Zaznacz interesujące fragmenty. Na końcu możesz przesłać je autorowi.

PRACA MAGISTERSKA

„Historyczność Rdz 1-11 w dialogu teologia-nauka: od Johna Lennoxa do Williama Lane Craiga”

Mieczysław Sowiński

Akademia Katolicka w Warszawie

Promotor: ks. prof. AKW dr hab. Piotr Aszyk SJ

STRESZCZENIE (PL)

Praca podejmuje problem historyczności Rdz 1–11 oraz jego znaczenia dla dialogu między teologią a naukami przyrodniczymi. W części wprowadzającej (rozdz. I) zarysowano cele i metody apologetyki chrześcijańskiej oraz przedstawiono cztery główne stanowiska wobec tekstów Genesis (literalny kreacjonizm młodej Ziemi, koncepcja „mitu-historii”, interpretacja teologiczno-symboliczna i sceptycyzm sekularny). Rozdział II prezentuje sylwetkę Johna C. Lennoxa – oksfordzkiego matematyka i apologety – oraz jego hermeneutykę opartą na założeniu, że „dwie księgi” (Biblia i Księga Natury) nie mogą sobie zaprzeczać. Lennox proponuje odczyt ramowy lub dni „interwałowych”, broniąc jednocześnie realnego rdzenia wydarzeń z Edenu.

W rozdziale III omówiono spór o historycznego Adama. Zestawiono podejście Lennoxa z perspektywą W. L. Craiga (model „mitu-historycznego”), refleksjami A. Plantingi, J. Ratzingera i J. D. Dunna nad grzechem pierworodnym oraz krytycznymi głosami P. Ennsa i J. Waltona, którzy widzą w Adamie figurę zbiorową. Włączenie myśli Henriego de Lubaca ukazuje antropologiczne konsekwencje utraty nadprzyrodzonej wizji człowieka.

Rozdział IV bada, jak różne rozwiązania przekładają się na systematykę teologiczną: doktrynę stworzenia, antropologię (imago Dei), soteriologię (Chrystus – Nowy Adam) i problem zła. Wskazano, że całkowita demitologizacja Genesis może zagrozić spójności nauki o grzechu i odkupieniu, choć możliwy jest pluralizm interpretacji szczegółów przy zachowaniu prawd wiary.

Rozdział V przynosi autorską ocenę sił i słabości modelu Lennoxa oraz propozycję umiarkowanej perspektywy apologetycznej. Autor opowiada się za uznaniem faktualnego jądra wydarzeń (stworzenie pierwszych osób obdarzonych rozumem i wolnością oraz pierwotny bunt przeciw Bogu) przy jednoczesnym przyjęciu, że narracja posługuje się językiem i symboliką starożytnego Bliskiego Wschodu.

Konkluzja podkreśla, że harmonijna synteza wiary i nauki wymaga odróżnienia przesłania teologicznego od szaty literackiej, lecz bez sprowadzenia biblijnej historii zbawienia do czystej fikcji. Ostatecznie to Chrystus-Nowy Adam stanowi klucz do interpretacji początków – łączy protologia i eschatologię w spójną metanarrację o stworzeniu, upadku i odkupieniu człowieka.

Słowa kluczowe: historyczność, Genesis, apologetyka, teologia, nauka, Adam, grzech pierworodny, stworzenie, dialog, imago Dei

Spis treści pracy

WSTĘP

Pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju (Rdz 1–11) od dawna budzą kontrowersje co do swojego charakteru gatunkowego oraz stopnia historyczności. Czy opowieść o stworzeniu świata w sześć dni, o ogrodzie Eden, o Adamie i Ewie, ich upadku w grzech, potopie i wieży Babel należy traktować jako dosłowny zapis wydarzeń z pradziejów ludzkości, czy raczej jako teologiczną opowieść przekazującą prawdy wiary w formie symbolicznej? Problem ten ma istotne znaczenie zarówno dla teologii systematycznej (zwłaszcza antropologii i soteriologii), jak i dla dialogu nauki z wiarą. Z jednej strony, doktryny chrześcijańskie – jak nauka o stworzeniu człowieka na obraz Boży, o grzechu pierworodnym i potrzebie odkupienia – wydają się zakładać realność pewnych wydarzeń opisanych w Rodzaju. Z drugiej strony, rozwój nauk przyrodniczych (kosmologia, biologia ewolucyjna, genetyka) podaje w wątpliwość dosłowną interpretację tych opisów. Pojawia się napięcie: jeśli Adam i Ewa nie istnieli jako historyczna para pierwszych rodziców, to jak rozumieć prawdę o powszechności grzechu i śmierci? Czy upadek człowieka rzeczywiście miał miejsce, czy jest jedynie mitem ilustrującym kondycję moralną każdego z nas? Jak zauważa Peter Kreeft, decydujące pytanie brzmi nie, jak literalnie interpretować ogród, węża czy owoc, ale czy upadek rzeczywiście wydarzył się w historii – bo od tego zależy integralność przesłania o grzechu i zbawieniu.[1]

Dylemat historyczności Rdz 1–11 ma również znaczenie apologetyczne. Chrześcijańska apologetyka staje wobec zarzutu, że biblijny opis początków jest sprzeczny z ustaleniami nauki lub że stanowi jedynie mitologiczny relikt. Przykładem napięcia, jakie rodzi dosłowna lektura pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju, jest krytyka formułowana przez wielu naukowców, którzy – już na wczesnym etapie edukacji – zetknęli się z uproszczoną tezą, że Biblia oferuje „kosmologię w sześciu dobach”. John Lennox odpowiada na te zarzuty, proponując hermeneutykę, która ukazuje zbieżność prawd wiary z ustaleniami współczesnej nauki, o ile tylko właściwie odróżnimy przesłanie teologiczne od szaty literackiej tekstu (por. Rozdział II, podrozdział 2.1). Takie głosy pokazują, że sposób interpretacji pierwszych rozdziałów Biblii może wpływać na wiarygodność chrześcijaństwa w oczach współczesnych ludzi. Z tego względu podjęcie na nowo tematu historyczności Genesis jest ważne i zasadne.

Niniejsza praca ma na celu analizę tego zagadnienia w świetle chrześcijańskiej apologetyki – szczególnie w ujęciu Johna Lennoxa, jednego z czołowych obrońców wiary na polu dialogu z nauką. Wybór twórczości Lennoxa podyktowany jest tym, że łączy on kompetencje naukowca (profesora matematyki w Oksfordzie) z głęboką wiarą i umiejętnością komunikowania prawd teologicznych. Analizie poddana zostanie kwestia, jak Lennox interpretuje Rdz 1–11, aby zachować zarówno wierność teologii, jak i respekt wobec nauki.

Celem pracy jest zatem przedstawienie i ocena podejścia Johna Lennoxa do pierwszych jedenastu rozdziałów Rodzaju na tle szerszej debaty o ich historyczność. W ramach tego celu podjęto następujące zagadnienia badawcze:

1) Jaką metodologię hermeneutyczną stosuje Lennox przy interpretacji tekstów biblijnych o stworzeniu i upadku?

2) Jak Lennox rozumie relację między przekazem biblijnym a danymi naukowymi dotyczącymi początków wszechświata i człowieka?

3) Jak broni teologicznej prawdziwości opowieści o Adamie i Ewie wobec krytycznych ujęć negujących ich literalną historyczność?

4) Jakie znaczenie – zdaniem Lennoxa i innych autorów – ma przyjęcie bądź odrzucenie historyczności Rdz 1–11 dla doktryny chrześcijańskiej (np. dla dogmatu grzechu pierworodnego, chrystologii, antropologii)?

5) Wreszcie: jaka jest moja własna propozycja interpretacyjna, wynikająca z przeprowadzonej analizy, godząca szacunek dla prawd teologicznych z osiągnięciami nauki.

W niniejszym wstępie przedstawiono główne zagadnienia badawcze, motywację wyboru tematu oraz strukturę pracy magisterskiej. Rozdział I ma charakter wprowadzający – wyjaśniono w nim pojęcie i cele apologetyki chrześcijańskiej oraz ukazano rolę, jaką odgrywają pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju w teologii chrześcijańskiej. Następnie zarysowano współczesny stan debaty na temat historyczności Rdz 1–11, sygnalizując główne stanowiska (od odczytań literalnych po symboliczne) oraz wyzwania, jakie stawia przed teologią rozwój nauki.

Rozdział II prezentuje sylwetkę Johna Lennoxa – jego drogę życiową, działalność naukową i apologetyczną – oraz metodologię interpretacyjną, którą się posługuje w odniesieniu do Pisma Świętego. Omówiono tu światopogląd Lennoxa i jego zasady hermeneutyki biblijnej, ze szczególnym uwzględnieniem założenia, że prawda objawiona i prawda naukowa ostatecznie nie mogą sobie zaprzeczać (Bóg jest wszak autorem zarówno natury, jak i Biblii). Lennox podkreśla, że wiele rzekomych konfliktów między wiarą a nauką wynika z błędnej interpretacji – albo danych naukowych, albo tekstu biblijnego – a nie z faktycznej sprzeczności między nimi. Jak sam pisze,

„skoro Bóg jest autorem zarówno swojego Słowa – Biblii, jak i wszechświata, to ostatecznie musi istnieć harmonia między właściwą interpretacją danych biblijnych a właściwą interpretacją danych naukowych”.[2]

To przekonanie stanowi fundament jego podejścia apologetycznego.

Rozdział III stanowi zasadniczą część analityczną pracy, ponieważ prezentuje zarówno stanowisko Lennoxa, jak i jego konfrontację z innymi autorami. Przedstawiono w nim różne stanowiska wobec historyczności początkowych rozdziałów Biblii: najpierw ujęcie samego Lennoxa (zwłaszcza jego poglądy na relację nauki i wiary oraz interpretację postaci Adama w kontekście nauk przyrodniczych), następnie perspektywę innych współczesnych apologetów i teologów. Omówiono m.in. stanowisko Williama Lane’a Craiga broniącego tezy o historycznym Adamie (przy wprowadzeniu kategorii „mitu historycznego”), teologiczne refleksje Alvina Plantingi, Josepha Ratzingera i Jamesa Dunna nad grzechem pierworodnym, a także krytyczne podejścia biblistów takich jak Peter Enns i John Walton, którzy postulują odczytanie opowieści o początkach w kategoriach głównie symbolicznych lub archetypicznych. Zaprezentowano również argumenty filozoficzne (C.S. Lewis, A. Plantinga) dotyczące problemu zła i wolnej woli w kontekście upadku – pokazujące, że przyjęcie koncepcji pierwotnego grzechu jest intelektualnie spójne z wiarą w dobrego Boga. Pod koniec rozdziału dokonano syntezy, wskazując kluczowe wyzwania: m.in. jak pogodzić dane naukowe z interpretacją Pisma oraz jak zachować integralność doktryny o grzechu i zbawieniu.

Rozdział IV poświęcony jest znaczeniu, jakie kwestia historyczności Rdz 1–11 ma dla teologii systematycznej. Przeanalizowano konsekwencje doktrynalne uznania bądź odrzucenia historycznego wymiaru tych tekstów – np. dla rozumienia natury człowieka, jego stanu pierwotnej sprawiedliwości i upadku, dla teologii łaski i odkupienia. Wykazano, że od interpretacji początków w pewnym stopniu zależy kształt całej wizji antropologicznej: czy człowiek jest rozumiany jako byt stworzony do komunii z Bogiem i upadły w konkretnym momencie historii, czy tylko jako abstrakcyjny „każdy z nas” zmagający się od zawsze ze złem. W tym rozdziale przywołano przestrogi Henriego de Lubac przed redukcją człowieka do samej natury (czysto biologicznej czy społecznej) po odrzuceniu nadprzyrodzonej perspektywy – co prowadzi do „dehumanizacji” w myśleniu i grozi moralną katastrofą.

Rozdział V zawiera autorską analizę i ocenę stanowiska Lennoxa. Zidentyfikowano mocne strony jego podejścia (np. odwaga w łączeniu danych naukowych z wiarą, jasno wyłożona komplementarność nauki i teologii, obrona obiektywnej prawdy Pisma) oraz słabe punkty czy ograniczenia (np. pewne niejasności co do zakresu literalności, ryzyko, że ustępstwa interpretacyjne nie przekonają radykalnych sceptyków). Następnie rozważono, na ile apologetyczna strategia Lennoxa – i jemu podobnych autorów – jest przekonująca i gdzie wymaga uzupełnienia. Wreszcie zaproponowano własną perspektywę interpretacyjną, inspirowaną zebranymi argumentami. Propozycja ta zmierza ku modelowi umiarkowanemu: uznaniu, iż Rdz 1–11 to protohistoria zbawcza – tekst natchniony przekazujący fundamentalne prawdy teologiczne o początku świata i człowieka (stworzenie, pierwotna komunia z Bogiem, upadek i jego skutki) w formie dostosowanej do mentalności starożytnej, a zarazem zakładający realność opisywanych wydarzeń (istnienie pierwszych ludzi i ich grzechu u początków naszej historii). Innymi słowy: należy odróżnić przesłanie teologiczne od obrazu literackiego – lecz bez negowania faktycznego zakorzenienia tego przesłania w dziejach. Takie podejście, jak się argumentuje, pozwala zachować zarówno wierność depozytowi wiary, jak i intelektualną uczciwość wobec danych naukowych.

Podsumowując, struktura pracy odzwierciedla logikę dochodzenia do powyższych wniosków: od tła apologetyczno-teologicznego (rozdz. I), poprzez prezentację kluczowej postaci (rozdz. II) i analizę różnych ujęć problemu (rozdz. III–IV), aż po syntezę i ocenę prowadzącą do autorskiej propozycji (rozdz. V). Takie ujęcie tematu ma ukazać pełen obraz dyskusji o historyczności początków Biblii w kontekście wiary chrześcijańskiej – od starożytnej wiary Kościoła po wyzwania nauki XXI wieku, szczególnie istotne w świetle współczesnych napięć na styku nauki i religii. Miejmy na uwadze słowa Katechizmu, że opowiadanie o grzechu pierworodnym „posługuje się językiem obrazów, ale potwierdza wydarzenie, które miało miejsce u początku dziejów człowieka”.[3] Chrześcijańska teologia stoi zatem przed zadaniem właściwego odczytania tych obrazów – tak, aby nie utracić wydarzenia zbawczego, które one wyrażają. Praca niniejsza jest próbą zmierzenia się z tym zadaniem, w przekonaniu (podzielanym przez Lennoxa), że prawda objawiona w Piśmie i prawda poznawana rozumem wzajemnie się uzupełniają, a nie wykluczają.

ROZDZIAŁ I

Wprowadzenie do zagadnień apologetycznych i teologicznych

1.1 Definicja i cele apologetyki chrześcijańskiej

Apologetyka chrześcijańska (gr. apología – obrona) jest dyscypliną teologiczną zajmującą się rozumną obroną i uzasadnianiem prawd wiary chrześcijańskiej. Jej biblijnym fundamentem są już czasy apostolskie – apostoł Piotr wzywa: „Bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia waszej nadziei” (1 P 3,15). Chrześcijanie od początku dostrzegali potrzebę wyjaśniania i obrony swej wiary zarówno wewnątrz własnych wspólnot, jak i wobec świata zewnętrznego. Właśnie to zadanie – intelektualne „zdanie sprawy” z nadziei – leży u podstaw misji apologetyki. Innymi słowy, apologetyka to przedsięwzięcie posłuszeństwa temu nakazowi Pisma: „gotowości do odpowiedzi” każdemu, kto pyta o fundamenty wiary.

Cele apologetyki można ująć dwojako: defensywne i ofensywne. Z jednej strony apologeta odpiera zarzuty, rozwiewa wątpliwości i broni wiary przed krytyką (funkcja obronna); z drugiej strony pozytywnie prezentuje prawdy chrześcijaństwa, ukazując ich wewnętrzną spójność, racjonalność oraz egzystencjalne znaczenie (funkcja konstruktywna). W literaturze często podkreśla się te dwie komplementarne role: negatywną (obrona przed błędem) i pozytywną (głoszenie prawdy). Jak zauważa Alvin Plantinga, skuteczna obrona wiary nie musi polegać na pełnym wyjaśnieniu problemu zła czy innych trudności, lecz na wykazaniu, że wiara w Boga nie jest irracjonalna ani sprzeczna wewnętrznie. Dzięki temu apologeta nie tylko odpiera zarzuty, ale również ukazuje spójność i rozumność przekonań teistycznych.[4] Ostatecznie celem nie jest jednak wywoływanie sporów, lecz usuwanie przeszkód na drodze do wiary i ukazywanie jej prawdziwego oblicza.

Współczesna apologetyka kładzie nacisk na harmonijny związek wiary i rozumu. Papież Benedykt XVI (Joseph Ratzinger) wielokrotnie podkreślał, że wiara chrześcijańska nie jest ślepym fideizmem oderwanym od rozumu, lecz spotkaniem z Prawdą – a skoro Bóg jest Logosem (Słowem, Rozumem), to poszukiwanie Go odbywa się także w świetle rozumowania. Chrześcijaństwo od początku głosiło Boga jako rozumnego Stwórcę,[5] co – jak zauważa Ratzinger – uwolniło ludzki umysł od lęku przed mitologicznymi mocami przyrody i pozwoliło rozwinąć racjonalne poznanie świata. Ta przyjaźń wiary z rozumem leży u podstaw podejścia apologetycznego: tłumaczyć wiarę w sposób zrozumiały, odwołując się do wspólnego wszystkim ludziom światła rozumu. Dlatego też apologia bywa nazywana „mostem dialogu ze światem” – ukazuje, że prawdy wiary nie tylko nie stoją w sprzeczności z prawdziwą nauką czy zdrowym rozumem, lecz przeciwnie, często odnajdują w nich potwierdzenie bądź głęboki oddźwięk. W ujęciu Plantingi pozorny konflikt między nauką a wiarą ukrywa głęboką zgodność: rzeczywista sprzeczność zachodzi nie między nauką a teizmem, ale między nauką a światopoglądem czysto naturalistycznym. Mówiąc inaczej, racjonalne badanie rzeczywistości, jeśli jest bezstronne, nie obala prawdziwej wiary, lecz może wręcz wskazać na jej wiarygodność, bo Bóg jest źródłem wszelkiej prawdy.[6]

Istotnym zadaniem apologetyki jest również korekta fałszywych wyobrażeń o chrześcijaństwie. Wiele osób odrzuca wiarę na podstawie błędnych lub zniekształconych informacji. Apologeta prostuje więc nieporozumienia i odkłamuje stereotypy, aby ukazać autentyczną naukę chrześcijańską. Znakomitym przykładem takiego podejścia jest John Lennox – którego sylwetkę oraz szczegóły jego biografii i metodyki przedstawiam szerzej w Rozdziale II. Jak sam Lennox wspomina (por. Rozdz. II, § 2.1), spotkanie z pewną profesor z Chin, która odrzuciła chrześcijaństwo z powodu dosłownej lektury opisu stworzenia, stało się dla niego impulsem do podjęcia apologetycznego namysłu nad Rdz 1–11. To wydarzenie uświadomiło mu, że nieporozumienia interpretacyjne mogą realnie zamykać ludzi na Ewangelię – i że apologeta powinien ukazywać głębię i racjonalność wiary w duchu „łagodności i szacunku” (1 P 3,15). W tym właśnie duchu Lennox stara się prowadzić swoje publiczne debaty z ateistami i sceptykami (jak Richard Dawkins czy Christopher Hitchens) – z odwagą, lecz bez arogancji – prezentując chrześcijaństwo jako spójną i godną przemyślenia wizję rzeczywistości. Podobnie Peter Kreeft zauważa, że choć niektórzy odrzucają apologetykę jako zbyt intelektualną czy abstrakcyjną, to jednak nie sposób uniknąć myślenia – można jedynie myśleć źle albo dobrze. Skoro i tak używamy rozumu, lepiej czynić to poprawnie w służbie prawdzie. Rozum – właściwie użyty – jest sprzymierzeńcem wiary, „bramą do serca”, przez którą prawda dociera do wnętrza człowieka.[7]

Podsumowując, apologetyka chrześcijańska to rozumna służba prawdzie objawionej. Jej istotę oddaje postawa człowieka, który „miłuje Boga całym swoim umysłem” (por. Mt 22,37) – nie lęka się trudnych pytań, lecz szuka na nie odpowiedzi w świetle rozumu oświeconego wiarą. Celem nie jest wygranie sporu dla próżnej satysfakcji, ale pozyskanie serc i umysłów dla Chrystusa. To oznacza pozytywne przedstawienie Dobrej Nowiny w języku zrozumiałym dla współczesnych ludzi, tak aby – parafrazując św. Pawła – „obrócić wniwecz argumenty” błędu i „poddawać każdą myśl w posłuszeństwo Chrystusowi” (por. 2 Kor 10,4–5). C.S. Lewis trafnie stwierdził, że chrześcijaństwo domaga się poważnego traktowania:

„Chrześcijaństwo, jeśli jest fałszywe, nie ma żadnego znaczenia. Jeśli jest prawdziwe – ma znaczenie nieskończone. Jedyną rzeczą, jaką z całą pewnością nie może być, to czymś umiarkowanie ważnym”

(tłum. własne z: C.S. Lewis, Mere Christianity, Book II, rozdz. 3). Niemożliwa jest postawa pośrednia, uznająca je za coś umiarkowanie ważnego. Świadoma tego apologetyka pomaga ludziom dostrzec tę alternatywę, zapraszając do odpowiedzi na najważniejsze pytania o prawdę, sens i zbawienie.

1.2 Rola Księgi Rodzaju w teologii chrześcijańskiej

Pierwsze jedenaście rozdziałów Księgi Rodzaju (Rdz 1–11), zwane niekiedy prehistorią biblijną lub opowiadaniami pradziejowymi, zajmują wyjątkowe miejsce w teologii chrześcijańskiej. Teksty te stanowią fundament biblijnego obrazu świata i człowieka – zarysowują podstawowe prawdy o stworzeniu, naturze Boga, pochodzeniu i godności człowieka, a także o wejściu zła w dzieje ludzkości. W tych zwięzłych rozdziałach Pisma Świętego odnajdujemy kluczowe tematy teologiczne, bez których cała późniejsza historia zbawienia byłaby niezrozumiała. Narracje Genesis mówią o: stworzeniu świata z niczego (creatio ex nihilo) przez Wszechmocnego, jedynego Boga; stworzeniu człowieka na obraz i podobieństwo Boga (Rdz 1,26–27); pierwotnej dobroci całego stworzenia („Bóg widział, że wszystko było bardzo dobre” – Rdz 1,31); ustanowieniu sakramentu małżeństwa (Rdz 2,24); tragicznym upadku pierwszych ludzi w grzech (Rdz 3) skutkującym zerwaniem komunii z Bogiem; dalszym rozszerzaniu się grzechu (bratobójstwo Kaina – Rdz 4); powszechnej deprawacji prowadzącej do kary potopu (Rdz 6–9); oraz pysze ludzkości ukaranej pomieszaniem języków (Rdz 11).

Te wydarzenia – niezależnie od tego, czy odczytuje się je bardziej dosłownie, czy symbolicznie – przekazują prawdy stanowiące filary doktryny chrześcijańskiej. Św. Augustyn ujął to słynną formułą: „Novum Testamentum in Vetere latet, Vetus in Novo patet” – Nowy Testament ukryty jest w Starym, a Stary wyjaśnia się w Nowym.[8] Widać to wyraźnie na przykładzie Rdz 1–3: opis stworzenia i upadku stanowi tło oraz uzasadnienie dla dzieła odkupienia dokonanego przez Jezusa Chrystusa. Apostoł Paweł nazywa Chrystusa „drugim Adamem” (por. 1 Kor 15,45) – odwołując się do opowieści o stworzeniu i grzechu pierwszego człowieka, ukazuje Jezusa jako tego, który naprawia to, co zepsuł pierwszy Adam. Nauka o grzechu pierworodnym, kluczowa dla rozumienia powszechnej potrzeby zbawienia, opiera się właśnie na wydarzeniu opisanym w Rdz 3. Katechizm Kościoła Katolickiego wyjaśnia, że choć opis upadku pierwszych ludzi posługuje się językiem obrazów, to mówi o rzeczywistym „wydarzeniu pierwotnym”, które miało miejsce u zarania dziejów człowieka (KKK 390).[9] Innymi słowy, u początku historii ludzkości zaistniał realnie pewien pierwszy grzeszny wybór wolnej woli przeciw Bogu, którego konsekwencje dotknęły całą naturę ludzką. Bez tego pierwotnego faktu trudne byłoby zrozumienie stanu, w jakim znajduje się człowiek, oraz potrzeby Odkupiciela.

Znaczenie teologiczne Rdz 1–11 jest ogromne. Z pierwszych kart Biblii płyną trzy fundamentalne prawdy konstytuujące chrześcijańską wizję świata: (1) człowiek został stworzony na obraz Boży; (2) człowiek przez własną winę upadł w grzech; oraz (3) człowiek potrzebuje odkupienia, które dokonało się w Chrystusie. Niezależnie od szczegółów interpretacyjnych, te właśnie prawdy stanowią ramy całej historii zbawienia. Doktryna imago Dei – stworzenia człowieka na obraz i podobieństwo Boga – uzasadnia wyjątkową godność każdej osoby ludzkiej i leży u podstaw chrześcijańskiej antropologii. Opis upadku pierwszych ludzi tłumaczy powszechność zła moralnego i wewnętrzny nieporządek natury ludzkiej (teologia mówi tu o skalaniu natury ludzkiej grzechem pierworodnym). Zapowiedź zaś odkupienia pojawia się natychmiast po upadku na kartach Genesis, w tzw. Protoewangelii (Rdz 3,15), gdzie Bóg zapowiada, iż potomek niewiasty zmiażdży głowę węża – co tradycja interpretuje jako pierwszą zapowiedź zwycięstwa Chrystusa nad Szatanem i grzechem. W ten sposób już początek Biblii wskazuje na koniec – na krzyż i zmartwychwstanie – stanowiąc zapowiedź i obietnicę odnowienia, jakie przyniesie Mesjasz.

Księga Rodzaju pełni rolę swoistego filaru, na którym wspiera się gmach teologii chrześcijańskiej. Ojcowie Kościoła i doktorzy średniowiecza obficie czerpali z tych rozdziałów, interpretując je zarówno w sensie dosłownym, jak i alegorycznym. Przykładowo św. Ireneusz z Lyonu, polemizując w II wieku z herezją gnostycką (która gardziła światem materialnym), podkreślał dobroć materii i stworzenia właśnie odwołując się do Rdz 1 – Bóg wszystko stworzył jako dobre, zatem materia nie jest zła sama w sobie.[10] Św. Tomasz z Akwinu w Summie Teologicznej rozpoczyna traktat o człowieku od omówienia stworzenia go na obraz Boży, stanu pierwotnej szczęśliwości w raju i dopiero potem upadku – bo bez tych założeń nie sposób zrozumieć obecnego stanu człowieka i tego, dlaczego potrzebuje on łaski.[11] Mówiąc obrazowo: te pierwsze rozdziały Biblii to „teologiczne DNA” Objawienia – wszystkie główne prawdy wiary mają tu swój początek lub zapowiedź. Stworzenie, natura Boga, szczególna godność i zarazem tragizm człowieka, problem grzechu i obietnica zbawienia – wszystko to zostaje zarysowane na samym początku Pisma Świętego. Nic dziwnego, że chrześcijańska apologetyka poświęca tym rozdziałom wiele uwagi: ich interpretacja i obrona przed zniekształceniami są niezbędne do skutecznej obrony całej struktury wiary. Kwestie poruszone w Rdz 1–3 (jak stworzenie czy upadek) należą do owych „wielkich prawd”, od których zależy sens wiary w odkupienie. Żaden myślący chrześcijanin nie może więc przejść obok tych tekstów obojętnie; przeciwnie, jest wezwany do podjęcia trudu ich zrozumienia i ukazania ich znaczenia we współczesnym kontekście.

Warto zarazem zauważyć, że pierwsze rozdziały Pisma Świętego stawiają przed interpretatorami pewne wyzwania. Ich literacki charakter wyraźnie różni się od gatunków obecnych w Ewangeliach czy listach apostolskich. Mamy tu do czynienia z opowiadaniami o początkach świata, życia i ludzkości – pełnymi symbolicznych obrazów, podniosłego, niemal poetyckiego języka, a także śladów starożytnej kosmologii. W historii egzegezy chrześcijańskiej wykształciły się różne podejścia do tych tekstów: od odczytywania Genesis dosłownie, z przekonaniem o sześciu kolejnych 24-godzinnych dniach stworzenia i genealogiach pozwalających obliczyć wiek świata na kilka tysięcy lat, po interpretacje bardziej alegoryczne. Już Orygenes w III w. utrzymywał, że dni stworzenia nie muszą oznaczać dosłownych dób, skoro słońce zostało stworzone dopiero czwartego „dnia” – co sugeruje, że biblijny dzień może być obrazem, a nie jednostką czasu w naszym rozumieniu. Tradycja katolicka uczy ostrożności i równowagi między sensem dosłownym a duchowym Pisma. Sobór Watykański II przypomniał, że interpretując Biblię należy brać pod uwagę rodzaje literackie, kontekst historyczny oraz zamysł Boga – inaczej mówiąc: to, co Bóg poprzez tekst objawia, i w jaki sposób jest to wyrażone (por. Dei Verbum 12). [12] To szczególnie ważne przy lekturze Rdz 1–11, gdzie forma literacka znacznie odbiega od współczesnej kroniki czy raportu historycznego.

Analizując biblijne opowiadania o stworzeniu i upadku, w katechezie często słyszy się, że Biblia nie jest podręcznikiem nauk przyrodniczych i nie zamierza nim być. Celem autorów natchnionych nie było udzielenie ścisłych informacji z dziedziny kosmologii czy biologii, lecz przekaz prawd religijnych w formie zrozumiałej dla ludzi swojej epoki. Dlatego Księga Rodzaju posługuje się obrazami i stylem literackim zaczerpniętym z wyobrażeń starożytnego Bliskiego Wschodu – jest to forma opowiadania zrozumiała dla ówczesnych słuchaczy, pozwalająca uchwycić głębszą treść Objawienia. Ratzinger obrazowo pisał, że pierwsze słowa Biblii – „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię…” – brzmią niczym uroczysty dźwięk wielkiego, starego dzwonu, który z oddali porusza serce swoim pięknem i powagą.[13] Te majestatyczne zdania otwierające Pismo Święte budzą zachwyt i poczucie sacrum. Jednak współczesny czytelnik stawia pytanie: czy są one prawdziwe również w sensie faktów? Wobec osiągnięć nauki – teorii Wielkiego Wybuchu, miliardów lat historii Wszechświata, ewolucji biologicznej życia na Ziemi – opis sześciu dni stwarzania i inne elementy pradziejów biblijnych mogą rodzić napięcie poznawcze. Proponowaną przez teologów odpowiedzią jest rozróżnienie między przesłaniem a szatą literacką: innymi słowy, oddzielenie tego, co Bóg poprzez te teksty objawia, od tego, jak jest to opowiedziane. Według Ratzingera pytanie nauki „jak powstał świat” różni się zasadniczo od pytania teologii i Biblii: „kto go stworzył i po co?”. Opisy biblijne koncentrują się na głoszeniu prawdy, że to Bóg jeden, dobry i wszechmocny, jest Stwórcą wszystkiego, co istnieje – to stanowi ich podstawowe orędzie. Świat nie powstał z kaprysu wielu bożków ani nie wyłonił się ślepo z chaosu; przeciwnie, został chciany i umiłowany przez rozumnego Stwórcę.[14] W kontekście starożytnych mitologii Księga Rodzaju dokonała wręcz demitologizacji obrazu świata: pokazała, że słońce, księżyc i gwiazdy nie są bóstwami (jak sądzili np. Egipcjanie czy Babilończycy), lecz stworzeniami Bożymi; że człowiek nie jest igraszką w konflikcie kapryśnych bogów, lecz od początku chcianym i umiłowanym zamysłem jedynego Boga. Ratzinger zwraca uwagę, że natchniony autor celowo podkreśla jedyność Boga i racjonalność aktu stworzenia – przeciwstawiając się mitycznym opowieściom o kosmicznym chaosie i walkach bóstw. Zdanie „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1,1) brzmiało w starożytnym świecie rewolucyjnie: ogłaszało monoteizm oraz racjonalny porządek świata, w którym człowiek może bez lęku poznawać naturę, ufając, że u podstaw wszystkiego leży Boży Logos. Ten fundamentalny dogmat – Bóg jako Stwórca – stał się pierwszym artykułem chrześcijańskiego Credo (Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi…), mając swoje korzenie właśnie w teologii Księgi Rodzaju.[15]

Kolejnym filarem teologicznym wynikającym z początkowych rozdziałów Genesis jest doktryna o naturze ludzkiej i grzechu. Opis ulepienia pierwszego człowieka „z prochu ziemi” i tchnięcia weń tchnienia życia (Rdz 2,7) ukazuje, że człowiek jest istotą dualną – z jednej strony cielesną (związaną ze światem materialnym), z drugiej obdarzoną duchem pochodzącym od Boga. To biblijne ujęcie stanowi podstawę chrześcijańskiej antropologii, według której człowiek jednoczy w sobie porządek materii i ducha. Ponadto stwierdzenie, że mężczyzna i niewiasta zostali stworzeni na obraz Boga, leży u podstaw doktryny o niezbywalnej godności osoby ludzkiej oraz teologii małżeństwa (Jezus sam przywołuje Rdz 2,24, mówiąc o jedności i nierozerwalności małżeństwa – por. Mt 19,4–6). Natomiast opowiadanie o grzechu pierworodnym (Rdz 3) ma kluczowe znaczenie dla soteriologii, czyli nauki o zbawieniu. Ujawnia ono genezę stanu, w jakim znajduje się ludzkość: przez grzech pierwszych ludzi doszło do zerwania relacji z Bogiem, wewnętrznego skażenia natury ludzkiej skłonnością do zła i utraty pierwotnej harmonii istnienia. Św. Paweł naucza: „Przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech – śmierć” (Rz 5,12), wyraźnie nawiązując do Adama z Księgi Rodzaju. Całe dzieło Jezusa Chrystusa – Jego ofiara krzyża i zmartwychwstanie – jest przedstawione w Nowym Testamencie jako odwrócenie skutków grzechu Adama: „Gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20). Nic zatem dziwnego, że historyczność (w pewnym sensie) wydarzeń z Rdz 1–3 była zawsze istotna dla teologii chrześcijańskiej. Kościół utrzymuje, że u początku dziejów człowieka dokonał się realnie jakiś pierwszy grzech ludzkości – choć opis węża, drzewa i owocu może mieć charakter symboliczny, to wskazuje on na faktyczny punkt zwrotny w historii duchowej człowieka. Gdyby bowiem człowiek nigdy realnie nie odwrócił się od Boga na początku, trudno byłoby pojąć, skąd obiektywna potrzeba Odkupiciela i dlaczego cała ludzkość znajduje się w upadłym stanie. Jak ujął to Peter Kreeft, decydujące pytanie brzmi nie jak literalnie interpretować ogród, węża czy owoce, ale czy upadek rzeczywiście wydarzył się w historii. Jeśli bowiem – jak twierdzą radykalni moderniści – opowieść z Rdz 3 to wyłącznie mit o każdym człowieku (symbol tego, że każdy z nas popełnia grzech), a Adam i Ewa są tylko legendarnymi figurami, wówczas pojawiają się poważne problemy teologiczne.[16] Po pierwsze, gdyby nie było kiedyś realnego stanu niewinności, to Bóg musiałby stworzyć nas od razu zepsutymi – innymi słowy: „jeśli od początku byliśmy grzesznikami, to <<na początku>> jest grzech, a zatem <<na początku Bóg>> – co czyniłoby Boga winnym naszego grzechu”. Po drugie, jeśli dramat Edenu jest jedynie metaforą codziennego dramatu każdego człowieka, to dlaczego nikt spośród miliardów ludzi nie zdołał oprzeć się pokusie? Skoro każdorazowo wszyscy wybierają zło, to czy możemy mówić o realnej wolności wyboru dobra? – pyta retorycznie Kreeft.[17] Chrześcijańska doktryna grzechu pierworodnego wymaga zatem uznania, że u zarania dziejów dokonał się pewien wyjątkowy akt nieposłuszeństwa wobec Boga, który zaciążył na wszystkich ludziach. Tylko wtedy ma sens prawda, że Chrystus jako nowy Adam przywraca to, co zostało przez Adama utracone.

