Projektowani

Kahneman, Daniel, 2011-, Thinking, Fast and Slow / Pułapki myślenia

Pełny widok tekstowy

Pełny widok tekstowy rozwija wszystkie sekcje i usuwa elementy strony niepotrzebne dla AI, Speechify oraz wydruku.

Opis bibliograficzny

Daniel Kahneman, Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym, tłum. Piotr Szymczak, Media Rodzina, Poznań.

Omówienie źródła

Kahneman zwraca uwagę na coś, czego zwykle nie zauważamy. Przeżywamy własne myśli, oceny i odczucia jako coś oczywistego. Pojawiają się w naszej świadomości, więc łatwo uznać, że świadomie je wypracowaliśmy. Tymczasem bardzo często otrzymujemy jedynie gotowy wynik pracy wykonanej wcześniej przez umysł. Nie potrafimy dokładnie powiedzieć, dlaczego rozpoznaliśmy irytację w głosie drugiego człowieka, skąd pojawiło się pierwsze wrażenie ani dlaczego określoną sytuację natychmiast uznaliśmy za groźną, przyjazną lub podejrzaną.

Nie oznacza to, że automatyczne procesy umysłowe są złe. Bez nich nie poradzilibyśmy sobie w codziennym życiu. Pozwalają szybko rozpoznawać twarze, wychwytywać emocje, reagować na niebezpieczeństwo i orientować się w otoczeniu. Problem pojawia się wtedy, gdy sam fakt pojawienia się jakiegoś przekonania traktujemy jako wystarczające uzasadnienie jego prawdziwości. Myśl może być moja i może wydawać się oczywista, a mimo to może być błędna.

Świadomość automatycznego działania umysłu nie daje człowiekowi pełnej kontroli nad własnymi reakcjami. Daje jednak możliwość zatrzymania się. Między pierwszym wrażeniem a wypowiedzianym słowem może pojawić się pytanie: „Dlaczego właśnie tak to odebrałem?”. Ta niewielka przestrzeń refleksji ma ogromne znaczenie. Nie usuwa emocji ani intuicji, ale pozwala zdecydować, czy należy za nimi natychmiast podążyć.

Spis treści

Karta redakcyjna
Dedykacja
Wprowadzenie
Część I. Dwa systemy
1. Poznaj bohaterów opowieści
2. Uwaga i wysiłek
3. Leniwy kontroler
4. Maszyneria skojarzeniowa
5. Łatwość poznawcza
6. Normy, niespodzianki i przyczyny
7. Maszyna do wyciągania pochopnych wniosków
8. Skąd biorą się osądy
9. Odpowiadanie na łatwiejsze pytanie
Część II. Heurystyki i błędy (skrzywienia) poznawcze
10. Prawo małych liczb
11. Kotwice
12. Naukowe badanie dostępności umysłowej
13. Umysłowa dostępność, emocje i ryzyko
14. Co studiuje Tomasz W.
15. Linda: mniej znaczy więcej
16. Przyczyny mają pierwszeństwo przed statystykami
17. Powrót do średniej
18. Poskramianie prognoz intuicyjnych
Część III. Nadmierna pewność siebie
19. Złudzenie zrozumienia
20. Złudzenie trafności
21. Intuicja kontra wzory
22. Intuicja ekspertów: kiedy możemy jej ufać
23. Spojrzenie z zewnątrz
24. Motor kapitalizmu
Część IV. Wybory
25. Błędy Bernoulliego
26. Teoria perspektywy
27. Efekt posiadania
28. Zdarzenia niekorzystne
29. Cztery warianty stosunku do ryzyka
30. Zdarzenia rzadkie
31. Podejście do ryzyka
32. Mentalna punktacja
33. Odwracanie preferencji
34. Ramy interpretacyjne (framing) a rzeczywistość
Część V. Dwie jaźnie
35. Dwie jaźnie
36. Życie jako opowieść
37. Dobrostan doznawany
38. Jak myślimy o życiu
Wnioski
Załącznik A: Osądy w warunkach niepewności: heurystyki i błędy
poznawcze
Załącznik B: Wybory, wartości i ramy interpretacyjne
Podziękowania
Przypisy

Fiszki (1)

KAH-2011_1 — Nie wszystko, co myślę, powstaje świadomie. Milcząca praca umysłu

Stały link do fiszki
Priorytet: WysokiMiejsce: 1.1
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

„Większość myśli i wrażeń pojawia się w świadomości, choć nie masz pojęcia, skąd się wzięły”.

Kahneman wyjaśnia dalej, że umysł wykonuje poza naszą bezpośrednią świadomością pracę, z której rodzą się wrażenia, domysły oraz liczne decyzje. Zaznacza zarazem, że intuicja zazwyczaj działa użytecznie, lecz nie jest nieomylna. Człowiek może być bardzo pewny własnego sądu także wtedy, gdy sąd ten jest błędny.

Lokalizacja w źródle

Wprowadzenie, fragment znajdujący się po omówieniu efektu halo, przed śródtytułem „Początki”.

W pliku znajdującym się w repozytorium jest to około s. 10–11 dokumentu PDF.

Rozumiem fragment

Kahneman zwraca uwagę na coś, czego zwykle nie zauważamy. Przeżywamy własne myśli, oceny i odczucia jako coś oczywistego. Pojawiają się w naszej świadomości, więc łatwo uznać, że świadomie je wypracowaliśmy. Tymczasem bardzo często otrzymujemy jedynie gotowy wynik pracy wykonanej wcześniej przez umysł. Nie potrafimy dokładnie powiedzieć, dlaczego rozpoznaliśmy irytację w głosie drugiego człowieka, skąd pojawiło się pierwsze wrażenie ani dlaczego określoną sytuację natychmiast uznaliśmy za groźną, przyjazną lub podejrzaną.

