcje na nie są
koordynowane przez przednie części płatów czołowych, gdzie umiejscowione jest planowanie i
organizowanie działańcelowych, w tym także reakcji emocjonalnych. Szereg połączonych ze sobą
obwodów znajdujących sięw korze rejestruje i analizuje te informacje, a zrozumiawszy je, inicjuje
reakcjępoprzez przednie części płata czołowego. Jeżeli podczas tego procesu okaże się, że
potrzebna jest reakcja emocjonalna, to dyktująjąprzednie części płatów czołowych, działając
wspólnie z ciałem migdałowatym i innymi obwodami mózgu emocjonalnego.
Taka kolejność, pozwalająca na wnikliwąocenęreakcji emocjonalnej, jest typowa dla pracy
mózgu. Jedynym, ale za to znaczącym wyjątkiem sąsytuacje krytyczne, kiedy reakcja emocjonalna
musi byćnatychmiastowa. W kilka chwil po pojawieniu sięemocji przednie części płatów
czołowych przystępujądo działania, które określićmożna mianem rachunku ewentualnych
zysków i strat i z wielu możliwości wybierajątę, która wydaje im sięnajlepsza.11 U zwierząt jest to
wybór między tym, kiedy atakowaća kiedy uciekać. A u nas, ludzi, równieżmiędzy atakowaća
uciekać... ale także zjednywaćsobie innych, perswadować, szukaćwspółczucia, utrudniać,
wmawiaćwinę, skamlać, okazywaćarogancję czy pogardę i tak dalej, zgodnie z całym
repertuarem naszych emocjonalnych sztuczek i chwytów.
Mierzona w skali czasowej pracy mózgu odpowiedźkory jest wolniejsza niżstosowany przez
ciało migdałowate mechanizm porwania, ponieważw wypracowywaniu jej reakcji bierze udział
większa liczba obwodów i połączeń. Reakcja ta jest teżbardziej przemyślana i rozsądna, jako że
uczucie wyprzedza myśli. Gdy doświadczamy straty i ogarnia nas smutek albo gdy czujemy się
szczęśliwi po odniesieniu sukcesu lub teżzastanowiwszy sięnad czyimśpostępowaniem lub
słowami, odczujemy ból lub gniew, to działa nasza kora.
Podobnie jak w wypadku ciała migdałowatego ustanie działania przednich części płatów
czołowych powoduje znaczne zubożenie życia emocjonalnego; brak zrozumienia, że cośzasługuje
na reakcjęemocjonalną, sprawia, że nie pojawia siężadna tego typu reakcja. Neurolodzy
podejrzewali, że przednie części płatów czołowych odgrywajątakąrolęw powstawaniu emocji od
jużlat czterdziestych, kiedy zaczęto stosowaćtęraczej rozpaczliwą- i niestety źle obraną- metodę
chirurgicznego „leczenia” pewnych zaburzeń, jakąjest lobotomia przednich części płatów
czołowych, podczas której (często niezręcznie) usuwa sięich częśćalbo przecina drogi łączące
korępłata czołowego ze wzgórzem. W czasach kiedy nie znano jeszcze żadnej skutecznej metody
leczenia chorób psychicznych, powitano lobotomięjako znakomite rozwiązanie poważnych
zaburzeńemocjonalnych - wystarczyło usunąćpołączenia między płatami czołowymi a resztą
11 Znacznączęśćtych teoretycznych rozważańo dostosowywaniu reakcji emocjonalnej przez koręzaczerpnąłem z: Ned Kalin, dz. cyt.
Daniel Goleman Inteligencja Emocjonalna
31
mózgu, by „ulżyć” cierpieniom pacjenta. Niestety, pacjenci musieli płacićza tę„ulgę” wielkącenę,
bowiem po zabiegu zdawali siętracićw znacznym stopniu zdolnośćodczuwania wszelkich
emocji, ich życie emocjonalne w ogóle zanikało. Powodem było zniszczenie jednego z głównych
obwodów nerwowych.
Mechanizm porwania emocjonalnego obejmuje prawdopodobnie dynamizm dwojakiego rodzaju -
pobudzenie pracy ciała migdałowatego i zahamowanie procesów zachodzących w korze
mózgowej, które zwykle powodują, że reakcja emocjonalna jest zrównoważona, albo też
podporządkowanie obszarów kory nagłej potrzebie emocjonalnej.12 W takich chwilach umysł
racjonalny zostaje całkowicie zdominowany przez emocjonalny. Kora przednich części płatów
czołowych działa niczym skuteczny menedżer emocji, rozważając różne reakcje przed
przystąpieniem do którejśz nich w sposób, który polega na stłumieniu sygnałów do aktywizacji
całego ciała wysyłanych przez ciało migdałowate i inne ośrodki układu limbicznego. Przypomina
to postępowanie rodzica, który powstrzymuje impulsywne dziecko przed chwytaniem
wszystkiego ze stołu i mówi mu, żeby poprosiło o to, czego pragnie (albo poczekało, ażto
dostanie).13
Głównym „wyłącznikiem” niepokojących emocji wydaje siębyćprzednia częśćlewego płata
czołowego. Neuropsycholodzy badający zmiany nastroju u pacjentów z uszkodzonymi częściowo
płatami czołowymi stwierdzili, że jednym z zadańlewego płata jest pełnienie funkcji swego
rodzaju termostatu nerwowego, regulującego nieprzyjemne emocje. Przednie części prawego
płata czołowego sąsiedliskiem uczućnegatywnych, takich jak strach czy agresja, natomiast lewy
płat utrzymuje te surowe emocje w ryzach, prawdopodobnie hamując działanie płata prawego.14
Na przykład, w pewnej grupie pacjentów po udarze mózgowym ci, u których uszkodzeniu uległa
kora przednich części lewego płata, byli skłonni do zamartwiania się i łez, uszkodzenie
prawostronne powodowało natomiast, że dotknięci nim pacjenci stawali się„przesadnie weseli”
podczas badańneurologicznych bez przerwy żartowali i byli tak rozluźnieni, że było jasne, iżw
12 Dokładniejsze przyjrzenie sięneuroanatomii ukazuje, w jaki sposób przednie części płatów czołowych kierująemocjami. Wiele dowodów wskazuje na to, że tam właśnie zbiega się
większośćalbo wszystkie obwody korowe uczestniczące w reakcji emocjonalnej. U ludzi najsilniejsze połączenia między korąa ciałem migdałowatym prowadządo przednich części
lewego płata czołowego i znajdującego sięniżej płata skroniowego oraz do bocznych części płata czołowego (decydującąrolęw identyfikacji przedmiotu odgrywa płat skroniowy).
Oba te połączenia biegnąrazem, co zdaje sięświadczyć, że jest to droga, po której biegnąwyjątkowo szybko bardzo silne impulsy, prawdziwa autostrada nerwowa. Ta składająca sięz
pojedynczych neuronów droga łączy ciało migdałowate i przedniączęśćpłata czołowego w miejscu zwanym „korąnadoczodołową”. Jest to obszar, który wydaje sięspełniać
najważniejsz ąrolęw ocenie podjętych jużreakcji emocjonalnych i wprowadzaniu do nich poprawek.
Kora „nadoczodołowa” odbiera sygnały od ciała migdałowatego, a ma teżswojąwłasną, skomplikowanąi szeroko rozgałęzionąsiećwypustek si ęgających do mózgu limbicznego.
Poprzez tęsiećkieruje w pierwszym stopniu reakcjami emocjonalnymi, powstrzymując między innymi docierające do innych obszarów kory impulsy wysyłane przez mózg limbiczny i
osłabiając w ten sposób ich wagę. Połączenia kory „nadoczodołowej” z mózgiem limbicznym sątak rozległe, że niektórzy neuroanatomowie nazywająjączymśw rodzaju „kory
limbicznej” - myślącej części mózgu emocjonalnego. Zob. Ned Kalin, Departments of Psychology and Psychiatry, University of Wisconsin, „Aspects of Emotion Conserved Across
Species”, maszynopis nie publikowany przygotowany na MacArthur Affective Neuroscience Meeting, konferencję, która odbyła sięw listopadzie 1992 roku; Allan Schore, Affect
Regulation and the Origin of Self, Hillsdale, N.J. Lawrence Erlbaum Associates, 1994.
Pomiędzy ciałem migdałowatym a przedniączęściąpłatów czołowych istnieje nie tylko most strukturalny, ale - jak zawsze w takich przy_ padkach - biochemiczne po łączenie:
zarówno w odbierającym sygnały z wnętrza ciała obszarze przedniej części płatów czołowych, jak i w ciele migdałowatym znajduje sięwyjątkowo dużo receptorów neuroprzekaźł:
nika serotoniny. Hormon ten wydaje sięmiędzy innymi wzmagaćchęćwspółdziałania - małpy o bardzo dużym zagęszczeniu receptorów serotoniny w obwodzie łączącym przednie
części płatów czołowych z ciałem migdałowatym są„dobrze przystosowane społecznie”, natomiast te, u których zagęszczenie to jest niewielkie, przejawiająwobec członków stada
postawy wrogie i antagonistyczne. Zob.: Antonio Damasio, Descartes’ Error, New York: Grosset,/Putnam, 1994.
13 Badania na zwierzętach wykazują, że kiedy uszkodzi sięobszary przedniej części płatów czołowych, tak że nie modulująjużsygnałów płynących z układu limbicznego, to
zwierzęta zaczynajązachowywaćsiękapryśnie i dziwacznie, wybuchając niespodziewanie wściekłościąalbo kuląc sięze strachu. A.R. Łuria, znakomity neuropsycholog rosyjski,
postawiłjużw latach trzydziestych tezę, że przednia częśćpłatów czołowych odgrywa kluczowąrolęw samokontroli i powstrzymywaniu wybuchów emocji; zauważyłon, że pacjenci,
u których ta częśćmózgu uległa uszkodzeniu, byli bardzo impulsywni i skłonni do gwałtownych wybuchów złości oraz wpadania w trwogę. Równieżprowadzone metodątomografii
pozytronowej, dającej obraz mózgu, badania dwudziestu mężczyzn i kobiet, którym udowodniono popełnienie zabójstw w afekcie wykazały, że te same obszary kory przedniej części
płatów czołowych funkcjonowały u nich słabiej niżu innych osób.
14 Częśćmających podstawowe znaczenie badańnad uszkodzeniami płatów „przedczołowych” wykonałVictor Dennenberg, psycholog z Uniwersytetu Stanowego Connecticut.
Daniel Goleman Inteligencja Emocjonalna
32
ogóle nie przejmująsięwynikiem badań.15 Słynny byłprzypadek męża, któremu usunięto część
prawego płata czołowego z powodu wady rozwojowej mózgu. Po operacji jego osobowość
zmieniła sięnie do poznania - niełatwo wpadałw irytacjęi, co stwierdziła z radościążona, stałsię
bardziej czuły.16
Reasumując, przednie części lewego płata czołowego zdają się być elementem obwodu
nerwowego, który może wyłączyć, a przynajmniej stłumić, wszystkie - z wyjątkiem najsilniejszych
negatywnych uczuć- ogarniające nas emocje. Tak jak ciało migdałowate często działa jako
„wyzwalacz” emocji, tak lewy płat czołowy wydaje siębyćczęściąmózgowego „wyłącznika”
nieprzyjemnych emocji: ciało migdałowate proponuje reakcje, a lewy płat czołowy wybiera pewne
z nich i kieruje nimi. Te połączenia między płatami czołowymi i układem limbicznym odgrywają
w naszym życiu psychicznym istotnąrolę, daleko wykraczającąpoza dostrajanie emocji; mają one
kluczowe znaczenie w podejmowani przez nas najbardziej istotnych decyzji życiowych.
Lokalizacja w źródle
Daniel Goleman, Inteligencja emocjonalna, przeł. Andrzej Jankowski, Poznań 1997, zwłaszcza s. 20–31; zastosowanie do konfliktów interpersonalnych również około s. 128.
2. Rozumiem fragment
Dotychczasowe objaśnienia zapisane w polach analizy:
Kontekst
Goleman nie proponuje prostego obrazu, w którym „zły mózg emocjonalny” walczy z „dobrym mózgiem racjonalnym”. Posługuje się obrazowym językiem, aby pokazać różnicę między szybką reakcją alarmową a późniejszą, bardziej złożoną oceną sytuacji.
Co twierdzi autor
Silna reakcja emocjonalna może rozpocząć się przed zakończeniem świadomej i szczegółowej oceny wydarzenia. Umysł wykorzystuje fragmentaryczne dane oraz wcześniejsze skojarzenia emocjonalne. Dzięki temu reaguje szybko, ale naraża się także na fałszywe alarmy.
Jak autor uzasadnia swoją myśl
Organizm musi czasem reagować szybciej, niż pozwala na to pełna analiza sytuacji.
Aktualne bodźce są porównywane z wcześniejszymi doświadczeniami nacechowanymi emocjonalnie.
Częściowe podobieństwo może wystarczyć do uruchomienia reakcji alarmowej.
Reakcja emocjonalna może więc poprzedzać spokojną interpretację.
W relacjach międzyludzkich grozi to uznaniem neutralnego zachowania za atak, pogardę albo oszustwo.
Goleman nie twierdzi, że emocje i rozum zawsze są przeciwnikami. Przeciwnie: zazwyczaj działają wspólnie. Problem pojawia się wtedy, gdy gwałtowna emocja zdobywa przewagę i przytłacza refleksję.
Wyjaśnienie pojęć
porwanie emocjonalne;
pobudzenie;
reakcja alarmowa;
interpretacja zagrożenia;
fałszywy alarm;
impulsywność.
Ważne zastrzeżenie
Nie należy pisać, że ciało migdałowate po prostu „wyłącza rozum”. Jest to zbyt mechaniczny obraz. W nowym tekście zachowujemy sformułowanie „porwanie emocjonalne” jako użyteczną metaforę popularyzatorską, ale wskazujemy, że rzeczywista regulacja emocji angażuje rozbudowaną sieć procesów.
3. Pytania i moje odpowiedzi
1. Czy w swoim doświadczeniu silną emocję traktujesz najpierw jako wiarygodne rozpoznanie rzeczywistego zagrożenia, czy raczej jako alarm, którego treść trzeba jeszcze zweryfikować? Podaj jeden konkretny przykład z pracy, rodziny albo życia wspólnotowego.
pokaże, czy w Twoim ujęciu emocja ma przede wszystkim wartość poznawczą, ostrzegawczą, czy też wymaga stałej kontroli przez refleksję.
jako alarm, którego treść trzeba jeszcze zweryfikować. Wiem, że ta sfera u mnie ewoluuje. Kiedyś przypominam sobie swoje reakcje na silne emocje, którym sie poddawałem uważając je za normalną reakcję, której muszę dać wyraz, nie tłumić ich (może jedynie tłumić ich ekstremalny wyraz, kiedy to dopuszczałem się do bardzo nerwowych reakcji, ale wtedy zazwyczaj było bardzo ciężko ten moment wyłapać i kończyło się, że odchodziłem z ogromnym wyrzutem sumienia, bo dopuściłem się wypowiedzenia słów, za kóre bardzo już zaraz po ich wypowiedzeniu żałowałem. To często były momenty mówiące mi o konieczności wycofania się, ale też jednocześnie w tym samym momencie powstawały próby wytłumaczenia się, wybielenia swojej osoby, usprawiedliwienia siebie przed inna osoba, która też pobudzona zazwyczaj nie była bardziej dojrzałą ode mnie i starała się oddać mi równie przykrym słowem lub przykrym zachowaniem) teraz jednak jestem bardzo mocno wyczulony na swój stan emocjonalny, obserwuję go, staram się go czytać, nazywać swoje stany emocjonalne w najmniejszych przejawach. Nie ma obecnie zbyt wielu ludzi w obecności których moge to robić, ale coraz bardziej jesteś świadom swojego wnętrza. Bardzo często przez wiele dni po jakimś zdarzeniu podczas którego mój stan emocjonalny dał mi o sobie znać, rozważam ten moment, sytuację i automatycznie słyszę jakąś naukę, z która chcę iść dalej, bardziej żeśki i radosny, że doświadczyłem czegoś nowego, czegoś nowego się nauczyłem o sobie, jestem mocniejszy, lepszy dla innych ludzi.
Sytuacja.
Bardzo traumatyczne wydarzenie, jedynie w swoim rodzaju zdarzyło się kiedyś, kiedy to emocje tak mocno mną zawładnęły, że ocnoknąłem się dopiero w momencie kiedy robiłem coś złego. Myśl o zrobieniu cześ podobnego "krzątała" się po głowie, ale szybko była odganiana, na samym początku jej powstawania, ale mimo to, że rozsądek ją odrzucał, ciało MI ją produkowało, raz po raz, rzadko, ale jednak. Gdy natomiast doszło do dużego pobudzenia emocjonalnego, to to co było tłumione wydobyło się z wielką mocą tłumiąc rozum i wszelkie rozsądne reakcje oraz zwykłą percepcję. Przerażające jak bardzo skrywane i niewyjawione emocje mogą dojść do głosu czy się tego chce, czy nie.
2. Kiedy czujesz się niesprawiedliwie oskarżony lub lekceważony, co powinno mieć pierwszeństwo: natychmiastowa obrona prawdy i własnego dobrego imienia czy przerwa potrzebna do sprawdzenia własnej interpretacji? Gdzie przebiega granica, po której milczenie staje się już zgodą na krzywdę?
pozwoli uniknąć banalnej rady „zawsze się uspokój”. Czasem potrzebna jest spokojna pauza, a czasem jasne i natychmiastowe postawienie granicy.
kiedyś była to: natychmiastowa obrona prawdy i własnego dobrego imienia, teraz natomiast coraz częściej widzę, że zachowuje przerwę, którą w sumie używam własnie do stworzenia włsnej interpretacji tego co się dzieje wokół mnie. Zwykle wiem, że potrzebuję minimum 3 dni, aby nabrać niewielkiego dystansu do sytuacji. Bywa również, że gdy spotkam się - w mojej ocenie - z wielką niesprawiedliwością, to potrzebuję 3 miesięcy, aby zacząć tłumaczyć przeżytą sytuację na pewne, a nawet zdecydowane dobro dla mnie. Moja reakcja jest właśnie wtedy, albo po 3 dnia lub po 3 miesiącach: obrona własnych praw i własnego dobrego imienia.
Przywołuje tu w pamięci swoją reakcję na odmowę publikacji swojej książki. Początkowo swoje oburzenie wyrażałem w rozmowach z przyjaciółmi, czyli gdzie dookoła. Natomiast po około 3 miesiącach przeszedłem do działania pisząc skarżący list i zaczynając walkę o swoje dobre imię.
4. Moje stanowisko
Moje stanowisko i uzasadnienie
Moim zdaniem porwanie emocjonalne nie znosi całkowicie wolności, lecz czasowo zwęża pole dostępnych interpretacji i działań. Człowiek nadal myśli, ale jego myślenie traci szerokość. Dlatego pierwszym zadaniem nie jest wmówienie sobie, że niczego nie czuję. Jest nim rozpoznanie chwili, w której emocja zaczyna ograniczać moje widzenie rzeczywistości.
Gdy zauważam takie zwężenie, powinna zapalić się we mnie lampka ostrzegawcza: mówić krótko, nie rozwijać pełnego aktu oskarżenia, nie podejmować decyzji o trwałych konsekwencjach i nie budować szczegółowego planu działania. Pomysły, które pojawiają się w złości, można zauważyć, ale nie należy ich wówczas rozwijać. Raz szczegółowo opracowany plan potrafi pozostać w pamięci i jeszcze długo wydawać się słuszny, nawet gdy emocja już opadła.
Jeżeli sytuacja na to pozwala, należy znaleźć bezpieczny sposób wyjścia z rozmowy. Nie zawsze jednak można odejść natychmiast, ponieważ demonstracyjne opuszczenie miejsca może dodatkowo zaostrzyć konflikt. Potrzebne jest zatem nie tylko samo wycofanie, ale roztropna ocena momentu i sposobu jego dokonania.
Co pozostawiam otwarte
Otwarte pozostaje pytanie o zakres odpowiedzialności człowieka w szczytowym momencie pobudzenia. Nie jest dla mnie jasne, w jakim stopniu człowiek zachowuje wówczas realną zdolność swobodnego wyboru, a w jakim jego odpowiedzialność dotyczy przede wszystkim wcześniejszego kształtowania nawyków oraz tego, co zrobi już po odzyskaniu kontroli.
Sprawdzenia wymaga także aktualność szczegółowych tez neurobiologicznych zawartych w książce z 1997 roku. Należy odróżnić nadal przydatną metaforę „porwania” od uproszczonego obrazu pojedynczego ośrodka mózgowego, który rzekomo samodzielnie przejmuje władzę nad całym człowiekiem.
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
W części:
„Gdy problem zamienia się w zagrożenie”.
Fiszka wspiera fragment o tym, że człowiek może przejść od rozwiązywania konkretnego błędu do obrony własnej godności, reputacji i pozycji. Wyjaśnia też zdania:
„On zrobił to specjalnie”.
„Oni próbują mnie oszukać”.
„Muszę natychmiast odpowiedzieć”.
Założenia jawne i ukryte
emocje pełnią funkcję adaptacyjną;
szybka reakcja zwiększała szanse przetrwania;
mechanizm pożyteczny wobec fizycznego zagrożenia może być niedokładny w sytuacjach społecznych;
przeszłe doświadczenia wpływają na aktualne interpretacje;
pierwsza reakcja nie zawsze jest najlepszą diagnozą.
Znaczenie dla problemu badawczego
Pozwala uzasadnić jedną z głównych tez rozdziału:
Silna emocja mówi mi, że coś uznałem za ważne lub groźne. Nie dowodzi jeszcze, że poprawnie rozpoznałem intencję drugiego człowieka.
Co przyjmuję jako trafne
Przyjmuję jako trafne, że reakcja emocjonalna może wyprzedzać pełną, refleksyjną ocenę sytuacji. Silne pobudzenie nie musi odbierać człowiekowi zdolności rozumowania, ale może ograniczyć liczbę informacji, interpretacji i możliwych działań, które w danej chwili bierze on pod uwagę.
Trafne jest również podkreślenie znaczenia samoświadomości. Rozpoznanie pierwszych objawów — napięcia, przyspieszenia myśli, przymusu natychmiastowej odpowiedzi, powtarzania tych samych oskarżeń — nie usuwa złości. Może jednak stworzyć choćby niewielką przestrzeń pomiędzy impulsem a decyzją. Ta przestrzeń bywa wystarczająca, aby nie powiedzieć słów, których później nie da się cofnąć
Co uważam za niewykazane
Nie przyjmuję uproszczenia, jakoby w czasie silnej emocji ciało migdałowate po prostu „wyłączało rozum”, a człowiek przestawał odpowiadać za swoje czyny. Biologiczny opis mechanizmu reakcji alarmowej nie może być automatycznie traktowany jako usprawiedliwienie krzywdzących słów, przemocy albo niesprawiedliwych decyzji.
Nie każda intensywna emocja jest również porwaniem emocjonalnym. Złość może być adekwatną reakcją na realną krzywdę, kłamstwo albo naruszenie granicy. Problem zaczyna się wtedy, gdy emocja przejmuje funkcję sędziego, oskarżyciela i wykonawcy wyroku jednocześnie.
Samą koncepcję Golemana traktuję jako użyteczną metaforę i punkt wyjścia. Nie uznaję jej jednak za kompletny i ostateczny opis neurobiologiczny.
Najsilniejszy kontrargument
Nie każda sytuacja pozwala na zatrzymanie się i spokojną analizę. Czasami niesprawiedliwość, przemoc albo poważne naruszenie granicy wymagają natychmiastowej, zdecydowanej reakcji. Zbyt duże skupienie na własnym uspokojeniu może prowadzić do bierności, a agresor może odczytać milczenie jako słabość albo zgodę.
Można także zarzucić, że osoba znajdująca się w stanie silnego pobudzenia nie jest zdolna do wykonywania rozbudowanego protokołu samokontroli. Gdyby potrafiła spokojnie analizować własne zwężenie poznawcze, być może wcale nie znajdowałaby się już w stanie porwania emocjonalnego.
Odpowiedź na kontrargument
Rozróżniam natychmiastowe działanie ochronne od natychmiastowego wydawania wyroku o drugiej osobie. Można powiedzieć stanowcze „stop”, przerwać zagrożenie, wezwać pomoc albo wyprowadzić kogoś z niebezpiecznej sytuacji, nie rozstrzygając jeszcze całego konfliktu i nie przypisując drugiej stronie ostatecznych intencji.
Zasada odroczenia nie dotyczy więc elementarnej obrony dobra. Dotyczy przede wszystkim decyzji o karze, zerwaniu relacji, odwecie i trwałych konsekwencjach. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia należy działać. W sytuacji zranionego ego albo gwałtownego sporu lepiej najpierw odzyskać szersze widzenie.
To prawda, że podczas samego porwania trudno stosować skomplikowaną metodę. Dlatego najważniejsze jest wcześniejsze wyćwiczenie jednego lub dwóch prostych sygnałów: „mój horyzont się zwęża” oraz „teraz nie podejmuję nieodwracalnych decyzji”.
Możliwa nowa teza / wkład własny
Porwanie emocjonalne można opisać nie tyle jako całkowite zwycięstwo emocji nad rozumem, ile jako czasowe zmniejszenie liczby dostępnych interpretacji i działań. Rozum nadal pracuje, ale porusza się po coraz węższym torze.
Praktyczna dojrzałość emocjonalna polega więc na nauczeniu się rozpoznawania chwili, w której myślenie traci rozgałęzienia i zaczyna biec jedną prostą. Wolność człowieka ujawnia się wtedy nie w braku emocji, lecz w zdolności powstrzymania emocji przed napisaniem gotowego scenariusza działania.
Dalsza kwerenda
Należy pozyskać do repozytorium aktualne opracowanie dotyczące współdziałania ciała migdałowatego, kory przedczołowej, sieci istotności i mechanizmów kontroli poznawczej. Trzeba także sprawdzić badania dotyczące wpływu silnego pobudzenia na zawężenie uwagi, impulsywność oraz liczbę rozważanych alternatyw.
Warto zestawić koncepcję Golemana z procesowym modelem Jamesa Grossa oraz z wynikami metaanalizy Kjærvik i Bushmana. Osobnego opracowania wymaga pytanie o odpowiedzialność moralną człowieka działającego pod wpływem silnego afektu.
Roboczy akapit
Złość nie zawsze zaczyna się od krzyku. U mnie jej pierwszym objawem bywa geometria myślenia. Znikają boczne drogi. Jedno zdanie, jedna uraza albo jedno poczucie niesprawiedliwości zaczyna wypełniać cały horyzont. Nadal potrafię układać argumenty, lecz wszystkie biegną w tym samym kierunku. I właśnie wtedy powinno zapalić się czerwone światło: mniej mówić, nie podejmować trwałych decyzji, nie budować szczegółowego planu odwetu. Emocja może być prawdziwa. Może nawet słusznie ostrzegać, że stało się coś złego. Nie powinna jednak w tej samej chwili otrzymać kierownicy.
Dodatkowe notatki o powiązaniach
Gross, Handbook of Emotion Regulation — procesowy model regulacji emocji.
Kjærvik i Bushman — obniżanie pobudzenia a gniew i agresja.
Bushman 2002 — ruminacja i „wyładowywanie” gniewu.
William Ury — „idź na galerię”, odzyskanie dystansu przed odpowiedzią.
Miejsce w książce: połączone rozdziały 1 i 6, roboczy tytuł „Zanim podniesiesz głos”.
Metadane pytania 1
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: key
Metadane pytania 2
Typ: self_critique · Status: open · Znaczenie: key
Status mojego stanowiska
working
Stopień pewności
high
KJB-2024-01 — Złość nie jest parą w garnku: dlaczego „wyładowanie się” zwykle nie gasi gniewu
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
“A more effective approach for managing anger is ‘turning down the heat’.”
Przekład całego fragmentu
„Skuteczniejszym sposobem radzenia sobie ze złością jest ‘zmniejszenie temperatury’”.
Możemy też przełożyć to bardziej naturalnie:
„Zamiast dokładać opału, najpierw zmniejsz ogień”.
Ta druga wersja nie będzie cytatem dosłownym, lecz naszym obrazowym objaśnieniem.
Lokalizacja w źródle
Abstrakt i główna teza: s. 1.
Podstawy teoretyczne i rozróżnienie pobudzenia: s. 1–3.
Główne wyniki: s. 8.
Dyskusja i wnioski praktyczne: dalsza część artykułu, zwłaszcza s. 8–10.
2. Rozumiem fragment
“A more effective approach for managing anger is ‘turning down the heat’.”
„Zamiast dokładać opału, najpierw zmniejsz ogień”.
Ważne zastrzeżenie
1. Nie twierdzimy, że każda aktywność fizyczna zwiększa złość
Metaanaliza pokazuje wynik przeciętny i znaczną różnorodność badań. Nie wolno z niej stworzyć hasła:
„Gdy jesteś zły, nie uprawiaj sportu”.
2. Uspokojenie nie oznacza kapitulacji
Obniżenie pobudzenia nie oznacza:
zgody na niesprawiedliwość;
udawania, że nic się nie wydarzyło;
rezygnacji z rozmowy;
pozwalania komuś na dalsze krzywdzenie;
tłumienia prawdy.
Można się uspokoić po to, aby później powiedzieć bardzo stanowczo:
„Nie zgadzam się na takie traktowanie”.
3. Regulacja nie oznacza wyparcia
Celem nie jest wmawianie sobie:
„Nie jestem zły”.
Lepsze rozpoznanie brzmi:
„Jestem bardzo zły. Dlatego teraz nie podejmę decyzji, której jutro będę żałował”.
4. Wynik grupowy nie jest gwarancją jednostkową
Metaanaliza opisuje prawidłowości statystyczne. Nie oznacza, że każda technika działa jednakowo u każdej osoby, w każdej sytuacji i przy każdym rodzaju gniewu.
3. Pytania i moje odpowiedzi
1. Co dokładnie dzieje się z Tobą po treningu? Przypomnij sobie jedną konkretną sytuację, kiedy przed bieganiem albo innym intensywnym treningiem byłeś naprawdę rozgniewany. Co zmieniło się po treningu: napięcie w ciele; sposób myślenia o osobie, która Cię rozgniewała; potrzeba odwetu lub ostrej odpowiedzi; ocena tego, kto miał rację; gotowość do spokojnej rozmowy? Czy złość rzeczywiście zniknęła, czy tylko stała się mniej gwałtowna?
„Pierwsza reakcja”, „Notatki prywatne”, „Roboczy akapit”.
złość nie zniknęła, stała sie trochę mniej gwałtowna. to też trochę zależało, co robiłem podczas np. biegania, bo jeśli słuchałem książki a po bieganiu miałem umówione spotkania i wpadłem w werwor pracy, to szybko się uspakajałem. Jeśli natomiast nic nie słuchałem, albo nie ni emodliłem (przeważnie odmawiam różaniec podczas biegania) tylko pozostawałem sam ze swoimi myślami, to walka była nieprzecietna, w sensie: spora. Zaczynało się od oczywiście zarzutów a potem szukania usprawiedliwień dla tej drugiej osoby i ponownie mocowanie sie ze sobą.
Osobiście uważam, że to i tak musi nastąpić, to mocowanie się ze sobą, czy to się dokona szybciej, czy później, ale i tak musi się dokonać, czyli po pierwsze zabrać stanowisko w tej sprawie. Jeśli powstaną jakieś myśli, aby w związku z tym stanowiskiem już cos zrobić, to to należy zatrzymać, tzn. nie przechodzić do działania.Najlepszym jest wogóle nie rozmyślać nad działaniem, bo ono się tak mocno zapisze w pamięci, że gdy nawet już się uspokoję, to i tak będę uważać, że plany jakie pojąłem są właściwe, a tak często nie jest. Bo czasem spróbowałem przeciągnąć sprawę, tzn. dać jej dużo więcej czasu na przemyślenie, tzn. miesiące, podchodzące nawet w rok. To po takim długim okresie zaobserwowałem jak bardzo szkodliwe były te pierwsze postanowienia poczynione w złości.
Co w takiej sytuacji robić, kiedy rozwiązania same cisną się do głowy, rozwiązania proponujace działanie? Po prostu je dostrzec, ale nie rozwijać, nie rozmyślać nad szczegółami tego rozwiązania. Po prostu je zauważszyć i jeśli umysł już musi szukać jakichś rozwiązać, to zmuszać go do większej ilości różnego rodzaju propozycji, w które - ponownie - nie wchodzić w szczegóły, tylko "skakać po powierzchni". To wszystko powoduje, że daję głowie symulację tego, że jakoby "para" idzie w koła, ale te koła kotłuja w miejscu, bo jest im przedstawianych wile kierunków, w które mogą się potoczyć, a więc koniec końców: głupieją i stoją w miejscu. Już wolę, aby ta "para" poszła w "gwizdek" i żebym zaczął o tym swoim gniewie komuś opowiadać niż coś konkretnego z nim robić.
2. Po czym poznajesz, że nastąpiło opanowanie złości, a nie tylko zmęczenie albo odroczenie konfliktu? Wyobraźmy sobie, że po intensywnym biegu nie masz już siły się kłócić. Czy to znaczy, że lepiej zrozumiałeś sytuację, czy tylko fizycznie opadłeś z sił? Czy po treningu łatwiej Ci: dostrzec również własny błąd; przyznać drugiej osobie część racji; oddzielić fakt od własnej interpretacji; przeprosić; sformułować stanowczą, ale spokojną odpowiedź? Co byłoby dla Ciebie najlepszym dowodem, że trening nie tylko „ściął napięcie”, ale rzeczywiście pomógł odzyskać panowanie nad sobą?
„Co przyjmuję jako trafne”, „Moje stanowisko”, „Możliwa nowa teza”
gdy zaczynam tłumaczyć/rozumieć drugą strone konfliktu, a już najpewniej gdy zaczynam w głowie dziekować tej drugiej stronie, że doszło do tego konfliktu, bo, albo otworzył on przede mna nowe horyzonty; pozwolił cos zrozumieć, na co bym nigdy, przenigdy nie wpadł; dał mi pełniejsze, lepsze zrozumie drugiej osoby. Gdy takie myśli powstają, to już wiem, że z dużym prawdopodobieństwem nastąpiło opanowanie złości i nie ma raczej mowy o odroczeniu konfliktu.
Wszystko inne: miłe uśmiechy, zaproszenie do kina, wspólny spacer, miłe rozmowy, zainteresowanie się potrzebami tej drugiej osoby - to wszystko może być grą, a wewnątrz ciągle może tlić się krzywda, ból itp. Dlatego dopiero gdy niejako pokocham tą ułomność i uwierzę lub dostrzegę, że ta ułomność - i to nie ważne, czy moja, czy tej drugiej osoby - doprowadziła do jakiegoś dobra, to zaczynam lubieć tą ułomność, powiedzmy nawet, że zaczynam ja kochać.
Bieganie, czy ten wysiłek ma coś znaczącego w tym procesie? Pewnie tak, ale bardziej w takim fizycznym względzie, bo biegnąć 10km spocę się jak szczór, potem trochę lepiej śpię, nie mam lenia, aby zrobić to czy owo w ciągu dnia, nie obrastam tłuszczem, który przybija mnie do podłogi i każe mielić złości których sam doświadczyłem lub je okazałem. Czyli wtedy zapadam się sam w sobie. Gdy fikonuję jakąś fizyczną aktywność, ona natomiast ułatwia mi wykonanie kolejnej fizycznej czynności. Ten ruch sprawia, ze również porusza się mój umysł, a wraz z umysłem i ciałem biegną moje uczucia skacząc z kwiatka na kwiatek, dostarczając mi nowy wrażeń, nowych bodźców - i koło się kręci dalej, z tym, że nie w szalonym pędzie, ale coraz spokojniej i jednostajnie. Moja fizycznośc ma wiele do powiedzienia mojej emocjonalności i na odwrót. Gdy w tym pierwszym "się dzieje" to i w tym drugim "się dzieje", jest ruch, tzn. jest życie. Gdy zamykam się na problemie, to często stoję w miejscu, byjęs ie z myślami, zapadam się w sobie i zaczynam "więdnąć".
3. Jak rozróżniasz regularny trening od „wyładowywania złości”? Czy zgodziłbyś się z następującym rozróżnieniem: Regularny trening może poprawiać moje ogólne funkcjonowanie, odporność psychiczną i nastrój, ale nie musi być najlepszym doraźnym sposobem gaszenia świeżej złości — zwłaszcza gdy podczas wysiłku wciąż przeżywam konflikt i w myślach walczę z osobą, która mnie rozgniewała. Czy tak właśnie wygląda Twoje doświadczenie, czy uważasz, że również bezpośrednio po konflikcie intensywny wysiłek jest dla Ciebie najlepszym rozwiązaniem? Czy znaczenie ma to, o czym myślisz podczas biegu: o krzywdzie i odwecie czy o oddechu, trasie, tempie i odzyskaniu dystansu?
„Co odrzucam lub uważam za niewykazane”, „Co pozostawiam otwarte”, „Mój wkład własny”.
bardzo ważne jest to o czym myślę podczas treningu. Jeśli o odwecie - zresztą juz o tym pisałem wyżej. Ważne, a nawet bardzo ważne jest dla mnie zajęcie się sprawami innych ludzi, poszukanie sposobu aby pomóc komus, wyjść z jakąś inicjatywą, zabrać się za pisanie książki, czy odgrzebać porzuconą, lub zaniedbaną pasję, posłuchać narzekań kolegi, ale nie w tym celu, aby mu opowiedzieć o swoich problemach, lae zadawać pytania dotyczące jego osoby, dać mu swój czas. Jest to niezwykle trudne, ale cenne są z tego owoce. Po pierwsze spotkanie z drugim człowiekiem, ale nie po to , aby go wykorzystać, lae jego posłuchać, z nim cos zrobić, w najgorszym wypadku z nim zagrać w squash'a. Na gaszenie świeżej złości zawsze dobrze na mnie działał bieg, ogólnie: zmęczenie się, zle nie takie agresywne zmęczenie się, gdzie jest wyżywanie się na jakimś matwym obiekcie/rzeczy. Nie. Zwłaszcza bieganie w piątek lub we wtorek, gdzie są tajemnice bolesne i biegać sie=ę nie chce i wszystko boli, może nie tak konkretnie boli, ale doskwiera - zwłaszcza pierwsze 2 kilometry i ostatnie 2 kilometry, wtedy bardzo wiele pomaga rozmyślanie o Jezusie , o jego ranach, o Jego cierpieniu itp. Jesli to jest piątek to jeszcze post, czyli nie jedzenie przez 18 godzin, tylko picie, to są takie metody cilesnego radzenia sobie ze złością. Pozostaje jeszcze mentalne radzenie sobie, ale o tym wyżej już pisałem.
4. Jaki właściwie powinien być cel regulacji złości? Czy chodzi o to, żeby złość całkowicie zniknęła? A może złość bywa ważnym sygnałem, że naruszono: sprawiedliwość; czyjąś godność; granice; prawdę; bezpieczeństwo słabszej osoby? Jak odróżniasz zatem: opanowanie złości; tłumienie złości; ucieczkę od trudnej rozmowy; słuszny gniew; agresję? Spróbuj sformułować własną zasadę: co powinien zrobić człowiek, aby emocja pozostała sygnałem, ale nie przejęła kierownicy?
„Moje stanowisko / rozstrzygnięcie robocze”, „Możliwa nowa teza”, „Roboczy akapit do książki”.
Pierwszą umiejętnością, która trzeba nabyć, to umiejętność zauważenia u siebie pirwszych oznak złości. Jest nią przeważnie u mnie zawężona perspektywa myślenia, nadmierne koncentrowanie się na tu i teraz, na danym zagadnieniu/sprawie/słowie i krążenie wokół tego. Czyli inaczej mówiąc, perspektywa myślowa (ilość wolno przebigających przez umysł myśli raptownie się zmniejsza) się zawęża. Już nie ma nieprzewidywalnych skojarzeń, swobodnegych skojarzeń, przeskakiwania z myśli na myśł. Wygląda to bardzo podobnie jak atak zwierzęcia na drugie zwierzę: zawsze po lini prostej. Już nie ma swobodnych skoków raz w lewo, raz w prawo. Ogólnie mówiąc: linia prosta wyzwala w nas, bynajmniej we mnie troche więcej niepokoju, niż krzątanie się myślami raz tu, raz tam. Podobnie jest też z naszą perspektywą widzenia/postrzegania rzeczywistości. Gdy tylko się zdenerwujemy horyzont tego co widzimy jest znacznie weższy niż swobodnie, zrelaksowani idziemy przez życie. Widzimy wtedy o wiele więcej, uczymy się szybciej, jesteśmy pogodni. Gdy w nasze/moje życie wkracza złość wszystko się zawęża. Mniej widzę, mniej czuję, mniej rozumiem itd. Gdy to u siebie zacznę postrzegać to może być dla mnie oznaką pierwszych oznak złości, a więc powinna się zapalać "żarówka"/światełko: uważaj na to co mówisz, a robienie ogranicz do minimum! Mów zdawkowo, nie pełnymi zdaniami, wraz ze wstępem, rozwinięciem i zakończeniem tematu, Tak nie rób. Krótkie, zdawkowo odpowiedzi. Szukaj momentu, aby wyjść z tego miejsca, opuścić tą rozmowę. Szukaj, tzn. oceń moment/czas kiedy twoje opuszczenie miejsca/rozmowy nie spowoduje jeszcze większej eskalacji złości/nieprzyjemności jaką ci wyrządza druga osoba, czy sytuacja, w której się znalazłeś. Moja ucieczka może nic nie dać, bo problem może mnie i tak "dogonić" i uderzyć ze zdwojoną mocą, a więc trzeba wytrwać do momentu, kidy nadarzy się okazja aby z tego wyjść, to opuścić.
To jest jedno. Drugie jest to, aby intensywniej obserwować swoje uczucia/emocje zwłaszcza podczas wypowiadanych przez siebie zdań/kwestii. Gdy to co mówię mnie uspakaja, bądź jest neutralne to dobrze, w odróżnieniu gdy wypowiadane przeze mnie słowa we mnie samym budzą niepokój, to już moę być dla mnie pierwszy znak "zawładnięcia mnie przez złość", daję się jej porwać i płynę na jej fali. W tym samym momencie płynięcia na tej przysłowiowej fali (jak serfer) sprawia mi to pewna przyjemność, czuję się półbogiem, czuję jakbym rządził otaczającą mnie rzeczywistością. Daję się unieść. Ale nie przewiduję w tym momencie tryumfu, że niebawem fala się skończy i zpadnę z deski imogę zacząć tonąć, a owładnięty przez złość moje ruchy mogą być mniej skoordynowane i więcej będę popełniał błędów. Czyli ten chwilowy sukces, jest tak krótki jak mrugnięcie okiem, natomiast to co się dzieje potem jest po prostu trwającą wieki tragedią/katastrofą.
5. Jaki jest najmocniejszy kontrargument wobec Twojego stanowiska? Najsilniejszy sprzeciw można sformułować tak: „Twoje osobiste doświadczenie po bieganiu jest prawdziwe, ale pozostaje doświadczeniem jednej osoby. Możesz mylić zmniejszenie napięcia, zmęczenie, poprawę nastroju i odwrócenie uwagi z rzeczywistym zmniejszeniem złości. Metaanaliza wielu badań ma większą wartość poznawczą niż jednostkowe odczucie”. Jak odpowiedziałbyś na ten argument? Co mogłoby skłonić Cię do korekty stanowiska? Na przykład: odkrycie, że po treningu nadal oceniasz przeciwnika równie surowo; stwierdzenie, że spokojny spacer działa lepiej niż szybki bieg; porównanie własnych reakcji po oddechu, biegu i całkowitym odpoczynku; kolejne badania rozróżniające regularny trening od doraźnego „wybiegania złości”. Na końcu oceń roboczo swoją pewność w skali 0–100.
„Najsilniejszy kontrargument”, „Moja odpowiedź”, „Co pozostawiam otwarte”, „Status stanowiska”, „Stopień pewności”, „Dalsza kwerenda”.
Po pierwsze mam świadomość, że dzielę się osobistymi przeżyciami, które moga nieco odbiegać od doświadczenia innych osób. Pamiętam swoje stresujące przeżycia za czasów dziecięcych kiedy to w bieganiu szukałem ujścia narastającym stresom z życia w rodzinie, w której rodzicie nieustannie żyli w jakimś konflikcie lub powodowali sytuacje stresujące dla nas, ich dzieci. Pamiętam swoje "ściganie się" z samochodami, kiedy to biegnąć po chodniku wyznaczałem sobie za cel jakieś odległe drzewo, a widząc z tyłu mnie zbliżający się do mnie pojazd mówiłem sobie w głowie: jeśli ja będe pierwszy przy tym wybranym przedemną drzewem, a nie ten zbliżający się pojazd, TO ONI SIĘ ROZWIODĄ. Nie wiem skąd ten młody chłopak już wtedy wiedział, że istnieje cos takiego jak rozwód, może stąd, że oni sami uzywali tego argumentu między sobą.
Ale tak (może nie ciągle z tą właśnie myślą) było bardzo często. Biorąc za młodu w różnego rodzaju zawodach z wielkim zaangażowaniem woli/siły wewnętrznej starałem przemóc samego siebie, czyli niejako zapanować nad sobą samym, drygować soba samym. Moje postanowienia brały górę często nie tylko nad moją fizycznością (bo czasami juz opadałem z sił) ale równiez nad swoją psychika, kiedy po prostu czegoś mi się nie chciało, ale widziałem to jako walke, mocowanie się z soba samym. Wyswabadzało to we mnie myśli surwiwalowe, aby pomimo nisprzyjających okoliczności trwać w swoim postanowieniu, w swoim mysleniu.
Opisuję to, bo przez te prawie 60 lat życia zauważyłem, że nie każdy tak ma, a może inaczej: niewielu tak ma. Przez koleje swoje życia nauczyłem się nieco neutralizować to swoje myslenie i działanie: żeby nie za wszelkę cenę i ze wszystkich sił, bo inni wokół zaczynają "pękać" , a ja dopiero się rozgrzewam. Dlatego uważam, że jest to specyficzne podejście i trochę musze je relatywizować, bynajmniej tak podchodzić do doświadczenia innych ludzi.
Zmienić swoje stanowisko. Tak sobie myślę, że samo bieganie nie stanowi większego znaczenia, a juz wiekszy wpływ ma bycie posłusznych, czy w harmonii z wcześniej obranym stylem życia, przyzwyczajeń. Gdy w sytuacji nerwowej/złości nadal mnie stać na trening, robinie rzeczy, które przywykłem robić gdy jest mi dobrze z samym sobą oraz z innymi wokół siebie, to już czuję moc panowania nad złością. Dużo bardziej pamiętam sam fakt biegania niż skutki jakie ono przyniosło, bo często po biegani czułem się tak samo, może tylko troche lepiej niz przed bieganiem. Pamiętam swoje kojące dialogi wewnętrzne podczas biegania. Czyli reasumując: trzymanie się przyzwyczajeń daje poczucie zwycięstwa/przezwyciężenia siebie, swoich słabości, w tym równiez słabości/ złych bodźców trafiających we mnie. Kolejnym czymś jest bycie w ciszy z samym soba - co daje właśnie samotny bieg. Jest to godzina sam na sam z sobą samym i swoimi myślami. Bieganie, jest dodatkiem, równie dobrze mogłoby byc zastąpione czymś innym, ale w moim przypadku działa.
4. Moje stanowisko
Moje stanowisko i uzasadnienie
Bieganie może mi pomagać, ale nie dlatego, że „wybijam” z siebie złość. Pomaga wówczas, gdy przerywa ruminację, porządkuje rytm ciała, daje czas i prowadzi uwagę ku innym treściom. Jeżeli podczas biegu stale przesłuchuję przeciwnika we własnej głowie, układam akty oskarżenia i opracowuję plan działania, gniew może biec razem ze mną.
Dlatego w świeżej złości nie powinienem rozwijać szczegółowych pomysłów działania. Mogę zauważyć, że jakieś rozwiązanie przyszło mi do głowy, ale nie powinienem od razu go rozbudowywać. Lepiej dopuścić kilka możliwości i jedynie przesunąć się po ich powierzchni. Szczegółowy plan opracowany w gniewie potrafi pozostać w pamięci i jeszcze długo wydawać się właściwy.
Pomaga mi skierowanie uwagi ku modlitwie, książce, pracy nad książką, służbie innej osobie albo powrotowi do dawnej pasji. Ruch uruchamia ciało, ale to, co dzieje się wówczas z moją uwagą i interpretacją, może decydować o końcowym skutku.