Podsumowując, pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju stanowią fundament teologii biblijnej. Zawierają one w formie zarodkowej wszystkie główne prawdy, które rozwijane są w dalszych księgach Pisma Świętego: od stworzenia świata przez Boga, przez godność i odpowiedzialność człowieka, po konieczność zbawienia z grzechu. Dla chrześcijaństwa, które opiera się na historycznym Objawieniu Bożym, kluczowe znaczenie ma zarówno zrozumienie teologicznego przesłania tych tekstów, jak i refleksja nad ich charakterem literackim – historycznym lub symbolicznym. Właśnie ten problem – relacji między przesłaniem teologicznym a historycznością pierwszych rozdziałów Biblii – stanowi przedmiot wielu współczesnych debat, którym warto przyjrzeć się bliżej.

1.3 Zarys współczesnej debaty na temat historyczności Rdz 1–11

Współcześnie toczy się żywa i wielowątkowa debata dotycząca historyczności pierwszych jedenastu rozdziałów Księgi Rodzaju. Uczestniczą w niej teologowie, bibliści, filozofowie, a także przedstawiciele nauk przyrodniczych oraz autorzy reprezentujący podejście sceptyczne. Pytanie zasadnicze brzmi: na ile opowiadania o stworzeniu świata w sześć dni, o Adamie i Ewie, o potopie z czasów Noego czy o wieży Babel stanowią zapis rzeczywistych wydarzeń historycznych, a na ile są literacką narracją o charakterze symbolicznym lub mitycznym? Innymi słowy: czy Rdz 1–11 należy rozumieć jako dosłowną historię początków świata i ludzkości, czy raczej jako teologiczną opowieść dydaktyczną, przekazującą prawdy duchowe w formie obrazowej?

Spór ten ma miejsce zarówno wewnątrz chrześcijaństwa (między różnymi nurtami egzegezy), jak i między wierzącymi a środowiskami niewierzącymi, które zarzucają Biblii mitologiczność oraz sprzeczność z ustaleniami nauki. Apologetyka chrześcijańska staje wobec zadania złożonego: z jednej strony broni wiarygodności Pisma Świętego i jego przesłania, z drugiej – uczciwie ukazuje możliwość zgodności między biblijnym przekazem a wynikami nauk przyrodniczych i historycznych, lub przynajmniej brak wewnętrznej sprzeczności między prawdą objawioną a rozumem.

Można wyróżnić kilka głównych stanowisk zajmowanych w tej debacie, układających się w spektrum od najbardziej dosłownych do najbardziej symbolicznych interpretacji:

1.3.1 Literalny historycyzm (kreacjonizm młodej Ziemi)

Stanowisko to uznaje Rdz 1–11 za literalny i historyczny zapis początków świata i rodzaju ludzkiego. Według tego podejścia Bóg stworzył świat w ciągu sześciu kolejnych dni trwających po 24 godziny, a wydarzenia te miały miejsce stosunkowo niedawno – zazwyczaj kilka lub kilkanaście tysięcy lat temu, co opiera się na genealogicznych wyliczeniach zawartych w Biblii. Adam i Ewa są uważani za pierwszych ludzi, stworzonych bezpośrednio przez Boga, od których pochodzą wszyscy inni. Wydarzenia takie jak potop z czasów Noego czy pomieszanie języków przy wieży Babel również interpretuje się dosłownie, jako fakty historyczne.

Zwolennicy tej interpretacji – reprezentowani m.in. przez organizację Answers in Genesis – starają się udowodnić jej naukową zasadność, powołując się na ślady potopu w zapisie geologicznym, podważając metody datowania radiometrycznego oraz proponując alternatywne modele biologicznego rozwoju po potopie. Ich zdaniem, wierność Biblii wymaga literalnej lektury Rdz 1–11. Podejście to spotyka się jednak z szeroką krytyką. Naukowcy wskazują na jego niezgodność z ustaleniami geologii, astronomii i biologii ewolucyjnej, zaś wielu teologów uważa, że forsowanie dosłowności wbrew wiedzy naukowej może prowadzić do niepotrzebnego konfliktu między wiarą a rozumem, osłabiając tym samym przekaz duchowy Biblii.

Historycznie rzecz biorąc, Kościół musiał wielokrotnie modyfikować zbyt dosłowne odczytania tekstów biblijnych. Klasycznym przykładem jest spór o heliocentryzm, gdy literalna interpretacja fragmentów Pisma („świat utwierdzony, nie zachwieje się” – Ps 93,1) została skorygowana pod wpływem odkryć astronomicznych. John Lennox wskazuje, że podobną zasadę należy zastosować do opisu stworzenia – nie odczytywać go wbrew faktom naukowym, lecz szukać głębszego zamysłu natchnionego autora. Z tej perspektywy, literalny kreacjonizm młodej Ziemi, choć intencjonalnie broni autorytetu Biblii, może w praktyce osłabiać przekaz ewangeliczny, narażając wiarę na zarzut irracjonalności, a wierzących – na rozczarowanie w zetknięciu z wiedzą empiryczną.[18]

1.3.2 Koncepcja „mitu historycznego” (ang. mytho-history)

Stanowisko to reprezentuje podejście pośrednie, które stara się zachować rzeczywistą treść teologiczną opowieści zawartych w Genesis, a zarazem uznaje ich specyficzny, symboliczno-literacki charakter. Współczesny filozof i apologeta William Lane Craig proponuje, by rozdziały Rdz 1–11 rozumieć jako opowieści mitologiczne zakorzenione w historii. Według Craiga tekst biblijny zdradza pewne zainteresowanie rzeczywistymi wydarzeniami, jednak przekazuje je za pomocą silnie obrazowego, symbolicznego języka właściwego dla starożytnego mitu.[19]

Zdaniem Craiga, narracje te zawierają pamięć o autentycznych wydarzeniach prehistorycznych – takich jak istnienie pierwszej pary ludzi czy wielka powódź – ale nie należy traktować ich jako dosłownych relacji historycznych. Na przykład genealogie w Rdz 5 i 10 mogą zachowywać historyczne jądro, natomiast opis ogrodu Eden, drzewa poznania, mówiącego węża czy globalnego potopu zawiera komponenty literacko-mityczne. Są to zatem „prawdziwe mity” – nie w sensie fikcji, lecz jako formy przekazu teologicznej prawdy.[20]

Craig kładzie nacisk na fakt, że trudno jednoznacznie rozgraniczyć, co w tych rozdziałach jest opisem rzeczywistego wydarzenia, a co elementem symbolicznym. Biblia nie dostarcza jasnych wskazówek, które fragmenty odczytywać literalnie, a które metaforycznie. Próby dzielenia tych warstw są – według niego – w dużej mierze spekulatywne. Mimo tych trudności, koncepcja „mitu historycznego” ma tę zaletę, że pozwala bronić zarazem teologicznej prawdziwości Genesis jako natchnionego Słowa Bożego oraz unikać sprzeczności z ustaleniami współczesnych nauk przyrodniczych.

Przykładowo, badania z zakresu genetyki populacyjnej sugerują, że ludzkość nie wywodzi się biologicznie od jednej pary żyjącej 6 tysięcy lat temu, lecz od znacznie starszej populacji liczącej tysiące osobników. [21] Przyjęcie takiego stanu wiedzy nie musi oznaczać odrzucenia prawdy o upadku, jeśli dostrzeże się różnicę między formą literacką a przesłaniem teologicznym. Wielu współczesnych teologów i biblistów opowiada się właśnie za taką symboliczną, lecz zakorzenioną w rzeczywistości interpretacją Genesis. [22]

Wskazują oni na podobieństwa między biblijnymi narracjami a mitami starożytnego Bliskiego Wschodu, np. eposem o potopie w tradycji sumeryjskiej czy kosmogonią Enuma Elisz. Motywy takie jak ogród, drzewo życia, potop, wybrany bohater czy pomieszanie języków występują również w tekstach pozabiblijnych, co sugeruje istnienie wspólnej kulturowej pamięci, przekształconej w Biblii w duchu objawienia monoteistycznego.[23] Genesis przejmuje zatem znane struktury narracyjne, ale nadaje im nowe, natchnione znaczenie – służące objawieniu jedynego Boga i Jego planu zbawienia.

Dla apologetyki podejście Craiga jest atrakcyjne, ponieważ umożliwia pogodzenie dwóch pozornie sprzecznych płaszczyzn: biblijnego przesłania i współczesnej wiedzy naukowej. Kluczem do tego jest rozróżnienie między historycznością dosłowną a historycznością teologiczną – pozwalające jednocześnie uznać autorytet Pisma i respektować dane naukowe.

1.3.3 Interpretacja teologiczno-symboliczna

To podejście przesuwa się jeszcze dalej w stronę odczytania Rdz 1–11 jako przede wszystkim opowieści teologicznych i moralnych, uznając kwestię ich dosłownej historyczności za drugorzędną. Zwolennicy tej perspektywy podkreślają, że zasadnicze znaczenie ma przesłanie religijne zawarte w tekstach – to, co Bóg objawia o sobie i o człowieku – natomiast pytanie o to, czy wydarzenia te miały miejsce dokładnie w opisanej formie, nie jest decydujące dla wiary.

Takie podejście znajduje szerokie zastosowanie w głównym nurcie teologii katolickiej i protestantyzmu otwartego na dialog z nauką. Już papież Pius XII w encyklice Humani generis (1950) dopuścił możliwość ewolucyjnego pochodzenia ciała ludzkiego, pod warunkiem przyjęcia, że dusza każdego człowieka jest bezpośrednio stwarzana przez Boga. Wskazywał także na konieczność uznania realnego grzechu pierworodnego popełnionego przez pierwszych ludzi.[24] W podobnym duchu wypowiadał się kard. Joseph Ratzinger, który podkreślał, że opowiadanie o upadku mówi o prawdzie uniwersalnej dotyczącej wszystkich ludzi, a niekoniecznie relacjonuje konkretne wydarzenie historyczne.[25]

Według tej interpretacji kluczowe znaczenie mają przesłania duchowe tekstu. Przykładowo, historia wieży Babel (Rdz 11) zostaje odczytana jako ostrzeżenie przed ludzką pychą i obraz duchowego rozbicia ludzkości, niezależnie od tego, czy faktycznie istniała taka wieża i cudowne pomieszanie języków. Podobnie opowiadanie o potopie zawiera prawdę o Bożym sądzie i miłosierdziu – Bóg zachowuje ludzkość przez Noego i zawiera z nią przymierze – nawet jeśli dominuje pogląd, że profil geologiczny nie wskazuje na kataklizm o zasięgu całej kuli ziemskiej, część badaczy reprezentujących ‘flood geology’ przytacza megasekwencje, globalne powierzchnie nieciągłości czy niektóre anomalie izotopowe jako potencjalne ślady potopu o skali planetarnej.[26] Natchniony autor mógł przekształcić pamięć o lokalnej powodzi w Mezopotamii w uniwersalne przesłanie duchowe.

Apologeci przyjmujący to podejście wskazują, że nieomylność Pisma Świętego odnosi się do prawd zbawczych, a nie do wszystkich szczegółów natury przyrodniczej lub chronologicznej[27]. Brak archeologicznych dowodów na powszechny potop czy istnienie Edenu nie oznacza, że przekaz biblijny jest nieprawdziwy – jego istota leży w prawdzie teologicznej, a nie w ścisłości historycznej. Również dane paleoantropologii nie muszą podważać doktryny o Adamie i Ewie. Współcześni teologowie proponują koncepcję tzw. „kolektywnego Adama” – rozumieją imiona „Adam” i „Ewa” jako symboliczne przedstawienie całej pierwszej populacji ludzi duchowo świadomych, która doświadczyła grzechu i oderwania od Boga.[28]

Takie ujęcie pozwala zachować zgodność z danymi naukowymi, a zarazem chroni centralne przesłanie teologiczne. Jednak niektórzy krytycy przestrzegają przed nadmierną demitologizacją Pisma. Pytają, czy – skoro wszystko da się zinterpretować symbolicznie – pozostaje jeszcze jakikolwiek fakt, który trzeba przyjąć literalnie.[29] Obawiają się, że taka hermeneutyka może doprowadzić do odrzucenia nie tylko opowiadań z Genesis, ale również cudów Nowego Testamentu, a nawet samego Zmartwychwstania jako zjawiska historycznego.

Sam Ratzinger ostrzegał, że nie można wszystkiego w Biblii traktować jako czystą symbolikę. Jeśli każde trudne do zweryfikowania wydarzenie zostanie zredukowane do obrazu, teologia może się wycofać z pola rzeczywistości – i przestanie być odpowiedzią na pytania człowieka. Dlatego niezbędna jest ostrożność hermeneutyczna i wierność Tradycji Kościoła, która jasno określa elementy wiary niepodlegające negocjacjom, takie jak istnienie osobowego Stwórcy, stworzenie człowieka z duszą nieśmiertelną, pierwotna szczęśliwość i upadek pierwszych ludzi oraz jedność rodzaju ludzkiego.[30]

Apologeta powinien więc podkreślać, że choć Biblia może posługiwać się symboliką i mitologicznymi obrazami – zwłaszcza w opisach pradziejów – to jednak nie jest mitem. Przekazuje bowiem prawdziwe objawienie Boga, którego centralne wydarzenia – jak wcielenie, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa – są rzeczywistą historią zbawienia, a nie jedynie konstruktem literackim.[31]

1.3.4 Sceptycyzm sekularny

Na przeciwległym krańcu spektrum interpretacyjnego znajduje się sceptycyzm sekularny, reprezentowany przez autorów ateistycznych i racjonalistycznych. Przedstawiciele tego nurtu traktują opowieści z Księgi Rodzaju jako mity wymyślone przez starożytnych, całkowicie pozbawione odniesienia do rzeczywistości historycznej.[32] Ich zdaniem biblijne narracje zostały zapożyczone z wcześniejszych mitologii, np. opowieść o potopie z eposu o Gilgameszu lub motywy stworzenia z kosmogonii babilońskich.

W tym ujęciu Biblia nie jest źródłem objawionej prawdy, lecz jedynie interesującym zabytkiem literatury religijnej minionych epok. Brak archeologicznych czy geologicznych dowodów na istnienie ogrodu Eden czy globalnego potopu uznaje się za wystarczające, by całkowicie zdyskredytować jej wiarygodność. Takie podejście dominowało w racjonalizmie XIX wieku, ale nadal znajduje wyraz we współczesnym tzw. „nowym ateizmie”. Pisarze tacy jak Richard Dawkins czy Sam Harris chętnie wyśmiewają historie o Arce Noego czy Adamie i Ewie, przedstawiając je jako infantylne mity, które kompromitują całą religię. [33]

Chrześcijańska apologetyka odpowiada na ten zarzut, podkreślając, że obecność elementów literackich czy podobieństw do innych mitów nie przekreśla prawdziwości przesłania biblijnego. Fakt, że Jezus nauczał za pomocą przypowieści – czyli zmyślonych historii z morałem – nie oznacza, że Jego nauka była fałszywa. Wręcz przeciwnie: właśnie przez taką formę przekazu docierał On do najgłębszych prawd. Analogicznie, opowieści z Genesis mogą być uformowane zgodnie z kodem literackim starożytnego Bliskiego Wschodu, a mimo to skutecznie przekazują prawdy objawione.[34]

C.S. Lewis w swojej apologetyce bronił koncepcji „mitu, który stał się faktem” [35] – wskazując, że w Chrystusie spełniły się intuicje i archetypy obecne w wielu mitologiach. Genesis, odczytane w tym kluczu, to nie „bajka”, ale pra-mit objawiający duchową rzeczywistość ludzkiego pochodzenia, grzechu i potrzeby odkupienia. Lewis – przychylny idei teistycznej ewolucji – podkreślał, że istotne nie jest to, czy człowiek został uformowany z gliny, czy wyłonił się w procesie ewolucji. Najważniejsze jest to, że posiada rozum, duszę i że odwrócił się od Boga, co jest źródłem jego tragizmu.

Peter Kreeft zwraca uwagę na powszechność mitu o utraconym raju w niemal wszystkich kulturach świata. Jego zdaniem nie sposób wyjaśnić tego uniwersalnego motywu, jeśli nie zakłada się, że ludzkość realnie utraciła pierwotną harmonię.[36] G.K. Chesterton pisał o „demokracji umarłych” – autorytecie Tradycji przekazywanej przez wieki, której nie można lekceważyć tylko dlatego, że współczesna kultura ją odrzuca. Kreeft wskazuje także na wewnętrzne doświadczenie człowieka: każdy pragnie doskonałości, dobra, szczęścia – ale nikt nie potrafi ich w pełni osiągnąć. To tak, jakbyśmy wszyscy „pamiętali” stan pierwotnej jedności z Bogiem, ale nie potrafili do niego powrócić. Tego rodzaju intuicje – obecne w sumieniu i kulturze – wzmacniają tezę, że opowieść o grzechu pierworodnym nie jest jedynie metaforą, lecz odnosi się do realnego, historycznego upadku rodzaju ludzkiego.

W odpowiedzi na sceptyków, współcześni apologeci – tacy jak John Lennox – starają się wykazać, że domniemany konflikt między Biblią a nauką najczęściej wynika z błędnej interpretacji zarówno Pisma Świętego, jak i danych naukowych. Lennox w swojej książce Siedem dni, które dzielą świat przekonuje, że Biblia i nauka nie muszą ze sobą kolidować, jeśli precyzyjnie rozróżnimy język opisu biblijnego od języka naukowego. Przykładowo: autor natchniony opisuje stworzenie w kategoriach dni tygodnia nie po to, aby przekazać fizyczny harmonogram kosmogoniczny, lecz by uporządkować teologiczną prawdę o Bogu jako Stwórcy, który nadaje światu ład i sens.[37]

Lennox sugeruje, że hebrajskie jom (dzień) w Rdz 1 oznacza dosłownie „dzień”, ale nie musi odnosić się do następujących po sobie 24-godzinnych jednostek czasu. Może to być układ literacki – tzw. tydzień stwórczy – mający strukturę symboliczną, wskazującą na pełnię i porządek dzieła stworzenia. Rzeczywisty akt stwarzania mógł zaś przebiegać w długich epokach, czego potwierdzenie dostarcza współczesna nauka. Lennox nie tworzy więc modelu „Boga luk”, w którym Stwórca wypełnia jedynie luki naszej niewiedzy. Przeciwnie – jego celem jest pokazanie, że wiara i rozum mogą współistnieć jako dwa uzupełniające się sposoby poznawania rzeczywistości.[38]

W tej perspektywie nauka odpowiada na pytanie „jak?”, a objawienie biblijne na pytanie „kto?” i „dlaczego?”. Podejście to nazywane bywa modelem „dwóch ksiąg” – księgi stworzenia (nauki przyrodnicze) i księgi Pisma Świętego – obie pochodzą od Boga, a zatem, jeśli są właściwie interpretowane, nie mogą być ze sobą sprzeczne.[39]

Alvin Plantinga rozwija ten sposób myślenia, pisząc o „powierzchownym konflikcie i głębokiej zgodności”[40] między nauką a teizmem – oraz o odwrotnej sytuacji w relacji między nauką a naturalizmem. Dla apologety oznacza to, że chrześcijanin nie musi bać się ustaleń nauk przyrodniczych, jeśli interpretowane są one w kontekście wiary w Boga jako pierwszą przyczynę wszystkiego, co istnieje. Teoria ewolucji biologicznej, datowanie wieku Ziemi czy Wszechświata – nie są zagrożeniem dla wiary, lecz próbą opisu mechanizmów działania stworzenia.

Współczesna debata o Rdz 1–11 koncentruje się także na historyczności Adama i Ewy. Tradycyjna doktryna monogeneizmu (początek ludzkości od jednej pary) została poddana próbie przez ustalenia genetyki populacyjnej, które wskazują na znacznie starszą i liczniejszą wspólnotę przodków. Niektórzy teolodzy – jak Craig – proponują koncepcję Homo divinus, według której Bóg w pewnym momencie historii wybrał parę hominidów i obdarzył ich duszą oraz odpowiedzialnością moralną.[41] Inni sugerują interpretację solidarnościową, w której „grzech pierworodny” to nie indywidualne, lecz zbiorowe odrzucenie Boga przez pierwszą duchowo świadomą ludzkość.

Kościół katolicki zachowuje ostrożność wobec teorii poligeneizmu. Pius XII w Humani generis wyraził poważne zastrzeżenia wobec tej koncepcji, choć współczesne interpretacje starają się ją ująć w zgodzie z dogmatem. Jan Paweł II w 1996 roku przypomniał, że teoria ewolucji może być uprawniona jako teoria biologiczna, jednak duchowy początek człowieka (jego rozumna dusza i moralna odpowiedzialność) pozostaje przedmiotem wiary, a nie nauki.[42]

Reasumując, w interpretacji Rdz 1–11 istnieje szerokie spektrum stanowisk – od literalnego kreacjonizmu po podejścia symboliczne. Chrześcijańska apologetyka pełni tu rolę przewodnika, który pokazuje, jak odczytywać starożytne teksty w kontekście współczesnej wiedzy, nie tracąc ich głębi teologicznej.[43] Główne wyzwanie polega na zachowaniu wierności Objawieniu przy jednoczesnym szacunku dla rozumu.

Wiara i nauka, jeśli są właściwie rozumiane, nie mogą sobie przeczyć[44] – bo pochodzą od tego samego Boga. Dlatego apologetyka powinna unikać zarówno panicznego trzymania się dosłowności wbrew faktom, jak i ucieczki w całkowitą symbolikę. Potrzebna jest synteza, w której Biblia i nauka spotykają się w harmonii.

John Lennox reprezentuje właśnie takie podejście: zachęca, by czytać Rdz 1–11 z szacunkiem zarówno dla tekstu natchnionego, jak i dla danych nauki.[45] „Nie trzeba odrzucać ani Pisma, ani nauki” – pisze – lecz należy nauczyć się, jak Bóg przemawia przez obie swoje księgi: Pismo i stworzenie.

Chrześcijanin nie powinien się bać pytań o początek, bo Bóg Biblii objawia nie tylko to, że istnieje, ale także dlaczego istniejemy i dokąd zmierzamy. A tego nie znajdziemy w mikroskopie ani teleskopie, lecz tylko w Słowie, które stało się ciałem.[46]

Powyższa refleksja prowadzi nas do postaci Johna Lennoxa – myśliciela, który uosabia wskazane wyżej podejście; dlatego w kolejnym rozdziale przedstawiono jego życiorys oraz metodę interpretacji Biblii jako kontekst dla dalszej analizy.

ROZDZIAŁ II

John Lennox – sylwetka i metodologia interpretacyjna

2.1 Życie i twórczość Johna Lennoxa – zarys biograficzny i punkty przełomowe

John Carson Lennox urodził się 7 listopada 1943 r. w Irlandii Północnej.[47] Dorastał w Armagh w rodzinie chrześcijańskiej o niesekciarskim nastawieniu, co w realiach podzielonej konfliktami religijnymi Irlandii Północnej miało istotne znaczenie wychowawcze. Rodzice przekazali mu wiarę, ale równocześnie zachęcali do samodzielnego myślenia i szacunku dla innych tradycji². Dzięki temu młody Lennox już od wczesnych lat uczył się łączyć przywiązanie do chrześcijaństwa z otwartością umysłu – cechy, które staną się później znakami rozpoznawczymi jego działalności apologetycznej.

Talent i pracowitość doprowadziły go na Uniwersytet Cambridge, gdzie studiował matematykę (uzyskując tytuły MA, MMath oraz doktorat Ph.D.).[48] W Cambridge Lennox zetknął się zarówno z wybitnymi naukowcami, jak i myślicielami chrześcijańskimi. Był świadkiem ostatnich wykładów C.S. Lewisa, słynnego pisarza i apologety, który właśnie w Cambridge wygłaszał w 1962 roku serię prelekcji tuż przed swoją emeryturą.[49] Młody Lennox chłonął intelektualną atmosferę, w której wiara i rozum spotykały się w twórczym dialogu. Jednakże już wtedy zaznał również sceptycyzmu otoczenia: koledzy na przywitanie pytali go żartobliwie, czy jako Irlandczyk „walczący o Boga” zamierza przenieść na grunt akademicki spory religijne znane z ojczyzny.

Najważniejszy punkt zwrotny w życiu Lennoxa nadszedł jednak podczas jednego z uniwersyteckich spotkań towarzyskich. W wieku 19 lat, jako obiecujący student, Lennox został zaproszony na kolację, gdzie znalazł się u boku wybitnego profesora, laureata Nagrody Nobla. W trakcie rozmowy starszy uczony zaczął wywierać na nim presję, wprost nakłaniając młodego matematyka do porzucenia „dziecinnej wiary w Boga”, jeśli ten chce na serio myśleć o karierze naukowej. Było to doświadczenie wstrząsające – spotkanie z ostrym dogmatyzmem ateistycznym właśnie tam, gdzie spodziewałby się raczej otwartości umysłu. Lennox wspomina, że przez chwilę zamarł zaskoczony śmiałością ataku. Ostatecznie jednak zdobył się na odważną ripostę, z szacunkiem pytając autorytet: „Co ma mi Pan do zaoferowania w zamian, co byłoby lepsze od tego, co już mam?”.[50] Zdumiony noblista odwołał się wtedy do idei „twórczej ewolucji” Henriego Bergsona jako rzekomej alternatywy dla teizmu. Lennox, zaznajomiony z filozofią Bergsona (m.in. dzięki lekturom C.S. Lewisa), odparł, że koncepcja ta nie wydaje się wystarczającą podstawą pełnego światopoglądu – nie daje należytych fundamentów dla sensu, moralności ani celu życia. Młody uczony oznajmił zgromadzonym profesorom, że to biblijny obraz świata jest dla niego o wiele bogatszy poznawczo i życiowo, a dowody na jego prawdziwość są na tyle przekonujące, iż woli podjąć „ryzyko” pozostania przy chrześcijaństwie⁶. Ta pełna respektu, lecz stanowcza odpowiedź zakończyła niecodzienną konfrontację.[51]

Po latach Lennox przyznaje, że tamto zdarzenie zahartowało go wewnętrznie. Uświadomił sobie, jak silna może być presja środowiska akademickiego, by wykluczyć wiarę z dyskursu naukowego – i postanowił, że nie ulegnie takiej presji.[52] Co więcej, dostrzegł pewną ironię: gdyby role się odwróciły i to grupa wierzących profesorów próbowała „nawrócić” na siłę ateistę, zapewne uznano by to za skandal; tymczasem przymuszanie chrześcijanina do wyrzeczenia się wiary uchodziło w akademii płazem. Lennox postanowił więc poświęcić się nauce na najwyższym poziomie, a zarazem – jeśli nadarzy się okazja – poświęcić swoje życie obronie intelektualnej wiary i zachęcaniu innych młodych ludzi do samodzielnego myślenia o „wielkich pytaniach” (Bóg, sens istnienia, relacja nauki i wiary) bez ulegania presji autorytetów. Ta decyzja w znacznym stopniu ukierunkowała jego dalszą drogę życiową i naukową.

Po ukończeniu studiów w Cambridge Lennox kontynuował rozwój kariery naukowej. Zdobył prestiżowe stypendium im. Alexandra von Humboldta, dzięki któremu pracował na uniwersytetach w Würzburgu i Fryburgu w Niemczech.[53] Nawiązał wtedy kontakty z naukowcami zza tzw. „żelaznej kurtyny” – interesowały go doświadczenia ludzi żyjących w krajach o ideologii ściśle ateistycznej (ZSRR, Europa Wschodnia). Zaczął podróżować do komunistycznych państw bloku wschodniego, doskonaląc przy okazji znajomość języka rosyjskiego i poznając realia świata pozbawionego otwartej religijności⁷. Po upadku Muru Berlińskiego w 1989 r. (w którego symbolicznym zburzeniu miał okazję własnoręcznie pomóc jako jeden z wielu entuzjastów na miejscu wydarzeń⁷) Lennox wielokrotnie gościł na uniwersytetach i w akademiach nauk w Rosji.[54] Żywo interesował się tym, jaki skutek pozostawiło siedem dekad systematycznej ateizacji społeczeństwa – i jak ludzie wychowani w takiej rzeczywistości postrzegają zagadnienia wiary, nauki i sensu życia. Te doświadczenia umocniły go w przekonaniu, że odrzucenie Boga nie jest konieczną konsekwencją uprawiania nauki – i że często to czynniki światopoglądowe, a nie obiektywne ustalenia naukowe, stoją u podstaw ateizmu.

Równolegle z działalnością naukową toczyła się jego kariera akademicka w Zachodniej Europie. Przez blisko trzy dekady pracował w Katedrze Matematyki na Uniwersytecie Walijskim w Cardiff,[55] gdzie zajmował się algebrą i logiką matematyczną (publikując ponad 70 prac naukowych z tej dziedziny). W uznaniu osiągnięć badawczych uczelnia przyznała mu doktorat naukowy (D.Sc.). Później Lennox związał się z Uniwersytetem Oksfordzkim – został profesorem matematyki (emerytowanym już obecnie) i fellow (tj. członkiem Kolegium Green Templeton College) oraz wykładowcą filozofii nauki w Oksfordzie. Dodatkowo uzyskał tytuł MA z bioetyki na Uniwersytecie Surrey, poszerzając swoje kompetencje na polu etyki i filozofii człowieka. Jako wszechstronny uczony o szerokich horyzontach, posługujący się biegle kilkoma językami (m.in. angielskim, francuskim, niemieckim, rosyjskim), Lennox stał się cenionym wykładowcą gościnnym na wielu uczelniach świata – od Ameryki Północnej, przez Europę, po Australię.

Pomimo intensywnej pracy naukowej Lennox nigdy nie stracił z oczu pytań światopoglądowych, które go nurtowały od czasów młodości. Wręcz przeciwnie – zdobywając kolejne szczeble kariery, zyskiwał coraz większą platformę, by zabierać głos w sprawie relacji nauki i wiary. Przez lata angażował się w działalność chrześcijańskich stowarzyszeń akademickich, służył jako mentor dla studentów (w Oksfordzie pełnił m.in. rolę doradcy pastoralnego dla społeczności akademickiej) i uczestniczył w publicznych debatach. Kulminacja jego zaangażowania apologetycznego nastąpiła w pierwszej dekadzie XXI wieku, kiedy to wyłonił się w kulturze zachodniej nurt tzw. „nowego ateizmu”. Głośne publikacje ateistycznych autorów (Richard Dawkins, Christopher Hitchens, Sam Harris i in.) wzywały do odrzucenia religii jako szkodliwej iluzji i przedstawiały naukę jako „grabarza Boga”. Lennox – mający unikalne połączenie kompetencji naukowych i teologicznych – stał się jednym z czołowych intelektualnych oponentów nowych ateistów. Jego debaty publiczne z takimi postaciami jak Richard Dawkins czy Christopher Hitchens odbiły się szerokim echem.[56] W październiku 2007 r. zmierzył się z Dawkinsem w debacie zatytułowanej „Czy nauka pogrzebała Boga?” na Uniwersytecie Alabamy, a w 2008 r. ponownie dyskutował z nim w Oksfordzie – stając się jednym z nielicznych chrześcijańskich myślicieli, z którymi Dawkins zgodził się w ogóle debatować publicznie. Lennoxa cechował przy tym spokojny, uprzejmy styl bycia i poczucie humoru, co kontrastowało z ostrym tonem jego adwersarzy. Zyskał opinię apologety, który odważnie, lecz bez zacietrzewienia, broni wiary – starając się raczej perswadować niż polemizować ad personam.

Owocem tych intelektualnych zmagań stały się liczne publikacje książkowe Lennoxa, w których rozwija on argumentację z debat i prezentuje własne spojrzenie na kluczowe zagadnienia. Do najważniejszych jego prac należą m.in.: Czy nauka pogrzebała Boga? (tyt. oryg. God’s Undertaker: Has Science Buried God?, 2007, wyd. pol. 2009) – analiza relacji nauki i religii we współczesnym świecie; Celując w Boga. Dlaczego nowi ateiści chybiają celu (tyt. oryg. Gunning for God: Why the New Atheists are Missing the Target, 2011) – polemiczna odpowiedź na tezy ateistów na temat wiary, moralności i historyczności Jezusa; Siedem dni, które dzielą świat (tyt. oryg. Seven Days That Divide the World, 2011) – studium pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju w kontekście nauk przyrodniczych; Boska chemia (tyt. oryg. Cosmic Chemistry, 2021)[57] – najnowsza synteza poglądów Lennoxa na harmonijną współzależność nauki i wiary; a także szereg innych książek o tematyce biblijnej (jak Against the Flow o Księdze Daniela czy Joseph o postaci Józefa Egipskiego). Szczególne miejsce w dorobku Lennoxa zajmują prace dotyczące początków świata i interpretacji biblijnego stworzenia – ponieważ, jak sam przyznaje, problem ten często stanowi „kamień obrazy” dla osób wykształconych, rozważających autentyczność chrześcijaństwa. Sam Lennox zetknął się z tym problemem choćby podczas rozmowy z wybitną panią profesor z Chin, która odrzuciła chrześcijaństwo pod wpływem szkolnych nauk, jakoby „Biblia zaczyna się od bardzo niemądrej, nienaukowej opowieści o stworzeniu świata w siedem dni”. To doświadczenie stało się dla niego impulsem do napisania książki Siedem dni, które dzielą świat, w której podjął się wyjaśnienia, że biblijny opis stworzenia wcale nie jest sprzeczny z rozumem ani z ustaleniami nauki – pod warunkiem, że jest właściwie interpretowany.

Podsumowując biografię Johna Lennoxa, można dostrzec kilka kluczowych momentów formacyjnych, które ukształtowały jego późniejsze zaangażowanie apologetyczne. Pierwszym z nich jest konfrontacja z akademickim ateizmem w młodości (incydent z profesorem-noblistą), która utwierdziła go w przekonaniu o potrzebie obrony wiary na forum rozumu. Drugim – doświadczenie dialogu z ludźmi z kręgów kulturowych odmiennych (zarówno z Zachodu zdominowanego przez scjentyzm, jak i ze Wschodu dotkniętego materializmem dialektycznym), co dało mu szerszą perspektywę i globalne spojrzenie na spory światopoglądowe. Trzecim wreszcie – sukces naukowy (osiągnięcie pozycji profesora Oksfordu), który sam w sobie stał się świadectwem, iż naukowiec nie musi wyrzekać się wiary, by być uznanym w środowisku. Te czynniki sprawiły, że Lennox wyrósł na myśliciela łączącego w sobie wiarygodność naukowca i żarliwość apologety. Jego życiowa droga – od prowincjonalnej Irlandii Płn. po katedry Oksfordu – oraz bezkompromisowa postawa w obliczu nacisków stały się wręcz symbolem harmonii między wiarą a rozumem, która to idea przenika całą jego twórczość.[58]

2.2 Metodologia hermeneutyczna Lennoxa i operacjonalizacja historyczności

Jednym z centralnych zagadnień podejmowanych przez Johna Lennoxa jest kwestia interpretacji Pisma Świętego w kontekście odkryć nauk przyrodniczych. Jako naukowiec i chrześcijanin, Lennox wychodzi z założenia, że Bóg jest autorem zarówno księgi objawienia (Biblii), jak i „księgi natury” (wszechświata). Z tego fundamentalnego założenia wynika przekonanie, że prawda naukowa i prawda objawiona ostatecznie nie mogą pozostawać w sprzeczności – jeśli są poprawnie zrozumiane. Jak stwierdza Lennox,

„skoro Bóg jest autorem zarówno swojego Słowa – Biblii, jak i wszechświata, to ostatecznie musi istnieć harmonia między właściwą interpretacją danych biblijnych a właściwą interpretacją danych naukowych”.

Innymi słowy, konflikty pojawiające się między nauką a wiarą często wynikają z błędnych interpretacji – czy to Pisma, czy faktów naukowych – a nie z faktycznej sprzeczności między objawioną prawdą a światem stworzonym.