Nie oznacza to, że automatyczne procesy umysłowe są złe. Bez nich nie poradzilibyśmy sobie w codziennym życiu. Pozwalają szybko rozpoznawać twarze, wychwytywać emocje, reagować na niebezpieczeństwo i orientować się w otoczeniu. Problem pojawia się wtedy, gdy sam fakt pojawienia się jakiegoś przekonania traktujemy jako wystarczające uzasadnienie jego prawdziwości. Myśl może być moja i może wydawać się oczywista, a mimo to może być błędna.

Świadomość automatycznego działania umysłu nie daje człowiekowi pełnej kontroli nad własnymi reakcjami. Daje jednak możliwość zatrzymania się. Między pierwszym wrażeniem a wypowiedzianym słowem może pojawić się pytanie: „Dlaczego właśnie tak to odebrałem?”. Ta niewielka przestrzeń refleksji ma ogromne znaczenie. Nie usuwa emocji ani intuicji, ale pozwala zdecydować, czy należy za nimi natychmiast podążyć.

Ważne zastrzeżenie

Z faktu, że liczne procesy umysłowe przebiegają automatycznie, nie wynika, że wszystkie są błędne albo niewiarygodne. Kahneman podkreśla, że intuicyjne oceny w codziennym życiu najczęściej okazują się użyteczne. Świadoma refleksja również nie gwarantuje prawdy. Może racjonalizować wcześniejszy sąd i dostarczać mu pozornie logicznych uzasadnień. Celem nie jest więc odrzucenie intuicji, lecz nauczenie się rozpoznawania sytuacji, w których wymaga ona sprawdzenia.

Pytania i moje odpowiedzi

1. Czy myśl, której świadomie nie wytworzyłeś, nadal jest w pełni „Twoją” myślą? Wcześniej podkreślałeś, że emocje nie są kimś obcym, ponieważ nadal należą do Ciebie. Czy podobnie traktujesz automatyczne myśli, skojarzenia i pierwsze oceny? A może rozróżniasz pomiędzy tym, co pojawia się w Tobie, a tym, z czym świadomie się utożsamiasz?
Moja odpowiedź

zastanawiam się nad uczynkami w tzw. "afekcie". Prawo nie pozwala za nie karać, podobnie jak za uczynki świadomie popełnione. a więc morderstwo w tzw. afekcie nie jest do końca morderstwem, to tak jakby ono było czymś obcym dla podmiotu je popełniającego. To tak, jakbym "ja", ja się staję dopiero kiedy dojdzie do połączenia sfery kognitywnej ze sferą emocjonalną, czyli z tego prosty wniosek, że gdy działam pod wpływem impulsu emocjonalnego to nie jestem w pełni soba, a więc, to nie jestem ja.
Emocje należą do mnie, są moje, to prawda. Na te emocje składa się tak wiele rzeczy, że ktoś mógłby równie dobrze twierdzić, że emocje są kimś/czymś obcym dla podmiotu. Ma na nie wpływ w jaki się wychowywałeś, kim była/jest twoja matka, w jakiej dzielnicy żyłeś, w jkich czasach, w jakiej kulturze, państwie, jakiego używałes języka. Pomimo tego wszystkiego uważam, że moje emocje to ciągle ja. Dlaczego? Bo jestem "w potencji", jestem w możności, aby nad nimi "zapanować", choć teoretycznie nigdy to nie jest możliwe. Samo ich sobie uświadamianie już jest pewnego rodzaju ich stymulacją, kreowaniem lub próbą na nie wpłynięcia. Myślę, to jest głównym czynnikiem stanowiącym o ich subiektywności/indywidualności/ osobistej przynależności. Jeśli mam taką możliwość - stymulowania ich - a z tej możliwości nie korzystam, to jest moja wina w tym, że im uległem lub im folgowałem, czyli świadomie dałem im przystęp do siebie. To nic, że zmierzenie się z nimi (z emocjami) to nierówna walka, ale nie musi to być "walka", bo równie dobrze może to być wyuczone kognitywne stymulowanie - bynajmniej takim może się ono nam wydawać, ale to już jest pierwszy mały sukces.
To faktycznie są dwie różne sprawy: to co się we mnie pojawia, a to z czym się świadomie utożsamiam, przy czym to drugie ma dla mnie zdecydowanie dużo większą wartość.

2. Co dla Ciebie oznacza „panowanie” nad własnym umysłem? Czy chodzi o kontrolę, modelowanie, wychowanie własnych reakcji, czy raczej o coraz dojrzalszą współpracę z tym, co pojawia się spontanicznie? Gdzie przebiega granica pomiędzy zdrową regulacją a próbą tłumienia żywej części samego siebie?
Moja odpowiedź