Za znak rzeczywistego opanowania gniewu uznaję nie tylko spadek napięcia. Ważniejsza jest chwila, w której zaczynam rozumieć drugą stronę. Jeszcze mocniejszym znakiem jest zdolność dostrzeżenia dobra, które wynikło z konfliktu — nowej wiedzy, głębszego rozumienia siebie albo otwarcia nowych możliwości.
Co pozostawiam otwarte
Otwarte pozostaje pytanie, które elementy treningu wpływają na zmniejszenie mojego gniewu. Gdy podczas biegu słucham książki, modlę się albo wracam myślą do innych zadań, uspokajam się szybciej. Gdy biegnę sam ze swoimi oskarżeniami, wewnętrzna walka potrafi być bardzo intensywna.
Nie wiem, czy różnica wynika przede wszystkim z odwrócenia uwagi, z modlitwy, upływu czasu, wysiłku fizycznego, zmiany środowiska, zmęczenia czy połączenia tych czynników.
Otwarte pozostaje również, czy inny skutek daje spokojny, długi bieg, a inny bardzo intensywny trening. Potrzebne byłyby badania, które oddzielają sam ruch od treści myśli towarzyszących aktywności.
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
Złość nie jest tym samym co agresja
Złość jest emocją. Agresja jest zachowaniem.
Można:
czuć bardzo silny gniew i nikogo nie skrzywdzić;
zachować pozorny spokój, a jednak działać agresywnie i wyrachowanie;
przeżyć złość jako sygnał, że ktoś przekroczył ważną granicę;
wykorzystać energię gniewu do stanowczego, lecz kontrolowanego działania.
Dlatego celem rozdziału nie powinno być przekonanie czytelnika:
„Dobry człowiek nigdy się nie złości”.
Lepszy wniosek:
Złość może przynieść ważną informację. Nie musi jednak sama decydować o tym, co zrobisz w następnej minucie.
Teza autora
Złość jest emocją związaną z wysokim pobudzeniem fizjologicznym. Organizm przygotowuje się do działania: rośnie napięcie mięśni, przyspiesza tętno, pojawia się gotowość do konfrontacji. W takim stanie człowiek łatwiej działa impulsywnie i trudniej mu spokojnie analizować sytuację. Dlatego skuteczne strategie radzenia sobie ze złością powinny zazwyczaj obniżać pobudzenie, a nie jeszcze bardziej je zwiększać. Do aktywności obniżających pobudzenie autorzy zaliczają między innymi:
spokojne oddychanie; relaksację; medytację; uważność; spokojną jogę; rozluźnianie mięśni.
Aktywności zwiększające pobudzenie obejmują natomiast między innymi:
uderzanie w worek; kopanie lub rozbijanie przedmiotów; intensywny bieg; niektóre formy intensywnego wysiłku fizycznego; aktywności wykonywane z myślą o osobie, która nas rozgniewała.
Tok rozumowania autora
Metaanaliza objęła 154 badania, 184 niezależne próby i 10 189 osób.
Aktywności obniżające pobudzenie
Przynosiły wyraźne zmniejszenie złości i agresji:
g = –0,63
Efekt pojawiał się w różnych grupach:
u kobiet i mężczyzn;
u osób w różnym wieku;
w różnych kulturach;
u studentów i osób spoza środowiska akademickiego;
u sprawców przestępstw i osób niekaranych;
w zajęciach indywidualnych i grupowych;
w laboratorium i warunkach codziennych;
przy interwencjach prowadzonych osobiście i cyfrowo.
Aktywności zwiększające pobudzenie
Przeciętnie nie redukowały złości:
g = –0,02
Wynik ten był statystycznie bliski zeru. Oznacza to, że sama czynność fizycznego „wyładowania” nie daje wiarygodnej podstawy do twierdzenia, że gniew zostanie rozładowany.
Autorzy analizowali osobno:
złość jako przeżycie;
wrogość jako bardziej trwały sposób myślenia o innych;
agresję jako zachowanie zmierzające do wyrządzenia komuś szkody.
Techniki obniżające pobudzenie przynosiły poprawę we wszystkich tych obszarach.
Szczególnie istotny wynik
Techniki łączące uspokojenie ciała z elementem poznawczym były skuteczniejsze niż samo fizyczne obniżanie napięcia.
Aktywności zawierające element poznawczy — na przykład świadome kierowanie uwagi na oddech, rozluźnienie mięśni albo sposób interpretacji sytuacji — osiągały silniejszy efekt:
g = –0,73
Techniki pozbawione wyraźnego składnika poznawczego również pomagały, ale słabiej:
g = –0,34
Nie oznacza to jeszcze, że sama „praca myślowa” zawsze odpowiada za różnicę. Jest to porównanie grup badań, a nie jeden eksperyment laboratoryjny izolujący jedną zmienną. Wynik dobrze jednak współgra z modelem Grossa: najskuteczniejsza regulacja często obejmuje zarówno ciało, jak i sposób rozumienia sytuacji.
Co badanie mówi o bieganiu?
Tu potrzebna jest szczególna ostrożność.
W części analiz jogging wykonywany jako sposób poradzenia sobie z aktualną złością wiązał się ze wzrostem gniewu. Nie oznacza to jednak, że:
bieganie jest szkodliwe;
sport pogarsza zdrowie psychiczne;
człowiek rozgniewany nigdy nie powinien iść pobiegać;
każdy bieg podnosi agresję.
Badanie dotyczyło pytania węższego:
Czy aktywność podnosząca pobudzenie jest skutecznym sposobem natychmiastowego wygaszenia gniewu?
Średnia odpowiedź brzmi: niekoniecznie. Bardzo dużo może zależeć od tego, co człowiek robi w głowie podczas wysiłku.
Co innego:
„Biegnę i przez czterdzieści minut wyobrażam sobie, co mu powiem i jak go załatwię”.
Co innego:
„Biegnę, skupiam się na oddechu, rytmie kroków, przyrodzie i pozwalam myślom opaść”.
W pierwszym przypadku wysiłek może połączyć pobudzenie z ruminacją. W drugim może działać również dystans, zmiana uwagi i upływ czasu. Sama etykieta „bieganie” nie opisuje całego procesu.
Znaczenie dla problemu badawczego
Fiszka może uzasadnić fragment obalający hydrauliczny obraz złości:
Złość nie jest parą zamkniętą w garnku, którą trzeba gwałtownie wypuścić, żeby naczynie nie eksplodowało. Często jest odwrotnie. Krzyk, uderzanie w przedmioty albo wielokrotne odtwarzanie w głowie doznanej krzywdy nie usuwa gniewu. Uczy raczej ciało i umysł pozostawania w trybie walki.
Następnie można przejść do praktycznej zasady:
Najpierw zmniejsz temperaturę. Dopiero potem rozstrzygaj, kto miał rację i co trzeba zrobić.
Proponowany autorski fragment:
Kiedy człowiek jest wściekły, bardzo łatwo pomylić działanie z rozwiązaniem. Krzyk daje poczucie, że „coś zrobiłem”. Trzaśnięcie drzwiami brzmi jak postawienie kropki. Długi, gniewny monolog daje złudzenie odzyskanej kontroli. Problem polega na tym, że organizm nadal pozostaje na pełnych obrotach. Nie rozwiązaliśmy konfliktu. Jedynie daliśmy mu głośniejszą ścieżkę dźwiękową.
Co przyjmuję jako trafne
Przyjmuję główny wniosek, że agresywne „wyładowywanie” gniewu nie jest wiarygodnym sposobem jego zmniejszania. Uderzanie w przedmioty, podtrzymywanie obrazu przeciwnika i wielokrotne przeżywanie krzywdy może ćwiczyć agresję, a nie ją wygaszać.
Przyjmuję również rozróżnienie między gniewem a agresją. Gniew jest emocją i może przekazywać ważną informację o krzywdzie albo naruszeniu granicy. Agresja jest sposobem działania. To, że odczuwam gniew, nie oznacza jeszcze, że powinienem działać zgodnie z pierwszym impulsem.
Trafny jest wniosek, że aktywności obniżające pobudzenie — spokojny oddech, relaksacja, medytacja, uważność — są przeciętnie skuteczniejszymi metodami zmniejszania gniewu niż aktywności nastawione na jego fizyczne „wyrzucenie”.
Co uważam za niewykazane
Nie przyjmuję uproszczonego sloganu: „Gdy jesteś zły, nie biegaj, bo bieganie nie działa”. Metaanaliza przedstawia wynik uśredniony i obejmuje różne rodzaje aktywności, intensywności, instrukcji i kontekstów. Nie wykazuje, że każda forma biegu jest nieskuteczna dla każdej osoby.
Nie uważam również, aby moje osobiste doświadczenie obalało metaanalizę. Fakt, że po dziesięciu kilometrach czuję się spokojniejszy, nie mówi jeszcze, który element doświadczenia spowodował zmianę.
Badanie nie wykazuje też skuteczności różańca, postu ani rozważania męki Chrystusa. Są to elementy mojego doświadczenia duchowego, które mogą zostać opisane jako świadectwo, ale nie jako wniosek autorów artykułu.
Najsilniejszy kontrargument
Moje rozpoznanie może być przykładem błędu introspekcji. Mogę przypisywać uspokojenie bieganiu albo modlitwie, podczas gdy decydujący był jedynie upływ czasu, fizyczne zmęczenie albo oddalenie się od źródła konfliktu. Pamięć może też wybierać te przypadki, w których trening pomógł, i pomijać te, w których po biegu nadal byłem zły.
Ponadto osobiste doświadczenie jednej osoby nie stanowi podstawy do formułowania ogólnej rekomendacji dla czytelników.
Odpowiedź na kontrargument
Przyjmuję ten kontrargument. Moje doświadczenie może być źródłem hipotezy i materiałem autobiograficznym, ale nie dowodem naukowym. Ogólną tezę rozdziału należy oprzeć na wynikach metaanalizy: samo zwiększanie pobudzenia nie jest skuteczną, uniwersalną metodą radzenia sobie ze złością, natomiast obniżanie pobudzenia działa przeciętnie lepiej.
Moje bieganie powinno zostać przedstawione jako osobny przykład wymagający analizy. Aby ograniczyć błąd pamięci, mogę prowadzić przez kilka tygodni krótki dziennik: poziom złości przed treningiem i po nim, intensywność biegu, treść myśli, obecność modlitwy lub audiobooka oraz decyzje podjęte po powrocie.
Możliwa nowa teza / wkład własny
Ta sama aktywność fizyczna może pełnić różne funkcje emocjonalne w zależności od treści poznawczej, która jej towarzyszy. Bieg połączony z ruminacją, wyobrażaniem sobie odwetu i powtarzaniem oskarżeń może podtrzymywać gniew. Bieg połączony ze zmianą uwagi, modlitwą, słuchaniem książki albo zwróceniem się ku potrzebom innych ludzi może wspierać odzyskanie równowagi.
Nie jest to jeszcze wniosek wykazany przez omawianą metaanalizę, lecz hipoteza wynikająca z połączenia jej rezultatów z moim doświadczeniem.
Dalsza kwerenda
Należy zestawić metaanalizę z badaniem Bushmana z 2002 roku dotyczącym ruminacji, odwrócenia uwagi i uderzania w worek treningowy.
Trzeba znaleźć i wprowadzić do repozytorium badania rozróżniające:
ćwiczenia wykonywane z ruminacją i bez ruminacji;
trening o niskiej i wysokiej intensywności;
natychmiastowy oraz odroczony wpływ ruchu na gniew;
wpływ zmiany uwagi, medytacji i innych komponentów poznawczych;
wpływ regularnego ruchu na ogólną skłonność do gniewu.
Warto przeprowadzić własną, kilkutygodniową obserwację według prostego formularza, pamiętając, że nie będzie to eksperyment naukowy, lecz materiał autobiograficzny.
Roboczy akapit
Po solidnym treningu naprawdę czuję się spokojniejszy. Badania nie każą mi temu zaprzeczyć. Zmuszają mnie natomiast do bardziej precyzyjnego pytania: co właściwie zadziałało? Samo podniesienie tętna? Upływ czasu? Zmiana miejsca? Różaniec, audiobook, lepszy sen, a może to, że przez godzinę nie budowałem kolejnego aktu oskarżenia? Kiedy biegnę i nadal przesłuchuję przeciwnika we własnej głowie, złość potrafi biec razem ze mną. Kiedy odrywam uwagę, modlę się albo wracam myślą do innych ludzi i zadań, napięcie stopniowo traci władzę. Bieg nie jest więc dla mnie workiem treningowym służącym do „wybicia” gniewu. Jest raczej przestrzenią, w której mogę nie dopuścić, by gniew napisał za mnie następny rozdział.
Dodatkowe notatki o powiązaniach
Goleman — porwanie emocjonalne i zwężenie pola myślenia.
Gross — kierowanie uwagą, zmiana oceny i modulowanie reakcji.
Bushman 2002 — ruminacja podczas agresywnego „wyładowywania”.
William Ury — przerwanie automatycznej reakcji i mentalne wejście „na galerię”.
Miejsce w książce: rozdział „Zanim podniesiesz głos”, część dotycząca mitu katharsis i praktycznego „resetu serca i głowy”.
Metadane pytania 1
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 2
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 3
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 4
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 5
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Status mojego stanowiska
accepted
Stopień pewności
very_high
GIG-2003_1 — GIG-2003_1 — Zamiast procentów policz przypadki. Częstości naturalne
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
Natural frequencies. Numbers that correspond to the way humans encountered information before the invention of probability theory. Unlike probabilities and relative frequencies, they are “raw” observations that have not been normalized with respect to the base rates of the event in question. For instance, a physician has observed 100 persons, 10 of whom show a new disease. Of these 10 persons, 8 show a symptom, whereas 4 of the 90 without disease also show the symptom. Breaking these 100 cases down into four numbers (disease and symptom: 8; disease and no symptom: 2; no disease and symptom: 4; no disease and no symptom: 86) results in four natural frequencies 8, 2, 4, and 86. Natural frequencies facilitate Bayesian inferences. For instance, if the physician observes a new person with the symptom, the physician can easily see that the chance that this patient also has the disease is 8/(8 + 4), that is, 2/3. If the physician’s observations, however, are transformed into conditional probabilities or relative frequencies (for example, by dividing the natural frequency 4 by the base rate 90, resulting in .044, or 4.4 percent), then the computation of this probability becomes more difficult and requires Bayes’s rule for probabilities. Natural frequencies help people to make sound conclusions, whereas conditional probabilities tend to cloud minds.
Przekład całego fragmentu
Częstości naturalne. Liczby odpowiadające sposobowi, w jaki ludzie napotykali informacje przed powstaniem rachunku prawdopodobieństwa. W odróżnieniu od prawdopodobieństw i częstości względnych są to „surowe” obserwacje, których nie znormalizowano względem częstości bazowych rozpatrywanego zdarzenia. Na przykład lekarz obserwował 100 osób, z których 10 wykazuje nową chorobę. U 8 spośród tych 10 osób występuje pewien objaw, natomiast ten sam objaw występuje również u 4 spośród 90 osób bez tej choroby. Rozłożenie tych 100 przypadków na cztery liczebności (choroba i objaw: 8; choroba i brak objawu: 2; brak choroby i objaw: 4; brak choroby i brak objawu: 86) daje cztery częstości naturalne: 8, 2, 4 i 86. Częstości naturalne ułatwiają wnioskowanie bayesowskie. Jeżeli na przykład lekarz obserwuje nową osobę z tym objawem, może łatwo dostrzec, że szansa, iż ten pacjent również ma tę chorobę, wynosi 8/(8 + 4), czyli 2/3. Jeżeli jednak obserwacje lekarza zostaną przekształcone w prawdopodobieństwa warunkowe lub częstości względne (na przykład przez podzielenie częstości naturalnej 4 przez liczebność bazową 90, co daje 0,044, czyli 4,4 procent), obliczenie tego prawdopodobieństwa staje się trudniejsze i wymaga probabilistycznej postaci reguły Bayesa. Częstości naturalne pomagają ludziom wyciągać poprawne wnioski, natomiast prawdopodobieństwa warunkowe mają tendencję do zaciemniania rozumowania.
Lokalizacja w źródle
Gerd Gigerenzer, Reckoning with Risk: Learning to Live with Uncertainty, Penguin Books, 2003, wydanie elektroniczne, ISBN 978-0-141-93308-5.
Cytat: słownik końcowy, całe hasło „Natural frequencies”; strona techniczna 193 z 239 pliku „Gigerenzer,2003-Reckoning with Risk.pdf”. Początek: „Natural frequencies. Numbers that correspond…”. Koniec: „…conditional probabilities tend to cloud minds”.
Kontekst problemu: rozdział 4, „Insight”, zwłaszcza strony techniczne 35–43. Podstawą przytoczonego przykładu liczbowego jest jednak hasło słownikowe, a nie odmienny zestaw danych z rozdziału 4. Dane wydawnicze: strona techniczna 239. Podane numery oznaczają kolejność stron w PDF-ie, nie paginację wydania drukowanego.
2. Rozumiem fragment
Gigerenzer opisuje jedną grupę 100 osób. Chorobę ma 10 osób, a 90 jej nie ma. Wśród chorych objaw pojawia się u 8 osób. Ten sam objaw występuje jednak także u 4 osób bez choroby. Samo stwierdzenie objawu nie rozstrzyga więc rozpoznania.
Zapis wszystkich przypadków wygląda następująco:
Choroba i objaw: 8 osób.
Choroba i brak objawu: 2 osoby.
Brak choroby i objaw: 4 osoby.
Brak choroby i brak objawu: 86 osób.
Razem: 100 osób.
Pytanie „Jak często objaw występuje u chorych?” kieruje uwagę na 10 chorych. Odpowiedź brzmi: u 8 z 10, czyli u 80%.
Pytanie „Jak często osoba z objawem jest chora?” kieruje uwagę na inną grupę: wszystkie osoby z objawem. Jest ich 12, ponieważ trzeba dodać 8 chorych i 4 osoby bez choroby. Odpowiedź brzmi zatem: 8 z 12, czyli 2/3, w przybliżeniu 66,7%.
Jeżeli D oznacza chorobę, a S objaw, różnicę zapisujemy tak:
P(S | D) = 8/10 = 80%.
P(D | S) = 8/(8 + 4) = 2/3 ≈ 66,7%.
Kreskę pionową czytamy: „pod warunkiem, że”. Pierwszy zapis dotyczy występowania objawu pod warunkiem choroby. Drugi — występowania choroby pod warunkiem objawu. Odwrócenie kolejności zmienia pytanie, a zwykle również wynik.
Częstości naturalne pomagają, ponieważ zachowują liczebności podgrup wyodrębnionych z tej samej grupy wyjściowej. Nie chodzi tylko o zamianę zapisu „80%” na „80 na 100”. Gdy każdą podgrupę oddzielnie przeliczymy na 100, łatwiej zgubimy informację, że osób bez choroby było początkowo dziewięć razy więcej niż chorych.
Ważne jest również rozróżnienie obserwacji od prognozy. W opisanej grupie udział chorych wśród osób z objawem rzeczywiście wynosi 8/12. Użycie tej wartości do oceny kolejnej osoby wymaga dodatkowego uzasadnienia: czy osoba pochodzi z porównywalnej populacji, a pomiar i wcześniejsze obserwacje są wiarygodne? Poprawne dzielenie samo nie odpowiada na te pytania.
Ważne zastrzeżenie
Czytelny zapis danych nie usuwa błędu pomiaru, stronniczego doboru próby ani braku jej reprezentatywności. Nie pozwala również mechanicznie określić losu jednostki. Wynik 2/3 jest dokładnym udziałem w opisanej grupie, ale nie nieomylną diagnozą kolejnej osoby.
Liczby 100, 10, 8 i 4 są elementami ilustracji książkowej. Nie stanowią aktualnych parametrów diagnostycznych konkretnej choroby. Fiszka służy analizie rozumowania, nie poradzie medycznej.
W oryginale autor nazywa 90 „base rate”. W tym działaniu 90 jest liczebnością grupy bez choroby; odpowiadająca jej częstość względna wynosi 90/100. Stąd w przekładzie użyto określenia „liczebność bazowa”. Podane w źródle 0,044 i 4,4% są zaokrągleniami 4/90.
Przy analizie argumentów o początku życia albo dostrojeniu kosmosu nie wolno wymyślać populacji odniesienia i rozkładów prawdopodobieństwa tylko po to, by zastosować podobny obraz. Potrzebne byłyby osobne przesłanki uzasadniające model. To ograniczenie proponowanego zastosowania fiszki, a nie rozstrzygnięcie tych argumentów przez Gigerenzera.
## Co cytat wnosi do mojego problemu badawczego
Propozycja zastosowania redakcyjnego: po fiszkach Kahnemana pokazujących pomijanie częstości bazowych oraz przecenianie małych prób czytelnik otrzymuje konstruktywne narzędzie. Nie kończymy na ostrzeżeniu „uważaj na intuicję”, lecz pokazujemy, jak zmienić zapis problemu, aby poprawne rozumowanie stało się łatwiejsze.
Materiał łączy się także z fiszką Schupbacha o zmianie stopnia pewności pod wpływem nowej informacji. Tutaj czytelnik może zobaczyć, dlaczego informacja o wystąpieniu objawu nie wystarcza bez znajomości jego występowania także w przypadkach alternatywnych.
Zastosowanie do „Projektowanych” dotyczy dyscypliny oceny świadectw: pytania, z jakiej grupy pochodzą liczby i co dokładnie znajduje się w mianowniku. Nie jest to samodzielny argument za teizmem ani przeciw niemu.
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
Rozdział 3. Zachować główne zadanie fiszki: pokazać, jak częstości naturalne pomagają ustalić, do jakiej grupy odnosimy wynik. Osobistym wejściem może być rozważanie autora o wykonawcy: po poznaniu jego trudności przede wszystkim szukałby sposobu dania mu kolejnej szansy. Łatwiej podjąłby taką decyzję przy zdarzeniu uznanym za incydentalne; przy powtarzających się konfliktach i dezorganizacji życia raczej by z niej zrezygnował. To doprecyzowanie zastępuje wcześniejsze pytanie o to, co właściwie zmienia poznanie sytuacji osobistej.
Następnie przedstawić przykład Gigerenzera: spośród 12 osób z objawem chorobę ma 8, a 4 jej nie mają. Wynik 8/12 odpowiada na inne pytanie niż 8/10. Po obliczeniu oddzielić poprawność rachunku, podstawy odniesienia go do kolejnego przypadku oraz decyzję podejmowaną wobec człowieka. Rozróżnienie incydentalnych i powtarzających się okoliczności wykorzystać jako autorskie pytanie o porównywalność przypadków, a nie jako gotowy model liczbowy.
Powrót do wykonawcy powinien pokazać, że znajomość okoliczności wpływa na gotowość autora do dalszej współpracy, ale jego wypowiedź nie ustala prawdopodobieństwa kolejnej terminowej dostawy. Nie sprowadzać tej refleksji ani do bezwarunkowego usprawiedliwiania, ani do pewnej prognozy poprawy. Przy ewentualnym zestawieniu realizacji zachować wszystkie porównywalne zlecenia w wybranym okresie, ich kolejność i wyniki; wyjaśnienia przyczyn zapisywać osobno.
Wypowiedzi autora pozostają rozważaniem hipotetycznym. Nie dopisywać nazwiska wykonawcy, dialogu, rzeczywistych strat ani sceny z budowy jako wspomnienia. Rodzinne szczegóły służą tutaj objaśnieniu sposobu myślenia autora, nie diagnozowaniu konkretnej osoby. Wątek decyzji o kolejnej szansie ma uzupełniać temat rozdziału, bez wypierania objaśnienia częstości naturalnych.
Słowa kluczowe
częstości naturalne; częstość bazowa; prawdopodobieństwo warunkowe; reguła Bayesa; mianownik; populacja odniesienia; reprezentacja informacji; wiarygodność danych; indywidualizacja przypadku; intelektualna pokora; rozdział 3.
GIG-2003_2 — GIG-2003_2 — O 25 procent mniej — ale ile to jest? Ryzyko względne i bezwzględne
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
Relative risk reduction. One way to present the risk is to say that mammography screening reduces the risk of dying from breast cancer by 25 percent, that is, the relative risk reduction is 25 percent. Health organizations favor reporting benefits in terms of relative risk, thereby opening the door to miscommunication. What does a relative risk reduction of 25 percent mean? Many believe incorrectly that this means that out of 100 women who participate in screening, the lives of 25 will be saved. Yet to understand what relative risks mean, let us translate them into the mind’s hard currency, that is, concrete cases. Consider 1,000 women who did not participate in screening and another 1,000 who did (Table 5–1). Within 10 years, 4 women in the first group and 3 in the second group died of breast cancer. The decrease from 4 to 3 is a relative risk reduction of 25 percent.
Absolute risk reduction. The absolute risk reduction is 4 minus 3, that is, 1 out of 1,000 (which corresponds to 0.1 percent). In other words, if 1,000 women participate in screening for 10 years, one of them will probably be saved from dying of breast cancer.
Przekład całego fragmentu
Względna redukcja ryzyka. Jednym ze sposobów przedstawienia ryzyka jest powiedzenie, że mammograficzne badania przesiewowe zmniejszają ryzyko zgonu z powodu raka piersi o 25 procent, czyli że względna redukcja ryzyka wynosi 25 procent. Organizacje zajmujące się zdrowiem preferują przedstawianie korzyści w kategoriach ryzyka względnego, otwierając w ten sposób drogę do nieporozumień. Co oznacza względna redukcja ryzyka o 25 procent? Wiele osób błędnie sądzi, że oznacza to uratowanie życia 25 spośród 100 kobiet uczestniczących w badaniach przesiewowych. Aby jednak zrozumieć, co oznacza ryzyko względne, przełóżmy je na twardą walutę umysłu, czyli konkretne przypadki. Rozważmy 1000 kobiet, które nie uczestniczyły w badaniach przesiewowych, oraz kolejne 1000, które w nich uczestniczyły (tabela 5–1). W ciągu 10 lat z powodu raka piersi zmarły 4 kobiety w pierwszej grupie i 3 w drugiej. Spadek z 4 do 3 oznacza względną redukcję ryzyka o 25 procent.
Bezwzględna redukcja ryzyka. Bezwzględna redukcja ryzyka wynosi 4 minus 3, czyli 1 na 1000 (co odpowiada 0,1 procent). Innymi słowy, jeżeli 1000 kobiet uczestniczy w badaniach przesiewowych przez 10 lat, jedna z nich prawdopodobnie uniknie zgonu z powodu raka piersi.
Lokalizacja w źródle
Gerd Gigerenzer, Reckoning with Risk: Learning to Live with Uncertainty, Penguin Books, 2003, wydanie elektroniczne, ISBN 978-0-141-93308-5.
Cytat: rozdział 5, „Breast Cancer Screening”, podrozdział „Four Ways to Present the Risk”; strona techniczna 48 z 239 pliku „Gigerenzer,2003-Reckoning with Risk.pdf”. Przytoczono dwa kolejne, całe akapity: „Relative risk reduction” oraz „Absolute risk reduction”. Kontekst liczbowy przedstawia również tabela 5–1 na tej samej stronie.
Dane wydawnicze: strona techniczna 239. Podane numery oznaczają kolejność stron w PDF-ie, nie paginację wydania drukowanego. Przykład pochodzi z książki wydanej w 2003 roku i nie jest aktualnym oszacowaniem klinicznym.
## Strona techniczna pliku PDF
48
2. Rozumiem fragment
Gigerenzer pokazuje, jak te same wyniki można opisać dwiema różnymi miarami. W przedstawionym przez niego, historycznym przykładzie w ciągu 10 lat z powodu raka piersi umierają 4 kobiety na 1000 w jednej grupie oraz 3 na 1000 w drugiej. To liczby zaokrąglone, co zaznaczono w podpisie tabeli źródłowej.
Ryzyko w grupie bez badań przesiewowych: 4/1000 = 0,004 = 0,4%.
Ryzyko w grupie z badaniami przesiewowymi: 3/1000 = 0,003 = 0,3%.
Bezwzględna redukcja ryzyka jest różnicą tych wartości:
ARR = 4/1000 − 3/1000 = 1/1000 = 0,001.
Oznacza to różnicę jednego zgonu na 1000 osób w określonym czasie. Przy zapisie ryzyka w procentach spadek następuje z 0,4% do 0,3%, a więc o 0,1 punktu procentowego.
Względna redukcja ryzyka odnosi tę różnicę do ryzyka początkowego:
RRR = (4/1000 − 3/1000) / (4/1000) = 1/4 = 25%.
Oba obliczenia są poprawne. Odpowiadają jednak na inne pytania. Redukcja bezwzględna mówi, o ile zmienił się udział zdarzeń w całej grupie. Redukcja względna mówi, jaką częścią ryzyka początkowego jest ta zmiana.
W analizowanym przykładzie „o 25% mniej” nie oznacza więc „25 uratowanych osób na każde 100”. Oznacza zmniejszenie liczby zgonów z 4 do 3 na każde 1000 osób w ciągu 10 lat. Sama liczba 25% nie podaje skali wyjściowego ryzyka.
Trzeba również zachować dokładny przedmiot pomiaru. Książka mówi tutaj o zgonach z powodu określonej choroby w określonym czasie, nie o wyeliminowaniu wszystkich zgonów, uniknięciu każdego zachorowania ani o gwarancji korzyści dla wskazanej osoby.
Ważne zastrzeżenie
W przekładzie zachowano źródłowe „0,1 procent”. W analizie doprecyzowano, że ARR równa 0,001 jest udziałem 0,1% całej grupy, natomiast spadek ryzyka z 0,4% do 0,3% opisujemy jako spadek o 0,1 punktu procentowego. Nie jest to względny spadek o 0,1%.
Przykład jest historyczny i wykorzystuje zaokrąglone wyniki relacjonowane w książce. Nie służy do oceny aktualnej skuteczności mammografii, indywidualnego ryzyka ani zasadności badań przesiewowych konkretnej osoby. Nie przeprowadzono niezależnej analizy badań pierwotnych przywoływanych przez Gigerenzera.
Niewielka redukcja bezwzględna nie oznacza automatycznie nieistotnej korzyści. Sama duża redukcja względna również nie rozstrzyga, że dane działanie jest rozsądne. Do obu ocen potrzebne są dalsze informacje.
Błąd interpretacji wskaźnika nie dowodzi celowej manipulacji jego nadawcy. Trzeba odróżnić matematycznie poprawny, lecz niepełny komunikat, pomyłkę odbiorcy i świadome wprowadzanie w błąd.
Rozróżnienie ARR i RRR nie dostarcza gotowego rachunku prawdopodobieństwa powstania życia lub istnienia Boga. Zastosowanie do dalszych rozdziałów książki polega na pytaniu o znaczenie liczb i założenia porównania, nie na prostym przeniesieniu tego modelu do kosmologii czy teologii.
## Co cytat wnosi do mojego problemu badawczego
Propozycja zastosowania redakcyjnego: rozdział 3 powinien pokazać, że efektowna liczba może być poprawna, a mimo to źle zrozumiana. Fiszka wprowadza dwa krótkie pytania kontrolne: „W porównaniu z czym?” oraz „Ile to jest na wszystkie przypadki?”.
Po częstościach naturalnych przechodzimy od samego obliczania prawdopodobieństw do odpowiedzialnego komunikowania wyników. To także nawiązanie do rozdziału 2 o faktach i interpretacjach: liczby wymagają określenia tego, co faktycznie mierzą.
W „Projektowanych” podobna dyscyplina powinna dotyczyć zarówno argumentów przeciwnych przekonaniom autora, jak i tych, które uznaje on za przekonujące. Jest to propozycja standardu redakcyjnego do rozważenia przez autora, nie przypisane mu stanowisko.
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
Rozdział 3. Po przedstawieniu częstości naturalnych wykorzystać tę fiszkę do przejścia od poprawnego odczytywania liczb do odpowiedzialności za ich przekazywanie. Punktem osobistym jest autorski obraz „ostatniej ławki”: chcę wyjaśniać także osobie, która nie śledzi od początku mojego rozumowania. Drugim punktem jest moje przyznanie, że podczas słuchania sam nie zawsze nadążam za interpretacją danych.
Najpierw zestawić komunikat „o 25% mniej” z historycznym przykładem Gigerenzera: 4 i 3 zgony z powodu raka piersi na 1000 kobiet w ciągu 10 lat. Następnie wyjaśnić różnicę między redukcją względną a bezwzględną. Zakończyć autorskim wymaganiem, aby podawać kontekst potrzebny do zrozumienia skali zmiany również wtedy, gdy liczba wspiera moje przekonania.
„Ostatnia ławka” jest na tym etapie obrazem pożądanego sposobu komunikowania, nie zapisem konkretnej lekcji. Nie dopisywać nazwisk uczniów, dialogów ani zdarzeń jako wspomnień autora.
Słowa kluczowe
ryzyko bezwzględne; ryzyko względne; ARR; RRR; redukcja ryzyka; punkt procentowy; wartość początkowa; mianownik; horyzont czasowy; punkt końcowy; komunikacja naukowa; retoryka liczb; intelektualna uczciwość; rozdział 3.
KAH-2011_2 — Kiedy opis człowieka wygrywa ze statystyką. Reprezentatywność i wartości bazowe
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
Rozdział 14, „Przewidywanie na podstawie reprezentatywności”; pełny akapit z opisem wyników 114 doktorantów. Cytat w opublikowanym przekładzie Piotra Szymczaka. Poprzednio przytoczone zdanie zostało zachowane wewnątrz pełniejszej jednostki myśli.
Następnie zebraliśmy z Amosem odpowiedzi na to samo zadanie od 114 doktorantów psychologii na trzech dużych uniwersytetach, z których wszyscy zaliczyli po kilka semestrów różnych zajęć ze statystyki. Również doktoranci nas nie zawiedli – ich oceny prawdopodobieństwa dla dziewięciu kierunków niczym się nie różniły od ocen zgodności osobowości ze stereotypem. W tym wypadku zastąpienie było doskonałe: nic nie wskazywało na to, żeby uczestnicy kierowali się czymkolwiek poza reprezentatywnością. Pytanie o prawdopodobieństwo było trudne, a odpowiedź na temat podobieństwa była łatwiejsza, więc udzielili właśnie jej. Jest to poważny błąd, ponieważ ocena podobieństwa i ocena prawdopodobieństwa kierują się całkowicie różnymi zasadami logiki. Jest rzeczą całkowicie normalną, że wartości bazowe albo brak miarodajności opisu nie wpływają na ocenę podobieństwa opisu do stereotypu, jednak każdy, kto spróbuje ocenić prawdopodobieństwo, ignorując przy tym wartości bazowe i jakość danych, z pewnością popełni błędy.
Lokalizacja w źródle
Daniel Kahneman, Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym, tłum. Piotr Szymczak, wyd. II elektroniczne (Poznań: Media Rodzina, 2024), rozdz. 14: „Co studiuje Tomasz W.”, część „Przewidywanie na podstawie reprezentatywności”.
Cytat: strona 221 pliku PDF „Kahneman,2011-Pulapki myslenia o mysleniu szybkim i wolnym.pdf”, akapit zaczynający się od „Następnie zebraliśmy z Amosem odpowiedzi…”. Kontekst: strony 215–221 pliku. Numery odnoszą się do kolejności stron PDF, a nie do paginacji innego wydania papierowego.
Identyfikator KAH-2011_2 zachowuje rok oryginału; cytujemy polskie wydanie elektroniczne z 2024 roku, wskazane na stronie redakcyjnej dostarczonego pliku.
2. Rozumiem fragment
Kiedy poznajemy człowieka, szybko próbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie, do jakiego rodzaju osób jest podobny. Schludny, uporządkowany, mało towarzyski, zainteresowany systemami i szczegółami — odruchowo widzimy informatyka, inżyniera albo bibliotekarza. Taki opis tworzy wyrazisty obraz. Wyrazisty obraz daje przyjemne poczucie rozpoznania.
Kahneman opisuje eksperyment z fikcyjnym studentem Tomaszem W. Uczestnicy otrzymali charakterystykę jego osobowości oraz listę kierunków studiów. Opis został celowo skonstruowany tak, aby Tomasz przypominał stereotypowego informatyka, choć kierunek ten należał do mniej licznych.
Najpierw można było ustalić, ilu studentów wybiera każdy kierunek. To była wartość bazowa. Następnie należało ocenić podobieństwo Tomasza do stereotypowego przedstawiciela poszczególnych grup. Na końcu uczestnicy mieli oszacować prawdopodobieństwo, że Tomasz rzeczywiście studiuje na każdym z wymienionych kierunków.
Oceny prawdopodobieństwa niemal pokrywały się z ocenami podobieństwa. Wyrazisty opis osobowości przesłonił uczestnikom liczebność poszczególnych grup oraz słabą wiarygodność samej charakterystyki. Podobnie reagowali również ludzie dobrze znający statystykę. Umysł odpowiadał więc na pytanie łatwiejsze: „Do kogo Tomasz jest podobny?”, zamiast na pytanie właściwe: „Na którym kierunku najprawdopodobniej studiuje, biorąc pod uwagę wszystkie dostępne informacje?”.
Wartość bazowa oznacza początkową częstość występowania danego zjawiska w interesującej nas populacji. Gdy wiemy, że jakaś grupa jest bardzo liczna, przynależność do niej jest przed poznaniem dalszych danych bardziej prawdopodobna niż przynależność do grupy rzadkiej. Konkretne, wiarygodne świadectwo może tę ocenę mocno zmienić. Powinno jednak rzeczywiście zawierać informację, a nie jedynie pasować do przekonującego stereotypu.
Pomocnicze przykłady do książki — odrębne od eksperymentu Kahnemana: jeden elokwentny wykonawca może sprawić wrażenie bardziej kompetentnego niż firma z długą, spokojną historią realizacji. Jedna poruszająca opowieść może przysłonić dane dotyczące tysięcy przypadków. Jeden człowiek pasujący do naszego obrazu „typowego oszusta” może wydać się bardziej podejrzany niż ktoś, wobec kogo istnieją mocniejsze, lecz mniej efektowne dowody.
Fiszka ma nauczyć czytelnika, że podobieństwo i prawdopodobieństwo odpowiadają na dwa różne pytania. Pierwsze tworzy obraz. Drugie wymaga połączenia obrazu z liczebnością grupy, jakością informacji oraz możliwymi alternatywami.
Ważne zastrzeżenie
Wartości bazowe stanowią punkt wyjścia, a nie wyrok dotyczący konkretnej osoby. Mocne, indywidualne i wiarygodne dane mogą przeważyć nad statystyką grupową.
Reprezentatywność sama w sobie również ma wartość poznawczą. Czasem podobieństwo rzeczywiście wynika ze związku przyczynowego. Problem powstaje wtedy, gdy podobieństwo automatycznie zastępuje pełną ocenę prawdopodobieństwa.
Uwaga redakcyjno-etyczna do zastosowania w „Projektowanych”: w obszarze społecznym stosowanie statystyk grupowych do pojedynczego człowieka może prowadzić do niesprawiedliwości. Należy więc odróżnić matematyczną trafność prognozy od moralnej zasady indywidualnego traktowania osoby. Ta uwaga określa sposób wykorzystania fiszki, a nie wynik opisanego eksperymentu.
Termin „wartość bazowa” można w tekście popularnym objaśnić również jako „częstość początkową” albo „to, jak często dane zjawisko występuje, zanim poznamy szczegóły konkretnego przypadku”.
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
Fiszka ma otworzyć część rozdziału 3 poświęconą szansom bazowym. Najpierw należy przedstawić życiową scenę, w której wyrazista cecha człowieka albo produktu przysłania statystyczny obraz całości.
Najlepszy materiał autorski może pochodzić z doświadczenia zawodowego: wyboru wykonawcy, oceny klienta, przewidywania jakości inwestycji albo reakcji na jedną wyjątkowo dobrą lub wyjątkowo złą realizację. Autentyczną scenę opracujemy po odpowiedzi autora, zamiast przypisywać mu wymyślone zdarzenie.
Po scenie można pokazać eksperyment z Tomaszem W. w formie krótkiej zagadki. Nazwisko Kahnemana i szczegóły badania powinny znaleźć się przede wszystkim w przypisie.
Fiszka przygotuje późniejsze rozważania o testach medycznych, fine-tuningu, rzadkich zdarzeniach i argumentach probabilistycznych. Czytelnik musi wcześniej zrozumieć, że nowe świadectwo działa zawsze na tle informacji wcześniejszej.
Słowa kluczowe
wartość bazowa; częstość bazowa; reprezentatywność; prawdopodobieństwo; stereotyp; jakość danych; informacja indywidualna; Tomasz W.; heurystyka reprezentatywności; prawdopodobieństwo warunkowe; szacowanie ryzyka; rozdział 3.
SCH_2022-1 — R3: Zmieniam stopień pewności. Jak nowe świadectwo wpływa na wcześniejsze przekonanie
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
Fragment A — s. 37, §2.2 „Bayes’s Rule”. Zachowano pełne słowne sformułowanie reguły wraz ze zdaniem wprowadzającym i następującym po niej rozróżnieniem. Znak […] oznacza pominięcie wyłącznie zniekształconego w dostarczonym PDF-ie zapisu symbolicznego. Pominięto numer odsyłacza do przypisu 26.
“The answer given by Bayes, now known as Bayes’s Rule, may be stated more precisely as follows:
Bayes’s Rule. Upon learning ψ (and nothing else), the new probability of any proposition φ should equal the old (just previous to learning ψ) conditional probability of φ given ψ: […]
It is crucial to distinguish Bayes’s Rule, the epistemological postulate, from Bayes’s Theorem, the theorem of probability we introduced in §1.3.3.”
Fragment B — s. 38, §2.2.1 „Interlude: Updating Imprecise Confidences”, cały pierwszy akapit.
“How might Bayes’s Rule be adapted for scenarios in which agents seek to update quantifiably imprecise confidences (recall §1.4)? The rule’s underlying core idea that updated confidences should be determined by prior, suppositional confidences pertains equally well to precise and imprecise confidences. An agent might be equally confident that either one of two candidates will win the election, while having a higher though quantitatively imprecise confidence that candidate A will win supposing that A wins the state-wide vote in Arizona. A generalized version of Bayes’s Rule could then require that this agent, upon learning that A does indeed win in Arizona, update to his or her prior, imprecise, suppositional confidence that candidate A is more likely to win.”
Przekład całego fragmentu
Fragment A — przekład roboczy:
„Odpowiedź udzieloną przez Bayesa, znaną obecnie jako reguła Bayesa, można sformułować dokładniej w następujący sposób:
Reguła Bayesa. Po dowiedzeniu się, że ψ jest prawdziwe — i po uzyskaniu wyłącznie tej informacji — nowe prawdopodobieństwo dowolnego zdania φ powinno być równe wcześniejszemu, ustalonemu bezpośrednio przed uzyskaniem informacji ψ, prawdopodobieństwu warunkowemu φ przy założeniu ψ: […]
Zasadnicze znaczenie ma odróżnienie reguły Bayesa, będącej postulatem epistemologicznym, od twierdzenia Bayesa, czyli twierdzenia rachunku prawdopodobieństwa wprowadzonego przez nas w §1.3.3”.
Fragment B — przekład roboczy:
„Jak można dostosować regułę Bayesa do sytuacji, w których osoby rozumujące chcą aktualizować nieprecyzyjne ilościowo stopnie pewności (przypomnijmy §1.4)? Podstawowa idea tej reguły — że zaktualizowane stopnie pewności powinny być wyznaczane przez wcześniejsze stopnie pewności przy określonym założeniu — odnosi się zarówno do precyzyjnych, jak i nieprecyzyjnych stopni pewności. Ktoś może być jednakowo przekonany o zwycięstwie każdego z dwóch kandydatów w wyborach, a zarazem mieć wyższy, choć ilościowo nieprecyzyjny stopień pewności, że zwycięży kandydat A, przy założeniu, że A wygra głosowanie w stanie Arizona. Uogólniona wersja reguły Bayesa mogłaby wówczas wymagać, aby osoba ta, dowiedziawszy się, że A rzeczywiście wygrał w Arizonie, przyjęła swój wcześniejszy, nieprecyzyjny, warunkowy stopień pewności, zgodnie z którym zwycięstwo kandydata A jest bardziej prawdopodobne”.
Lokalizacja w źródle
Jonah N. Schupbach, Bayesianism and Scientific Reasoning, Elements in the Philosophy of Science (Cambridge: Cambridge University Press, 2022), s. 37–38, §2.2 „Bayes’s Rule” oraz §2.2.1 „Interlude: Updating Imprecise Confidences”.
Kontekst objaśnienia: s. 1–2 — znaczenie stopni pewności; s. 38 — przykład z talią kart i Luckym; s. 40–41, §2.2.2 „Complications and Generalizations” — niepewność samego świadectwa i ograniczenia uogólnień warunkowania.
2. Rozumiem fragment
Schupbach rozważa sytuację, którą można rozpoznać w zwyczajnym życiu: mamy już pewien pogląd, a następnie dowiadujemy się czegoś ważnego. Pytanie brzmi: jak ta wiadomość powinna zmienić nasze przekonanie? Autor opisuje normę racjonalnego rozumowania — sposób, w jaki stopień pewności powinien reagować na uzyskaną informację.
Kluczowe jest rozróżnienie dwóch chwil. W pierwszej rozważamy możliwość: „Gdyby okazało się, że E jest prawdziwe, jak mocno przemawiałoby to za H?”. W drugiej otrzymujemy właśnie tę informację: „Teraz wiem, że E jest prawdziwe”. Reguła Bayesa łączy obie chwile. Przy warunkach wskazanych w cytacie nasza nowa pewność wobec H powinna odpowiadać wcześniejszej ocenie H dokonanej przy założeniu E.
H oznacza tu rozpatrywaną hipotezę, a E — nowe świadectwo. W źródłowym sformułowaniu podobną rolę pełnią greckie litery φ i ψ. Przystępny zapis słownego sensu reguły wygląda następująco:
P_nowe(H) = P_dotychczasowe(H | E).
Pionową kreskę czytamy: „przy założeniu, że”. To uporządkowany zapis reguły objaśnianej przez autora, a nie dosłowny cytat z uszkodzonego zapisu wzoru w PDF-ie.
Autor ilustruje to przykładem z kartami. Początkowo każdej karcie w zwykłej talii liczącej 52 karty przypisujemy taką samą szansę wyciągnięcia. W szczególności szansa na waleta kier wynosi w przyjętej ocenie 1/52. Zarazem zakładamy, że gdyby kartę wyciągał znajomy szuler Lucky, ocenialibyśmy szansę waleta kier na 1/12. Następnie dowiadujemy się, że kartę rzeczywiście wyciągnął Lucky. Według reguły Bayesa, przy zachowaniu opisanych założeń, powinniśmy przejść do oceny 1/12.
Liczby są założeniami przykładu myślowego Schupbacha. Ich zadaniem jest pokazanie aktualizacji. Nowa wiadomość zwiększa oceniane prawdopodobieństwo waleta kier ponad czterokrotnie. Nadal jednak wynosi ono zaledwie około 8,3%. Z tych liczb widać, że nawet wyraźne wzmocnienie hipotezy może pozostawić ją stosunkowo mało prawdopodobną. Wzrost jej wiarygodności oraz osiągnięcie pewności to dwa odrębne rezultaty.
Drugi cytat wprowadza ważne ułatwienie. W codziennym namyśle często potrafimy powiedzieć: „teraz wydaje mi się to bardziej prawdopodobne”, chociaż określenie dokładnej liczby byłoby sztuczne. Schupbach omawia możliwość aktualizacji również takich nieprecyzyjnych ocen. Precyzja zapisu powinna odpowiadać temu, co rzeczywiście potrafimy uzasadnić. Jego hipotetyczny przykład wyborczy pokazuje właśnie przejście do większej pewności bez ustalania jej jednej dokładnej wartości.
Trzeba przy tym oddzielić dwa rodzaje niepewności. Możemy nie znać dokładnej wartości liczbowej naszego przekonania. Możemy też wątpić w samą nową wiadomość. Pierwszej sytuacji dotyczy drugi cytat. Druga wymaga dodatkowego namysłu: usłyszenie pogłoski o zdarzeniu oraz pewne ustalenie, że zdarzenie zaszło, dostarczają różnych informacji. Schupbach poświęca tej trudności dalszą część rozdziału i przedstawia uogólnienia reguły.
W rozdziale 3 ten fragment pozwoli pokazać zmianę przekonania jako proces mający różną siłę i kierunek. Można nadal skłaniać się ku dotychczasowej interpretacji, a zarazem uznać, że nowe dane ją osłabiły. Można również zauważyć wzrost poparcia dla pewnej możliwości i wciąż oczekiwać mocniejszych świadectw. Takie stopniowanie daje autorowi język do opisywania rzeczywistej pracy nad własnym stanowiskiem.