Powyższe przekonanie stanowi podstawę metodologii hermeneutycznej Lennoxa. Charakteryzują ją następujące elementy:

Silny autorytet Pisma Świętego: Lennox deklaruje pełną wiarę w wiarygodność i natchnienie Biblii.[59] Uznaje, że Biblia jest nieomylnym Słowem Bożym w tym, co zamierza przekazać – również gdy mówi o rzeczywistości stworzonej. Nie oznacza to jednak odrzucenia osiągnięć nauki, lecz zachętę do właściwego odczytania biblijnego przekazu. Lennox często przypomina historyczne przypadki, gdy pochopna, dosłowna interpretacja pewnych tekstów biblijnych prowadziła do fałszywego konfliktu z nauką. Klasycznym przykładem jest tutaj reakcja części chrześcijan na teorie Kopernika i Galileusza: przez wieki sądzono, iż Biblia uczy o nieruchomości Ziemi (odwoływano się np. do słów Psalmu 93, 1: „utwierdziłeś świat, by się nie zachwiał”), co kolidowało z odkryciami astronomii.[60] Ostatecznie zrozumiano, że to interpretacja biblijnego języka poetyckiego była błędna – a samo Pismo nie miało na celu nauczać o mechanice układu słonecznego. Ten i podobne przypadki historyczne uczą pokory wobec zarówno Biblii, jak i nauki: fakty naturalne i fakty objawienia wymagają interpretacji, a interpretator (człowiek) jest omylny. Dlatego Lennox apeluje o ostrożność hermeneutyczną – unikanie zarówno dogmatyzmu fideistycznego (ślepego odrzucania nauki w imię dosłowności Biblii), jak i scjentystycznego (odrzucania autorytetu Biblii pod presją aktualnych teorii naukowych).[61]

Uwzględnienie gatunku literackiego i kontekstu: Analizując szczególnie pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju, Lennox zwraca uwagę, że są one tekstem starożytnym, posiadającym specyficzną strukturę literacką i teologiczną. Nie należy odczytywać ich anachronicznie w kategoriach współczesnego raportu naukowego czy kroniki. Pojawiają się tam powtarzalne schematy (np. refren „I rzekł Bóg… i stało się… i widział Bóg, że było dobre… i nastał wieczór i poranek – dzień pierwszy…”), symbole i pewna kompozycja artystyczna (siedmiodniowa rama tygodnia stwórczego). Lennox wraz z wieloma biblistami zauważa, że dni stwarzania układają się w logiczne pary (dzień 1 odpowiada dniu 4, dzień 2 – dniu 5, dzień 3 – dniu 6), co sugeruje zamysł literacki podkreślający ład i celowość stworzenia.[62] Zwraca też uwagę na oryginalne brzmienie tekstu hebrajskiego – np. słowo jom („dzień”) w Rdz 1, występujące z rodzajnikiem określonym przy dniach kolejnych, a bez rodzajnika przy dniu pierwszym, co może wskazywać na wyjątkowy charakter tych „dni” w porządku stworzenia.[63] Choć Lennox nie jest biblistą z wykształcenia, przytacza opinie uznanych teologów i filologów, by poprzeć te obserwacje tekstowe. W efekcie sugeruje, że autor natchniony Mojżesz przekazał prawdę o stworzeniu w formie, która komunikuje teologiczny sens (Bóg jako suwerenny Stwórca, celowość i dobroć stworzenia, wyjątkowość człowieka) w sposób zrozumiały dla ludzi każdej epoki – nie wdając się w szczegóły techniczne procesu stwarzania, które należą do porządku poznania naukowego.

Otwartość na różne modele interpretacji Genesis: W swojej książce Siedem dni, które dzielą świat Lennox omawia trzy główne modele interpretacji opisu stworzenia w siedem dni, jakie spotyka się wśród chrześcijan.[64] Pierwszy to model młodoziemski, traktujący każdy „dzień” jako dosłowny 24-godzinny okres następujący kolejno po sobie – co prowadzi do wniosku o młodym wieku Ziemi (rzędu kilku-kilkunastu tysięcy lat). Lennox zauważa zalety takiego podejścia (wierność prostemu odczytowi tekstu), ale wskazuje też na jego trudności w zestawieniu z danymi przyrodniczymi. Proponuje jednocześnie pewną modyfikację: nawet jeśli uznamy „dzień” za 24 godziny, nie ma pewności, że dni stwarzania następowały bezpośrednio jeden po drugim – mogą między nimi zachodzić przerwy (epoki), podczas których Bóg dalej działał w świecie. Taka hipoteza tzw. dni „interwałowych” pozwoliłaby pogodzić dosłowność dni z koncepcją starego wszechświata.

Drugi model to koncepcja „dzień-epoka” (day-age view), zgodnie z którą słowo „dzień” oznacza w Rdz 1 nie dosłowną dobę, lecz pewien długi okres czasu (era). Zwolennicy tej interpretacji wskazują, że w Biblii słowo jom bywa użyte metaforycznie na określenie nieokreślonego czasu (np. „dzień Pański” u proroków). W tym ujęciu siedem „dni” stworzenia mogło trwać miliardy lat i tym samym przebieg stwarzania jest zasadniczo zgodny z chronologią naukową (Wielki Wybuch, formowanie się galaktyk, powstanie Ziemi, pojawienie się życia, itd.). Lennox uważa ten model za możliwy do obrony na gruncie biblijnym – choć sam dostrzega pewne napięcia (np. problem, jak rozumieć „wieczór i poranek” przy dniu trwającym tysiące lat).

Trzeci model to tzw. ujęcie ramowe (framework view), które jest bliskie osobistemu stanowisku Lennoxa.[65] W myśl tej koncepcji, tydzień stworzenia stanowi strukturalną ramę literacką porządkującą opis w sposób logiczny, a nie ściśle chronologiczny. Kolejne „dni” grupują akt stwórczy Boga w kategorie: najpierw stwarzane są podstawowe obszary bytu (światło/ciemność, wody, lądy), a następnie ich wypełnienie (ciała niebieskie, zwierzęta wodne i ptaki, zwierzęta lądowe i człowiek). Czas trwania tych Boskich aktów nie jest w tekście sprecyzowany – ważna jest raczej teologiczna kolejność (Bóg wprowadza ład od chaosu, przygotowuje ziemię jakby scenę, a na końcu stwarza aktorów – ludzi). Lennox ilustruje to obrazowo analogią: gdyby architekta zapytać o powstanie budynku, zapewne opowie krok po kroku, jak wznoszono fundamenty, ściany, dach…; ale gdyby zapytać chirurga o ten sam budynek-szpital, może on opisać go działami tematycznymi (np. najpierw blok operacyjny na trzecim piętrze, potem oddział dziecięcy na drugim, itd.), czyli nie chronologicznie, lecz funkcjonalnie. Podobnie, Rdz 1 można czytać jako opis funkcjonalno-tematyczny dzieła stworzenia. Lennox podkreśla, że taka lektura wyjaśnia m.in. od dawna dyskutowany problem „światła stworzonego w dniu pierwszym przy słońcu stworzonym dopiero w dniu czwartym” – w ujęciu ramowym nie stanowi to sprzeczności, lecz wskazuje, że Bóg jest źródłem światła niezależnym od ciał niebieskich, a słońce i księżyc zostają wprowadzone na „scenę” we właściwym kontekście (jako „zegary” wyznaczające pory dnia i nocy).

Warto zaznaczyć, że Lennox nie przedstawia swojej interpretacji jako jedynej słusznej. Wyraża pokorę wobec złożoności zagadnienia i dopuszcza, że pewne kwestie (np. dokładna granica między historią a obrazem w Rdz 1–11) mogą pozostawać tajemnicą.[66] Nie uważa jednak, by istnienie symbolicznego czy literackiego wymiaru tych tekstów odbierało im walor prawdy. Przeciwnie, podkreśla, że teologia stworzenia w Księdze Rodzaju jest prawdziwa i fundamentalna, niezależnie od tego, jak dokładnie Bóg przeprowadził proces stwarzania. W rozdziale wieńczącym Siedem dni, które dzielą świat Lennox kładzie nacisk na orędzie teologiczne płynące z opisu stworzenia: absolutną suwerenność jedynego Boga wobec stworzenia (w odróżnieniu od mitologii pogańskich, w których światem rządzi wielu bogów lub siły chaosu), dobroć stworzonego świata, wyjątkową godność człowieka stworzonego na obraz Boży oraz ustanowienie odpoczynku szabatu jako zwieńczenia stworzenia.[67] Wskazuje, że opowieść Genesis ma charakter polemiczny wobec ówczesnych wierzeń – np. ukazuje słońce i księżyc nie jako bóstwa (jak w religiach starożytnych), lecz jako zwykłe stworzenia poddane woli Boga. W tym sensie, prawda Pisma wyraża się na poziomie głębszym niż tylko relacja faktograficzna – dotyczy sensu i celu rzeczywistości.

Jak Lennox widzi zatem relację między nauką a wiarą? Jego stanowisko można określić jako model komplementarności. Nauka i Objawienie zajmują się rzeczywistością na odmiennych płaszczyznach pytania: nauka docieka jak świat funkcjonuje (bada mechanizmy, prawa przyrody, procesy), podczas gdy Biblia częściej odpowiada na pytania kto i po co (kto stoi za istnieniem świata, w jakim celu świat i człowiek zostali stworzeni, jaka jest natura relacji Boga do stworzenia).[68] Te dwie perspektywy nie wykluczają się, lecz dopełniają. Lennox często ilustruje to przykładem zaczerpniętym z historii nauki: aby wytłumaczyć istnienie i działanie samochodu Ford Model T, można przywołać zarówno Henry’ego Forda (jako inteligentnego projektanta i konstruktora), jak i prawa spalania wewnętrznego w silniku benzynowym – obie odpowiedzi są poprawne w swoim porządku i żadna nie eliminuje drugiej. Podobnie, tłumaczenie zjawisk przyrodniczych za pomocą praw fizyki nie eliminuje potrzeby istnienia Stwórcy, który te prawa ustanowił i nadał światu byt. Błędem logicznym – na który wskazuje Lennox – jest przekonanie, że wyjaśnienie mechanizmu zastępuje wyjaśnienie sprawcze. Niestety, wielu współczesnych utożsamia naukowe wyjaśnienia z usprawiedliwieniem metafizycznym, popadając w tzw. scjentyzm (przekonanie, że tylko nauka daje wiarygodną wiedzę o rzeczywistości). Lennox odpiera scjentyzm, zwracając uwagę, że samo uprawianie nauki zakłada pewne metanaukowe prawdy, których nauka nie jest w stanie udowodnić (np. istnienie obiektywnego porządku przyrody, wartość ludzkiego rozumu zdolnego ten porządek poznawać, obowiązywanie zasad logiki i etyki w badaniach). Tym samym, nauka nie „pogrzebała” Boga, przeciwnie – domaga się filozoficznych fundamentów, które teizm dostarcza lepiej niż redukcjonistyczny naturalizm.[69]

W hermeneutyce Lennoxa istotne miejsce zajmuje również krytyka podejścia „Bóg zapchajdziura” (God of the gaps). Lennox przestrzega chrześcijan, by nie używali Boga jedynie do wypełniania luk w obecnym stanie wiedzy naukowej (np. wskazując na niewyjaśnione zjawisko i ogłaszając, że to dowód bezpośredniego działania Boga). Taka taktyka apologetyczna jest ryzykowna, bo postęp nauki może owe „luki” zapełnić naturalnymi wyjaśnieniami, pozornie spychając Boga do defensywy. Zamiast tego Lennox proponuje patrzeć na całość rzeczywistości jako na dzieło Boga – nie tylko to, czego jeszcze nie wyjaśniliśmy, ale i to, co już wyjaśniono dzięki nauce.[70] Gdy nauka odkrywa prawa rządzące światem, dla wierzącego to nie zagrożenie, lecz podziw dla mądrości Stwórcy, który ustanowił tak zdumiewająco uporządkowany kosmos. W ten sposób każda nowa teoria (np. ewolucji biologicznej, mechaniki kwantowej itp.) powinna skłaniać do refleksji: co mówi nam o sposobie działania Boga. Lennox nie odrzuca teorii ewolucji jako całości – przyjmuje wiele jej ustaleń (zwłaszcza mikroewolucję, mechanizmy genetyczne itp.), jednak jest ostrożny co do twierdzeń, że dobór naturalny wystarcza do wyjaśnienia całej złożoności życia bez udziału inteligencji. Argumentuje, że pojawienie się informacji (np. w kodzie DNA) wskazuje raczej na Umysł niż na ślepy proces, ponieważ w naszym doświadczeniu informacja zawsze pochodzi od inteligentnego nadawcy.[71] Podkreśla przy tym, że akt stworzenia człowieka opisany w Biblii wyróżnia go spośród świata zwierząt – nawet jeśli ciało ludzkie posiada pewne ciągłości z materią wcześniejszą, to „tchnienie życia” i obraz Boży czynią ludzi wyjątkowymi.

Ostatecznie metodologia interpretacyjna Lennoxa dąży do harmonizacji – ale nie przez gwałt na tekście biblijnym ani na danych naukowych, lecz przez właściwe zrozumienie zamysłu Bożego zarówno w Objawieniu, jak i w stworzeniu. Lennox zachęca, by czytać Księgę Rodzaju uczciwie, bez uprzedzeń, zadając pytania: co autor natchniony zamierzał przekazać pierwotnym słuchaczom?, jakie prawdy teologiczne wynikają z tekstu?, czy Biblia naprawdę uczy tego, co się jej przypisuje (np. geocentryzmu)?. Jego konkluzja brzmi: Biblia i nauka nie muszą się wzajemnie zwalczać. Gdy napotykamy napięcia, powinniśmy ponownie przemyśleć nasze interpretacje obu źródeł – ufając, że prawda jest jedna, a naszym celem jako ludzi wierzących i rozumnych jest tę prawdę spójnie uchwycić. Taka postawa łączy wierność wierze z pokorą intelektualną. Sam Lennox uosabia tę postawę, starając się być zarówno gorliwym uczniem Pisma, jak i uczonym szukającym zrozumienia świata stworzonego. Dzięki temu jego prace stanowią cenny wkład w chrześcijańską hermeneutykę nauki – pokazują, jak odczytywać Biblię w epoce kosmologii i genetyki, nie tracąc nic z jej duchowego blasku.

Operacjonalizacja historyczności. Zgodnie z wytycznymi Papieskiej Komisji Biblijnej (Che cosa è l’uomo?, 2019) oraz klasyfikacją R. Eliadego, wyróżniamy trzy nierozłączne, choć analitycznie odróżnialne płaszczyzny[72]: factum (zdarzenie realne), symbolon (znaczenie teologiczne przekraczające empirykę) i figura (typologiczna struktura zbawczego „już–jeszcze nie”). Poniżej (Tab. 1) prezentujemy matrycę identyfikującą te kategorie poprzez kryteria kumulatywne. Schemat ten będzie konsekwentnie stosowany w analizie Rdz 1–11, co sygnalizujemy skrótami [F], [S] oraz [G] umieszczanymi w nawiasach kwadratowych przy poszczególnych motywach.

Tabela 1. Kategorie historyczności: factum, symbolon, figura

Na małym ekranie tabelę można przewijać w bok.

Kategoria

Definicja / status ontologiczny

Kryteria identyfikacji*

Przykład z Rdz 1-11

Główna konsekwencja teologiczna

Fakt historyczny (factum)

Zdarzenie realne w porządku dziejów, choć opisane w języku epoki; podlega continuum historii zbawienia.

(1) Zbieżność z tradycją magisterium; (2) wewnętrzna konsekwencja narracji biblijnej; (3) brak sprzeczności z danymi pozabiblijnymi.

Stworzenie pierwszej pary ludzi – osobowych przodków ludzkości (Rdz 2,7.22); genealogia Adama (Rdz 5,1-5).

Fundament dogmatu o grzechu pierworodnym i odkupieniu.[73]

Symbol teologiczny (symbolon)

Element znaczący rzeczywistość przekraczającą fakt empiryczny; medium prawdy teologicznej, nie fikcja.[74]

(1) Struktura archetypiczna; (2) gęstość znaczeń w tradycji patrystycznej; (3) brak pretensji narracji do ścisłej kroniki.

Ogród Eden (Rdz 2,8-17) jako locus utraconej komunii; Drzewo życia i Drzewo poznania (Rdz 2,9) jako opozycja łaski i wolności; Wąż (Rdz 3,1) jako personifikacja anty-Logosu.

Umożliwia interpretację soteriologiczną (protoewangelia, Rdz 3,15) oraz eschatologiczną (Ap 22,2).

Figura literacko-typologiczna (figura)

Konstrukcja narracyjna świadomie uformowana jako pre-figuracja rzeczywistości zbawczej, ujawniana w świetle Objawienia pełnego.

(1) Powtórzona tematyka w późniejszych księgach; (2) eksplicytne odczytanie w NT/patrystyce; (3) struktura analogii (typ ↔ antytyp).

Potop i Arka (Rdz 6-9) jako typ chrztu i Kościoła (1 P 3,20-21);[75] Siedmiodniowy schemat stworzenia (Rdz 1,1-2,4a) jako figura szabat-nowe stworzenie (Hbr 4,3-10).

Umacnia hermeneutykę sensus plenior, łącząc Stare i Nowe Przymierze.

* Kryteria należy traktować kumulatywnie; im więcej spełnionych, tym większa pewność klasyfikacji.

2.3 Miejsce Johna Lennoxa wśród współczesnych apologetów

John Lennox jest dziś uznawany za jednego z najbardziej wpływowych apologetów chrześcijańskich na polu dialogu z nauką i nowym ateizmem. Jego profil różni się jednak od wielu klasycznych apologetów – zarazem pod pewnymi względami jest do nich podobny. Warto osadzić Lennoxa na tle innych wybitnych obrońców wiary naszych czasów, takich jak Alvin Plantinga, Alister McGrath czy William Lane Craig, by uchwycić specyfikę jego podejścia.[76]

Alvin Plantinga reprezentuje nurt filozoficznej apologetyki. Jako emerytowany profesor Uniwersytetu Notre Dame, Plantinga zasłynął z prac z filozofii religii, w których broni racjonalności wiary w Boga na gruncie analizy epistemologicznej. Jego podejście różni się od Lennoxowskiego tym, że Plantinga mniej koncentruje się na zgodności wiary z naukami przyrodniczymi, a bardziej na wykazaniu, iż teizm jest intelektualnie uzasadniony jako taki. W znanej książce God and Other Minds (1967)[77] argumentował, że wiara w Boga może być „przekonaniem podstawowym” (w sensie epistemologii reformowanej) – podobnie jak wiara w istnienie innych umysłów – i nie wymaga ścisłego udowodnienia, aby była rozsądna. Później, w dziele Where the Conflict Really Lies: Science, Religion, and Naturalism (2011),[78] Plantinga wprost odniósł się do tematu nauki, dowodząc, że głęboka zgodność zachodzi między nauką a teizmem, podczas gdy prawdziwy konflikt istnieje między nauką a naturalizmem²⁵. Pod tym względem jego wnioski są zbieżne z intuicjami Lennoxa – obaj zgadzają się, że to światopogląd materialistyczny, a nie nauka per se, stoi w sprzeczności z wiarą. Jednak metoda Plantingi jest czysto filozoficzna i skierowana do grona akademików (posługuje się formalnymi argumentami logicznymi, teorią prawdopodobieństwa, analizą pojęć). Lennox natomiast operuje bardziej empirycznym i przystępnym językiem: odwołuje się do konkretnych faktów naukowych, anegdot z historii nauki, używa barwnych porównań.[79] Można powiedzieć, że Plantinga tworzy ramy teoretyczne, w których wiara jest uzasadniona, a Lennox wykonuje pracę popularnonaukową i polemiczną, pokazując na licznych przykładach, iż naukowiec może być człowiekiem wierzącym bez dysonansu poznawczego. Obaj w pewnym sensie się uzupełniają: Plantinga daje filozoficzne podstawy (np. koncept zgodności nauki i teizmu, krytykę naturalizmu jako samowywrotnego światopoglądu²⁵), a Lennox przekłada to na narrację zrozumiałą dla szerszej publiczności i mierzy się bezpośrednio z najbardziej znanymi adwersarzami wiary na polu medialnym.[80]

Alister McGrath to z kolei teolog i historyk idei, również związany z Oksfordem (profesor nauki i religii na Oxford University[81]). Jego życiorys biegnie niejako w odwrotnym kierunku niż Lennoxa: McGrath w młodości był ateistą zafascynowanym nauką (posiada doktorat z biofizyki), lecz doszedł do wiary chrześcijańskiej poprzez refleksję filozoficzną i doświadczenie egzystencjalne. Obecnie jest jednym z czołowych brytyjskich teologów, znanym z dialogu z nauką i krytyki nowego ateizmu. Jego książka The Dawkins Delusion (2007, wyd. pol. Bóg nie jest urojeniem, 2007) była jedną z pierwszych odpowiedzi na Boga urojonego Richarda Dawkinsa – McGrath zarzucał Dawkinsowi spłycenie obrazu Boga i nieznajomość teologii.[82] W odróżnieniu od Lennoxa, Alister McGrath kładzie nieco większy nacisk na historię i socjologię wiary. Analizuje, jak światopoglądy rozwijają się w czasie, jakie czynniki kulturowe wpływają na atrakcyjność ateizmu czy teizmu. Jego apologetyka często odwołuje się do poczucia sensu i tęsknot duchowych człowieka – w duchu myśli C.S. Lewisa (o którym McGrath napisał obszerną biografię). U McGratha nauka i wiara również nie kolidują, ale akcentuje on, że chrześcijaństwo dostarcza szerszego kontekstu znaczeniowego dla faktów naukowych. Przykładowo, nauka może opisać mechanizm powstania życia, ale pytanie o sens życia leży poza jej zasięgiem – i tu wkracza religia. Jest to podejście podobne do Lennoxowskiego rozróżnienia płaszczyzn (pytania „jak” vs. „dlaczego”), choć styl McGratha jest mniej konfrontacyjny wobec nauki; często odwołuje się on do idei „dwóch ksiąg” (natury i Pisma) harmonijnie poznawanych przy pomocy rozumu oświeconego wiarą.[83] Podobnie jak Lennox, McGrath podejmuje tematykę pierwszych rozdziałów Biblii – jednak będąc teologiem systematycznym, skłania się ku interpretacjom mniej dosłownym niż np. tradycyjny kreacjonizm. Akceptuje w pełni ustalenia współczesnej nauki (np. ewolucję biologiczną traktuje jako narzędzie Bożej kreacji), koncentrując się na przesłaniu duchowym Pisma. Można powiedzieć, że Lennox plasuje się nieco bliżej środka między dosłownością a alegorią (przyjmując pewne elementy dosłowne, np. historyczne istnienie pierwszej pary ludzkiej, ale też literackość opisu), podczas gdy McGrath jest skłonny widzieć w Genesis głównie metaforę teologiczną zgodną z ewolucyjnym obrazem świata. Obydwaj jednak podkreślają racjonalność wiary i sprzeciwiają się tezie, jakoby nowoczesna nauka obaliła Boga – tu są zgodni, choć dochodzą do tego różnymi drogami (jeden jako naukowiec-matematyk, drugi jako teolog i były naukowiec-przyrodnik).

William Lane Craig to kolejny znamienity apologeta, którego profil różni się od Lennoxowskiego, choć obaj często stają wobec tych samych interlokutorów w debatach. Craig jest filozofem analitycznym i teologiem (doktoraty z filozofii w Birmingham oraz z teologii w Monachium), znanym przede wszystkim z obrony argumentów na istnienie Boga oraz historyczności zmartwychwstania Jezusa.[84] Jako amerykański apologeta ewangelikalny, Craig zdobył rozgłos dzięki licznym formalnym debatom na uniwersytetach, gdzie z logiką i retoryczną precyzją prezentował Kosmologiczny argument kalam, argument z fine-tuningu (dokładnego dostrojenia wszechświata do powstania życia) czy argument z obiektywnej moralności.[85] Na polu nauka a wiara Craig koncentrował się dotąd głównie na kosmologii (wskazując, że teoria Wielkiego Wybuchu świadczy o początku czasu i przestrzeni, zgodnym z doktryną stworzenia ex nihilo) i filozofii czasu. Przez długi czas unikał jednoznacznego opowiedzenia się w sporze ewolucji i interpretacji Rdz 1–11, uznając to za kwestię otwartą dla teologów. Dopiero niedawno (2021) opublikował pracę In Quest of the Historical Adam, w której proponuje własną interpretację gatunku literackiego Genesis jako tzw. „mitu historycznego” – czyli opowieści zawierającej prawdziwe wydarzenia prahistoryczne przedstawione w stylizowanej formie mitologicznej. Craig dochodzi do wniosku podobnego kierunkowo do Lennoxa: że Rdz 1–11 przekazuje realne prawdy (istnienie pierwszych ludzi, rzeczywisty upadek, itp.), ale językiem obrazowym, niedosłownym w szczegółach takich jak mówiący wąż czy drzewo poznania. Zatem choć Craig i Lennox różnią się dziedziną specjalizacji (jeden głównie filozofia religii i teologia fundamentalna, drugi – obrona wiary wobec nauk ścisłych), to ich wnioski hermeneutyczne okazują się w pewnym stopniu zbieżne: obaj odrzucają skrajności fideizmu literalistycznego oraz demitologizacji pełnej, szukając trzeciej drogi, która zachowa historyczne jądro biblijnej narracji przy uznaniu literackiej formy.

Styl i metody argumentacji Craiga i Lennoxa również się różnią. Craig formułuje swoje tezy w postaci usystematyzowanych argumentów filozoficznych, często w sylogistycznej formie (premisy, konkluzja), co czyni jego przekaz bardzo klarownym dla osób oswojonych z logiką formalną. Lennox z kolei, mimo że również posługuje się logiczną analizą, częściej wybiera styl narracyjny: snuje opowieści (np. przywołuje własne przeżycia, historie ze świata nauki), posługuje się analogiami z życia codziennego. Jest to zapewne po części kwestia temperamentu, a po części audytorium, do jakiego kierują swoje prace – Craig pisze podręczniki apologetyczne i artykuły akademickie, Lennox częściej tworzy eseje i książki popularnonaukowe. W efekcie Lennox bywa nazywany „apologetą dialogu”, podczas gdy Craig – „apologetą debaty”. Co interesujące, obaj wielokrotnie odnosili sukcesy w bezpośrednich dyskusjach z czołowymi ateistami: Craig m.in. z Samem Harrisem, Hitchensem czy Lawrencem Kraussem, zaś Lennox z Dawkinsem i Hitchensem. W odbiorze wielu chrześcijańskich odbiorców Lennox uchodzi za bardziej przystępnego i ujmującego w swej prostolinijności (niczym „dobroduszny profesor”), natomiast Craig – za bardziej polemicznego i konfrontacyjnego (choć zawsze uprzejmego). Te niuanse sprawiają, że różni ludzie czerpią inspirację od innego z nich w zależności od własnej wrażliwości intelektualnej.

Mówiąc o miejscu Lennoxa wśród apologetów, warto podkreślić jego unikalny wkład: pokazał on szerokiej publiczności, że wysokiej klasy naukowiec może być równocześnie żarliwym chrześcijaninem broniącym rozumnie swojej wiary.[86] O ile np. Plantinga czy Craig to przede wszystkim filozofowie i teologowie (czyli ich zawód już zakłada refleksję nad wiarą), a McGrath mimo wykształcenia przyrodniczego działa głównie jako teolog, o tyle Lennox całe życie zawodowe poświęcił „świeckiej” nauce – matematyce – i osiągnął na tym polu niekwestionowane sukcesy. Jego świadectwo ma zatem szczególną wagę w dialogu ze środowiskiem naukowym. W debatach z ateistami Lennox nieraz przywoływał nazwiska wybitnych naukowców-wierzących (np. Isaaca Newtona, Jamesa Clerka Maxwella, Michała Faradaya, Francisa Collinsa), argumentując, że nie istnieje sprzeczność między byciem racjonalnym badaczem a wyznawcą Boga – przeciwnie, to właśnie chrześcijańska wiara w racjonalnego Stwórcę dostarczyła historycznie impulsu do rozwoju nauki.[87] W ten sposób wpisał się w tradycję apologetyczną zapoczątkowaną poniekąd już przez C.S. Lewisa, lecz wniósł do niej własne doświadczenie bycia czynnym naukowcem w epoce eksplozji nowych dziedzin wiedzy. Wielu młodych chrześcijan naukowców wskazuje na Lennoxa jako na inspirację i dowód, że można „nie sprzedać duszy” za akceptację akademickiego establishmentu – lecz przeciwnie, być solą i światłem w świecie nauki, zadając niewygodne pytania materialistycznym paradygmatom.

Na tle innych współczesnych obrońców wiary, Lennox wyróżnia się również szerokością tematyczną. Jego prace obejmują zarówno kwestie nauk przyrodniczych (kosmologia, biogeneza, neurobiologia – np. zagadnienie świadomości i wolnej woli w książce Determined to Believe? z 2017 r.), jak i zagadnienia moralno-społeczne (w Gunning for God odpiera zarzuty, że religia czyni zło, analizuje podstawy moralności bez Boga, dyskutuje o zmartwychwstaniu Chrystusa jako wydarzeniu historycznym). Tym samym łączy w sobie role, które u innych apologetów są podzielone. Dla porównania, William Lane Craig skupia się mocno na Zmartwychwstaniu i istnieniu Boga, ale mniej mówi o etyce; Plantinga zajmuje się raczej abstrakcyjnymi aspektami wiary (wiedza, racjonalność) i nie pisze dla masowego odbiorcy; McGrath wiele pisze o historii idei i duchowości, ale nie wchodzi głęboko w np. filozofię umysłu. Lennox natomiast potrafi swobodnie dyskutować o fizyce kwantowej i determinizmie, a zarazem przy innej okazji o unikalności Jezusa czy wiarygodności Ewangelii (czego przykładem są jego publiczne wykłady i debaty, np. z historykiem ateistą na temat Zmartwychwstania). Ta wielostronność czyni go jednym z najbardziej wszechstronnych apologetów XXI wieku.

Reasumując, John Lennox zajmuje ważne miejsce w gronie współczesnych obrońców wiary chrześcijańskiej.[88] Jego metoda dialogu, oparta na łączeniu wiedzy naukowej z głębokim szacunkiem dla Biblii,[89] stanowi wzór dla tych, którzy pragną pokazać spójność wiary i rozumu. W odróżnieniu od niektórych apologetów-konwertytów (jak McGrath)[90] Lennox reprezentuje stabilność kogoś, kto przeszedł przez ogień prób, nie tracąc wiary – co dodaje wiarygodności jego świadectwu. W odróżnieniu od stricte filozoficznych obrońców teizmu (jak Plantinga,[91] Craig[92]), wnosi do dyskursu perspektywę praktyka nauki, przypominając, że pytania o sens i cel wykraczają poza równania i eksperymenty, ale to nie umniejsza wartości nauki – po prostu wypełnia ją szerszym znaczeniem. Można powiedzieć, że Lennox to apologeta mostów: buduje most między laboratorium a Biblią, między umysłem a sercem, między wiarą ojców a odkryciami współczesności. Jego życie i działalność są świadectwem, że chrześcijaństwo potrafi stawić czoło wyzwaniom intelektualnym naszych czasów i wyjść z tego starcia umocnione prawdziwą mądrością, która – jak wierzy Lennox – pochodzi od samego Boga, Stwórcy i Zbawcy świata.

Zarysowana sylwetka oraz przedstawione fundamenty hermeneutyki Lennoxa tworzą punkt wyjścia do analizy kluczowego dla niniejszej pracy sporu o historyczność Rdz 1–11. W kolejnym rozdziale zestawimy jego podejście z innymi wiodącymi modelami interpretacyjnymi, aby ocenić, w jakim stopniu propozycja Lennoxa odpowiada wyzwaniom teologii i nauk przyrodniczych.

ROZDZIAŁ III

Historyczność pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju – wyzwania interpretacyjne

3.1. Wprowadzenie – problematyka historyczności

Pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju (Rdz 1–11) od dawna rodzą pytania o swój charakter gatunkowy i stopień historyczności. Historyczność w tym kontekście oznacza, czy opisy stworzenia świata i człowieka, życia pierwszych ludzi w Edenie, upadku w grzech oraz potopu przedstawiają wydarzenia, które faktycznie miały miejsce w historii, czy raczej są narracjami o znaczeniu symbolicznym lub mitycznym. Problem ten stał się szczególnie palący w epoce nowożytnej pod wpływem rozwoju nauk przyrodniczych i biblistyki krytycznej. Z jednej strony odkrycia naukowe dotyczące wieku Wszechświata, pochodzenia gatunków i genetyki ludzkiej zdają się kolidować z dosłowną lekturą Gen 1–11. Na przykład, ustalenia współczesnej kosmologii i biologii ewolucyjnej wskazują, że Wszechświat liczy ok. 13,8 mld lat, Ziemia ok. 4,5 mld lat, a Homo sapiens wyłonił się populacyjnie, nie zaś od pary pojedynczych przodków kilka tysięcy lat temu.[93] Z drugiej strony, teologiczna waga tych rozdziałów – ustanowienie Boga jako Stwórcy, wyjątkowa godność człowieka jako stworzonego na obraz Boży, wprowadzenie zła moralnego poprzez grzech pierworodny – sprawia, że wielu myślicieli chrześcijańskich broni ich historycznego rdzenia. Pytają oni: jeśli pierwsze rozdziały Biblii nie opisują realnych wydarzeń, to na czym opierają się fundamentalne prawdy o świecie i kondycji ludzkiej?[94]

Trzeba podkreślić, że tekst biblijny sam w sobie nie podaje wprost swojego gatunku literackiego. W interpretacji pojawiło się zatem spektrum stanowisk. Jedni obstają przy odczytaniu literalnym: sześć dni stwarzania rozumieją jako sześć 24-godzinnych dób, a Adama i Ewę jako jedynych protoplastów całej ludzkości w niedawnej przeszłości.[95] Inni proponują, że Genesis 1–11 to „mit” w sensie opowieści przekazującej głębokie prawdy egzystencjalne, lecz niekoniecznie szczegóły historyczne. Jeszcze inni – w tym wielu współczesnych teologów ewangelikalnych – skłaniają się ku ujęciom pośrednim, widząc w tych rozdziałach gatunek „mitu historycznego” (mythos-history) czy „historii teologicznej”.[96] Według takiej koncepcji narracje te zawierają elementy symboliczne typowe dla starożytnych mitów, ale jednocześnie odnoszą się do realnych faktów (np. istnienia pierwszej pary ludzkiej czy pierwotnego upadku człowieka). W interpretacji niebagatelną rolę odgrywa również kontekst literacki i kulturowy: badania wskazują, że opowiadania o początkach świata i ludzkości miały swoje odpowiedniki w mitologiach starożytnych Bliskiego Wschodu (np. babiloński epos Enuma Elisz czy epos o Atrahasisie). Rodzi to pytania, na ile biblijny autor świadomie nawiązywał do form mitycznych, by przekazać własne, monoteistyczne przesłanie teologiczne, odmienne od tamtych wierzeń.[97]

Problem historyczności Gen 1–11 ma także wymiar doktrynalny. Szczególnie dotyczy to postaci Adama i Ewy oraz doktryny grzechu pierworodnego. Tradycyjna teologia chrześcijańska – począwszy od św. Pawła – widzi w Adamie „pierwszego człowieka”, przez którego grzech i śmierć weszły na świat (por. Rz 5,12) i którego upadek rzutuje na całą ludzkość.[98] Jeżeli jednak Adam i Ewa nie istnieli jako jednostkowa para[99] zapoczątkowująca ród ludzki, jak rozumieć powszechność grzechu i potrzebę odkupienia w Chrystusie?[100] Tak sformułowane zagadnienie budzi żywe dyskusje. Współcześnie część teologów argumentuje, że rdzeń Ewangelii – powszechna grzeszność człowieka i zbawcze dzieło Chrystusa – pozostaje prawdziwy niezależnie od tego, czy opowieść o Adamie jest historyczna czy symboliczna.[101] Inni odpowiadają, że autentyczność historii zbawienia (zwłaszcza śmierci i zmartwychwstania Jezusa) jest nierozerwalnie złączona z prawdziwością historii o upadku pierwszego człowieka. Przedstawiciele różnych stanowisk podejmują wysiłek znalezienia takiej interpretacji początków Biblii, która byłaby wierna zarówno danym Objawienia, jak i wiedzy naukowej oraz doświadczeniu ludzkiemu.