raczej o coraz dojrzalszą współpracę z tym, co pojawia się spontanicznie. Granica przebiega w miejscu, które nazywam dobre samopoczucie, dobrze mi z soba samym, czuję wewnętrzny pokój i zadowolenie. Jeśli nadmiernie/za bardzo stymuluję swoje myśli, to wytwarza się poczucie pewnego rodzaju sztuczności, niepokoju, przymuszania się do czegoś, czego tak na prawdę nie chcę. W tych momentach łatwo tłumaczę to sobie, że to zapewne jeszcze nie ta chwila, abym przyjąć takie, a takie założenia w swoim życiu, przejął się taką a taką prawdą. Po prostu nie dojrzałem jeszcze do tego. Może kiedyś ta myśl/prawda stanie się moją, ale jeszcze nie teraz. Czyli mówiąc praktycznie: w mgnieniu oka staram się sobie wyobrazić siebie w postępowaniu zgodnym z tą a tą prawdą/myślą i to co te myśli ze mną robią. Fakt, że jest to zależne od danego momentu: czy jestem w pośpiechu, wyspany, najedzony, w dobrej relacji z soba samym i innymi wokół mnie, czy nic mnie nie boli (takie fizyczne i psychiczne względy), ale to nic, po prostu to robię, bo dana myśl wytworzyła wspomniane odczucia tu i teraz. Nie da się ich zapamiętać i odtworzyć kiedy indziej, kiedy wspomniane względy fizyczne i psychiczne będą w akceptowalnym komforcie. Jest to miejsce dla potencjalnego błędu, ale o to nie dbam. To tak, jak dopuszcza się, abyśmy mieli kontakt z niektórymi zaraskami, bakteriami, bo czynienie sobie świata sztucznie sterylnym, wytworzy w nas anomalia.

3. Przypomnij sobie sytuację, w której najpierw „wiedziałeś”, co ktoś miał na myśli, a dopiero później okazało się, że się myliłeś. Co wtedy stworzyło Twoją pierwszą interpretację: ton głosu, wcześniejszy konflikt, zmęczenie, lęk, doświadczenie z podobną osobą? Po czym mogłeś poznać, że Twój filtr właśnie zaczyna dopowiadać rzeczywistość?
Moja odpowiedź

Co wtedy stworzyło moją pierwszą interpretację? Moje pierwotne założenia, z którymi wchodziłem w kontakt z daną osoba. Przypuśćmy że to wydał mi się mój znajomy, na pierwszy rzut oka, to był on, a więc na pierwsze słowa tej osoby zareagowałem ochoczo, z empatią. Natomist po chwili, gdy się zorientowałem o swojej pomyłce, wycofanie bbyło wręcz radykalne, na przeciwległy biegun. Może nie od razu, że to jest mój wróg, ale gdzieś blisko tego miejsca. i podobnie jest z pozytywna myślą o danej idei, czy osobie. Jeśli z początku była pozytywna, a po czasie okazała się być wręcz przciwna, to już nie zaczyna ona z punktu , nazwijmy go , punktu neutralnego (jeśli kiedykolwiek taki istniał/istnieje, bo przecież ka wszystko i w każdym czasie wchodzi z pewnym "ja" konkretnie zabarwiony dla każdej minuty swojego życia), alejest to sporo poniżej tego go punktu. Czuję się delikatnie zagrożony, że ktoś mógł poznać moje prawdziwe ja i wykorzystać mechanizm pozytywnej reacji na osobę/myśl, tylko po to, aby przemycić do mnie/we mnie ideę/osobę. A więc jest ździebko niepokoju w takiej sytuacji. Na ratunek wtedy przychodzi zimny umysł i poraża ta sytuacje eliksirem spokoju, równowagi, bynajmniej takim każe siebie sobie i innym przedstawiać, taką każe założyć "maskę". Ta są ułamki sekundy, ale gdyby takie coś miało miejsce często lub nieustannie, ten objaw niepokoju byłby widoczny a nawet porażający/ każący mi zastygnąć w bezruchu fizycznym i psychicznym.
Zaczynam dostrzegać/ odczuwać działanie mojego filtra wtedy, gdy dostrzegam przejwy kłamstwa, jakiejś niespójności, w słowach, działaniu danej idei/myśli/osoby. Wtedy staram się szybko "włączyć reset", ale zarazem przejść w "mode" alertu, gdzie zawęża się wszystko, nie działają wszystkie "podzespoły", a tylko najbardziej podstawowe. Do każdej idei/myśli/człowieka podchodzę w sposób idealistyczny: jest wspaniały, ubogacający idealny dla mnie. Jeśli tylko dostrzegę niespójność/ kłamstwo/ jakieś delikatne odchylenie od tego idealnego wzorca zaczynam uświadamiać sobie, że niepotrzebnie lub potrzebnie (nie ważne to jest w tym momencie, aby to oceniać pod względem dobra i zła) ale że nałożyłem filtr. Ogólnie wiem, zdaję sobie sprawę, że ciągle gdzieś podświadomie szukam osoby kochającej bezwzględnie, prawdy idealne dla mnie oraz dla wszystkich ludzi. To są nierealne pragnienia, ale zdaje mi się, że wszyscy je mamy i gdy widzimy małe braki pod tym względem w rzeczywistości płynącej wokól nas/mnie, to coraz częściej świadomie (może ze względu na wiek) dostrzegam nakładany przez siebie idealny wzorzec.

4. Kiedy trwanie przy własnym światopoglądzie jest wytrwałością, a kiedy staje się obroną poglądu tylko dlatego, że jest własny? Sam pisałeś, że niechęć do zmian może być bezpiecznikiem chroniącym przed skakaniem „z kwiatka na kwiatek”. Jakie wydarzenie, argument albo rodzaj dowodu powinien jednak uruchomić ponowne badanie własnego przekonania?
Moja odpowiedź