Ważne zastrzeżenie
Reguła w cytacie dotyczy poznania określonej informacji i tylko tej informacji. W omawianej wersji nowo poznane zdanie zostaje przyjęte z pewnością; przy standardowej definicji prawdopodobieństwa warunkowego jego wcześniejsze prawdopodobieństwo musi być dodatnie. Schupbach wskazuje te ograniczenia na s. 37 i 40. Pogłoska, niepewne wspomnienie albo nowe dane zmieniające wiele założeń wymagają dokładniejszego opisu sytuacji poznawczej.
Schupbach wyraźnie rozdziela twierdzenie Bayesa jako zależność matematyczną od reguły aktualizacji jako postulatu epistemologicznego. Uzasadnienie i zakres stosowania tego postulatu są przedmiotem dyskusji. Fiszka przedstawia proponowaną normę rozumowania, a nie wynik eksperymentu dowodzącego, że ludzki umysł zawsze pracuje w ten sposób.
Aktualizacja korzysta z przyjętych wcześniej ocen i relacji między hipotezą a świadectwem. Ich rzetelność wymaga osobnej oceny. W samym przykładzie z kartami liczba 1/12 jest założona, a nie wyprowadzona z przedstawionych wyników badania.
Nieprecyzyjność liczbowej oceny i niepewność świadectwa to różne zagadnienia. Autor omawia oba oraz trudności proponowanych rozwiązań. Omawiany fragment dotyczy stopnia pewności wobec zdań; nie stanowi obliczenia wartości osoby, siły wiary religijnej ani rozstrzygnięcia prawd teologicznych.
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
Miejsce: rozdział 3 „Prawdopodobieństwo, którego nie czujemy”, fragment o zmianie stopnia pewności pod wpływem nowego świadectwa, po częstościach bazowych i małych próbach.
Wykorzystać doświadczenia autora do postawienia pytania o przedmiot aktualizacji. Czytelnik powinien zobaczyć, że po tej samej rozmowie mogą zmienić się różne sądy: o problemie, o wiarygodności rozmówcy albo o własnym rozeznaniu. Następnie przedstawić jedno wybrane twierdzenie i wyjaśnić, jak nowe świadectwo wpływa na jego ocenę. To przejście rozwija wątek rozdziału 2: od rozpoznania interpretacji do oceny zakresu i siły jej zmiany.
Zachować emocjonalną intensywność wspomnienia, a motywy innych osób pozostawić jako kwestie otwarte. Zakończyć scenę krótkim pytaniem; szczegóły reguły i jej ograniczeń umieścić przy objaśnieniu lub w przypisie. Proponowany odsyłacz: Jonah N. Schupbach, Bayesianism and Scientific Reasoning, Elements in the Philosophy of Science (Cambridge: Cambridge University Press, 2022), s. 37–38; o komplikacjach aktualizacji s. 40–41. Przypis dotyczy reguły epistemologicznej, a osobista relacja pochodzi z odpowiedzi autora.
Słowa kluczowe
aktualizacja przekonań; stopień pewności; reguła Bayesa; twierdzenie Bayesa; prawdopodobieństwo warunkowe; warunkowanie; świadectwo; nieprecyzyjne prawdopodobieństwa; pewność świadectwa; epistemologia bayesowska; rozdział 3
GOL-1997-02 — Samoświadomość i równowaga: regulować emocję, a nie ją tłumić
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
„To, co czuję, to złość”.
oraz:
„Celem jest tu równowaga, a nie stłumienie emocji”.
Goleman przedstawia samoobserwację jako pozostawanie odrobinę „na uboczu” własnego przeżycia. Człowiek nadal odczuwa złość, lecz nie jest już z nią całkowicie utożsamiony.
W kolejnym rozdziale podkreśla, że panowanie nad emocjami nie polega na ich likwidacji. Każde uczucie ma wartość i znaczenie; problemem jest dopiero emocja nieproporcjonalna, uporczywa albo całkowicie wymykająca się spod kontroli.
Lokalizacja w źródle
Daniel Goleman, Inteligencja emocjonalna, przeł. Andrzej Jankowski, Poznań 1997, s. 48–56.
2. Rozumiem fragment
Ważne zastrzeżenie
Samo nazwanie emocji nie rozwiązuje konfliktu ani nie gwarantuje poprawnej interpretacji sytuacji. Człowiek może spokojnie powiedzieć „jestem zły” i nadal niesprawiedliwie oskarżać drugą osobę. Nazwanie uczucia jest początkiem regulacji, a nie pełnym rozwiązaniem.
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
W częściach:
„Najpierw obniż temperaturę”;
„Nazwij to, co się dzieje”;
„Mit wyładowania”.
Fiszka wspiera praktyczne rozróżnienie między:
zauważeniem złości;
nazwaniem jej;
zbadaniem jej przyczyny;
wyborem właściwego sposobu działania.
KAH-2011_3 — Trzy sukcesy to jeszcze za mało na regułę. Prawo małych liczb
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
Fragment A — rozdział 10; strona 160 pliku PDF. Cały akapit z przykładem Jana i Julii losujących kulki.
W przykładzie z rakiem nerek ważny jest też inny fakt statystyczny. Wyobraź sobie, że dwoje cierpliwych rachmistrzów na przemian losuje kulki z urny, o której mówiłem przed chwilą. Za każdym razem Jan wyciąga z niej cztery kulki, a Julia siedem. Oboje zapisują, w którym losowaniu udało im się wyciągnąć próbkę jednorodną – czyli same kulki białe albo same czerwone. Jeśli będą powtarzać losowanie wystarczająco długo, Jan zaobserwuje wyniki skrajne częściej niż Julia (dokładnie osiem razy częściej, bo oczekiwane prawdopodobieństwo obu zdarzeń wynosi odpowiednio 12,5 procent i 1,56 procent). Znowu – nie mamy tu młotka ani przyczynowości, lecz fakt matematyczny: próbka zawierająca cztery kulki częściej da wynik skrajny niż próbka zawierająca siedem kulek.
Fragment B — strona 161 pliku PDF. Osobny, dalszy fragment: ostatni punkt wyliczenia i dwa porównywane zdania. Zachowano słowa źródła, upraszczając graficzny zapis wypunktowania. Oba fragmenty pochodzą z przekładu Piotra Szymczaka.
Nawet teraz musisz dokonać pewnego wysiłku umysłowego, żeby uświadomić sobie, że dwa poniższe zdania mają dokładnie takie samo znaczenie:
Duże próbki są precyzyjniejsze niż małe.
Małe próbki częściej niż duże dają skrajne rezultaty.
Lokalizacja w źródle
Daniel Kahneman, Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym, tłum. Piotr Szymczak, wyd. II elektroniczne (Poznań: Media Rodzina, 2024), rozdz. 10: „Prawo małych liczb”.
Fragment A: strona 160 pliku PDF „Kahneman,2011-Pulapki myslenia o mysleniu szybkim i wolnym.pdf”, akapit od „W przykładzie z rakiem nerek ważny jest też inny fakt statystyczny”. Fragment B: strona 161, końcowy punkt wyliczenia wraz ze zdaniami „Duże próbki są precyzyjniejsze niż małe” i „Małe próbki częściej niż duże dają skrajne rezultaty”. Kontekst objaśnienia: strony 158–166 pliku.
Numeracja wskazuje kolejność stron PDF. Identyfikator KAH-2011_3 zachowuje rok oryginału, a cytowanie dotyczy polskiego wydania elektronicznego z 2024 roku.
2. Rozumiem fragment
Pomocniczy obraz do rozdziału: w niewielkim miasteczku może się zdarzyć rok, w którym pojawi się wyjątkowo mało przypadków określonej choroby. W innym małym mieście liczba zachorowań może być wyjątkowo wysoka. Obie obserwacje natychmiast proszą się o opowieść.
W pierwszym miejscu ludzie żyją zdrowiej, oddychają czystszym powietrzem i jedzą lepszą żywność. W drugim mają gorszą opiekę lekarską, więcej palą i prowadzą cięższe życie. Każda z tych historii brzmi rozsądnie. Są to przykłady możliwych interpretacji, których dopiero należałoby dowieść.
Kahneman przywołuje analizę amerykańskich hrabstw, w której zarówno najniższa, jak i najwyższa zapadalność na raka nerek pojawiała się szczególnie często na obszarach słabo zaludnionych. Istotnym czynnikiem była wielkość próby. W małych populacjach losowe odchylenia łatwiej prowadzą do wyników skrajnych. W dużej populacji przypadkowe różnice częściej się wzajemnie równoważą.
Mała liczba obserwacji może więc wyglądać jak wyraźna prawidłowość, choć jest jedynie chwilowym układem danych. Pomocnicze przykłady zawodowe: trzy udane inwestycje pod rząd mogą stworzyć obraz genialnego inwestora. Trzy awarie urządzenia mogą wywołać przekonanie, że cały model jest wadliwy. Trzech klientów zgłaszających ten sam problem może wskazywać na rzeczywistą usterkę, ale może też stanowić nietypowe skupienie zdarzeń.
Prawo wielkich liczb mówi, że wraz ze wzrostem liczby niezależnych obserwacji wyniki mają tendencję do stabilizowania się wokół wartości oczekiwanej. Ludzka intuicja zachowuje się czasem tak, jakby ta stabilność obowiązywała już w bardzo małej próbce. Kahneman nazywa tę skłonność wiarą w „prawo małych liczb”. W tym użyciu jest to nazwa błędnego oczekiwania wobec małej próby.
Problem dotyczy także osób przygotowanych naukowo. Kahneman opisuje badaczy, którzy wiedzieli, jak obliczać potrzebną wielkość próby, a mimo to przy planowaniu eksperymentów ufali przyzwyczajeniu i intuicji. Zbyt małe próby dawały niestabilne, często skrajne wyniki. Uczeni próbowali potem wyjaśniać je merytorycznie, chociaż ich źródłem bywała zwykła zmienność losowa.
Fiszka prowadzi ku ważnemu rozróżnieniu: wynik skrajny może być prawdziwą obserwacją; obserwacja może powstać pod silnym wpływem przypadku; przyczynowa opowieść wymaga dodatkowych danych; powtarzalność oraz większa próba zwiększają wiarygodność wniosku.
Dla „Projektowanych” ma to znaczenie przekrojowe. Późniejsze rozdziały będą operowały ogromnymi liczbami, małymi prawdopodobieństwami i niepowtarzalnymi wydarzeniami. Najpierw trzeba nauczyć czytelnika, że niezwykły wynik, mała próba i małe prawdopodobieństwo opisują różne problemy.
Ważne zastrzeżenie
Mała próba nie czyni wyniku fałszywym. Zwiększa jego niepewność oraz prawdopodobieństwo wystąpienia skrajnego rezultatu.
Duża próba również może prowadzić do błędnego wniosku, gdy została źle dobrana, pomiar jest wadliwy albo badanie zawiera systematyczne zniekształcenie.
Powtarzające się przypadki mogą rzeczywiście sygnalizować nowy mechanizm. Odpowiedzialna reakcja polega wtedy na rozpoczęciu dalszego badania, a nie na natychmiastowym ogłoszeniu reguły.
„Prawo małych liczb” oznacza tu opisaną przez Kahnemana skłonność do przeceniania reprezentatywności niewielkich próbek; nie jest dodatkowym twierdzeniem matematycznym. Omówienie dotyczy zwłaszcza losowych próbek oraz niepewnego wnioskowania z niewielkiej liczby obserwacji. Nie stanowi ogólnej zasady, według której każde rozumowanie oparte na kilku przypadkach jest bezwartościowe.
Uwagi do przyszłego wykorzystania w książce: przy argumentach probabilistycznych trzeba rozróżniać próbę losową, historycznie niepowtarzalne zdarzenie, liczbę możliwych prób oraz wzorzec określony przed poznaniem wyniku. Omawiany fragment sam nie rozstrzyga, jak obliczyć prawdopodobieństwo powstania życia albo dostrojenia kosmosu.
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
Fiszka powinna znaleźć się po omówieniu wartości bazowych. Pierwsza fiszka odpowiada na pytanie, dlaczego pomijamy częstość początkową. Druga pokazuje, dlaczego zbyt szybko uznajemy kilka przypadków za stabilny wzorzec.
Rozdział może rozpocząć ten fragment od autentycznej sytuacji zawodowej autora: kilku usterek w jednym rodzaju budynku, kilku trudnych klientów, serii sukcesów sprzedażowych albo wyjątkowo dobrego wyniku jednego zespołu. Wybór konkretnego zdarzenia zależy od odpowiedzi autora.
Scena powinna pozostawić czytelnika z pytaniem: czy właśnie odkryłem prawidłowość, czy patrzę na małą próbę, w której przypadek nadal ma dużą swobodę?
Następnie można w prosty sposób pokazać dwa małe miasta albo dwie małe grupy klientów, z których jedna wypada wyjątkowo dobrze, a druga wyjątkowo źle. Nazwisko Kahnemana i opis badań pozostają w przypisie.
Fiszka przygotowuje późniejszą analizę rachunków prawdopodobieństwa używanych w sporach o życie, ewolucję, dostrojenie kosmosu i inteligentny projekt.
Słowa kluczowe
prawo małych liczb; mała próba; wielkość próby; wynik skrajny; zmienność losowa; artefakt statystyczny; prawo wielkich liczb; reprezentatywność próbki; pochopny wniosek; przyczynowość; przypadek; powtarzalność; intelektualna pokora; rozdział 3.
ROB-2022_1 — Twój mózg nie nagrywa filmu. On go na bieżąco montuje
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
Our brain’s expectations are intricately woven into everything we experience.
We may think we are seeing the world unfiltered, but vision is really forged in the ‘dark background’ of the mind.
Przekład całego fragmentu
Oczekiwania naszego mózgu są misternie wplecione we wszystko, czego doświadczamy.
Możemy myśleć, że postrzegamy świat bez żadnych filtrów, ale tak naprawdę wizja kształtuje się w „ciemnym tle” umysłu.
Lokalizacja w źródle
Rozdział 1: „The Prediction Machine”, szczególnie fragment około lok. 283–303.
Robson opisuje spór tenisisty z sędzią. Jeden jest przekonany, że piłka trafiła w kort, drugi, że wypadła poza linię. Autor zwraca uwagę, że różnica nie musi wynikać z kłamstwa, głupoty ani złej woli. Obaj mogli rzeczywiście przeżyć odmienne doświadczenie percepcyjne, ponieważ ich mózgi połączyły dane zmysłowe z wcześniejszymi oczekiwaniami i interesami. Robson nazywa to między innymi wishful seeing, czyli widzeniem zgodnym z własnym pragnieniem.
2. Rozumiem fragment
David Robson przedstawia mózg jako „maszynę predykcyjną”. W tym modelu percepcja nie polega na biernym rejestrowaniu gotowego obrazu świata. Mózg nie działa jak kamera, która bezstronnie zapisuje wszystko, co znajduje się przed obiektywem. Łączy informacje napływające ze zmysłów z wcześniejszym doświadczeniem, wiedzą, oczekiwaniami i przewidywaniami. Na tej podstawie konstruuje najbardziej prawdopodobny obraz sytuacji.
Robson ilustruje to przykładem sporu sportowca z sędzią. Tenisista może szczerze „widzieć” piłkę po swojej stronie linii, podczas gdy sędzia równie szczerze doświadcza jej jako piłki autowej. Nie musi to oznaczać, że któryś świadomie oszukuje. Ich umysły mogły stworzyć odmienne percepty na podstawie tego samego, krótkiego i niejednoznacznego zdarzenia.
Oczekiwania mogą więc ingerować wcześniej, niż zwykle zakładamy. Nie pojawiają się dopiero wtedy, gdy zaczynamy świadomie komentować fakty. Mogą wpływać już na selekcję uwagi oraz na to, jak niepełne dane zmysłowe zostaną uzupełnione. Robson podkreśla, że świadome i nieświadome oczekiwania oddziałują na doświadczanie rzeczywistości, a nawet na reakcje fizjologiczne organizmu.
Nie wynika z tego, że rzeczywistość zewnętrzna nie istnieje albo że wszystkie interpretacje są równie dobre. Piłka rzeczywiście upadła w konkretnym miejscu. Problem polega na tym, że człowiek nie ma dostępu do tego miejsca inaczej niż przez własny, omylny aparat poznawczy. Odpowiedzią nie powinien być relatywizm, lecz pokora poznawcza oraz poszukiwanie metod korekty: powtórzenie obserwacji, zapis wideo, pomiar, wysłuchanie innych świadków i odróżnienie tego, co zobaczyliśmy, od tego, co natychmiast dopowiedzieliśmy.
3. Pytania i moje odpowiedzi
1. Czy pamiętasz sytuację z życia rodzinnego, zawodowego, urzędowego albo kościelnego, w której byłeś całkowicie przekonany, że poprawnie odczytałeś czyjąś intencję, a później okazało się, że druga osoba rozumiała wydarzenie zupełnie inaczej? Opisz, co początkowo uważałeś za oczywisty fakt, a co po czasie okazało się Twoją interpretacją.
Weźmy sytuację sprzed krótkiego czasu. Oto zgłasza się do mnie kolega, żeby pożyczyć pieniądze. Kiedyś, kiedyś byłem nawet sam skory, bez Jego prośby, wyjść do niego z propozycją pożyczki pieniędzy. Teraz dzwoniąc na samym początku nadmienia, że jest w szpitalu dla psychicznie chorych, że ma taki a taki problem i potrzebuje pieniędzy. Nie słucham go juz dalej, tylko rozważam, co usiało się zdarzyć, że trafił w takie miejsce. Po czasie dochodzę do wniosku, że specjalnie nadmienił to samym początku rozmowy, aby wkupić się w moje współczucie, bardziej podkreślić swoje dramatyczne położenie. juz podczas tej rozmowy, mówiłem sobie, że to jest chwyt z jego strony, podobnie jak nim było zapytanie się o moje sprawy: "co u mnie słychać", to również był tylko wstęp, aby przejść do meritum, jakim było pożyczenie pieniędzy. To również nie uszło mojej uwadze i sprawiło, że ta romowa moja jeszcze jeden wymiar, jakby odbywała się w 3D: coś ma swój pierwszy plan, ale to nie znaczy, że nie ma planu drugiego, bo jest i to całkiem żywy, bo tam ciągle coś się dzieje. Te może wrażenia z drugiego planu były miejscami tak silne, że skupiały moja uwagę zagłuszając pierwszoplanowy przekaz. Dopiero, która i któraś rozmowa, pozwoliła mi "odfiltrować" to co faktycznie ten człowiek/przyjaciel chce mi powiedzieć: "mam problem, pomóż" od mojego podejścia: "chce oszukać, szuka frajera, jest nieporadny życiowo - nigdy nie odda". Może i cos w tym wszystkim było, z tych moich domysłów, wewnętrznego "podrzegania", ale w końcu zapytałem sam siebie: gdzie mógłbyś się z nim (przyjacielem) spotkać, przy jakim rozwiązaniu czułbyć niejaką/ względna satysfakcję, że i pomogłeś i nie dałeś się nabrać. Wtedy padło rozwiązanie: zmniejsz kwotę, każ mu zaprosić do pożyczki więcej osób, a niżeli całość kwoty ma pozyskać odemnie. Zgodził się i zaprosił do pożyczki innego swojego przyjaciela, a ja międzyczasie zorientowałem się, że jego stan psychiczny jest "pod kontrolą" jego żony, z którą przeprowadziłem badawczą rozmowę.
2. Jak rozumiesz zdanie: „każdy patrzy przez własny filtr”, aby nie dojść do wniosku, że prawda nie istnieje albo, że każda wersja wydarzeń jest równie wartościowa? Co według Ciebie pozwala rozstrzygać między konkurencyjnymi obrazami sytuacji: zgodność z faktami, liczba świadków, dokumenty, spójność, intencje stron czy jeszcze inne kryterium?
mi osobiście pomagają uczucie, sumfonia, synergia z tą sferą swojego poznawania. To właśnie pozwala mi rozeznać właściwą wersję wydarzeń. Bo jeśli fakty mówią o jednym i do tego wszyscy się na nie zgadzają, świadkowie również, mając wgląd w ich wypowiedzi dostrzegam spójność ich słów z ich intencjami to ostatnim weryfikatorem zostają moje emocje, co mówi mi moje wewnętrzne ja? bo czasem, gdy wszystko wygląda idealnie poukładane, niejako po sznurku, to jednak moje wewnętrze ja mi mówi: nie wierz temu, to jest w tych newralgicznych punktach zbyt dobrze się składające, to nie może być prawdą.
3. Czy zauważasz u siebie, że po wyrobieniu sobie opinii o kimś zaczynasz interpretować jego kolejne słowa zgodnie z tą opinią? Przykładowo: jeżeli uznasz kogoś za nieuczciwego, jego milczenie staje się „ukrywaniem prawdy”; jeżeli uznasz go za uczciwego, to samo milczenie może stać się „ostrożnością”. Jak rozpoznajesz u siebie taki mechanizm?
tak, zauważam u siebie taki mechanizm. Jak się z nim zmgam? Głównie przez obserwację własnej osoby. Wyłapuję u siebie takie zachowania i oglądam z wszystkich możliwych - na ten moment - stron. Wiem, że ejst to długotrwały proces i strasznie subiektywny, tzn. obarczony dużum błędem, ale nie mam innego źródła poznania tego mechanizmu i przedsięwzięcia jakichś działań.
Ostatnio wspaniałą metodą stało się: po piersze zrobienia pauzy czasowej, tzn. szukanie momentu, aby nie zamykając rozmowy/kontaktu/znajomości dać sobie troche czasu, do kiedy emocje się trochę wyciszą i nabiorę czystrzej wizji całej sytuacji, kiedy trochę skończy się dominacja emocji i zacznie przebijać się mózg/kognitywne poznanie.
Sporo w tym względzie nauczyłem się z prostego faktu wydzwaniania do mnie różnych oferentów: czy to telefonni komórkowej, garnków, wygranej loterii itp. oferujących mi usługę/produkt i to najlepiej w tej własnie chwili. Raz czy drugi nabrałem się na to, a potem ukazywała się prawda: to byli oszuści, albo ukryto przedemną taki a taki fakt, który gdybym wiedział/znał go na samym początku nigdy bym tego nie kupił. Ten mechanizm spowodował, że zacząłem go rozciągać nieco szerzej: na wszystkie stosunki międzyludzkie gdzie pojawia się emocja np. chcenia, nie chcenia itp. Fajnie mi się sprawdzał wybieg tego typu: jestem coprawda Prezesem Zarządu spółki, ale muszę konsultować swoje wybory ze wspólnikiem i w związku z tym nie moge teraz podjąć decyzji., Proszę o telefon za kilka dni.
4. Czy sama świadomość, że mózg przewiduje i uzupełnia obraz, rzeczywiście daje Ci możliwość wpływania na własną reakcję? Co konkretnie jesteś w stanie zrobić w gorącym momencie: zatrzymać osąd, zadać pytanie, poprosić o powtórzenie, sprawdzić dokumenty, odczekać kilka minut? Gdzie kończy się Twoja rzeczywista zdolność panowania nad tym procesem?
jedynym, jak do tej pory sposobem radzenia sobie, to prócz odczekania jakiegoś czasu, sprawdzania dokumentów, zadawania pytań - to była zmiana tematu na bardziej osobisty. To znaczy zrobinie nieznacznego lub bardzo wyraźnego wybiegu skojarzeniowego, który bezpośrednio lub pośrednio łączy się z omawianym tematem. Dzięki temu wprowadzam dlikatnie inne zabarwienie dla przeżywanych emocji. Powoduje się ich pomieszanie. Np. rozmowa na temat prywatnych pasji, o które przypadkiem lub celowo sie zachaczyło podczs rozmowy, najlepiej na jej początku, tak aby w wielu innych momentach rozmowy można było do tego nawiązać - daje wymierne korzyści dla wszystkich stron rozmowy. Emocje "szybują" nieznacznie w innym kierunku, bo przecież rozmawia się o sferze gdzie są pasje, sprawy rodzinne lub cos podobnego, gdzie sfera emocji jest ciągle żywa.
5. Ktoś mógłby odpowiedzieć: „Takie mówienie o filtrach jest niebezpieczne. Ludzie zaczną usprawiedliwiać własne błędy i unikać odpowiedzialności, mówiąc: »ja po prostu inaczej to zobaczyłem«”. Czy ten zarzut jest trafny? Jak odróżnić uczciwą pomyłkę percepcyjną od wygodnego uchylania się od odpowiedzialności?
mówienie to jedno, a działanie to drugie. Z samego mówienia nie można - bynajmniej ja bym nikogo nie usprawiedliwił/wytłumaczył/zrzucił odpowiedzialność. Do tego potrzebne jest konkretne i zdecydowane działnie pozostające spólne z daną/przyjętą interpretacją. Jeśli na działnie nie było czasu, to wracamy do punktu wyjścia: nie daję wiary, jest pełna odpowiedzialność. Natomiast jeśli można było podjąć jakieś działanie, a się go nie podjęło, to podobnie: nie daję wiary, jest pełna odpowiedzialność.
Wszystko zgodnie z Jezusowymi słowami: "po owocach ich poznacie" gdzy mówił o fałszych nauczycielach (wilkach, które wejdą między owce).
4. Moje stanowisko
Moje stanowisko i uzasadnienie
Uważam, że istnieje obiektywna rzeczywistość, ale nie mam do niej dostępu poza własnym, ograniczonym aparatem poznawczym. Nie widzę świata bezpośrednio i bez żadnego filtra. Widzę go poprzez zmysły, pamięć, oczekiwania, emocje, dotychczasowe doświadczenia i własny światopogląd.
W rozmowie nacechowanej emocjonalnie rozróżniam co najmniej trzy poziomy:
to, co druga osoba rzeczywiście powiedziała lub zrobiła;
to, jakie intencje jej przypisuję;
to, co moje własne emocje, doświadczenia i oczekiwania dopowiadają do sytuacji.
Dojrzałość poznawcza zaczyna się wtedy, gdy nie utożsamiam tych trzech poziomów. Przypisywana intencja nie jest jeszcze faktem. Moja emocja nie jest jeszcze wyrokiem. Jest jednak realnym elementem mojego doświadczenia i może być ważnym sygnałem, któremu warto się przyjrzeć.
Dlatego emocji nie chcę ani tłumić, ani koronować na najwyższego sędziego. Traktuję je jako żywą część siebie, która może mnie ostrzegać, ale której wskazania muszą zostać sprawdzone przez fakty, spójność wypowiedzi, świadków, dokumenty, zachowanie człowieka w czasie oraz konsekwencje jego działań.
Sformułowanie „każdy patrzy przez własny filtr” nie zwalnia z odpowiedzialności. Jeżeli mogłem coś sprawdzić, zapytać, odczekać lub podjąć działanie chroniące drugą osobę przed skutkami mojego błędnego osądu, a tego nie zrobiłem, nie wystarczy później powiedzieć: „tak to wtedy widziałem”. O odpowiedzialności świadczą działania, nie deklaracje. W tym sensie istotne pozostaje dla mnie ewangeliczne kryterium: „po owocach ich poznacie”.
Co pozostawiam otwarte
Pozostawiam otwarte pytanie o poznawczą rolę emocji. Zdarza się, że fakty, dokumenty i wypowiedzi układają się pozornie bez zarzutu, a mimo to odczuwam wewnętrzny niepokój. Nie chcę go automatycznie odrzucać. Nie chcę też uznawać go za ostateczny sąd.
Muszę więc dalej badać:
kiedy intuicja rozpoznaje rzeczywistą niespójność;
kiedy jest projekcją wcześniejszych doświadczeń;
czy można wypracować kryteria odróżniania sygnału ostrzegawczego od uprzedzenia;
jak długo należy zawieszać sąd;
kiedy dalsze sprawdzanie staje się rozsądną ostrożnością, a kiedy już nieufnością paraliżującą relację;
jak zachować kontakt z człowiekiem, jednocześnie nie rezygnując z ochrony własnych granic.
Otwarte pozostaje również pytanie, na ile celowa zmiana tematu i wejście na bardziej osobistą płaszczyznę rzeczywiście pomaga regulować emocje, a na ile może stać się sposobem odsuwania trudnej sprawy lub nieświadomego sterowania rozmówcą.
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
Rozdział 1, podrozdział „Filtr poznawczy”. Wykorzystać jako podstawę twierdzenia, że percepcja nie jest biernym odbiorem rzeczywistości, lecz procesem współkształtowanym przez wcześniejsze oczekiwania mózgu. Najlepiej zastosować parafrazę w tekście głównym i przypis do źródła.
Teza autora
Nie reagujemy wyłącznie na obiektywne wydarzenia. Reagujemy na obraz wydarzeń skonstruowany przez mózg z danych zmysłowych, wcześniejszych doświadczeń i oczekiwań. Świadomość tego procesu nie usuwa naszych filtrów, ale może powstrzymać nas przed zbyt szybkim utożsamieniem własnego obrazu z całą rzeczywistością.
Znaczenie dla problemu badawczego
Fiszka powinna wejść do podrozdziału dotyczącego filtra poznawczego, przed szczegółowym omówieniem wpływu gniewu i pobudzenia. Pozwoli uporządkować następującą sekwencję:
Umysł zawsze interpretuje napływające dane.
Oczekiwania wpływają na to, co zauważamy.
Silne emocje dodatkowo wzmacniają ten proces.
W konflikcie możemy więc reagować na własną konstrukcję intencji drugiej osoby.
„Reset” daje szansę na sprawdzenie, czy zobaczyliśmy sytuację trafnie.
Ta fiszka dobrze połączy Robsona ze Schmidtem i Tannenbaumem. Oni pokazują, że strony konfliktu mogą dysponować innymi informacjami albo inaczej interpretować te same informacje. Robson pomaga wyjaśnić, dlaczego ta różnica może powstać nawet bez złej woli.
Co przyjmuję jako trafne
Przyjmuję, że percepcja nie jest biernym kopiowaniem rzeczywistości. Mózg łączy dane zmysłowe z wcześniejszym doświadczeniem, oczekiwaniami, obawami i aktualnymi pragnieniami. Dlatego dwie osoby mogą szczerze doświadczyć tego samego zdarzenia odmiennie, choć obiektywnie wydarzyło się ono tylko w jeden sposób. Robson pokazuje to na przykładzie tenisisty i sędziego, którzy mogą „zobaczyć” inne miejsce upadku piłki bez świadomego kłamstwa którejkolwiek ze stron.
Przyjmuję również, że sama świadomość tego mechanizmu może mieć znaczenie praktyczne. Nie daje mi bezpośredniej władzy nad pierwszym wrażeniem. Pozwala jednak zauważyć, że moje pierwsze odczytanie sytuacji nie musi być jej ostatnim i najtrafniejszym opisem.
Trafna jest dla mnie zasada, że w sytuacji silnego pobudzenia warto:
nie zamykać natychmiast rozmowy ani relacji;
pozostawić sobie czas;
zadawać dodatkowe pytania;
sprawdzać dokumenty i okoliczności;
odróżniać wypowiedziane słowa od przypisywanych rozmówcy intencji;
poszukiwać działania proporcjonalnego, które pozwala pomóc, ale ogranicza ryzyko.
Przyjmuję także, że emocje nie są kimś obcym, kto przejmuje moje ciało. Są częścią mnie. Właśnie dlatego nie mogę zrzucić na nie odpowiedzialności za swoje działanie. Mogę natomiast uczyć się rozpoznawać ich wpływ i tworzyć warunki, w których spokojniejsza refleksja otrzyma więcej miejsca.
Co uważam za niewykazane
Nie przyjmuję wniosku, że skoro każdy człowiek patrzy przez własny filtr, to prawda nie istnieje albo każda interpretacja wydarzeń jest równie wartościowa. Piłka rzeczywiście upadła w określonym miejscu. Człowiek może się mylić co do tego miejsca, ale jego pomyłka nie zmienia rzeczywistości.
Nie uważam również, że silne przekonanie, intuicja lub wewnętrzne odczucie stanowią samodzielny dowód prawdziwości sądu. Moje wewnętrzne „coś tu się nie zgadza” może być cennym sygnałem ostrzegawczym. Może jednak pochodzić z lęku, wcześniejszego zranienia, niechęci wobec rozmówcy albo utrwalonego obrazu jego osoby. To, że odczucie jest moje i że jest intensywne, nie czyni go nieomylnym.
Za niewykazane uważam także twierdzenie, że samo uświadomienie sobie działania filtra wystarczy do jego skorygowania. Człowiek może doskonale wiedzieć, że jest stronniczy, a mimo to nadal tworzyć coraz bardziej wyrafinowane uzasadnienia własnej pierwszej reakcji. Samowiedza jest początkiem pracy, nie jej zakończeniem.
Najsilniejszy kontrargument
Najsilniejszy kontrargument brzmi następująco:
Twierdzę, że oczekiwania i emocje zniekształcają mój obraz rzeczywistości, ale jednocześnie własne emocje i „wewnętrzne ja” traktuję jako ostatniego weryfikatora. Wpadam więc w błędne koło. Ten sam mechanizm, który wytworzył podejrzliwość, ma następnie rozstrzygać, czy podejrzliwość była trafna.
Można dodać, że introspekcja nie daje dostępu do neutralnego punktu obserwacyjnego. Obserwując samego siebie, nadal posługuję się tym samym umysłem, którego ograniczenia próbuję rozpoznać. Mogę zatem jedynie wzmacniać własną wersję wydarzeń, choć subiektywnie będę przekonany, że poddałem ją bardzo głębokiej analizie.
Również zasada „po owocach” nie rozstrzyga wszystkiego natychmiast. Owoce działania mogą pojawić się późno. Mogą być niejednoznaczne. Mogę też interpretować je zgodnie z wcześniejszym nastawieniem.
Odpowiedź na kontrargument
Uznaję ten kontrargument za poważny. Dlatego koryguję własne stanowisko: emocja ani wewnętrzne przeczucie nie powinny być ostatnim i samodzielnym weryfikatorem. Powinny być raczej sygnałem uruchamiającym sprawdzenie.
Wewnętrzny niepokój może powiedzieć mi: „zatrzymaj się”, „nie wydawaj jeszcze wyroku”, „zadaj kolejne pytanie”, „sprawdź dokument”, „porozmawiaj z inną osobą”. Nie powinien sam odpowiadać: „to na pewno oszustwo” albo „ten człowiek na pewno mówi prawdę”.
Ponieważ nie mam dostępu do całkowicie neutralnego punktu widzenia, potrzebuję korekty zewnętrznej:
czasu;
faktów;
kilku źródeł informacji;
zachowania rozmówcy;
opinii osoby niezwiązanej bezpośrednio z konfliktem;
rozwiązań stopniowych, które nie wymagają od razu całkowitego zaufania ani całkowitego odrzucenia.
Takim rozwiązaniem w sytuacji pożyczki było zmniejszenie kwoty i rozłożenie odpowiedzialności. Nie musiałem natychmiast rozstrzygać całego charakteru przyjaciela. Mogłem pomóc w ograniczonym zakresie i jednocześnie obserwować dalsze owoce jego działania.
Moja odpowiedź nie usuwa ryzyka błędu. Pozwala jednak uniknąć dwóch skrajności: łatwowierności i podejrzliwości. Pokora poznawcza nie polega na tym, że nie podejmuję decyzji. Polega na tym, że podejmuję ją ze świadomością własnych ograniczeń i pozostawiam możliwość korekty.
Możliwa nowa teza / wkład własny
Proponuję wprowadzić autorski model „rozmowy w trzech wymiarach”.
W każdej ważnej rozmowie, szczególnie wtedy, gdy pojawiają się silne emocje, mogą równocześnie istnieć trzy warstwy:
warstwa jawna – słowa, zachowania i sprawdzalne fakty;
warstwa interpretacyjna – intencje, które przypisuję rozmówcy;
warstwa wewnętrzna – moje emocje, oczekiwania, wcześniejsze doświadczenia i obawy.
Błąd powstaje wtedy, gdy warstwę drugą lub trzecią przedstawiam sobie jako pierwszą. Zamiast powiedzieć: „podejrzewam, że próbuje mną manipulować”, mówię w myślach: „on mną manipuluje”. Domysł przebiera się za fakt.
Sama świadomość tych warstw nie daje pełnej kontroli nad reakcją. Tworzy jednak niewielką przestrzeń wolności. W tej przestrzeni mogę zawiesić osąd, zadać pytanie, sprawdzić informację albo wybrać rozwiązanie proporcjonalne. Nie muszę ani bezwarunkowo zaufać, ani natychmiast zerwać relacji.
Drugim elementem mojego wkładu jest obserwacja, że czasem regulacji emocji pomaga kontrolowana zmiana zabarwienia rozmowy. Krótkie wejście na temat osobistych pasji, rodziny lub wspólnego doświadczenia może obniżyć napięcie i przypomnieć obu stronom, że rozmówca nie jest wyłącznie przeciwnikiem albo źródłem problemu. Zabieg ten nie może jednak służyć manipulacji ani unikaniu meritum. Ma ułatwić powrót do problemu w spokojniejszym stanie.
Dalsza kwerenda
Należy zestawić fiszkę Robsona z:
Kahnemanem, aby pokazać, że wiele ocen pojawia się automatycznie, przed świadomą analizą;
Grossem, aby odróżnić regulację emocji od ich tłumienia;
Golemanem, aby rozwinąć znaczenie samoświadomości emocjonalnej;
Schmidtem i Tannenbaumem, którzy rozróżniają informacyjne i percepcyjne źródła konfliktu;
Urym, którego „wejście na galerię” odpowiada potrzebie dystansu od własnej pierwszej reakcji;
Millerem i Rollnickiem, którzy pokazują, jak słuchanie i niekonfrontacyjne pytania pomagają rozmówcy samodzielnie ujawnić rzeczywiste motywy.
Należy również sprawdzić, czy w zgromadzonych źródłach znajduje się solidna podstawa dla twierdzenia, że emocja może pełnić funkcję poznawczego sygnału. Do czasu znalezienia takiego źródła pogląd o „wewnętrznym niepokoju” powinien pozostać oznaczony jako osobiste doświadczenie autora, a nie ustalenie naukowe.
Trzeba opracować prostą procedurę dla młodego czytelnika:
Fakt – domysł – emocja – sprawdzenie – działanie.
Czytelnik powinien nauczyć się zapisywać osobno:
co rzeczywiście się wydarzyło;
co dopowiedział;
co poczuł;
jak może to sprawdzić;
jakie działanie będzie proporcjonalne przy obecnym stopniu niepewności.
Roboczy akapit do książki
Roboczy akapit
Podczas jednej z rozmów z przyjacielem zdałem sobie sprawę, że słucham nie jednej, ale trzech rozmów naraz. Pierwsza była tą wypowiedzianą: „Mam problem. Pomóż mi”. Druga rozgrywała się w mojej głowie: „Chce wzbudzić litość. Próbuje mnie podejść. Pewnie nie odda”. Trzecia była czysto emocjonalna. Czułem nieufność, napięcie i potrzebę obrony. Wszystkie trzy głosy brzmiały przekonująco. Tyle że tylko jeden z nich rzeczywiście pochodził od mojego rozmówcy.
David Robson pomaga nazwać ten mechanizm. Mózg nie czeka cierpliwie, aż zbierze komplet danych. Przewiduje, uzupełnia luki i buduje najbardziej prawdopodobny obraz sytuacji. Zazwyczaj robi to bardzo sprawnie. Czasem jednak to, czego się obawiamy albo czego oczekujemy, zaczyna wyglądać jak coś, co naprawdę zobaczyliśmy.
Nie oznacza to, że prawdy nie ma. Oznacza tylko, że powinienem nauczyć się odróżniać to, co usłyszałem, od tego, co dopowiedziałem. Dlatego w silnie emocjonalnej sytuacji staram się nie zamykać sprawy od razu. Zostawiam relację otwartą. Pytam. Sprawdzam. Daję sobie czas. Niekiedy wybieram rozwiązanie pośrednie, które pozwala pomóc, ale ogranicza ryzyko. Nie daje mi to gwarancji nieomylności. Daje jednak prawdzie trochę więcej miejsca, zanim pierwszy impuls zdąży napisać ostateczny wyrok.
Dodatkowe notatki o powiązaniach
Powiązane źródła i fiszki:
ROB-2022_1 – David Robson, oczekiwania i percepcja;
Daniel Kahneman – automatyczne pochodzenie ocen i pierwszych wrażeń;
James J. Gross – regulacja emocji;
Daniel Goleman – samoświadomość i „porwanie emocjonalne”;
Schmidt i Tannenbaum – informacyjne oraz percepcyjne źródła różnic;
William Ury – dystans, „wejście na galerię”;
Miller i Rollnick – słuchanie, pytania i opór wywoływany naciskiem.
Miejsca w książce:
Część I – „Świadomość własnej świadomości” / „Czysta tablica”;
rozdział 1, podrozdział „Filtr poznawczy”;
rozdział 1, podrozdział „Wpływ emocji”;
rozdział 1, podrozdział „Reset serca i głowy”;
rozdział 6, fragment o słuchaniu i komunikacie „ja”.
Metadane pytania 1
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 2
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 3
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 4
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 5
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Status mojego stanowiska
accepted
Stopień pewności
high
HBR-ST_2005_1 — Ten sam fakt, inny obraz. Zanim uznasz, że druga osoba działa przeciwko Tobie
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
„Te same podstawowe «fakty» prowadzą do powstawania różnych obrazów w umysłach różnych odbiorców tej samej informacji”.
Zdanie pomocnicze:
„Nie ma jednego słusznego sposobu radzenia sobie z różnicami”.
Lokalizacja w źródle
Strony 9–11, zwłaszcza:
s. 9 — różnice nie zawsze są złe i nie istnieje jeden właściwy sposób postępowania z nimi;
s. 10 — rozróżnienie sporów o fakty, cele, metody i wartości;
s. 11 — czynniki informacyjne, percepcyjne oraz związane z rolą.
2. Rozumiem fragment
„Te same podstawowe «fakty» prowadzą do powstawania różnych obrazów w umysłach różnych odbiorców tej samej informacji”.
Zdanie pomocnicze:
„Nie ma jednego słusznego sposobu radzenia sobie z różnicami”.
3. Pytania i moje odpowiedzi
1. Przypomnij sobie konflikt, w którym początkowo uznałeś, że druga osoba działała przeciwko Tobie, a później okazało się, że miała inne informacje albo znała tylko część sytuacji. Co wtedy pomyślałeś? Jak zmieniła się Twoja ocena po poznaniu brakujących faktów? Czy potrafiłeś przyznać przed sobą lub przed nią, że pierwotna ocena była zbyt surowa?
oj, to była ciężka sytuacja, głównie zależała od ilości już wypowiedzianych do tej pory słów , osądó, jak bardzo były radykalne. Jeśli w większośći lub wszystkich kwestiach się myliłem to wycofanie się z zajętego stanowiska było bręcz - jak dla mnie - prawie niemożliwe. Musiałbym oskarżyć siebie, czyli niejako dolać oliwy do stanowiska strony przeciwnej, co uważałem, że możloby wyjaskrawić te elementy jej stanowiska, których tak czy siak nie chciałem uznać. Takie posunięcie ogólnie by wpłynęło bardzo pozytnie dla rozmowy, wyrównałoby szanse ku osiągnięciu sukcesu, ale stawiało mnie w roli nie równego na tej drodze do sukcesu, ale nieco słabszego, bo popełniłem taki oto błąd: źle zinterpretowałem stawisko drugiej strony. Z pewnością sytuacja była łatwiejsza, gdyby to druga strona również przynała w swoim postępowaniu/diagnozowaniu. Wtedy byłby remis i możnabyłoby pobiec dalej w naszych rozważaniach. Ale jeśli to miałoby się skończyć wynikiem 1:0, to ciężko to widzę.
Przyznać się przed sobą samym można, ale oznajmić to stronie przeciwnej, to już inna sprawa. Albo też można oznajmić i zakończyć dalsze deliberacje. Bo, żebby oznajmić i dalej wspólnie szukać rozwiązania, to jest sztuka, kórej jeszcze nie udało mi się osiągnąć.
2. Czy pamiętasz sytuację, w której obie strony znały te same wydarzenia, ale całkowicie inaczej rozumiały ich znaczenie? Może dotyczyć to: rodziny; zarządzania firmą; relacji z klientem; Kościoła; sporu światopoglądowego. Jak rozstrzygasz, która interpretacja jest lepsza, skoro samo powtarzanie faktów nie wystarcza?
tu w grę wchodzą emocje. One potrafią zabarwić postrzeganie faktów w trybie natychmiastowym. Tu nie chcodzi o późniejszą interpretację faktów, tu chodzi o interpretację w czasie rzeczywistym, tzn. ja i ona patrzymy na to samy, słuchamy wypowiedzi tych samych osób, przyglądamy się tym samym faktom - w postrzeganie i nterpretacja i tym samym wnioski moga byc zupełnie inne.
Co na to wpływa? Stan emocjonalny, stan fizyczny (czy ktoś jest wyspany, najedzony, wypoczęty, zrelaksowany, ma ta samą wiedzę dookulną (tzn. taką która jest przed-wiedżzą pozwalającą mieć jakieś względne pojęcie o ogladanej/słuchanej rzeczy) - jest takie mnóstwo czynnikiów, że można powiedzieć: to nić, że 2 lub wiecej osób oglądaja te same fakty, ale moga je zupełnie inaczej zinterpretować.
Jak rozstrzygam, która interpretacja jest lepsza?
Uważam, że osobiste emocje niepotrzebnie zabarwiają postrzegane fakty. Super byłoby, gdyby tak można było na czas postrzegania faktów mieć umiejętność nie dość postrzegania swoich emocji, ale sterowania nimi, tzn. tłumienia ich, tak aby one nie zabarwiały obserwowanej rzeczywistości. Potem, gdy będzie trzeba fakty zinterpretować to nie sposób to zrobić samym mózgiem, bez emocji. Należałoby to zrobić w zgodzie i pełnej współpracy z nimi.
3. Czy zdarza Ci się walczyć o własny sposób działania, mimo że druga osoba chce osiągnąć dokładnie ten sam cel? Przykładowo obie strony chcą: dobra dziecka; ukończenia budowy; rozwiązania problemu; zachowania wiary; dojścia do prawdy, ale spierają się o metodę. Po czym poznajesz, że bronisz już nie celu, lecz własnego pomysłu na jego realizację?
tak, zdarza mi się taka sytuacja. co więcej cz esto uważam, że wspólny cel to nie wszystko, bo najistotniejsze jak go osiągnąć. Jeśli różnimy się diametralnie, to możemy się nie dogadać. Czemu? myślę, że mogą tu stać przeróżne względy. Pierwsze mi przychodzą względy moralne. Jeśli dla osiągnięcia celu u jednej osoby zostana narażone względy moralne, bądź poczucie skrzywdzenia innej osoby (tzw. "po trupach do celu") lub poczucie że się zgorszyło inną osobę bądź mogłoby się ja zgorszyć (co dla jednej osoby może być złem, którego chce unikać, a dla innej kosztem/ceną która z łatwością jest w stanie ponieść) to możemy się prawie nigdy nie porozumieć, o ile każda ze stron jasno nie wypowie w zrozumieły dla drugiej strony sposób swojego stanowiska. Ta druga nie może tego bagatelizować, ale przyjąć jako aksjomat, który dla osiągnięcia wspólnego celu nie tyle, że stoi na drodze, ale jest naszym wspólnym założeniem, pomimo tego, że autorem tego aksjomatu jest strona przeciwna.
Czyli wspólny cel to nie wszystko. Liczy się również przyjęcie, wspólne zaakceptpwanie drogi do tego celu. Szukanie kompromisowych rozwiązań, na które są w stanie zgodzić się wszystkie strony.
4. Czy zgadzasz się ze Schmidtem i Tannenbaumem, że różnic nie należy oceniać wyłącznie negatywnie? Kiedy odmienny pogląd drugiej osoby rzeczywiście pomógł Ci zobaczyć coś, czego sam nie dostrzegałeś? Kiedy natomiast różnica przestała być twórcza i zaczęła niszczyć relację albo wspólne działanie? Gdzie postawiłbyś granicę?
różne postrzeganie rzeczywistości otwiera oczy na własne ograniczenia, pozwala się dowiedzieć coś nowego o sobie samym i oczywiście trochę wiecej o innej osobie, z tym, że trzeba pamiętać, że rzeczywistość przedstawiana przez druga osobę może być trochę bardzoiej złożona niż ja w tym momencie rozumiem, lub ona to przedstawia (bo może znacznie skrócić przedsatwianie swojego stanowiska lub użyć nieadekwatnych słów, co może wynikać z jej obecnego stanu emocjonalnego lub ubogiego słownictwa itp.). Tu taj kluczem jest raczej włąsne rozmienie tego co słyszę i rozumiem, bo czasem zbytnie skupianie się na tym jak to dogłebnie rozumie druga osoba, może spełznąć na niczym, bo np. do końca ona może same tego nie rozumieć lub kierować się intuicją, co może byc wręcz niemożliwe aby ponownie przedstawić jej stanowisko w taki sam sposób, ale w innech chwili, np. w późniejszym czasie. Może ona później przedstawić swoje stanowisko nieco inaczej, przy użyciu innych słów, akcentując coś innego lub pomijając jeszcze coś innego.