Niniejszy rozdział omawia najważniejsze podejścia do problematyki historyczności pierwszych rozdziałów Genesis. W kolejnych podrozdziałach przedstawione zostaną: relacja między naukami przyrodniczymi a prawdami wiary (w ujęciu Johna Lennoxa), argumenty za historycznym Adamem z perspektywy filozoficzno-teologicznej (William Lane Craig), implikacje doktryny grzechu pierworodnego dla antropologii teologicznej (Alvin Plantinga, Joseph Ratzinger, James D.G. Dunn), krytyczne ujęcia kwestionujące dosłowną historyczność Adama (Peter Enns, John Walton) oraz refleksja nad konsekwencjami odrzucenia nadprzyrodzonej wizji człowieka (Henri de Lubac). Taki przekrojowy przegląd pozwoli zarysować kluczowe wyzwania, przed jakimi staje interpretacja biblijnego protougosu (początku dziejów) we współczesnym kontekście.

3.2. Nauka a wiara: relacja i wzajemne zależności (John Lennox)

Konfrontacja opisu stworzenia w Księdze Rodzaju z danymi nauk przyrodniczych bywa przedstawiana jako konflikt między wiarą a nauką. John C. Lennox – matematyk i apologeta chrześcijański – zwraca jednak uwagę, że sprzeczność ta jest pozorna i wynika najczęściej z błędnych założeń. Jego zdaniem nauka i wiara nie wykluczają się wzajemnie, lecz odpowiadają na różne pytania: nauka bada jak funkcjonuje świat, wiara poszukuje odpowiedzi na pytanie dlaczego świat istnieje i jaki ma cel. Lennox obrazowo pisze, że „popularny pogląd, jakoby nauka i Bóg do siebie nie pasowali, po prostu nie jest prawdziwy”.[102] Przeciwstawia się mitowi o nieuchronnej wojnie między tymi dziedzinami, podkreślając, iż jest możliwa „inna reakcja między nauką a religią, bardziej zgodna z duchem obu”.[103]

W ujęciu Lennoxa konflikt powstaje nie między faktami naukowymi a Biblią, lecz między określonymi interpretacjami Biblii a nauką. To, co bywa przedstawiane jako sprzeczność, wynika więc z ludzkich odczytań Pisma,[104] a nie z samego Objawienia. Przykładem jest kwestia wieku Ziemi i wszechświata. Niektóre literalistyczne odczytania Rdz 1 sugerują bardzo młody wiek świata (tysiące lat), podczas gdy ustalenia kosmologii i geologii mówią o miliardach lat. Lennox wskazuje jednak, że już wewnątrz samego tekstu biblijnego istnieje możliwość innej interpretacji. Zauważa on trzyczęściową strukturę Rdz 1,1–2,3, gdzie pierwszy wers („Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”) stanowi odrębny akt stwórczy poprzedzający okres sześciu dni. Hebrajski czasownik bara („stworzył”) w Rdz 1,1 występuje w formie gramatycznej sugerującej czynność dokonaną przed nastaniem serii kolejnych wydarzeń. Takie ujęcie – zauważa Lennox – pozwala pogodnie przyjąć naukowy obraz bardzo starego wszechświata, gdyż Biblia nie precyzuje długości odstępu między „początkiem” a dalszym porządkującym działaniem Boga w ramach dni stworzenia. Innymi słowy, kwestia wieku Ziemi nie jest w Biblii rozstrzygnięta expressis verbis, a jej domniemany młody wiek wynika z pewnej tradycji interpretacyjnej, a nie z samego objawienia.

Lennox wskazuje też, że podejście do Pisma Świętego, które szuka w nim naukowych „luk” do wypełnienia Bogiem, jest błędne.[105] Uważa on za powierzchowne sugerowanie, jakoby Bóg pojawiał się tylko tam, gdzie kończy się wyjaśnienie naukowe. „Księga Rodzaju nie zaczyna się stwierdzeniem: „Na początku Bóg stworzył te fragmenty wszechświata, których jeszcze nie rozumiemy” – zauważa ironicznie. Przeciwnie, Biblia od pierwszego zdania ogłasza Boga Stwórcą całości rzeczywistości, zarówno tego, co znane, jak i nieznane.[106] Nauka stopniowo odsłania mechanizmy rządzące światem stworzonym przez Boga, ale nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, skąd w ogóle wziął się świat i dlaczego jest racjonalny i uporządkowany. Chrześcijańska wizja świata dostarcza tu komplementarnej odpowiedzi, wskazując na rozumny Logos, dzięki któremu świat jest poznawalny dla ludzkiego umysłu.

Co więcej, Lennox zwraca uwagę, że biblijna wiara wręcz sprzyja rozwojowi nauki. Wskazuje na fakt, iż w opisie stworzenia człowiek otrzymuje polecenie „czynienia sobie ziemi poddanej” (por. Rdz 1,28) oraz że Bóg polecił Adamowi „nazywać” zwierzęta (Rdz 2,19) – czyli klasyfikować stwory według ich natury.[107] To nic innego jak zaczątek taksonomii, fundamentalnej czynności naukowej porządkującej wiedzę o świecie. Chrześcijańskie przekonanie o racjonalności stworzenia (wynikającej z racjonalności Stwórcy) było historycznie jednym z motorów rozwoju nowożytnej nauki – wielu ojców nauki (Newton, Kepler, Pascal i in.) pojmowało swoje badania jako poznawanie myśli Boga w przyrodzie.[108] W ten sposób, twierdzi Lennox, wiara i nauka pozostają we wzajemnej zależności: wiara dostarcza nauce filozoficznych podstaw (porządek, racjonalność świata, przekonanie o istnieniu praw przyrody), zaś nauka poszerza rozumienie cudowności i złożoności stworzenia, wzbogacając teologiczną refleksję o świecie. Konflikty pojawiają się jedynie wtedy, gdy czyjaś interpretacja Pisma okazuje się niezgodna z czyjąś interpretacją danych naukowych. Należy wtedy dokonać uczciwego rozeznania – być może to nie Biblia się myli, a nasza dotychczasowa interpretacja wymaga korekty. Lennox podsumowuje, że rzetelna nauka nigdy nie obali istnienia Boga, a prawdziwa wiara nie lęka się ustaleń naukowych, gdyż ten sam Bóg jest autorem zarówno „księgi Pisma”, jak i „księgi natury”.

3.3. Interpretacja historyczności Adama i Ewangelii (William Lane Craig)

Jednym z najgłośniejszych współczesnych obrońców tezy o historycznym Adamie jest filozof i teolog William Lane Craig. W monografii In Quest of the Historical Adam (2021) podjął on wszechstronne studium biblijnych, historycznych i naukowych aspektów zagadnienia. Punktem wyjścia Craiga jest pytanie: „Co jest stawką?” (What Is at Stake) w dyskusji o istnieniu historycznego Adama. Zdaniem Craiga stawka jest bardzo wysoka, gdyż na ścisłej historyczności pierwszego człowieka opiera się integralność doktryny biblijnej – od nauki o natchnieniu Pisma, poprzez chrystologię, aż po soteriologię.[109]

Craig zauważa, że chrześcijaństwo poradziłoby sobie nawet bez pewnych tradycyjnych rozumień dogmatu o grzechu pierworodnym – sam fakt powszechności grzechu i tak tłumaczy potrzebę zbawienia w Chrystusie. Jednak to, czy Adam był postacią realną, ma jego zdaniem fundamentalne znaczenie z dwóch powodów: (1) ze względu na wiarygodność Pisma Świętego, oraz (2) ze względu na autorytet samego Jezusa Chrystusa. Jeśli bowiem autorzy natchnieni – w szczególności św. Paweł – nauczają istnienia Adama jako protoplasty rodzaju ludzkiego, to odrzucenie tego twierdzenia oznaczałoby przyjęcie, że Pismo św. zawiera błędy rzeczowe. Craig przyznaje, że dla niektórych egzegetów (np. Petera Ennsa) rozwiązaniem byłaby zmiana naszego rozumienia natchnienia – dopuszczenie, iż Bóg nie chronił autorów biblijnych od błędnych przekonań starożytnego kontekstu. Jednak takie rozwiązanie jest dla Craiga równoznaczne z podważeniem prawdomówności Boga i klasycznej doktryny natchnienia. Jeszcze poważniejszy problem dotyczy osoby Chrystusa. Ewangelie wskazują, że Jezus potwierdzał realność wydarzeń z Rdz 1–2. W dyskusji z faryzeuszami o małżeństwie odwołał się do „Tego, który stworzył [ludzi] od początku jako mężczyznę i niewiastę”[110] (Mt 19,4-6) – co jest jawnym nawiązaniem do historii o Adamie i Ewie. Craig argumentuje: jeśli Jezus, jako człowiek swoich czasów, wierzył w historycznego Adama i Ewę, a w rzeczywistości takie postacie nigdy nie istniały, to choć nie głosił fałszu ex cathedra, to jednak w swoim ludzkim umyśle żywił przekonanie fałszywe. A to rodzi napięcie z ortodoksyjną wiarą w pełną boskość Chrystusa. Według tradycyjnej chrystologii w Chrystusie jedna Osoba (druga Osoba Trójcy) posiada zarówno naturę ludzką, jak i Boską. Owszem, jako człowiek Jezus wzrastał w mądrości i doświadczeniu, a Jego ludzka świadomość była ograniczona (np. nie znał dnia ani godziny końca świata – Mt 24,36). Nie oznacza to jednak, że mógł mylić się co do faktów – gdyż błędne przekonanie to nie to samo co brak wiedzy. Craig wyjaśnia, że osoba Chrystusa – będąc Boską – nie może żywić fałszywych sądów, nawet jeśli nie korzysta ze swojej boskiej wszechwiedzy w danym momencie. „Przekonania posiada osoba, nie natura; a osobą Chrystusa jest osoba Boska” – pisze Craig. Z definicji zaś osoba wszechwiedząca nie może utrzymywać fałszywych przekonań. Dlatego uznanie, że Jezus się mylił co do Adama, godzi w Jego Boską naturę. Craig stawia sprawę dramatycznie: jak paradoksalnie by to nie brzmiało, negacja historycznego Adama grozi naruszeniem bóstwa Chrystusa i ruiną ortodoksyjnej wiary chrześcijańskiej.

Wobec tak poważnych konsekwencji, Craig rozważa możliwe opcje dla teologa chcącego zachować wierność chrześcijańskiej ortodoksji. Najbardziej oczywistą jest podjęcie próby wykazania, że istnienie historycznego Adama da się pogodzić z danymi naukowymi – co też Craig czyni w dalszej części swojej pracy, analizując wyniki paleoantropologii i genetyki populacyjnej. Jednak zanim do tego przechodzi, proponuje jeszcze tzw. scenario najgorszego przypadku:[111] załóżmy, że nauka rzeczywiście wyklucza istnienie Adama. Jak wtedy, nie rezygnując z ortodoksji, można zreinterpretować dane objawienia? Craig omawia tu i odrzuca próby odczytania Adama wyłącznie jako symbolu (tzw. Everyman, figura literacka każdego człowieka) lub koncepcje „adama zbiorowego”. Argumentuje, że apostoł Paweł – szczególnie w Liście do Rzymian 5,12-21 – mówi o Adamie wyraźnie jako o jednostce (kontrastując go z pojedynczą osobą – Chrystusem). Paweł używa liczby pojedynczej („jedny człowiek”, „przez jednego człowieka grzech wszedł na świat…”), a Adama nazywa „typem tego, który miał przyjść” (Rz 5,14), czyli typologiczną zapowiedzią Chrystusa.[112] W ujęciu Pawła ludzkość zbiera się jakby w dwóch osobach reprezentatywnych: w nieposłusznym Adamie (co skutkuje potępieniem) oraz w posłusznym Chrystusie (co skutkuje usprawiedliwieniem) – „jak… tak…” (por. Rz 5,18-19). Ten paralelizm traci sens, gdyby pierwszy element (Adam) był czysto literacki, a drugi (Chrystus) – historyczny. Apostoł nie traktuje historii grzechu jedynie jako mitu o uniwersalnym przesłaniu, lecz jako realne dzieje, choć ujęte w ramy teologiczne. W 1 Kor 15,21-22 również pisze: „śmierć przyszła przez człowieka… w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni”.[113] Trzeba zaznaczyć, że Paweł sięga tu po prawdy obecne już w tradycji żydowskiej. Jak odnotowuje James Dunn, judaizm okresu Drugiej Świątyni niejednokrotnie teologicznie interpretował postać Adama – widząc w niej archetyp człowieka i źródło tragicznej skłonności ku złu obecnej w świecie.[114] Przykładowo, apokryficzna 4 Księga Ezdrasza (datowana na I w. po Chr.) tłumaczyła upadek Jerozolimy tym, że „skłonność do zła przylgnęła do [ludzi] od Adama” (4 Ezd 3,21) – przedstawiając grzech Adama jako chorobę, która toczy całą ludzkość, Izrael nie wyłączając.[115] W podobnym duchu wypowiada się 2 Barucha 17,3: „Adam nie był przyczyną grzechu dla jednostek, ale każdy z nas przygotował dla siebie potępienie” – co wskazuje raczej na archetypowe rozumienie Adama jako każdego człowieka.[116] Te świadectwa pokazują, że starożytni Izraelici i Żydzi potrafili reflektować nad opowieścią o Adamie zarówno pod kątem jego chwały (utracony rajski status panowania nad światem – por. Ps 8), jak i winy (skażenie grzechem). Paweł wpisuje się w ten nurt, ale – co ważne – czyni to w świetle Chrystusa. Dla niego to wydarzenia paschalne (śmierć i zmartwychwstanie Mesjasza) ujawniły pełnię dramatu ludzkiego grzechu: skoro tak radykalne lekarstwo było potrzebne, to znaczy, że choroba grzechu jest od początku śmiertelna. Paweł nie przekazuje nam nowych szczegółów o Adamie poza tym, co czytamy w Torze – jednak interpretuje jego historię w nowy sposób, ukazując Adama jako część wielkiego narracyjnego łuku: od stworzenia, poprzez upadek, historię Izraela, aż do zbawienia w Chrystusie.

William Lane Craig, opowiadając się za historycznym Adamem, akceptuje jednocześnie, że opowiadania z Rdz 1–3 mają formę narracji stylizowanej, zawierającej symbole i elementy obrazu poetyckiego (np. drzewo poznania, mówiący wąż). Proponuje on nazywać gatunek tych rozdziałów „mito-historią”,[117] to znaczy narracją mityczną zawierającą historyczne jądro prawdy. Według Craiga autor natchniony (tradycja jahwistyczna) posłużył się stylem opowieści mitologicznej znanym w swoim kręgu kulturowym, aby przekazać realia duchowe i fakty: istnienie jednego pierwszego pary człowieczeństwa, ich początkową komunię z Bogiem oraz akt nieposłuszeństwa, który zerwał tę komunię. W dalszej części swojej pracy Craig podejmuje próbę lokalizacji historycznego Adama w świetle danych paleoantropologicznych. Przychyla się do hipotezy, że Adam nie był biologicznie Homo sapiens, lecz żył znacznie wcześniej – mógł należeć do gatunku Homo heidelbergensis około 700 tysięcy lat temu,[118] będąc wspólnym przodkiem zarówno nas, jak i neandertalczyków. Ta śmiała koncepcja pokazuje, że Craig jest gotów skorygować potoczne wyobrażenia (np. Adama jako „praczłowieka” z epoki kamiennej ~10 tys. lat temu), byle obronić zasadniczą tezę: że u zarania dziejów miał miejsce konkretny akt osobowej rebelii pierwszych ludzi przeciw Bogu, od którego zaczęła się degradacja duchowa ludzkości.[119]

Podsumowując, według Craiga Ewangelia (Nowy Testament) nierozerwalnie splata się z historycznością Adama. „Jak w Adamie wszyscy umierają, tak w Chrystusie wszyscy będą ożywieni” (1 Kor 15,22) – ten paralelizm zbawczego zamysłu traci swój sens zbawczy, jeśli „w Adamie” nie oznacza realnej sytuacji całej ludzkości pochodzącej od upadłego prarodzica.[120] Dlatego Craig stoi na stanowisku, że chrześcijańska teologia musi „brać na poważnie” istnienie Adama. Jego analizy pokazują jednak, że nie oznacza to prostego kreacjonizmu młodej Ziemi; możliwe jest (jego zdaniem) takie odczytanie Pisma, które pogodzi prawowierność teologiczną z danymi nauk przyrodniczych – choćby poprzez uznanie, że narracja biblijna streszcza w formie katechetycznej wydarzenia prehistoryczne sprzed dziesiątek czy setek tysięcy lat.

3.4. Teologiczno-filozoficzne implikacje grzechu pierworodnego (Alvin Plantinga, Joseph Ratzinger, James Dunn)

Doktryna grzechu pierworodnego jest próbą teologicznego ujęcia faktu powszechności grzechu wśród ludzi oraz jego zakorzenienia w pradziejach ludzkości. Według klasycznej definicji (św. Augustyn, Sobór Trydencki) grzech pierworodny to stan oddzielenia od Boga i skażenia natury ludzkiej, który każdy człowiek dziedziczy od Adama. Oznacza utratę pierwotnej świętości i sprawiedliwości, a skutkiem jest m.in. skłonność do zła (konkupiscencja) i podległość cierpieniu oraz śmierci.[121] Chociaż prawda o powszechnej grzeszności należy do doświadczenia wszystkich kultur, sama koncepcja „dziedziczenia” winy bądź skutków grzechu budziła w historii kontrowersje – np. Kościół prawosławny przyjmuje dziedziczenie skutków (śmierci, zepsucia), ale odrzuca ideę odpowiedzialności potomków za grzech Adama. Również na gruncie biblijnym tylko u św. Pawła znajdujemy bardziej rozwiniętą myśl o związku wszystkich ludzi z grzechem Adama (szczególnie Rz 5,12-19). Dlatego jak zauważa Craig, doktryna ta wspiera się głównie na interpretacji jednego kluczowego ustępu Biblii, co sprawia, że dopuszcza ona różne wykładnie szczegółowe.[122]

James D.G. Dunn, analizując teologię Pawła, podkreśla, że Apostoł posługuje się kategorią Adama przede wszystkim dla ukazania uniwersalności grzechu i śmierci. W Liście do Rzymian 5,12-14 Paweł stwierdza: „przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak i na wszystkich ludzi śmierć przeszła, bo wszyscy zgrzeszyli”.[123] Dunn zwraca uwagę, że Paweł świadomie cofa się myślą aż do Adama, by nadać swemu wywodowi (dotyczącemu usprawiedliwienia przez Chrystusa) wymiar ogólno-ludzki. Adam i Chrystus stają się dwoma figurami archetypicznymi, uosabiającymi dwa stany ludzkości: upadłej i odkupionej. Apostoł patrzy na Adama jako typ (gr. typos) Chrystusa (Rz 5,14), to znaczy pewien wzorzec zapowiadający przyszłego Zbawiciela. Pojęcia Pawła silnie zabarwione są typową dla judaizmu refleksją mądrościową: autor natchniony nie rozstrzyga „historycznych” wątpliwości, jakie moglibyśmy dziś stawiać (np. czy i kiedy żył Adam), bo nie to jest jego celem.

„Zagadnienie historyczności czy mitu nie stanowi dla Pawła problemu – używa on opowieści o Adamie w taki sposób, by wyjaśnić doświadczenie powszechnego grzechu i śmierci”

– zauważa Dunn. Innymi słowy, Paweł zakłada istnienie Adama zgodnie z tradycją biblijną, ale ciężar jego nauczania spoczywa na teologicznym wniosku: wszyscy podlegamy skutkom grzechu, bo wszyscy grzeszymy, i żyjemy w świecie zdominowanym przez śmierć od zarania dziejów.

Dunn analizuje język Pawła, by lepiej zrozumieć, jak Apostoł pojmował mechanizm przekazu grzechu. Zwraca uwagę na pewną dwuznaczność: z jednej strony Paweł mówi, że to przez nieposłuszeństwo jednego człowieka „umarli wszyscy” i że „przez przestępstwo jednego na wszystkich ludzi spadł wyrok potępiający” (Rz 5,15-18). Z drugiej jednak strony dodaje: „śmierć przyszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli” (Rz 5,12). Czyli zarówno upadek Adama przyniósł śmierć wszystkim, jak i każdy osobiście grzesząc, ściąga na siebie śmierć. Dunn stwierdza, że Paweł operuje tutaj swoistym podwójnym ujęciem: uznaje, iż początek łańcucha grzechu tkwi w czynie Adama, ale podtrzymaniem tego stanu jest każdy kolejny grzech ludzkości.[124] Grecki czasownik katestathesan („uczynieni zostali grzesznikami” Rz 5,19) jest na tyle ogólny, że nie precyzuje mechanizmu – można go rozumieć słabiej jako „stali się grzeszni”.[125] Apostoł nie rozwija teorii „dziedziczenia” grzechu; raczej konstatuje solidarny los upadłej ludzkości: od początku aż do teraz trwa rzeczywistość, w której „grzech króluje” i „śmierć króluje” (por. Rz 5,21) nad człowiekiem. Paweł uosabia wręcz grzech jako moc personifikowaną, mówiąc, że „grzech wtargnął na świat” (5,12) – podobnie jak Żydzi czasem personifikowali Skarżcę czy Złego. Podsumowując, analizy Dunna pokazują Pawłową koncepcję: duchowe skutki upadku są obecne wszędzie (śmierć, niewola grzechu), ale odpowiedzialność moralna spoczywa na każdym poszczególnym człowieku za własne grzechy (choć wszyscy jesteśmy zachęceni do grzechu przez „atmosferę” świata po upadku). Ta interpretacja jest zbieżna z myślą greckich Ojców Kościoła i Kościołów wschodnich, które nigdy nie przyjęły pełnej augustyńskiej teorii o winie dziedziczonej – a jedynie o dziedziczonym skutku grzechu w postaci śmiertelności i skłonności do zła.

Joseph Ratzinger (Benedykt XVI), podejmując temat grzechu pierworodnego we współczesnym kontekście, koncentruje się na egzystencjalnym wymiarze tej doktryny.[126] Zauważa on, że pojęcie „grzech pierworodny” bywa dziś niezrozumiane lub odrzucane jako niesprawiedliwe – w mentalności indywidualistycznej poczucie winy wydaje się możliwe tylko za własne czyny. Ratzinger odpowiada: istotą grzechu pierworodnego nie jest przypisywanie jednostce cudzej winy, lecz stwierdzenie pewnego faktu antropologicznego – mianowicie, że każdy człowiek rodzi się w świecie naznaczonym zerwaniem relacji z Bogiem. Człowiek z natury żyje we wspólnocie, jest istotą relacyjną, „uwikłaną w sieć odniesień” do innych ludzi i do Boga.[127] Jeśli u początku ludzkości nastąpiło pęknięcie tej relacji z Bogiem, jego skutki dotykają całą tę sieć powiązań. Ratzinger posługuje się obrazem: „jeśli sieć relacji ludzkiego bytu od początku została zakłócona, to odtąd każdy człowiek wchodzi w świat naznaczony tym zakłóceniem”. Grzech pierwszych ludzi przedstawiony w Rdz 3 teologicznie oznacza właśnie takie fundamentalne zakłócenie ładu: bunt stworzenia przeciw Stwórcy, który pociąga za sobą zaburzenie wszystkich relacji (człowieka z Bogiem, z innymi ludźmi, z naturą, a nawet wewnątrz własnej osoby). Ratzinger definiuje grzech jako „zniszczenie relacji”, wynik dumy, która „chce uczynić z człowieka boga”. Ten brak zakorzenienia w Bogu przenosi się z pokolenia na pokolenie, nie na sposób biologicznego dziedziczenia winy, ale poprzez naruszoną kondycję egzystencjalną. Każdy rodzi się w społeczności, która nie żyje już w pierwotnej przyjaźni z Bogiem, ale jest dotknięta egoizmem, lękiem, skłonnością do zła – czyli w stanie, który tradycja nazywa właśnie peccatum originale. „Człowiek od samego początku żyje w zaburzonych relacjach… sięga po niego grzech, a on włącza się w jego działanie” – pisze Ratzinger.[128] I dalej:

„jasne jest, że człowiek nie może sam się wyzwolić [z tego stanu]. Fałsz jego bytu polega na tym, że chce być sam dla siebie. Wybawić nas może tylko Stwórca – Odkupiciel”.

W ten sposób doktryna grzechu pierworodnego dopełnia się w doktrynie łaski i odkupienia – rozdarcia relacji nie uleczy żadna ludzka etyka czy wysiłek, lecz tylko nowe, bezinteresowne wkroczenie Boga poprzez Jezusa Chrystusa. W swojej katechezie Ratzinger wskazuje tu na hymn z Flp 2,6-11 o kenozie Chrystusa jako odwróceniu nieposłuszeństwa Adama (Chrystus, „nowy Adam”, nie skorzystał ze sposobności, aby być jak Bóg, lecz uniżył siebie, będąc posłusznym aż po śmierć krzyżową). Dzięki temu posłuszeństwu Syna Bożego ludzkość odzyskuje utraconą więź – Chrystus jako Głowa nowej ludzkości zakłada na nowo tę sieć relacji, oczyszczając ją z „toksyczności” grzechu i napełniając Bożą miłością.

Ratzinger więc reinterpretuje grzech pierworodny w kategoriach personalistycznych i wspólnotowych. Nie jest to „wina naszych prarodziców przepisana nam na konto”, lecz wewnętrzny rozdział w każdym człowieku między tym, czym go Bóg zamierzył, a faktycznym stanem (przypomina się tu zdanie Pawła: „nie czynię dobra, które chcę, ale zło, którego nie chcę” – Rz 7,19). Doktryna ta ma ogromne implikacje filozoficzne: stoi w opozycji do oświeceniowych i pozytywistycznych wizji natury ludzkiej jako z gruntu dobrej i dającej się udoskonalić jedynie środkami wychowania lub postępu społecznego. Głosi, że u źródeł kondycji ludzkiej leży moralny defekt, którego nie wytłumaczymy wyłącznie kategoriami biologii czy socjologii – jest to tajemnica nieprawości, której korzenie tkwią w wolnej decyzji rozumnej istoty przeciw Bogu. Co więcej, Ratzinger podkreśla solidarnościowy wymiar ludzkiej egzystencji: nikt nie jest samotną monadą, każdy jest włączony w większą całość – dlatego decyzje poprzedników ważą na następnych. W perspektywie wiary pierwszy bunt człowieka zaciążył na wszystkich, tak jak posłuszeństwo jednego Zbawiciela (Chrystusa) może przywrócić sprawiedliwość wielu (por. Rz 5,19) – tutaj objawia się pewna głęboka logika ekonomii zbawienia.[129]

Na koniec warto odnieść się do filozoficznych ujęć problemu zła, które rzucają światło na racjonalność wiary w upadek pierworodny. Alvin Plantinga oraz C.S. Lewis wysunęli wpływowe argumenty na rzecz tezy, że obecność moralnego zła (grzechu) we wszechświecie jest ściśle powiązana z istnieniem wolnej woli u stworzeń. Bóg, stwarzając istoty rozumne i wolne, mógł przewidzieć możliwość grzechu, lecz uczynił to, ponieważ wolna wola jest warunkiem prawdziwej miłości i dobra. Jak pisze Lewis, „wolna wola, choć umożliwia zło, jest jedyną rzeczą, która umożliwia istnienie miłości, dobroci czy radości”[130] – bez niej bylibyśmy jedynie automatami, a świat choć pozbawiony zła, nie znałby też autentycznego dobra. Zatem Bóg dopuścił możliwość upadku, gdyż lepsze jest ryzyko zła przy istnieniu wolności, niż brak zła kosztem zdeterminowanego świata bez miłości. Ta słynna argumentacja (zwłaszcza w wersji Plantingi znana jako „obrona wolnej woli”) pokazuje, że założenie pierwotnego grzechu pierwszych ludzi nie jest sprzeczne z dobrocią Boga, lecz jest wręcz wpisane w projekt stworzenia obdarzonego moralną wolnością.[131] Filozoficzna implikacja jest następująca: jeśli przyjąć (jak teizm chrześcijański), że Bóg chciał relacji z wolnymi osobami, to musiał pozwolić na realną możliwość odwrócenia się tych osób od Niego. Grzech pierworodny – jakkolwiek tragiczny – jawi się wtedy nie jako niezrozumiała „wina przodka” spadająca na niewinnych, lecz jako nieunikniona konsekwencja tego, że ludzkość jest wspólnotą wolnych osób, solidarnie złączonych we wspólnym losie. Pierwsi ludzie użyli swej wolności przeciw Bogu, a skutki tego wyboru przeniknęły całą rodzinę ludzką. Plantinga idzie jeszcze dalej, sugerując (hypotetycznie), że również tzw. zło fizyczne w przyrodzie mogło być związane z upadkiem istot wolnych (np. upadku aniołów).[132] Taka hipoteza – choć spekulatywna – pozwala utrzymać przekonanie, że Bóg nie stworzył świata z koniecznością zawierającego cierpienie i śmierć, lecz że także te zjawiska są wynikiem złego użycia wolności przez stworzenia. Ostatecznie więc chrześcijańska filozofia i teologia zgodnie wskazują: problem zła (zarówno moralnego, jak i metafizycznego) jest nierozdzielnie związany z problemem grzechu pierworodnego. Jego rozwiązanie – dla wiary – następuje nie na drodze czysto spekulatywnej, lecz poprzez wydarzenie zbawcze: misterium paschalne Chrystusa, nowego Adama, który swoją ofiarą zgładził grzech świata i zapoczątkował nową, odkupioną ludzkość (por. 1 Kor 15,45).

3.5. Krytyczne podejście do historyczności Adama (Peter Enns, John Walton)

W środowiskach teologów biblijnych z kręgu dialogu nauki z wiarą pojawiają się głosy podważające dosłowną historyczność Adama i Ewy, proponując inne odczytanie początkowych rozdziałów Biblii. Do czołowych reprezentantów tego nurtu należą Peter Enns oraz John Walton. Ich podejście wyrasta z przekonania, że nowsza wiedza – zarówno naukowa, jak i historyczno-literacka – wymaga reinterpretacji tradycyjnych poglądów.[133]

Peter Enns, autor książki The Evolution of Adam (2012), argumentuje, że koncepcja „historycznego Adama” musi ewoluować wraz z naszymi rosnącymi poznaniem. Wskazuje on na dwa „czynniki krytyczne”: po pierwsze, badania Biblii w kontekście starożytnego Bliskiego Wschodu ukazały, że opowieści z Rdz 1–11 noszą cechy starożytnego gatunku literackiego (mitu etioLOGICZNEGO) i służyły przede wszystkim zrozumieniu tożsamości Izraela w świecie starożytnym. Księga Rodzaju w obecnej formie powstawała prawdopodobnie w okresie po wygnaniu babilońskim, integrując różne wcześniejsze tradycje – stąd nie można jej czytać anachronicznie według nowożytnych standardów kronikarskiej historii. Po drugie, dokonania nauk przyrodniczych (szczególnie genetyki) sprawiły, że hipoteza pochodzenia wszystkich ludzi od jednej pary żyjącej ~6-10 tys. lat temu jest naukowo niewiarygodna. Sekwencjonowanie ludzkiego genomu wykazało różnorodność genetyczną gatunku ludzkiego, której nie da się sprowadzić do tak niedawnej pojedynczej puli genowej. Enns uważa, że te ustalenia nie mogą być ignorowane przez teologię – stawiają bowiem poważne wyzwanie tradycyjnej lekturze.

Rozwiązanie proponowane przez Ennsa polega na reinterpretacji roli Adama w Biblii. Jego zdaniem, autorzy natchnieni – zwłaszcza św. Paweł – posługiwali się figurą Adama w sposób dostosowany do ich starożytnego rozumienia świata, lecz nie nakładali na nas obowiązku traktowania tej postaci według kryteriów historycznych XXI wieku. Enns wskazuje, że w całym Starym Testamencie Adam pojawia się zaledwie w dwóch fragmentach (Rodzaju i rodowodach 1 Krn 1,1), a judajska literatura międzytestamentalna również rzadko koncentruje się na jego grzechu – częściej wspomina Adama jako pierwotnego króla stworzenia, którego chwałę utracono. To późne pisma, powstałe w cieniu katastrof (jak 4 Ezd i 2 Baruch po zburzeniu Świątyni w 70 r.), zaczęły mocno akcentować winę Adama jako źródło ludzkiego nieszczęścia. Paweł, działający w I wieku, podjął ten wątek w świetle krzyża Chrystusa. Dla niego ukrzyżowanie Mesjasza było wstrząsem, który kazał sięgnąć do początków – skoro nawet naród wybrany okazał się w mocy grzechu, to „wszyscy zgrzeszyli” (Rz 3,23) i „wszyscy umierają w Adamie” (1 Kor 15,22). Enns twierdzi jednak, że Paweł podchodził do Adama jako teolog, nie historyk – zapożyczył figurę pierwszego człowieka z Księgi Rodzaju, by przeciwstawić mu Chrystusa jako nowy początek ludzkości. To, że dla Pawła analogia Adam-Chrystus była skuteczna kaznodziejsko, nie oznacza automatycznie, iż musimy utrzymywać historyczność Adama w sensie fizycznym, wbrew silnym dowodom naukowym. Enns przyznaje: na pierwszy rzut oka wydaje się, że dla argumentu Pawła w Rz 5 i 1 Kor 15 obaj – Adam i Chrystus – powinni być realnymi postaciami (inaczej analogia traci moc). I rzeczywiście, przez niemal dwa tysiąclecia niemal wszyscy chrześcijanie tak to rozumieli. Jednak – zauważa Enns – ten konsensus ukształtował się przed erą nauki nowożytnej. Dziś stoimy w innej sytuacji poznawczej i „odwoływanie się do dawnego konsensu, by odeprzeć wyzwanie ewolucji, nie jest opcją”. Należy raczej podjąć trud reinterpretacji Pawła.

W reinterpretacji tej Enns idzie w kierunku oddzielenia prawdy teologicznej od jej szaty kulturowej. Mówi:

„bezwzględna rzeczywistość osoby i dzieła Jezusa – który pokonał obiektywne realia grzechu i śmierci – nie zależy od Pawłowego rozumienia Adama jako postaci historycznej”.

Innymi słowy, nawet jeśli Paweł sądził, że Adam był protoplastą wszystkich ludzi, treść Ewangelii nie upada, gdy uznamy, iż był on postacią literacką. Pozostają bowiem niezmienne następujące elementy: (1) uniwersalny problem śmierci (wszyscy ludzie umierają), (2) uniwersalny problem grzechu (każdy popełnia zło), (3) historyczne wydarzenie zbawcze życia, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.[134] Te trzy filary nie wymagają – zdaniem Ennsa – uznania, że znamy przyczynę grzechu i śmierci w kategoriach historycznych. Apostoł Paweł, tak jak autor 4 Księgi Ezdrasza, „sięgnął do samego początku”, by wyjaśnić dramat grzechu,[135] co podyktowane było logiką jego czasu. My jednak, posiadając wiedzę o procesie ewolucji, widzimy, że śmierć fizyczna istniała zanim pojawili się ludzie (jest wpisana w naturę biologii), a nasza grzeszność może być postrzegana jako wynik stopniowego wyłaniania się świadomości moralnej i wolności, którą nieuchronnie wszyscy źle wykorzystują. Adam staje się w tej perspektywie symbolem – uosobieniem prawdy, że człowiek od zawsze jest grzeszny. Jak ujął to Enns:

„co się traci [przy odejściu od historycznego Adama], to kulturowo założone Pawłowe wyjaśnienie, jak to się dzieje, że śmierć i grzech panują. Co pozostaje, to sam fakt, że śmierć i grzech panują oraz fakt historyczny, że Chrystus przez swoją śmierć i zmartwychwstanie je pokonał”.