ponowne badanie tego tematu zwykle uruchamia złożenie się wielu rzeczy/spraw w tym samym momencie. Czynnikiem to wywołującym są inni ludzie, a zwłaszcza ci na których mi zależy, lub inaczej mówić, których zdanie jest czasem dla mnie cenne. Jeśli ich zdanie wprowadza we mnie niepokój, to nie idę za nim. Jeśli ich zdanie jest zgodne z moimi emocjami, to zaczynam się nad nim zastanawiać, z tym, że liczy się ilość i jakośc słów z tej innej/drugiej strony. Jeśli jest w nich stosunkowo mało błędu, a wszystko lub prawie wszystko logicznie się spaja, to, to w połączeniu ze stanem moich emocji wprawia mnie w zastanowienie, ale jeszcze nie w powątpiewanie co do raz przyjętego światopoglądu. Do jego zmiany jeszcze jest bardzo daleko. mogłoby do niego dojść jeśli w tym samym momencie/czasie doszłoby do moich uszu/mózgu przekonanie/zdanie innych osób ze świata stanowiącego świat mojego światopoglądu twierdzenie pozostające w zgodzie z wcześniej usłyszanym zdaniem kogoś z poza tego świata, w któym króluje dany światopogląd. Na koniec tego wszystkiego musiałoby dojść jeszcze moje osobiste badanie tego tematu. Jeśli wynikiem tego ostatniego byłoby "zmaczowanie" się z poprzednimi, to wtedy zapaliłoby się "zielone światło" dla tego, aby o tym mówić z innymi, czyli przejście ze świata myśli, do świata słów. Jeśli i tu wszystko wskazywałoby na "za", a niżeli "przeciw", to można byłoby niepewnie postawić nogę na powierzchnię pokryta lodem, niewiedzieć jak grubym lodem.
Ten tak długi proces zmiany nazywam własnie wytrwałością. To nie znaczy, ze jest on skostniały i nie wrażliwy na zmiany. Moge nawet powiedzieć inaczej: że jest on ciągle wrażliwy i otwarty na zmiany, bo chętnie rozmawia o różnych punktach widzenia, ale do tego , aby przyjąć cos za swoje jest długa droga, a raz przyjęte musi przejść wiele testów, ale mogła być dopuszczona ewentualność zmiany.

5. Jak ochronić młodego czytelnika przed przeciwnym błędem? Po przeczytaniu o automatycznych procesach mógłby dojść do wniosku: „Skoro mój umysł robi tyle rzeczy beze mnie, to nie mogę ufać żadnej swojej myśli”. Jak odpowiedziałbyś mu własnymi słowami, aby nauczyć go pokory, ale nie wprowadzić w paraliżujący sceptycyzm?
Moja odpowiedź

co do zaufania swoim myślom: to uważam, że sama świadomość tego co składa się na nasze wyrabianie swojego zdania, na proces myślowy, na automatyzmy, które nami rządząna tak ogromna wielość zmiennych, kóre mają na nas wpływ to po pierwsze może oczywiście spowodować, ze nie jednemu człowiekowi moga "opaść ręce". Ale Bóg na samym początku księgi rodzaju powiedział do nas, ludzi "czyńcie sobie zięmię poddaną", co ja rozumiem, w ten sposób, że mam czynić sobie siebie poddanym. Ja, z moją fizycznością, psychicznościa, ja jako cały ja, z moją sferą emocjonalną, kognitywną stanowi tą "ziemię" ktąrą każe Bóg "uprawiać", zarządzać. A więc pytanie już zdaje się być stawiane tylko co nielicznym, tzn. tym, którzy chca się przejąć słwoami "jakiegoś boga" o ile jest On w stanie stać się ich Bogiem, bo wtedy imperatyw "macie" powinniście, staje się niesłabnącą motywacją bez której nie sposób temu zadaniu sprostać, zadaniu poznawania samego siebie, swoich emocji, swoich myśli i na tej podstawienie szukania sposobu, aby tym zarządzać, nie poprzestać na samym tylko wiedzeniu/wiedzy, ale przekucie tego w działanie.
"ufać swojej myśli" - chyba tu nie chodzi o ufanie swojej myśli, ale bardziej o przyjęcie jej jako swojej, może jeszcze inaczej: pokochaniu tej myśli jako swojej, zaakceptowaniu jej i wtedy pokochaniu jej jako swojej. Myślę , że to może zmienić perspektywę podejścia do tej myśli. Bo jeśli "wpadnę na genialny pomysł", aby z nią walczyć, to z całą pewnością "ona"mnie pokona, bo nie sposób walczyć z sobą samym, bez tego wcześniejszego założenia: pokochania tej myśli, pokochania całego samego siebie. Z takim podejściem można zacząć drogę poznawania swoich myśli, a to dopiero otworzy pespektywę delikatnego, czasochłonnego wpływu na te myśli, ale nie może byc to na zasadzie oszukiwania samego siebie. Od samego początku musi być to jasne: robię to, bo siebie kocham i chce odpowiedzieć pozytywnie na "receptę", która otrzymałem od mojego stwórcy, kogoś, kto stwarzając mnie znam mnie jak nikt inny i wie co ejst dla mnie dobre. To tak jak architekt, kóry "wyprodukował" projekt domu. Zna go "od podszewki", wie co z nim jest i gdzie co jest, wie jak i co dziąła najlepiej. Jeśli komuś zlecić zmiany w tym projekcie domu, to tylko temu kto go wymyslił/napisał/narysował, bo ktoś inny nie wszystko poprawnie odczyta, popełni błędy itd. A więc idziemy do autora. Pytamy Go, a On nam mówi: możesz tym (emocjami, sferą kognitywną, ogólnie całym sobą) zarządzać. Jeśli nie mamy odpowiedniej motywacji dla nauki jakiegoś języka, powiedzmy angielskiego, to bardzo i to bardzo ciężko nam to będzie szło wyobrażając sobie w wieku kilkunastu lat, że uczę się głównie po to, że kiedys gdy wejdę w świat pracy z całą pewnością (tak mówią starsi ode mnie) mi się przyda język angielski. Inaczej będę się go uczył, jeśli np. wiem, że osoba, kóra pokochałem i chcę ją poznać mówi tylko w tym języku, a mam jej tak wiele do powiedzenia.
wracając do poznania samego siebie: jeśli już wiem, ze to mogę robić i uznaję autorytet tego, który to powiedział to o wiele łatwiej mi się za to zabrać, zapał mi nie gaśnie lub powiedzmy inaczej, jest podtrzymywany przez coś o wiele mocniejszego: wiarę, mój światopogląd, tam gdzie również są zogniskowane moje uczucia, bynajmniej jakaś ich część. Jeśli to wszystko wypływa z samej tylko wiedzy, nie podpartej emocjami, to szybko obumrze.
pokorą jest stan, w którym uznajesz większość od siebie tego, którego dla potrzeby tehgo wywodu nazwałem Architektem/twoim Projektantem, bo to przecież od Niego pochodzi ta pierwsza myśl: ja mogę coś w sobie zmieniać. Jeśli na tym poprzestaniesz, to też pobłądzisz. Bo dalej pojawia się kolejna wytyczna: tak, możesz, ale najpierw miej pozytywne podejście do własnej osoby, ze słowa "pozytywne podejście" musisz/możesz/będziesz ewoluował ku słowu pokochać samego siebie, w tym również swoje myśli. Gdy będziesz na tym etapie, potem pojawią się kolejne instrukcje, tak ot, pojawią się, od Twojego Projektanta.
To jest moja recepta.