A więc to co słysze i rozumiem w czasie rzeczywistym odnoszę do własnego rozumienia i odczuwania danej sytuacji/słów.
Kiedy następuje "pomoc" ze strony innej osoby? To złożona kwestia. Tazw. pomoc zawsze następuje we współdziałaniu z moim już pre-rozumieniem danej sytuacji, tzn. ja sam wiele wnoszę do zrozumienia danej sytuacji. Gdy dochodzi do synchronizacji dwóch osób zwłaszcza na polu emocjonalnym to dopiero wtedy (w moim przypadku tak jest) otwiera się kolejna sfera: kognitywna, wiedzowa, rozumowa, jestem gotowy do przyjęcia czegoś nowego i nawet uznania tego za swoją wartość i doklejenia do niej sfery emocjonalnej. Jeśli na polu emocjonalnym występują znaczne różnice to może nigdy nie dojść do zawiązania relacji, a jeśli wcześniej juz jakieś były, to zaczną być niszczone. One są niejako przedsionkiem całościowego otwarcia się człowieka na drugą osobę, na relacją z nią. W tej pełnej relacji następuje pełna wymiana w sferze emocjonalnej jak również kognitywnej
5. W sporach o stworzenie, ewolucję, inteligentny projekt lub istnienie Boga ludzie często mówią, że spierają się o dane naukowe. Czy Twoim zdaniem pod powierzchnią częściej znajduje się jednak spór o wartości i podstawowe założenia? Wskaż, które elementy Twojego stanowiska: mogą zostać zmienione przez nowe dane; zależą od interpretacji danych; wynikają z filozofii; są zakorzenione w Objawieniu i wierze.
wiadomo, że nikt nie spiera się o dane naukowe, bo jeśli to robi, to raczej nie pojmujemy wspólnie "danych naukowych" tak samo. Dla mnie sa to suche dane, typu matematyczne wynikające z obserwacji. Są to fakty na kóre wszyscy powinni się zgodzi, ale nie sa one najmniejszą interpretacją tych faktów. Wiadomo, że można jednych badań wykonać więcej, a innych mniej i przez samą liczbę jednych w stosunku do drugicz niejako przygotować ilość zebranych danych pod wnioski jakie się chce z tego wyciągnąć. To uznaję ża nierzetelne zbieranie danych i z pewnością nie są to dane naukowe. A więc już w kwestii zbierania danych naukowych może wystapić tendencja do ich układania, kategoryzowania, katalogowania itp. w taki sposób, aby przy ich końcu wyciągna z góry założone wnioski, które juz nie są danycmi naukowymi, ale wcześniejszymi założeniami, których w nauce idealnej chcemy unikać.
Zmiana stanowiska przez:
NOWE DANE: przy głębokim rozważeniu za i przeciw, jest możliwa zmiana stanowiska. z pewnością wymaga ona (zmiana) wielu konsultacji, próby czasu, próbu "burzy mózgów" i innych zabiegów i prób reinterpretacji posiadanego wcześniej stanowiska. Dopiero po takich działaniach mozna rozważyć zajęcie nowego stanowiska.
NOWA INTERPRETACJA DANYCH: może dokonać się zawsze zmiana stanowiska, ale pod względem wartości, stoi to nieco niżej niż NOWE DANE, które dla mnie stanowią wartość obiektywną, natomiast nowe interpretacja wartość subiektywną, a więc nie powszechną, a więc nie koniczną do przyjęcia przez ogół.
FILOZOFIĘ: jest to specyficzna forma interpretacji danych , a że filozofia każdego z nas jest nieustannie budowana i potrafii - w małych, średnich sprawach - zmianiać się często i to w krótkich odstępach czasu to nie należy się do tego przywiązywać. Pomiomo tego, że filozofia dotyczy bardziej ogólnych życiowo założeń, to jestnak ma ona wiele szczegółowych rozstrzygnięć, z kórych to składają się te wielkie/podstawowe rozstrzygnięcia. A więc jeśli wielka ilość tych małych zostanie zachwiana to i te wielkie zaczynają się chwiać, w skutek usłyszanej prelekcji, przyczytanego artykułu, czy własnych przemyśleń.
OBJAWIENIE: w tym zestawieniu ten punkt występuje jako ostatni i do tego po filozofii, jest to troche tendencyjne. Dlaczego? bo czy objawienie i wiarę mozna przyrównać do filozofii? Wielu tak robi, ale ja nie, bo uważam to za cos ponad filozofię, nie przystające do niej. Kwestia Objawienia i wiary potrafi być na tyle doniosła, ze zaćmi i umysł i emocje, a więc wymaga ciągłej weryfikacji.
4. Moje stanowisko
Moje stanowisko i uzasadnienie
Uważam, że pierwszym krokiem w konflikcie nie powinna być obrona własnego stanowiska, lecz rozpoznanie rodzaju różnicy. Zanim przypiszę drugiej osobie złą wolę, powinienem sprawdzić, czy dysponujemy tymi samymi informacjami, czy podobnie je interpretujemy, czy mamy wspólny cel, czy różnimy się metodą, wartościami albo odpowiedzialnością wynikającą z pełnionej roli.
Silne emocje mogą sprawić, że zwykła różnica informacji zostanie przeze mnie szybko zamieniona w oskarżenie moralne. „On widzi to inaczej” przechodzi wtedy w „on kłamie”, „ona mnie lekceważy” albo „oni działają przeciwko mnie”. Dlatego przed wydaniem sądu powinienem obniżyć pobudzenie, nazwać własne emocje i oddzielić to, co faktycznie zaobserwowałem, od tego, co już dopowiedziałem.
Nie oznacza to rezygnacji z emocji. Chodzi o to, aby emocja była ważnym sygnałem, lecz nie jedynym sędzią rzeczywistości.
Wspólny cel nie wystarcza, jeżeli proponowana droga narusza podstawowe normy moralne. Prawdziwe porozumienie wymaga zatem rozmowy zarówno o celu, jak i o dopuszczalnych metodach jego osiągnięcia.
Przyznanie się do błędu nie powinno być traktowane jako wynik „0:1”. Jest próbą odzyskania wspólnej rzeczywistości. Rozumiem tę zasadę, choć praktyczne jej zastosowanie pozostaje dla mnie trudną umiejętnością, której nadal się uczę.
Co pozostawiam otwarte
Pozostawiam otwarte pytanie, jak przyznać się do błędu wobec drugiej strony bez odczuwania tego jako przegranej albo utraty pozycji. Rozumiem, że uzależnianie własnej szczerości od równoczesnego przyznania się drugiej osoby tworzy mechanizm blokujący rozmowę. Nadal jednak nie jest mi łatwo jednostronnie powiedzieć: „w tej sprawie źle cię zrozumiałem” i spokojnie kontynuować wspólne poszukiwanie rozwiązania.
Chcę również lepiej rozumieć różnicę między regulowaniem emocji a ich tłumieniem. Moim ideałem byłoby ograniczenie wpływu silnego pobudzenia podczas pierwszego rozpoznawania faktów, a następnie ponowne włączenie emocji do pełniejszej interpretacji sytuacji. Nie wiem jednak jeszcze, w jakim stopniu taki podział jest psychologicznie możliwy.
Otwarte pozostaje też kryterium wyboru lepszej interpretacji. Gdy dwie osoby znają te same wydarzenia, ale odmiennie rozumieją ich znaczenie, samo powtarzanie faktów nie wystarcza. Potrzebne są kryteria spójności, pełności wyjaśnienia, zgodności z całością danych, uczciwości oraz gotowości do korekty.
Muszę ponadto doprecyzować granicę między rzeczywistą normą moralną a własnym lękiem lub przywiązaniem do określonej metody. Łatwo nazwać „zasadą” coś, co w istocie jest potrzebą zachowania kontroli.
W odniesieniu do Objawienia nie chcę poddawać weryfikacji samej prawdy pochodzącej od Boga. Weryfikacji wymaga natomiast moje rozumienie Objawienia, sposób jego interpretowania oraz używanie go w konkretnym sporze. Mogę mylić Bożą prawdę z własnym, ograniczonym odczytaniem.
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
Ta fiszka dobrze dopełnia dotychczasowy ciąg źródeł:
Goleman — emocje mogą przejąć sterowanie reakcją;
Gross — emocje można regulować na różnych etapach ich powstawania;
Kjærvik i Bushman — obniżanie pobudzenia jest skuteczniejsze niż agresywne „wyładowanie”;
Ury — przed odpowiedzią trzeba odzyskać dystans;
Miller i Rollnick — trzeba sprawdzić, jakie znaczenie przypisaliśmy słowom rozmówcy;
Schmidt i Tannenbaum — trzeba ustalić, z jakim rodzajem różnicy mamy do czynienia.
Dzięki temu rozdział nie zatrzyma się na poradzie: „uspokój się”. Pokaże, co zrobić z odzyskanym spokojem. Po opadnięciu emocji czytelnik powinien zdiagnozować konflikt, zamiast natychmiast wracać do obrony własnego stanowiska.
Słowa kluczowe
konflikt, różnice, fakty, interpretacja, cele, metody, wartości, filtr percepcyjny, niepełna informacja, role społeczne, diagnoza konfliktu, światopogląd, komunikacja
Teza autora
Zanim zacznę oceniać intencje drugiej osoby, powinienem rozpoznać, czy różnimy się informacjami, interpretacją, celem, metodą, wartościami czy pełnioną rolą.
Można ją rozwinąć:
Silne emocje bardzo łatwo zamieniają różnicę informacji lub interpretacji w oskarżenie moralne. Zamiast powiedzieć: „widzimy inne elementy sytuacji”, zaczynamy myśleć: „on kłamie”, „ona mnie lekceważy”, „oni działają przeciwko mnie”.
Tok rozumowania autora
Schmidt i Tannenbaum proponują, aby przed próbą rozwiązania konfliktu ustalić trzy rzeczy:
Co właściwie różni strony?
Dlaczego ta różnica powstała?
Jak daleko konflikt zdążył się rozwinąć?
Pierwsze pytanie dotyczy przedmiotu sporu. Autorzy wyróżniają cztery zasadnicze możliwości:
fakty — strony mają różne informacje albo odmiennie określają, co jest faktem;
cele — strony chcą osiągnąć inne rezultaty;
metody — cel jest wspólny, ale różne są pomysły, jak do niego dojść;
wartości — spór dotyczy dobra, sprawiedliwości, odpowiedzialności lub zasad moralnych.
Drugie pytanie dotyczy źródła różnicy. Autorzy wskazują trzy główne czynniki:
informacyjne — każda strona zna tylko część rzeczywistości;
percepcyjne — strony znają te same informacje, lecz odmiennie je interpretują;
związane z rolą — ktoś patrzy na problem jako rodzic, przełożony, pracownik, właściciel, klient albo osoba odpowiedzialna za inne dobro.
Oznacza to, że nie każda różnica zdań jest skutkiem głupoty, złej woli czy moralnej przewrotności rozmówcy. Dwie osoby mogą uczciwie patrzeć na tę samą sytuację, lecz dostrzegać inne jej elementy. Każda przepuszcza bowiem informację przez wcześniejsze doświadczenia, obowiązki, lęki, potrzeby i przekonania.
Autorzy odwołują się do opowieści o ślepcach dotykających różnych części słonia. Każdy mówi coś prawdziwego, ale żaden nie dysponuje pełnym obrazem. Konflikt zaczyna się wtedy, gdy własny fragment rzeczywistości uznajemy za jej całość.
Pojęcia wymagające doprecyzowania
To klasyczny tekst z dziedziny zarządzania i rozwiązywania konfliktów, a nie współczesne badanie eksperymentalne z psychologii poznawczej. W książce posłuży jako:
użyteczna typologia różnic;
praktyczne narzędzie diagnozy konfliktu;
pomost między regulacją emocji a krytyczną analizą sytuacji.
Nie powinien natomiast stanowić samodzielnej podstawy dla szerokiego twierdzenia neuropsychologicznego. Autorzy sami podkreślają, że różnice mogą zarówno niszczyć współpracę, jak i prowadzić do twórczego rozwiązania problemu, a sposób postępowania musi zależeć od rodzaju i etapu konfliktu.
Znaczenie dla problemu badawczego
Ta fiszka dobrze dopełnia dotychczasowy ciąg źródeł:
Goleman — emocje mogą przejąć sterowanie reakcją;
Gross — emocje można regulować na różnych etapach ich powstawania;
Kjærvik i Bushman — obniżanie pobudzenia jest skuteczniejsze niż agresywne „wyładowanie”;
Ury — przed odpowiedzią trzeba odzyskać dystans;
Miller i Rollnick — trzeba sprawdzić, jakie znaczenie przypisaliśmy słowom rozmówcy;
Schmidt i Tannenbaum — trzeba ustalić, z jakim rodzajem różnicy mamy do czynienia.
Dzięki temu rozdział nie zatrzyma się na poradzie: „uspokój się”. Pokaże, co zrobić z odzyskanym spokojem. Po opadnięciu emocji czytelnik powinien zdiagnozować konflikt, zamiast natychmiast wracać do obrony własnego stanowiska.
Co przyjmuję jako trafne
Przyjmuję jako trafne rozróżnienie, że ludzie mogą spierać się o fakty, cele, metody albo wartości. Nie każda różnica zdań wynika ze złej woli. Czasem obie strony znają inne fragmenty sytuacji. Czasem dysponują tymi samymi informacjami, ale rozumieją je odmiennie. Czasem chcą osiągnąć ten sam cel, lecz wybierają zupełnie inne drogi.
Uważam również, że na postrzeganie faktów wpływa aktualny stan człowieka. Znaczenie mają emocje, zmęczenie, głód, napięcie, wcześniejsza wiedza, doświadczenia oraz oczekiwania. Dwie osoby mogą obserwować to samo wydarzenie w tym samym czasie, a mimo to od początku widzieć w nim coś innego.
Trafne jest dla mnie również stwierdzenie, że różnice nie muszą być czymś negatywnym. Odmienna perspektywa drugiej osoby może odsłonić moje ograniczenia. Może pokazać fragment rzeczywistości, którego sam nie zauważyłem. Warunkiem jest jednak choćby minimalne poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego. Kiedy relacja zostaje zdominowana przez wrogość, pogardę albo lęk, dostęp do argumentów drugiej strony staje się znacznie trudniejszy.
Przyjmuję też, że wspólny cel nie wystarcza. Liczy się sposób jego osiągnięcia. Metoda może naruszać normy moralne, krzywdzić inną osobę albo wywoływać zgorszenie. W takim przypadku spór o metodę nie jest drobiazgiem technicznym. Staje się sporem o dobro i odpowiedzialność.
Co uważam za niewykazane
Nie przyjmuję poglądu, że każdy konflikt można rozwiązać przez samo dostarczenie większej liczby informacji. Fakty są potrzebne, lecz spór może dotyczyć również wartości, hierarchii dóbr, zaufania, odpowiedzialności albo dopuszczalnych metod działania.
Nie zgadzam się także z przekonaniem, że wspólny cel automatycznie usprawiedliwia każdą prowadzącą do niego drogę. Cel nie uświęca środków. Jeżeli określona metoda narusza czyjąś godność, podstawowe zasady moralne albo uzasadnione poczucie sprawiedliwości, nie może zostać uznana za neutralny sposób realizacji wspólnego zamierzenia.
Nie uważam również, że emocje są wyłącznie przeszkodą, którą należy usunąć z procesu poznania. Emocje należą do człowieka. Mogą zniekształcać pierwszy ogląd sytuacji, ale mogą też informować o ważnych potrzebach, wartościach i zagrożeniach. Problemem nie jest samo ich istnienie. Problem pojawia się wtedy, gdy emocjonalną reakcję uznaję bez sprawdzenia za obiektywny opis rzeczywistości.
Nie przyjmuję wreszcie, że sama różnica stanowisk świadczy o głupocie, złej woli albo moralnej przewrotności drugiej strony. Taki wniosek wymaga odrębnych przesłanek.
Najsilniejszy kontrargument
Moje stanowisko może prowadzić do nadmiernego psychologizowania konfliktów. Nie każda różnica wynika z odmiennej perspektywy, niepełnej informacji albo silnych emocji. Czasami druga osoba rzeczywiście kłamie, manipuluje, ukrywa dane albo działa w złej wierze. Zbyt długie „rozumienie jej perspektywy” może wtedy stać się naiwnością i utrudniać postawienie koniecznych granic.
Można również zarzucić mi, że uzależniam poznanie od emocjonalnego zestrojenia rozmówców. Prawda nie zależy przecież od tego, czy czujemy się ze sobą dobrze. Czasem trzeba przyjąć prawdziwy argument wypowiedziany w sposób nieprzyjemny albo przez osobę, której nie ufamy.
Problematyczne może być również moje przekonanie o „suchych danych”. Już wybór przedmiotu badania, sposób pomiaru, język opisu i selekcja wyników zawierają pewne założenia. Dane nie pojawiają się przed nami całkowicie pozbawione kontekstu teoretycznego.
Wreszcie moje odczucie, że publiczne przyznanie się do błędu tworzy wynik „1:0”, może świadczyć o tym, że rozmowę nadal traktuję jako rywalizację. Jeżeli naprawdę szukam prawdy, nie powinienem wymagać, aby druga strona równocześnie przyznała się do własnego błędu.
Odpowiedź na kontrargument
Przyjmuję ten kontrargument w znacznej części. Diagnozowanie źródła różnicy nie może oznaczać automatycznego uniewinniania drugiej osoby. Typologia Schmidta i Tannenbauma ma pomóc powstrzymać przedwczesny osąd, a nie wykluczyć możliwość kłamstwa, manipulacji czy złej woli. Jeżeli istnieją na nie wystarczające dowody, należy je nazwać i postawić granice.
Emocjonalne bezpieczeństwo nie jest kryterium prawdy. Jest jednak warunkiem, który często ułatwia usłyszenie i uczciwe rozważenie argumentu. Człowiek może przyjąć prawdziwe twierdzenie także w napiętej relacji, lecz zwykle kosztuje go to więcej wysiłku.
Przyznaję również, że „suche dane” są pewnym ideałem metodologicznym. Obserwacja i pomiar nie są całkowicie pozbawione założeń. Nadal warto jednak rozróżniać pomiar, opis, selekcję danych, interpretację oraz końcowy wniosek. Pomieszanie tych poziomów prowadzi do przedstawiania własnych interpretacji jako bezspornych faktów.
Najbardziej wymagająca pozostaje kwestia wyniku „1:0”. Widzę, że uzależnianie własnego przyznania się do błędu od podobnego gestu drugiej strony czyni prawdę zakładnikiem wzajemności. Chcę uczyć się uznawać własny błąd bez oczekiwania natychmiastowego wyrównania rachunku. Nie oznacza to zgody na poniżenie ani manipulację. Oznacza odmowę traktowania prawdy jako punktu zdobytego przez przeciwnika.
Możliwa nowa teza / wkład własny
Pod wpływem silnych emocji zwykła różnica informacji, interpretacji, roli albo metody może zostać szybko podniesiona do poziomu oskarżenia moralnego. Można nazwać ten mechanizm awansem różnicy do winy.
Nie myślę już wtedy:
„Ta osoba widzi inny fragment sytuacji”.
Zaczynam myśleć:
„Ta osoba działa przeciwko mnie”.
Regulacja emocji ma więc głębszy cel niż samo uspokojenie. Powinna zatrzymać moment, w którym odmienność zostaje automatycznie uznana za dowód złej woli.
Drugim elementem mojego wkładu jest rozróżnienie dwóch etapów poznawania konfliktu:
możliwie spokojne rozpoznanie tego, co się wydarzyło;
interpretacja znaczenia wydarzenia, w której rozum i emocje powinny współpracować.
Nie chodzi o stworzenie człowieka bez emocji. Chodzi o to, aby emocje nie rozstrzygały sprawy, zanim rozum zdąży ją zobaczyć.
Trzecim elementem jest odróżnienie przyznania racji od przegranej. Uznanie własnego błędu nie powinno zmieniać rozmowy w wynik „0:1”. Jest raczej powrotem obu stron do wspólnej mapy rzeczywistości.
Dalsza kwerenda
Doprecyzować wpływ emocji na percepcję. W rozdziale należy pisać, że emocje mogą wpływać na selekcję uwagi i interpretację, a nie że całkowicie uniemożliwiają dostęp do faktów.
Rozróżnić regulację emocji od tłumienia. Wykorzystać Grossa, aby nie sugerować, że właściwą drogą jest wyparcie albo całkowite wyłączenie emocji. Lepsze pojęcia to obniżenie pobudzenia, dystans, ponowna ocena sytuacji i świadome kierowanie uwagą.
Rozwinąć motyw „wyniku 1:0”. Poszukać źródła dotyczącego zachowania twarzy, statusu, przeprosin albo przyznawania się do błędów w konflikcie. Ten wątek może stać się jednym z najbardziej osobistych elementów rozdziału.
Doprecyzować status „danych”. W rozdziale trzeba odróżnić obserwację, pomiar, dobór materiału, interpretację i wniosek. Nie należy przedstawiać danych jako całkowicie niezależnych od pytań badawczych, ale też nie wolno rozmywać różnicy między wynikiem pomiaru a światopoglądowym komentarzem.
Opracować krótki przykład z życia autora. Najlepiej wykorzystać realną, zanonimizowaną sytuację z firmy, rodziny albo sporu urzędowego, w której początkowa ocena intencji drugiej osoby zmieniła się po poznaniu brakujących informacji.
Roboczy akapit
Największy problem nie zaczyna się wtedy, gdy ktoś widzi sprawę inaczej. Zaczyna się chwilę później, gdy słowo „inaczej” zmienia się w naszej głowie w „przeciwko mnie”.
Ktoś ma inne informacje, a my od razu słyszymy: „kłamie”. Ktoś chce osiągnąć ten sam cel, ale proponuje inną drogę, więc myślimy: „sabotuje”. Ktoś pełni inną rolę i odpowiada za inne dobro, lecz nam wydaje się, że po prostu niczego nie rozumie.
Schmidt i Tannenbaum proponują prostą diagnostykę. Sprawdź, czy różnicie się faktami, celem, metodą czy wartościami. Dodałbym jeszcze jedno pytanie: co w tej chwili dzieje się we mnie? Czy jestem spokojny i zdolny słuchać? Czy może mój gniew już pokolorował obraz, zanim zdążyłem go dokładnie obejrzeć?
Jest jeszcze trudniejszy moment. Odkrywasz, że źle zrozumiałeś drugą osobę. Wiesz już, że należałoby powiedzieć: „pomyliłem się”. W głowie pojawia się jednak tablica wyników. Będzie 0:1. On wygra. Ja stracę pozycję.
Tylko że rozmowa nie jest meczem. Przyznanie się do błędu nie daje przeciwnikowi punktu. Przywraca obu stronom wspólną mapę. Przyznam uczciwie: sam nadal się tego uczę.
Dodatkowe notatki o powiązaniach
Autorzy i fiszki:
Daniel Goleman: gwałtowne przejęcie reakcji przez emocje;
James J. Gross: regulacja emocji i wybór strategii;
Sophie L. Kjærvik i Brad J. Bushman: obniżanie pobudzenia zamiast agresywnego „wyładowania”;
William Ury: „wejście na balkon”, czyli odzyskanie dystansu;
William R. Miller i Stephen Rollnick: słuchanie refleksyjne oraz pomoc drugiej osobie w samodzielnym nazwaniu stanowiska;
Daniel Kahneman: szybkie wnioskowanie i pochopne domykanie obrazu;
Keith Stanovich: stronniczość na rzecz własnego stanowiska niezależna od wysokiej inteligencji;
Schmidt i Tannenbaum: diagnoza rodzaju oraz źródła różnicy.
Miejsca w książce:
Część I: ogólne założenia dotyczące świadomości własnych procesów;
Rozdział 1: filtr poznawczy;
Rozdział 1: wpływ emocji;
Rozdział 1: reset serca i głowy;
nowy podrozdział po resecie: „Co właściwie nas różni?”;
Rozdział 6: rozmowa bez atakowania;
Rozdział 4: myside bias i obrona własnego obozu;
późniejsze rozdziały światopoglądowe: rozróżnienie danych, interpretacji, filozofii i wiary.
Metadane pytania 1
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 2
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 3
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 4
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 5
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Status mojego stanowiska
open
Stopień pewności
high
URY_2004_1 — „Idź na galerię” — najpierw odzyskaj panowanie nad własną reakcją
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
„Najgorszym wrogiem jest twoja własna, natychmiastowa reakcja”.
William Ury, Odchodząc od NIE, s. 67.
Można też zapisać jako drugi, pomocniczy fragment:
„Pierwszy krok nie polega na kontrolowaniu zachowania przedstawiciela drugiej strony, natomiast na kontroli własnego zachowania”.
Tamże, s. 188.
Lokalizacja w źródle
Najważniejsze miejsca:
s. 27–33 — bariery współpracy i ogólny model strategii przełamania;
s. 48–53 — trzy naturalne reakcje i niebezpieczeństwa automatycznego reagowania;
s. 53–67 — metafora „galerii”, rozpoznawanie gry, zyskiwanie czasu i niepodejmowanie decyzji pod presją;
s. 68–87 — przejście na stronę rozmówcy: słuchanie, parafraza, uznanie emocji, komunikaty „ja”;
s. 188–189 — syntetyczne podsumowanie całej strategii.
2. Rozumiem fragment
„Najgorszym wrogiem jest twoja własna, natychmiastowa reakcja”.
Można też zachować drugą, bardzo krótką formułę:
„Ludzie są ‘reagującymi maszynami’”.
Łącznie oba cytaty pozostają krótkie. Główną treść fiszki lepiej zapisać własnymi słowami.
Ważne zastrzeżenie
Przed ostatecznym drukiem porównać cytat i numer strony z egzemplarzem źródłowym.
3. Pytania i moje odpowiedzi
1. Która z trzech reakcji jest najbardziej Twoja? Ury wymienia kontratak, poddanie się i zerwanie rozmowy. Przypomnij sobie jedną konkretną sytuację z życia rodzinnego, zawodowego albo kościelnego, w której ktoś wyprowadził Cię z równowagi. Co zrobiłeś jako pierwsze: zaatakowałeś; ustąpiłeś dla świętego spokoju; przerwałeś kontakt; zrobiłeś coś jeszcze innego? Jaką cenę później zapłaciłeś za tę reakcję?
Gdy ktoś mnie atakuje, to po piersze zaczynam obserwować słasne emocje. Wczęsniej skupiałem się, ale nie aż tak bardzo, jedynie na tym aby je wyrażać i o nich mówić, a teraz gdy następuje atak, to zaczynam obawiać się komunikować swoje uczucia, bo ciągle jeszcze się łudzę, że to nie jest atak, tylko mi sie wydaje oraz, że ten ktoś ma całkowitą rację robiąć mi taki czy inny przytyk, czy stawiając mi rządanie, kóre wyprowadza mnie z równowagi i zaczynam je uważać nie tyle za niedorzeczne, co raczej wszczynające awanturę.
Gdy już widzę, że po drugiej stronie jest podniecenie i narastająca złość, albo długo tlące się zarzewie złości, które teraz , nareszcie dla tej osoby, ma możliwość ujścia, to raczej się wycofuję. Nie powiem, że przerywam kontakt, bo tak się często nie da, choć długofalowo, w dłuższej perspektywie czasu, tak, zrywam kontakt o ile ta złość nie zrodzi czegoś nowego między nami, czegoś wprowadzajacego nas na kolejny, wyższy etap znajomości, dobrego klimatu relacji itp. Jeśli takie perspektywy nie ma, to , tak, odsuwam się , powoli, po cichu.
Czym innym jest związek małżeński. Tu wcześniej było przyrzeczenie, obietnica, że cię nie opuszczę choćby nie wiem co i gdy w tle jest taka obietnica, to tylko "oddalam się" na moment w ciszę, aby po uspokojeniu zająć się ponownie tematem o ile druga strona tego zechce. Gorzej jak nie zechce, to za jakiś czas sprawa wybucha w zwielokrotnionej sile.
Kiedyś pamiętam siebie jako kontratakującego i pamiętam, że zawsze z tego nic dobrego nie wychodziło. Lepiej wychodziło, gdy zaczynałem się bronić ciszą gdy ktoś na mnie atakował. Sam psychicznie z tym czułem się lepiej, zwłaaszcza gdy emocje już opadły, to byłem zwycięscą sam przed sobą samym.
Nie pamiętam siebie jako ustępującego. Bo zawsze kontratak lub zapadnięcie się w ciszę były moją odpowiedzią: NIE. No chyba, że nie miałem racji, ale do tego ciężko zawsze było się przyznać. Uległość, to nie jest moja silna strona
2. Czy zgadzasz się z Urym, że w wielu konfliktach pierwszą barierą staje się nie zachowanie drugiej osoby, lecz nasza natychmiastowa reakcja na to zachowanie? Opisz sytuację, w której sam zauważyłeś, że zacząłeś reagować szybciej, niż myśleć.
takie sytuacje kiedy zacynam szybciej reagować niż myśleć dzieja się np. za kierownicą lub na motocyklu, tam gdzie wchodzi zagrożenie życia lub jakaś szkoda. Na fotelu, czy za biurkiem kiedy otrzymuje telefon to mam bardziej komfortowe warunki aby właściwie zareagować.
To prawda, że impertynencja lub jakieś inne złe zachowanie drugiej osoby staje się barierą nie do pokonania. Jego/jej twarz, ton nie nastrajają aby myśleć że ją/jego rozumiem/kocham. Jeszcze gdy jestem zmęczony może dojść do szybkiej wymiany zdań ze wzajemnym poranieniem się.
3. Po czym poznajesz u siebie moment, w którym przestajesz świadomie odpowiadać, a zaczynasz działać automatycznie? Czy jest to zmiana tonu głosu, napięcie ciała, przyspieszenie mówienia, potrzeba przerwania rozmówcy, czy może pojawienie się w głowie gotowego oskarżenia?
zauważam, że działam automatycznie, kiedy nie jestem w stanie przypomnieć sobie mijających ostatnich chwil, tracę w nich zainteresowanie; ogólnie mówiąc w takim momencie bardzo mało rzeczy/spraw mnie interesuje, czasem łącznie z tym, że nie interesuje mnie ból mojego ciała, którego uszkodzenia mogę dostrzec dopiero po chwili lub po dłużym czasie (to zależy od intensywności podniecenia emocjonalnego). Ni rejestruję tonu głosu ani napięcia ciała. Zwram jednak uwagę na swoją szybkość mówienia i myślenia, z któych to myśli układam słowa, ale nie dzieje się to przez wcześniejszą ich filtrację, czy dobieranie właściwszych/precyzyjniejszych. Trochę nie liczę się z rozmówicą, a już z pewnością gdy zagrożone jest życie, moje lub czyjeś. W innych sytuacjach słucham, rozmówcy, ale do czasu kiedy tylko zrozumiem co chce wyrazić, często nie dając jemu dokończyć i samemu kończąc jego wypowiedź w swojej głowie. Oskarżenia wobec rozmówcy powstają w głowie mimowolnie i to juz zależy od natężenia emocjonalnego, czy te oskarżenia wyrażam słownie lub czynem lub nie.
4. Co w Twoim życiu jest rzeczywistym odpowiednikiem „pójścia na galerię”? Milczenie, wyjście na spacer, modlitwa, kilka oddechów, zrobienie notatki, odłożenie odpowiedzi do następnego dnia? Które sposoby działają, a które brzmią dobrze tylko w poradniku?
moje "wyjście na galerię" odzwierciedla moje milczenie, wyjście (opuszczenie miejsca, w kórym doznałem wstrząsu/ciosu emocjonalnego). i to może byc spacer, może tym byc bieganie, nawet modlitwa o ile kończy się uwielbieniem (bo jeśli tylko tłumieniem potoku myśli, to to chyba nie modlitwa, ale gdy mimo wszystko, nieco na siłę próbuję uwilebiać Boga, to to chyba moge nazwać modlitwą). Oddechy, robinie notatek odłożenie odpowiedzi do następnego dnia - to takie książkowe rozwiązania, które mi nie przychodzą z automatu, ale po głębszym zastanowieniu. Najszybciej, z tych na pierwszy rzut głowy, niedorzecznych rozwiązań, przychodzi mi odłożenie odpowiedzi na kolejny dzień, to niejako dzieje się samo, przez to, że najpierw wpadam w zadumę, która często nie jest chwilą, ale nieco dłuższym okresem. Potem zaczynam się cieszyć, że od razu nie zareagowałem i wykorzystywać ten mechanizm, czekając niejako na kolejne natchnienia lub stany mojego umysłu/myśli/uczuć. Gdy już widzę, że zaczynam żyć czymś innym chcę/muszę podsumować to co się stało przez wewnętrzne postanowienie: w tej sprawie zrobię tak i tak, zapamiętuję to i zajmuje się innymi rzeczami. Gdy wydaje mi się, że nabrałem jakiegoś dystansu wobec wcześniejszego wydarzenia, wracam i wykańczam je, lub ponownie się w nie angażuję.
Od jakiegoś czasu, raz po raz stosuję notatki głosowe opisujące to co się wydarzyło oraz stany swojego umysłu oraz swoich emocji. Nie widzę, aby tomiało jakieś bezpośrednie przełożenie na jakieś korzysci odczuwalne tu i teraz. Raczej przez doświadczenia innych wiem, że ma to długosiężne działanie, które skutki/korzyści przyjdą do mnie później.
5. Kiedy przerwanie rozmowy jest przejawem dojrzałości, a kiedy staje się ucieczką, unikaniem odpowiedzialności albo karaniem drugiej osoby milczeniem? Jak powinna wyglądać uczciwa przerwa, aby rozmówca wiedział, że do tematu naprawdę wrócisz?
jest to dosyc złożony temat, bo różne sa przerwania rozmowy. Zacznę od tego, kórego ostatnio się uczę: a mianowicie kiedy to widzę, że dana osoba nie jest warta mojej miłości jaką mam dla niej. Dziwnie to brzmi. ale nie chodzi o jej godność, bo jest taka sama jak moja, ale bardziej o ekspresję moję miłości przez zaciekawienie jej sprawami, współprzeżywanie jej radości, współuczestniczenie w jej życiu. Wprowadzam tu ciszę/milczenie gdy dochodzi na polu wzajemnych stosunków do skaleczenia lub rany. Pomimo tego, ze nadal ta osobe kocham, szanuję i uczę się jej przebaczyć, to jednak więcej milczę, bo nie okazywanie zranienia/skaleczenia doprowadza do mojego współuczestniczenia w jej dziele, tzn. nie dając znać, że ta osoba mnie zraniła daję sygnał, że wszystko jest w porządku i tak naprawdę, ta osoba może w ogóle nie zdawać sobie sprawy, z tego co zrobiła, a więc niejako powoduję, że jej sumienie się neutralizuje w tycm zakresie, bo jeśli nawet jej coś wewnętrzenie wyrzuca, że zrobiła źle, to moja reakcja to zakłuca i wprowadza dysinformację, a przez to , niejako, współuczestniczę w złu. Nie chcę tego, a więc się odsuwam i milczę.
Milczenie jako ucieczka: gdy nie mam pojęcia co się dzieje i to zarówno pod względem intelektualnym jak i emocjonalnym, wtedy uciekam w milczenie. Co do karania drugiej osoby milczeniem, to miałem takie period w swoim życiu, że to perfidnie (z całą świadomością) stosowałem. Teraz wiem, że jest to narzędzie przemocowe i wstydzę się go. Ale już nawet unikanie spojrzenia drugiej osoby podczas rozmowy to już jest element milczenia. Pomimo tego, że mówię do danej osoby, ale jednak nie kieruje na nia wzroku, to znaczy, że mój przekaz nie jest pełny, że nie chcę pełnej wymiany informacji miedzy nami, że jedynie interesuje mnie sucha treść jej wypowiedzi, a nie interesują mnie jej emocje , kóre mógłbym wyczytać z wyrazu twarzy tej osoby. Ponownie stosuję przemoc w połowicznym milczeniu - same słowa. Podobnie jest z moim przekazem: same słowa bez patrzenia jaki wywołują efekt i dostosowywanie słów do reakcji drugiej osoby. Nie, liczę się tylko ja i to co ja mam do powiedzenia w danej chwili. To ponownie jest działanie przemocowe.
Uczciwa przerwa powinna wyglądać następująco: należałoby w pełni być komunikatywnym, tzn. przekazć pełną informację o swoim stanie emocji i umysłu, po czym zakomunikować, że juz znam siebie w tym stanie i wiem, że potrzebuję czasu - trudno określić jak długiego - kiedy uspokoję myśli i uczucia i wtedy wrócę do rozmowy, jeśli ta druga strona na to pozwoli, tego zechce.
6. Czy odpowiada Ci rozróżnienie: nie zawsze mogę zdecydować, co poczuję, ale w pewnym zakresie odpowiadam za to, co zrobię z tym uczuciem? Jak ująłbyś własnymi słowami relację pomiędzy emocją, świadomością, wolnością i odpowiedzialnością? Najsilniejszy możliwy kontrargument, który warto później rozważyć, brzmi: Nie każda natychmiastowa reakcja jest błędem. Czasem szybka odpowiedź chroni człowieka, stawia konieczną granicę albo powstrzymuje krzywdę. Nadmierne dystansowanie się może natomiast prowadzić do tłumienia emocji i unikania działania
myślę, że natychmiastowe reagowanie w sytuacja stresowych, emocjonalnych to kwestia doświadczenia, tzn. bliższego poznania siebie samego., na ile mogę sobie saufać, na tyle moge sobie pozwolić na pierwsza reakcję, po której i tak powinno - na chwilę obecną tak myślę - nastąpić delikatne wycofanie. Na tej pierwszej reacji potem można cos budować, bo sam brak reakcji jest już też reakcją, pewną odpowiedzią, np. taką, że sobie nie radzimy ze stresującymi sytuacjami, a więc wyznacząja pewien poziom wzajemnych relacji: wrażliwy, uczuciowy, delikatny. Każdy z nas taki jest, ale nie kazdy potrafi te sfery swoje ja nazywać, opisywać i o nich mówić, a to dopiero może mieć realny wpływ na ich łagodzenie, wzrost. Tłumienie sfery uczuć może prowadzić, raczej śmiem twierdzić, prowadzi do dewiacji. Odpowiadam za swoje uczucia w chwili kiedy postanawiam o nich nie mówić, nie "wywlekać" ich na zewnątrz. Jeśli mam świadomość czychających za tym zagrożeń, to moja odpowiedzialność nawet jest tym wieksza: wiem i trzymam to w sobie, bo ... ciężko mi znaleźć uzasadnienie, bo wstydze się o tym mówić. Do tego należałoby dorosnąć, aby przełamać wstyd. W ogóle jest wiele kwestii w których dostrzec można rozwój w sferze emocjonalnej. Dokonuje się on na tym polu nieustannie i chyba dopiero przestanie się dokonywać "5 minut po śmierci". Sama świadomość tego procesu jest juz sukcesem. Mam wolność w tym, co zrobię z ta wiedzą, czy ją zbadam i przyjmę jako swoją oraz kolejnym krokiem będzie zaprzęgnięcie tej wiedzy do działania, przekucie w działanie, czy jednak zbagatelizuję, zrelatywizuję sprawę i odłożę na półkę, na tak zwane "jutro". Tu jest moja wolność a zarazem odpowiedzialność, co z tym zrobię.
Natychmiastowe, spontaniczne działanie w reacji na czyjeś słowa/działnie wywołujące stres/emocje/podniecenie z pewnościa ma sens, ale w sytuacjach kryzysowych, gdzie jest zagrożone zdrowie, życie cielesne ale i to emocjonalne, duchowe. Tak duchowe, bo tu stąpamy po polu gdzie z sfery cielesnej przechodzimy w świat ducha, w świat duszy ludzkiej, do której z pewnościa należy cała rzeczywistośc emocjonalna, ale i kognitywna, kóre w sumie się zazębiają, ale jedna jest szybsza (emocjonalna) od drugiej - jak skrzynia biegów ręczna i automatyczna, gdzie w pierwszej musisz usłyszeć świadomie lub - w przypadku zawodowych rajderów - podświadomie podjąć decyzję zmiany biegów, a przy skrzyni kiegów automatycznej (szybszej) wszystko dokonuje się bezwiednie (emocje) - takie porównanie, lajtowe, na szybkiego.
4. Moje stanowisko
Moje stanowisko i uzasadnienie
Moim zdaniem emocja jest częścią mnie, a nie obcą siłą, którą powinienem pokonać. Nie zawsze decyduję o tym, co poczuję, ale w pewnym zakresie odpowiadam za to, co zrobię z własnym uczuciem. Sama świadomość emocji nie daje mi nad nią pełnej władzy. Poszerza jednak przestrzeń wolności, ponieważ pozwala rozpoznać, że pierwsza interpretacja nie musi być interpretacją ostateczną, a pierwszy impuls nie musi stać się działaniem.
Emocje przypominają pod pewnym względem automatyczną skrzynię biegów: reagują szybciej niż świadoma refleksja. Rozum działa wolniej, bardziej jak ręczna zmiana biegu. To porównanie ma jednak swoje granice. Emocje i rozum nie są dwoma oddzielnymi kierowcami. Należą do jednej osoby. Ostatecznie to ja odpowiadam za kierunek, w którym prowadzę swoje słowa i czyny.
Moim rzeczywistym sposobem „wchodzenia na galerię” jest najczęściej milczenie, odejście, spacer, bieganie, zaduma albo modlitwa prowadząca od skupienia na krzywdzie ku uwielbieniu Boga. Czasem pomaga także odłożenie odpowiedzi i nagranie notatki głosowej. Nie wszystkie te sposoby działają natychmiast. Ich wartość może ujawnić się dopiero po czasie, gdy zaczynam widzieć wydarzenie szerzej.
Przerwa jest dla mnie dojrzała tylko wtedy, gdy służy prawdzie, ochronie osoby i późniejszemu powrotowi do sprawy. Powinna zostać zakomunikowana. Trzeba powiedzieć, że jestem pobudzony, że nie chcę teraz zranić rozmówcy, że potrzebuję czasu i że zamierzam wrócić do rozmowy. Cisza bez takiego komunikatu łatwo zamienia się w odrzucenie albo karę.
Nie absolutyzuję jednak wycofania. W sytuacji kryzysowej szybka reakcja może być obowiązkiem. Gdy trzeba ochronić życie, zdrowie, godność albo postawić natychmiastową granicę, działanie nie powinno zostać zastąpione długą autorefleksją. Po pierwszej reakcji warto jednak — gdy tylko jest to możliwe — zrobić krok wstecz i sprawdzić, czy dalsze działanie nadal służy dobru.
Co pozostawiam otwarte
Otwarte pozostaje pytanie, gdzie dokładnie przebiega granica pomiędzy dojrzałą przerwą a ucieczką. Nie zawsze potrafię od razu rozpoznać, czy milczę po to, aby odzyskać równowagę i wrócić do rozmowy, czy dlatego, że nie wiem, co się ze mną dzieje i nie chcę konfrontować się z problemem.
Nie jest dla mnie również jasne, jak długo może trwać uczciwa przerwa. Niekiedy wystarcza kilka godzin albo jeden dzień. Innym razem potrzebuję znacznie dłuższego czasu, aby krzywdzące wydarzenie zacząć interpretować z dystansu. Pozostaje jednak ryzyko, że podczas długiego milczenia nie zyskuję obiektywizmu, lecz jedynie utrwalam własną wersję wydarzeń.
Otwarte pozostaje pytanie, co zrobić, gdy jedna strona deklaruje gotowość powrotu do rozmowy, a druga nie chce już rozmawiać. Nie każdy konflikt można rozwiązać wspólnie. Nie każdą relację można odbudować. Trzeba zatem odróżnić obowiązek podjęcia uczciwej próby od przekonania, że wynik tej próby zależy wyłącznie ode mnie.
Dalszego namysłu wymaga również relacja pomiędzy emocją, świadomością, wolnością i odpowiedzialnością. Silne pobudzenie może znacznie zawężać pole widzenia, ale nie zawsze całkowicie znosi odpowiedzialność. Być może odpowiedzialność dotyczy nie tylko zachowania w chwili wybuchu, lecz także wcześniejszego kształtowania własnych nawyków i tego, co zrobię po odzyskaniu równowagi.
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
Roboczy akapit:
Samo uspokojenie ciała nie kończy sprawy. Można już nie krzyczeć, a nadal w myślach prowadzić regularną wojnę. William Ury proponuje więc jeszcze jeden krok: „pójście na galerię”. Nie chodzi o balkon w operze ani o teatralne obrażenie się i wyjście z pokoju. Chodzi o chwilowe odsunięcie się od własnej reakcji. Mam zobaczyć nie tylko to, co czuję, lecz także to, co właśnie zamierzam zrobić pod wpływem tego uczucia. Dopiero wtedy mogę zapytać: czy moja odpowiedź przybliży mnie do prawdy i rozwiązania problemu, czy tylko pozwoli mi efektownie oddać cios?¹
Przypis oksfordzki:
¹ William Ury, Odchodząc od NIE. Negocjowanie od konfrontacji do kooperacji, wyd. 2, przeł. Robert A. Rządca, Warszawa 2004, s. 65–68.
Teza autora
W trudnym konflikcie pierwszą przeszkodą nie musi być zachowanie przeciwnika. Często jest nią nasza własna automatyczna reakcja. Człowiek zaatakowany, upokorzony albo postawiony pod presją ma skłonność do jednego z trzech zachowań:
kontrataku;
poddania się;
zerwania rozmowy lub relacji.
Każda z tych reakcji może oddalić go od rzeczywistego celu. Ury proponuje więc, aby przed próbą zmiany drugiej osoby odzyskać kontrolę nad sobą. Nazywa to metaforycznie „pójściem na galerię”: mentalnym odsunięciem się od sceny konfliktu i spojrzeniem na nią z pozycji obserwatora.
Tok rozumowania autora
Pod wpływem stresu człowiek łatwo wpada w koło „akcja–reakcja”. Atak jednej osoby wywołuje odpowiedź drugiej, która następnie prowokuje kolejny atak. Każda strona uważa przy tym, że jedynie odpowiada na zachowanie przeciwnika.
Ury zauważa, że druga osoba może uzyskać nad nami znaczną władzę właśnie dzięki zdolności wywoływania naszych reakcji. Kiedy odpowiadamy natychmiast, tracimy obiektywizm dokładnie w chwili, w której jest on najbardziej potrzebny. Stajemy się częścią problemu, choć jesteśmy przekonani, że tylko bronimy prawdy albo własnej godności.
„Galeria” nie oznacza fizycznego miejsca. Jest metaforą psychicznego dystansu. Z galerii można zobaczyć:
co właśnie dzieje się między rozmówcami;
jaki przycisk został w nas naciśnięty;
czego naprawdę chcemy;
czy odpowiedź przybliży nas do celu;
czy działamy z rozwagi, czy jedynie pragniemy się odegrać.
Praktycznymi sposobami wejścia „na galerię” są milczenie, zwolnienie tempa rozmowy, nazwanie stosowanej przez przeciwnika taktyki, poproszenie o przerwę, wyjście na chwilę z pomieszczenia oraz odłożenie ważnej decyzji. Ury zdecydowanie odradza podejmowanie istotnych decyzji pod presją natychmiastowej odpowiedzi.
Dopiero po odzyskaniu własnej równowagi można wykonać następny krok: „przejść na ich stronę”. Nie oznacza to zgodzenia się z każdym żądaniem. Chodzi o wysłuchanie, parafrazę, uznanie uczuć i racji rozmówcy tam, gdzie rzeczywiście są zasadne. Ury podkreśla, że można uznać czyjś punkt widzenia, nie rezygnując ze swojego stanowiska.
Założenia jawne i ukryte
Ury nie prowadzi w tej książce kontrolowanego eksperymentu psychologicznego. Jest praktykiem negocjacji i przedstawia model postępowania oparty na doświadczeniu negocjacyjnym, analizie konfliktów oraz studiach przypadków.