Enns zdaje sobie sprawę, że jego stanowisko jest radykalne – oznacza bowiem rozbieżność między intencją Pawła a naszym jej odczytaniem. Twierdzi jednak, że jest to i tak nieuniknione dla każdego, kto chce jednocześnie poważnie traktować naukę o ewolucji i utrzymać wiarę chrześcijańską:

„porzucenie historycznego Adama w sensie Pawłowym jest ciężarem każdego, kto chce pogodzić ewolucję z chrześcijaństwem – pytanie tylko, jak to uczyni”.[136]

Próby kompromisowe (np. że Bóg wybrał parę hominidów i „uczynił” ich Adamem i Ewą, by reprezentowali resztę) Enns uważa za nieudane i równie obce Pawłowi co całkowita symbolizacja. Należy więc otwarcie przyznać: św. Paweł, będąc człowiekiem I wieku, nie posiadał dzisiejszej wiedzy naukowej i jego interpretacja teologiczna opowieści o Adamie jest inkulturowana w starożytnym światopoglądzie. Naszym zadaniem jest odczytać przesłanie Pawła na nowo – zachowując jego centralną intuicję o Chrystusie jako odpowiedzi na powszechny grzech, ale zmieniając rozumienie samego Adama z postaci historycznej na literacką figurę pradziejów.

Stanowisko Ennsa budzi kontrowersje, gdyż dotyka kwestii natchnienia i prawdy Pisma. Enns – były profesor Westminster Theological Seminary – był krytykowany[137] w kręgach konserwatywnych za zbyt daleko idący „ryzyk interpretacyjny”. Warto jednak zauważyć, że nawet on nie neguje teologicznej prawdy zawartej w narracji o upadku. Uważa jedynie, że historyczność pierwszego człowieka nie jest konieczna do obrony tej prawdy. W jego ujęciu Bóg mógł posłużyć się gatunkiem mitu, by ukazać kondycję ludzką, a Nowy Testament wykorzystał ten mit, by wyjaśnić znaczenie dzieła Chrystusa. Podobnie jak przypowieści Jezusa nie tracą znaczenia, mimo że opisują fikcyjne sytuacje, tak i te pierwsze rozdziały Biblii niosą prawdę niezależną od tego, czy traktujemy je jako reportaż.

John H. Walton, autor The Lost World of Adam and Eve (2015), również postuluje kontekstowe odczytanie Genesis, choć jego wnioski są nieco odmienne od wniosków Ennsa. Walton, jako znawca starożytnej literatury bliskowschodniej, koncentruje się na tym, co sam tekst biblijny mówi w swoim kontekście kulturowym. Zauważa on, że nasze pytania („czy Adam i Ewa mieli biologicznych rodziców?”, „czy istnieli oprócz nich inni ludzie?”) nie są pytaniami, które stawiał autor Genesis. Dla starożytnego czytelnika bardziej istotne były kwestie funkcjonalne i archetypiczne. Walton przypomina, że w tekstach sumeryjskich czy babilońskich stworzenie człowieka często opisywano jako uformowanie z gliny przez boga garncarza – nie chodziło przy tym o opis procesu materialnego, lecz o ukazanie tożsamości człowieka (ulepiony z ziemi, czyli śmiertelny) i jego zależności od boskiego tchnienia/animacji. Podobnie w Biblii: opis stworzenia Adama z „prochu ziemi” i tchnięcia weń tchnienia życia (Rdz 2,7) można rozumieć archetypicznie, to znaczy jako prawdę o wszystkich ludziach – każdy z nas jest prochem (istotą materialną) ożywionym duchem od Boga. Walton wskazuje, że tekst używa tutaj określenia ha-adam („ten adam”, człowiek) często w sensie ogólnym, niekoniecznie jako imienia własnego jednej osoby. Gdziekolwiek opis dotyczy cech uniwersalnych (np. „nie jest dobrze, by człowiek był sam” – Rdz 2,18), tam Adam pełni rolę archetypu – reprezentuje całą ludzkość. Gdzie indziej (np. nadanie imienia Ewie jako „matce wszystkich żyjących” – Rdz 3,20) może pełnić rolę „głowy” federacyjnej, działającej w imieniu innych. Rozróżnienie tych ról bywa subtelne, ale kluczowe. Walton pisze: „jeśli to, co mówi się o ha-adam, jest prawdą o wszystkich ludziach, a nie tylko o jednostce, wtedy możemy uznać go tam za archetyp”.[138] I dalej: „jeśli Genesis 2 opisuje rzeczywistość wspólną wszystkim ludziom, to nie formułuje twierdzeń o materialnych początkach samego Adama czy Ewy”.[139]

Z podejścia Waltona wynika, że Księga Rodzaju bardziej zajmuje się teologiczną tożsamością człowieka niż szczegółami historycznymi. W narracji o Edenie najważniejsze są role: Adam jako pierwszy kapłan w ogrodzie-sanktuarium (por. obraz ogrodu jako świątyni) oraz jako reprezentant ludzkości w przymierzu z Bogiem; Ewa jako „odjęta” od Adama – co ma ukazać równość i jedność natury mężczyzny i kobiety (nie zaś dosłowną biologiczną genezę kobiety). Cała historia o kuszeniu przez węża i zerwaniu zakazanego owocu niesie przesłanie o odpowiedzialności człowieka, złamaniu Bożego polecenia i konsekwencjach grzechu (utratę harmonii, wygnanie). Walton podkreśla, że tekst wprost nie używa terminu „grzech”, a kara ma wymiar przede wszystkim egzystencjalny (cierpienie, ciężka praca, śmierć). To również argument, że mamy do czynienia z narracją bardziej uniwersalną niż jednostkową. „Jeżeli wszyscy jesteśmy stworzeni z prochu – choć rodzimy się z matek – to Adam jest archetypem nas wszystkich” – zauważa Walton.[140] Podobnie opis stworzenia Ewy z boku Adama wyraża prawdę, że wszyscy mężczyźni i kobiety mają tę samą naturę i są stworzeni dla relacji ze sobą (jedno ciało), co potwierdza sam Adam mówiąc: „ta dopiero jest kością z moich kości” (Rdz 2,23). Te głębokie teologiczne prawdy o człowieku nie zależą od tego, czy było dwóch konkretnych ludzi stworzonych w taki sposób. Walton skłonny jest wierzyć, że Adam i Ewa byli postaciami rzeczywistymi („jestem gotów przyjąć, że Adam to jednostkowa, realna osoba”), jednak uważa, iż biblijny tekst nie zmusza do uznania ich za jedynych pierwszych ludzi ani że cała ludzkość pochodzi wyłącznie od nich. Mogli oni pełnić rolę wybranych przedstawicieli (np. Bóg na jakimś etapie wybrał parę z populacji Homo sapiens i nawiązał z nią szczególną relację przymierza – czyniąc ich tym samym Adamem i Ewą w sensie teologicznym). Taką możliwość dopuszcza zresztą Katechizm Kościoła Katolickiego, który stwierdza lakonicznie: „Opowiadanie o upadku (Rdz 3) posługuje się językiem obrazów, ale potwierdza wydarzenie, które miało miejsce u początku dziejów człowieka” (KKK 390). Nie przesądza kiedy ani jak to wydarzenie zaszło. Waltonowskie ujęcie wpisuje się w ten nurt: łączy uznanie realnego „pra-wydarzenia” (pierwszego nieposłuszeństwa ludzkości wobec Boga) z przekonaniem, że Pismo przekazuje to wydarzenie w formie częściowo symbolicznej opowieści.[141]

Konkludując stanowisko Waltona: Genesis 1–3 w jego odczytaniu nie jest relacją historyczną w nowoczesnym rozumieniu, ale też nie jest czystym mitem oderwanym od rzeczywistości. To raczej teologiczna protohistoria,[142] skupiona na ustanowieniu podstawowych prawd o Bogu, świecie i człowieku. Historyczność Adama nie polega tu na tym, że możemy przypisać mu datę urodzenia w chronologii, ale na tym, że stoi on u początku ludzkiej historii jako uosobienie całej ludzkości. Wszystko, co istotne o człowieku, zawarte jest już w doświadczeniu Adama i Ewy – stworzenie na obraz Boży, powołanie do komunii, rozbicie tej komunii przez grzech i tragiczne skutki oddzielenia od źródła Życia. Krytyczne podejście Waltona i podobnych mu badaczy przestrzega więc przed zbyt prostym pytaniem: „czy Adam był, czy go nie było?”, proponując zamiast tego pytanie: „co biblijny tekst zamierza nam powiedzieć o Adamie – i poprzez Adama o nas samych?”.[143] Dzięki temu możliwe jest pogodzenie wierności przesłaniu Pisma z otwartością na naukowy obraz świata, w którym ludzkość stanowi jedność biologiczną wyłonioną w drodze procesu ewolucyjnego. Jeśli bowiem Genesis nie rości sobie pretensji do opisu mechanizmów biologicznych, to nie ma sprzeczności między stwierdzeniem, że człowiek pochodzi z prochu ziemi (teologicznie: jest śmiertelny i ziemski) a faktem, że Homo sapiens wyłonił się poprzez długi proces naturalny – bo Biblia po prostu nie mówi jak przebiegło stworzenie w sensie procesów, tylko kto za nim stoi (Bóg) i czym jest człowiek (istotą złożoną z materii i tchnienia Bożego).[144] Walton i Enns różnią się co do szczegółów – Enns dopuszcza myśl, że Adam to czysta fikcja literacka,[145] Walton skłania się ku istnieniu pewnego historycznego pierwowzoru – ale obaj zgadzają się, że teologia nie może ignorować ustaleń nauki. Obaj też pragną ocalić prawdę wiary (o grzechu, o zbawieniu przez Chrystusa), choć czynią to kosztem porzucenia tradycyjnej interpretacji literalnej.

3.6. Konsekwencje antropologiczne i duchowe odrzucenia nadprzyrodzonej wizji człowieka (Henri de Lubac)

Zagadnienie historyczności początków Biblii ma nie tylko wymiar ściśle egzegetyczny czy doktrynalny, ale wpisuje się również w szerszą debatę o naturze człowieka we współczesnym świecie. Od XIX wieku nasila się nurt myśli odrzucający to, co nadprzyrodzone – w tym ideę człowieka jako bytu powołanego do relacji z Bogiem – na rzecz wizji czysto naturalistycznej. Francuski teolog Henri de Lubac w klasycznym dziele Dramat humanizmu ateistycznego (1944) przeanalizował skutki takich tendencji. Jego zdaniem odrzucenie Boga i perspektywy nadprzyrodzonej nie pozostaje obojętne dla kondycji ludzkiej: „prędzej czy później taka postawa obraca się przeciwko [ludziom]”[146] – pisze de Lubac. Nazywa on masowe odejście od wiary w Boga „kryzysem duchowym” i „zbiorową apostazją”, która prowadzi człowieka do utraty sensu życia.

De Lubac prześledził wnikliwie filozofie czołowych proroków ateistycznego humanizmu: Feuerbacha, Marksa, Nietzschego. Wykazuje, że pomimo ich deklarowanego humanizmu, w praktyce ich myśl prowadzi do poniżenia lub rozpaczy człowieka. Pozbawienie człowieka wymiaru nadprzyrodzonego – traktowanie go wyłącznie jako wytworu przyrody czy ekonomii – owocuje prędzej czy później dehumanizacją. Marksizm, obiecujący „raj na ziemi” po usunięciu religii jako „opium ludu”, doprowadził do totalitarnego zniewolenia i przemocy; filozofia Nietzschego, głosząca śmierć Boga, zakończyła się wizją nadczłowieka i pogardą słabych, co w pewien sposób rezonowało z okrucieństwem XX-wiecznych reżimów. De Lubac ostrzega: „ludzie nie powinni odrzucać Boga, bo wcześniej czy później zwróci się to przeciw nim”. Człowiek usiłujący zająć miejsce Boga (czy to w postaci jednostkowego „nadczłowieka”, czy kolektywnego ubóstwienia ludzkości) popada w pychę, która niszczy samego człowieka.

Centralnym punktem refleksji de Lubaca jest teza, że człowiek ma naturę otwartą na Transcendencję. Cytuje on za Pascalem: „Człowiek nieskończenie przewyższa człowieka” – to znaczy, w człowieku jest wymiar, którego nie tłumaczy on sam, przekracza on siebie ku czemuś wyższemu. De Lubac pisze wręcz: „człowiek nosi w sobie pragnienie Boga”, choćby nieuświadomione. Nawet gdy zaprzecza istnieniu Boga, potrzeba absolutu w nim nie ginie – szuka wtedy substytutów (ideologii, bożków politycznych, kultu „Człowieka” abstrakcyjnego). Taka parareligia świecka staje się często karykaturą: np. pozytywizm Comte’a tworzący świeckie rytuały, marksizm tworzący quasi-kościelną wiarę w partię i historię, nazizm tworzący mit rasy panów. De Lubac określa te zjawiska mianem „dramatycznej pomyłki” humanizmu bez Boga: zamiast wyzwolić człowieka, wpędziły go one w nowe zniewolenia – duchowe i dosłowne.

Odrzucenie nadprzyrodzonej wizji człowieka ma też skutki w sferze moralności i wartości. Jeśli człowiek nie jest już obrazem Boga, jeśli nie ma duszy nieśmiertelnej i powołania do wieczności, to na jakiej podstawie głosić jego wyjątkową godność? W systemach ateistycznych często pojawia się redukcja człowieka do bytu biologicznego (darwinizm społeczny) lub trybiku w machinie społecznej (kolektywizm). To zaś ułatwia usprawiedliwienie praktyk, które chrześcijaństwo tradycyjnie potępiało jako nieludzkie – eutanazji „nieprzydatnych”, eugeniki, inżynierii społecznej. De Lubac zauważa, że chrześcijaństwo broniło zawsze tajemnicy człowieka – przekonania, że w człowieku jest coś świętego, nienaruszalnego, bo pochodzącego od Boga. Jeżeli tę tajemnicę odrzucimy, otwiera się pole do niebezpiecznych eksperymentów. Istotnie, XX wiek dostarczył tragicznych dowodów: obozy koncentracyjne i gułagi były urzeczywistnieniem świata, w którym człowiek jest tylko materiałem do społecznego „ulepszenia” według ideologii.[147]

Henri de Lubac nie neguje bynajmniej wartości ludzkiego rozumu czy nauki – przeciwnie, sam należał do intelektualistów dialogu z niewierzącymi. Ale podkreśla, że rozum ludzki staje przed dylematami, których sam nie rozwiąże, jeśli nie uzna istnienia Boga. Pytanie o sens życia, o moralne dobro i zło, o przeznaczenie człowieka – to pytania, które domagają się otwarcia na Transcendencję. Gdy światopogląd nowoczesny usiłuje je zamknąć w czysto świeckich ramach, popada w sprzeczności. De Lubac komentuje: „ani filozofia, ani psychologia, ani inne nauki o człowieku nie potrafią do końca wydobyć i opisać jego tajemnicy”. Człowiek jest „bytem ku nieskończoności” – stąd wszelkie wizje redukujące go tylko do immanencji skazują go na udrękę niespełnienia.[148]

W kontekście debaty o historyczności Rdz 1–3, myśl de Lubaca przypomina o pewnym istotnym punkcie: wizja biblijna przypisuje człowiekowi status wyjątkowy, nadprzyrodzony. Mówiąc o „Raju” i „stanie pierwotnej sprawiedliwości”, teologia wyraża prawdę, że człowiek został stworzony do życia w zjednoczeniu z Bogiem – co przekracza jego czysto naturalne możliwości.[149] Grzech pierworodny oznacza utratę tej nadprzyrodzonej łaski, ale nie unicestwia samego powołania. W Chrystusie nadprzyrodzona wizja człowieka (jako syna Bożego, dziedzica życia wiecznego) zostaje nie tylko przywrócona, ale wyniesiona ponad pierwotny stan. Odrzucenie tej wizji – traktowanie człowieka wyłącznie w kategoriach biologiczno-materialnych – grozi zatem spłaszczeniem naszego rozumienia człowieka i jego przeznaczenia. De Lubac wprost nazywa niewiarę „duchową katastrofą” dla ludzkości.[150] Jego diagnoza, choć sformułowana w połowie XX w., pozostaje aktualna: również dziś ideologie skrajnego humanizmu sekularnego zmagają się z wewnętrzną pustką, jaką zostawia wyrugowanie pytania o Boga. Pojawiają się zjawiska substytucji – np. „religia transhumanizmu” marząca o technologicznym udoskonaleniu człowieka[151] i osiągnięciu nieśmiertelności na drodze nauki. W istocie są to próby zaspokojenia nadprzyrodzonego głodu środkami czysto naturalnymi – skazane, według de Lubaca, na niepowodzenie lub tworzenie nowych „bożków”, którym człowiek będzie służył kosztem własnej wolności.

Podsumowując myśl de Lubaca: antropologia chrześcijańska stoi na stanowisku, że człowiek nie może się w pełni zrozumieć bez odniesienia do Boga.[152] Początkowe rozdziały Księgi Rodzaju – niezależnie od sposobu interpretacji ich historyczności – przekazują tę prawdę w formie narracyjnej: człowiek od początku jest powołany do życia boskiego (symbol drzewa życia w Edenie), zniszczenie tego powołania przez grzech prowadzi do degradacji człowieczeństwa (Adam po grzechu chowa się przed Bogiem, zrywa harmonię z Ewą, ziemia rodzi cierń, nastaje śmierć). Odrzucenie nadprzyrodzonej wizji usuwa te kategorie z myślenia współczesnego człowieka – a w konsekwencji zostawia go samotnym w wszechświecie, pozbawionym wyższego celu.[153] De Lubac wskazuje, że wtedy człowiek mimowolnie sam usiłuje stać się bogiem, co kończy się nowymi formami zniewolenia i rozpaczy. Jego przenikliwa analiza stanowi przestrogę: nawet w debatach tak zdawałoby się teoretycznych, jak spór o historyczność Adama, nie można zatracić z oczu fundamentalnej prawdy o człowieku. Człowiek nie jest tylko „nagim małpim potomkiem” – jest misterium, istotą stworzoną przez Boga i dla Boga. Tę prawdę należy afirmować niezależnie od tego, jak interpretujemy gatunek literacki Rdz 1–3.[154]

3.7. Podsumowanie i zarys kluczowych wyzwań

Historyczność pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju pozostaje kwestią złożoną, angażującą różne dyscypliny: teologię biblijną, hermeneutykę, nauki przyrodnicze, filozofię religii i antropologię. Przedstawione powyżej perspektywy ukazują spektrum podejść – od tradycyjnego, mocno afirmującego realność wydarzeń biblijnych (Craig), poprzez podejścia poszukujące harmonii między tradycją a nauką (Lennox, Ratzinger, Plantinga), aż po ujęcia redefiniujące gatunek opowieści o początkach (Enns, Walton).

Wyłania się kilka kluczowych wyzwań.

Pierwszym jest kwestia interpretacji Pisma Świętego w kontekście nauki. Ustalono ponad rozsąpliwą wątpliwość, że wszechświat i życie mają historię sięgającą miliardów lat, a gatunki powstawały poprzez proces ewolucyjny. Wobec tego teologowie muszą odpowiedzieć, jak rozumieć sześć dni stworzenia, chronologie biblijne czy genealogię od Adama. Jak zauważył J. Lennox, konflikt rodzi się nie między wiarą a faktami naukowymi, lecz między określonym sposobem czytania Biblii a tymi faktami. Wyzwanie polega na znalezieniu takiego sposobu odczytania Rdz 1–11, który zachowa autorytet i prawdę teologiczną Pisma, a zarazem nie będzie sprzeczny z danymi nauki. Proponowane rozwiązania – np. odczyt metaforyczno-teologiczny (Walton) czy pojęcie „mitu historycznego” (Craig) – starają się temu sprostać, ale wymagają dalszego pogłębienia i konsensusu wśród biblistów oraz Magisterium Kościoła.

Drugim wyzwaniem jest integralność doktryny chrześcijańskiej, zwłaszcza nauki o grzechu pierworodnym i odkupieniu. Jeśli Adam i Ewa nie są postaciami historycznymi w tradycyjnym sensie, to jak rozumieć fakt, że „wszyscy zgrzeszyli” (Rz 5,12) i „w Adamie wszyscy umierają” (1 Kor 15,22)? Czy można pogodzić brak „pierwszego upadku” w czasie z powszechnością grzeszności? Craig mocno argumentuje, że bez literalnego Adama cała struktura teologiczna może się zachwiać – aż po kwestie chrystologiczne. Inni, jak Enns czy nawet Dunn, sugerują, że przesłanie Pawła o grzechu i łasce zachowuje sens, nawet jeśli historię Adama odczytamy symbolicznie – grunt, by potwierdzić realność grzechu i zbawienia.[155] To napięcie dotyka samego rdzenia wiary: antropologia upadku i antropologia odkupienia muszą pozostać spójne. Kościół katolicki stwierdza, iż grzech pierworodny jest prawdą wiary (de fide), acz „tajemnicą, której w pełni nie pojmujemy” (KKK 404).[156] Wyzwanie dla teologów polega na wyrażeniu tej prawdy w sposób zrozumiały dla współczesnego człowieka, respektujący jednocześnie naukowe rozumienie początków ludzkości (wielu protoplastów, nie zaś jedna para).

Trzecim wyzwaniem jest dialog z kulturą zsekularyzowaną na temat pochodzenia i przeznaczenia człowieka. Jak wskazuje de Lubac,[157] u podstaw sporów o stworzenie i upadek leży często fundamentalne pytanie: kim jest człowiek?. Czy tylko „powstałym przez przypadek zwierzęciem”, czy istotą chcianą i umiłowaną przez Boga? Narracje biblijne o stworzeniu na obraz Boży i o grzechu pierworodnym przekazują prawdy istotne dla ludzkiej godności i moralności. Jeśli zostaną odrzucone jako mity, jaka narracja je zastąpi? Współczesne mitologie sekularne – wiara w nieograniczony postęp, w zbawczą moc techniki, w samowystarczalność człowieka – już nieraz zawiodły. Chrześcijańska wizja początków niesie unikalne przesłanie: człowiek jest z jednej strony prochem (elementem stworzenia), ale z drugiej strony tchnieniem Bożym (nośnikiem ducha); jest zdolny do wielkości, ale skażony tragiczną skłonnością do zła, z której tylko Boża łaska może go wybawić. Utrzymanie tego zrównoważonego obrazu stanowi wyzwanie apologetyczne: wymaga języka i kategorii, które przemówią zarówno do wierzących, jak i poszukujących.[158]

Wreszcie czwartym wyzwaniem jest jedność prawdy w teologii. Podejścia omówione w tym rozdziale pokazują pewne napięcia między danymi Objawienia a danymi nauki. Historia Kościoła uczy, że takie napięcia – jak niegdyś w kwestii modelu geocentrycznego wszechświata – mogą być twórcze, jeśli prowadzą do głębszego zrozumienia prawd wiary. Kluczowa jest cierpliwość i otwartość na dalsze badania, a zarazem wierność depositum fidei. W sprawie historyczności Adama nie zapadło jeszcze żadne definitywne stanowisko doktrynalne poza ogólnym stwierdzeniem o realności pewnego pierwotnego upadku (por. encyklika Humani generis 1950,[159] która dopuszcza studia nad poligenizmem, ale zastrzega konieczność uzgodnienia ich z nauką o grzechu pierworodnym). Teologia stoi przed zadaniem doprecyzowania, co jest istotą prawdy wiary (np. powszechna grzeszność i potrzeba zbawienia), a co szatą literacką właściwą dla epoki powstania tekstu.

Podsumowując, problem historyczności pierwszych rozdziałów Rodzaju jest polem, na którym krzyżują się pytania naukowe, hermeneutyczne i egzystencjalne. Rozwiązanie nie jest proste i wymaga podejścia interdyscyplinarnego. Niniejsza analiza wykazała, że możliwe są różne strategie interpretacyjne – każda z pewnymi zaletami i trudnościami. Droga naprzód wiedzie zapewne środkiem między skrajnościami: ani pełna demitologizacja i redukcja tych opowieści do „bajek” (co grozi utratą ich przesłania), ani sztywny literalizm ignorujący język symboli[160] i dane nauki. Teologia XXI wieku stoi przed wezwaniem, by z nową świeżością odczytać pradawne teksty – tak, aby pierwotne orędzie o stworzeniu człowieka przez Boga z miłości, o tragicznym w skutkach złym wyborze wolności i o obietnicy odkupienia w Chrystusie przemówiło z mocą do współczesnego człowieka szukającego swojej tożsamości. Jak ujął to jeden z autorów: „musimy dać się prowadzić tajemnicy – głębiej w analizę biblijnego tekstu i śmielej w poszukiwanie tego, co znaczy być człowiekiem”.[161] W tym poszukiwaniu wiara i rozum, Biblia i nauka, powinny współdziałać, aby doprowadzić nas do pełniejszego zrozumienia prawdy o początku, która rzuca światło na prawdę o naszym celu.[162]

Następny rozdział podejmie pytanie, jakie konsekwencje dla doktryny chrześcijańskiej wynikają z ustaleń powyższej debaty – innymi słowy, jak bardzo historyczność Rdz 1–11 jest istotna z perspektywy teologii systematycznej.

Rozdział IV:

Znaczenie historyczności Rdz 1–11 dla chrześcijańskiej teologii systematycznej

4.1 Wprowadzenie

Pierwszych jedenaście rozdziałów Księgi Rodzaju – od stworzenia świata i człowieka, poprzez upadek pierwszych ludzi, aż po potop i rozproszenie ludów przy wieży Babel – stanowi tak zwaną „historię pierwotną” Pisma Świętego.[163] Kwestią dyskutowaną od dawna jest stopień historyczności tych opowieści oraz to, jak ich ewentualny niehistoryczny charakter wpływa na doktrynę chrześcijańską. Innymi słowy: czy i jak dla teologii systematycznej istotne jest, aby wydarzenia opisane w Rdz 1–11 (stworzenie świata w sześć dni, istnienie historycznych postaci Adama i Ewy, realność ogólnoświatowego potopu itp.) były faktami historycznymi w nowoczesnym rozumieniu tego słowa.[164]

Na pierwszy rzut oka problem historyczności opowiadań z Rdz 1–11 może wydawać się drugorzędny. Wszakże nie był on nigdy przedmiotem definicji żadnego soboru powszechnego ani nie zajmuje w Credo miejsca porównywalnego z prawdami o Trójcy Świętej, Wcieleniu czy odkupieńczej śmierci Chrystusa. W starożytności chrześcijańskiej nie brakowało myślicieli – jak Orygenes czy częściowo Augustyn – skłonnych odczytywać te partie Pisma alegorycznie lub symbolicznie, nie upierając się przy ich dosłownym rozumieniu historycznym. Z drugiej strony jednak, od stuleci tradycyjna teologia utrzymywała faktyczną historyczność Adama, Ewy czy potopu, uznając ją za fundament pewnych doktryn (zwłaszcza nauki o grzechu pierworodnym). W dobie nowożytnej, wraz z rozwojem nauk przyrodniczych i odkrywaniem gatunkowej prehistorii człowieka, kwestia ta zyskała nowy ciężar gatunkowy. Dla niektórych współczesnych teologów podważenie historyczności Rdz 1–11 to wręcz uderzenie w samo serce chrześcijaństwa, podczas gdy dla innych stanowi ono impuls do pogłębienia rozumienia prawd wiary w sposób niezależny od literalnego odczytania tekstów biblijnych. Celem niniejszego rozdziału jest ukazanie, jak rozmaite podejścia do gatunku literackiego i prawdziwości historycznej opowiadań z Rdz 1–11 wpływają na kluczowe obszary teologii systematycznej: doktrynę stworzenia, antropologię (w tym kwestię imago Dei), naukę o grzechu pierworodnym, soteriologię oraz chrystologię.

4.2 Gatunek literacki Rdz 1–11: między historią a mitem

Rozstrzygnięcie, jakiego rodzaju przekazem są opowieści z Rdz 1–11, stanowi punkt wyjścia dla oceny ich historyczności. Tradycyjnie odczytywano te rozdziały jako historyczną narrację o początkach świata i ludzkości – swoistą protohistorię, poprzedzającą dzieje patriarchów od Abrahama począwszy (Rdz 12 i dalsze). W Piśmie Świętym faktycznie nie ma wyraźnej cezury literackiej między rozdziałami 1–11 a kolejnymi: genealogia z Rdz 11 łączy bezpośrednio Sema, syna Noego, z Abrahamem, sugerując ciągłość dziejów. Mimo to wielu autorów wskazuje, że Rdz 1–11 wykazuje cechy stylu odróżniające ją od reszty Księgi Rodzaju. Zwraca się uwagę na obecność elementów mitycznych i symbolicznych: np. obrazowego języka o ogrodzie Eden i drzewie poznania dobra i zła, rozmowy węża z Ewą, niezwykle długich okresów życia przedpotopowych patriarchów, kosmicznego potopu niszczącego cały świat czy wreszcie etiologicznej opowieści o pomieszaniu języków ludzkości w Babel. Takie motywy różnią się od realistycznego tonu opowiadań o Abrahamie, Izaaku czy Jakubie.

W związku z tym pojawiła się koncepcja, by uznać pierwsze rozdziały Biblii za pewien rodzaj mitu. Trzeba jednak podkreślić, że termin mit bywa rozumiany rozmaicie.[165] W potocznym języku „mit” oznacza po prostu zmyśloną bajkę, wymyśloną opowieść stojącą w sprzeczności z faktami. Tymczasem w religioznawstwie mit to gatunek literacki – tradycyjna opowieść obrazowa mająca na celu wyrażenie pewnych fundamentalnych prawd o świecie i kondycji ludzkiej, często w formie symbolicznej. W tym sensie nie jest wykluczone, że natchniony autor wykorzystał formę mitu, aby przekazać prawdy teologiczne. Współczesny filozof religii C.S. Lewis (który sam uważał, że w Biblii elementy mityczne mogą łączyć się z objawioną prawdą) [166] zauważył, że Bóg – niczym mistrz opowiadacz – mógł posłużyć się stylem mitu w opisaniu upadku człowieka, by uczynić go zrozumiałym dla prymitywnej mentalności starożytnego człowieka. Lewis – podobnie jak J.R.R. Tolkien – posługiwał się pojęciem „prawdziwego mitu”, chcąc podkreślić, że fakt symbolicznej formy przekazu nie wyklucza zawartości prawdy. Innymi słowy, opowieść może nie być reportażem historycznym, a jednak komunikować realne prawdy o Bogu i człowieku.

Niektórzy autorzy preferują unikać słowa „mit” w odniesieniu do Biblii ze względu na jego pejoratywne konotacje. Proponowane są inne terminy opisujące specyfikę Rdz 1–11, np. „mito-historia” albo „teo-historia”. Znaczący jest tu głos Williama Lane’a Craiga, który w monografii In Quest of the Historical Adam określa pierwsze rozdziały Rodzaju mianem myth-o-history (mito-historycznej narracji).[167] W jego ujęciu Rdz 1–11 posiada wystarczająco wiele cech wspólnych z mitami starożytnymi (jak choćby barwna symbolika czy obecność nadprzyrodzonych postaci), by zaklasyfikować je jako „mity”, ale równocześnie w przeciwieństwie do czystych mitów mają one formę chronologicznie uporządkowanej opowieści powiązanej z późniejszą historią Izraela. Craig podkreśla, że autor biblijny świadomie umieszcza motywy mityczne w ramach historii – nadając im ciąg przyczynowo-skutkowy i chronologię – przez co tworzy unikalny gatunek narracji: mito-historię. Taka klasyfikacja, jego zdaniem, pozwala odczytywać np. opis potopu jako mający podstawę w realnym wydarzeniu (prawdopodobnie pamięć o katastrofalnej powodzi), lecz opowiedziany za pomocą hiperboli i udramatyzowanych obrazów właściwych mitom. W rezultacie nie trzeba interpretować tych rozdziałów „literalistycznie”,[168] punkt po punkcie jako ścisłej historii – np. dopuszczalne jest traktowanie pewnych elementów jako metafory (przykładowo drzewa życia i poznania czy fakt, że Bóg „chodził” po ogrodzie Eden,[169] co najwyraźniej jest antropomorfizmem).

W podobnym duchu wypowiada się znany ewangelikalny biblista John H. Walton. Analizując starożytne konteksty kulturowe, Walton proponuje odczytanie Rdz 1–3 przede wszystkim w sensie archetypicznym.[170] Jego zdaniem Adam i Ewa w zamyśle natchnionego autora reprezentują całą ludzkość – są figurami archetypowymi, a opis ich stworzenia („ulepienie z prochu ziemi” Adama i „zbudowanie z żebra” Ewy) służy ukazaniu prawd o naturze człowieka, a nie relacjonowaniu procesu biologicznego powstania Homo sapiens. Walton zauważa, że w starożytnym Bliskim Wschodzie opowiadania o stworzeniu ludzi miały charakter archetypowy (np. człowiek lepiony z gliny przez boga w mitach Mezopotamii symbolizował ludzką zależność od boskiego tchnienia życia). Dlatego Izraelici – argumentuje Walton – nie byliby zaskoczeni, że także ich własna święta tradycja opisuje powstanie pierwszego człowieka językiem symbolicznym, wskazującym na fundamentalne prawdy: że człowiek jest z jednej strony prochem ziemi (element materialny wspólny ze światem zwierząt), a z drugiej strony nosi w sobie tchnienie Boże (element duchowy, obraz Boży.

Co istotne, Walton nie neguje istnienia Adama i Ewy jako realnych postaci; jednak przyznaje, że z punktu widzenia teologii ważniejsze jest to, co oni reprezentują (całą rodzinę ludzką), niż to, czy są biologicznymi prarodzicami każdego człowieka. Innymi słowy – ich historyczność w sensie dosłownym nie jest kluczowa dla przesłania biblijnego o stworzeniu i grzechu.[171] Sam Walton posługuje się tutaj terminologią „funkcjonalną”:[172] opowiadanie biblijne o stworzeniu skupia się na ustanowieniu ładu i funkcji (kosmos jako świątynia Boża, człowiek jako kapłan i zarządca stworzenia), a nie na chronologii materialnych początków świata.

Nie znaczy to, że Biblia jest po prostu jednym z wielu starożytnych mitów o stworzeniu. Wręcz przeciwnie – podkreśla się jej oryginalność i teologiczną głębię na tle mitologii pogańskich. John C. Lennox zwraca uwagę, że już pierwsze zdanie Biblii: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1,1),

„stoi w całkowitym kontraście do innych mitycznych kosmogonii tamtych czasów – na przykład babilońskiej, gdzie bogowie byli częścią wszechświata, a sam wszechświat wyłonił się z ciała jakiegoś boga”.[173]

Biblijny autor głosi absolutnie nową ideę: istnieje jeden transcendentny Bóg-Stwórca, całkowicie odrębny od stworzenia, który z niczego powołał do istnienia wszelką materię, czas i przestrzeń. Tak pojęte stworzenie ex nihilo jest fundamentem judaizmu i chrześcijaństwa – i tę prawdę można wydobyć z tekstu niezależnie od tego, czy uznamy sześć dni stwarzania za dosłowne doby, czy za figurę literacką.[174] Teologiczna afirmacja monoteistycznego stworzenia nie zależy bezpośrednio od „historyczności” modelu sześciu dni. Można więc powiedzieć, że historyczność Rdz 1–11 jest selektywna: dotyczy raczej podstawowych faktów (Bóg jest Stwórcą wszystkiego, ludzkość wywodzi się od Boga, grzech jest realnym zerwaniem relacji z Bogiem wskutek ludzkiego nieposłuszeństwa), natomiast formy literackie, w jakich fakty te ujęto, mogą być niehistoryczne.