Moje stanowisko

Moje stanowisko i uzasadnienie

Uważam, że jestem jednym podmiotem, choć nie jestem świadomym autorem wszystkiego, co pojawia się w mojej psychice. Automatyczne myśli, skojarzenia i emocje należą do mnie, ponieważ wyrastają z mojej historii i istnieją we mnie. Nie są jednak jeszcze tym samym co moje świadomie przyjęte przekonania.

Rozróżniam zatem cztery etapy:

coś pojawia się we mnie — emocja, myśl, skojarzenie albo pierwsze wrażenie;
zauważam to i próbuję nazwać;
oceniam, czy chcę się z tym utożsamić;
pozwalam temu kierować swoim słowem lub działaniem albo świadomie się od tego dystansuję.

Moja wolność nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy potrafię zapobiec każdej niechcianej myśli. Zaczyna się już wtedy, gdy nie uznaję pierwszej myśli za wyrok. Nie wybieram wszystkiego, co pojawia się w mojej świadomości, ale mogę stopniowo uczyć się wybierać, co z tym zrobię.

Panowanie nad sobą nie oznacza dla mnie podporządkowania emocji rozumowi jak nieposłusznego pracownika surowemu kierownikowi. Bardziej przypomina uczenie współpracy dwóch części tej samej osoby. W pełni sobą jestem wtedy, gdy sfera emocjonalna i poznawcza zostają wysłuchane, rozpoznane i włączone w działanie, zamiast wzajemnie się zagłuszać.

Moją niechęć do szybkiej zmiany światopoglądu nadal nazywam wytrwałością, ale tylko pod warunkiem, że pozostaje ona otwarta na rzeczywiste badanie. Zmiana mojego przekonania wymaga zwykle zbieżności kilku elementów:

poważnego argumentu pochodzącego od osoby, której zdanie cenię;
podobnego sygnału dochodzącego z wnętrza środowiska lub tradycji, z którą się utożsamiam;
osobistego sprawdzenia źródeł;
rozmowy, podczas której nowy pogląd zostaje poddany próbie;
czasu, w którym mogę zobaczyć jego konsekwencje.

Taki proces jest długi. Nie oznacza jednak zamknięcia. Jest raczej ostrożnym stawianiem nogi na lodzie, którego grubości jeszcze nie znam.

Co pozostawiam otwarte

Pozostawiam otwarte pytanie, gdzie dokładnie przebiega granica między myślą, która jedynie pojawiła się we mnie, a myślą, którą rzeczywiście przyjąłem jako swoją.

Nie rozstrzygam jeszcze:

kiedy intuicja jest owocem doświadczenia, a kiedy uprzedzeniem;
kiedy wewnętrzny niepokój ostrzega przed realną niespójnością, a kiedy pochodzi z mojego lęku;
kiedy pokój wewnętrzny potwierdza dojrzałą integrację, a kiedy oznacza jedynie unikanie trudnej prawdy;
jak daleko sięga moja możliwość modelowania emocji;
kiedy wytrwałość światopoglądowa przechodzi w zwykłą obronę poglądu dlatego, że jest mój;
jak nie zamienić samoświadomości w ciągłe obserwowanie siebie i paraliżującą analizę każdej reakcji.

Otwarte pozostaje również moje odczytanie słów z Księgi Rodzaju: „czyńcie sobie ziemię poddaną”. Dostrzegam w nich inspirację do „uprawiania” także własnego wnętrza, ale jest to moja osobista aplikacja duchowa i analogia. Nie powinienem przedstawiać jej jako bezpośredniego sensu egzegetycznego tego wersetu.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Rozdział 1, część poświęcona filtrowi poznawczemu i automatycznym reakcjom umysłu. Wykorzystać do pokazania, że pierwsze wrażenia, domysły i oceny często pojawiają się przed świadomym rozumowaniem. Na tej podstawie wprowadzić autorską ideę „świadomości własnej świadomości”: nie wybieramy wszystkich pierwszych reakcji, ale możemy nauczyć się je zauważać, nazywać i poddawać ocenie przed działaniem.

Słowa kluczowe

automatyczne procesy umysłowe, świadomość, intuicja, pierwsze wrażenie, filtr poznawczy, samowiedza, refleksja, pewność sądu, regulacja

Teza autora

Znaczna część naszych wrażeń, ocen i decyzji powstaje automatycznie, zanim świadomie przeanalizujemy sytuację. Dlatego poczucie oczywistości lub silna pewność nie stanowią jeszcze dowodu, że nasz sąd jest prawdziwy.