Dlatego książka nie może służyć jako samodzielny dowód, że:
każda przerwa zawsze zmniejsza złość;
technika działa identycznie u wszystkich ludzi;
określona reakcja ma konkretny mechanizm neurologiczny;
spokojne słuchanie zawsze doprowadzi do zgody;
każdą relację da się uratować.
Ury dostarcza nam modelu praktycznego, a nie metaanalizy klinicznej. Siłę naukową rozdziału zapewniają Goleman, Gross oraz Kjærvik i Bushman. Ury pokazuje, co można z tą wiedzą zrobić przy stole, w domu, firmie albo podczas ostrego sporu.
Pojęcia wymagające doprecyzowania
W konflikcie nie jestem odpowiedzialny za pierwsze uderzenie emocji, ale jestem odpowiedzialny za to, co zrobię chwilę później. Wolność zaczyna się pomiędzy impulsem a odpowiedzią.
Druga, bardziej praktyczna wersja:
Najpierw trzeba zejść z ringu i wejść na galerię. Dopiero stamtąd widać, czy walczymy o rozwiązanie problemu, czy tylko o satysfakcję z oddania ciosu.
Nie wpisywałbym ich jeszcze jako Twojego ostatecznego stanowiska. Najpierw potrzebuję Twoich odpowiedzi.
Znaczenie dla problemu badawczego
Możemy na jego podstawie napisać, że:
Pierwszym zadaniem podczas konfliktu nie jest zmiana przeciwnika, lecz przerwanie własnej automatycznej reakcji.
Możemy również przedstawić „galerię” jako praktyczne rozwinięcie wcześniejszych badań nad regulacją emocji:
Kjærvik i Bushman pokazują potrzebę obniżenia pobudzenia;
Gross dostarcza szerszego modelu regulacji emocji;
Ury przekłada tę wiedzę na konkretną sytuację rozmowy.
Powstaje dzięki temu logiczny ciąg:
uspokój ciało → odzyskaj perspektywę → rozpoznaj cel → dopiero potem odpowiedz.
Co przyjmuję jako trafne
Przyjmuję podstawową intuicję Williama Ury’ego: zanim spróbuję zmienić zachowanie drugiej osoby, powinienem odzyskać choćby częściowe panowanie nad własną reakcją. W wielu konfliktach pierwszą przeszkodą staje się nie tylko to, co zrobił rozmówca, lecz także moje natychmiastowe przejście do obrony, kontrataku albo zerwania kontaktu.
Trafna jest metafora „pójścia na galerię”. Rozumiem ją jako próbę spojrzenia na konflikt z niewielkiego dystansu. Nie chodzi o zaprzeczenie emocjom ani o udawanie, że nic się nie stało. Chodzi o dostrzeżenie, co właśnie dzieje się ze mną: dlaczego przyspieszam, dlaczego przerywam rozmówcy, dlaczego w głowie pojawiają się gotowe oskarżenia i dlaczego przestaję być zainteresowany pełnym obrazem sytuacji.
Przyjmuję również, że samoświadomość tworzy niewielką przestrzeń pomiędzy impulsem a działaniem. Nie daje mi pełnej władzy nad emocjami. Emocje nadal pozostają żywe, szybkie i cielesne. Świadomość pozwala jednak podjąć decyzję, czy pierwszą reakcję natychmiast wypowiem lub wykonam, czy najpierw poddam ją ocenie.
Trafne jest także rozróżnienie pomiędzy uznaniem punktu widzenia rozmówcy a zgodzeniem się z nim. Mogę wysłuchać, nazwać jego uczucia i przyznać mu rację w określonej kwestii, nie rezygnując z obrony prawdy, własnych praw ani godności.
Co uważam za niewykazane
Nie przyjmuję, że każda natychmiastowa reakcja jest błędem. W sytuacji zagrożenia życia, zdrowia albo poważnej krzywdy szybkie działanie może być konieczne. Za kierownicą, na motocyklu lub podczas bezpośredniego ataku nie zawsze ma się czas na długie „wchodzenie na galerię”. Doświadczenie i wcześniejsze kształtowanie nawyków mogą sprawić, że pierwsza reakcja będzie właściwa.
Nie uznaję też, że każde milczenie jest przejawem dojrzałości. Cisza może służyć uspokojeniu i ochronie relacji, ale może również stać się unikaniem odpowiedzialności, odrzuceniem rozmówcy albo świadomym karaniem go brakiem kontaktu. Milczenie użyte w celu podporządkowania drugiej osoby ma charakter przemocowy, nawet jeżeli nie pada ani jedno obraźliwe słowo.
Nie przyjmuję sformułowania, że osoba, która mnie zraniła, staje się „niegodna mojej miłości”. Jej godność pozostaje taka sama jak moja. Mogę jednak ograniczyć bliskość, zaufanie i zakres uczestnictwa w jej życiu. Miłość nie oznacza obowiązku bezterminowego wystawiania się na powtarzającą się krzywdę ani udawania, że wszystko pozostaje w porządku.
Nie uważam również za wykazane, że każde niewypowiedziane uczucie automatycznie prowadzi do zaburzenia. Czasowe powstrzymanie ekspresji może być konieczne i odpowiedzialne. Problemem staje się raczej długotrwałe, habitualne tłumienie emocji, które uniemożliwia ich rozpoznanie, uczciwe zakomunikowanie oraz pracę nad źródłem konfliktu.
Najsilniejszy kontrargument
Moja skłonność do wycofania może być nie tyle dojrzałym „pójściem na galerię”, ile dobrze uzasadnioną ucieczką. Milczenie daje mi poczucie przewagi moralnej: nie krzyczę, nie obrażam i mogę czuć się „zwycięzcą przed samym sobą”. Tymczasem druga osoba zostaje bez informacji, nie wie, co się ze mną dzieje, nie może odpowiedzieć na moje zarzuty ani przedstawić własnego obrazu wydarzeń.
Długa zaduma nie musi prowadzić do większego obiektywizmu. Może utrwalać poczucie krzywdy. W samotności mogę nieświadomie budować akt oskarżenia, dobierać fakty korzystne dla własnej wersji oraz coraz mocniej przekonywać się o własnej racji. „Galeria” może wtedy zamienić się w prywatny trybunał, w którym sam jestem oskarżycielem, świadkiem i sędzią.
Może się również zdarzyć, że pod nazwą „stawiania granicy” ukrywam niechęć do przyznania się do błędu. Sam przyznaję, że uległość nie jest moją silną stroną i trudno było mi uznać, że nie mam racji. Wycofanie może więc czasem chronić nie tyle prawdę lub godność, ile własny obraz siebie.
Odpowiedź na kontrargument
Uznaję to ryzyko za realne. Dlatego nie wystarcza mi już samo milczenie. O dojrzałości przerwy powinny decydować jej cel, sposób zakomunikowania i rzeczywisty powrót do rozmowy. Powinienem powiedzieć, co się ze mną dzieje, czego teraz nie potrafię zrobić bez ryzyka zranienia oraz że potrzebuję czasu. Nie zawsze umiem z góry określić, czy będzie to godzina, dzień czy dłuższy okres, ale mogę zobowiązać się przynajmniej do ponownego kontaktu i poinformowania drugiej osoby o swojej gotowości.
W czasie przerwy nie powinienem jedynie powtarzać własnych oskarżeń. Potrzebuję zadać sobie pytania: czego jeszcze nie wiem, czy mogłem źle zrozumieć intencję rozmówcy, jaki jest mój udział w konflikcie i co powiedziałaby osoba patrząca z zewnątrz. Modlitwa, notatka albo rozmowa z zaufanym człowiekiem mają sens tylko wtedy, gdy pomagają mi poddać własną interpretację próbie, a nie jedynie utwierdzić mnie w przekonaniu o cudzej winie.
Milczenie nie może być karą. Jeżeli po odzyskaniu równowagi istnieje bezpieczna możliwość rozmowy, powinienem do niej wrócić i naprawdę wysłuchać drugiej osoby. Jeżeli natomiast rozmówca odmawia dialogu, stale narusza granice albo wykorzystuje każdą próbę kontaktu do dalszego ranienia, dystans może stać się odpowiedzialną granicą. Powinien jednak zostać nazwany uczciwie, a nie przedstawiany jako chwilowa przerwa, gdy w rzeczywistości podjąłem już decyzję o odejściu.
Moim celem nie jest więc nauczenie się milczenia. Jest nim nauczenie się odpowiedzialnego mówienia — we właściwym czasie, z możliwie szerokim widzeniem sytuacji i bez oddawania własnej wolności pierwszemu impulsowi.
Metadane pytania 1
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 2
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 3
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 4
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 5
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 6
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Status mojego stanowiska
working
Stopień pewności
high
LIP_2004-1 — Najlepsza opowieść nie zawsze jest prawdziwa. Jak wybierać między konkurencyjnymi wyjaśnieniami
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
Given our data and our background beliefs, we infer what would, if true, provide the best of the competing explanations we can generate.
Przekład całego fragmentu
Na podstawie posiadanych danych i wiedzy tła wnioskujemy o tym, co — gdyby było prawdziwe — stanowiłoby najlepsze spośród konkurencyjnych wyjaśnień, które potrafimy sformułować.
Lokalizacja w źródle
Peter Lipton, Inference to the Best Explanation, wyd. 2, rozdział 4: „Spelling out the slogan”, s. 56; fizyczna strona 69 pliku PDF.
Cytat i lokalizację sprawdziłem bezpośrednio w źródle. Możesz zaznaczyć:
Cytat i lokalizacja sprawdzone w źródle
Dodatkowe miejsca wykorzystane w omówieniu:
s. 59–63 — wyjaśnienia potencjalne i rzeczywiste, rozróżnienie likeliest/loveliest, możliwość zawieszenia sądu;
s. 121–123 — mechanizm, precyzja, zakres, prostota, płodność poznawcza i zgodność z wiedzą tła jako cnoty wyjaśnienia.
2. Rozumiem fragment
Ten sam fakt może pasować do kilku różnych opowieści. Ktoś nie odpowiedział na wiadomość. Być może nas ignoruje. Mógł też być zajęty, zasnąć, rozładować telefon albo uznać, że odpowiedź nie jest pilna. Sam fakt milczenia nie wskazuje jeszcze jednoznacznie jego przyczyny.
Peter Lipton opisuje sposób rozumowania nazywany wnioskowaniem do najlepszego wyjaśnienia — Inference to the Best Explanation. Jego podstawowa myśl brzmi: na podstawie zgromadzonych danych oraz posiadanej wiedzy porównujemy konkurencyjne hipotezy i pytamy, która z nich — gdyby była prawdziwa — najlepiej wyjaśniałaby to, co zaobserwowaliśmy.
Nie wystarcza więc znaleźć jakiekolwiek możliwe wyjaśnienie. Ślady na śniegu mogły zostać pozostawione przez człowieka. Teoretycznie mógł je również wykonać artysta, wyszkolona małpa w rakietach śnieżnych albo ktoś chcący upozorować przejście. Sama możliwość logiczna nie daje jeszcze dobrego powodu do przyjęcia hipotezy. Trzeba ją zestawić z realnymi konkurentami.
Lipton odróżnia wyjaśnienie potencjalne od wyjaśnienia rzeczywistego. Wyjaśnienie potencjalne pokazuje, jak dane zjawisko mogłoby powstać, gdyby dana hipoteza była prawdziwa. Może jednak okazać się fałszywe. Wnioskowanie do najlepszego wyjaśnienia jest więc omylne. Nie daje logicznej pewności, lecz pomaga uporządkować rozumowanie.
Ważne jest też rozróżnienie między wyjaśnieniem najbardziej prawdopodobnym — likeliest — a wyjaśnieniem najbardziej zrozumiałym i intelektualnie satysfakcjonującym — loveliest. Wyjaśnienie może być piękne, proste i obejmować wiele faktów, a mimo to być mało prawdopodobne. Tak działają niektóre teorie spiskowe: łączą mnóstwo wydarzeń w jedną efektowną historię, ale słabo odpowiadają całemu materiałowi dowodowemu. Z drugiej strony wyjaśnienie prawdopodobne może być banalne i niewiele tłumaczyć.
Lipton wskazuje cechy, które mogą zwiększać wartość wyjaśnienia: przedstawienie mechanizmu, precyzję, szeroki zakres, prostotę, zdolność prowadzenia do nowych odkryć oraz zgodność z dobrze uzasadnioną wiedzą tła. Żadna z tych cech nie działa jednak jak automatyczny test prawdy.
Najważniejsze ograniczenie brzmi: najlepsze spośród dostępnych wyjaśnień może nadal nie być wystarczająco dobre. Jeżeli wszystkie rozważane hipotezy są słabe, racjonalnym wynikiem rozumowania może być zawieszenie sądu. Człowiek nie musi wybierać zwycięzcy tylko dlatego, że przed nim stoją jacyś kandydaci.
Wnioskowanie do najlepszego wyjaśnienia nie jest więc konkursem na najciekawszą opowieść. Jest uporządkowanym porównywaniem hipotez. Wymaga danych, alternatyw, krytycznej oceny oraz gotowości do powiedzenia: „Ta wersja wydaje mi się obecnie najlepsza, ale jeszcze nie wiem wystarczająco dużo”
Ważne zastrzeżenie
Wnioskowanie do najlepszego wyjaśnienia nie jest algorytmem gwarantującym prawdę. Wynik zależy od jakości danych, wiedzy tła oraz zestawu hipotez, które człowiek potrafił wziąć pod uwagę.
Możemy wybrać najlepszą hipotezę z bardzo słabego zestawu, nie zauważając właściwego wyjaśnienia. Sam Lipton dopuszcza więc agnostycyzm: jeśli najlepsza dostępna hipoteza nie jest wystarczająco dobra, nie trzeba przyjmować żadnej.
Prostota, elegancja, szeroki zakres lub zgodność ze światopoglądem nie są samodzielnymi dowodami prawdziwości. Teoria spiskowa może być wyjątkowo „piękna” pod względem narracyjnym, ponieważ łączy wiele wydarzeń w jedną opowieść, a mimo to pozostawać bardzo mało prawdopodobna.
Wiedza tła pomaga oceniać wyjaśnienia, ale może również ograniczać zestaw rozważanych możliwości. W książce „Projektowani” trzeba uważać, aby chrześcijański światopogląd autora nie prowadził do automatycznego uznania wyjaśnienia teistycznego za najlepsze, zanim zostaną uczciwie przedstawione i ocenione konkurencyjne propozycje.
Odwołanie do Liptona nie daje jeszcze podstaw do twierdzenia, że Bóg jest „najlepszym wyjaśnieniem” określonego zjawiska. Każdy taki argument wymaga osobnego określenia danych, hipotez konkurencyjnych, kryteriów oceny oraz zakresu wniosku.
3. Pytania i moje odpowiedzi
1. Kiedy sam oceniasz kilka możliwych wyjaśnień, które cechy są dla Ciebie najważniejsze: zgodność z faktami, prostota, przedstawienie mechanizmu, zgodność z dotychczasową wiedzą, szeroki zakres czy zdolność nadawania całości sensu? Jak ułożyłbyś własną hierarchię tych kryteriów?
postaram się ułożyć to co zaproponowałes zgodnie z własna hierarchią:
prostota
zgodność z faktami
zdolność nadawania całości sensu
przedstawienie mechanizmu
szeroki zakres
Jeszcze mógłbym dodać:
zgodność z typem chrakterologicznym osoby, która stoi za tymi zdarzeniami
jakie emocjonalne mam wrażenia przy/podczas rozważania tego konkretnego możliwego wyjaśnienia. Zdaje się, że to ostatnie często zaczyna (nie wiem jak to było kiedyś) odgrywać dość istotną rolę - jest to takie pozamózgowe poznanie, które przychodzi do mnie najszybciej, umiejętność jego odczytu jest dla mnie dość cenna zdolnością/darem/wrażeniem.
2. Czy pamiętasz sytuację — bez ujawniania danych wrażliwych — w której bardzo spójne i atrakcyjne wyjaśnienie okazało się fałszywe albo przynajmniej mocno przesadzone? Co sprawiło, że początkowo było dla Ciebie tak przekonujące?
przzekonujące było współgranie słów i mowy ciała, za kóra powinny były kryć się emocje, a tak nie było. Ten ktoś wyśmienicie potrafił grac/udawać i zasłonić emocje, to co faktycznie myślał, czuł. Jeśli ktos się w tym wytrenuje, to czuje się trochę bezsilny. Oczuwiście do czasu. Bo wystarczy, ze wiem, że w tej a tej sytuacji było to odegrane i sztuczne, to zaczynam byc uwrażliwiony, a po czasie potrafię rozpoznać aktorska grę, a relną rzeczywistość. Dzieck, prawdziwe dziecko ma z tym problem, z kłamaniem, udawaniem. Często to co w głowie, to i na zewnątrz. Ten motyw - ludzki - wydaje się być najtrudniejszy do rozpoznania, bo zdaje mi się, że w przypadku kiedy mam do czynienia z przedmiotami, ideami itp. to tu proces uczenia się przebiega bardzo lub dużo szybciej, choć sama rzeczywsitość wydaje się dużo bardziej zmienna i zniuansowana, ale nie aż tak, jak ludzkie działanie.
Przychodzi mi na myśl to w jaki sposób układaja się stosunki między kobietamia mężczyznami. Wchodzi tu element pragnienia/porządania i na tej kanwie powstanie sporo sztuczności: makeup, stukanie butami, wyzywające ubieranie, zapachy, mimika, sztucznie doczepiane włosy, części ciała, sztuczna zmiana wyrazu twarzy i zapewne dużo więcej. Na kanwie wcześniejszego założenia np. mężczyzna, choć trochę tego świadomy, ale jednak zdaje się być pociągany przez takie atrakcyjne "wyjaśnienia"/"pół-prawdy", a może czasem: zafałszowania prawdy.
3. Po czym poznajesz, że najlepsza spośród znanych Ci wersji jest już wystarczająco dobra, aby ją przyjąć? Kiedy natomiast potrafisz powiedzieć: „Mam kilka możliwości, ale na razie nie wiem”? Czy zawieszenie sądu jest dla Ciebie łatwe, czy raczej wywołuje niepokój i potrzebę szybkiego domknięcia?
wersje poznaję poprzez analizę ich logicznych wyjaśnień, głównie na bazie rozumu/poznania. Wraz ze zbieraniem wiedzy rośnie też ilość wrażeń nie tylko zmysłowych ale też i emocjonalnych. Fajnie jest jeśli te wrażenia są w różnych zmieniających sie warunkach mojego życia (tak dla przykładu, oczywiście przejaskrawiając: raz będąc w górach, a raz nad morzem; raz w podenerwowaniu, drugi raz ze spokojem konfrontując to co wiem w rozmowie ze znana mi osobą lub całkiem nieznaną). To ogladanie czegoś pod wieloma kątami daje mi pełniejszy obraz.
To, że czasem mogę powiedzieć: "no, nie wiem ..." tak często się dzieje kiedy moje pierwsze wrażenie kieruje mnie ku reakcji na "nie", wtedy powstrzymuję się, bo jeszcze często czynnik czasu (więcej zmieniających się wrażeń z oglądania danej perspektywy/rzeczy) potrafi wszystko zmienić. Myślę, że w grę tu wchodzą czynniki emocjonalne i obserwowanie siebie w relacji z tym czymś w różnych momentach mojego życia. Oczywiście na to wszystko mozna sobie pozwolić gdy nie ma presji czasu. Gdy występuje ten czynnik, to ilość wrażeń emocjonalnych zaczyna grać wiodącą rolę a spada poznanie, na które po prostu nie ma czasu lub odwołuję się do juz posiadanego zasobu wiedzy/poznania.
Zawieszenie sądu nie jest dla mnie łatwe, bo zmusza mnie do pamiętania o tej sprawie, w sumie to jest mało stresujące: samo pamiętanie. Najbardziej jest poczucie frustracji, kiedy nie moge sobie przypomnieć tego o czym ostatnio myślałem i szukałem na to odpowiedzi, to jest strasznie denerwujące, bo wiem, że cos to było, ale nie pamiętam. Nie wystatrcza wytłumaczenie: skoro zapomniałeś, tzn. było to co małoisttotnego, bo wiem, że często (gdy się uspokoiłem zrobiłem sobie małą drzemkę, spacer itp.) wpadałem na to ponownie i wyrzucałem sobie: jak mogłeś o tym zapomnieć, przecież to takie ważne ! Raczej czuję chęć szybkiego domknięcia sprawy, nawet kosztem fachowości odpowiedzi lub adekwatności co do mojego faktycznego ja w odróżnieniu od "książkowego"/ideowego ja.
4. Jaką rolę w Twoim rozumowaniu odgrywa chrześcijańska wiara jako „wiedza tła”? Czy pomaga Ci dostrzegać wyjaśnienia pomijane przez naturalistę, czy może czasem grozi zbyt szybkim uznaniem wyjaśnienia teistycznego za najlepsze? Jak chciałbyś się przed takim niebezpieczeństwem zabezpieczać?
faktycznie moja chrześcijańska wiara jest swoistą "wiedzą tła", może jeszcze dałoby się to porównać do ... powiedzmy "różowych okólarów" przez które patrzę na dosłownie kazdą rzeczywistość/ideę itp. Czasem bywa, że te "okulary" zawężają postrzeganie i nie widzę tego co widzi naturalista i w związku z tym nie mam tak wielu i bogatych przemyśleń, przez które on już dawno przeszedł. Często się usprawiedliwiam: przecież ta wiedza/doświadczenie nie jest w niczym potrzedne. Może i tak, ale on też działa pod tą wiedzę i czasem osiąga inne/lepsze rezulataty niż ja w tej rzeczywistości, w której razem się poruszamy. To rozłożenie mojego umysłu na tą rzeczywistośc wokół mnie oraz (czego on/naturalista zdaje się nie mieć/robić) na tą rzeczywistość w zaświatach pżytkuje sporą ilość energii i tu nie chodzi o siły/w sęsie kilodżule, ale o energię/czas który pożytkuję na rozważanie spraw tego świata - małych/wielkich problemów wokół nas. On je w szczegółach rozważył, ja banalizując je, "przepłynąłem" po ich powierzchni. Usprawiedliwiam się myśląc, ze przecież mam ważniejsze sprawy jak życie wieczne, Bóg, kóry stworzył to wszystko co nas otacza itd. tego typu wielkie aksjomaty, one właśnie jak boja wyprowadzją/wyciągają mnie ponad to wszystko co należy do szczegółów (czasem bardzo istotnych) tego świata.
Zabezpieczeniem mogłoby być przeznaczanie całego samego siebie pomiędzy te dwie rzeczywistości: świata i poza świata (ludzka i boską). Jeśli dałoby sie tak zrobić aby móc bez większego wysiłku przeskakiwać z jednej do drugie, czyli raz się modlić a drugi walić młotem i rozwalać ścianę lub coś budować/tworzyć - to byłoby super, zwłaszcza, że w jednym czasie i w drugim robiłoby sie to na 100%. Wiem, że mam ciało, które jest zbudowane i przystosowane w pierwszej (tak mi się wydaje) kolejności względem tego co fizyczne/materialne a nie duchowe. A więc takie przeskakiwanie z jednego w drugie sprawia trudność i naturalna ciągotę ku temu co zmysłowe/empiryczne, a może nawet rozumowe , bo sam mózg też jest wytworem tego świata i kieruje się zebranymi o nim wrażeniami. To taki komputer, który działa/myśli po "ziemsku" ale już trudniej mu idzie, a może w ogóle nie potrafi myśleć po "niebiesku". Ale gdyby w telefonie, w jego kalendarzu ustawić przypomnienie, teraz praca, teraz modlitwa i po pierwsze byłoby się temu bezwzględnie posłusznym i bez problemu by się to robiło - to byłoby super. Uważam, że to byłoby czymś zaradczym wobec niebezpieczeństwa sztucznego przemalowywania otaczającej mnie rzeczywistości przez "różowe okulary".
5. Czy w dalszych częściach książki chcesz przedstawiać istnienie Boga jako „najlepsze wyjaśnienie” określonych faktów, czy raczej jako filozoficzny horyzont obejmujący całość rzeczywistości? Jak silny ma być Twój wniosek: „to dowód”, „to najlepsza hipoteza”, „to poważna przesłanka” czy „to interpretacja, która obecnie najbardziej mnie przekonuje”?
uważam, że zebrane na ta chwilę fakty wskazują na istnienie jakiegoś bytu. Jest to raczej prawda filozoficzna niż religijna i taką chciałbym ja przedstawić. W pierwszej kolejności to będzie moim przdmiotem zainteresowania: wykazanie istnienia jakiegoś bytu, którym z pewnością nie jesteśmy my sami (ludzie) ani świat, który nas otacza, który poznajemy. jeśli dojdę do tej prawdy drogą dedukcji to już to będzie wielkim sukcesem, kamieniem milowych całej książki. Najważniejszy moment, który pozwoli na stawianie kolejnych pytań: kim/czym to coś/ktoś jest, czy można o tym powiedzieć coś więcej, niż to, że po prostu istnieje? i dalej zaczynają się juz filozoficzne rozważania, szczegóły, dookreślenia. czy jest w tym cos z teologii. Z pewnością troche jest, zwłaszcza, że na końcu tych rozważań można postawić, o ile się postawi taka tezę: że to coś/ktoś stoi za wszystkimi bytami i jeśli jeszcze doszłoby się do wniosku, że ten kotś/coś jest jeden, to to, zaczyna współgrać z innymi znanymi nam twierdzeniami ze świata teologii. Po prostu mam intuicję, nie dość, że możńa takie rozważania już zacząć prowadzić, to jeszcze to, że mogą ono w końcowym etapie doprowadzić do podobnych twierdzeń jak twierdzenia teologiczne. Chciałbym, aby to wszystko nosiło miano najlepszej hipotezy, w sensie możliwie najbardziej obiektywnym. Subiektywne wnioski typu: "interpretacja, która najbardziej mnie przekonuje" nie za bardzo mnie interesuje.
4. Moje stanowisko
Moje stanowisko i uzasadnienie
Chcę posługiwać się wnioskowaniem do najlepszego wyjaśnienia jako metodą porównywania konkurencyjnych interpretacji. Nie zamierzam ograniczać się do stwierdzenia: „ta opowieść najbardziej mi odpowiada”. Zależy mi na wniosku możliwie obiektywnym, czyli intersubiektywnie kontrolowanym, opartym na jawnych przesłankach, dostępnych danych i symetrycznym traktowaniu alternatyw.
Rozróżniam jednak dwa etapy oceny.
Najpierw pytam:
Która z rozważanych hipotez radzi sobie z danymi lepiej niż jej konkurentki?
Następnie:
Czy ta hipoteza jest dostatecznie dobrze uzasadniona, aby ją przyjąć, czy jest jedynie najmniej słabym kandydatem?
Do ostatecznej oceny chcę stosować następującą hierarchię:
zgodność z faktami i brak sprzeczności z nimi;
spójność logiczna;
zdolność wskazania mechanizmu albo racji, dzięki której zjawisko zachodzi;
zakres wyjaśnienia;
prostota, o ile nie została osiągnięta przez pominięcie istotnych danych;
zdolność nadania całości sensu;
zgodność z wiedzą o charakterze osoby — w przypadku interpretacji ludzkich zachowań;
emocjonalne i intuicyjne wrażenie — jako sygnał do dalszego sprawdzania, a nie dowód.
Moja wiara chrześcijańska pozostaje wiedzą tła. Nie chcę udawać, że potrafię ją usunąć z własnego myślenia. Powinienem jednak pilnować, aby nie decydowała z góry o wyniku porównania. Może podpowiadać pytania i hipotezy. Nie może zwalniać mnie z uczciwego przedstawienia najlepszej wersji stanowiska naturalistycznego.
W dalszych częściach książki chciałbym najpierw zbadać, czy całość danych czyni racjonalnym przyjęcie istnienia Przyczyny transcendentnej wobec znanego nam świata. Jeżeli taki wniosek okaże się najlepiej uzasadniony, kolejnym etapem będzie pytanie, co można powiedzieć o naturze tej Przyczyny: czy jest jedna, rozumna, osobowa, wolna i zdolna do celowego działania.
Dopiero później może pojawić się pytanie o relację takiego wyniku filozoficznego do teologii i Objawienia. Nie chcę przechodzić od obserwacji świata bezpośrednio do pełnego obrazu Boga chrześcijańskiego.
Jeżeli będę mówił o „najlepszej hipotezie”, będzie to oznaczało najlepsze dostępne wyjaśnienie po porównaniu z realnymi alternatywami, a nie dedukcyjnie dowiedzioną prawdę. Jeżeli będę chciał przedstawić argument dedukcyjny, zaznaczę zmianę metody i osobno wykażę jego przesłanki.
Co pozostawiam otwarte
Nie mam jeszcze ostatecznie ustalonej hierarchii kryteriów oceny wyjaśnień. W praktyce prostota przyciąga moją uwagę jako pierwsza. W uporządkowanym rozumowaniu zgodność z faktami powinna jednak mieć prawo weta: piękna i prosta hipoteza nie może zostać przyjęta, jeżeli przeczą jej dane.
Muszę także dokładniej określić rolę intuicji i emocjonalnych wrażeń. Nie chcę ich usuwać, ponieważ wielokrotnie kierowały mnie ku ważnym pytaniom. Potrzebuję jednak kryteriów pozwalających odróżnić:
intuicję rodzącą trafną hipotezę;
lęk;
pragnienie;
uprzedzenie;
doświadczenie zgromadzone przez lata;
reakcję na chwilowy stan emocjonalny.
Otwarte pozostaje pytanie, kiedy wyjaśnienie staje się „dostatecznie dobre”. Sama przewaga nad słabszymi konkurentami nie wystarcza. Potrzebuję również absolutnego progu uzasadnienia: odpowiedzi na pytanie, czy zwycięska hipoteza rzeczywiście zasługuje na przyjęcie.
Nie jest dla mnie łatwe zawieszanie sądu. Nierozstrzygnięta kwestia pozostaje w pamięci i domaga się powrotu. Gdy zapominam szczegół problemu, odczuwam frustrację. Pojawia się wówczas pokusa szybkiego domknięcia sprawy, nawet kosztem fachowości albo zgodności odpowiedzi z moim rzeczywistym, a nie tylko idealnym obrazem siebie.
Muszę opracować praktyczny sposób przechowywania pytań otwartych, aby zdanie „jeszcze nie wiem” nie oznaczało ani porzucenia problemu, ani konieczności ciągłego noszenia go w napiętej pamięci.
Pozostawiam również otwarte pytanie o relację świata materialnego i duchowego. Dotychczas myślałem czasem tak, jakbym musiał przełączać się między dwiema rzeczywistościami: pracą, materią i codziennymi obowiązkami z jednej strony, a Bogiem, modlitwą i wiecznością z drugiej. Być może właściwsza droga polega na ich integracji: rzetelne poznawanie świata, budowanie, praca i badanie szczegółów również mogą być przeżywane w odniesieniu do Boga.
Otwarte pozostaje wreszcie zasadnicze pytanie książki: czy dane rozpatrywane łącznie uzasadniają wniosek o istnieniu transcendentnej Przyczyny, która nie jest ani człowiekiem, ani jednym z elementów badanego świata.
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
Fiszka ma stanowić filozoficzny fundament części rozdziału 2 poświęconej przechodzeniu od faktów do interpretacji.
Nickerson pokazuje, że człowiek łatwo buduje argumentację na rzecz przyjętej wcześniej wersji. Stanovich pokazuje, że wysoka inteligencja nie chroni przed faworyzowaniem własnego stanowiska. Haran, Ritov i Mellers wskazują, że warto przedłużyć poszukiwanie informacji. Lipton pozwala wykonać kolejny krok: po zgromadzeniu danych należy porównać kilka realnych wyjaśnień i ocenić, które z nich najlepiej odpowiada całemu materiałowi.
W rozdziale należy wykorzystać prosty przykład codzienny, np. brak odpowiedzi na wiadomość, opóźnienie wykonawcy, zachowanie klienta albo konflikt rodzinny. Najpierw podać fakt, następnie kilka możliwych wyjaśnień, a potem pokazać kryteria ich oceny.
Szczególnie ważna będzie zasada: „najlepsze spośród rozważanych wyjaśnień może nadal być niewystarczające”. Pozwoli ona nauczyć czytelnika, że odpowiedzialne myślenie czasem kończy się zdaniem: „jeszcze nie wiem”.
Fiszka przygotuje również czytelnika do późniejszych części książki. Przypadek, konieczność, multiświat, projekt, różne scenariusze abiogenezy i interpretacje ewolucji będą właśnie konkurencyjnymi wyjaśnieniami. Rozdział 2 powinien dostarczyć narzędzia, zanim książka zacznie je stosować.
Słowa kluczowe
wnioskowanie do najlepszego wyjaśnienia
inferencja abdukcyjna
abdukcja
fakt i interpretacja
hipotezy konkurencyjne
wyjaśnienie potencjalne
wyjaśnienie rzeczywiste
likeliest explanation
loveliest explanation
wiedza tła
prostota
zakres wyjaśnienia
mechanizm
zawieszenie sądu
agnostycyzm poznawczy
rozdział 2
Teza autora
W praktyce poznawczej człowiek często wnioskuje od danych do hipotezy, która — gdyby była prawdziwa — najlepiej wyjaśniałaby te dane na tle konkurencyjnych możliwości. Wartość wyjaśnienia może zatem stanowić istotny przewodnik przy ocenie prawdopodobieństwa hipotez, choć nie jest przewodnikiem jedynym ani niezawodnym.
Nie należy przyjmować każdej możliwej historii ani automatycznie wybierać hipotezy najbardziej atrakcyjnej. Wyjaśnienia trzeba porównywać, a jeśli wszystkie są zbyt słabe, racjonalne jest zawieszenie sądu.
Tok rozumowania autora
Te same dane zazwyczaj można pogodzić z więcej niż jednym możliwym wyjaśnieniem.
Sam fakt, że hipoteza mogłaby wyjaśnić zjawisko, nie wystarcza do jej przyjęcia.
Należy porównać ją z konkurencyjnymi, poważnie rozważanymi hipotezami.
Wyjaśnienie potencjalne może okazać się fałszywe; dlatego wnioskowanie pozostaje omylne.
„Najlepsze” może oznaczać najbardziej prawdopodobne albo najbardziej pogłębiające rozumienie. Te dwa kryteria nie zawsze prowadzą do tego samego wyniku.
Cnoty takie jak mechanizm, precyzja, zakres, prostota, płodność poznawcza i zgodność z wiedzą tła pomagają porównywać wyjaśnienia.
Cnoty wyjaśniające są ważnym przewodnikiem poznawczym, ale nie zastępują całej oceny dowodowej.
Najlepsza z dostępnych hipotez może nie przekroczyć progu wystarczającego uzasadnienia.
Wniosek: wnioskowanie do najlepszego wyjaśnienia porządkuje przejście od danych do hipotezy, lecz musi dopuszczać omylność i agnostycyzm.
Założenia jawne i ukryte
Lipton zakłada realizm poznawczy: istnieje rzeczywistość niezależna od naszych interpretacji, a celem wnioskowania jest zbliżanie się do prawdy.
Zakłada też, że hipotezy mogą różnić się jakością wyjaśniającą oraz że przynajmniej niektóre cnoty wyjaśnienia mają wartość poznawczą.
Metoda wymaga wcześniejszego wygenerowania rozsądnego zestawu konkurencyjnych hipotez. Ten „filtr” nie jest neutralny. Zależy od wiedzy, wyobraźni, przygotowania, historii badań oraz przyjmowanego obrazu świata.
Wiedza tła jest potrzebna do oceny hipotez, ale sama również może wymagać rewizji.
Autor nie zakłada, że wnioskowanie do najlepszego wyjaśnienia opisuje wszystkie formy rozumowania ani że cnoty wyjaśniające są jedynym kryterium prawdy.
Pojęcia wymagające doprecyzowania
– wnioskowanie do najlepszego wyjaśnienia;
– indukcja i abdukcja;
– hipoteza konkurencyjna;
– wyjaśnienie potencjalne;
– wyjaśnienie rzeczywiste;
– prawdopodobieństwo wyjaśnienia;
– wartość wyjaśniająca;
– likeliness — prawdopodobieństwo;
– loveliness — zdolność pogłębiania rozumienia;
– wiedza tła;
– cnoty wyjaśniające;
– próg wystarczającego uzasadnienia;
– zawieszenie sądu.
Kontekst i życzliwa interpretacja
Lipton nie twierdzi, że ludzie zawsze świadomie sporządzają listę hipotez i przyznają im punkty za prostotę, zakres czy mechanizm. Próbuje raczej opisać jeden z ważnych sposobów, dzięki którym rzeczywiście przechodzimy od obserwacji do przekonań.
Najsilniejsza interpretacja jego stanowiska brzmi: wnioskowanie naukowe i codzienne nie polega jedynie na gromadzeniu faktów. Fakty trzeba połączyć w wyjaśnienie, a jakość wyjaśnienia wpływa na to, którą hipotezę uznamy za bardziej wiarygodną.
Lipton zachowuje przy tym umiar. Nie przedstawia metody jako całkowitego opisu nauki ani jako nieomylnej drogi do prawdy. Cnoty wyjaśniające są ważnym przewodnikiem, lecz nie zwalniają z badania dowodów, rozważania alternatyw i korekty stanowiska.
Znaczenie dla problemu badawczego
Fiszka dostarcza rozdziałowi 2 brakującego pomostu między „faktami” a „interpretacjami”. Pokazuje, że interpretacja nie jest dowolnym komentarzem do danych. Można ją racjonalnie oceniać, zestawiając z alternatywami oraz badając, jak wiele faktów wyjaśnia, jaki mechanizm proponuje i czy prowadzi do dalszych sprawdzalnych konsekwencji.
Jednocześnie Lipton zabezpiecza książkę przed zbyt szybkim przejściem od danych do światopoglądowej konkluzji. To, że jedna interpretacja wygląda lepiej niż pozostałe, nie oznacza jeszcze pewności. Trzeba sprawdzić, czy zestaw konkurentów był dostatecznie szeroki i czy zwycięska hipoteza rzeczywiście przekracza próg uzasadnienia.
Dla całych „Projektowanych” będzie to reguła uczciwości: nie wybieramy wyjaśnienia dlatego, że odpowiada naszym oczekiwaniom, lecz pytamy, jak radzi sobie ono z danymi oraz najmocniejszymi alternatywami.
Co przyjmuję jako trafne
Przyjmuję, że jeden fakt może być zgodny z kilkoma konkurencyjnymi wyjaśnieniami. Samo wymyślenie historii, która pasuje do danych, nie wystarcza. Trzeba sprawdzić, czy inne realne możliwości nie radzą sobie z nimi równie dobrze albo lepiej.
Za trafne uznaję rozróżnienie między:
wyjaśnieniem możliwym;
wyjaśnieniem najbardziej atrakcyjnym;
wyjaśnieniem najbardziej prawdopodobnym;
wyjaśnieniem dostatecznie dobrym, aby je roboczo przyjąć.
Przyjmuję również, że „najlepsze spośród znanych” nie oznacza jeszcze „prawdziwe”. Możliwe, że nie odkryłem właściwej hipotezy albo wszystkie rozważane przeze mnie wersje są słabe.
Za ważne uznaję patrzenie na problem w różnych warunkach życia. Ta sama hipoteza może wyglądać inaczej, gdy rozważam ją w napięciu, spokoju, samotności, rozmowie z bliską osobą albo w konfrontacji z człowiekiem, który myśli zupełnie inaczej. Powrót do pytania po pewnym czasie pomaga mi odróżnić chwilowe poruszenie od bardziej trwałego przekonania.
Przyjmuję, że wiedza tła jest nieunikniona. Nie patrzę na świat z całkowicie neutralnego punktu. Wiara chrześcijańska wpływa na pytania, które stawiam, na zakres dostrzeganych możliwości oraz na moje przekonanie, że rzeczywistość może posiadać sens i ostateczne źródło.
Nie oznacza to jednak, że człowiek niewierzący nie ma własnej wiedzy tła. Naturalizm, materializm, agnostycyzm albo przekonanie o metodologicznej samowystarczalności nauk przyrodniczych również wpływają na zestaw dopuszczanych wyjaśnień.
Obiektywność nie polega zatem na całkowitym usunięciu wszelkich założeń. Polega na ich ujawnieniu, zastosowaniu tych samych kryteriów wobec wszystkich stron oraz poddaniu argumentów publicznej kontroli.
Co uważam za niewykazane
Nie przyjmuję, że prostota sama w sobie świadczy o prawdziwości wyjaśnienia. Prosta historia może być elegancka i fałszywa. Złożona rzeczywistość nie ma obowiązku układać się zgodnie z moją potrzebą porządku.
Nie uważam również, że mowa ciała, mimika, sposób ubierania się albo emocjonalne wrażenie pozwalają niezawodnie odczytać intencję drugiego człowieka. Mogą zwrócić moją uwagę na niespójność. Nie są jednak samodzielnym dowodem kłamstwa, manipulacji ani szczerości.
Za niewykazane uważam twierdzenie, że po jednym rozpoznanym przypadku udawania potrafię już niezawodnie odróżniać grę od autentyczności. Nowa wiedza może zwiększyć moją ostrożność, ale może też prowadzić do podejrzliwości i dostrzegania aktorstwa tam, gdzie go nie ma.
Nie przyjmuję, że emocjonalny spokój albo silne wewnętrzne poruszenie są kryterium prawdy. Uczucie może sygnalizować zgodność hipotezy z moim doświadczeniem, światopoglądem lub pragnieniami. Nie mówi jeszcze, czy hipoteza odpowiada rzeczywistości.
Nie uważam także, że moja wiara może zastąpić analizę faktów i mechanizmów. Zdanie „Bóg stworzył świat” nie daje mi automatycznie wiedzy o tym, jak przebiegał określony proces fizyczny, biologiczny albo historyczny.
Odrzucam również przejście:
„to wyjaśnienie najlepiej pasuje do mojego chrześcijańskiego obrazu świata”
do:
„dlatego jest obiektywnie najlepszym wyjaśnieniem”.
Pierwsze zdanie opisuje zgodność z moją wiedzą tła. Drugie wymaga porównania z najmocniejszymi alternatywami.
Nie przyjmuję wreszcie, że wnioskowanie do najlepszego wyjaśnienia jest dedukcyjnym dowodem. Jeżeli w dalszych częściach książki będę chciał mówić o dedukcji prowadzącej do istnienia transcendentnego Bytu, muszę przedstawić osobny ciąg przesłanek, z których taki wniosek rzeczywiście wynika.
Najsilniejszy kontrargument
Najsilniejszy kontrargument brzmi: cały proces porównywania może być od początku ustawiony tak, aby zwyciężyło wyjaśnienie teistyczne.
To ja decyduję, jakie hipotezy zostaną dopuszczone do konkursu. To ja ustalam kryteria. Prostotę stawiam wysoko, choć koncepcja jednego transcendentnego Źródła może wydawać mi się prostsza ze względu na mój światopogląd. Zdolność nadawania całości sensu również sprzyja teizmowi, ponieważ właśnie sensu oczekuję. Moje emocjonalne wrażenia oraz przekonania o charakterze sprawców mogą dodatkowo zwiększać podatność na interpretacje zgodne z intuicją.
Wiara nie jest w moim przypadku neutralną wiedzą tła. Jest związana z relacją z Bogiem, nadzieją na życie wieczne, moralnością i całym rozumieniem siebie. Ewentualne odrzucenie teizmu miałoby dla mnie ogromne konsekwencje. Mogę więc nieświadomie oceniać wyjaśnienia naturalistyczne bardziej surowo niż własne.
Jednocześnie źle znoszę długotrwałe zawieszenie sądu. Mam potrzebę domknięcia problemu. Może ona prowadzić do wyboru najbardziej satysfakcjonującego wyjaśnienia, zanim zgromadzę wystarczające dane.
W rezultacie wnioskowanie do najlepszego wyjaśnienia może stać się jedynie elegancką formą efektu potwierdzenia: wybiorę Boga jako najlepszą hipotezę, ponieważ już wcześniej wierzę, że Bóg istnieje, a następnie opiszę tę decyzję jako wynik obiektywnego porównania.
Odpowiedź na kontrargument
Przyjmuję ten kontrargument jako realne zagrożenie. Nie mogę go usunąć samą deklaracją dobrej woli.
Dlatego potrzebuję procedury, która ograniczy możliwość ustawiania wyniku.
Po pierwsze, przed analizą danego problemu powinienem zapisać kryteria oceny i możliwe dane osłabiające moje stanowisko.
Po drugie, muszę przedstawić najmocniejszą dostępną wersję każdej poważnej alternatywy, korzystając z jej własnych źródeł, a nie jedynie z opisów sporządzonych przez apologetów.
Po trzecie, należy oddzielić kryteria rozstrzygające od pomocniczych. Zgodność z faktami, spójność i siła wyjaśniająca są podstawowe. Emocjonalne wrażenie, prostota narracyjna albo zgodność z charakterologicznym obrazem człowieka mogą jedynie podpowiadać hipotezę.
Po czwarte, przy każdym argumencie powinienem dopuścić trzy możliwe wyniki:
jedna hipoteza jest wystarczająco dobrze uzasadniona;
jedna hipoteza jest obecnie lepsza, ale jeszcze niewystarczająca;
żadna nie zasługuje obecnie na przyjęcie.
Po piąte, potrzebuję krytycznego czytelnika reprezentującego przeciwne stanowisko. Powinien on ocenić, czy przedstawiłem jego argument w sposób, który sam mógłby uznać za uczciwy.
Po szóste, muszę rozdzielić wniosek filozoficzny od aktu wiary. Moja wiara może istnieć również wtedy, gdy określony argument apologetyczny okaże się nieskuteczny. Dzięki temu nie muszę ratować każdego argumentu za wszelką cenę.
Po siódme, zawieszone problemy będę zapisywał. Notatka, kalendarz albo osobny rejestr pytań pozwolą mi powiedzieć „jeszcze nie wiem” bez lęku, że zagadnienie zniknie z pamięci.
Nie osiągnę całkowitego punktu widzenia „znikąd”. Mogę jednak uczynić swoje założenia widocznymi, zastosować jednakowe kryteria wobec różnych stanowisk i wskazać granice własnego wniosku. Taki rodzaj obiektywności uważam za osiągalny.
Możliwa nowa teza / wkład własny
Mój wkład polega na rozróżnieniu pomiędzy źródłem hipotezy a uzasadnieniem hipotezy.
Intuicja, emocjonalne wrażenie, znajomość charakteru człowieka oraz wiara mogą pomóc mi zauważyć możliwość, której ktoś inny nie dostrzega. Nie wystarcza to jednak do jej uzasadnienia. Hipoteza zrodzona z intuicji musi przejść później tę samą kontrolę logiczną i dowodową co hipoteza powstała podczas chłodnej analizy.
Tezę tę można zapisać następująco:
Emocjonalne i intuicyjne rozeznanie może być wartościowym generatorem hipotez, ale nie powinno samodzielnie rozstrzygać o ich prawdziwości.
Drugim elementem mojego wkładu jest koncepcja podwójnego progu:
Wyjaśnienie zasługuje na przyjęcie dopiero wtedy, gdy jest zarówno lepsze od realnych konkurentów, jak i samo przekracza minimalny próg wystarczającego uzasadnienia. Bycie najlepszym w słabym zestawie nie wystarcza.
Trzecia teza dotyczy światopoglądu:
Wiedza tła nie musi zostać usunięta, aby rozumowanie było obiektywne. Musi natomiast zostać ujawniona, poddana krytyce oraz pozbawiona prawa do jednostronnego ustalania kryteriów zwycięstwa.
Czwarta teza porządkuje drogę całej książki:
Od danych przyrodniczych można przejść do filozoficznego pytania o najlepsze wyjaśnienie świata. Wniosek o transcendentnej Przyczynie nie jest jeszcze pełnym rozpoznaniem Boga chrześcijańskiego. Tożsamość Boga należy do dalszego etapu filozoficznego i teologicznego.
Piąty element dotyczy integracji życia duchowego i codziennego:
Zabezpieczeniem przed religijnym pomijaniem szczegółów świata nie musi być mechaniczne przełączanie się między „ziemskim” a „niebieskim”. Może nim być uczenie się pełnego zaangażowania w rzeczywistość materialną jako stworzoną, realną i godną poznania.
Dalsza kwerenda
Przygotować dla każdego większego argumentu w dalszej części książki tabelę:
Element Pytanie
Dane Co rzeczywiście zaobserwowano?
Hipotezy Jakie realne wyjaśnienia konkurują?
Kryteria Według czego je porównujemy?
Wiedza tła Jakie założenia przyjmuje każda strona?
Kontrświadectwo Co osłabiłoby daną hipotezę?