Potwierdza to także spojrzenie Kościoła katolickiego. Joseph Ratzinger (późniejszy papież Benedykt XVI) tłumaczył, że opisy stworzenia nie są naukowym ani kronikarskim raportem z początków świata, lecz katechezą teologiczną w formie opowiadania. Pismo Święte nie zamierza uczyć nas kosmologii czy biologii – stąd nie powinniśmy odczytywać go jak literalnego podręcznika naukowego.[175] Ratzinger wskazuje, że biblijny tydzień stworzenia ma wymowę symboliczną: ukazuje ład i celowość świata (cykliczny rytm zakończony dniem siódmym – odpoczynkiem Boga – stanowi fundament teologii szabatu).[176] Podobnie ogród Eden i drzewa w jego centrum są znakami prawd moralnych i duchowych dotyczących człowieka. Nie umniejsza to bynajmniej prawdziwości przesłania – przeciwnie, nadaje mu uniwersalny charakter. Jak to ujmuje Ratzinger, pierwsze rozdziały Rodzaju posługują się „obrazowym językiem”, aby wyrazić rzeczywistości stojące u początków świata i ludzkości, „rzeczywistości, które wymykają się prostemu opisowi historycznemu”.[177]

Podsumowując: wielu współczesnych teologów zgadza się, że Rdz 1–11 to teksty o charakterze teologiczno-symbolicznym, zawierające prawdy Objawienia przekazane w formie dostosowanej do mentalności starożytnej (częściowo poprzez obrazy mityczne). Nie oznacza to, że są one „czystym mitem” bez żadnego odniesienia do realiów. Raczej – posługując się terminologią Craiga – można mówić o narracji mytho-historycznej,[178] która łączy elementy symboliczne z twierdzeniem, iż Bóg rzeczywiście działał u początku czasu i że ludzkość realnie istnieje z Jego woli. Teologia systematyczna, interpretując te rozdziały, musi więc rozróżnić prawdę teologiczną od jej szaty literackiej. Pytanie brzmi: czy i jakie prawdy doktrynalne zostają zachowane, jeśli uznamy tę szatę za niehistoryczną?[179] A może przeciwnie – pewne doktryny upadają, jeśli zniknie ich historyczny fundament? Przejdźmy do omówienia kluczowych zagadnień dogmatycznych.

4.3. Doktryna stworzenia a historyczność opisu stworzenia świata

Teologia stworzenia stanowi pierwszą część chrześcijańskiego credo: „Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi…”. Fundamentalna prawda, że cały wszechświat powstał dzięki wolnemu aktowi Boga, nie zależy bezpośrednio od szczegółów historycznych ujętych w Rdz 1. Chrześcijańscy teologowie są zgodni, że Bóg jest Stwórcą rzeczywistym, niezależnie od tego, jak długo trwał proces stwarzania i jakimi drogami Bóg prowadził świat do obecnego stanu. Innymi słowy, nawet jeśli dni stworzenia w Rdz 1 rozumiemy niefunkcjonalnie (np. jako symboliczne ramy literackie, a nie dosłowne 24-godzinne przedziały czasu), to nie podważa to doktryny o stworzeniu ex nihilo. Kościół katolicki od czasu encykliki Humani generis (1950) dopuszcza interpretację, że ciało ludzkie mogło powstać w wyniku ewolucyjnych procesów – byle uznać, iż dusza jest stwarzana bezpośrednio przez Boga.[180] W podobnym duchu wielu myślących ewangelikalnych autorów (jak np. John Lennox) akceptuje koncepcję „starej ziemi” i stopniowego kształtowania życia,[181] widząc w tym działanie Bożej Opatrzności, a nie zagrożenie dla wiary. Lennox argumentuje, że autorytet Pisma nie wymaga literalistycznego odczytania sześciu dni – możliwe jest tłumaczenie hebrajskiego słowa jom (dzień) jako okresu lub fazy,[182] albo przyjęcie literackiej struktury dnia/tygodnia jako zabiegu pedagogicznego, nie zaś dosłownego kalendarza początku świata. Teologicznie najważniejsze jest bowiem nie „kiedy” i „jak” Bóg stworzył, lecz że stworzył i po co to uczynił. Rdz 1–2 uczy, iż Bóg stwarza świat dobrym (siedmiokrotne powtarzające się stwierdzenie „Bóg widział, że [to] było dobre”), ustanawia człowieka na swój obraz jako koronę stworzenia i powierza mu odpowiedzialność za ziemię. Te prawdy zachowują swoją ważność nawet wtedy, gdy uznamy je za przekazane w formie katechetycznej, a nie reporterskiej.[183]

Co więcej, chrześcijańscy filozofowie podkreślają, że wiara w stworzenie i rozum naukowy nie stoją w sprzeczności. Alvin Plantinga zauważa, że teoria ewolucji jako naukowy opis procesu biologicznego nie wyklucza Bożego zamysłu – mogła być narzędziem, którym posłużył się Stwórca.[184] Drobiazgowe pytanie, czy w ogrodzie Eden rosło literalne drzewo życia i czy istniał geograficznie zlokalizowany ogród, nie jest kluczowe dla przekonania, że Bóg jest dawcą życia, a relacja z Nim stanowi prawdziwy „ogród” szczęścia dla człowieka.

Historyczność opisu stworzenia jest zatem drugorzędna z perspektywy doktryny.[185] Jeśli nawet obraz siedmiodniowego dzieła stwórczego odbierać będziemy jako obraz, doktryna creatio ex nihilo pozostaje nienaruszona. Znaczenie teologiczne tego obrazu – że światem rządzi Boży Logos, że przyroda nie jest kapryśną areną walki wielu bóstw (jak w mitach pogańskich), lecz racjonalnym dziełem jednego Boga – jest niezależne od kwestii, czy Bóg stwarzał w ciągu dosłownych dni, czy przez miliardy lat. Chrześcijańska teologia systematyczna uczy, że „Bóg stworzył niebo i ziemię” jest prawdą absolutną; natomiast pytanie, kiedy to zrobił i czy np. wspomagał się procesem ewolucji, pozostaje otwarte i należy raczej do teologii przyrody. Nie jest to zatem punkt, w którym stawką jest prawdziwość Ewangelii – inaczej niż w przypadku doktryny o grzechu pierworodnym, do której teraz przejdziemy.[186]

4.4 Antropologia i imago Dei a pochodzenie ludzkości

Człowiek zajmuje centralne miejsce w opowiadaniach Rdz 1–3. Teologia systematyczna rozwija na kanwie tych tekstów doktrynę o stworzeniu człowieka na obraz i podobieństwo Boże (imago Dei) oraz o pierwotnym stanie człowieka. Tradycyjnie przyjmowano, że ludzkość wywodzi się od jednej pary pierwszych rodziców (monogeneza) – co harmonizowało z biblijnym obrazem Adama i Ewy jako literalnych progenitorów wszystkich ludzi. Czy jednak wiara w imago Dei i jedność natury ludzkiej wymaga historycznie jednej pary? Tu zdania są podzielone.

Klasyczna teologia – zarówno zachodnia, jak i wschodnia – widzi w Adamie reprezentanta całej ludzkości. Idea ta niekoniecznie zależy od biologii, lecz od metafizycznej koncepcji jedności rodzaju ludzkiego.[187] Henri de Lubac podkreślał, że chrześcijaństwo od początku zakładało pewną wspólnotową jedność ludzi: tajemniczą solidarność w Adamie i – kontrastowo – nową solidarność w Chrystusie. Mówiąc obrazowo, w biblijnej perspektywie Adam to nie tylko jednostka, ale uosobienie całej ludzkości.[188] Już autor Księgi Rodzaju zdaje się to sugerować, nadając prarodzicowi imię „Adam”, które po hebrajsku znaczy po prostu „człowiek” lub „ludzkość” (od adamáh – ziemia, glina). W opisie stworzenia Ewy z „boku” Adama (Rdz 2,21–22) teologowie widzą prawdę o wspólnym pochodzeniu kobiety i mężczyzny, ich równej godności i wzajemnym dopełnianiu się – a nie jedynie biologiczną informację o pewnym zabiegu chirurgicznym na ciele mężczyzny.

Można zatem utrzymywać, że niezależnie od tego, czy genealogicznie wszyscy ludzie pochodzą od jednej pary (co jest dyskutowane również na gruncie nauki, jako że genetyka sugeruje bardziej złożoną pulę przodków), teologia i tak uznaje wszystkich ludzi za jedną rodzinę. Wszyscy nosimy obraz Boży, wszyscy też współdzielimy skażenie grzechem – o czym niżej. John Walton wprost stwierdza, że nie jest konieczne, by wszyscy ludzie byli biologicznymi potomkami Adama,[189] by prawdy teologiczne Pisma były ważne. Jeśli istniała populacja prarodziców, z której Bóg wybrał Adama i Ewę jako reprezentantów, lub jeśli biblijny Adam symbolizuje całą pierwszą generację istot ludzkich świadomych Boga, nie zmienia to faktu, że Bóg nadał człowiekowi wyjątkową godność (imago Dei) i wezwał go do komunii ze sobą.

Doktryna imago Dei głosi, że człowiek jest stworzony do relacji z Bogiem, obdarzony rozumem, wolnością i zdolnością do miłości – na podobieństwo Stwórcy.[190] To nie zależy od tego, czy Adam otrzymał te dary natychmiast po ulepieniu z gliny, czy Bóg stopniowo przygotowywał hominidy do tego momentu. W literaturze teologicznej pojawiają się scenariusze pogodzenia danych naukowych o ewolucji z wiarą: np. Alvin Plantinga wyobraża sobie sytuację, w której Bóg mógł wybrać dwoje spośród wczesnych ludzi[191] i obdarzyć ich szczególną łaską rozumu oraz nieśmiertelnej duszy, czyniąc ich przez to prawdziwymi osobami zdolnymi do poznania Boga – i tych właśnie ludzi Biblia nazywa Adamem i Ewą. Taki scenariusz (hipotetyczny) pozwalałby powiedzieć: tak, istniał historyczny początek rodzaju ludzkiego w osobach obdarzonych obrazem Bożym, choć jednocześnie wokół nich mogli istnieć inni ludzie biologicznie, którzy jednak tego „obrazu” w pełni nie posiadali, dopóki nie nastąpił akt Boży. Różne wersje tej hipotezy są dyskutowane, ale kluczowe jest to, że nawet gdyby cała populacja ludzkich przodków liczyła kilka tysięcy osobników (jak sugeruje genetyka), nie niweczy to sensu biblijnego stwierdzenia, iż Bóg stworzył człowieka na swój obraz – ponieważ dotyczy ono każdego człowieka jako takiego, a nie relacji genealogicznych.[192] Podobnie nauka o jedności natury ludzkiej (wszyscy ludzie mają tę samą naturę i powołanie) nie upada, jeśli Adam okaże się symbolem[193] zamiast pojedynczej osoby.

Reasumując ten punkt: Znaczenie historyczności Adama i Ewy dla antropologii teologicznej jest ograniczone do pytania o jedność rodzaju ludzkiego i moment pojawienia się imago Dei. Jeśli upieramy się przy ścisłej monogenezie (jedna para = początek), to historyczność Adama ma duże znaczenie jako gwarancja tej jedności.[194] Jeżeli natomiast dopuszczamy wizję, w której Bóg poprzez prawo naturalnego rozwoju doprowadził do istnienia całej populacji ludzi rozumnych (co niektórzy teologowie określają jako poligeneza), to wówczas historyczny Adam może być rozumiany raczej jako teologiczny wspólny mianownik ludzkości niż jako koniecznie jeden fizyczny przodek. W tym drugim ujęciu obraz Adama jednoczącego ludzkość jest pewnym metafizycznym skrótem: oznacza, że niezależnie od naszych wielu przodków, w oczach Boga stanowimy jedno – jedną upadłą rodzinę, którą On pragnie odkupić jako całość. Tak czy inaczej, wszyscy ludzie są „w Adamie” jako nosiciele ludzkiej natury i Bożego obrazu. Imago Dei pozostaje więc nienaruszone bez względu na literacki charakter Rdz 1–2. Znacznie bardziej newralgiczna dla teologii jest jednak kwestia grzechu pierworodnego, do której teraz przejdziemy, gdyż tu historyczność (lub jej brak) Adama i Ewy okazuje się mieć daleko idące konsekwencje.

4.5 Upadek i grzech pierworodny a wymóg historyczności Adama

Doktryna grzechu pierworodnego należy do rdzenia tradycyjnej antropologii chrześcijańskiej, szczególnie w wydaniu zachodnim (augustyńsko-tomistycznym).[195] Głosi ona, że pierwszy grzech człowieka (nieposłuszeństwo Adama i Ewy wobec Boga) sprowadził na całą ludzkość stan upadku: utratę pierwotnej świętości i sprawiedliwości, skłonność do zła (pożądliwość) oraz podległość cierpieniu i śmierci. Co istotne, według klasycznej formy tej doktryny dziedziczymy ten stan po naszych prarodzicach – rodzimy się już pozbawieni łaski, obciążeni „winą Adama” (choć oczywiście nie jako winą osobistą, lecz jako pewnym brakiem świętości, który wymaga odkupienia). Jeśli jednak Adam i Ewa nie istnieli, a w konsekwencji nie dokonał się żaden pierwotny upadek, to – jak zauważa wielu teologów – tradycyjna koncepcja grzechu pierworodnego traci grunt pod nogami. Bo jakże mówić o dziedziczeniu skutków czynu, który nigdy się nie wydarzył?

William Lane Craig stwierdza kategorycznie: w braku historycznego Adama oraz historycznego upadku nie da się utrzymać tradycyjnej nauki o grzechu pierworodnym.[196] Nie może być bowiem mowy o przekazywaniu całej ludzkości skutków grzechu pierwszych rodziców, skoro nie było pierwszych rodziców w sensie konkretnych osób popełniających określony grzech. Craig idzie jednak dalej – pyta, czy doktryna grzechu pierworodnego jest w ogóle niezbędna dla chrześcijaństwa. Zauważa, że Pismo Święte poza Rz 5,12–21 nigdzie explicite nie rozwija koncepcji dziedziczonej winy[197] czy powszechnego skażenia wskutek grzechu Adama. Nawet w opisie upadku w Rdz 3 nie padają sformułowania o przekazywaniu grzechu potomstwu – tam pojawiają się raczej konsekwencje egzystencjalne (wygnanie z raju, trudy życia, boleść rodzenia dzieci, utrudzenie pracy, śmierć). Nauka o grzechu dziedzicznym jest w dużej mierze dziełem interpretacji późniejszej (Augustyn i inni Ojcowie). Kościół prawosławny, na przykład, przyjmuje koncepcję grzechu pierworodnego w złagodzonej postaci:[198] dziedziczymy skutki (śmiertelność, skłonność do grzechu), ale nie winę Adama. Można więc – argumentuje Craig – wyobrazić sobie chrześcijaństwo bez przypisywania wszystkim ludziom formalnego udziału w przestępstwie Adama. Wszak i tak „wszyscy własnymi grzechami zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” (por. Rz 3,23).

Istotnie, niektórzy współcześni teologowie biblijni sugerują interpretować Adama raczej jako każdego człowieka (Everyman)[199] niż jako konkretną postać historyczną. W takim ujęciu opowieść o upadku opisuje doświadczenie uniwersalne: każdy z nas w pewnym sensie powtarza historię Edenu, każdy też rodzi się w świecie, gdzie zło już jest obecne i nieuchronnie wikła człowieka w swą sieć. Peter Enns twierdzi na przykład, że Paweł Apostoł, mówiąc o grzechu Adama, posługuje się tradycją teologiczną swoich czasów, aby wyrazić prawdę o powszechności grzechu i potrzebie zbawienia – nie zaś by nauczać historii w sensie modernistycznym. Jeśli więc dzisiejsza wiedza skłania do przekonania, że opowieść o Adamie jest „świętym mitem” obrazującym tę prawdę, to sama prawda (że wszyscy zgrzeszyli i potrzebują łaski) pozostaje nienaruszona. Kościół nadal może nauczać o skażeniu natury ludzkiej,[200] nawet jeśli nie będzie już mówił o biologicznym dziedziczeniu winy przez kolejne pokolenia.

Należy jednak podkreślić, że dla teologii tradycyjnej historyczność upadku była ważna z powodu zachowania logiki Bożej sprawiedliwości i świętości stworzenia.[201] Nauka o tym, że Bóg stworzył człowieka w stanie pierwotnej świętości (łaski), a dopiero grzech spowodował stan zepsucia, pozwala utrzymać, iż zło moralne nie pochodzi od Boga, lecz od wolnej decyzji człowieka. Gdyby nie było żadnego punktu w historii, w którym ludzkość zerwała z Bogiem, musielibyśmy uznać, że Bóg stworzył człowieka już grzesznym (czy też nieuchronnie skazanym na grzech). To zaś rodzi poważne problemy teologiczne: czyni z Boga autora zła lub stawia pod znakiem zapytania Jego dobroć. Dlatego nawet jeśli zrezygnuje się z dosłownego odczytania opowieści o Adamie i Ewie, teologia systematyczna szuka sposobu, by zachować prawdę, iż w dziejach ludzkości zaistniał jakiś rzeczywisty bunt przeciw Bogu na początku. Ratzinger ujął to tak: opowiadanie o Adamie „mówi w formie przypowieści o fakcie,[202] który wydarzył się u początku dziejów człowieka” – o fakcie, że człowiek odrzucił Boże panowanie, w wyniku czego grzech wszedł w ludzką historię. Ten fakt – pierwotny bunt istot ludzkich – jest nieodzowny: bez niego trudno zrozumieć, dlaczego świat, stworzony przez dobrego Boga, jest pełen zła. Możemy więc stwierdzić, że teologia potrzebuje „historycznego grzechu” na początku ludzkości, choć niekoniecznie musi to być grzech jednej pary.[203] Być może – sugerują niektórzy – był to proces rozłożony w czasie, stopniowe zatracanie pierwotnej zażyłości z Bogiem w miarę jak ludzie (czy plemię pierwszych ludzi) kolektywnie wybierali egoizm. Jednak tradycja woli mówić o tym zjawisku w formie zwartego mitu historycznego, jakim jest upadek Adama.[204] Ten „mit” – w sensie opowieści – pozostaje nośnikiem prawdy: uczy, że zło nie pochodzi od Boga, lecz od wolnej decyzji stworzeń, i że wszyscy rodzimy się już w stanie oddalenia od Boga, bo rodzimy się w rodzinie ludzkiej splątanej grzechem.

Rezygnacja z dosłownej historyczności Adama wymusza zatem pewne przesunięcia w soteriologii (nauce o zbawieniu). Chrystus w tradycyjnej doktrynie jest nowym Adamem, który naprawia winę starego Adama.[205] Jeśli nie ma „starego Adama” w sensie jednostkowym, to metafora ta staje się mniej wyrazista – ale jej sedno pozostaje ważne: Chrystus przynosi odkupienie od grzechu (jakkolwiek by go definiować). Zbawcze dzieło Jezusa zakłada, że ludzkość jest upadła i potrzebuje zbawienia. Ten warunek bynajmniej nie znika, nawet jeśli ktoś by interpretował Adama symbolicznie. Wszak każdy z nas doświadcza wewnętrznego rozdarcia i skłonności do zła, co teologia nazywa skutkiem grzechu pierworodnego – niezależnie od mechanizmu jego zaciągnięcia. Z drugiej strony, niektórzy konserwatywni teologowie ostrzegają, że zanegowanie historyczności Adama podważa sens ofiary Chrystusa. Dyson Hague już w początkach XX w. pisał, że bez upadku Adama „cała nauka o odkupieniu traci swą rację bytu”. Tak radykalne stanowisko wydaje się jednak przesadne. Chrystus umarł „za nasze grzechy” – i to jest sednem Ewangelii (1 Kor 15,3). Nie umarł za abstrakcyjny grzech Adama, lecz za grzech każdego człowieka, którego wszyscy się dopuszczamy. Nauka o zbawieniu nie zawali się zatem automatycznie bez historycznego Adama, o ile zachowamy przekonanie, że każdy człowiek jest grzeszny i potrzebuje odkupienia. Kościół może głosić zbawcze dzieło Chrystusa skutecznie także wówczas, gdy skoncentruje się na osobistym nawróceniu z grzechów, nie zaś na uwolnieniu z dziedzicznej winy prarodzica. Jak obrazowo ujął to Craig: „Naszych własnych grzechów w zupełności wystarczy, by potrzebna była ofiara Chrystusa za nasze zbawienie”.[206]

Podsumowując ten ważny dział: historyczność Adama i Ewy ma największe znaczenie dla doktryny grzechu pierworodnego.[207] Bez rzeczywistych prarodziców trudno utrzymać augustyńską koncepcję peccatum originale przekazywanego przez zrodzenie. Dlatego teologia ewangelicka i katolicka długo broniły historyczności Adama jako gwarancji tej doktryny. Współcześnie część teologów proponuje przemyśleć doktrynę grzechu pierworodnego w sposób niezależny od wąsko pojmowanej historii: raczej w kategoriach uniwersalnej kondycji niż konkretnego epizodu dziejowego. Taka reinterpretacja jest możliwa, choć rodzi pytania, jak np. pogodzić brak pierwotnej doskonałości z dobrocią Boga (skoro od początku człowiek był niedoskonały, czy to nie Bóg stworzył go ułomnym?). Wydaje się, że znów pomocą może służyć język symbolu: można utrzymywać, że Bóg od początku przewidział przebóstwienie człowieka w Chrystusie, a przyzwalając na etap „upadku” (nawet jeśli rozumianego jako stan niepełnej komunii z Bogiem w toku ewolucyjnego rozwoju), uczynił zbawienie jeszcze wspanialszym. Tak czy inaczej, teologia systematyczna stoi przed zadaniem wyrażenia prawdy o grzeszności człowieka w dialogu z nauką – być może bez prostego odwołania do historycznego Adama, ale z zachowaniem przesłania Rdz 3: że człowiek zbuntował się przeciw Bogu i sam siebie sprowadził na manowce.

4.6 Chrystus jako Nowy Adam: soteriologiczne konsekwencje

Apostoł Paweł naucza: „Jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostaną ożywieni” (1 Kor 15,22). Porównanie Chrystusa do Adama stanowi centralny element teologii Pawłowej odkupienia (zob. Rz 5,12–19). Paweł widzi Adama jako „typ” (zapowiedź) Chrystusa: pierwszy człowiek zapoczątkował erę grzechu i śmierci, natomiast Chrystus, „drugi człowiek z nieba”, zapoczątkował erę usprawiedliwienia i życia wiecznego. Co implikuje dla tej paraleli ewentualna niehistoryczność Adama?[208]

Zdaniem wielu egzegetów, Paweł zakładał historyczność Adama – był dzieckiem swej epoki i dziedzicem żydowskiej wiary w Adama jako postać realną. Jednak – co ważne – Paweł interpretuje Adama typologicznie, nie skupiając się na szczegółach jego życia, lecz na jego reprezentatywnej roli. James D.G. Dunn zauważa, że „Adam jest ludzkością – jednostką, która uosabia cały rodzaj”.[209] Podobnie Chrystus reprezentuje nową ludzkość. Istotą Pawłowej paraleli jest więc funkcja przedstawicielska, a nie sama kwestia historyczna. Chrystus skutecznie zbawia „synów Adama” niezależnie od tego, jak rozumiemy początek ich grzeszności. Jeśli nawet Adam jest dla nas postacią symbolicznego Ojca rodzaju ludzkiego, to w dalszym ciągu Chrystus może być pojmowany jako rzeczywisty Ojciec nowej ludzkości (por. Iz 9,5 – „Odwieczny Ojciec” jako tytuł Mesjasza). Innymi słowy: teologia „drugiego Adama” broni się, o ile utrzymamy, że cała ludzkość (w Adamie) była oddzielona od Boga, a Chrystus przynosi tejże ludzkości zbawienie. Można postrzegać Adama jako swoisty personifikowany symbol ludzkości, a Chrystusa jako realnego nowego Człowieka, w którym ludzkość zostaje podniesiona. W gruncie rzeczy już Ojcowie Kościoła (np. Ireneusz z Lyonu) mówili o rekapitulacji: Chrystus w sobie streścił (zrekapitulował) całą historię Adama, przechodząc posłusznie drogę, na której pierwszy Adam zboczył w nieposłuszeństwo.[210] Ten głęboki sens soteriologiczny jest niezależny od detali historycznych upadku – liczy się kontrast między nieposłuszeństwem a posłuszeństwem i między śmiercią a życiem. Chrystus jest zatem Nowym Adamem nawet w teologii tych myślicieli, którzy skłonni są widzieć starego Adama jako literacką figurę.

Pozostaje jeszcze kwestia: czy Jezus Chrystus oraz autorzy Nowego Testamentu, mówiąc o początkach (np. Chrystus o stworzeniu mężczyzny i niewiasty – Mk 10,6-8; Piotr o potopie – 1 P 3,20; sam Jezus o „dniach Noego” – Mt 24,37-39), nie zobowiązują nas do uznania historyczności tych zdarzeń?[211] Niektórzy argumentują, że skoro Syn Boży odwołuje się do Noego czy Adama, to musieli oni istnieć, inaczej Pan Jezus by nie podtrzymywał „mitu”. Jednak należy zauważyć, że Jezus i apostołowie odwoływali się do znanych historii biblijnych jako punktu odniesienia, nie w celu orzekania o ich gatunku literackim, lecz by nauczać prawd duchowych. Możliwe, że zarówno Jezus (w swoim ludzkim sposobie poznania), jak i autorzy natchnieni po prostu korzystali z opowieści tak, jak były one rozumiane wtedy przez słuchaczy. Nawet jeśliby one nie były historyczne, argument z nich zbudowany pozostaje wartościowy parabolicznie.[212] Przykładowo, Jezus porównuje czasy ostateczne do czasów Noego: sens tego porównania nie zależy od tego, czy potop był globalny i dosłowny, lecz od tego, że zaskoczył nieprzygotowanych. Ten sens moralny stoi niezależnie od szczegółów geologicznych potopu. Dlatego też i tutaj teologia systematyczna może spokojnie głosić naukę moralną i eschatologiczną płynącą z tych porównań, nie rozstrzygając definitywnie, jak dokładnie było. Oczywiście, tradycyjnie przyjmuje się, że Noe istniał, bo genealogie go łączą z Abrahamem, ale czy wody potopu pokryły cały glob – to już kwestia otwarta. Wielu konserwatywnych egzegetów skłania się ku tezie o potopie regionalnym (rozległym, ale nie obejmującym całej planety), co pokazuje gotowość do nieliteralnego odczytu bez poczucia zdrady doktryny.[213] Znów decyduje odróżnienie: prawda teologiczna (Bóg jest sędzią grzechu, ale zapewnia ocalenie sprawiedliwym – jak Noe) pozostaje nienaruszona przy różnych scenariuszach historycznych.

4.7 Podsumowanie i wnioski

Analiza znaczenia historyczności Rdz 1–11 dla chrześcijańskiej teologii systematycznej prowadzi do wniosku złożonego. Z jednej strony, pewne elementy przekazu biblijnego zyskują swoją teologiczną wagę niezależnie od tego, czy traktujemy je jako dokładny zapis wydarzeń dziejowych. Doktryna o stworzeniu świata przez Boga, o wyjątkowej godności człowieka jako obrazu Bożego, o powszechności grzechu w ludzkiej kondycji czy o zbawczym dziele Chrystusa – wszystkie te prawdy mogą być wyrażone i obronione nawet wtedy, gdy uznamy, że biblijna opowieść posługuje się obrazami i symbolami bardziej niż „kameralnym” zapisem faktów. Teologia XX i XXI wieku pokazała szereg dróg interpretacji: koncepcja mitu czy mito-historii (Craig, Walton) pozwala dostrzec w Rdz 1–11 gatunek literacki,[214] który nie tyle chce udokumentować przeszłość, ile wyjaśnić fundamentalne prawdy o Bogu i człowieku. W takim ujęciu prawdziwość tych rozdziałów nie zależy od ich kronikarskiej ścisłości, ale od tego, na ile wiernie przekazują Boże przesłanie.[215] Można powiedzieć, że Rdz 1–11 jest prawdziwe teologicznie – objawia nam tożsamość Boga i naturę człowieka – choć może nie być dosłownie dokładne historycznie (podobnie jak przypowieści Jezusa są prawdziwe, choć zmyślone jako opowieści).

Z drugiej strony, nie można bagatelizować ryzyka teologicznego związanego z całkowitym odhistorycznieniem tych tekstów.[216] Chrześcijaństwo jest religią mocno osadzoną w historii – wyznajemy wiarę w realne Wcielenie Syna Bożego w konkretnym czasie. Pewne elementy historii zbawienia tworzą spójną całość: jeśli odłączymy zupełnie początek (upadek pierwszych ludzi) od końca (odkupienie w Chrystusie), może zatrzeć się logika dramatu zbawienia. Dlatego Kościół wciąż ostrożnie podchodzi do prób całkowitego zmitologizowania Adama.[217] Wydaje się, że optymalną drogą jest hermeneutyka analogii i przeniesienia: to, co dawniej wyrażano językiem „dwojga pierwszych ludzi i ich winy”, dziś możemy (jeśli musimy) wyrazić językiem „początkowej komunii ludzkości z Bogiem i jej zerwania wskutek grzechu, w sposób który dotknął całą ludzkość”. Jest to inna forma tej samej prawdy.

Historyczność Rdz 1–11 ma znaczenie przede wszystkim wtedy, gdy dochodzi do konstruowania zależności doktrynalnych. Jeżeli ktoś twierdziłby, że bez historycznego Adama chrześcijaństwo traci sens, popada w przesadę – gdyż istotą Ewangelii nie jest Adam, lecz Chrystus. Jednak całkiem porzucić Adama też nie sposób, bo jest on częścią opowieści zbawczej. Dlatego Katechizm Kościoła Katolickiego, idąc za Tradycją, nadal naucza zarówno o realnym istnieniu pierwszych rodziców, jak i o grzechu pierworodnym zaciąganym przez wszystkich ich potomków. Zarazem jednak dopuszcza interpretację niektórych szczegółów Rdz 3 w sposób symboliczny (np. pojmowanie węża jako metafory Szatana). Wydaje się, że w przestrzeni ortodoksji możliwy jest pewien pluralizm poglądów, jak dokładnie rozegrał się początek dziejów człowieka – byle zachować nienaruszone prawdy wiary: że Bóg stworzył człowieka dla komunii z sobą, że człowiek przez nieposłuszeństwo tę komunię zerwał, oraz że Bóg od początku zaplanował ratunek, który zrealizował w Chrystusie. Historyczność pewnych szczegółów może pozostać dyskusyjna, lecz znaczenie teologiczne tych rozdziałów jest niepodważalne. Chrześcijańska teologia systematyczna, czerpiąc z Rdz 1–11, uczy nas bowiem, kim jest Bóg, kim jest człowiek, skąd zło i jaka jest nadzieja jego przezwyciężenia. Te prawdy – najważniejsze dla wiary – błyszczą na kartach pierwszych rozdziałów Biblii niezależnie od tego, czy czytamy je jako literalną historię, czy jako święty dramat o początkach świata.

W świetle powyższych ustaleń powraca pytanie o ocenę podejścia Johna Lennoxa: ostatni rozdział dokona krytycznej analizy mocnych i słabych stron jego propozycji oraz przedstawi autorską koncepcję rozwiązania napięć między danymi nauki a prawdą Objawienia.

Rozdział V

Autorska analiza i ocena stanowiska Johna Lennoxa

5.1. Mocne i słabe strony interpretacji Lennoxa

John Lennox należy do myślicieli, którzy dążą do harmonijnego połączenia wierności przekazowi biblijnemu z szacunkiem dla ustaleń nauk przyrodniczych.[218] Jego interpretacja pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju ma charakter apologetyczny – stara się bronić wiarygodności tekstu biblijnego w obliczu wyzwań współczesnej nauki. Mocną stroną podejścia Lennoxa jest z pewnością to, że poważnie traktuje on zarówno dosłowną treść narracji biblijnej, jak i dane naukowe. Przykładowo, Lennox zauważa, że Biblia nie określa jednoznacznie wieku wszechświata,[219] gdyż już pierwszy werset Księgi Rodzaju („Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”) opisuje akt stworzenia poprzedzający dni stworzenia – a zatem „początek” mógł mieć miejsce dowolnie dawno temu. Taka egzegeza pozwala mu twierdzić, że Pismo nie sprzeciwia się odkryciom nauki co do wieku wszechświata, ponieważ Biblia nie nakłada ograniczeń czasowych na ten „początek”. Lennox powołuje się przy tym na analizę języka hebrajskiego: formę czasownika „stworzył” (hebr. bara’) w Rdz 1,1 uważa za oznaczającą czynność uprzednią w stosunku do reszty opowieści,[220] podczas gdy właściwa sekwencja dni zaczyna się od Rdz 1,3. Taka interpretacja gramatyczno-literacka jest zasadniczo zbieżna z tzw. teorią „ujęcia ramowego” lub poglądem o dniu inauguracyjnym – oddzielającym akt stworzenia materii od sześciu dni porządkowania świata.[221] Lennox podkreśla, że rozwiązanie to nie jest wymysłem nowoczesnym, lecz już Ojcowie Kościoła (np. Klemens Aleksandryjski czy Augustyn) dopuszczali rozumienie dni stworzenia jako logicznej, a nie czysto chronologicznej sekwencji wydarzeń. W ten sposób Lennox wpisuje swoją interpretację w nurty tradycji chrześcijańskiej, co stanowi jej siłę: nie jest to wyłącznie reakcja na naukę, lecz pewna hermeneutyczna opcja obecna w historii egzegezy.