Znaczenie dla problemu badawczego

Fiszka daje naukową podstawę dla głównej idei pierwszej części książki, którą określasz jako „świadomość własnej świadomości”. Pokazuje, że samo zauważenie automatycznych procesów psychicznych może stać się początkiem ich regulowania.

Nie chodzi o przejęcie całkowitej władzy nad uczuciami, intuicją czy pierwszymi reakcjami. Chodzi o stopniowe rozwijanie zdolności rozpoznawania tego, co dzieje się w naszym wnętrzu. Człowiek może nie wybierać pierwszej myśli, która pojawia się w jego świadomości, ale może zdecydować, co z tą myślą zrobi.

Fiszka powinna zostać wykorzystana w podrozdziale dotyczącym filtra poznawczego, bez rozbudowanego wykładu o Systemie 1 i Systemie 2. Pełniejsze omówienie tych systemów będzie bardziej właściwe dla rozdziału o heurystykach i błędach poznawczych.

Co przyjmuję jako trafne

Przyjmuję podstawową tezę Kahnemana, że wiele myśli i wrażeń pojawia się bez świadomej wiedzy o ich źródle. Umysł wykonuje ogromną „milczącą pracę”, zanim pojawi się świadomy osąd. Automatycznie rozpoznajemy ton głosu, zagrożenie, podobieństwo, intencję czy nastrój rozmówcy. Zwykle te mechanizmy są pożyteczne. Bez nich człowiek nie byłby w stanie sprawnie funkcjonować. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy automatycznie powstałe wrażenie uznajemy za ostateczny opis rzeczywistości. Kahneman wyraźnie zaznacza, że intuicja najczęściej dobrze nam służy, lecz poczucie pewności nie gwarantuje prawdziwości sądu.

Przyjmuję również, że samo uświadamianie sobie automatycznych procesów stanowi już początek wpływania na nie. Nie jest to jeszcze władza nad emocjami ani pełna kontrola nad umysłem. Jest to jednak pierwszy, drobny ruch od automatycznej reakcji ku wolnemu działaniu.

„Panowanie nad sobą” rozumiem przy tym jako coraz dojrzalszą współpracę z tym, co pojawia się spontanicznie. Nie chcę prowadzić wojny z własnymi emocjami ani tworzyć sztucznie sterylnego wnętrza, w którym nic nie ma prawa pojawić się bez pozwolenia rozumu. Emocje są żywą częścią mnie. Mogę je poznawać, stymulować, wychowywać i ukierunkowywać, lecz nie powinienem oczekiwać, że całkowicie podporządkuję je swojej woli.

Przyjmuję także, że stabilność światopoglądowa może być wartością. Niechęć do natychmiastowych zmian nie musi oznaczać skostnienia. Może pełnić rolę bezpiecznika chroniącego przed przeskakiwaniem od jednej fascynującej idei do kolejnej. Uznaję jednak, że taki bezpiecznik jest dobry tylko wtedy, gdy drzwi pozostają uchylone, a pogląd podlega rzeczywistym próbom.

Co uważam za niewykazane

Nie przyjmuję wniosku, że skoro jakaś myśl pojawia się automatycznie, to jest z definicji fałszywa, niebezpieczna albo niegodna zaufania. Automatyczność nie jest dowodem błędu. Intuicja może być rezultatem wieloletniego doświadczenia i trafnie rozpoznawać coś, czego nie potrafię jeszcze wyrazić słowami.

Nie przyjmuję także przeciwnego założenia, że świadoma refleksja automatycznie naprawia pierwszą reakcję. Kahneman pokazuje, że refleksyjny System 2 może kontrolować impulsy, ale często zachowuje się jak adwokat pierwszego wrażenia: szuka argumentów potwierdzających emocjonalne nastawienie zamiast bezstronnie je badać. To oznacza, że „zimny rozum”, który uruchamiam po pierwszym niepokoju, może nie tylko uspokajać sytuację. Może również tworzyć elegancką maskę dla wcześniejszego lęku albo niechęci.

Za niewystarczające kryterium prawdy uważam samo dobre samopoczucie, spokój lub wewnętrzną zgodność. Są one ważnymi informacjami o moim stanie psychicznym, ale nie rozstrzygają, czy określone przekonanie jest prawdziwe. Fałszywa myśl może być przyjemna i uspokajająca. Prawdziwa może początkowo boleć, niepokoić, burzyć wygodny obraz siebie i domagać się trudnej zmiany.

Podobnie emocjonalna zgodność z wypowiedzią człowieka, którego cenię, nie może sama przesądzać, czy jego pogląd jest trafny. W przeciwnym razie otaczałbym się jedynie myślami, które dobrze współbrzmią z tym, co już we mnie istnieje.

Nie chcę również twierdzić, że człowiek działający w silnym afekcie przestaje być sprawcą swojego działania. Można mówić o ograniczonej samokontroli, mniejszej integracji, zawężonej świadomości czy różnym stopniu odpowiedzialności. Nie należy jednak na podstawie tej fiszki rozstrzygać szczegółowych kwestii prawnych ani moralnych.

Najsilniejszy kontrargument

Najsilniejszy kontrargument brzmi następująco:

Twierdzę, że chcę badać własne przekonania, ale w praktyce dopuszczam do głębszego rozważenia przede wszystkim te poglądy, które są zgodne z moimi emocjami, pochodzą od ludzi, których cenię, albo otrzymują potwierdzenie z wnętrza mojego dotychczasowego światopoglądu. W ten sposób mogę stworzyć bardzo rozbudowany i pozornie uczciwy system ochrony własnych przekonań.