Próg Czy najlepsze wyjaśnienie jest wystarczająco dobre?
Status wniosku Dedukcja, abdukcja, prawdopodobna przesłanka czy zgodność?
W rozdziale 2 jednoznacznie wyjaśnić różnicę między:
dedukcją;
indukcją;
abdukcją;
interpretacją osobistą.
Wprowadzić zasadę:
Najpierw najmocniejszy kontrargument, potem autorska ocena.
Przy argumentach dotyczących Boga nie używać słowa „dowód”, dopóki nie zostanie pokazane, że zastosowany tok jest rzeczywiście dedukcyjny.
Sporządzić osobny „rejestr pytań otwartych”. Każda nierozstrzygnięta kwestia powinna otrzymać:
krótką nazwę;
datę;
źródła do sprawdzenia;
termin powrotu.
Przy opisywaniu ludzkich intencji zachować rozróżnienie:
obserwowalne zachowanie;
pierwsze wrażenie;
hipoteza o intencji;
dodatkowe dane;
stopień pewności.
Nie przedstawiać mowy ciała jako pewnej metody wykrywania kłamstwa. Przykład ma pokazywać omylność atrakcyjnego wyjaśnienia, a nie nadzwyczajną zdolność autora do demaskowania ludzi.
W dalszych częściach „Projektowanych” osobno porównywać:
konieczność;
przypadek;
wieloświat;
samoorganizację;
projekt;
transcendentną Przyczynę
W rozdziale teologicznym zbadać, czy przeciwstawienie „świata” i „zaświatów” nie powinno zostać zastąpione modelem integracji stworzenia i odniesienia do Boga.
Nie tworzyć już nowej fiszki przed napisaniem rozdziału 2. Nickerson, Stanovich, Haran, Popper, Lipton, Kahneman i Robson dają wystarczającą podstawę. Kolejne źródła będą potrzebne dopiero dla szczegółowych argumentów metafizycznych w późniejszych częściach.
Roboczy akapit
Najlepsze wyjaśnienie nie przychodzi z certyfikatem prawdziwości.
Czasem pojawia się szybko. Pasuje do faktów, brzmi prosto i zgadza się z naszym doświadczeniem. W przypadku drugiego człowieka może jeszcze współgrać z jego gestami, głosem i sposobem zachowania. Wszystko układa się tak pięknie, że trudno sobie wyobrazić inną wersję.
A jednak człowiek potrafi odegrać spójną postać. Gest może zostać wyćwiczony. Uśmiech może coś zasłaniać. Nawet szczere zachowanie możemy odczytać niewłaściwie, ponieważ patrzymy przez własne pragnienia i wcześniejsze doświadczenia.
Nie oznacza to, że mamy przestać ufać intuicji. Intuicja bywa pierwszym czujnikiem. Informuje: „tu coś nie pasuje” albo „sprawdź właśnie tę możliwość”. Problem zaczyna się wtedy, gdy czujnik zostaje mianowany sędzią.
Dlatego warto oddzielić dwa pytania:
Skąd wzięła się moja hipoteza?
oraz:
Co naprawdę przemawia za jej prawdziwością?
Hipoteza może narodzić się z emocji, wiary, doświadczenia albo nagłego olśnienia. Jej późniejsze uzasadnienie musi jednak oprzeć się na danych, logice oraz porównaniu z innymi możliwościami.
Ta zasada dotyczy również pytań o Boga. Wiara sprawia, że możliwość Stwórcy nie jest dla mnie egzotycznym dodatkiem. Widzę ją od początku. Właśnie dlatego muszę zachować szczególną ostrożność. Nie mogę ogłosić jej najlepszym wyjaśnieniem tylko dlatego, że była pierwszą możliwością obecną w moim umyśle.
Być może po uczciwym porównaniu okaże się najlepsza. Być może będzie najlepiej wyjaśniała, dlaczego świat istnieje, dlaczego jest racjonalnie poznawalny i dlaczego człowiek potrafi pytać o prawdę. Ale zanim to powiem, muszę pozwolić konkurencyjnym wyjaśnieniom wejść na boisko.
I jeszcze jedno: zwycięzca może wygrać bardzo słaby mecz. Dlatego po pytaniu „która hipoteza jest najlepsza?” trzeba postawić drugie:
Czy jest wystarczająco dobra, bym miał prawo ją przyjąć?
Czasem najbardziej uczciwa odpowiedź brzmi: „Ta wersja prowadzi, ale sprawa jeszcze się nie skończyła”.
Dodatkowe notatki o powiązaniach
Peter Lipton, LIP_2004-1 — wnioskowanie do najlepszego wyjaśnienia, konkurencyjne hipotezy, likeliest/loveliest, próg wystarczającego uzasadnienia.
Karl Popper, POP_1963-1 — pytanie, co mogłoby osłabić lub obalić szczegółową teorię.
Raymond S. Nickerson, NCK_1998-1 — efekt potwierdzenia i nieświadome budowanie sprawy na rzecz preferowanego stanowiska.
Keith E. Stanovich i współautorzy — myside bias oraz fakt, że wysoka inteligencja nie chroni przed jednostronnym ocenianiem dowodów.
Uriel Haran, Ilana Ritov i Barbara Mellers — aktywnie otwarte myślenie i przedłużanie poszukiwania informacji.
Daniel Kahneman — pierwsza spójna opowieść, łatwość poznawcza, pochopne wnioski i nadmierna pewność.
David Robson — wpływ oczekiwań na sposób interpretacji rzeczywistości.
Miejsce główne: Część I, rozdział 2, po rozróżnieniu faktu i interpretacji, przed zastosowaniem Popperowskiego pytania o możliwość błędu.
Miejsce wtórne: późniejsze rozdziały o dostrojeniu, początku życia, ewolucji, inteligentnym projekcie i istnieniu Boga.
Metadane pytania 1
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 2
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 3
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 4
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 5
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Status mojego stanowiska
open
Stopień pewności
high
SWT_2013-1 — Wysoka inteligencja nie chroni przed stronniczością na rzecz własnego stanowiska
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
High intelligence is no inoculation against myside bias.
Przekład całego fragmentu
Wysoka inteligencja nie stanowi ochrony przed stronniczością na rzecz własnego stanowiska
Lokalizacja w źródle
S. 262, zakończenie części omawiającej badania nad związkiem między zdolnościami poznawczymi a myside bias.
2. Rozumiem fragment
Stanovich, West i Toplak definiują myside bias jako skłonność do oceniania dowodów, wyszukiwania argumentów i sprawdzania hipotez w sposób uprzywilejowujący własne wcześniejsze poglądy. Człowiek nie musi świadomie fałszować danych. Może szczerze uważać się za bezstronnego, a jednocześnie łagodniej oceniać argumenty zgodne z własnym stanowiskiem i znacznie surowiej traktować argumenty strony przeciwnej.
Autorzy omawiają badania, w których uczestnicy:
- łatwiej generowali argumenty na rzecz własnych poglądów niż przeciw nim;
- ostrzej krytykowali wadliwe badania prowadzące do wniosków niezgodnych z ich przekonaniami;
- przychylniej oceniali argumenty jednostronne, gdy odpowiadały ich stanowisku;
- odmiennie oceniali analogiczne sytuacje zależnie od tego, czy dotyczyły ich własnej grupy lub kraju.
Szczególnie wymowny jest eksperyment dotyczący niebezpiecznych samochodów. Jedna grupa oceniała możliwość zakazania w Stanach Zjednoczonych niebezpiecznego samochodu niemieckiego. Druga otrzymała analogiczną historię o amerykańskim samochodzie, którego sprzedaż rozważano zakazać w Niemczech. Uczestnicy znacznie częściej popierali zakaz wobec pojazdu obcego niż wobec pojazdu należącego do ich własnego kraju, mimo że przedstawione ryzyko było takie samo. Co najważniejsze, rozmiar tej stronniczości nie był mniejszy u osób o wyższych zdolnościach poznawczych.
Stanovich nie twierdzi, że inteligencja jest bez znaczenia. Osoby o większych zdolnościach poznawczych mogą lepiej rozwiązywać zadania logiczne, zwłaszcza gdy otrzymają wyraźne polecenie, aby oddzielić własne przekonania od oceny argumentu. Problem pojawia się w sytuacjach naturalnych. W życiu codziennym nikt zazwyczaj nie ostrzega nas: „Uwaga, teraz Twoja tożsamość może zniekształcić ocenę dowodów”. Człowiek inteligentny może więc posiadać narzędzia potrzebne do bezstronnej analizy, a mimo to nie uruchomić ich wtedy, gdy najbardziej są potrzebne.
Autorzy wyprowadzają stąd ważne rozróżnienie: inteligencja i racjonalność nie są tym samym. Testy inteligencji mierzą istotne zdolności poznawcze, lecz nie sprawdzają bezpośrednio, czy człowiek dostosowuje siłę swoich przekonań do dostępnych dowodów, umie zauważyć własną stronniczość i potrafi rzeczywiście rozważać stanowisko przeciwne. Racjonalność jest więc pojęciem szerszym niż sprawność intelektualna.
Ważne zastrzeżenie
Artykuł nie dowodzi, że ludzie inteligentni są bardziej stronniczy ani że inteligencja nie ma żadnego znaczenia dla racjonalnego myślenia.
Autorzy formułują wniosek węższy:
w badanych sytuacjach naturalistycznych wielkość myside bias była słabo związana albo niezwiązana z poziomem zdolności poznawczych;
wyższa inteligencja pomagała bardziej wtedy, gdy zadanie wyraźnie sygnalizowało konieczność odłożenia własnych przekonań;
wiele omawianych badań prowadzono wśród studentów, co ogranicza pełne uogólnienie wyników;
artykuł dotyczy głównie oceny argumentów i poglądów społecznych, nie wszystkich dziedzin racjonalności.
Nie należy więc pisać:
„Inteligencja nie ma znaczenia”.
Trafniejsze będzie:
„Sama inteligencja nie wystarcza, aby spontanicznie rozpoznać stronniczość własnego stanowiska”.
3. Pytania i moje odpowiedzi
1. Czy zgadzasz się z rozróżnieniem Stanovicha między inteligencją a racjonalnością? Co — poza wiedzą, sprawnością logiczną i wysokim ilorazem inteligencji — musi posiadać człowiek, abyś nazwał go naprawdę racjonalnym?
racjonalność stawiam nieco niżej niż ogólnie pojętą intelgencję, w skład której według mnie wchodzi inteligencja emocjonalna i kognitywna (jak na razie nazywam tą ostatnią również racjonalnościa). Racjonalność jest dla mnie umiejętnościa kojarzenia faktów/obserwacji/wiedzy i na tej podstawie przewidywanie przyszłych zdarzeń oraz umiejętność interpretacji przeszłych zdarzeń. Inteligencje emocjonalna uważam za najwyższy przjaw inteligencji . Pozwala ona spiąć w całość nie tylko kognitywną, ale również zaprzęgną do tak pozyskanej wiedzy całego człowieka, na którego działanie, myślenie/przeżywanie składają sie emocje. Często tłumaczę sobie, ze postępuję dlatego, że rozsądek mi nakazuje tak zrobić, kiedy w rzeczywistości świadomie lub w nieuświadomiony sposób wpływa na mnie moja sfera emocjonalna.
Aby kogoś uznać za racjonalnego, to tak jak pisałem wcześniej: posiada on wiedzę i zaprzęga ja do swojego działania tu i teraz oraz snucia planów na przyszłość.
2. Czy przypominasz sobie sytuację, w której Twoje wykształcenie albo umiejętność argumentowania pomogły Ci raczej obronić wcześniej przyjęte stanowisko niż uczciwie je sprawdzić? Nie musisz opisywać osób, instytucji ani poufnych szczegółów. Interesuje nas mechanizm: jaki wniosek był dla Ciebie ważny; jakich argumentów szukałeś; czego wtedy nie brałeś pod uwagę; kiedy zauważyłeś, że prowadzisz obronę, a nie dochodzenie.
wykształcenie lub umiejętność argumentowania, czy pomogły: tak, zdarzało się, że pomogły. Bardzo pomagały mi nieraz moje studia filozoficzne, rozróżnienia, o kórych tam usłyszałem. Ciężko mi teraz przypomnieć sobie konkrety. Pierwszy jaki mi przychodzi do głowy to rozróżnienie pomiędzy determinizmem a woluntaryzmem. To przeciwstawne koncepcje filozoficzne, ale wychodząc od nich pomagały mi nie raz rozwiązywać niektóre zawiłe problemy w firmie, czy w stosunkach międzyludzkich. Oczywiście nie same tylko te pojęcia, ale całe koncepcje, sposoby odbioru rzeczywistości jakie kryja się za nimi.
Wniosek: często dzięki takim i innym koncepcjom widziałem, że rzeczywistość, której doświadczam, może być na wieloraki sposób złożona, tak jak i wielość różnych poglądów z jakimi sie zetknąłem podczas studiów, tak i każdy człowiek, może stanowić mix tego co się dowiedziałem oraz wiele swoich, własnych odniesień/przeżyć/przemyśleń. Wiedziałem, że wielowarstwowość i wielozłożoność scen życia i to nie w warstwach 2D, ale w o wiele większej ilości poziomów, to rzeczywistość w której żyję. Dlatego nie ma co przywiązywać się do czegoś jednego, a jeśli to zrobię, to mogę popełnić błąd, bo coś co dzisiaj jest, nie koniecznie musi być tym czymś za chwilę. Ciągłe szukanie nowych, coraz lepszych rozwiązań przyświecało całemu mojemu życiu, w myśl tej zmienności, o której wcześniej pisałem. Stałe było to co czuję i wiem, ale też tylko do czasu, kiedy to nie przyjdzie nowe: myśl, czy odczucie., ono dobudowuje sie do wcześniejszego lub z niego wyrasta.
Szukałem wtedy argumentów, któe nie przeczyłyby moim wczesniejszym założeniom, tak aby nic nie było w sprzeczności, raczej: jak najwięcej synergii.
Nie brałem często pod uwagę tego, że ktoś mnie może nie rozumieć, że jego tok myślenia nie tyle, że będzie inny, ale bardziej nie brałem pod uwagę tego, że ten inny może nie zechcieć poznać mojego toku myślenia/podejścia do rzeczywistości. Tu była dla mnie wielka konsternacja. Idealistycznie uważałem, że jeden jest ciekaw drugiego, ale czasem ze zdziwieniem dowiadywałem się, że tak nie jest.
Zauważałem, że jestem defensywie wtedy gdy, nieustannie musiałem tłumaczyć swoje stanowisko/swoje słowa.
3. Co w Twoim przypadku powinno uruchamiać „alarm poznawczy”, czyli sygnał: „Teraz mogę oceniać fakty w służbie własnej racji”? Czy takim sygnałem jest przede wszystkim: silna emocja; poczucie niesprawiedliwości; krytyka Twojej pracy; zagrożenie przekonań religijnych; wyjątkowo szybka pewność; pogarda wobec argumentu przeciwnika; przyjemność wynikająca z odnalezienia potwierdzenia? Możesz wskazać kilka elementów i opisać, który działa u Ciebie najmocniej.
oceniać fakty mogę wtedy kiedy dokładnie dzieją się odwrotne rzeczy z wymienionych, czyli
brak silnych emocji
brak poczucia niesprawiedliwości - co się wiąże z silnymi emocjami
brak krytyki mojej pracy, bo gdy jest, ponownie są silne emocje
brak zagrożenia przekonań religijnych, bo gdy jest , to są silne emocje
brak wyjątkowo silnej pewności - bo lepiej, gdy ta pewność nie nadchodzi wyjątkowo szybko, bo ocenianie faktów musi zabrać trochę czasu, zwłaszcza, ze chodzi o własne racje
brak pogardy wobec argumentu przeciwnika, bo gdy jest tzn. dla mnie alert, że nie mogę/nie powinienem oceniać faktów, bo moja ocena będzie obciążona emocją i do tego złą emocją; przyjemność z odnalezienia potwierdzenia jest również afektem, który może wprowadzić w błąd. Gdyby spraw dotyczyła kogoś innego i do tego działalibyśmy zespołowo, to pozwoliłbym sobie na ocenę faktów, ale tylko dlatego, żeby dać ujście swoim emocjom, na zasadzie "burzy mózgów", ale gdy sprawa dotyczy mnie samego i swojej racji, to wolałbym przeczekać, aż wspomniana przyjemność trochę się wyczrpie lub zgaśnie.
4. Czy w sprawach światopoglądowych człowiek powinien zawsze próbować sformułować najsilniejszy argument przeciwko własnemu stanowisku? Gdzie widzisz granicę między uczciwym sprawdzaniem swoich przekonań a nieustannym podważaniem wszystkiego, które mogłoby prowadzić do paraliżu i utraty zdolności zajęcia stanowiska?
w sprawach światopoglądowych, tzn. gdzieś gdzie ogólny stan wiedzy całej ludzkości jest mizerny, a może trzeba powiedzieć nikły, trezeba, abym bardzo rozważnie i z dużym dystansem podchodził do jakichkolwiek zmian stanowiska. Nawet jeśli znajdę kogoś występującego zdecydowanie i przekonywująco, to nic, powinienem "zaciągnąć lejce" i tak szybko nie zmieniać kierunku jazdy, co najwyżej nieco zwolnić. Samokrytyka własnej postawy, tak, ale w małych, tzn. nie aż tak istotnych przejawach swojego światopoglądu. Natomiast w tych grubych kamieniach milowych, stop. Specjalne twierdzenia, wymagają specjalnych dowodów. Po pierwsze wymagana jest ich wielość. Po drugie, w pewnych odstępach czasu, aby dać przestrzeń do namysłu. Po trzecie, powinny pochodzić od różnych ludzi/sytuacji. Zapewne te trzy, zrodzić moge jeszcze kolejne warunki, gdy tylko zaczną się dziać. Ale to nie znaczy, że nie należy swojego światopoglądu dotykać, brać w ręce i obracając przyglądać się jemu. Nie. Bo gdy się nim, tzn. bo gdy sam nim żyję, to myślę o nim niemalże nieustannie. Ciągle wymaga on odemnie "karmienia" , podtrzymywania swojej nie falsyfikowalności. Gdy tak, jest, to umacjam się w przekonaniu o jego słuszności. Łatwo mogę popaść w skrzywienie "zawodowe", właściwe np. naucycielom lub innym osobom stale wykonującym swój zawód, kiedy to niepostrzeżenie zamiast prawdy, żyjemy ułudą prawdy.
Ponownie, widzę granice w emocjach. Bo raz podjęte przekonania, gdyby miały byc nieustannie zmieniane prowadziłoby to to frustracji i niepokoju, a więc gdy zaczynają dawać o sobie znac, to nadchodzi sygnał, aby powiedzieć sobie stop, lub "nieco wyhamuj". Rozumowe rozważania nie koniecznie musza prowadzić do zmiany stanowiska/światopoglądu, bo za tym ostatnim jeszcze ida emocje, a im stawiamy tamę. Mówić jeszcze inaczej: wiara rodzi się ze słuchania, tzn. z poznawania, z nadbudowy mózgu, całej sfery konitywnej. Gdy ta sfera nazbiera elemnetów składowych na tyle dużo, aby wewnętrznie, nie zależnie od świadomości przekonać sferę emocjonalną, to to samo zacznie się dziać, że cały ja pobiehne w nową stronę: wiary w ...
5. Najmocniejszy kontrargument wobec proponowanego wykorzystania Stanovicha mógłby brzmieć: „Skoro inteligencja pomaga wtedy, gdy człowiek zostanie wyraźnie wezwany do bezstronności, problemem nie jest sama inteligencja, lecz brak odpowiedniej motywacji albo instrukcji”. Czy przyjmujesz ten kontrargument? Jak powinien on zmienić tezę rozdziału, aby książka nie sugerowała, że wiedza, wykształcenie i logiczne myślenie są mało wartościowe?
tak jak w poprzednim pytaniu i odpowiedzi na to pytanie sugerowałem, ze wiedza (słuchanie) inteligencja kognitywna ma przeogromne znaczenie w zbieraniu danych zmierzających ku jakiemuś stanowisku. To prawda, że że może ono (to zbieranie) byc tendencyjne, tzn. nasza motywacja lub wcześniej ułożone instrukcje prowadzić mnie ku konkretnym wnioskom. No cóż, niech ktos inny to oceni, mi cięzko być sędzią we własnej sprawie. Wszystkie te rzeczy (wiedza, logiczne myślenie) mają przeogromny wpływ, ale zawsze - jak juz mówiłem to wczesniej - pełnia funkcje "służalczą" wobec emocji, te natomiast pozostawione same sobie mogą błądzić. A więc chodzi o szczególna synergię tych 2 światów: wiedzy i emocji. Ni emożna powiedzieć, że jedno jest ważniejsze od drugiego, można powiedzieć, że jedno nie może istnieć bez drugiego, bo zacznie zataczać koło i koniec końców uderzy w samego siebie, będzie działało na swoją niekorzyć, krzywdząc samego siebie. te 2 skrzydła pozwalają frunąć w miarę prosto.
4. Moje stanowisko
Moje stanowisko i uzasadnienie
Uważam, że wiedza, sprawność logiczna i wykształcenie mają ogromne znaczenie. Dzięki nim człowiek potrafi dostrzegać wielowarstwowość rzeczywistości, rozróżniać pojęcia i ujmować jeden problem z wielu perspektyw. Sam podczas studiów przekonałem się, że koncepcje filozoficzne mogą pomagać w rozumieniu skomplikowanych sytuacji zawodowych i międzyludzkich. Pokazują, że rzeczywistość rzadko jest płaska i jednowymiarowa.
Te same zdolności mogą jednak zostać wykorzystane do zachowania wcześniejszego obrazu świata. Człowiek naturalnie poszukuje synergii między nowymi informacjami a tym, co już przyjął. Jest to potrzebne, ponieważ bez pewnej ciągłości światopoglądu żylibyśmy w ciągłym chaosie. Zarazem właśnie w tej potrzebie spójności może ukrywać się myside bias: zamiast dopuścić, że nowe dane naprawdę podważają moje stanowisko, próbuję je tak zinterpretować, aby wszystko nadal do siebie pasowało.
Nie uważam, że rozwiązaniem jest wyeliminowanie emocji. One są częścią człowieka i wpływają na to, co uznajemy za ważne, niebezpieczne, piękne albo warte obrony. Potrzebna jest szczególna współpraca sfery poznawczej i emocjonalnej. Rozum powinien porządkować materiał, sprawdzać wnioski i ujawniać sprzeczności. Emocje nadają poznaniu wagę, motywują do działania i pozwalają przeżywać poznaną prawdę. Pozostawione bez wzajemnej korekty oba wymiary mogą zacząć działać przeciwko człowiekowi.
Za sygnały alarmowe uznaję: silne pobudzenie emocjonalne, poczucie krzywdy lub niesprawiedliwości, krytykę mojej pracy, zagrożenie ważnych przekonań religijnych, wyjątkowo szybkie pojawienie się pewności, pogardę wobec argumentu drugiej strony oraz przyjemność wywołaną odnalezieniem potwierdzenia. Nie oznacza to, że w takich chwilach wszystko, co myślę, jest fałszywe. Oznacza natomiast, że nie powinienem jeszcze wydawać wyroku.
W sprawach światopoglądowych opowiadam się za zmianą rozważną i powolną. Podstawowe przekonania wolno badać, obracać w dłoniach i oglądać z różnych stron. Ich zmiana powinna jednak wynikać z wielu argumentów, pochodzących z niezależnych źródeł i pojawiających się w odpowiednio długim czasie. Taka ostrożność chroni przed skakaniem od jednej fascynującej teorii do następnej. Nie może jednak służyć do uczynienia światopoglądu niewrażliwym na jakiekolwiek dane przeciwne.
Co pozostawiam otwarte
Pozostawiam otwarte pytanie, jak najtrafniej uporządkować relacje między inteligencją poznawczą, racjonalnością, inteligencją emocjonalną i mądrością. Potrzebuję tu dokładniejszych definicji oraz dalszej konfrontacji z literaturą.
Nie rozstrzygam również, gdzie dokładnie przebiega granica między rozsądną wiernością własnym przekonaniom a obroną motywowaną stronniczością. Sam fakt, że ktoś nie zmienia zdania po usłyszeniu jednego kontrargumentu, nie świadczy jeszcze o zamknięciu umysłu. Z drugiej strony można tak wysoko ustawić wymagania wobec dowodów przeciwnych, aby żaden z nich nigdy nie wystarczył.
Otwarte pozostaje także pytanie, które procedury najlepiej uruchamiają bezstronność w sytuacjach światopoglądowych: odłożenie decyzji, rozmowa z osobą reprezentującą inne stanowisko, celowe sformułowanie argumentu przeciwko sobie, zapisanie warunków zmiany zdania czy zespołowa analiza problemu.
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
Miejsce: końcowa część rozdziału 1, przy przejściu od regulacji emocji do pokory poznawczej.
Funkcja:
rozbić przekonanie: „Jestem inteligentny, więc mnie te mechanizmy nie dotyczą”;
pokazać, że edukacja i sprawność logiczna nie zastępują samokontroli poznawczej;
uzasadnić potrzebę świadomego zatrzymania przed oceną argumentu;
przygotować czytelnika do późniejszych rozdziałów o błędzie potwierdzenia;
wprowadzić myśl, że rozum może służyć zarówno poszukiwaniu prawdy, jak i racjonalizowaniu tego, co wcześniej wybrały emocje albo tożsamość.
Słowa kluczowe
myside bias
stronniczość własnej strony
inteligencja
racjonalność
pokora poznawcza
błąd potwierdzenia
ocena argumentów
światopogląd
tożsamość
oddzielenie przekonań od dowodów
metapoznanie
aktywnie otwarty umysł
Teza autora
Człowiek może być bardzo inteligentny, wykształcony i sprawny argumentacyjnie, a mimo to oceniać dowody stronniczo, kiedy dotyczą one jego własnych przekonań, interesów lub tożsamości.
Problem nie zawsze polega na braku zdolności do myślenia. Czasem polega na tym, że całkiem sprawny rozum zostaje zatrudniony do obrony wniosku przyjętego wcześniej.
Racjonalna ocena argumentu wymaga czasowego oddzielenia pytania: „Czy podoba mi się ten wniosek?” od pytania: „Czy wniosek rzeczywiście wynika z danych?”.
Ludzie mają naturalną skłonność do uprzywilejowywania własnego stanowiska.
Skłonność ta występuje także u osób o wysokich zdolnościach poznawczych.
Inteligencja może pomóc w ograniczeniu stronniczości, gdy człowiek zostanie wyraźnie uprzedzony, że powinien odsunąć własne poglądy.
W sytuacjach codziennych takie ostrzeżenie zwykle się nie pojawia. Dlatego sama inteligencja nie wystarcza.
Potrzebne są dodatkowe dyspozycje i procedury: otwartość umysłu, świadome poszukiwanie kontrargumentów, porównywanie standardów stosowanych wobec obu stron oraz gotowość do korekty własnego stanowiska.
Znaczenie dla problemu badawczego
Fiszka dobrze wspiera Twoją podstawową ideę „świadomości własnej świadomości”. Sam fakt, że człowiek jest inteligentny, wykształcony albo dużo przeczytał, nie daje mu jeszcze władzy nad sposobem, w jaki jego umysł broni własnych przekonań.
Źródło pozwala doprecyzować istotną myśl:
Świadomość mechanizmu nie czyni nas automatycznie bezstronnymi, ale może uruchomić procedurę zatrzymania, której bez tej świadomości prawdopodobnie w ogóle byśmy nie zastosowali.
W rozdziale 1 wystarczy przywołać Stanovicha jeden raz, w krótkim, mocnym akapicie. Nie warto rozwijać tam pełnej teorii myside bias, ponieważ bardziej szczegółowe omówienie powinno znaleźć się później, przy faktach, interpretacjach i błędzie potwierdzenia.
Możliwy kierunek akapitu:
Inteligencja nie daje immunitetu na stronniczość. Czasem zapewnia tylko lepszy zestaw narzędzi do obrony stanowiska, które zdążyliśmy już polubić. Możemy budować precyzyjne argumenty, przywoływać źródła i punktować błędy przeciwnika, a mimo to omijać jedno pytanie: czy równie surowo potraktowalibyśmy ten sam argument, gdyby wspierał naszą stronę?
To sformułowanie jest syntezą przeznaczoną do dalszej redakcji, nie cytatem ze Stanovicha.
Co przyjmuję jako trafne
Przyjmuję jako trafne rozróżnienie między posiadaniem zdolności intelektualnych a faktycznym posługiwaniem się nimi w sposób racjonalny. Człowiek może umieć przeprowadzić poprawne rozumowanie, a jednak nie uruchomić tej umiejętności wtedy, gdy sprawa dotyczy jego tożsamości, przekonań, interesów, pracy lub poczucia własnej wartości.
Trafna jest także obserwacja, że wysoka inteligencja pomaga skuteczniej wtedy, gdy człowiek zostanie wyraźnie wezwany do oddzielenia własnych przekonań od oceny argumentu. W codziennym życiu takiego ostrzeżenia zazwyczaj nie otrzymujemy. Nikt nie mówi nam przed ważną rozmową: „Uważaj, teraz bronisz nie tylko poglądu, lecz również siebie”. Dlatego człowiek może posiadać odpowiednie narzędzia poznawcze, ale nie zauważyć momentu, w którym powinien ich użyć przeciwko własnej pierwszej reakcji.
Roboczo rozumiem racjonalność jako zdolność łączenia faktów, obserwacji i posiadanej wiedzy, aby interpretować zdarzenia przeszłe, rozumieć teraźniejszość i przewidywać możliwe konsekwencje przyszłych działań. Nie utożsamiam jednak tak rozumianej racjonalności z całością ludzkiej inteligencji. Inteligencja obejmuje również wymiar emocjonalny. To on pozwala włączyć poznaną prawdę w życie całego człowieka: jego motywacje, relacje, decyzje i sposób reagowania.
Co uważam za niewykazane
Nie przyjmuję twierdzenia, że inteligencja nie ma znaczenia dla racjonalnego myślenia. Artykuł Stanovicha takiego wniosku nie uzasadnia. Nie pokazuje również, że osoby bardziej inteligentne są zawsze bardziej stronnicze albo że każda obrona własnego stanowiska stanowi przejaw błędu poznawczego.
Nie każda stałość przekonań jest zamknięciem umysłu. Człowiek może pozostawać przy swoim stanowisku dlatego, że ma ku temu dobre racje, a nie dlatego, że odrzuca wszystkie dane przeciwne. Podobnie wewnętrzna spójność światopoglądu jest wartością. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy potrzeba spójności staje się ważniejsza od prawdy i zaczynam dopasowywać każde nowe doświadczenie do wcześniejszych założeń.
Artykuł nie rozstrzyga także relacji między inteligencją emocjonalną a racjonalnością poznawczą. Moje przekonanie, że inteligencja emocjonalna jest najwyższym lub integrującym przejawem inteligencji, pozostaje moją interpretacją filozoficzno-psychologiczną. Nie powinienem przedstawiać jej jako wniosku wynikającego z badań Stanovicha.
Najsilniejszy kontrargument
Moja zasada powolnej zmiany światopoglądu może stać się bardzo wygodnym i inteligentnie zbudowanym systemem obronnym. Mogę każdemu niewygodnemu argumentowi odpowiedzieć, że jest jeszcze zbyt słaby, zbyt pojedynczy, zbyt świeży albo wywołuje zbyt silne emocje. W ten sposób deklarowana rozwaga przestanie chronić mnie przed pochopnością, a zacznie chronić moje przekonania przed możliwością obalenia.
Podobne ryzyko dotyczy poszukiwania synergii. Pragnienie zbudowania spójnego obrazu świata jest wartościowe, ale może prowadzić do usuwania lub reinterpretowania wszystkiego, co do tego obrazu nie pasuje. Być może właśnie sprzeczność, której nie potrafię włączyć w dotychczasowy system, jest najważniejszą informacją, jaką powinienem potraktować poważnie.
Kontrowersyjna jest również moja teza o szczególnej roli inteligencji emocjonalnej. Jeżeli uznam, że wiedza i logika zawsze pełnią funkcję służebną wobec emocji, mogę zatrzeć granicę między uwzględnianiem emocji a oddawaniem im prawa do rozstrzygania o prawdziwości twierdzeń.
Odpowiedź na kontrargument
Przyjmuję ten kontrargument jako poważny. Dlatego sama deklaracja: „zmieniam zdanie powoli” nie wystarczy. W sprawach dla mnie ważnych powinienem jeszcze przed pojawieniem się konfliktu określić, jakie dane, argumenty lub doświadczenia rzeczywiście mogłyby skłonić mnie do korekty. W przeciwnym razie będę przesuwał wymagania za każdym razem, gdy pojawi się dowód przeciwny.
Powolność zmiany powinna oznaczać czas na sprawdzenie argumentu, a nie bezterminowe odkładanie jego oceny. Mogę dać sobie przestrzeń na opadnięcie emocji, zbadanie źródeł i rozmowę z kilkoma osobami. Po tym czasie powinienem wrócić do problemu i jasno powiedzieć, czy nowe dane coś zmieniły.
Emocję traktuję jako ważną informację o mnie: o tym, czego się boję, czego pragnę i czego bronię. Nie traktuję jej jednak jako samodzielnego dowodu na prawdziwość twierdzenia o świecie. Synergia między poznaniem i emocjami nie oznacza, że zawsze mają mówić to samo. Czasem ich konflikt jest konieczny. Rozum może dojść do wniosku, którego emocjonalnie jeszcze nie potrafię przyjąć. Emocje mogą z kolei wskazać, że pozornie logiczna decyzja pomija coś ważnego dla człowieka. Dojrzałość polega na tym, by żadnej ze stron nie uciszyć, ale też żadnej nie oddać całej władzy.
Możliwa nowa teza / wkład własny
Myside bias może ujawniać się nie tylko jako jawna obrona własnej racji, lecz także jako pragnienie zachowania wewnętrznej spójności światopoglądu. Człowiek poszukuje takich interpretacji nowych danych, które dają się połączyć z tym, co wcześniej przyjął. Potrzeba ta ma podwójny charakter: chroni przed chaotycznym zmienianiem poglądów, ale może również sprawić, że żaden fakt nie będzie w stanie naprawdę zakwestionować istniejącego systemu.
Dojrzałość poznawcza wymaga zatem odróżnienia wierności przekonaniom od defensywnego przywiązania do nich. Wierność dopuszcza pytania, sprawdza źródła i potrafi wskazać warunki własnej korekty. Defensywność stale przesuwa te warunki, aby nie dopuścić do zmiany.
W moim przypadku ważnym wskaźnikiem przejścia od poszukiwania prawdy do obrony własnej strony jest wzrost temperatury emocjonalnej: przymus natychmiastowej odpowiedzi, poczucie krzywdy, pogarda wobec drugiego stanowiska, wyjątkowo szybka pewność lub przyjemność z odkrycia argumentu potwierdzającego moje przekonanie. Wtedy potrzebna jest pauza poznawcza: nie porzucenie stanowiska, lecz czasowe zawieszenie wyroku.
Dalsza kwerenda
Doprecyzować relację pojęciową między:
inteligencją poznawczą;
racjonalnością;
inteligencją emocjonalną;
mądrością;
aktywnie otwartym myśleniem.
Zestawić Stanovicha z:
Raymondem Nickersonem — w zakresie nieświadomego budowania sprawy na rzecz własnego przekonania;
Haranem, Ritov i Mellers — w zakresie aktywnie otwartego myślenia i świadomego pozyskiwania większej ilości informacji;
Kahnemanem — w zakresie automatycznych osądów i trudności z uruchamianiem refleksyjnej kontroli;
Golemanem i Grossem — w zakresie wpływu emocji oraz ich regulowania.
Sprawdzić, czy zgromadzona literatura pozwala obronić tezę o inteligencji emocjonalnej jako wymiarze integrującym całą osobę. Na obecnym etapie należy oznaczać ją jako moje stanowisko robocze, a nie jako wynik artykułu Stanovicha.
Opracować prostą procedurę „alarmu poznawczego”:
rozpoznaj pobudzenie;
odłóż wyrok;
sformułuj argument strony przeciwnej;
zapytaj, czy zastosowałbym ten sam standard wobec własnego stanowiska;
wróć do oceny po określonym czasie.
Sformułować warunki, które odróżniają rozsądną stabilność światopoglądu od jego praktycznej niefalsyfikowalności.
Roboczy akapit
Można być człowiekiem bardzo inteligentnym i nadal prowadzić we własnej głowie proces, w którym prokurator, adwokat oraz sędzia reprezentują tę samą stronę. Keith Stanovich i jego współpracownicy pokazują, że wysoka sprawność poznawcza sama nie daje odporności na myside bias — skłonność do łagodniejszego oceniania argumentów zgodnych z własnym stanowiskiem i surowszego traktowania argumentów przeciwnych. Inteligencja dostarcza narzędzi, ale nie decyduje jeszcze, w czyjej sprawie będą pracować.
Dlatego jednym z najważniejszych momentów samopoznania jest chwila, w której zapala się wewnętrzna lampka ostrzegawcza. U mnie może nią być silne poczucie niesprawiedliwości, krytyka czegoś, w co włożyłem dużo pracy, zagrożenie ważnego przekonania, nagła pewność albo przyjemność wynikająca z odnalezienia argumentu po mojej stronie. Nie oznacza to, że wtedy na pewno się mylę. Oznacza jedynie, że jeszcze nie powinienem wydawać wyroku. Warto na chwilę zaciągnąć lejce, pozwolić opaść emocjom i zadać sobie niewygodne pytanie: czy równie surowo oceniłbym ten sam argument, gdyby wspierał stanowisko przeciwne?
Dodatkowe notatki o powiązaniach
Powiązane fiszki i autorzy:
SWT_2013-1 — Stanovich, West, Toplak: myside bias i brak automatycznej ochrony wynikającej z wysokiej inteligencji;
NCK_1998-1 — Nickerson: błąd potwierdzenia i nieświadome budowanie sprawy na rzecz własnych przekonań;
Kahneman: automatyczne osądy, System 1 i trudność uruchomienia refleksyjnej kontroli;
Haran, Ritov, Mellers: aktywnie otwarte myślenie i pozyskiwanie informacji;
Goleman: porwanie emocjonalne i samoświadomość;
Gross: regulacja emocji;
Robson: oczekiwania współtworzące percepcję.
Miejsca w książce:
końcowa część rozdziału 1 — przejście od emocji do pokory poznawczej;
rozdział 2 — odróżnienie danych od interpretacji;
rozdział 4 — pełniejsze omówienie myside bias, błędu potwierdzenia i aktywnie otwartego umysłu;
wstęp do Części I — uzasadnienie idei „świadomości własnej świadomości”.
Metadane pytania 1
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 2
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 3
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 4
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 5
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Status mojego stanowiska
working
Stopień pewności
high
HRM_2013-1 — Otwarty umysł nie czeka biernie. Szuka jeszcze jednej informacji
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
Higher AOT was related to higher persistence in search for information, higher accuracy of estimates and lower overconfidence.
Przekład całego fragmentu
Wyższy poziom aktywnie otwartego myślenia wiązał się z bardziej wytrwałym poszukiwaniem informacji, większą trafnością oszacowań oraz mniejszą nadmierną pewnością siebie.
Lokalizacja w źródle
Strona 198, sekcja 5: General discussion, drugi akapit.
2. Rozumiem fragment
Autorzy badają pojęcie aktywnie otwartego myślenia — actively open-minded thinking, w skrócie AOT. Nie chodzi tu o ogólną deklarację: „jestem człowiekiem otwartym”. AOT oznacza gotowość do konfrontowania własnego, preferowanego przekonania z nowymi dowodami, poświęcenia problemowi dostatecznej ilości czasu oraz poważnego uwzględniania stanowisk innych osób.
W trzech badaniach porównano cztery właściwości mogące wpływać na jakość przewidywania i oszacowań:
– aktywnie otwarte myślenie;
– potrzebę poznania, czyli skłonność do podejmowania wysiłku intelektualnego;
– wytrwałość w realizowaniu długoterminowych celów;
– dążenie do znalezienia najlepszego możliwego rozwiązania zamiast rozwiązania jedynie wystarczającego.
AOT było jedyną spośród tych zmiennych, która statystycznie przewidywała zarówno bardziej wytrwałe poszukiwanie informacji, jak i większą trafność oszacowań. Osoby osiągające wyższe wyniki w AOT częściej zbierały dodatkowe dane przed udzieleniem odpowiedzi. To właśnie dłuższe poszukiwanie informacji w znacznym stopniu wyjaśniało ich lepsze wyniki.
Szczególnie ważne okazało się drugie badanie. Uczestnicy nie mogli w nim sami decydować, ile informacji zbiorą, ponieważ wszystkim udostępniono z góry ustaloną liczbę danych. W tych warunkach AOT przestało przewidywać trafność odpowiedzi. Wynik ten sugeruje, że przewaga aktywnie otwartych myślicieli nie polegała na jakiejś tajemniczej „lepszej jakości umysłu”. Wynikała przede wszystkim z ich zachowania: nie kończyli poszukiwania informacji zbyt wcześnie.
Badanie przyniosło również istotne ostrzeżenie. Większa ilość informacji pomagała wtedy, gdy dostępne dane rzeczywiście wskazywały na bardziej prawdopodobny wynik. Kiedy jednak informacje prowadziły ku przewidywaniu, które ostatecznie okazywało się błędne — na przykład podczas niespodziewanych wyników meczów — silniejsze opieranie się na tych danych mogło obniżać trafność.
AOT nie jest więc magicznym wykrywaczem prawdy. Pomaga szukać informacji i konsekwentnie je wykorzystywać. Nie gwarantuje jednak, że zebrane dane są pełne, wiarygodne, diagnostyczne i właściwie dobrane. Otwarty umysł potrzebuje dobrych źródeł. W przeciwnym razie może po prostu bardzo sumiennie podążać w niewłaściwym kierunku.
Ważne zastrzeżenie
Badania dotyczyły konkretnych zadań oszacowania i prognozowania. Nie badały bezpośrednio sporów religijnych, filozoficznych ani światopoglądowych. Nie należy więc automatycznie przenosić ich wyników na każdy rodzaj przekonania.
AOT było mierzone jako właściwość stylu myślenia. Wyniki wskazują na związek między AOT, poszukiwaniem informacji i trafnością, ale nie uprawniają do twierdzenia, że sama deklarowana „otwartość” powoduje racjonalność.
W badaniu drugim, gdy uczestnikom narzucono ilość dostępnych informacji, AOT nie przewidywało trafności. W badaniu trzecim osoby o wyższym AOT gorzej przewidywały niespodziewane wyniki, jeżeli wcześniej otrzymane dane prowadziły w stronę wyniku bardziej typowego. Trafność sądu zależy więc także od jakości źródeł, wiedzy specjalistycznej, diagnostyczności danych, charakteru problemu i nieprzewidywalności rzeczywistości.
3. Pytania i moje odpowiedzi
1. Kiedy pojawia się w Tobie pierwsza interpretacja czyjegoś zachowania albo jakiegoś argumentu, co zwykle skłania Cię do jej sprawdzenia? Czy masz własny sygnał ostrzegawczy mówiący: „być może za szybko uznałem, że wiem, o co chodzi”?
pierwsza interpretacja czyjegoś postępowania/argumentu pojawia mi się, gdy zobaczę jakiś przejaw emocji u tej osoby, lub poruszy ona temat, lub przeplecze nim swoją argumentację/działanie, temat z którym się wiążą jej emocje (np. temat rodziny, ostatnich zdarzeń, które ja poruszyły, temat światopoglądu, pasji itp. Gdy to co "intymne/osobiste" połączę z tym co suche/fakty/argument/zachowanie , to wtedy pojawia mi sie pierwsza interpretacja.
Skłania mnie to do jej sprawdzenia jeśli sposób poruszania się danej osoby, jej budowa ciała, mimika (cechy zewnętrzne) nie odpowiadają moim obserwacjom/wnioskom. Czy cos wtedy robię? nie , nic nie robię, po prostu obserwuję dalej, zbieram (razej bezwiednie, bez kalkulacji, a odnosząc się jedynie do mojego wrażenia, które jednak już przestaje być "pierwszym wrażeniem" bo zaobserwowałem niuanse asymetrii pomiędzy tym co słyszę/widzę a tym co czuję.
To, że zbyt szybko uznaję, że wiem o co chodzi, to tak jest ... chciałbym powiedzieć: zawsze, ale wiem, że bywa sporo wyjątków. Natomiast powiem: bardzo często. Ja po prostu chodząc przez życie ciągle karmię swoje przeświadczenie, że wiem o co chodzi, a tam gdzie nie wiem, to "udaję", że się tym nie zajmuję i dlatego moge powiedzieć, że ja ciągle wiem o co chodzi. To oczywiście jest trochę pół żartem, pół serio, gdzie połowy nie są tak dokładnie równe i w większości uznałbym to za "serio". Wiele już razy szukałem momentu, aby przynać się przed tym drugim, że zbyt pochopnie wyciągnąłem wnioski. Wiem, widziałem, że było to odświeżające relację, ale tez było to po części manipulacją, bo wiedziałem, że w ten sposób - przyznając się do własnej słabości - kupuję sobie, choćby na chwilę - stronę przeciwną. Czasem zaczynałem prawdziwie wierzyć w swój błąd i wtedy, to nowe stanowisko mojego adwersaża, stawało się moim stanowiskiem.
2. Wcześniej pisałeś, że nie lubisz ciągłego „skakania z kwiatka na kwiatek” i że pewna niechęć do zmiany chroni Twoją wytrwałość. Jak odróżniasz wytrwałość w przekonaniu od zamknięcia na dowody? Po czym poznajesz, że nadszedł czas dalszego trwania, a po czym, że trzeba rozpocząć rewizję stanowiska?
ta, tzw. rewizja własnego przekonania ma duże szanse się zadziać, jeśli wcześniej i to dosłownie wcześniej przemyśluję sobie temat, jeśli w jakiś sposób żyje on w moich myślach. Nazywam to "małym cudem", bo jak dla mnie to jest/było mało prawdopodobne, aby ktokolwiek wiedział o czym się ostatnio zmatwiam/myślę/odkrywam, a to co się dzije na zewnątrz (jakiś nowy dowód, jakaś historia itp.) trafia niejako w punkt tego co się dzieje w mojej głowie. to jest często moment, w którym zaczynam zastanawiać się nad tym, w czym trwam.
Czyli jeśli pojawiają się jakieś nowe dowody to muszą one poruszyć nie tylko mój intelekt, ale i sferę emocjonalną, bo tylko dzięki temu są w stanie troche dłużej przetrwać w mojej głowie. Jest to pierwszy krok do tego, aby mogły zdarzyć się jakieś nowe przemyślenia w danym względzie, jeśli jeszcze do tego zaczną zdarzać sie wspomniane "małe cuda" to to juz może być recepta na nowe ciasto, o nowym smaku.
3. Jak aktywnie otwarte myślenie powinno wyglądać w sprawach religijnych i światopoglądowych? Czy są przekonania, których nie traktujesz jako hipotez podlegających rewizji, lecz jako prawdy wiary? Jak w takim przypadku zachować uczciwość wobec argumentów strony przeciwnej?
z prawdami religinymi/śwaitopoglądowymi jest trochę inaczej. Z całą pewniością żyją tu własnym życiem inteligencja kognitywna i emocjonalna, ale zwłaszcza w sprawach religijnych ponad nimi jest jeszcze wiara. Na chwile obecną uważam ja za cos do czego i jedn ai druga inteligencja dążą i starają się zgłębić. Co do kognitywnej, to w miarę łatwo to wyjaśnić. Najpierw powstaja wierzenia (dzięki objawieniu) a potem (tak słyszymy w nauczaniu wielkich ojców Kościoła) "doszusowuje" rozum. Sprawę emocji należałoby opisać troche inaczej. W wierze nie chodzi o sama wiedzę i przekonania religijne. Tu, w wierze, ponad nią jest jeszcze coś: miłość do Boga. Bez tego afektu, często bardzo silnego inteligencja emocjonalna w świecie religijnym nie potrafi się się rozwijać. Czyli jeśli kocham Boga, to wierzę Jego słowu. To wszystko: i wiara i miłość do Niego stoja ponad jakimkolwiek moim poznaniem. Po prostu staram się oddać Jemu, Bogu swoją wolę, siebie, całą swoją osobę, swoją wiedzę i swoje emocje.