Kolejnym atutem stanowiska Lennoxa jest nacisk na historyczność opowiadań z Rdz 1–11. W przeciwieństwie do teologów skłonnych traktować te rozdziały jedynie jako mit czy teologię bez zakotwiczenia w faktach, Lennox argumentuje, że tekst sam w sobie sprawia wrażenie relacji o realnych wydarzeniach i osobach. Zwraca uwagę, iż Księga Rodzaju przedstawia ciąg narracyjny od stworzenia świata i pierwszych ludzi, przez rozwój cywilizacji, aż po potop – co sugeruje zamysł autora, by nakreślić pierwotną historię ludzkości. Lennox pisze wprost: „Te wczesne rozdziały Rodzaju sprawiają na mnie wrażenie, że mówią o rzeczywistych rzeczach, wydarzeniach, miejscach i ludziach”.[222] Ten realistyczny odczyt pociąga za sobą uznanie istnienia historycznych postaci Adama i Ewy jako pierwszych ludzi, realnego ogrodu Eden i konkretnego aktu nieposłuszeństwa leżącego u początku ludzkiego grzechu. Rzeczywiście, Lennox traktuje opowieść o upadku jako „diagnozę” kondycji człowieka: starożytną, ale prawdziwą historię o tym, jak grzech wszedł w dzieje ludzkości. Podobnie opowieść o Noem i potopie jest dla niego czymś więcej niż mitem – stanowi opis sądu nad ówczesnym światem, z którego uratowana rodzina Noego dała początek narodom starożytnego Bliskiego Wschodu. Lennox przestrzega przed oddzielaniem teologii od historii, sugerując, że byłoby to potencjalnie niebezpieczne z punktu widzenia wiary. Można więc powiedzieć, że jego interpretacja silnie akcentuje jedność historii zbawienia: prawdy teologiczne przekazywane przez Rdz 1–11 (stworzenie przez Boga, grzeszny upadek człowieka, Boży sąd i miłosierdzie) są nierozerwalnie związane z realnymi zdarzeniami w dziejach świata. Taka integracja wzmacnia apologetyczną wymowę – chrześcijaństwo jawi się jako religia zakorzeniona w faktach, nie zaś w mitologii niepodlegającej weryfikacji. Dla wielu odbiorców, zwłaszcza sceptycznie nastawionych do „mitów”, jest to aspekt przekonujący: wiara biblijna opowiada o prawdziwej historii wszechświata, którą nauka bada od strony materialnej.[223]

Mimo powyższych zalet, interpretacja Lennoxa nie jest pozbawiona pewnych słabych stron i wzbudza dyskusje. Po pierwsze, jego propozycja odczytania Rdz 1,1–2 jako oddzielonego aktu stworzenia, a następnie sześciu dni kształtowania świata, choć możliwa, bywa postrzegana jako forma konkordyzmu – czyli dopasowywania tekstu do współczesnych teorii naukowych. Krytycy zauważają, że autor natchniony mógł nie zamierzać rozdzielać „początku” od dni w takim stopniu, w jakim czyni to Lennox.[224] Hipoteza „przerwy czasowej” przed dniem pierwszym nie wynika wprost z narracji, lecz jest wnioskiem z dość subtelnej analizy gramatycznej, którą nie wszyscy egzegeci podzielają. Można zapytać, czy starożytny słuchacz Pentateuchu odczytywałby ten tekst tak niechronologicznie – czy raczej przyjmował prostą, sekwencyjną lekturę stworzenia w ciągu sześciu następujących po sobie dni. Lennox przytacza co prawda autorytet Augustyna czy Klemensa[225] (wskazując, że już oni widzieli w dniach pewien porządek logiczny), niemniej należy pamiętać, że Augustynowa interpretacja zakładająca jednoczesne stworzenie wszystkiego (a dni jako strukturę literacką) należała do podejść alegoryzujących, a nie do dosłownej intencji autora tekstu. Innymi słowy, istnieje ryzyko, że zabieg Lennoxa – motywowany szczytnym celem pojednania Biblii z nauką – wprowadza do egzegezy pewien element obcy starożytnemu sposobowi myślenia. Sceptycy wobec takiego konkordystycznego podejścia argumentują, że „giętkie” interpretowanie elementów tekstu pod presją zgodności z nauką może prowadzić do nadmiernego oddalania się od pierwotnego sensu.[226] Wskazują, że zamiast zmieniać interpretację mitu, aby pasowała do współczesnego świata nauki, lepiej dostrzec odmienność gatunku literackiego i przesłania teologicznego starożytnego tekstu. Na takie niebezpieczeństwo zwraca uwagę m.in. Peter Enns, który porównuje elastyczność, z jaką teologowie różnych szkół traktowali opowieści stworzenia, do plastyczności samych mitów – sugerując, że tekst zapisany w Biblii utracił możliwość swobodnego przekształcania się, więc to interpretacja staje się miejscem zmian dostosowujących przekaz do nowej wiedzy.[227] Oczywiście, Lennox broni się przed zarzutem dowolności, odwołując się do pewnych zakorzenionych w tradycji sposobów czytania. Niemniej pozostaje pytanie, na ile jego lektura wynika z troski o wierne zrozumienie zamysłu autora natchnionego, a na ile z troski o ugodę z nauką.[228]

Po drugie, niektórzy bibliści wskazują, że interpretacja Lennoxa pomija pewne cechy literackie i kontekstowe opowiadań z Rdz 1–11, które mogą świadczyć o intencjonalnym użyciu symboliki lub konwencji mitologicznych. Weźmy np. scenę z Rdz 3: Lennox rozumie ją dosłownie jako opis kuszenia pierwszych ludzi przez osobowe zło (szatana) przemawiające przez węża – co teologicznie jest spójne z tradycją chrześcijańską. Jednak badacze literatury starożytnej zauważają, że obraz mówiącego węża i drzewa dającego nieśmiertelność lub wiedzę sytuują opowieść w nurcie pewnych uniwersalnych mitów o początkach, dzielonych przez kultury Bliskiego Wschodu.[229] W interpretacji stricte literalnej trudno wyjaśnić, jak wąż miałby mówić ludzkim językiem; podejście racjonalizujące (np. że wąż został opętany przez diabła) nie wynika bezpośrednio z tekstu – jest teologiczną nadinterpretacją późniejszych tradycji. Autor Rdz 3 nigdzie explicite nie identyfikuje węża z szatanem;[230] to odczytanie pojawia się dopiero w literaturze międzytestamentalnej i w Nowym Testamencie. Dlatego egzegeci tacy jak John Walton czy William Craig skłonni są uważać, że pewne elementy narracji (właśnie wąż, drzewa, obraz Boga przechadzającego się po ogrodzie) mają charakter figuratywny, nie zaś czysto dosłowny. Craig zauważa, że Rdz 2–3 przedstawia Boga w sposób silnie antropomorficzny (lepiącego człowieka z gliny, „chodzącego” po ogrodzie), co kontrastuje z transcendentnym ujęciem Boga w Rdz 1). Odczyt dosłowny wszystkich takich szczegółów prowadzi do napięcia interpretacyjnego – czy ten sam tekst może jednocześnie ukazywać Boga jako czysto duchowego Stwórcę i jako istotę poruszającą się przestrzennie? Lennox zapewne odparłby, że są to jedynie obrazy literackie użyte dla opisania realnych zdarzeń, co nie unieważnia faktu historycznego (np. realnego nieposłuszeństwa pierwszych ludzi). Jednak krytycy jego ujęcia wskazują na brak wyraźnych kryteriów, które elementy uznać za obrazowe, a które za dosłowne. Paradoksalnie więc, zarzucają oni Lennoxowi selektywny literalizm: tam, gdzie jest to wygodne dla pogodzenia się z nauką (jak długość dni stworzenia czy kolejność wydarzeń), dopuszcza interpretację niedosłowną; lecz tam, gdzie w grę wchodzi rdzeń doktryn (istnienie Adama i Ewy, fakt grzechu pierworodnego, potop), obstaje przy dosłowności. Taka niekonsekwencja może być postrzegana jako słabość argumentacji – jest ona otwarta na zarzut uznaniowości w traktowaniu tekstu.[231]

Po trzecie, trzeba zauważyć, że choć Lennox stara się godzić Biblię z nauką, to nie rozwiązuje wszystkich trudności. Przykładowo, kwestia pochodzenia człowieka pozostaje w jego ujęciu w pewnym zawieszeniu. Z jednej strony Lennox zdaje się akceptować starożytny wiek Ziemi i stopniowy rozwój życia (wskazuje chociażby na biblijną zachętę do nazywania zwierząt przez Adama jako zalążek badań przyrodniczych, co implikuje pewien porządek natury).[232] Z drugiej strony – w jego popularyzatorskich pracach apologetycznych brak jednoznacznej deklaracji, jak pogodzić ewolucję gatunku Homo sapiens z przekazem o „ulepieniu z prochu” pierwszego człowieka.[233] Lennox zatrzymuje się na stwierdzeniu, że Bóg stworzył pierwszych ludzi i że upadek jest faktem – ale czy dokonało się to poprzez akt szczególnej kreacji dwóch jednostek, czy poprzez wybranie pary spośród populacji w toku ewolucji, tego nie precyzuje. W efekcie jego czytelnicy mogą odnieść wrażenie, że pewne pytania zostają ominięte. Krytycy z przeciwstawnych obozów wskazują tu jak gdyby symetryczny deficyt: dla kreacjonistów młodej Ziemi Lennox idzie za daleko w ustępstwach (godząc się na długą historię Ziemi i być może na śmierć zwierząt przed grzechem człowieka), natomiast dla teologów przyjmujących w pełni ewolucyjne pochodzenie człowieka – nie dotrzymuje kroku nauce w kwestii genetycznej różnorodności pierwotnej populacji ludzkiej. Naukowe dane sugerują bowiem, że współczesna ludzkość nie pochodzi od dwóch wyłącznych przodków żyjących kilka tysięcy lat temu, lecz od populacji liczącej co najmniej kilkanaście tysięcy osobników, żyjącej setki tysięcy lat temu. Wobec tego apologia, która chce bronić dosłownego Adama i Ewy jako jedynych przodków wszystkich ludzi, musi zmierzyć się z owymi danymi – co czyni np. William Lane Craig, lokując Adama i Ewę znacznie wcześniej w historii ewolucyjnej, w czasach Homo heidelbergensis.[234] Lennox natomiast nie podejmuje wprost takich spekulacji – być może celowo, aby nie wejść na grząski grunt nauk szczegółowych. Jednak brak stanowiska w tej kwestii pozostawia pewną lukę w jego modelu. Można odnieść wrażenie, że Lennox skupia się głównie na weryfikowalnych punktach spornych (wiek Ziemi, zgodność ogólnej kolejności stwarzania z zapisami geologicznymi), natomiast trudniejsze problemy (jak poligenizm a doktryna grzechu pierworodnego) pozostawia niejako nierozwiązane, opierając się po prostu na założeniu, że skoro Biblia naucza powszechnego grzechu od Adama, to musi istnieć sposób pogodzenia tego z nauką. Choć jest to zrozumiałe podejście, bywa postrzegane jako unikanie najpoważniejszych pytań.[235]

Podsumowując, stanowisko Johna Lennoxa cechuje się intelektualną uczciwością i szacunkiem zarówno dla autorytetu Pisma Świętego, jak i dla rozumu oświeconego nauką. Jego interpretacja Rdz 1–11 posiada mocne strony w postaci przywrócenia tym rozdziałom należnej poważnej rangi historycznej i teologicznej – w przeciwieństwie do tendencji redukujących je do bajki lub wyłącznie metafory.[236] Dzięki temu Lennox zachowuje spójną strukturę historii zbawienia, której początki sięgają realnych wydarzeń z samego zarania dziejów. Równocześnie potrafi on, poprzez kreatywną egzegezę, usunąć pozorne sprzeczności między Biblią a ustaleniami nauk przyrodniczych (np. w kwestii wieku kosmosu). W służbie apologii jest to podejście skuteczne – pokazuje, że konflikt „wiary i nauki” nie jest nieuchronny, a wynika raczej z konfliktu między pewnymi interpretacjami Biblii a niektórymi hipotezami naukowymi.[237] Lennox stara się więc skorygować interpretację biblijną tak, by wykazać jej zgodność z faktami naukowymi, nie rezygnując przy tym z fundamentów ortodoksji. Z drugiej strony, krytycy wskazują, że owa zgodność jest czasem osiągana przez elastyczną lekturę tekstu – co rodzi pytania o granice takiej elastyczności.[238] Słabe strony interpretacji Lennoxa ujawniają ogólniejsze napięcie: jak równocześnie respektować kontekst starożytnego tekstu, jego zamysł literacki i sprostać oczekiwaniom nowoczesnej racjonalności. W następnej części pracy rozważone zostaną właśnie możliwości i ograniczenia apologetycznego podejścia do interpretacji Biblii na przykładzie sporów wokół Rdz 1–11.

5.2. Możliwości i ograniczenia podejścia apologetycznego

Analiza podejścia Johna Lennoxa wpisuje się w szerszy obraz strategii interpretacyjnych, które określamy jako apologetyczne. Ich celem jest obrona prawdziwości i wiarygodności Pisma Świętego w konfrontacji ze współczesną wiedzą oraz światopoglądami podważającymi tradycyjne rozumienie Biblii. W przypadku rozdziałów otwierających Księgę Rodzaju, wyzwania apologetyczne wynikają głównie z kolizji dosłownej lektury z ustaleniami nauk o wszechświecie i prehistorii człowieka. Nurt apologetyczny nie chce jednak poświęcać ani prawd wiary, ani faktów naukowych – szuka zatem sposobów integracji tych dwóch porządków.

Możliwości (zalety) podejścia apologetycznego ujawniają się zwłaszcza w dialogu z osobami wątpiącymi lub krytycznymi wobec Biblii. Po pierwsze, podejście to potrafi wykazać, że ortodoksyjna doktryna o stworzeniu i grzechu pierworodnym nie jest sprzeczna z rozumem, a wprost przeciwnie – oferuje spójne ramy pojęciowe dla zrozumienia świata i kondycji człowieka. Wielu myślicieli chrześcijańskich argumentowało, iż istnieje głęboka zgodność między biblijną wizją stworzenia a odkryciami naukowymi, jeśli tylko właściwie odczytamy obie księgi: Pisma i natury. William Lane Craig zauważa, że tradycyjny obraz Adama i Ewy jako prarodziców wszystkich ludzi da się w pewien sposób pogodzić z danymi ewolucyjnymi – potrzeba tylko namysłu filozoficzno-teologicznego oraz uwzględnienia najnowszych ustaleń naukowych. Jego praca In Quest of the Historical Adam stanowi przykład rzetelnego przeprawienia się przez ogromny materiał biblijny i naukowy, by pokazać, że chrześcijańska wiara w historycznego Adama nie wymaga odrzucenia ewolucji czy paleoantropologii, o ile rozumiemy specyfikę gatunku literackiego Rdz 1–11 i nie utożsamiamy go naiwnie ze współczesną kroniką historyczną. Takie przedsięwzięcia wzbogacają zarówno teologię (zmuszoną do głębszego przemyślenia swoich twierdzeń), jak i potrafią skorygować pewne roszczenia scjentyzmu. Jak stwierdził recenzent dzieła Craiga, autor ten pokazuje, iż „dialog między teologią a nauką jest możliwy, a nawet teologiczne pytania mogą zaostrzyć nasze rozumienie nauki”.[239]

Po drugie, podejście apologetyczne mobilizuje egzegetów do wnikliwego badania gatunku literackiego i kontekstu kulturowego tekstu biblijnego. Świadomość potencjalnego konfliktu z nauką zmusza do zadania pytania: co dokładnie autor natchniony chciał powiedzieć swoim pierwszym odbiorcom? Często okazuje się, że wiele sprzeczności jest pozornych, wynikających z anachronicznego narzucenia tekstowi pytań, jakich on sam nie stawiał. Na tym polu apologeta spotyka się z uczonym podejściem kontekstualnym – i nieraz dochodzi tu do twórczej syntezy. Przykładem może być praca Johna Waltona, który bada starożytne kosmologie Bliskiego Wschodu, aby lepiej zrozumieć orędzie Rodzaju. Walton, choć sam unika etykiety „apologety”, de facto umożliwia pogodzenie wiary z nauką poprzez wykazanie, że Biblia nie uczy tego, z czym nauka walczy. W The Lost World of Genesis One argumentuje, że opis sześciu dni dotyczy nadawania funkcji i ustanowienia porządku (wizja kosmosu jako świątyni dla Boga), a nie szczegółów materialnego powstawania ciał niebieskich czy gatunków biologicznych.[240] Jeśli ten odczyt jest słuszny, wtedy spór o „ewolucję kontra stworzenie” w dużej mierze chybia celu – Bóg przez Pismo nie objawił naukowej „receptury” stworzenia, tylko teologiczny sens stworzonego świata. Takie wnioski są niezwykle cenne apologetycznie: pokazują, że można pozostać wiernym tekstowi i jednocześnie zaakceptować ustalenia nauk przyrodniczych. Co więcej, Walton i jemu podobni dowodzą, iż mocne przywiązanie do autorytetu Biblii (aż po ideę jej pełnej natchnionej prawdziwości) nie wymaga interpretowania jej słów w oderwaniu od kontekstu historycznego. Prawdziwość Pisma należy rozumieć w odniesieniu do tego, co Pismo rzeczywiście stwierdza. Zadaniem egzegezy jest zatem odróżnienie intencji teologicznej od formy literackiej.

Po trzecie wreszcie, apologetyczne ujęcie Pisma Świętego pełni istotną rolę duszpasterską: pomaga osobom wierzącym, które zmagają się z pozorną sprzecznością między tym, czego nauczono je na katechezie (np. Bóg stworzył świat w ciągu 6 dni, Adam i Ewa to rodzice wszystkich ludzi żyjących 6 tysięcy lat temu), a tym, czego dowiadują się w szkole czy mediach (Wszechświat ma 13,8 mld lat, życie rozwijało się stopniowo przez miliony lat, człowiek i małpa mieli wspólnych przodków itd.). Bez podejścia apologetycznego wielu takich ludzi staje przed dramatycznym dylematem: zaakceptować naukę i odrzucić (lub zreinterpretować radykalnie) wiarę, albo odwrotnie – trzymać się dosłownie Biblii i podważać naukę. Obie te drogi rodzą napięcia: albo sumienia (czy nie zdradzam wiary?), albo intelektu (czy nie neguję oczywistości?). Apologeta stara się pokazać drogę pośrednią, dzięki której nie trzeba poświęcać ani rozumu, ani wiary.

Mówiąc o możliwościach apologetycznego podejścia, dostrzegamy, że ma ono też pewne ograniczenia i cienie. Pierwsze ograniczenie jest natury metodologicznej: istnieje niebezpieczeństwo, że w zapale „pogodzenia za wszelką cenę” apologeta przekroczy granicę wierności tekstowi. Innymi słowy, przesadne zapędy harmonizacyjne mogą skutkować naciąganiem znaczenia Biblii. Krytycy wskazują, że czasem łatwiej jest zmienić interpretację Pisma niż poddać w wątpliwość dominujące tezy naukowe – zwłaszcza gdy owe tezy uchodzą za niepodważalne. Wówczas rodzi się pokusa, by to tekst biblijny maksymalnie zreinterpretować w imię jego obrony. Jednak obrona posunięta za daleko staje się w praktyce kapitulacją: zmieniamy sens słów do tego stopnia, że już właściwie nie nauczają one tego, co pierwotnie zdawały się nauczać.

Przykładowo, Lennox – jak widzieliśmy – reinterpretuje „dzień” z Rdz 1 jako niekoniecznie 24-godzinną jednostkę w ciągu jednego tygodnia, lecz być może jako „dzień literacki” oddzielony od kolejnego epoką niewspomnianą w tekście. Zwolennicy literalnego kreacjonizmu młodej Ziemi oskarżają go o odejście od Pisma, gdyż ich zdaniem tekst jednoznacznie implikuje normalny tydzień. Kto ma rację? Podejście apologetyczne nie dostarcza jednoznacznego kryterium – operuje w pewnej strefie interpretacyjnej, gdzie dopuszcza się różne możliwości, byle osiągnąć wyższy cel zgodności z prawdą.

Kolejnym ograniczeniem podejścia apologetycznego jest jego złożoność i wymagania intelektualne. Przeciętny odbiorca Biblii może czuć się przytłoczony koniecznością uwzględnienia tylu czynników: języka hebrajskiego, realiów epoki brązu, gatunków literackich starożytnego Bliskiego Wschodu, a zarazem współczesnej kosmologii, biologii ewolucyjnej itd. Apologeta, chcąc być uczciwy, często wprowadza wiele zastrzeżeń i subtelności. Może to niestety osłabić siłę samego przekazu duchowego. Prosty czytelnik może zapytać: czy aby zrozumieć Biblię, muszę mieć doktorat z nauk ścisłych i z teologii?

Reasumując, podejście apologetyczne w interpretacji pierwszych rozdziałów Rodzaju ma niewątpliwe walory: chroni integralność orędzia biblijnego, stara się pokazać jego prawdziwość i racjonalność wobec wyzwań naukowych, pobudza twórczą refleksję egzegetyczną i służy wiernym zmagającym się z wątpliwościami. Równocześnie musi być stosowane rozważnie, by nie zatracić wierności tekstowi i nie przekroczyć granic zdrowej doktryny. Apologeta powinien więc odznaczać się podwójną wrażliwością: na Boży przekaz (by go nie przeinaczyć) oraz na ludzkie pytania (by ich nie zlekceważyć). Tylko wtedy jego praca przyniesie pożytek zarówno wierze, jak i rozumowi.

5.3. Propozycja własnej perspektywy interpretacyjnej i apologetycznej

Po przeanalizowaniu różnych stanowisk, od konserwatywnego ujęcia Johna Lennoxa, poprzez syntetyczne próby Williama L. Craiga i Alvina Plantingi, aż po bardziej liberalne podejścia Petera Ennsa czy Johna Waltona, autor niniejszej pracy pragnie przedstawić własną perspektywę interpretacyjną i apologetyczną wobec pierwszych jedenastu rozdziałów Księgi Rodzaju.[241] Perspektywa ta opowiada się za bardziej literalnym i historycznym odczytaniem tych rozdziałów, niż ma to miejsce u Lennoxa – choć zarazem stara się nie ignorować aspektów literackich i kontekstowych tekstu.

Należy zacząć od wypowiedzi samego Jezusa Chrystusa, które rzucają światło na rozumienie początków świata i człowieka. Jezus w swoich nauczaniach kilkukrotnie odwołuje się do wydarzeń z pierwszych rozdziałów Rodzaju, zawsze traktując je jako realne punkty odniesienia w historii zbawienia. W Ewangelii według Mateusza, odpowiadając na pytanie o nierozerwalność małżeństwa, Pan Jezus stwierdza: „Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i niewiastę?” (Mt 19,4).[242] Cytując Rdz 1,27 oraz 2,24, Chrystus jednoznacznie potwierdza istnienie pierwszej pary ludzkiej.

Drugim filarem własnej perspektywy interpretacyjnej jest spojrzenie na związek grzechu pierworodnego z misją zbawczą Chrystusa. Tradycyjna doktryna chrześcijańska stoi na stanowisku, że dzieło Odkupienia zakłada rzeczywistość Upadku.[243] Mówiąc inaczej: jeśli wszyscy ludzie potrzebują Zbawiciela, to dlatego, że wszyscy są obciążeni grzechem, który ma swe źródło u początków ludzkości. Święty Paweł ujmuje to w klasycznej paraleli:

„Przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech – śmierć… tak też przez posłuszeństwo Jednego [Chrystusa] wszyscy staną się sprawiedliwymi”

(Rz 5,12.19). Apostoł wyraża tutaj fundamentalną dla teologii zbieżność: Adam i Chrystus jako dwaj „adamowie”, dwaj początkodawcy – jeden przekazał ludzkości dziedzictwo grzechu, drugi przynosi usprawiedliwienie i życie. Ów paralelizm traci swój sens, jeśli Adam nie jest postacią historyczną. Paweł niewątpliwie myślał o Adamie jako o realnej jednostce,[244] przodku wszystkich ludzi. Egzegeci tacy jak James Dunn zwracają jednak uwagę, że Paweł zarazem używa w tym miejscu idei Adama jako typos ludzkości.

Warto zauważyć, że uznanie historyczności grzechu pierworodnego nie musi oznaczać prymitywnego rozumienia jego transmisji. Joseph Ratzinger proponuje ujęcie personalistyczno-komunijne: nikt z nas nie jest izolowaną monadą; rodzimy się we wspólnocie i wchodzimy od razu w zastaną sieć relacji, skażonych już grzechem.[245] Co istotne, według Ratzingera tylko Stwórca, który ponownie wychodzi naprzeciw upadłemu człowiekowi, może tę relację uzdrowić. Fuzja wymiaru boskiego i ludzkiego (por. analogia Wcielenia) nie zawsze poddaje się prostej syntezie z wiedzą świecką. Apologeta nieraz stąpa po cienkiej linii, by nie przekroczyć tego, co jest mu dostępne.

Reasumując, autor niniejszej pracy opowiada się za apologetyczną interpretacją opartą na historyczności Rdz 1–11. Uważa, że podejście to odpowiada intencjom biblijnym (potwierdzonym przez Nowy Testament), chroni integralność doktryny chrześcijańskiej oraz nadal może znaleźć wspólny język z nauką, o ile uznamy, że nie wszystkiego nauka jest w stanie dowieść lub zaprzeczyć.

ZAKOŃCZENIE

Rozważania przedstawione w pracy prowadzą do wniosku, że harmonijna synteza biblijnej teologii stworzenia z osiągnięciami współczesnej nauki jest możliwa pod warunkiem właściwego odczytania Księgi Rodzaju oraz korekty pewnych założeń światopoglądowych. Należy przede wszystkim uznać, że opis stworzenia w Biblii i naukowe dociekania na temat pochodzenia wszechświata oraz człowieka należą do odmiennych porządków. Jak zauważa John C. Lennox, już sam tekst biblijny zachęca człowieka do badania świata – Bóg poleca Adamowi nazwać zwierzęta (Rdz 2,19),[246] co stanowi pierwotny akt taksonomii, podstawowej działalności naukowej w uporządkowywaniu stworzenia. Biblia zatem nie tylko nie sprzeciwia się dociekaniom naukowym, ale je inspiruje, ukazując, że badanie świata stworzonego jest częścią powołania ludzkości do współpracy ze Stwórcą. Jak pisze Joseph Ratzinger, pytanie o pochodzenie świata i o jego Stwórcę jest nieusuwalne z ludzkiego myślenia – nawet jeśli ideologie pokroju marksizmu próbowały ogłosić je bezprzedmiotowym, to właśnie rozumność i uporządkowanie przyrody stanowią najmocniejszą wskazówkę istnienia Ducha-Stworzyciela, którego nie da się wykluczyć z obrazu rzeczywistości.[247]

Kluczowe jest zrozumienie literackiego gatunku opowieści o początku. John H. Walton podkreśla, że tekst Genesis należy odczytywać według starożytnych standardów[248] – nie wolno mylić jego zamysłu z pytaniami nowożytnej nauki. Opisy stworzenia nie pokrywają się z ustaleniami nauk przyrodniczych co do genezy świata i ludzkości, bo mają inny cel i charakter. Próba odczytywania ich jako relacji z wydarzeń historyczno-materialnych jest błędem gatunkowym. Wskazania Biblii dotyczą przede wszystkim sensu stworzenia i miejsca człowieka w planie Bożym, a nie szczegółów fizycznego przebiegu powstania wszechświata. Zamiast dosłownej kroniki dziejów natury, pierwsze rozdziały Rodzaju przekazują prawdy teologiczne – o Bogu jako świadomym Stwórcy wszystkiego, o szczególnej godności człowieka stworzonego na obraz Boży, czy o zależności stworzenia od Stwórcy.

Jednocześnie nie można ignorować świadectwa nauki o rozwoju życia. Pojawia się zatem pytanie: jak pogodzić naukowy obraz ewolucyjnego pochodzenia człowieka z biblijnym nauczaniem o Adamie i Ewie oraz grzechu pierworodnym? Współczesna debata ukazuje, że prawdziwym źródłem napięcia bywa wąska interpretacja Biblii, a nie same fakty naukowe. Alvin Plantinga wskazuje, że konflikt między wiarą a nauką jest pozorny i powierzchowny, natomiast znacznie głębszy konflikt istnieje między nauką a światopoglądem naturalistycznym.[249] Innymi słowy, nauka uprawiana w ramach teistycznej wizji świata jest zasadniczo zgodna z wiarą w Stwórcę (istnieje między nimi „głębokie współbrzmienie”), podczas gdy to filozoficzny naturalizm – odrzucający z góry istnienie Boga – wchodzi w kolizję z założeniami racjonalności nauki. Podobnie C.S. Lewis zwraca uwagę, że w każdym człowieku istnieje prawo moralne, którego nie da się sprowadzić do instynktu czy uwarunkowań społecznych – odczuwamy wewnętrzny obowiązek czynienia dobra, choć nie my sami to prawo ustanowiliśmy.[250] Ten uniwersalny głos sumienia domaga się uzasadnienia w istnieniu realnego ładu moralnego zakorzenionego w Bogu. Bez Boga pojęcia dobra i zła tracą ostatecznie sens, a człowiek pozbawiony odniesienia do Absolutu gubi orientację etyczną. Henri de Lubac w Dramacie humanizmu ateistycznego pokazuje, że projekty zbudowania humanizmu bez Boga w rezultacie obracają się przeciw samemu człowiekowi. Człowiek odcięty od Boga duchowo ginie, pogrąża się w nicości – ostatecznie traci to, co czyni go naprawdę człowiekiem.[251] Nowożytny ateizm, choć miał wyzwolić człowieka, doprowadził do kryzysu sensu i moralności, czego świadectwem były tragiczne wydarzenia XX wieku. Chrześcijaństwo natomiast niesie przesłanie, że pełnię swojego człowieczeństwa i godności osoba ludzka odnajduje w relacji ze Stwórcą.

Analiza tradycji biblijnej wskazuje, że również autorzy natchnieni koncentrowali się bardziej na prawdach duchowych niż na dosłownej historii. Jak zauważa James D.G. Dunn, św. Paweł w swoich listach posłużył się postacią Adama, aby ukazać uniwersalność grzechu i zbawienia,[252] przeciwstawiając „pierwszego człowieka” – który przez nieposłuszeństwo sprowadził śmierć – „drugiemu Człowiekowi”, Chrystusowi, którego posłuszeństwo przyniosło życie dla wszystkich (por. Rz 5,12-19). Siła teologii Pawłowej nie zależy od tego, czy Adam zostanie odczytany jako postać historyczna w dzisiejszym rozumieniu – Apostoł ujął prawdę o grzechu pierworodnym w kategoriach swojej epoki, nie formułując dogmatu o genealogii rodzaju ludzkiego. W rzeczywistości, jak zauważa wielu biblistów, tekst Rdz 1–3 ma cechy starożytnego mitu o początkach, przekazującego prawdy wiary językiem symboli i obrazów. Nie umniejsza to bynajmniej znaczenia Pawłowego nauczania – przeciwnie, pozwala uchwycić jego istotę: wszyscy ludzie potrzebują zbawienia w Chrystusie, ponieważ wszyscy rodzą się w stanie grzechu i śmierci, co zostało obrazowo ujęte poprzez odwołanie do Adama jako prarodzica ludzkości. Można zgodzić się z teologami, że Paweł świadomie wpisał Ewangelię Chrystusa w ramy „historii” Adama, aby pokazać jej powszechny zasięg, nie rozstrzygając kwestii historyczności pradziejów – było to dla niego mniej klarowne zagadnienie.

Wielu współczesnych biblistów i teologów podejmuje próbę pozytywnego rozwiązania napięcia między tradycyjną doktryną a danymi nauk o ewolucji. Peter Enns proponuje, by nie traktować Pawłowego spojrzenia na Adama jako niezmiennego, „doktrynalnie wiążącego” wzorca dla biologii, lecz zrozumieć je w kontekście starożytnej interpretacji Pisma.[253] Jego zdaniem fałszywa alternatywa „Biblia albo ewolucja” rodzi się z przekonania, że Pismo Święte musi dostarczać naukowo precyzyjnej informacji o początkach. Tymczasem, jeśli uznamy, że Bóg objawiał prawdy duchowe poprzez autorów zakorzenionych w swojej epoce, to możemy przyjąć zarówno naukę o ewolucyjnym rozwoju człowieka, jak i biblijną prawdę teologiczną, że to Bóg jest ostatecznie Stwórcą człowieka i że ludzkość przez grzech oddaliła się od Boga. W takim ujęciu Adam jest figurą reprezentującą całą ludzkość – prawda o grzechu pierworodnym nie zależy od istnienia jednej pary ludzkiej, lecz od rzeczywistości uniwersalnego skażenia grzechem, której wszyscy doświadczamy. Z kolei William Lane Craig, stojąc na straży historyczności Adama, sugeruje model, w którym Adam i Ewa byli realnymi postaciami osadzonymi w odległej prehistorii, wspólnymi przodkami całej ludzkości, żyjącymi wiele setek tysięcy lat temu.[254] Craig wnikliwie analizuje zarówno dane biblijne, jak i paleoantropologiczne – proponuje czytać Rdz 1–11 jako tzw. „mito-historyczny” zapis: tekst natchniony przekazuje głębokie prawdy teologiczne w formie opowieści, która jednak zahacza o wydarzenia realne (np. istnieje genealogia łącząca Adama z późniejszymi postaciami historycznymi). W świetle współczesnej nauki mógłby to być okres paleolitu, kiedy pojawił się Homo heidelbergensis – gatunek homininów będący ostatnim wspólnym przodkiem Homo sapiens i neandertalczyków. Craig argumentuje, że umieszczenie Adama właśnie w takim kontekście jest uzgodnione z danymi genetyki populacyjnej i paleoantropologii, a zarazem pozwala zachować teologiczne rdzenie doktryny: przekonanie, że ludzkość ma jeden początek i że grzech wszedł na świat poprzez wybór pierwszych ludzi.[255] Tego rodzaju koncepcje pokazują, iż dialog między teologią a naukami o człowieku może być twórczy – tradycyjne prawdy wiary znajdują nowe interpretacje, które nie stoją w sprzeczności z odkryciami naukowymi.

Ostatecznie więc problem relacji między wiarą a nauką w kwestii stworzenia i początków sprowadza się do przezwyciężenia błędnych dychotomii. N.T. Wright wskazuje, że nowożytne myślenie często wpadło w pułapkę przeciwstawienia „naturalnego” i „nadnaturalnego” – jakoby uznanie działania Boga wykluczało wyjaśnienia historyczne czy przyrodnicze, i vice versa.[256] Ten podział korzeniami sięga filozofii epikurejskiej, która przeniknęła oświeceniową wizję świata jako zamkniętego systemu natury pozbawionego ingerencji Boga. Jednak chrześcijaństwo od początku głosiło, że Bóg działa w historii (szczytowo w wydarzeniu Zmartwychwstania), a zarazem podtrzymuje stworzony świat w jego naturalnych procesach.[257] Rozróżnienie porządków wyjaśnień nie oznacza ich sprzeczności – jak uczy klasyczna tradycja, Bóg jest pierwszą przyczyną wszystkiego, co istnieje, a przy tym posługuje się przyczynami wtórnymi. Dlatego należy odrzucić fałszywą alternatywę: albo czysto naturalistyczne ujęcie rzeczywistości, albo religijny „supernaturalizm” negujący ustalenia rozumu. W istocie, prawdziwy konflikt nie leży między nauką a wiarą chrześcijańską, lecz między redukcjonistycznym naturalizmem a wizją teistyczną.[258] Nauka, uprawiana rzetelnie, nie podważa istnienia Boga – przeciwnie, prowadzi do pytań, na które odpowiedzi wykraczają poza jej metody (jak pytanie o sens i celowość istnienia świata). Wiara zaś, jeśli jest dojrzała, nie boi się nauki – poszukuje zrozumienia (fides quaerens intellectum) i gotowa jest korygować ludzkie interpretacje Pisma, by lepiej pojąć zamysł Boga.

Podsumowując, chrześcijańska teologia stworzenia zachowuje swoją prawdziwość i głębię również w epoce naukowej, o ile czytamy Biblię w kontekście, w jakim została napisana, i rozumiemy właściwą jej prawdę zbawczą. Dzięki temu możemy wyzbyć się nieuzasadnionego lęku, że odkrycia kosmologii czy biologii zagrożą wierze. Bóg pozostaje Stwórcą nieba i ziemi, a nauka może jedynie podziwiać logikę i porządek Jego dzieł. Upadek pierwszych ludzi – jakkolwiek go interpretujemy historycznie – wciąż tłumaczy duchową kondycję człowieka: skłonność do zła i oddzielenie od Boga. Odkupienie w Jezusie Chrystusie jawi się w tej perspektywie jako odpowiedź Boga na stan ludzkości – odpowiedź zakorzeniona w historii (Wcielenie, śmierć i Zmartwychwstanie wydarzyły się w konkretnym czasie i miejscu), a zarazem przekraczająca historię i przywracająca całemu stworzeniu utracony ład. Jak pisze Henri de Lubac, pełnię zrozumienia człowieka znajdujemy tylko w świetle Chrystusa – “człowieka nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa”,[259] powtórzy za de Lubakiem Sobór Watykański II. Chrześcijańska wizja stworzenia i odkupienia oferuje więc spójną metanarrację, w której początek i koniec – stworzenie i nowe stworzenie – spojone są sensem nadanym przez Boga. Teologia i nauka, każda na swój sposób, mogą wspólnie przyczyniać się do zgłębiania tej wielkiej Tajemnicy stworzenia, które wciąż “jęczy i wzdycha w bólach rodzenia” (Rz 8,22) oczekując pełni odkupienia. W zjednoczonym wysiłku rozumu oświeconego wiarą i wiary szukającej zrozumienia odnajdujemy dzisiaj drogę do bardziej dojrzałego pojmowania zarówno świata stworzonego, jak i Objawienia, które nadaje temu światu ostateczny sens.

BIBLIOGRAFIA

Biblia Tysiąclecia. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Wyd. V. Poznań : Pallottinum 2003

Katechizm Kościoła Katolickiego. Poznań : Pallottinum 2002.

Jan Paweł II. Przemówienie do Papieskiej Akademii Nauk, 22 X 1996.

Papieska Komisja Biblijna. „Czym jest człowiek?” (Ps 8,5). Zarys antropologii biblijnej. Kielce : Jedność 2020 (oryg. LEV 2019).

Pius XII. Humani generis. Encyklika. Watykan 1950.

4 Ezdrasza 3–14 w: Stone M. (red.), Jewish Writings of the Second Temple Period. Philadelphia : Fortress 1984, s. 237–255.