Moje wymaganie, aby kilka źródeł „zmatchowało się” ze sobą, może nadal prowadzić do wybierania głównie źródeł należących do tego samego kręgu myślowego. Wtedy otrzymam wielokrotne potwierdzenie, ale wszystkie jego elementy będą miały wspólny korzeń.

Podobnie kryterium wewnętrznego pokoju może sprawić, że odrzucę pogląd prawdziwy tylko dlatego, że jest dla mnie trudny. Mogę też pomylić miłość do siebie z ochroną własnego komfortu.

Wreszcie moja skłonność do początkowej idealizacji osoby lub idei, a następnie do radykalnego wycofania się po dostrzeżeniu niespójności, grozi myśleniem biegunowym. Najpierw filtr mówi: „to jest idealne”. Później ten sam filtr odpowiada: „skoro nie jest idealne, zapewne jest niebezpieczne”. W obu przypadkach mogę nie widzieć realnej osoby lub idei, lecz własny wzorzec na nią nałożony. Twoje odpowiedzi bardzo wyraźnie pokazują ten ruch od entuzjastycznego przyjęcia do gwałtownego wejścia w tryb alarmowy.

Odpowiedź na kontrargument

Przyjmuję ten zarzut jako trafny i konieczny do uwzględnienia.

Dlatego emocjonalnego pokoju nie chcę traktować jako dowodu prawdziwości, lecz jako jedną z informacji. Niepokój nie powinien automatycznie oznaczać: „odrzuć tę myśl”. Powinien raczej uruchamiać komunikat: „zwolnij, sprawdź, nie wydawaj jeszcze wyroku”.

Do dotychczasowego sposobu badania przekonań trzeba dodać świadome poszukiwanie źródła, które nie należy do mojego obozu i które przedstawia najmocniejszą wersję stanowiska przeciwnego. Nie wystarczy zapytać ludzi, którym ufam. Trzeba także sprawdzić, jak mój pogląd wygląda z perspektywy kogoś, kto nie dzieli moich założeń.

Mój „zimny umysł” również wymaga kontroli. Powinien nie tylko uspokajać emocje, ale stawiać im pytania:

Co naprawdę wiem?
Co jedynie dopowiedziałem?
Jakie inne wyjaśnienie jest możliwe?
Co mogłoby wykazać, że się mylę?
Czy szukam prawdy, czy tylko eleganckiego uzasadnienia swojej pierwszej reakcji?

Nie rezygnuję z miłości do siebie jako fundamentu samopoznania. Rozumiem ją jednak nie jako zgodę na wszystko, co pojawia się we mnie, ale jako gotowość do poznania prawdy o sobie. Człowiek, który naprawdę siebie kocha, nie musi walczyć z każdą trudną myślą. Może ją spokojnie obejrzeć, uznać jej obecność i zdecydować, czy chce uczynić z niej część swojego życia.

Możliwa nowa teza / wkład własny

1. Pierwsza myśl jest moja, ale nie jest jeszcze moim stanowiskiem

Moim wkładem może być rozróżnienie między myślą pojawiającą się a myślą przyjętą.

Myśl pojawiająca się należy do mojego doświadczenia. Nie muszę jej jednak natychmiast aprobować, bronić ani wykonywać. Moim stanowiskiem staje się dopiero wtedy, gdy świadomie ją rozpoznam, poddam ocenie i przyjmę.

Można to ująć jednym zdaniem:

Nie odpowiadam za pojawienie się każdej pierwszej myśli w takim samym stopniu, w jakim odpowiadam za to, że uczyniłem z niej swoje przekonanie, słowo albo działanie.

2. Dojrzałe „ja” powstaje przez integrację, nie przez zwycięstwo jednej części człowieka

Nie chcę budować obrazu, w którym rozum jest dobrym dowódcą, a emocje niebezpiecznym żołnierzem. Pełniejszy człowiek pojawia się wtedy, gdy uczucia i poznanie zostają ze sobą zintegrowane.

Silny impuls może zawęzić moje funkcjonowanie. Nie oznacza jednak, że pojawił się we mnie ktoś obcy. Oznacza, że pewna część mnie przejęła ster bez konsultacji z całością.

3. Światopogląd powinien mieć wysoki próg zmiany, ale nie mur

Można zaproponować autorski, czterostopniowy model ponownego badania przekonania:

sygnał z zewnątrz — poważny argument osoby, której zdanie ma dla mnie znaczenie;
sygnał z wnętrza — podobna wątpliwość pojawiająca się w mojej własnej tradycji lub środowisku;
badanie osobiste — samodzielne sprawdzenie źródeł, także przeciwnych;
próba dialogu i czasu — wypowiedzenie nowej myśli, konfrontacja z kontrargumentami oraz obserwowanie jej konsekwencji.

Taki model pozwala zachować wytrwałość bez intelektualnego zabetonowania.

4. Samopoznanie jako uprawa, nie sterylizacja

Twoją analogię do świata nadmiernie sterylnego można przekształcić w mocniejszą metaforę:

Nie chcę sterylizować swojego wnętrza, usuwając z niego każdą trudną emocję i niechcianą myśl. Chcę je uprawiać. W ogrodzie nie wszystko, co wyrasta spontanicznie, trzeba od razu wyrwać. Najpierw należy rozpoznać, co jest chwastem, co młodą rośliną, a co śladem gleby wymagającej pielęgnacji.

To dobrze odpowiada idei całej Części I: świadomość nie daje od razu władzy, ale rozpoczyna proces stopniowego kształtowania siebie.