Jako prawdy wiary traktuję Objawienie. Jeśli stron aprzeciwna kontestuje moje prawdy wiary, to tylko potulnie czekam, nie zapalam się , aby walczyć, przekonywać. Tu w tym świecie rządzi wola człowieka. Jeśli nie chce poznać, zrozumieć, rozważyć, to nigdy nie "zrodzi się " wiara, a już nie mówiąc o miłości do Boga. Tym argumento, uważam, trzeba dać się wykrzyczeć, bo może to jest droga do ich weryfikacji i to często nie przeze mnie - i ile nie zostanę zaproszony - ale również przez osobę krzyczącą, ona siebie słyszy i bedzie musiała kiedys sobie na ten krzyk odpowiedzieć, może byc że już w nieco innym doświadczeniu życiowym.
Rozważam argumenty strony przeciwnej, są ciekawe i często poruszają, a wtedy wyruszam w drogę ich badania. Często ulegam zdaniu osób z mojego otoczenia, też wierzących, ale jeśli tylko zobaczę ich słabe strony (mogą być zupełnie na innym polu) to przejmuje inicjatywę w poszukiwaniach prawdy/odpowiedzi.
4. Czy pamiętasz sytuację — bez podawania danych wrażliwych — w której zebranie dodatkowych informacji zmieniło Twoją pierwszą ocenę człowieka, konfliktu albo problemu światopoglądowego? Co było decydującym momentem tej zmiany?
decydującym momentem było zawsze to, że źle taka osobę postrzegałem, źle ja tłumaczyłem i zakładałem samo zło związane z tą osobą. Jeśli tylko znalazłem racjonalny powód takiego, a nie innego postępowania, w mgnieniu oka moje postrzeganie tej osoby się zmieniało, już więcej nie wiedziałem jej minusów, ale więcej plusów, a jeśli nawet czegoś złego doświadczałem od tej osoby, to czekałem, kiedy sytuacja się odmieni, miałem po prostu więcej nadziei i cierpliwości w oczekiwaniu na zmianę.
Co było tym elementem decydującym? Wiedza. Oczywiście , aby mogło dojść do skojarzenia tego co poznaję z przypadkiem, kóry mnie męczy/rozeźla, to musiało zaistnieć mocne emocjonalne zapisanie w mojej głowie przeżyć związanych z tą osoba, czyli te złe doświadczenia musiały zapaść mi w nie tylko pamięć kognitywną, ale i emocjonalną. Wtedy, dzięki temu, gdy zetknąłem się z nową informacja nastąpiło skojarzenie tego co nowe z tym co już istnieje w mojej głowie.
5. Jakie kryteria stosujesz przy ocenie źródeł potrzebnych do „Projektowanych”? Co ma dla Ciebie największe znaczenie: recenzowanie naukowe, metodologia badania, kompetencje autora, zgodność z innymi publikacjami, osobiste doświadczenie, a w kwestiach teologicznych także zgodność z Magisterium? Jak postępujesz, gdy te kryteria prowadzą w różne strony?
recenzowanie, w tym nie koniecznie naukowe. Książka nie pretenduje do naukowej, taka jest jej definicja, a więc liczy się dla mnie każda wypowiedź kto tylko ja przeczyta lub tylko jej fragment, lub nawet jej nie przeczyta,a tylko wypowie swoje uwagi, np. "proszę uważać na ewentualny zarzut synkretyzmu". Kolejnym ważnym czynnikiem jest zagłębienie się w swoje prywatne doświadczenia. Wywołanie nastroju/odpoczynek/wyspanie/pozytywny nastrój, dzięki którym prywatne doświadczenie może dać o sobie znać lub łatwiej się wydobywać ze mnie.
W różne strony: tak było np. z cenzorem. To wtedy na powierzchnię wypływa prywatne doświadczenie, ono jest jednk bardziej wiążące niż czyjaś recenzja. Wtedy też pamiętam, zacząłem bardziej okopywać się na własnym stanowisku poprzez przeczytanie pracy doktorskiej poświęconej mojemu stanowisku. Przeczytaniu jeszcze 2 innych książek na ten temat; zapytanie się innych osób co o tym sądzą; próba przedstawienie tego problemu kompletnym laikom i obserwacja samego siebie: jak mi idzie mówienie o tym problemie.
4. Moje stanowisko
Moje stanowisko i uzasadnienie
W sprawach religijnych nie rozpoczynam każdego rozumowania od całkowitego zawieszenia wiary. Nie traktuję Objawienia jak hipotezy, która ma taką samą rangę jak każda konkurencyjna propozycja światopoglądowa. Ufam Bogu i przyjmuję Jego słowo. Wiara jest dla mnie odpowiedzią całej osoby: rozumu, emocji, woli oraz miłości.
Jednocześnie nie utożsamiam Boga ani Objawienia z własnym sposobem ich rozumienia. Moje interpretacje, argumenty apologetyczne, wybory źródeł i sądy o nauce mogą być błędne. Dlatego aktywnie otwarte myślenie w wierze polega przede wszystkim na gotowości do oczyszczania własnego rozumienia.
Argument strony przeciwnej nie musi od razu powodować, że odrzucę prawdę wiary. Może jednak ujawnić, że:
posługiwałem się słabym argumentem;
niewłaściwie zrozumiałem stanowisko przeciwnika;
nadałem prywatnej opinii rangę nauczania Kościoła;
nie odróżniłem danych naukowych od ich filozoficznej interpretacji;
broniłem poprawnej tezy w niewłaściwy, agresywny albo niesprawiedliwy sposób.
W takich przypadkach sprzeciw drugiej osoby może stać się pomocą. Nie zabiera mi wiary. Odbiera mi jedynie wyjaśnienie, które nie było wystarczająco dobre.
Nie chcę zatem wybierać między wiernością a otwartością. Wierność określa kierunek mojego poszukiwania. Otwartość chroni mnie przed pomyleniem Boga z własnym obrazem Boga, Objawienia z własną interpretacją oraz prawdy z argumentem, do którego zdążyłem się przywiązać.
Co pozostawiam otwarte
Muszę jeszcze dokładniej rozróżnić:
treść Objawienia;
dogmaty i inne formy nauczania Magisterium;
interpretacje teologiczne;
modele filozoficzne;
argumenty apologetyczne;
moje osobiste rozumienie i doświadczenie wiary.
Nie każde przekonanie, które wiążę z religią, jest automatycznie prawdą objawioną. Niektóre mogą pochodzić z wychowania, prywatnej lektury, określonej szkoły teologicznej, przywiązania do autora albo osobistego doświadczenia. Otwartość wymaga ustalenia statusu każdego z tych przekonań.
Pozostawiam otwarte pytanie, jak dokładnie współpracują w akcie wiary rozum, emocje, wola, łaska i miłość do Boga. Moja intuicja mówi, że wiara obejmuje całą osobę. Potrzebuję jednak źródeł teologicznych, aby nie opisać tej relacji zbyt psychologicznie albo zbyt schematycznie.
Nadal muszę rozpoznać, kiedy cierpliwe milczenie wobec przeciwnika jest dojrzałością, a kiedy staje się unikaniem trudnego pytania. Czasem rozmówca rzeczywiście potrzebuje przestrzeni. Innym razem moje milczenie może oznaczać, że nie potrafię odpowiedzieć i nie chcę się do tego przyznać.
Otwarte pozostaje również pytanie, gdzie kończy się uczciwe zakorzenienie w wierze, a zaczyna system odporny na każdą możliwą korektę. Rozróżnienie między Objawieniem a własną interpretacją jest konieczne, ale nie może służyć jako automatyczna osłona przed każdym niewygodnym argumentem.
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
Fiszka zostanie wykorzystana w rozdziale 2 po wprowadzeniu rozróżnienia między faktem a interpretacją. Ma uzasadnić praktyczną zasadę, że pierwsza wersja wydarzeń jest hipotezą roboczą, a nie gotowym wyrokiem. Zanim uznamy ją za prawdziwą, warto poszukać informacji, które mogą ją potwierdzić lub osłabić, oraz poważnie rozważyć przynajmniej jedno alternatywne wyjaśnienie.
Wyniki Harana, Ritov i Mellers pozwalają przejść od opisu błędu potwierdzenia do praktycznej metody ograniczania jego skutków. Nickerson i Stanovich pokazują, dlaczego bronimy własnej interpretacji; ta fiszka pokazuje, co można zrobić: nie kończyć poszukiwania danych w chwili znalezienia pierwszej informacji pasującej do naszej tezy.
Trzeba jednak zachować zawarte w badaniu ograniczenie: większa ilość informacji poprawia osąd tylko wtedy, gdy informacje są rzetelne i mają rzeczywistą wartość dla rozstrzyganego problemu. Nie chodzi o nieskończone czytanie wszystkiego, lecz o dostatecznie szeroką i uczciwą kwerendę.
Słowa kluczowe
aktywnie otwarte myślenie
AOT
poszukiwanie informacji
pierwsza interpretacja
alternatywne wyjaśnienia
jakość źródeł
trafność osądów
kalibracja
nadmierna pewność siebie
rewizja przekonań
fakty i interpretacje
rozdział 2
Teza autora
Aktywnie otwarte myślenie wiąże się z większą trafnością oszacowań przede wszystkim dlatego, że skłania człowieka do bardziej wytrwałego poszukiwania relewantnych informacji przed sformułowaniem odpowiedzi. Przewaga ta zanika, gdy badany nie może sam zdecydować, ile informacji zgromadzi. Nie jest też bezwarunkowa: gdy dostępne informacje są mylące albo nie odzwierciedlają niespodziewanego wyniku, konsekwentne kierowanie się nimi może pogorszyć trafność przewidywania.
Tok rozumowania autora
Błędy w przewidywaniu często wynikają z zatrzymywania się przy pierwszej odpowiedzi i zbyt krótkiego poszukiwania informacji.
Autorzy porównują cztery właściwości: AOT, potrzebę poznania, wytrwałość oraz maksymalizowanie.
W pierwszym badaniu AOT jako jedyna zmienna przewiduje zarówno dłuższe poszukiwanie informacji, jak i lepsze wyniki.
Analiza mediacji pokazuje, że lepsze wyniki są w znacznym stopniu związane z większą ilością zgromadzonych danych.
W drugim badaniu uczestnicy otrzymują z góry ustaloną ilość informacji. AOT przestaje wtedy przewidywać trafność.
W trzecim badaniu AOT pomaga, gdy informacje trafnie wskazują najbardziej prawdopodobny wynik. Gdy dochodzi do niespodziewanego rezultatu, silniejsze oparcie na danych może zaszkodzić.
Wniosek: AOT zwiększa szansę trafnego osądu głównie przez bardziej wytrwałe poszukiwanie informacji, lecz jego skuteczność zależy od jakości i wartości predykcyjnej danych.
Założenia jawne i ukryte
Autorzy zakładają, że jakość osądu można częściowo mierzyć jego zgodnością z później ustalonym wynikiem. Przyjmują również, że skala AOT trafnie mierzy gotowość do konfrontowania własnych przekonań z nowymi informacjami.
Założeniem normatywnym jest przekonanie, że człowiek powinien poświęcić problemowi dostatecznie dużo czasu, rozważać dowody sprzeczne z jego pierwszą odpowiedzią i uwzględniać opinie innych. Jednocześnie autorzy nie zakładają, że każda dodatkowa informacja jest wartościowa. Korzyść z otwartości zależy od tego, czy dostępne dane rzeczywiście pozostają związane z prawidłowym rozstrzygnięciem.
Pojęcia wymagające doprecyzowania
– aktywnie otwarte myślenie — AOT;
– poszukiwanie i pozyskiwanie informacji;
– trafność oszacowania;
– kalibracja pewności;
– nadmierna pewność siebie;
– spójność przewidywania z dostępnymi danymi;
– informacja predykcyjna i informacja myląca;
– potrzeba poznania;
– wytrwałość — grit;
– maksymalizowanie i wybór rozwiązania wystarczającego.
Kontekst i życzliwa interpretacja
Artykuł nie jest pochwałą niekończącego się zbierania danych ani pozostawania bez własnego stanowiska. Autorzy pytają o konkretny mechanizm, dzięki któremu pewne osoby dokonują trafniejszych oszacowań.
Najsilniejsza interpretacja ich stanowiska brzmi: aktywnie otwarty człowiek nie jest kimś, kto w nic nie wierzy albo ciągle zmienia zdanie. Jest kimś, kto nie uznaje pierwszej odpowiedzi za ostateczną, zanim nie zgromadzi dostatecznej ilości informacji. Jego przewaga ma charakter praktyczny: dłużej szuka, sprawdza alternatywy i rzadziej zamyka kwerendę w chwili znalezienia wygodnego potwierdzenia.
Autorzy sami ograniczają zakres swojej tezy, pokazując sytuacje, w których dane mogą prowadzić do błędnego przewidywania. Dzięki temu ich stanowisko nie zamienia AOT w kolejną prostą receptę na nieomylność.
Znaczenie dla problemu badawczego
Fiszka wnosi do rozdziału 2 pozytywny odpowiednik opisanych wcześniej błędów poznawczych. Samo uświadomienie sobie istnienia efektu potwierdzenia nie mówi jeszcze, co człowiek ma zrobić. AOT wskazuje konkretną praktykę: zatrzymać pierwszą interpretację, wydłużyć poszukiwanie informacji, dopuścić możliwość błędu i rozważyć dane pochodzące z innej strony sporu.
Jest to szczególnie ważne dla całej książki „Projektowani”. Czytelnik będzie później oceniał argumenty kosmologiczne, biologiczne, filozoficzne i teologiczne. Nie powinien ani automatycznie przyjmować argumentu zgodnego z własnym światopoglądem, ani odrzucać go tylko dlatego, że pochodzi z obcego obozu.
Fiszka wprowadza zarazem ważne ograniczenie: otwartość umysłu musi iść w parze z krytyką źródeł. Więcej materiału nie zawsze oznacza więcej prawdy.
Co przyjmuję jako trafne
Przyjmuję, że pierwsza interpretacja powinna zachować status hipotezy roboczej, nawet wtedy, gdy towarzyszy jej mocne poczucie pewności. To, że coś wydaje mi się oczywiste, nie oznacza jeszcze, że właściwie odczytałem człowieka, wydarzenie albo argument.
Za trafne uznaję rozumienie aktywnie otwartego myślenia jako konkretnej postawy i praktyki. Oznacza ono gotowość do dalszego poszukiwania informacji, uwzględniania danych niewygodnych dla własnego stanowiska oraz poważnego rozważania racji innych osób. Nie jest deklaracją: „nie mam żadnych przekonań”. Nie oznacza również obowiązku ciągłego zmieniania zdania. Badanie Harana, Ritov i Mellers dotyczyło konkretnych zadań prognostycznych, ale dobrze pokazuje praktyczny mechanizm: osoby bardziej otwarte nie kończyły poszukiwania na pierwszej odpowiedzi, która wydawała się wystarczająca.
W sprawach religijnych otwartość rozumiem inaczej niż zawieszenie wiary. Objawienia nie traktuję jako jednej z wielu równorzędnych hipotez światopoglądowych. Przyjmuję je wiarą jako słowo Boga. Jednocześnie wiem, że moje rozumienie Objawienia, sposób wyrażania prawd wiary, wybór argumentów apologetycznych oraz ocena konkretnych stanowisk teologicznych pozostają ludzkie i mogą wymagać korekty.
Wiara angażuje według mnie całą osobę. Rozum szuka zrozumienia tego, co zostało przyjęte w wierze. Emocje sprawiają, że prawdy religijne nie pozostają zimnymi formułami. Wola pozwala powierzyć siebie Bogu. Szczególną rolę odgrywa miłość do Boga. Bez niej wiedza religijna może pozostać zewnętrzna, poprawna na poziomie definicji, lecz nieprzemieniająca życia.
Przyjmuję również, że argument przeciwnika należy pozwolić wypowiedzieć do końca. Nie muszę natychmiast przerywać, przekonywać ani zwyciężać. Człowiek, który wypowiada swój sprzeciw, sam słyszy własne racje. Czasem dopiero po jakimś czasie, w innym doświadczeniu życiowym, wraca do nich i zaczyna je ponownie oceniać. Moje zadanie nie zawsze polega na natychmiastowej odpowiedzi. Niekiedy powinienem najpierw słuchać.
Co uważam za niewykazane
Nie przyjmuję założenia, że autentycznie otwarty człowiek musi traktować wszystkie swoje przekonania jako jednakowo prowizoryczne. Prawda wiary, opinia teologiczna, hipoteza naukowa, argument filozoficzny i prywatna intuicja nie mają tego samego statusu epistemicznego.
Nie zgadzam się również z poglądem, że wierność Objawieniu oznacza zgodę na każdą własną interpretację religijną. Mogę być wierny Bogu, a zarazem błędnie rozumieć tekst biblijny, dokument Kościoła, zdanie teologa albo znaczenie danych naukowych. Nieomylność Objawienia nie przechodzi automatycznie na moje prywatne rozumowanie.
Nie uważam, że silne uczucie religijne samo potwierdza prawdziwość określonego sądu. Miłość do Boga może otwierać na zaufanie, modlitwę i posłuszeństwo. Emocjonalna intensywność może jednak również wzmacniać efekt potwierdzenia. Człowiek łatwo uznaje za głos Boga to, co odpowiada jego pragnieniom, lękom albo przyjętemu wcześniej obrazowi świata.
Nie przyjmuję też, że niewiara albo sprzeciw religijny zawsze wynikają ze złej woli czy świadomej odmowy poznania. Nie mam dostępu do wnętrza drugiego człowieka. Mogę oceniać jego argument, ale nie powinienem pochopnie wyrokować o jego motywacji, otwartości na łaskę czy osobistej relacji z Bogiem.
Nie wystarcza także stwierdzenie: „pozwolę przeciwnikowi się wykrzyczeć”. Takie sformułowanie może zabrzmieć protekcjonalnie, jakby moja racja była już oczywista, a druga osoba potrzebowała jedynie emocjonalnego rozładowania. Lepiej powiedzieć:
Pozwolę mu wypowiedzieć argument do końca, zanim zdecyduję, że go rozumiem i potrafię na niego odpowiedzieć.
Najsilniejszy kontrargument
Najsilniejszy kontrargument brzmi: moje rozróżnienie może być bardzo wygodnym systemem obronnym.
Mogę powiedzieć, że Objawienie nie podlega rewizji, a kiedy przeciwnik przedstawi mocny argument, przenieść problem do kategorii „moja niedoskonała interpretacja”. Dzięki temu żaden argument nie będzie w stanie dotknąć samego rdzenia mojego przekonania. W praktyce moja wiara może stać się całkowicie odporna na racjonalną kontrolę.
Dodatkowo stwierdzenie, że wiara i miłość do Boga stoją ponad moim poznaniem, może zostać odczytane jako przyznanie emocjonalnemu przywiązaniu pierwszeństwa przed dowodami. Mogę uznawać określone twierdzenie za prawdziwe dlatego, że jest dla mnie święte, pocieszające i związane z najważniejszą relacją mojego życia.
Także moja postawa wobec przeciwnika może kryć niebezpieczeństwo. Mówiąc, że pozwalam mu „się wykrzyczeć”, mogę w rzeczywistości nie słuchać jego argumentu. Mogę jedynie spokojnie czekać, aż skończy, zachowując przeświadczenie, że problem znajduje się w jego woli, emocjach albo braku gotowości na wiarę.
Wreszcie moje przekonanie, że osobiste doświadczenie bywa bardziej wiążące niż recenzja zewnętrzna, może wzmacniać stronniczość po mojej stronie. Kiedy krytyka mi odpowiada, uznam ją za cenną. Kiedy dotyka fundamentu mojego stanowiska, mogę wrócić do własnego doświadczenia i potraktować je jako ostateczne rozstrzygnięcie.
Odpowiedź na kontrargument
Przyjmuję ten zarzut jako poważny. Rozróżnienie Objawienia od mojej interpretacji nie może być używane dowolnie. Muszę za każdym razem wskazać, na jakiej podstawie nazywam dane twierdzenie prawdą wiary: czy wynika ono z Pisma i Tradycji oraz zostało autentycznie wyjaśnione przez Magisterium, czy jest opinią teologa, modelem apologetycznym albo moim własnym wnioskiem.
Dlatego w książce potrzebuję konsekwentnie rozdzielać:
„Kościół naucza”
„ten teolog uważa”
„zwolennicy tej teorii argumentują”
„ja skłaniam się ku stanowisku”
„na obecnym etapie nie wiem”.
Wiara nie może pełnić funkcji zakazu myślenia. Przekracza sam rozum, ale nie pozwala mi świadomie akceptować sprzeczności, nierzetelności źródłowej ani fałszu. Miłość do Boga nadaje poszukiwaniu kierunek i egzystencjalną wagę. Nie jest metodą ustalania wyników badań naukowych ani automatycznym potwierdzeniem mojej egzegezy.
Nie powinienem również diagnozować wnętrza przeciwnika. Mogę powiedzieć, że jego argument mnie nie przekonuje. Nie powinienem bez wystarczających podstaw mówić, że nie chce on poznać prawdy. Uczciwsze jest pytanie:
„Co dokładnie sprawia, że odrzucasz moje stanowisko?”
oraz:
„Która część mojego rozumowania wydaje Ci się najsłabsza?”
Emocjonalne poruszenie traktuję jako sygnał znaczenia, a nie jako dowód prawdziwości. Osobiste doświadczenie jest ważnym materiałem dla mojego stanowiska i mojego stylu pisania. Nie jest jednak ostatecznym kryterium w każdej dziedzinie. Twierdzenie naukowe wymaga źródeł naukowych, twierdzenie o nauczaniu Kościoła — źródeł Magisterium, a osobiste doświadczenie może pokazać, co dana prawda znaczy dla mnie.
Możliwa nowa teza / wkład własny
Moim wkładem jest rozróżnienie dwóch rodzajów otwartości.
Pierwsza dotyczy przekonań, które mają charakter hipotez, interpretacji i sądów roboczych. Tutaj otwartość oznacza gotowość do zmiany stanowiska pod wpływem nowych danych.
Druga dotyczy wiary. Nie polega ona na codziennym zawieszaniu zaufania do Boga. Polega na gotowości do oczyszczania własnego rozumienia tego, co przyjmuję w wierze.
Tezę można zapisać następująco:
Aktywnie otwarte myślenie w sprawach religijnych nie wymaga traktowania Objawienia jako tymczasowej hipotezy. Wymaga natomiast gotowości do korygowania własnej interpretacji Objawienia, sposobu argumentowania oraz postawy wobec człowieka, który myśli inaczej.
Drugim elementem mojego wkładu jest ujęcie wiary jako rzeczywistości angażującej całą osobę:
Wiara nie jest wyłącznie operacją intelektualną. Rozum szuka zrozumienia, emocje nadają przeżyciu znaczenie, wola odpowiada decyzją, a miłość kieruje osobę ku Bogu. Żaden z tych wymiarów nie powinien jednak samodzielnie przejmować całej funkcji poznawczej.
Trzecia teza dotyczy argumentów strony przeciwnej:
Kontrargument może nie zmienić przedmiotu mojej wiary, a jednak może zmienić sposób, w jaki ją rozumiem, uzasadniam i przeżywam. Wtedy nie jest zagrożeniem, lecz narzędziem oczyszczenia.
Dalsza kwerenda
Opracować klasyczne rozróżnienie między fides quae — treścią wiary — oraz fides qua — osobistym aktem wiary.
Uzupełnić źródła dotyczące relacji wiary i rozumu, szczególnie odpowiednie fragmenty Fides et ratio.
Sprawdzić w źródłach kościelnych relację między Objawieniem, Tradycją, Pismem Świętym i Magisterium. Pozwoli to ustalić, kiedy autor może napisać „prawda wiary”, a kiedy powinien użyć określenia „moja interpretacja”.
Opracować krótką hierarchię statusów twierdzeń używanych w książce:
dogmat lub prawda wiary;
inne nauczanie Magisterium;
opinia teologiczna;
argument filozoficzny;
model apologetyczny;
hipoteza naukowa;
stanowisko autora.
Sprawdzić teologiczne źródła dotyczące współpracy łaski i wolności człowieka. Należy uniknąć sprowadzenia narodzin wiary wyłącznie do dobrej woli, intelektualnej otwartości albo emocjonalnej podatności.
Opracować dla rozdziału 2 prostą procedurę badania własnych przekonań religijnych:
Co dokładnie twierdzę?
Jaki status ma to twierdzenie?
Z jakiego źródła pochodzi?
Co jest w nim prawdą wiary, a co moją interpretacją?
Czy kontrargument dotyka rdzenia wiary, czy jedynie mojego uzasadnienia?
Zachować Twoją myśl o pozwoleniu przeciwnikowi na pełne wypowiedzenie sprzeciwu, ale zastąpić obraz „wykrzyczenia się” bardziej partnerskim sformułowaniem.
Roboczy akapit
Nie traktuję Objawienia jak jednej z wielu hipotez, które każdego ranka ustawiam na linii startu. Wierzę Bogu. Ta wiara angażuje mój rozum, emocje, wolę i miłość. Nie chcę jednak mylić Boga z własnym obrazem Boga ani Objawienia z tym, co akurat zdołałem z niego zrozumieć.
Dlatego argument człowieka niewierzącego może być dla mnie ważny. Nie musi odebrać mi wiary. Może za to obnażyć słabość mojego rozumowania, nieznajomość źródła albo zdanie, które powtarzałem od lat, nigdy go porządnie nie sprawdzając.
Czasem najuczciwsza odpowiedź brzmi:
— Wierzę, że to jest prawda. Widzę jednak, że nie potrafię jeszcze dobrze wyjaśnić dlaczego.
Takie zdanie nie jest kapitulacją. Jest początkiem pracy.
Nie muszę natychmiast przerywać rozmówcy i bronić każdego fragmentu swojego światopoglądu. Najpierw chcę usłyszeć jego argument do końca. Może się okazać słaby. Może wynikać z bolesnego doświadczenia. Może też trafić dokładnie w miejsce, w którym moje własne przekonania były wygodne, lecz niedopracowane.
Wiara szuka zrozumienia. Jeżeli przestaje szukać, łatwo pomylić wierność z lękiem przed pytaniem.
Dodatkowe notatki o powiązaniach
Uriel Haran, Ilana Ritov i Barbara A. Mellers — aktywnie otwarte myślenie, poszukiwanie dodatkowych informacji oraz ograniczenia AOT.
Raymond S. Nickerson — efekt potwierdzenia i nieświadome budowanie argumentacji na rzecz wcześniej przyjętej tezy.
Keith E. Stanovich, Richard F. West i Maggie E. Toplak — myside bias oraz możliwość inteligentnego bronienia własnej strony bez uczciwego rozważenia strony przeciwnej.
Daniel Kahneman — szybkie sądy, pierwsza spójna opowieść i nadmierna pewność.
Jan Paweł II, Fides et ratio — relacja wiary i rozumu; konieczne źródło dla teologicznego rozwinięcia osobistej intuicji autora.
Miejsce w książce: Część I, rozdział 2, po omówieniu pierwszej interpretacji i aktywnie otwartego myślenia. Fragment będzie przygotowywał czytelnika do późniejszych sporów kosmologicznych, biologicznych i teologicznych.
Metadane pytania 1
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 2
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 3
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 4
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 5
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Status mojego stanowiska
working
Stopień pewności
high
KAH-2011_1 — Nie wszystko, co myślę, powstaje świadomie. Milcząca praca umysłu
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
„Większość myśli i wrażeń pojawia się w świadomości, choć nie masz pojęcia, skąd się wzięły”.
Kahneman wyjaśnia dalej, że umysł wykonuje poza naszą bezpośrednią świadomością pracę, z której rodzą się wrażenia, domysły oraz liczne decyzje. Zaznacza zarazem, że intuicja zazwyczaj działa użytecznie, lecz nie jest nieomylna. Człowiek może być bardzo pewny własnego sądu także wtedy, gdy sąd ten jest błędny.
Lokalizacja w źródle
Wprowadzenie, fragment znajdujący się po omówieniu efektu halo, przed śródtytułem „Początki”.
W pliku znajdującym się w repozytorium jest to około s. 10–11 dokumentu PDF.
2. Rozumiem fragment
Kahneman zwraca uwagę na coś, czego zwykle nie zauważamy. Przeżywamy własne myśli, oceny i odczucia jako coś oczywistego. Pojawiają się w naszej świadomości, więc łatwo uznać, że świadomie je wypracowaliśmy. Tymczasem bardzo często otrzymujemy jedynie gotowy wynik pracy wykonanej wcześniej przez umysł. Nie potrafimy dokładnie powiedzieć, dlaczego rozpoznaliśmy irytację w głosie drugiego człowieka, skąd pojawiło się pierwsze wrażenie ani dlaczego określoną sytuację natychmiast uznaliśmy za groźną, przyjazną lub podejrzaną.
Nie oznacza to, że automatyczne procesy umysłowe są złe. Bez nich nie poradzilibyśmy sobie w codziennym życiu. Pozwalają szybko rozpoznawać twarze, wychwytywać emocje, reagować na niebezpieczeństwo i orientować się w otoczeniu. Problem pojawia się wtedy, gdy sam fakt pojawienia się jakiegoś przekonania traktujemy jako wystarczające uzasadnienie jego prawdziwości. Myśl może być moja i może wydawać się oczywista, a mimo to może być błędna.
Świadomość automatycznego działania umysłu nie daje człowiekowi pełnej kontroli nad własnymi reakcjami. Daje jednak możliwość zatrzymania się. Między pierwszym wrażeniem a wypowiedzianym słowem może pojawić się pytanie: „Dlaczego właśnie tak to odebrałem?”. Ta niewielka przestrzeń refleksji ma ogromne znaczenie. Nie usuwa emocji ani intuicji, ale pozwala zdecydować, czy należy za nimi natychmiast podążyć.
Ważne zastrzeżenie
Z faktu, że liczne procesy umysłowe przebiegają automatycznie, nie wynika, że wszystkie są błędne albo niewiarygodne. Kahneman podkreśla, że intuicyjne oceny w codziennym życiu najczęściej okazują się użyteczne. Świadoma refleksja również nie gwarantuje prawdy. Może racjonalizować wcześniejszy sąd i dostarczać mu pozornie logicznych uzasadnień. Celem nie jest więc odrzucenie intuicji, lecz nauczenie się rozpoznawania sytuacji, w których wymaga ona sprawdzenia.
3. Pytania i moje odpowiedzi
1. Czy myśl, której świadomie nie wytworzyłeś, nadal jest w pełni „Twoją” myślą? Wcześniej podkreślałeś, że emocje nie są kimś obcym, ponieważ nadal należą do Ciebie. Czy podobnie traktujesz automatyczne myśli, skojarzenia i pierwsze oceny? A może rozróżniasz pomiędzy tym, co pojawia się w Tobie, a tym, z czym świadomie się utożsamiasz?
zastanawiam się nad uczynkami w tzw. "afekcie". Prawo nie pozwala za nie karać, podobnie jak za uczynki świadomie popełnione. a więc morderstwo w tzw. afekcie nie jest do końca morderstwem, to tak jakby ono było czymś obcym dla podmiotu je popełniającego. To tak, jakbym "ja", ja się staję dopiero kiedy dojdzie do połączenia sfery kognitywnej ze sferą emocjonalną, czyli z tego prosty wniosek, że gdy działam pod wpływem impulsu emocjonalnego to nie jestem w pełni soba, a więc, to nie jestem ja.
Emocje należą do mnie, są moje, to prawda. Na te emocje składa się tak wiele rzeczy, że ktoś mógłby równie dobrze twierdzić, że emocje są kimś/czymś obcym dla podmiotu. Ma na nie wpływ w jaki się wychowywałeś, kim była/jest twoja matka, w jakiej dzielnicy żyłeś, w jkich czasach, w jakiej kulturze, państwie, jakiego używałes języka. Pomimo tego wszystkiego uważam, że moje emocje to ciągle ja. Dlaczego? Bo jestem "w potencji", jestem w możności, aby nad nimi "zapanować", choć teoretycznie nigdy to nie jest możliwe. Samo ich sobie uświadamianie już jest pewnego rodzaju ich stymulacją, kreowaniem lub próbą na nie wpłynięcia. Myślę, to jest głównym czynnikiem stanowiącym o ich subiektywności/indywidualności/ osobistej przynależności. Jeśli mam taką możliwość - stymulowania ich - a z tej możliwości nie korzystam, to jest moja wina w tym, że im uległem lub im folgowałem, czyli świadomie dałem im przystęp do siebie. To nic, że zmierzenie się z nimi (z emocjami) to nierówna walka, ale nie musi to być "walka", bo równie dobrze może to być wyuczone kognitywne stymulowanie - bynajmniej takim może się ono nam wydawać, ale to już jest pierwszy mały sukces.
To faktycznie są dwie różne sprawy: to co się we mnie pojawia, a to z czym się świadomie utożsamiam, przy czym to drugie ma dla mnie zdecydowanie dużo większą wartość.
2. Co dla Ciebie oznacza „panowanie” nad własnym umysłem? Czy chodzi o kontrolę, modelowanie, wychowanie własnych reakcji, czy raczej o coraz dojrzalszą współpracę z tym, co pojawia się spontanicznie? Gdzie przebiega granica pomiędzy zdrową regulacją a próbą tłumienia żywej części samego siebie?
raczej o coraz dojrzalszą współpracę z tym, co pojawia się spontanicznie. Granica przebiega w miejscu, które nazywam dobre samopoczucie, dobrze mi z soba samym, czuję wewnętrzny pokój i zadowolenie. Jeśli nadmiernie/za bardzo stymuluję swoje myśli, to wytwarza się poczucie pewnego rodzaju sztuczności, niepokoju, przymuszania się do czegoś, czego tak na prawdę nie chcę. W tych momentach łatwo tłumaczę to sobie, że to zapewne jeszcze nie ta chwila, abym przyjąć takie, a takie założenia w swoim życiu, przejął się taką a taką prawdą. Po prostu nie dojrzałem jeszcze do tego. Może kiedyś ta myśl/prawda stanie się moją, ale jeszcze nie teraz. Czyli mówiąc praktycznie: w mgnieniu oka staram się sobie wyobrazić siebie w postępowaniu zgodnym z tą a tą prawdą/myślą i to co te myśli ze mną robią. Fakt, że jest to zależne od danego momentu: czy jestem w pośpiechu, wyspany, najedzony, w dobrej relacji z soba samym i innymi wokół mnie, czy nic mnie nie boli (takie fizyczne i psychiczne względy), ale to nic, po prostu to robię, bo dana myśl wytworzyła wspomniane odczucia tu i teraz. Nie da się ich zapamiętać i odtworzyć kiedy indziej, kiedy wspomniane względy fizyczne i psychiczne będą w akceptowalnym komforcie. Jest to miejsce dla potencjalnego błędu, ale o to nie dbam. To tak, jak dopuszcza się, abyśmy mieli kontakt z niektórymi zaraskami, bakteriami, bo czynienie sobie świata sztucznie sterylnym, wytworzy w nas anomalia.
3. Przypomnij sobie sytuację, w której najpierw „wiedziałeś”, co ktoś miał na myśli, a dopiero później okazało się, że się myliłeś. Co wtedy stworzyło Twoją pierwszą interpretację: ton głosu, wcześniejszy konflikt, zmęczenie, lęk, doświadczenie z podobną osobą? Po czym mogłeś poznać, że Twój filtr właśnie zaczyna dopowiadać rzeczywistość?
Co wtedy stworzyło moją pierwszą interpretację? Moje pierwotne założenia, z którymi wchodziłem w kontakt z daną osoba. Przypuśćmy że to wydał mi się mój znajomy, na pierwszy rzut oka, to był on, a więc na pierwsze słowa tej osoby zareagowałem ochoczo, z empatią. Natomist po chwili, gdy się zorientowałem o swojej pomyłce, wycofanie bbyło wręcz radykalne, na przeciwległy biegun. Może nie od razu, że to jest mój wróg, ale gdzieś blisko tego miejsca. i podobnie jest z pozytywna myślą o danej idei, czy osobie. Jeśli z początku była pozytywna, a po czasie okazała się być wręcz przciwna, to już nie zaczyna ona z punktu , nazwijmy go , punktu neutralnego (jeśli kiedykolwiek taki istniał/istnieje, bo przecież ka wszystko i w każdym czasie wchodzi z pewnym "ja" konkretnie zabarwiony dla każdej minuty swojego życia), alejest to sporo poniżej tego go punktu. Czuję się delikatnie zagrożony, że ktoś mógł poznać moje prawdziwe ja i wykorzystać mechanizm pozytywnej reacji na osobę/myśl, tylko po to, aby przemycić do mnie/we mnie ideę/osobę. A więc jest ździebko niepokoju w takiej sytuacji. Na ratunek wtedy przychodzi zimny umysł i poraża ta sytuacje eliksirem spokoju, równowagi, bynajmniej takim każe siebie sobie i innym przedstawiać, taką każe założyć "maskę". Ta są ułamki sekundy, ale gdyby takie coś miało miejsce często lub nieustannie, ten objaw niepokoju byłby widoczny a nawet porażający/ każący mi zastygnąć w bezruchu fizycznym i psychicznym.
Zaczynam dostrzegać/ odczuwać działanie mojego filtra wtedy, gdy dostrzegam przejwy kłamstwa, jakiejś niespójności, w słowach, działaniu danej idei/myśli/osoby. Wtedy staram się szybko "włączyć reset", ale zarazem przejść w "mode" alertu, gdzie zawęża się wszystko, nie działają wszystkie "podzespoły", a tylko najbardziej podstawowe. Do każdej idei/myśli/człowieka podchodzę w sposób idealistyczny: jest wspaniały, ubogacający idealny dla mnie. Jeśli tylko dostrzegę niespójność/ kłamstwo/ jakieś delikatne odchylenie od tego idealnego wzorca zaczynam uświadamiać sobie, że niepotrzebnie lub potrzebnie (nie ważne to jest w tym momencie, aby to oceniać pod względem dobra i zła) ale że nałożyłem filtr. Ogólnie wiem, zdaję sobie sprawę, że ciągle gdzieś podświadomie szukam osoby kochającej bezwzględnie, prawdy idealne dla mnie oraz dla wszystkich ludzi. To są nierealne pragnienia, ale zdaje mi się, że wszyscy je mamy i gdy widzimy małe braki pod tym względem w rzeczywistości płynącej wokól nas/mnie, to coraz częściej świadomie (może ze względu na wiek) dostrzegam nakładany przez siebie idealny wzorzec.
4. Kiedy trwanie przy własnym światopoglądzie jest wytrwałością, a kiedy staje się obroną poglądu tylko dlatego, że jest własny? Sam pisałeś, że niechęć do zmian może być bezpiecznikiem chroniącym przed skakaniem „z kwiatka na kwiatek”. Jakie wydarzenie, argument albo rodzaj dowodu powinien jednak uruchomić ponowne badanie własnego przekonania?
ponowne badanie tego tematu zwykle uruchamia złożenie się wielu rzeczy/spraw w tym samym momencie. Czynnikiem to wywołującym są inni ludzie, a zwłaszcza ci na których mi zależy, lub inaczej mówić, których zdanie jest czasem dla mnie cenne. Jeśli ich zdanie wprowadza we mnie niepokój, to nie idę za nim. Jeśli ich zdanie jest zgodne z moimi emocjami, to zaczynam się nad nim zastanawiać, z tym, że liczy się ilość i jakośc słów z tej innej/drugiej strony. Jeśli jest w nich stosunkowo mało błędu, a wszystko lub prawie wszystko logicznie się spaja, to, to w połączeniu ze stanem moich emocji wprawia mnie w zastanowienie, ale jeszcze nie w powątpiewanie co do raz przyjętego światopoglądu. Do jego zmiany jeszcze jest bardzo daleko. mogłoby do niego dojść jeśli w tym samym momencie/czasie doszłoby do moich uszu/mózgu przekonanie/zdanie innych osób ze świata stanowiącego świat mojego światopoglądu twierdzenie pozostające w zgodzie z wcześniej usłyszanym zdaniem kogoś z poza tego świata, w któym króluje dany światopogląd. Na koniec tego wszystkiego musiałoby dojść jeszcze moje osobiste badanie tego tematu. Jeśli wynikiem tego ostatniego byłoby "zmaczowanie" się z poprzednimi, to wtedy zapaliłoby się "zielone światło" dla tego, aby o tym mówić z innymi, czyli przejście ze świata myśli, do świata słów. Jeśli i tu wszystko wskazywałoby na "za", a niżeli "przeciw", to można byłoby niepewnie postawić nogę na powierzchnię pokryta lodem, niewiedzieć jak grubym lodem.
Ten tak długi proces zmiany nazywam własnie wytrwałością. To nie znaczy, ze jest on skostniały i nie wrażliwy na zmiany. Moge nawet powiedzieć inaczej: że jest on ciągle wrażliwy i otwarty na zmiany, bo chętnie rozmawia o różnych punktach widzenia, ale do tego , aby przyjąć cos za swoje jest długa droga, a raz przyjęte musi przejść wiele testów, ale mogła być dopuszczona ewentualność zmiany.
5. Jak ochronić młodego czytelnika przed przeciwnym błędem? Po przeczytaniu o automatycznych procesach mógłby dojść do wniosku: „Skoro mój umysł robi tyle rzeczy beze mnie, to nie mogę ufać żadnej swojej myśli”. Jak odpowiedziałbyś mu własnymi słowami, aby nauczyć go pokory, ale nie wprowadzić w paraliżujący sceptycyzm?
co do zaufania swoim myślom: to uważam, że sama świadomość tego co składa się na nasze wyrabianie swojego zdania, na proces myślowy, na automatyzmy, które nami rządząna tak ogromna wielość zmiennych, kóre mają na nas wpływ to po pierwsze może oczywiście spowodować, ze nie jednemu człowiekowi moga "opaść ręce". Ale Bóg na samym początku księgi rodzaju powiedział do nas, ludzi "czyńcie sobie zięmię poddaną", co ja rozumiem, w ten sposób, że mam czynić sobie siebie poddanym. Ja, z moją fizycznością, psychicznościa, ja jako cały ja, z moją sferą emocjonalną, kognitywną stanowi tą "ziemię" ktąrą każe Bóg "uprawiać", zarządzać. A więc pytanie już zdaje się być stawiane tylko co nielicznym, tzn. tym, którzy chca się przejąć słwoami "jakiegoś boga" o ile jest On w stanie stać się ich Bogiem, bo wtedy imperatyw "macie" powinniście, staje się niesłabnącą motywacją bez której nie sposób temu zadaniu sprostać, zadaniu poznawania samego siebie, swoich emocji, swoich myśli i na tej podstawienie szukania sposobu, aby tym zarządzać, nie poprzestać na samym tylko wiedzeniu/wiedzy, ale przekucie tego w działanie.
"ufać swojej myśli" - chyba tu nie chodzi o ufanie swojej myśli, ale bardziej o przyjęcie jej jako swojej, może jeszcze inaczej: pokochaniu tej myśli jako swojej, zaakceptowaniu jej i wtedy pokochaniu jej jako swojej. Myślę , że to może zmienić perspektywę podejścia do tej myśli. Bo jeśli "wpadnę na genialny pomysł", aby z nią walczyć, to z całą pewnością "ona"mnie pokona, bo nie sposób walczyć z sobą samym, bez tego wcześniejszego założenia: pokochania tej myśli, pokochania całego samego siebie. Z takim podejściem można zacząć drogę poznawania swoich myśli, a to dopiero otworzy pespektywę delikatnego, czasochłonnego wpływu na te myśli, ale nie może byc to na zasadzie oszukiwania samego siebie. Od samego początku musi być to jasne: robię to, bo siebie kocham i chce odpowiedzieć pozytywnie na "receptę", która otrzymałem od mojego stwórcy, kogoś, kto stwarzając mnie znam mnie jak nikt inny i wie co ejst dla mnie dobre. To tak jak architekt, kóry "wyprodukował" projekt domu. Zna go "od podszewki", wie co z nim jest i gdzie co jest, wie jak i co dziąła najlepiej. Jeśli komuś zlecić zmiany w tym projekcie domu, to tylko temu kto go wymyslił/napisał/narysował, bo ktoś inny nie wszystko poprawnie odczyta, popełni błędy itd. A więc idziemy do autora. Pytamy Go, a On nam mówi: możesz tym (emocjami, sferą kognitywną, ogólnie całym sobą) zarządzać. Jeśli nie mamy odpowiedniej motywacji dla nauki jakiegoś języka, powiedzmy angielskiego, to bardzo i to bardzo ciężko nam to będzie szło wyobrażając sobie w wieku kilkunastu lat, że uczę się głównie po to, że kiedys gdy wejdę w świat pracy z całą pewnością (tak mówią starsi ode mnie) mi się przyda język angielski. Inaczej będę się go uczył, jeśli np. wiem, że osoba, kóra pokochałem i chcę ją poznać mówi tylko w tym języku, a mam jej tak wiele do powiedzenia.
wracając do poznania samego siebie: jeśli już wiem, ze to mogę robić i uznaję autorytet tego, który to powiedział to o wiele łatwiej mi się za to zabrać, zapał mi nie gaśnie lub powiedzmy inaczej, jest podtrzymywany przez coś o wiele mocniejszego: wiarę, mój światopogląd, tam gdzie również są zogniskowane moje uczucia, bynajmniej jakaś ich część. Jeśli to wszystko wypływa z samej tylko wiedzy, nie podpartej emocjami, to szybko obumrze.
pokorą jest stan, w którym uznajesz większość od siebie tego, którego dla potrzeby tehgo wywodu nazwałem Architektem/twoim Projektantem, bo to przecież od Niego pochodzi ta pierwsza myśl: ja mogę coś w sobie zmieniać. Jeśli na tym poprzestaniesz, to też pobłądzisz. Bo dalej pojawia się kolejna wytyczna: tak, możesz, ale najpierw miej pozytywne podejście do własnej osoby, ze słowa "pozytywne podejście" musisz/możesz/będziesz ewoluował ku słowu pokochać samego siebie, w tym również swoje myśli. Gdy będziesz na tym etapie, potem pojawią się kolejne instrukcje, tak ot, pojawią się, od Twojego Projektanta.
To jest moja recepta.
4. Moje stanowisko
Moje stanowisko i uzasadnienie
Uważam, że jestem jednym podmiotem, choć nie jestem świadomym autorem wszystkiego, co pojawia się w mojej psychice. Automatyczne myśli, skojarzenia i emocje należą do mnie, ponieważ wyrastają z mojej historii i istnieją we mnie. Nie są jednak jeszcze tym samym co moje świadomie przyjęte przekonania.
Rozróżniam zatem cztery etapy:
coś pojawia się we mnie — emocja, myśl, skojarzenie albo pierwsze wrażenie;
zauważam to i próbuję nazwać;
oceniam, czy chcę się z tym utożsamić;
pozwalam temu kierować swoim słowem lub działaniem albo świadomie się od tego dystansuję.
Moja wolność nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy potrafię zapobiec każdej niechcianej myśli. Zaczyna się już wtedy, gdy nie uznaję pierwszej myśli za wyrok. Nie wybieram wszystkiego, co pojawia się w mojej świadomości, ale mogę stopniowo uczyć się wybierać, co z tym zrobię.
Panowanie nad sobą nie oznacza dla mnie podporządkowania emocji rozumowi jak nieposłusznego pracownika surowemu kierownikowi. Bardziej przypomina uczenie współpracy dwóch części tej samej osoby. W pełni sobą jestem wtedy, gdy sfera emocjonalna i poznawcza zostają wysłuchane, rozpoznane i włączone w działanie, zamiast wzajemnie się zagłuszać.
Moją niechęć do szybkiej zmiany światopoglądu nadal nazywam wytrwałością, ale tylko pod warunkiem, że pozostaje ona otwarta na rzeczywiste badanie. Zmiana mojego przekonania wymaga zwykle zbieżności kilku elementów:
poważnego argumentu pochodzącego od osoby, której zdanie cenię;
podobnego sygnału dochodzącego z wnętrza środowiska lub tradycji, z którą się utożsamiam;
osobistego sprawdzenia źródeł;
rozmowy, podczas której nowy pogląd zostaje poddany próbie;
czasu, w którym mogę zobaczyć jego konsekwencje.
Taki proces jest długi. Nie oznacza jednak zamknięcia. Jest raczej ostrożnym stawianiem nogi na lodzie, którego grubości jeszcze nie znam.
Co pozostawiam otwarte
Pozostawiam otwarte pytanie, gdzie dokładnie przebiega granica między myślą, która jedynie pojawiła się we mnie, a myślą, którą rzeczywiście przyjąłem jako swoją.
Nie rozstrzygam jeszcze:
kiedy intuicja jest owocem doświadczenia, a kiedy uprzedzeniem;
kiedy wewnętrzny niepokój ostrzega przed realną niespójnością, a kiedy pochodzi z mojego lęku;
kiedy pokój wewnętrzny potwierdza dojrzałą integrację, a kiedy oznacza jedynie unikanie trudnej prawdy;
jak daleko sięga moja możliwość modelowania emocji;
kiedy wytrwałość światopoglądowa przechodzi w zwykłą obronę poglądu dlatego, że jest mój;
jak nie zamienić samoświadomości w ciągłe obserwowanie siebie i paraliżującą analizę każdej reakcji.
Otwarte pozostaje również moje odczytanie słów z Księgi Rodzaju: „czyńcie sobie ziemię poddaną”. Dostrzegam w nich inspirację do „uprawiania” także własnego wnętrza, ale jest to moja osobista aplikacja duchowa i analogia. Nie powinienem przedstawiać jej jako bezpośredniego sensu egzegetycznego tego wersetu.
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
Rozdział 1, część poświęcona filtrowi poznawczemu i automatycznym reakcjom umysłu. Wykorzystać do pokazania, że pierwsze wrażenia, domysły i oceny często pojawiają się przed świadomym rozumowaniem. Na tej podstawie wprowadzić autorską ideę „świadomości własnej świadomości”: nie wybieramy wszystkich pierwszych reakcji, ale możemy nauczyć się je zauważać, nazywać i poddawać ocenie przed działaniem.
Słowa kluczowe
automatyczne procesy umysłowe, świadomość, intuicja, pierwsze wrażenie, filtr poznawczy, samowiedza, refleksja, pewność sądu, regulacja
Teza autora
Znaczna część naszych wrażeń, ocen i decyzji powstaje automatycznie, zanim świadomie przeanalizujemy sytuację. Dlatego poczucie oczywistości lub silna pewność nie stanowią jeszcze dowodu, że nasz sąd jest prawdziwy.
Znaczenie dla problemu badawczego
Fiszka daje naukową podstawę dla głównej idei pierwszej części książki, którą określasz jako „świadomość własnej świadomości”. Pokazuje, że samo zauważenie automatycznych procesów psychicznych może stać się początkiem ich regulowania.
Nie chodzi o przejęcie całkowitej władzy nad uczuciami, intuicją czy pierwszymi reakcjami. Chodzi o stopniowe rozwijanie zdolności rozpoznawania tego, co dzieje się w naszym wnętrzu. Człowiek może nie wybierać pierwszej myśli, która pojawia się w jego świadomości, ale może zdecydować, co z tą myślą zrobi.
Fiszka powinna zostać wykorzystana w podrozdziale dotyczącym filtra poznawczego, bez rozbudowanego wykładu o Systemie 1 i Systemie 2. Pełniejsze omówienie tych systemów będzie bardziej właściwe dla rozdziału o heurystykach i błędach poznawczych.
Co przyjmuję jako trafne
Przyjmuję podstawową tezę Kahnemana, że wiele myśli i wrażeń pojawia się bez świadomej wiedzy o ich źródle. Umysł wykonuje ogromną „milczącą pracę”, zanim pojawi się świadomy osąd. Automatycznie rozpoznajemy ton głosu, zagrożenie, podobieństwo, intencję czy nastrój rozmówcy. Zwykle te mechanizmy są pożyteczne. Bez nich człowiek nie byłby w stanie sprawnie funkcjonować. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy automatycznie powstałe wrażenie uznajemy za ostateczny opis rzeczywistości. Kahneman wyraźnie zaznacza, że intuicja najczęściej dobrze nam służy, lecz poczucie pewności nie gwarantuje prawdziwości sądu.
Przyjmuję również, że samo uświadamianie sobie automatycznych procesów stanowi już początek wpływania na nie. Nie jest to jeszcze władza nad emocjami ani pełna kontrola nad umysłem. Jest to jednak pierwszy, drobny ruch od automatycznej reakcji ku wolnemu działaniu.
„Panowanie nad sobą” rozumiem przy tym jako coraz dojrzalszą współpracę z tym, co pojawia się spontanicznie. Nie chcę prowadzić wojny z własnymi emocjami ani tworzyć sztucznie sterylnego wnętrza, w którym nic nie ma prawa pojawić się bez pozwolenia rozumu. Emocje są żywą częścią mnie. Mogę je poznawać, stymulować, wychowywać i ukierunkowywać, lecz nie powinienem oczekiwać, że całkowicie podporządkuję je swojej woli.
Przyjmuję także, że stabilność światopoglądowa może być wartością. Niechęć do natychmiastowych zmian nie musi oznaczać skostnienia. Może pełnić rolę bezpiecznika chroniącego przed przeskakiwaniem od jednej fascynującej idei do kolejnej. Uznaję jednak, że taki bezpiecznik jest dobry tylko wtedy, gdy drzwi pozostają uchylone, a pogląd podlega rzeczywistym próbom.
Co uważam za niewykazane
Nie przyjmuję wniosku, że skoro jakaś myśl pojawia się automatycznie, to jest z definicji fałszywa, niebezpieczna albo niegodna zaufania. Automatyczność nie jest dowodem błędu. Intuicja może być rezultatem wieloletniego doświadczenia i trafnie rozpoznawać coś, czego nie potrafię jeszcze wyrazić słowami.
Nie przyjmuję także przeciwnego założenia, że świadoma refleksja automatycznie naprawia pierwszą reakcję. Kahneman pokazuje, że refleksyjny System 2 może kontrolować impulsy, ale często zachowuje się jak adwokat pierwszego wrażenia: szuka argumentów potwierdzających emocjonalne nastawienie zamiast bezstronnie je badać. To oznacza, że „zimny rozum”, który uruchamiam po pierwszym niepokoju, może nie tylko uspokajać sytuację. Może również tworzyć elegancką maskę dla wcześniejszego lęku albo niechęci.
Za niewystarczające kryterium prawdy uważam samo dobre samopoczucie, spokój lub wewnętrzną zgodność. Są one ważnymi informacjami o moim stanie psychicznym, ale nie rozstrzygają, czy określone przekonanie jest prawdziwe. Fałszywa myśl może być przyjemna i uspokajająca. Prawdziwa może początkowo boleć, niepokoić, burzyć wygodny obraz siebie i domagać się trudnej zmiany.
Podobnie emocjonalna zgodność z wypowiedzią człowieka, którego cenię, nie może sama przesądzać, czy jego pogląd jest trafny. W przeciwnym razie otaczałbym się jedynie myślami, które dobrze współbrzmią z tym, co już we mnie istnieje.
Nie chcę również twierdzić, że człowiek działający w silnym afekcie przestaje być sprawcą swojego działania. Można mówić o ograniczonej samokontroli, mniejszej integracji, zawężonej świadomości czy różnym stopniu odpowiedzialności. Nie należy jednak na podstawie tej fiszki rozstrzygać szczegółowych kwestii prawnych ani moralnych.
Najsilniejszy kontrargument
Najsilniejszy kontrargument brzmi następująco:
Twierdzę, że chcę badać własne przekonania, ale w praktyce dopuszczam do głębszego rozważenia przede wszystkim te poglądy, które są zgodne z moimi emocjami, pochodzą od ludzi, których cenię, albo otrzymują potwierdzenie z wnętrza mojego dotychczasowego światopoglądu. W ten sposób mogę stworzyć bardzo rozbudowany i pozornie uczciwy system ochrony własnych przekonań.
Moje wymaganie, aby kilka źródeł „zmatchowało się” ze sobą, może nadal prowadzić do wybierania głównie źródeł należących do tego samego kręgu myślowego. Wtedy otrzymam wielokrotne potwierdzenie, ale wszystkie jego elementy będą miały wspólny korzeń.
Podobnie kryterium wewnętrznego pokoju może sprawić, że odrzucę pogląd prawdziwy tylko dlatego, że jest dla mnie trudny. Mogę też pomylić miłość do siebie z ochroną własnego komfortu.
Wreszcie moja skłonność do początkowej idealizacji osoby lub idei, a następnie do radykalnego wycofania się po dostrzeżeniu niespójności, grozi myśleniem biegunowym. Najpierw filtr mówi: „to jest idealne”. Później ten sam filtr odpowiada: „skoro nie jest idealne, zapewne jest niebezpieczne”. W obu przypadkach mogę nie widzieć realnej osoby lub idei, lecz własny wzorzec na nią nałożony. Twoje odpowiedzi bardzo wyraźnie pokazują ten ruch od entuzjastycznego przyjęcia do gwałtownego wejścia w tryb alarmowy.
Odpowiedź na kontrargument
Przyjmuję ten zarzut jako trafny i konieczny do uwzględnienia.
Dlatego emocjonalnego pokoju nie chcę traktować jako dowodu prawdziwości, lecz jako jedną z informacji. Niepokój nie powinien automatycznie oznaczać: „odrzuć tę myśl”. Powinien raczej uruchamiać komunikat: „zwolnij, sprawdź, nie wydawaj jeszcze wyroku”.
Do dotychczasowego sposobu badania przekonań trzeba dodać świadome poszukiwanie źródła, które nie należy do mojego obozu i które przedstawia najmocniejszą wersję stanowiska przeciwnego. Nie wystarczy zapytać ludzi, którym ufam. Trzeba także sprawdzić, jak mój pogląd wygląda z perspektywy kogoś, kto nie dzieli moich założeń.
Mój „zimny umysł” również wymaga kontroli. Powinien nie tylko uspokajać emocje, ale stawiać im pytania:
Co naprawdę wiem?
Co jedynie dopowiedziałem?
Jakie inne wyjaśnienie jest możliwe?
Co mogłoby wykazać, że się mylę?
Czy szukam prawdy, czy tylko eleganckiego uzasadnienia swojej pierwszej reakcji?
Nie rezygnuję z miłości do siebie jako fundamentu samopoznania. Rozumiem ją jednak nie jako zgodę na wszystko, co pojawia się we mnie, ale jako gotowość do poznania prawdy o sobie. Człowiek, który naprawdę siebie kocha, nie musi walczyć z każdą trudną myślą. Może ją spokojnie obejrzeć, uznać jej obecność i zdecydować, czy chce uczynić z niej część swojego życia.
Możliwa nowa teza / wkład własny
1. Pierwsza myśl jest moja, ale nie jest jeszcze moim stanowiskiem
Moim wkładem może być rozróżnienie między myślą pojawiającą się a myślą przyjętą.
Myśl pojawiająca się należy do mojego doświadczenia. Nie muszę jej jednak natychmiast aprobować, bronić ani wykonywać. Moim stanowiskiem staje się dopiero wtedy, gdy świadomie ją rozpoznam, poddam ocenie i przyjmę.
Można to ująć jednym zdaniem:
Nie odpowiadam za pojawienie się każdej pierwszej myśli w takim samym stopniu, w jakim odpowiadam za to, że uczyniłem z niej swoje przekonanie, słowo albo działanie.
2. Dojrzałe „ja” powstaje przez integrację, nie przez zwycięstwo jednej części człowieka
Nie chcę budować obrazu, w którym rozum jest dobrym dowódcą, a emocje niebezpiecznym żołnierzem. Pełniejszy człowiek pojawia się wtedy, gdy uczucia i poznanie zostają ze sobą zintegrowane.
Silny impuls może zawęzić moje funkcjonowanie. Nie oznacza jednak, że pojawił się we mnie ktoś obcy. Oznacza, że pewna część mnie przejęła ster bez konsultacji z całością.
3. Światopogląd powinien mieć wysoki próg zmiany, ale nie mur
Można zaproponować autorski, czterostopniowy model ponownego badania przekonania:
sygnał z zewnątrz — poważny argument osoby, której zdanie ma dla mnie znaczenie;
sygnał z wnętrza — podobna wątpliwość pojawiająca się w mojej własnej tradycji lub środowisku;
badanie osobiste — samodzielne sprawdzenie źródeł, także przeciwnych;
próba dialogu i czasu — wypowiedzenie nowej myśli, konfrontacja z kontrargumentami oraz obserwowanie jej konsekwencji.
Taki model pozwala zachować wytrwałość bez intelektualnego zabetonowania.
4. Samopoznanie jako uprawa, nie sterylizacja
Twoją analogię do świata nadmiernie sterylnego można przekształcić w mocniejszą metaforę:
Nie chcę sterylizować swojego wnętrza, usuwając z niego każdą trudną emocję i niechcianą myśl. Chcę je uprawiać. W ogrodzie nie wszystko, co wyrasta spontanicznie, trzeba od razu wyrwać. Najpierw należy rozpoznać, co jest chwastem, co młodą rośliną, a co śladem gleby wymagającej pielęgnacji.
To dobrze odpowiada idei całej Części I: świadomość nie daje od razu władzy, ale rozpoczyna proces stopniowego kształtowania siebie.
Dalsza kwerenda
Należy zestawić tę fiszkę z następującymi źródłami:
James Gross — aby rozwinąć różnicę między regulacją, reinterpretacją i tłumieniem emocji;
Daniel Goleman — aby pokazać samoświadomość i ograniczenie samokontroli w stanie silnego pobudzenia;
David Robson — aby połączyć automatyczne myśli z oczekiwaniami i filtrem percepcyjnym;
Keith Stanovich — aby wykazać, że inteligencja nie chroni automatycznie przed bronieniem własnego obozu;
William Ury — aby przełożyć refleksję na praktyczne „wejście na galerię” przed reakcją;
Kjærvik i Bushman — aby dodać fizjologiczny etap obniżenia pobudzenia przed próbą krytycznego myślenia.
Do repozytorium lub aktywnej bibliografii należy także włączyć odpowiednie fragmenty Katechizmu Kościoła Katolickiego dotyczące uczuć, wolności, odpowiedzialności moralnej oraz czynników ograniczających poczytalność działania. Będą potrzebne, zanim osobistą refleksję o działaniu w afekcie wykorzystamy w książce.
Należy również sprawdzić:
czy wewnętrzny pokój może zostać opisany jako wskaźnik integracji psychicznej, ale nie kryterium prawdy;
jak odróżnić zdrową stabilność przekonań od biasu status quo;
jak opisać idealizowanie osób i idei bez wprowadzania diagnoz klinicznych;
jak przedstawić „czyńcie sobie ziemię poddaną” jako osobistą aplikację duchową, a nie egzegezę Rdz 1,28;
czy temat czynu popełnionego w afekcie jest w ogóle potrzebny w rozdziale przeznaczonym dla młodego czytelnika.
Roboczy akapit
Nie jestem świadomym autorem każdej myśli, która pojawia się w mojej głowie. Czasem myśl jest szybsza ode mnie. Zanim zdążę cokolwiek sprawdzić, już „wiem”, że ktoś mnie lekceważy, próbuje oszukać albo chce mi pomóc. Daniel Kahneman pokazuje, że nie jest to awaria umysłu. Tak działa jego podstawowy tryb: szybko rozpoznaje, dopowiada i buduje spójną historię. Najczęściej robi to całkiem nieźle. Problem zaczyna się wtedy, gdy pierwszą wersję wydarzeń uznaję za wersję ostateczną.
Dlatego uczę się prostego rozróżnienia: pierwsza myśl jest moja, ale nie jest jeszcze moim stanowiskiem. Pojawiła się we mnie, więc nie będę udawał, że jej nie ma. Nie muszę jednak natychmiast za nią iść. Mogę ją obejrzeć, nazwać, porównać z faktami i zapytać, skąd przyszła. Może z doświadczenia. Może z lęku. Może z pragnienia, aby człowiek stojący przede mną okazał się kimś idealnym.
Nie chodzi mi o walkę z samym sobą. W takiej walce obie strony przegrywają, bo po obu stronach stoję przecież ja. Chodzi o coraz dojrzalszą współpracę rozumu z emocjami. Emocja może pierwsza zauważyć zagrożenie. Rozum może sprawdzić, czy alarm nie uruchomił się przez przypalony tost. Dopiero razem dają mi szansę zobaczyć więcej.
Drugi roboczy fragment — o zmianie światopoglądu
Nie zmieniam światopoglądu dlatego, że ktoś wypowiedział jedno efektowne zdanie. Potrzebuję czasu. Najpierw musi pojawić się poważne pytanie. Później podobny sygnał powinien dojść z miejsca, któremu ufam. Następnie sam zaglądam do źródeł. Rozmawiam. Sprawdzam, czy nowa myśl wytrzymuje sprzeciw. Dopiero wtedy ostrożnie stawiam nogę na lodzie.
Ktoś nazwie to oporem wobec zmiany. Ja nazywam to wytrwałością. Muszę jednak uważać, aby wytrwałość nie stała się elegancką nazwą dla lęku. Dlatego od czasu do czasu powinienem zapytać nie tylko: „Co potwierdza mój pogląd?”, ale również: „Co musiałoby się wydarzyć, abym uznał, że się mylę?”.
Dodatkowe notatki o powiązaniach
Powiązane fiszki i autorzy:
KAH-2011_1 — automatyczne powstawanie myśli i wrażeń;
David Robson — oczekiwania współtworzące percepcję;
Daniel Goleman — samoświadomość emocjonalna i porwanie emocjonalne;
James Gross — regulacja emocji i reinterpretacja;
Sophie Kjærvik i Brad Bushman — obniżanie pobudzenia;
William Ury — „wejście na galerię”;
Miller i Rollnick — nieprzymuszająca rozmowa i samodzielne dochodzenie do wniosków;
Schmidt i Tannenbaum — informacyjne i percepcyjne źródła różnic;
Keith Stanovich — myside bias i brak ochronnej roli wysokiej inteligencji.
Miejsca w książce:
wprowadzenie do Części I — wyjaśnienie idei „świadomości własnej świadomości”;
rozdział 1 — filtr poznawczy;
rozdział 1 — pierwsza reakcja a świadomie przyjęte stanowisko;
rozdział 1 — reset serca i głowy;
rozdział o heurystykach — pełniejsze omówienie Systemu 1 i Systemu 2;
fragment dotyczący stabilności i rewizji światopoglądu.
Metadane pytania 1
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 2
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 3
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 4
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 5
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Status mojego stanowiska
working
Stopień pewności
medium
MR_2002_1 — Nie odpowiadaj na zdanie, którego jeszcze nie zrozumiałeś
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
“To offer reflective listening, first train yourself to think reflectively. This includes the continual awareness that what you believe or assume people mean is not necessarily what they really mean. Most statements can have multiple meanings.”
“Acceptance is not the same thing as agreement or approval.”
„Akceptacja nie jest tym samym co zgoda lub aprobata”.
Miller i Rollnick podkreślają, że można zrozumieć perspektywę drugiego człowieka, nie uznając jego stanowiska za prawdziwe i nie aprobując jego zachowania.
Przekład całego fragmentu
„Aby słuchać odzwierciedlająco, najpierw trzeba nauczyć się myśleć odzwierciedlająco. Oznacza to stałą świadomość, że to, co — jak sądzimy lub zakładamy — inni mają na myśli, niekoniecznie jest tym, co rzeczywiście mają na myśli. Większość wypowiedzi może mieć wiele znaczeń”.
Lokalizacja w źródle
Rozdział 6: „Phase 1: Building Motivation for Change”, s. 68–69.
Autorzy wskazują tam trzy miejsca, w których komunikacja może się rozminąć: osoba może niedokładnie ubrać myśl w słowa, słuchacz może nie dosłyszeć albo wybrać tylko fragment wypowiedzi, a następnie może błędnie zinterpretować jej znaczenie. Refleksyjne słuchanie nie polega więc na mechanicznym powtarzaniu słów. Jest świadomą próbą odtworzenia tego, co rozmówca rzeczywiście chciał przekazać.
2. Rozumiem fragment
“To offer reflective listening, first train yourself to think reflectively. This includes the continual awareness that what you believe or assume people mean is not necessarily what they really mean. Most statements can have multiple meanings.”
„Aby słuchać odzwierciedlająco, najpierw trzeba nauczyć się myśleć odzwierciedlająco. Oznacza to stałą świadomość, że to, co — jak sądzimy lub zakładamy — inni mają na myśli, niekoniecznie jest tym, co rzeczywiście mają na myśli. Większość wypowiedzi może mieć wiele znaczeń”.
“Acceptance is not the same thing as agreement or approval.”
„Akceptacja nie jest tym samym co zgoda lub aprobata”.
Miller i Rollnick podkreślają, że można zrozumieć perspektywę drugiego człowieka, nie uznając jego stanowiska za prawdziwe i nie aprobując jego zachowania.
Ważne zastrzeżenie
Książka Millera i Rollnicka dotyczy przede wszystkim pracy terapeutycznej i wspierania zmiany zachowania. Nie można automatycznie przenosić wszystkich zasad wywiadu motywującego na każdą kłótnię rodzinną, spór zawodowy czy relację przemocową.
Refleksyjne słuchanie nie oznacza:
że każda wypowiedź jest nieskończenie wieloznaczna;
że nie istnieją obiektywnie obraźliwe lub krzywdzące słowa;
że trzeba bez końca próbować rozumieć osobę stosującą przemoc;
że zrozumienie jej motywów usprawiedliwia jej zachowanie;
że człowiek powinien zrezygnować z własnego stanowiska.
Istnieje też ryzyko mechanicznego posługiwania się parafrazami. Zdanie: „Słyszę, że jesteś zdenerwowany” może uspokajać, ale wypowiedziane sztucznie albo protekcjonalnie może rozmówcę jeszcze bardziej rozdrażnić. Metoda powinna wynikać z rzeczywistej ciekawości drugiego człowieka, a nie być psychologiczną sztuczką służącą przejęciu kontroli nad rozmową.
3. Pytania i moje odpowiedzi
1. Czy przypominasz sobie konkretną sytuację, w której byłeś przekonany, że ktoś Cię atakuje, lekceważy albo chce Tobą sterować, a później okazało się, że jego intencja była inna? Co wtedy dopisałeś do jego słów od siebie?
dopisałem do jego słów mądrość, kiedy wcześniej przeciwnie, głupotę i lekcewarzenie.
2. Czy zgadzasz się z rozróżnieniem Millera i Rollnicka, że można przyjąć i uczciwie zrozumieć cudzą perspektywę, nie zgadzając się z nią? Gdzie w Twoim odczuciu przebiega granica między empatycznym zrozumieniem a zbyt daleko idącą ustępliwością?
zrozumieć można, ale zalezy co się rozumie przez "przyjac". Bo jesli miłoby to oznaczać przyjąć jako swoje i według tego postępwoac, to brzmi jak jakiś absurd, bo jesli siez czyms nie zgadzam, to za nic nie jestem w stanie tego przyjac. Jeśli miałoby to oznaczać przyjąć do wiadomości, to już szybciej. Mogę tego czegoś wysłuchać, choć się z tym nie zgadzam. rodzi to we mnie sprzeciw, ale no cóż, albo ja nie dorosłem do takiego stwierdzenia/stanowiska, albo ten drugi. Ni emi to teraz rozstrzygać. Lecę dalej. Zawsze wiem, że owoce, tzn jakieś dzieła będę głośniej i wyraźniej przemawiały niż tylko czyjeś słowa. "Po owocach ich poznacie" - Jezus. Mogę kogoś nie rozumieć, ale zobaczymy co wyjdzie z jego postępowania/stanowiska itd. Tu jest granica: nie przeszkadzać, nie oponować bo może jesteśmy na dwóch różnych drogach do tego samego celu, a tylko teraz nasze drogi nie wiedzieć dlaczego na moment się skrzyżowały. Jego/jej pytania wydają mi się absurdalne, a tym bardziej odpowiedzi na te pytania do czysty kosmos. Wyznacznikiem jest dla mnie Objawienie, choć i to nie jest do końca wyznacznikiem, bo czasem można Pismo Swięte rżnie interpretować, ale jeśli tłumaczenie Pisma Pismem wykazuje mi, że perspektywa, którą przyjął ten drugi ktoś jest możliwa, to czemu nie, nie chce oponować, będę się przyglądać o ile nie zgubię go/jej z oczu. Poczekam na owoce. No chyba, że ten ktos nalega, abym ja juz teraz ustąpił i poszedł wraz z nią/nim tą samą drogą. To z pewnością postawię kilka enigmatycznie sformuowanych warunków i moge iść. Zawsze będę mógł się wycofać
3. Jakie zdanie brzmiałoby naturalnie w Twoich ustach podczas konfliktu? Na przykład: „Czy dobrze rozumiem, że chodzi Ci o…?”; „Powiedz mi, czy nie dopowiadam sobie czegoś, czego nie powiedziałeś”; „Usłyszałem to jako zarzut. Czy rzeczywiście chciałeś mnie oskarżyć?”; albo zupełnie inne, bardziej Twoje sformułowanie.
"Czuję się atakowanym. Źle mi z tym kiedy słyszę to i to (ale w skrócie powiedzieć co czuję). Chciałbym skończyć ta rozmowę, bo nie jest mi w niej przyjemnie. Możemy do niej powrócić, kiedy troche sie uspokoję. Przepraszam" - taką już nie raz dałem odpowiedź.
Żadne z powyższych propozycji do końca mi nie pasuje, bo np. "Czy dobrze rozumiem, że chodzi ci o ... ?" nie zastosowałbym tego , chyba nigdy, bo obawiałbym się, że dana osoba ponownie mnie urazi/zrani, tylko teraz innymi słowami, lub ja - juz bedąc trochę pobudzony - mogę opacznie zinterpretować jej słowa, słysząc to co chce usłyszeć: że mam rację, bo czuję, że ta osoba mnie obraża i prowadzi do konfliktu. Wolę ucieczkę, niz na gorąco jątrzyć temat.
Co innego, jeśli dana osoba zauważy moje podniecenie/urazę, stonuje i ja zobaczę jej definitywną reakcje na mój stan emocjonalny, wtedy jestem w stanie troche dłużej wytrwać i poczekać, niejako dać sznsę tej sytuacji, bo prawda może być gdzieś po środku, może faktycznie źle zrozumiałem tą osobę, a więc poczekajmy co się będzie dziać. Z pewnością w tej sytuacji mniej mówię, więcej czekam. No chyba, że widzę, że to ja jestem powodem konfliktu, to wtedy odwrotnie, zaczynam "trajkotać" tłumacząc swoje zachowanie. Przeważnie wtedy - zależy z kim mam do czynienia - coraz bardziej się pogrążam.
Czyli, najbliższa mi jest trzecia propozycja, ale tylko pierwsza część tej propozycji, bo nie byłbym skory uwierzyć tej osobie, że nie była świadoma tego co robi.
4. W jakich sytuacjach próba dalszego rozumienia rozmówcy przestaje być dojrzałością, a staje się zgodą na manipulację, przemoc albo wielokrotne naruszanie granic?
kiedy czuję wewnętrzny niepokój, kiedy dalsze trwanie z tą osoba i jej ideami wzbudza niepokój, uśmierza moją radość, samozadowolenie z siebie , z innych, stwarza, że zaczynam nie mieć szacunku do samego siebie, gdy zaczynam stawiać , sam sobie zarzuty i siebie obwiniać, a jeśli do tego jeszcze dochodzą zarzuty i obwinianie mnie lub innych osób przez mojego rozmówcę, to dalsze brnięcie w tej sytuacji - w mojej ocenie - jest brakiem dojrzałości, w tym przypadku brakiem dojrzałości emocjonalnej.
Oczernianie innych, mnie samego, wyciąganie nieuzasadnionych wniosków z jedynie domysłów, a nie faktów, to uznaję za przemoc, wielokrotne naruszanie granic i manipulację.
5. Czy przyjmujesz jako zasadę dla całej książki, że zanim skrytykujesz ewolucjonizm, naturalizm, ateizm albo teorię inteligentnego projektu, powinieneś umieć przedstawić dane stanowisko tak, aby jego kompetentny zwolennik powiedział: „Tak, uczciwie opisałeś to, co naprawdę twierdzę”? Jak daleko ma sięgać ta zasada, skoro książka nie ma być neutralna i chcesz jasno ujawniać własne przekonania?
nieuczciwe opisanie czyjegoś stanowiska wogóle nie wchodzi w grę. Ciężko mi to zrobić mają głowę pełną kontrargumentów, dlatego wolałbym , aby to stanowisko przedstawić oponent/ strona przeciwna. Chyba, że sprawa dotyczy czegoś prostego, to mógłbym się pokusić do przedstawienia czyjegoś stanowiska, ale uważam, że zrobiłbym to tendencyjnie, przywołując jedynie te fakty, które za moment będę chciał zbić lub zanegować. Nie przywołam teorii/stanowisk na temat których mało wiem, albo co do których nie mam wyrobionego zdania, a właśnie one z pewnością pojawiłyby się w opisie stanowiska strony przeciwnej.
Ale jako zasada: tak, chce być neutralny w stosunku z oponentem/ przeciwnikiem ideowym.
Nie chcę doprowadzić do rozdarcia, do sytuacji kiedy to potencjalny czetelnik sam nie będzie wiedział co o tym wszystkim mysleć. Dajmy na to, że wejdzie w ten temat bez swojego zdania, a chciałby poznać zdanie autora. Jesli książka byłaby całkowicie neutralna, nie dająca poznać po której stronie stoi autor, to taki ktoś sam by już się pogubił. Chcę natomiast zabrać głos, który nie będzie wypowiedzia encyklopedyczną, podbudowyjącą wszechobecny relatywizm. Uważam, że pewne stanowiska można, a wręcz należy nazwać za błędne, a nawet złe, dlatego moja książka może i będzie starała się dotrzeć do najgłębszych pokładów stanowiska strony przeciwnej, to jednak na końcu, w podsumowaniu będzie chciała opowiedzieć się po którejś ze stron konfliktu. Ufam, że nie będzie to fanatyczne zacietrzewienie, lecz głęboka analiza tematu.
4. Moje stanowisko
Moje stanowisko i uzasadnienie
Uważam, że zrozumienie drugiej osoby jest obowiązkiem uczciwości, ale nie jest obowiązkiem zgody. Mogę przyjąć jej stanowisko do wiadomości, spróbować zobaczyć jego wewnętrzną logikę i nadal uznać je za błędne. Mogę także pozwolić drugiemu człowiekowi iść inną drogą, obserwując jej owoce, dopóki nie wymaga ode mnie, abym bez przekonania poszedł razem z nim.
W ostrym konflikcie pierwszeństwo daję regulacji emocji i ochronie granic. Kiedy czuję się atakowany, wolę nazwać swój stan i poprosić o przerwę, niż kontynuować rozmowę w warunkach, w których prawdopodobnie będę słyszał przede wszystkim własne lęki i dopowiedzenia. Przerwa nie powinna jednak być karą, demonstracyjnym odrzuceniem ani definitywnym wyrokiem. Powinna służyć odzyskaniu zdolności do rozumienia.
Po uspokojeniu chcę wrócić do czterech pytań:
Co dokładnie zostało powiedziane?
Co sam dopisałem do tych słów?
Co poczułem i dlaczego właśnie to?
Czy moja reakcja była proporcjonalna do faktów?
W sporze światopoglądowym obowiązuje mnie podobna zasada. Chcę rekonstruować stanowisko przeciwnika na podstawie jego najlepszych i reprezentatywnych źródeł, a nie na podstawie wygodnej dla mnie karykatury. Nie oznacza to, że książka ma pozostać neutralna aż do ostatniej strony. Po uczciwym przedstawieniu argumentów mam prawo, a nawet obowiązek, jasno powiedzieć czytelnikowi, co sam uważam za prawdziwe, co za niewykazane, a co za błędne lub szkodliwe.
Co pozostawiam otwarte
Pozostawiam otwarte pytanie, jak trafnie odróżniać wewnętrzne ostrzeżenie przed manipulacją od własnej reakcji obronnej. Nie wiem jeszcze, kiedy niepokój świadczy o przekroczeniu granicy, a kiedy informuje, że rozmówca dotknął czegoś prawdziwego, lecz dla mnie trudnego.
Nie rozstrzygam również, jak szybko należy wracać do przerwanej rozmowy. Zależy to od osoby, rodzaju relacji oraz tego, czy druga strona po zauważeniu mojego stanu potrafi złagodzić ton i stworzyć warunki bezpiecznego dialogu.
Otwarte pozostaje dla mnie także kryterium „owoców”. Nadal uważam, że czyny i konsekwencje stanowiska mówią więcej niż same deklaracje. Muszę jednak pamiętać, że również owoce mogę oceniać selektywnie, przez własny światopogląd i emocje. Nie każde początkowo trudne doświadczenie jest złym owocem, podobnie jak nie każdy szybki sukces potwierdza prawdziwość przyjętej drogi.
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
Miejsce podstawowe
Część I — „Świadomość własnej świadomości” / „Czysta tablica”
Rozdział 1 — filtr poznawczy i reset emocjonalny
Miejsce pomocnicze
Rozdział 6 — rozmowa bez atakowania
Fiszka może połączyć dwa kolejne etapy:
najpierw obniżam pobudzenie i nie odpowiadam automatycznie;
następnie sprawdzam, czy poprawnie zrozumiałem rozmówcę.
Można oprzeć na niej prosty przykład:
Ktoś mówi: „Znowu wróciłeś późno”.
Jedna osoba słyszy: „Jesteś nieodpowiedzialny”.
Druga: „Martwiłam się o ciebie”.
Trzecia: „Nie szanujesz naszych ustaleń”.
Zdanie jest jedno. Dopisane znaczenia są już co najmniej trzy.
Praktyczna zasada dla młodego czytelnika mogłaby brzmieć:
Zanim zaczniesz bronić się przed oskarżeniem, sprawdź, czy ono rzeczywiście padło.
Fiszka przygotuje również ważną zasadę dla dalszych części książki: zanim skrytykujemy czyjś światopogląd, powinniśmy najpierw umieć przedstawić go tak uczciwie, aby jego zwolennik powiedział: „Tak, właśnie tak uważam”.
Co ta fiszka wnosi do głównej idei Części I
Wnosi bardzo ważne rozróżnienie:
rzeczywiste słowa rozmówcy;
moja interpretacja tych słów;
emocja wywołana przez interpretację;
działanie podjęte pod wpływem emocji.
Dzięki temu nie będziemy pisać ogólnie, że „emocje zniekształcają rzeczywistość”. Pokażemy konkretny mechanizm: emocjonalnie reaguję często nie na sam fakt, lecz na znaczenie, które przypisałem faktowi.
Teza autora
W konflikcie bardzo często nie odpowiadamy na to, co druga osoba rzeczywiście powiedziała, lecz na własną, natychmiastową interpretację jej słów. Emocje, wcześniejsze doświadczenia, uprzedzenia i oczekiwania mogą sprawić, że neutralną uwagę usłyszymy jako atak, pytanie jako oskarżenie, a prośbę jako próbę podporządkowania.
Świadomość tego mechanizmu nie usuwa emocji. Wprowadza jednak między usłyszane słowo a odpowiedź krótki moment weryfikacji:
„Czy dobrze zrozumiałem, co chciałeś powiedzieć?”
To praktyczna postać „świadomości własnej świadomości”. Zaczynam zauważać nie tylko słowa rozmówcy, ale również to, co mój umysł natychmiast z nimi zrobił.
Co przyjmuję jako trafne
Przyjmuję jako trafne podstawowe rozróżnienie między:
tym, co rozmówca rzeczywiście powiedział;
znaczeniem, które przypisałem jego słowom;
emocją wywołaną przez tę interpretację;
reakcją, którą podjąłem pod wpływem emocji.
Zgadzam się również, że można próbować zrozumieć cudzą perspektywę, nie uznając jej za prawdziwą i nie przyjmując jej jako własnej. Słowo „przyjąć” rozumiem tu jako „przyjąć do wiadomości”, a nie: „podporządkować się”, „zaakceptować jako słuszne” albo „zacząć według tego postępować”. Mogę człowieka wysłuchać. Mogę nawet dopuścić, że z jego punktu widzenia dane stanowisko jest spójne. Nie wynika z tego jeszcze, że mam pójść tą samą drogą.
Przyjmuję też zasadę, że przed krytyką czyjegoś poglądu powinienem upewnić się, iż krytykuję pogląd rzeczywiście przez niego głoszony. Dotyczy to zarówno codziennego konfliktu, jak i sporów o naturalizm, ateizm, ewolucję czy inteligentny projekt. Nieuczciwe przedstawianie stanowiska przeciwnika nie wchodzi dla mnie w grę.
W sprawach światopoglądowych zasadniczym punktem odniesienia pozostaje dla mnie Objawienie. Muszę jednak odróżnić Objawienie od własnego sposobu jego rozumienia. Fakt, że powołuję się na Pismo Święte, nie czyni jeszcze automatycznie każdej mojej interpretacji bezbłędną.
Co uważam za niewykazane
Odrzucam utożsamienie zrozumienia drugiej osoby ze zgodą na jej stanowisko. Nie przyjmuję również poglądu, że dojrzałość wymaga pozostawania w każdej rozmowie bez względu na jej przebieg. Dalsze słuchanie nie jest cnotą, jeśli rozmowa zamienia się w oczernianie, nieustanne obwinianie, manipulację albo podważanie mojej godności.
Nie przyjmuję też założenia, że człowiek powinien podczas silnego pobudzenia zawsze od razu sprawdzać znaczenie wypowiedzi rozmówcy. W moim przypadku takie postępowanie może pogłębić konflikt. Pytanie zadane spokojnie w teorii może w praktyce zabrzmieć jak zarzut, przesłuchanie albo prowokacja.
Jednocześnie nie uważam za wykazane, że samo moje poczucie niepokoju jest wystarczającym dowodem manipulacji lub złej intencji rozmówcy. Niepokój może ostrzegać przed realnym zagrożeniem, ale może również wynikać z uruchomienia dawnych zranień, lęku przed krytyką albo oporu wobec niewygodnej prawdy. Potrzebuję zatem dodatkowych kryteriów: konkretnych słów, zachowań, kontekstu i powtarzalności danego sposobu traktowania.
Najsilniejszy kontrargument
Moja skłonność do wycofywania się z rozmowy może zamienić rozsądną ochronę przed eskalacją w unikanie korekty. Mogę zbyt szybko uznać własne poczucie zranienia za dowód, że rozmówca mnie atakuje. Wtedy emocja, która miała być dla mnie sygnałem ostrzegawczym, staje się jednocześnie oskarżycielem, świadkiem i sędzią.
Przerwanie rozmowy może również uniemożliwić odkrycie, że źle odczytałem intencję drugiego człowieka. Rozmówca może odebrać moje odejście jako karę, lekceważenie lub brak gotowości do odpowiedzialności za własne zachowanie. Szczególnie wtedy, gdy to ja jestem przyczyną konfliktu, moja potrzeba długiego tłumaczenia siebie albo nagłego wycofania może przesłonić potrzebę wysłuchania osoby, którą zraniłem.
Podobne niebezpieczeństwo dotyczy książki. Nawet jeśli deklaruję uczciwość wobec strony przeciwnej, to ja wybieram cytaty, określam kolejność argumentów i tworzę ich podsumowanie. Mogę więc nieświadomie przedstawiać przeciwnika tendencyjnie: przywołać głównie te elementy jego stanowiska, które za chwilę zamierzam obalić.
Odpowiedź na kontrargument
Przyjmuję ten kontrargument jako poważny. Dlatego nie chcę traktować przerwania rozmowy jako ostatecznego rozstrzygnięcia. Powinienem jasno powiedzieć, że potrzebuję czasu, a nie że sprawa została już przeze mnie osądzona. O ile nie zachodzi przemoc lub trwałe naruszanie granic, powinienem wrócić do rozmowy po uspokojeniu.
Wtedy moje odczucia pozostają ważnymi danymi, ale nie jedynymi. Sprawdzam również dokładne słowa, kontekst, wcześniejsze zachowania rozmówcy, powtarzalność danego schematu oraz możliwość alternatywnej interpretacji. Mogę uznać: „Poczułem się zaatakowany”, nie przesądzając od razu: „Zostałem świadomie zaatakowany”.
W pracy nad książką zabezpieczeniem przed tendencyjnością powinny być:
korzystanie z reprezentatywnych źródeł strony przeciwnej;
cytowanie jej autorów w odpowiednim kontekście;
przedstawienie najmocniejszej, a nie najsłabszej postaci argumentu;
wyraźne oddzielenie rekonstrukcji poglądu od mojej późniejszej oceny;
zaznaczenie, kiedy nie znam danego stanowiska wystarczająco dobrze;
unikanie przypisywania przeciwnikom motywacji, których sami nie deklarują.
Nie rezygnuję z własnego sądu. Odkładam go jedynie do momentu, w którym upewnię się, że sądzę rzeczywiste stanowisko, a nie jego wersję wytworzoną przez moje emocje.
Możliwa nowa teza / wkład własny
Pierwszym aktem dojrzałego słuchania nie zawsze musi być natychmiastowa parafraza słów rozmówcy. Czasem jest nim świadome powstrzymanie się od odpowiedzi i czasowe opuszczenie sytuacji, aby nie zamienić własnej, rozgrzanej interpretacji w rzekomy fakt.
Proponuję rozróżnić cztery czynności, które w języku potocznym często wrzucamy do jednego worka:
zrozumieć — odtworzyć sens, jaki druga osoba nadaje swoim słowom;
przyjąć do wiadomości — dopuścić, że rzeczywiście tak myśli lub przeżywa sytuację;
uznać za prawdziwe albo słuszne — zgodzić się z jej oceną;
przyjąć jako własne — zacząć według tego przekonania postępować.
Mogę wykonać pierwsze dwa kroki, nie wykonując trzeciego i czwartego. Dzięki temu empatia nie staje się kapitulacją, a stanowczość nie musi oznaczać zamknięcia na drugiego człowieka.
Drugą tezą autorską jest to, że uczciwość opisu nie oznacza neutralności konkluzji. W książce apologetycznej mogę bezstronnie odtworzyć pogląd przeciwnika, a następnie jasno uznać go za mniej przekonujący, błędny albo sprzeczny z przyjętymi przeze mnie zasadami. Nieuczciwością nie jest samo zajęcie stanowiska. Nieuczciwością byłoby wcześniejsze zniekształcenie tego, z czym polemizuję.
Dalsza kwerenda
Poprawić lokalizacje cytatów. Główny fragment o myśleniu odzwierciedlającym znajduje się na s. 68–69. Cytat „Acceptance is not the same thing as agreement or approval” pochodzi natomiast z s. 37. Nie należy podawać obu cytatów pod jednym zakresem stron.
Wyjaśnić rozbieżność w opisie bibliograficznym. Na górze strony pozycji nadal widnieje odwołanie do s. 44, podczas gdy obecna fiszka korzysta z s. 37 i 68–69.
Połączyć tę fiszkę z Urym. Ury dostarcza uzasadnienia dla przerwania automatycznej reakcji i odzyskania dystansu; Miller i Rollnick pozwalają następnie sprawdzić, jakie znaczenie przypisaliśmy słowom rozmówcy.
Połączyć ją z Golemanem, Grossem oraz Kjærvik i Bushmanem. Tamte źródła wyjaśniają pobudzenie i regulację emocjonalną. Miller i Rollnick wnoszą następny etap: po uspokojeniu trzeba jeszcze trafnie odczytać komunikat.
Opracować dwa osobne protokoły praktyczne:
rozmowa w stanie silnego pobudzenia: nazwanie emocji → granica → przerwa → powrót;
spór światopoglądowy: rekonstrukcja stanowiska → sprawdzenie źródeł → najmocniejszy kontrargument → własna ocena.
Poszukać osobnego źródła dotyczącego granic, manipulacji i przemocy psychicznej. Miller i Rollnick piszą przede wszystkim o relacji terapeutycznej i wspieraniu zmiany. Ich książka nie wystarcza jako podstawa do formułowania kryteriów rozpoznawania przemocy w relacji.
Sprawdzić kontekst biblijnego kryterium „po owocach”. W książce nie powinno ono funkcjonować jako szybki test psychologiczny każdej osoby, lecz jako zasada wymagająca kontekstu egzegetycznego i czasu potrzebnego do oceny skutków.
Roboczy akapit
Najwięcej kłótni nie zaczyna się od słów, które rzeczywiście padły. Zaczyna się od znaczeń, które do nich dopisaliśmy. Ktoś mówi: „Znowu wróciłeś późno”, a ja słyszę: „Jesteś nieodpowiedzialny i nie można na tobie polegać”. Pierwsze zdanie wypowiedział rozmówca. Drugie mogło powstać już we mnie. Różnica między nimi bywa wystarczająco duża, żeby spokojna uwaga po kilku sekundach zamieniła się w awanturę.
Miller i Rollnick pokazują, że słuchanie nie jest czytaniem w cudzych myślach. To raczej ostrożna próba odtworzenia znaczenia, które druga osoba chciała przekazać. Po drodze łatwo o pomyłkę. Rozmówca może niedokładnie wyrazić myśl. Ja mogę usłyszeć tylko część zdania. Potem mogę jeszcze nadać jej sens zgodny z moim lękiem, złością albo wcześniejszym doświadczeniem.
W moim przypadku nie zawsze pomaga natychmiastowe pytanie: „Czy dobrze rozumiem, że chodzi ci o…?”. Kiedy jestem już pobudzony, mogę również odpowiedź na to pytanie usłyszeć opacznie. Dlatego uczciwsze bywa dla mnie powiedzenie: „Czuję się atakowany. Źle mi z tym. Potrzebuję teraz przerwy. Wróćmy do tej rozmowy, kiedy trochę się uspokoję”. Nie musi to oznaczać ucieczki. Może być próbą ocalenia rozmowy przed moją własną, rozgrzaną interpretacją.
Dopiero później mogę oddzielić cztery rzeczy: co zostało powiedziane, co do tego dopisałem, co poczułem i co zrobiłem. Zrozumienie rozmówcy nie jest kapitulacją. Mogę przyjąć jego słowa do wiadomości, nie przyjmując jego poglądu jako własnego. Powinienem jednak upewnić się, że odpowiadam na to, co on rzeczywiście twierdzi, a nie na przeciwnika, którego w kilka sekund zbudował mój umysł.
Ta sama zasada będzie nam potrzebna dalej, kiedy przejdziemy od rodzinnych sporów do pytań światopoglądowych. Zanim odrzucimy jakąś teorię, powinniśmy potrafić opisać ją tak, aby jej kompetentny zwolennik rozpoznał w naszym opisie własne stanowisko. Dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa dyskusja. Wcześniej walczymy jedynie z własnym wyobrażeniem przeciwnika.
Dodatkowe notatki o powiązaniach
Daniel Goleman, Inteligencja emocjonalna — porwanie emocjonalne, samoświadomość, relacja emocji i działania; fiszka 20271.
James J. Gross, Handbook of Emotion Regulation — regulowanie emocji bez utożsamiania regulacji z ich tłumieniem.
Sophie L. Kjærvik i Brad J. Bushman — obniżanie pobudzenia zamiast agresywnego „wyładowania”; fiszka 20272.
William Ury, Odchodząc od NIE — przerwanie automatycznej reakcji i odzyskanie dystansu; fiszka 20276.
William R. Miller i Stephen Rollnick — odróżnienie słów od ich interpretacji; fiszka 20304.
Warren H. Schmidt i Robert Tannenbaum — różnice informacyjne, percepcyjne, dotyczące celów, metod i wartości.
Miejsce podstawowe: Część I → rozdział 1, po redakcji roboczo: „Zanim podniesiesz głos”.
Miejsce pomocnicze: dawny rozdział 6 o rozmowie bez atakowania.
Powiązanie metodologiczne: rozdziały poświęcone uczciwemu rekonstruowaniu stanowisk światopoglądowych.
Metadane pytania 1
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 2
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 3
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 4
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 5
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Status mojego stanowiska
working
Stopień pewności
high
PV11-193 — PV11-193 – Samoograniczenie metody naukowej — materiał do rozdziału 4 „Projektowanych”
Otwórz w książce i skopiuj stały linkPrzeczytaj fragment i opracowanie
1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
s. 5: „Nauki nowożytne odnalazły swoją tożsamość i zaczęły odnosić szereg niespotykanych dotychczas sukcesów, gdy tylko zrezygnowały ze stawiania pytań, na które nie były w stanie udzielić odpowiedzi. […] Metoda nauk jest wysoce ascetyczna: eliminuje wszystkie zagadnienia, których na danym etapie rozwoju nie daje się sformułować w języku matematycznym i to tak, aby możliwa była konfrontacja z danymi doświadczalnymi. W ten sposób wraz z matematyczno-empiryczną metodą narodził się problem jej granic.”
Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście
często przypomina o zasadzie samoograniczenia nauki. To właśnie rygorystyczne trzymanie się swojej metody pozwoliło nauce osiągnąć sukces. „Nauki nowożytne odnalazły swoją tożsamość i zaczęły odnosić sukcesy, gdy tylko zrezygnowały ze stawiania pytań, na które nie były w stanie udzielić odpowiedzi” – pisze Heller. Metoda naukowa celowo ogranicza się do badania tego, co da się ująć w języku matematycznym i sprawdzić empirycznie.
Słowa kluczowe
Projektowani v11; rozdział 20; przypis 193; heller-granice; opracowanie