Dalsza kwerenda

Należy zestawić tę fiszkę z następującymi źródłami:
James Gross — aby rozwinąć różnicę między regulacją, reinterpretacją i tłumieniem emocji;
Daniel Goleman — aby pokazać samoświadomość i ograniczenie samokontroli w stanie silnego pobudzenia;
David Robson — aby połączyć automatyczne myśli z oczekiwaniami i filtrem percepcyjnym;
Keith Stanovich — aby wykazać, że inteligencja nie chroni automatycznie przed bronieniem własnego obozu;
William Ury — aby przełożyć refleksję na praktyczne „wejście na galerię” przed reakcją;
Kjærvik i Bushman — aby dodać fizjologiczny etap obniżenia pobudzenia przed próbą krytycznego myślenia.

Do repozytorium lub aktywnej bibliografii należy także włączyć odpowiednie fragmenty Katechizmu Kościoła Katolickiego dotyczące uczuć, wolności, odpowiedzialności moralnej oraz czynników ograniczających poczytalność działania. Będą potrzebne, zanim osobistą refleksję o działaniu w afekcie wykorzystamy w książce.

Należy również sprawdzić:

czy wewnętrzny pokój może zostać opisany jako wskaźnik integracji psychicznej, ale nie kryterium prawdy;
jak odróżnić zdrową stabilność przekonań od biasu status quo;
jak opisać idealizowanie osób i idei bez wprowadzania diagnoz klinicznych;
jak przedstawić „czyńcie sobie ziemię poddaną” jako osobistą aplikację duchową, a nie egzegezę Rdz 1,28;
czy temat czynu popełnionego w afekcie jest w ogóle potrzebny w rozdziale przeznaczonym dla młodego czytelnika.

Roboczy akapit

Nie jestem świadomym autorem każdej myśli, która pojawia się w mojej głowie. Czasem myśl jest szybsza ode mnie. Zanim zdążę cokolwiek sprawdzić, już „wiem”, że ktoś mnie lekceważy, próbuje oszukać albo chce mi pomóc. Daniel Kahneman pokazuje, że nie jest to awaria umysłu. Tak działa jego podstawowy tryb: szybko rozpoznaje, dopowiada i buduje spójną historię. Najczęściej robi to całkiem nieźle. Problem zaczyna się wtedy, gdy pierwszą wersję wydarzeń uznaję za wersję ostateczną.

Dlatego uczę się prostego rozróżnienia: pierwsza myśl jest moja, ale nie jest jeszcze moim stanowiskiem. Pojawiła się we mnie, więc nie będę udawał, że jej nie ma. Nie muszę jednak natychmiast za nią iść. Mogę ją obejrzeć, nazwać, porównać z faktami i zapytać, skąd przyszła. Może z doświadczenia. Może z lęku. Może z pragnienia, aby człowiek stojący przede mną okazał się kimś idealnym.

Nie chodzi mi o walkę z samym sobą. W takiej walce obie strony przegrywają, bo po obu stronach stoję przecież ja. Chodzi o coraz dojrzalszą współpracę rozumu z emocjami. Emocja może pierwsza zauważyć zagrożenie. Rozum może sprawdzić, czy alarm nie uruchomił się przez przypalony tost. Dopiero razem dają mi szansę zobaczyć więcej.
Drugi roboczy fragment — o zmianie światopoglądu

Nie zmieniam światopoglądu dlatego, że ktoś wypowiedział jedno efektowne zdanie. Potrzebuję czasu. Najpierw musi pojawić się poważne pytanie. Później podobny sygnał powinien dojść z miejsca, któremu ufam. Następnie sam zaglądam do źródeł. Rozmawiam. Sprawdzam, czy nowa myśl wytrzymuje sprzeciw. Dopiero wtedy ostrożnie stawiam nogę na lodzie.

Ktoś nazwie to oporem wobec zmiany. Ja nazywam to wytrwałością. Muszę jednak uważać, aby wytrwałość nie stała się elegancką nazwą dla lęku. Dlatego od czasu do czasu powinienem zapytać nie tylko: „Co potwierdza mój pogląd?”, ale również: „Co musiałoby się wydarzyć, abym uznał, że się mylę?”.

Dodatkowe notatki o powiązaniach

Powiązane fiszki i autorzy:

KAH-2011_1 — automatyczne powstawanie myśli i wrażeń;
David Robson — oczekiwania współtworzące percepcję;
Daniel Goleman — samoświadomość emocjonalna i porwanie emocjonalne;
James Gross — regulacja emocji i reinterpretacja;
Sophie Kjærvik i Brad Bushman — obniżanie pobudzenia;
William Ury — „wejście na galerię”;
Miller i Rollnick — nieprzymuszająca rozmowa i samodzielne dochodzenie do wniosków;
Schmidt i Tannenbaum — informacyjne i percepcyjne źródła różnic;
Keith Stanovich — myside bias i brak ochronnej roli wysokiej inteligencji.

Miejsca w książce:

wprowadzenie do Części I — wyjaśnienie idei „świadomości własnej świadomości”;
rozdział 1 — filtr poznawczy;
rozdział 1 — pierwsza reakcja a świadomie przyjęte stanowisko;
rozdział 1 — reset serca i głowy;
rozdział o heurystykach — pełniejsze omówienie Systemu 1 i Systemu 2;
fragment dotyczący stabilności i rewizji światopoglądu.

Metadane pytania 1

Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important

Metadane pytania 2

Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important

Metadane pytania 3

Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important

Metadane pytania 4

Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important

Metadane pytania 5

Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important

Status mojego stanowiska

working

Stopień pewności

medium

← Wróć do indeksu bibliografii