2 Baruch 1–87 w: Stone M. (red.), Jewish Writings of the Second Temple Period. Philadelphia : Fortress 1984, s. 361–395.

Craig W. L. In Quest of the Historical Adam: A Biblical and Scientific Exploration. Grand Rapids : Eerdmans 2021.

de Lubac H. Dramat humanizmu ateistycznego. Tłum. T. Michoń. Warszawa : Pax 1969.

Dunn J. D. G. The Theology of Paul the Apostle. Grand Rapids : Eerdmans 1998.

Eliade M. Aspects du mythe. Paris : Gallimard 1963.

Enns P. The Evolution of Adam: What the Bible Does and Doesn’t Say about Human Origins. Grand Rapids : Brazos 2012.

Kreeft P.; Tacelli R. K. Handbook of Christian Apologetics. Downers Grove : InterVarsity Press 2003.

Lennox J. C. Can Science Explain Everything? Oxford: The Good Book Company, 2019.

Lennox J. C. Cosmic Chemistry: Do God and Science Mix? Oxford : Lion 2021.

Lennox J. C. Gunning for God: Why the New Atheists Are Missing the Target. Oxford : Lion 2011.

Lennox J. C. God’s Undertaker: Has Science Buried God? Oxford : Lion 2007 — wyd. pol. Czy nauka pogrzebała Boga? Kraków : WAM 2009.

Lennox J. C. Seven Days That Divide the World. Grand Rapids : Zondervan 2011 — wyd. pol. Siedem dni, które dzielą świat. Kraków : Esprit 2015.

Lewis C. S. The Problem of Pain. London : Geoffrey Bles 1940.

Plantinga A. God and Other Minds. Ithaca : Cornell University Press 1967.

Plantinga A. Where the Conflict Really Lies: Science, Religion, and Naturalism. Oxford : Oxford University Press 2011.

Plantinga A. A Christian Life Partly Lived, The Reformed Journal, 38/9, 1988.

Ratzinger J. Wprowadzenie w chrześcijaństwo. Poznań : W Drodze 2006.

Ratzinger J. Na początku Bóg stworzył…. Kraków : Salwator 2006.

Walton J. H. The Lost World of Genesis One: Ancient Cosmology and the Origins Debate. Downers Grove : IVP Academic 2009.

Wright N. T. History and Eschatology: Jesus and the Promise of Natural Theology. London : SPCK 2019.

ABSTRACT (EN)

The thesis investigates the historicity of Genesis 1–11 and its relevance for the current dialogue between Christian theology and the natural sciences. Chapter I introduces the aims and methods of Christian apologetics and maps four major positions on Genesis: young-Earth literalism, Craig’s mytho-historical model, theological-symbolic readings, and secular scepticism.

Chapter II sketches the intellectual profile of John C. Lennox—Oxford mathematician and apologist—together with his hermeneutical principle of the “two books”. Lennox defends a framework or “intermittent-day” reading that preserves a factual core to Eden while avoiding a naïve conflict with cosmology or evolutionary biology.

Chapter III analyses the debate on the historical Adam. Lennox’s stance is compared with William Lane Craig’s mytho-historical proposal, the personalist-communal approach of Alvin Plantinga, Joseph Ratzinger and James D. G. Dunn, and the critical voices of Peter Enns and John Walton, who regard Adam as an archetypal figure. Henri de Lubac’s reflections reveal the anthropological risks of rejecting a supernatural vision of the human person.

Chapter IV explores systematic-theological implications: the doctrine of creation, theological anthropology (imago Dei), soteriology (Christ as the New Adam) and the problem of evil. The study shows that radical demythologisation threatens the coherence of original-sin theology, yet a controlled pluralism of detail remains possible.

Chapter V offers the author’s critical assessment of Lennox’s model and outlines a moderate apologetic perspective: Genesis 1–11 is viewed as inspired proto-history that conveys foundational truths—creation, primal communion, fall—through ancient Near-Eastern imagery while retaining a real historical anchorage in an early human pair endowed with intellect and freedom.

The thesis concludes that a fruitful synthesis of faith and science requires distinguishing theological message from literary form without collapsing biblical salvation-history into fiction. Ultimately, Christ the New Adam provides the hermeneutical key that welds protology and eschatology into a coherent meta-narrative of creation, fall and redemption.

Keywords: historicity, Genesis, apologetics, theology, science, Adam, original sin, creation, dialogue, imago Dei

Tytuł pracy w językach kongresowych

Język

Tytuł

angielski

The Historicity of Genesis 1–11 in the Theology–Science Dialogue: From John Lennox to William Lane Craig

niemiecki

Die Historizität von Gen 1–11 im Dialog zwischen Theologie und Wissenschaft: Von John Lennox zu William Lane Craig

francuski

L’historicité de Gn 1–11 dans le dialogue théologie–science : de John Lennox à William Lane Craig

hiszpański

La historicidad de Gén 1–11 en el diálogo teología-ciencia: de John Lennox a William Lane Craig

rosyjski

Историчность Быт 1–11 в диалоге богословия и науки: от Джона Леннокса к Уильяму Лейну Крейгу

włoski

La storicità di Gen 1–11 nel dialogo teologia-scienza: da John Lennox a William Lane Craig

Przypisy

  1. [1]

    Por. P. Kreeft, Handbook of Christian Apologetics (Downers Grove: IVP, 1994), s. 47.

  2. [2]

    John C. Lennox, Seven Days That Divide the World: The Beginning According to Genesis and Science, 10th Anniv. ed. (Grand Rapids: Zondervan Reflective, 2021), loc. 115.

  3. [3]

    Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 390 (Pallottinum: Poznań 2002).

  4. [4]

    Alvin Plantinga, God, Freedom, and Evil (Grand Rapids: Eerdmans, 1977), ss. 54–55.

  5. [5]

    Joseph Ratzinger, Na początku stworzył Bóg. O stworzeniu i grzechu (Poznań: Wydawnictwo W drodze, 1999), s. 18.

  6. [6]

    Alvin Plantinga, cyt. za: John C. Lennox, Seven Days, loc. 1616. Plantinga wskazuje, że istnieje powierzchowny konflikt, ale głęboka zgodność między nauką a teizmem — i głęboki konflikt między nauką a naturalizmem.

  7. [7]

    Peter Kreeft & Ronald K. Tacelli, Handbook of Christian Apologetics (Downers Grove: InterVarsity Press, 2003), s. 8.

  8. [8]

    Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 129. Por. św. Augustyn.

  9. [9]

    Tamże, nr 390.

  10. [10]

    Ireneusz z Lyonu, Adversus haereses, III, 25, 5; cyt. za: Historia dogmatów, t. 2: Człowiek i jego zbawienie, red. Bernard Sesboüé SJ (Kraków: Wydawnictwo M, 2001), s. 40.

  11. [11]

    Św. Tomasz z Akwinu, Summa Theologiae, I, q. 93–95; por. Historia dogmatów, t. 2: Człowiek i jego zbawienie, red. B. Sesboüé SJ (Kraków: Wydawnictwo M, 2001), ss. 117, 190.

  12. [12]

    Sobór Watykański II, konstytucja dogmatyczna Dei Verbum (1965), nr 12.

  13. [13]

    Joseph Ratzinger, Na początku stworzył Bóg (Poznań: W drodze, 1999), s. 16.

  14. [14]

    Tamże, s. 17.

  15. [15]

    Tamże, s. 18.

  16. [16]

    Peter Kreeft & Ronald K. Tacelli, Handbook of Christian Apologetics (Downers Grove: InterVarsity Press, 2003), s. 47.

  17. [17]

    Tamże, s. 48.

  18. [18]

    Lennox, Seven Days, loc. 832, 846.

  19. [19]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam: A Biblical and Scientific Exploration (Grand Rapids: Eerdmans, 2021), Kindle ed., loc. 4395-4470.

  20. [20]

    Tamże, locs 2111–2141; 2276–2291; 3202–3231.

  21. [21]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam: A Biblical and Scientific Exploration (Grand Rapids: Eerdmans, 2021), Kindle ed., locs 7433–7445; 7468–7478.

  22. [22]

    Tamże, locs 3459–3491; Joseph Ratzinger, In the Beginning… (Grand Rapids: Eerdmans, 1995), ss. 5–7.

  23. [23]

    Tamże, locs 594–608.

  24. [24]

    Pius XII, Humani generis. Encyclical Letter on Some False Opinions Threatening to Undermine the Foundations of Catholic Doctrine, 12 VIII 1950, § 36, dostęp 18 V 2025.

  25. [25]

    Joseph Ratzinger, In the Beginning… A Catholic Understanding of the Story of Creation and the Fall (Grand Rapids: Eerdmans, 1995), Kindle ed., loc. ≈ 1625–1635.

  26. [26]

    Andrew A. Snelling, Earth’s Catastrophic Past: Geology, Creation & the Flood, vol. 1 (Dallas: Institute for Creation Research, 2009), ss. 23–59; John R. Baumgardner, ‘Explaining the Continental Fossil-Bearing Sediment Record in Terms of the Genesis Flood’, in Proceedings of the Seventh International Conference on Creationism (Pittsburgh 2013), ss. 2–3, 16–17; Steven A. Austin (red.), Grand Canyon: Monument to Catastrophe (El Cajon: ICR, 1994), ss. 11–34.

  27. [27]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam: A Biblical and Scientific Exploration (Grand Rapids: Eerdmans, 2021), Kindle ed., locs 386–402; 4439–4469; 5310–5325; 7416–7445.

  28. [28]

    Peter Enns, The Evolution of Adam: What the Bible Does and Doesn’t Say about Human Origins (Grand Rapids: Brazos Press, 2012), loc. 2815–2829.

  29. [29]

    John C. Lennox, Seven Days, loc. 846–851.

  30. [30]

    Joseph Ratzinger, Na początku Bóg stworzył… Homilie o stworzeniu i grzechu (Kraków: Znak / Salwator, 2006), ss. 18-19, 50-52; Katechizm Kościoła Katolickiego (Poznań: Pallottinum, 1994), nr 379-384.

  31. [31]

    Peter Kreeft – Ronald K. Tacelli, Handbook of Christian Apologetics (Downers Grove, IL: InterVarsity Press, 2003), s. 60; ss. 79–80.

  32. [32]

    Por. Peter Enns, The Evolution of Adam: What the Bible Does and Doesn’t Say about Human Origins (Grand Rapids: Brazos Press, 2012), Kindle ed., loc. 387–401; Daniel C. Harlow, „After Adam: Reading Genesis in an Age of Evolutionary Science”, Perspectives on Science and Christian Faith 62/3 (2010), ss. 182–183, cyt. wg William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam (Grand Rapids: Eerdmans, 2021), Kindle ed., loc. 2435.

  33. [33]

    J.C. Lennox, Cosmic Chemistry (Lion, 2021), loc. 303-344; P. Enns – J.H. Walton, How (Not) to Read the Bible (IVP, 2021), loc. 145-159; Sam Harris, ‘The Case Against Faith’, Newsweek 148/20 (13 November 2006), s. 42.

  34. [34]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam: A Biblical and Scientific Exploration (Grand Rapids: Eerdmans, 2021), Kindle ed., loc. 945-962; N. T. Wright, History and Eschatology: Jesus and the Promise of Natural Theology (London: SPCK, 2019), Kindle ed., loc. 6278-6293.

  35. [35]

    C. S. Lewis, „Pogrzeb wielkiego mitu”, w: J. C. Lennox (oprac.), Czy nauka pogrzebała Boga?, Warszawa: Wydawnictwo W Drodze 2021, ss. 206-207 – Lewis wyjaśnia, że chrześcijaństwo urzeczywistnia archetypiczne intuicje obecne w mitach, gdyż w Chrystusie «mit» przybrał postać historycznego faktu.

  36. [36]

    Peter Kreeft, Handbook of Christian Apologetics (Downers Grove, IL: InterVarsity Press, 1994), ss. 48–49.

  37. [37]

    John C. Lennox, Seven Days, loc. 738–749; 790–803; 832–846. – Autor pokazuje, że (a) domniemany konflikt Biblii z nauką powstaje zwykle z pomieszania języka teologii i nauki (loc. 738–749); (b) odpowiednie rozróżnienie tych języków usuwa kolizję (loc. 790–803); (c) opis sześciu „dni” należy rozumieć jako strukturę literacko-teologiczną, a nie kosmologiczny harmonogram (loc. 832–846).

  38. [38]

    Tamże, loc. 842–857, 949–955, 568–571; John C. Lennox, Cosmic Chemistry: Do God and Science Mix? (Oxford: Lion, 2021), loc. 2091–2107, 317–330.

  39. [39]

    Joseph Ratzinger, Na początku Bóg stworzył… Cztery kazania o stworzeniu i upadku, tłum. J. Merecki SDS (Kraków: Salwator, 2006), II kazanie, s. 24–25; John C. Lennox, Czy nauka pogrzebała Boga? (Warszawa: Wydawnictwo W drodze, 2020), s. 82; N. T. Wright, History and Eschatology: Jesus and the Promise of Natural Theology (London: SPCK, 2019), Kindle ed., locs 6278–6293.

  40. [40]

    Alvin Plantinga, Where the Conflict Really Lies: Science, Religion, and Naturalism (Oxford: Oxford University Press, 2011), s. ix.

  41. [41]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam: A Biblical and Scientific Exploration (Grand Rapids: Eerdmans, 2021), loc. 7942-7955, 8184-8200; Papieska Komisja Biblijna, Czym jest człowiek? (Kraków: Wyd. Św. Stanisława, 2019), ss. 219-220; P. Enns – J. H. Walton, How (Not) to Read the Bible (IVP, 2021), loc. 2591-2605; por. Katechizm Kościoła Katolickiego 390.

  42. [42]

    Pius XII, Humani generis (1950) § 36–37, s. 210; Jan Paweł II, „Przesłanie do Papieskiej Akademii Nauk (22 X 1996)”, cyt. w: John C. Lennox, Cosmic Chemistry: Do God and Science Mix? (Lion, 2021), Kindle ed., Loc 2521.

  43. [43]

    P. Enns – J. H. Walton, The Lost World of Adam and Eve. Genesis 2-3 and the Human Origins Debate, Downers Grove: IVP Academic 2015, loc. 78-90 – autorzy stwierdzają, że „chrześcijaństwo musiało pogodzić się z faktem, iż istnieje szereg alternatywnych sposobów interpretacji początkowych rozdziałów Księgi Rodzaju, przy równoczesnym afirmowaniu zarówno objawienia szczególnego, jak i ogólnego, które nauka pomaga nam zrozumieć”; por. W. L. Craig, In Quest of the Historical Adam. A Biblical and Scientific Exploration, Grand Rapids: Eerdmans 2021, loc. 490 – gdzie podkreśla się, że integracja ustaleń nauk przyrodniczych z teologią biblijną „stanowi zasadnicze i nieodzowne zadanie teologa systematycznego”.

  44. [44]

    Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 159; por. Pius XII, enc. Humani generis (1950), § 36; Jan Paweł II, przemówienie do Papieskiej Akademii Nauk, 22 X 1996.

  45. [45]

    John C. Lennox, Seven Days, loc. 808–815.

  46. [46]

    Tamże, loc. 1012–1019.

  47. [47]

    John C. Lennox, Cosmic Chemistry: Do God and Science Mix? (Oxford: Lion 2021), Kindle loc. 43-49.

  48. [48]

    https://www.johnlennox.org/about, dostęp 2 IV 2025.

  49. [49]

    John C. Lennox, „John Lennox Remembers C. S. Lewis”, wywiad wideo, YouTube (7 VII 2013).

  50. [50]

    John C. Lennox, Can Science Explain Everything? (Oxford: The Good Book Company, 2019), ss. 15–18.

  51. [51]

    Tamże, s. 18.

  52. [52]

    Tamże, ss. 15–16.

  53. [53]

    https://www.johnlennox.org/about, dostęp 2 IV 2025.

  54. [54]

    Por. John Carson Lennox – Wikipedia: Career – podczas pracy naukowej w Europie Wschodniej Lennox wielokrotnie podróżował do krajów bloku komunistycznego (m.in. ZSRR) i był świadkiem upadku Muru Berlińskiego w 1989 r., w którego fizycznym demontażu osobiście uczestniczył.

  55. [55]

    https://www.johnlennox.org/about, dostęp 2 IV 2025. – edukacja w Royal School Armagh i Emmanuel College Cambridge (MA, MMath, PhD), kariera naukowa w Cardiff (D.Sc.), Oxford (D.Phil., MA z bioetyki), stypendium Humboldta (Würzburg, Freiburg), ponad 70 publikacji matematycznych, liczne wykłady na całym świecie.

  56. [56]

    John C. Lennox, Can Science Explain Everything? (Oxford: The Good Book Company, 2019), Kindle ed., loc. 2090-2095; John C. Lennox, Czy nauka pogrzebała Boga? (Poznań: W Drodze, 2009), ss. 277-288.

  57. [57]

    John C. Lennox, Seven Days, loc. 82-90.

  58. [58]

    J. C. Lennox, Cosmic Chemistry. Do God and Science Mix?, Oxford 2021, loc 92.

  59. [59]

    John C. Lennox, Seven Days, loc. 705–719.

  60. [60]

    Tamże, loc. 730–755.

  61. [61]

    Tamże, loc. 760–778.

  62. [62]

    Tamże, loc. 820–838.

  63. [63]

    John C. Lennox, Seven Days, loc. 855–870.

  64. [64]

    Tamże, loc. 933-951; 750-755.

  65. [65]

    Tamże, loc. 779-789; 765-773.

  66. [66]

    John C. Lennox, Seven Days, loc. 875-889.

  67. [67]

    Tamże, loc. 1731-1835.

  68. [68]

    John C. Lennox, Can Science Explain Everything? (Oxford: The Good Books Company, 2019), ss. 32–34.

  69. [69]

    John C. Lennox, God’s Undertaker: Has Science Buried God? (Oxford: Lion, 2009), ss. 187–190.

  70. [70]

    John C. Lennox, Cosmic Chemistry. Do God and Science Mix?, Oxford 2021, loc. 6290–6297.

  71. [71]

    John C. Lennox, Cosmic Chemistry. Do God and Science Mix?, Oxford 2021, loc. 3456–3459.

  72. [72]

    Papieska Komisja Biblijna, „Czym jest człowiek? (Ps 8,5). Zarys antropologii biblijnej” (Watykan 2019), §§ 11-14; Mircea Eliade, Aspekty mitu, przeł. P. Mrówczyński (Warszawa: KR 1998), ss. 15-17.

  73. [73]

    Katechizm Kościoła Katolickiego (Poznań: Pallottinum 1994) §§ 388-409.

  74. [74]

    Mircea Eliade, Aspects du mythe, ss. 5-6.

  75. [75]

    B. Sesboüé, Historia dogmatów. Człowiek i jego zbawienie (Poznań: Pallottinum 1994), ss. 431-432.

  76. [76]

    Alvin Plantinga, „A Christian Life Partly Lived”, The Reformed Journal 38/9 (1988), 28; Alister E. McGrath, Mere Apologetics (Grand Rapids: Baker 2012), ss. 9–11; William Lane Craig, Reasonable Faith (3 ed., Wheaton: Crossway 2008), s. 15.

  77. [77]

    Alvin Plantinga, God and Other Minds (Ithaca: Cornell UP 1967), ss. 136–139.

  78. [78]

    Alvin Plantinga, Where the Conflict Really Lies: Science, Religion, and Naturalism (Oxford: OUP 2011), ss. ix–xi.

  79. [79]

    John C. Lennox, Can Science Explain Everything? (Oxford: The Good Book Company, 2019), ss. 21–24.

  80. [80]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam (Grand Rapids: Eerdmans 2021), Kindle loc. 2435 (cytuje Plantingę); John C. Lennox, Seven Days, loc. 738–749.

  81. [81]

    Alister E. McGrath, Przewodnik apologetyczny (Warszawa: Vocatio, 2012), s. 88.

  82. [82]

    Alister McGrath, Bóg nie jest urojeniem. Złudzenie Dawkinsa (Kraków: WAM, 2007), ss. 5–9.

  83. [83]

    Alister E. McGrath, The Big Question: Why We Can’t Stop Talking About Science, Faith and God (London: John Murray, 2015), ss. 102–110.

  84. [84]

    William L. Craig, In Quest of the Historical Adam: A Biblical and Scientific Exploration (Grand Rapids: Eerdmans, 2021), ss. xiii–xiv.

  85. [85]

    Tamże, ss. 14–15.

  86. [86]

    J. C. Lennox, Cosmic Chemistry. Do God and Science Mix?, Oxford 2021, loc. 145.

  87. [87]

    Tamże, loc. 637–651; Tamże, loc. 131.

  88. [88]

    John C. Lennox, Can Science Explain Everything? (Oxford: The Good Book Company, 2019), ss. 13–14.

  89. [89]

    Tamże, loc. 705–719.

  90. [90]

    Alister E. McGrath, Mere Apologetics (Grand Rapids: Baker 2012), ss. 9–11.

  91. [91]

    Alvin Plantinga, A Christian Life Partly Lived, The Reformed Journal 38/9 (1988), s. 28.

  92. [92]

    William Lane Craig, Reasonable Faith (3 ed., Wheaton: Crossway 2008), s. 15.

  93. [93]

    NASA, „Cosmic Chronology”, 2023 (on-line); Svante Pääbo, Neanderthal Man (New York: Basic Books 2014), ss. 6–8.

  94. [94]

    Papieska Komisja Biblijna, Czym jest człowiek? (Watykan 2019), §§ 11–14.

  95. [95]

    Ken Ham, The Lie: Evolution (Green Forest: Master Books 2012), ss. 16–18.

  96. [96]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam (Grand Rapids: Eerdmans 2021), Kindle loc. 986–1005.

  97. [97]

    John H. Walton, The Lost World of Genesis One (Downers Grove: IVP 2009), ss. 21–25; Enuma Elish, tab. I, w: A. K. Sanders (red.), Ancient Near Eastern Texts (Princeton: Princeton UP 1969), ss. 60–61.

  98. [98]

    Katechizm Kościoła Katolickiego, § 404.

  99. [99]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam (Eerdmans 2021), ss. 26-29.

  100. [100]

    James D. G. Dunn, The Theology of Paul the Apostle (Eerdmans 1998), ss. 90-95.

  101. [101]

    Joseph Ratzinger, Na początku Bóg stworzył… (WAM 2006), ss. 71-74.

  102. [102]

    John C. Lennox, Can Science Explain Everything? (Oxford: The Good Book Company, 2019), s. 14.

  103. [103]

    John C. Lennox, Seven Days That Divide the World (Zondervan 2011), ss. 53-55.

  104. [104]

    John C. Lennox, Czy nauka pogrzebała Boga? (W drodze 2012), ss. 34-36.

  105. [105]

    John C. Lennox, Czy nauka pogrzebała Boga? (Kraków: W drodze, 2012), ss. 94–95.

  106. [106]

    John C. Lennox, God’s Undertaker: Has Science Buried God? (Oxford: Lion, 2009), ss. 92-95.

  107. [107]

    John C. Lennox, Seven Days That Divide the World (Grand Rapids: Zondervan, 2011), ss. 119-124.

  108. [108]

    John C. Lennox, God’s Undertaker (Oxford: Lion, 2009), ss. 187-190.

  109. [109]

    W. L. Craig, In Quest of the Historical Adam. A Biblical and Scientific Exploration, Grand Rapids 2021, loc. 294–307 (rozdz. 1 „What Is at Stake”)

  110. [110]

    Tamże, loc. 386–400 (rozdz. 7 „Adam in the New Testament”)

  111. [111]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam: A Biblical and Scientific Exploration (Grand Rapids: Eerdmans 2021), Kindle loc. 986-1020.

  112. [112]

    Tamże, loc. 1110-1135.

  113. [113]

    Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Biblia Tysiąclecia, wyd. V (Poznań: Pallottinum, 2003), 1 Kor 15, 21-22.

  114. [114]

    James D. G. Dunn, „4 Ezra and 2 Baruch—Pessimism and the Problem of Evil”, w: The Theology of Paul the Apostle (PDF 3) DUNN…, 1998), ss. 115-118.

  115. [115]

    4 Ezra 3,21 w: M. Stone (red.), Jewish Writings of the Second Temple Period (Philadelphia: Fortress 1984), s. 237.

  116. [116]

    2 Baruch 17,3; tamże, s. 361.

  117. [117]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam: A Biblical and Scientific Exploration (Grand Rapids: Eerdmans 2021), Kindle loc. 986-1020 (rozdz. „Genesis 1-11 as Mytho-History”).

  118. [118]

    Tamże, loc. 4439-4469 (rozdz. “Paleoanthropological Candidates for Adam”).

  119. [119]

    Craig, Historical Adam, loc. 5310-5325 (rozdz. “Original Sin and the Fall”).

  120. [120]

    Tamże, loc. 7416-7445 (rozdz. “Adam and the Gospel”); 1 Kor 15,22 → Biblia Tysiąclecia.

  121. [121]

    Katechizm Kościoła Katolickiego (Poznań 1994), §§ 404-405; Joseph Ratzinger, Na początku Bóg stworzył… (Kraków 2006), ss. 72-73.

  122. [122]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam: A Biblical and Scientific Exploration (Grand Rapids: Eerdmans 2021), ss. 9-11.

  123. [123]

    James D. G. Dunn, The Theology of Paul the Apostle (Grand Rapids: Eerdmans 1998), ss. 90-95.

  124. [124]

    Tamże, ss. 91–93.

  125. [125]

    James D.G. Dunn, Romans 1–8, Word Biblical Commentary, 38A (Dallas: Word Books, 1988), ss. 283–284.

  126. [126]

    Joseph Ratzinger, Na początku Bóg stworzył… Cztery kazania o stworzeniu i upadku (Kraków: SALWATOR, 2006), ss. 71–72.

  127. [127]

    Tamże, ss. 72–73.

  128. [128]

    Tamże, ss. 74–75.

  129. [129]

    Joseph Ratzinger, Na początku Bóg stworzył…, Kraków: SALWATOR, 2006, ss. 74–75.

  130. [130]

    C. S. Lewis, Mere Christianity, London: Geoffrey Bles 1952, Book II, ch. 3 „The Shocking Alternative”, s. 49.

  131. [131]

    Alvin Plantinga, God, Freedom, and Evil, Grand Rapids: Eerdmans 1977, ss. 29–34.

  132. [132]

    Tamże, ss. 58–60.

  133. [133]

    Peter Enns, The Evolution of Adam: What the Bible Does and Doesn’t Say about Human Origins (Grand Rapids: Brazos Press 2012), Kindle loc. 2815-2829.

  134. [134]

    Enns, Evolution of Adam, loc. 2343-2354.

  135. [135]

    Tamże, loc. 2255-2263.

  136. [136]

    Tamże, loc. 2368-2377.

  137. [137]

    Peter Enns, Inspiration and Incarnation: Evangelicals and the Problem of the Old Testament, 2nd ed. (Grand Rapids: Baker Academic, 2015), Introduction, ss. xvi-xviii.

  138. [138]

    John H. Walton, The Lost World of Adam and Eve: Genesis 2–3 and the Human Origins Debate (Downers Grove: IVP Academic, 2015), ss. 71-72 / Kindle loc. 1325-1336.

  139. [139]

    Tamże, s. 72-73 / loc. 1336-1348.

  140. [140]

    Tamże, s. 74-75 / loc. 1365-1376.

  141. [141]

    Tamże, ss. 89-95 / loc. 1620-1700.

  142. [142]

    Tamże, ss. 35-38 (rozdz. 2 „Genesis as Protohistory”).

  143. [143]

    Tamże, ss. 171-174 (rozdz. 17; Kindle loc. 2870-2890).

  144. [144]

    Tamże, ss. 188-191 (rozdz. 18 „A Proposal”).

  145. [145]

    Peter Enns, The Evolution of Adam: What the Bible Does and Doesn’t Say about Human Origins (Grand Rapids: Brazos 2012), ss. 123-129 (rozdz. 7 „When Paul Speaks of Adam”).

  146. [146]

    Henri de Lubac, Dramat humanizmu ateistycznego (Kraków: WAM 2005), s. 82–83 = wyd. fr. Pg. Plon 1950, ss. 332–333.

  147. [147]

    Henri de Lubac, The Drama of Atheist Humanism (San Francisco: Ignatius, 1995), ss. 32–35.

  148. [148]

    Henri de Lubac, Catholicism: Christ and the Common Destiny of Man (San Francisco: Ignatius, 1988), ss. 55–57.

  149. [149]

    Henri de Lubac, The Mystery of the Supernatural (New York: Herder & Herder, 1967), rozdz. 3, ss. 84–87.

  150. [150]

    de Lubac, The Drama of Atheist Humanism, s. 11.

  151. [151]

    Tamże, ss. 211–213.

  152. [152]

    Tamże, s. 35–37.

  153. [153]

    Tamże, ss. 36 – 37.

  154. [154]

    Tamże, s. 37.

  155. [155]

    Peter Enns, The Evolution of Adam (Grand Rapids: Brazos 2012), Kindle loc. 2815-2829; James D. G. Dunn, The Theology of Paul the Apostle (Grand Rapids: Eerdmans 1998), ss. 93-95.

  156. [156]

    Katechizm Kościoła Katolickiego (Poznań: Pallottinum 1994), § 404.

  157. [157]

    Henri de Lubac, Aspects du mythe (Paris: Aubier 1949), ss. 5-6.

  158. [158]

    KKK, §§ 355-357; C. S. Lewis, The Weight of Glory (London: Fount 1990), s. 39.

  159. [159]

    Pius XII, Humani generis (1950), §§ 36-37.

  160. [160]

    P. Enns – J. H. Walton, How (Not) to Read the Bible (IVP, 2021), loc. 118–128.

  161. [161]

    Joseph Ratzinger (Benedykt XVI), Na początku Bóg stworzył… (Kraków: WAM, 2006), ss. 22–23.

  162. [162]

    John C. Lennox, Can Science Explain Everything? (Oxford: The Good Book Company, 2019), loc. 270–281.

  163. [163]

    Katechizm Kościoła Katolickiego (Poznań, 1994), §§ 337–338.

  164. [164]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam (Grand Rapids: Eerdmans, 2021), ss. 15–18.

  165. [165]

    Mircea Eliade, Aspects du mythe (Paris: Gallimard, 1963), ss. 15–17.

  166. [166]

    C. S. Lewis, ‘Myth Became Fact’, w: Tamże, God in the Dock (Grand Rapids: Eerdmans, 1970), ss. 66–67.

  167. [167]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam (Grand Rapids: Eerdmans, 2021), loc. 2020–2055.

  168. [168]

    John H. Walton, The Lost World of Genesis One (Downers Grove: IVP Academic, 2009), ss. 100–104.

  169. [169]

    P. Enns – J.H. Walton, How (Not) to Read the Bible (IVP, 2021), loc. 1070–1085.

  170. [170]

    John H. Walton, The Lost World of Genesis One (Downers Grove: IVP Academic 2009), ss. 100-104.

  171. [171]

    Tamże, ss. 109-112.

  172. [172]

    Tamże, ss. 83-88 (Propositions 1-2).

  173. [173]

    John C. Lennox, Seven Days, loc. 97-112.

  174. [174]

    Katechizm Kościoła Katolickiego (Poznań: Pallottinum 1994), §§ 279-281.

  175. [175]

    Joseph Ratzinger, In the Beginning… (Grand Rapids: Eerdmans, 1995), ss. 4–6.

  176. [176]

    Tamże, ss. 22–24.

  177. [177]

    Katechizm Kościoła Katolickiego (Poznań, 1994), §§ 337–339.

  178. [178]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam (Grand Rapids: Eerdmans, 2021), loc. 2044–2054 (Kindle).

  179. [179]

    P. Enns – J. H. Walton, How (Not) to Read the Bible (IVP, 2021), loc. 960–970 (Kindle).

  180. [180]

    Pius XII, Humani generis (12 VIII 1950), § 36 – 37

  181. [181]

    John C. Lennox, Seven Days That Divide the World (Grand Rapids: Zondervan, 2011), ss. 50–52.

  182. [182]

    Tamże, ss. 65–68.

  183. [183]

    Joseph Ratzinger, In the Beginning… (Grand Rapids: Eerdmans, 1995), s. 5–7.

  184. [184]

    Alvin Plantinga, Where the Conflict Really Lies: Science, Religion, and Naturalism (Oxford UP 2011), ss. 12–13.

  185. [185]

    Joseph Ratzinger, Na początku Bóg stworzył… (Kraków: Salwator 2006), ss. 24–25

  186. [186]

    Katechizm Kościoła Katolickiego, § 283–284

  187. [187]

    Henri de Lubac, Catholicisme : les aspects sociaux du dogme (Paris : Cerf 1947), ss. 42-46; wyd. pol. Katolicyzm (KUL 1986), ss. 55-60.

  188. [188]

    Katechizm Kościoła Katolickiego, 355-360.

  189. [189]

    John H. Walton, The Lost World of Adam and Eve (Downers Grove: IVP Academic 2015), rozdział 18, ss. 185-188.

  190. [190]

    Katechizm Kościoła Katolickiego, §§ 355-357.

  191. [191]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam (Grand Rapids: Eerdmans, 2021), loc. 8115-8132 (Kindle).

  192. [192]

    Tamże, loc. 8155-8167.

  193. [193]

    Joseph Ratzinger, In the Beginning… (Grand Rapids: Eerdmans, 1995), ss. 50-53.

  194. [194]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam (Grand Rapids: Eerdmans 2021), Kindle loc. 8155-8167.

  195. [195]

    Joseph Ratzinger, In the Beginning… (Poznań: Pallottinum 1995), ss. 50-53 (rozdz. 3 „Grzech pierworodny”).

  196. [196]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam: A Biblical and Scientific Exploration (Grand Rapids: Eerdmans, 2021), loc. 8278-8291.

  197. [197]

    Tamże, loc. 8339-8354.

  198. [198]

    Tamże, loc. 8369-8380.

  199. [199]

    Peter Enns, The Evolution of Adam (Grand Rapids: Baker Academic, 2012), loc. 2098-2114.

  200. [200]

    Tamże, loc. 2359-2375.

  201. [201]

    Katechizm Kościoła Katolickiego (Poznań 1994), §§ 374–376, 396.

  202. [202]

    Joseph Ratzinger, In the Beginning… (Grand Rapids: Eerdmans, 1995), ss. 72–74.

  203. [203]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam (Grand Rapids: Eerdmans, 2021), loc. 8298-8310.

  204. [204]

    Tamże, loc. 2044-2054.

  205. [205]

    Joseph Ratzinger, In the Beginning… (Grand Rapids: Eerdmans 1995), ss. 74-76.

  206. [206]

    Craig, In Quest of the Historical Adam, loc. 8409-8420.

  207. [207]

    Katechizm Kościoła Katolickiego, §§ 388-409.

  208. [208]

    N. T. Wright, “Adam, Christ and Covenant”, w: The Historical Adam and the New Testament (Grand Rapids: Eerdmans 2013), ss. 57-58.

  209. [209]

    James D. G. Dunn, “4 Ezra and 2 Baruch—Pessimism and the Problem of Evil”, w: The Theology of Paul the Apostle (Grand Rapids: Eerdmans 1998), ss. 119-120.

  210. [210]

    Irenaeus, Adversus haereses III,22,3; cyt. za: B. Sesboüé, Historia dogmatów. Człowiek i jego zbawienie (Poznań: Pallottinum 1994), ss. 431-432.

  211. [211]

    John H. Walton, The Lost World of Genesis One (Downers Grove: IVP 2009), rozdz. 19 „Proposition: Jesus accommodates ancient cosmology”, ss. 163-165.

  212. [212]

    Peter Enns, The Evolution of Adam (Grand Rapids: Brazos 2012), Kindle loc. 2815-2830.

  213. [213]

    John C. Lennox, Seven Days, loc. 846-851.

  214. [214]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam (Grand Rapids: Eerdmans 2021), loc. 2044-2054; John H. Walton, The Lost World of Genesis One (Downers Grove: IVP 2009), ss. 100-104.

  215. [215]

    P. Enns – J.H. Walton, How (Not) to Read the Bible (IVP 2021), loc. 960-970.

  216. [216]

    Craig, In Quest of the Historical Adam, loc. 8278-8291.

  217. [217]

    Katechizm Kościoła Katolickiego (Poznań 1994), §§ 389-390.

  218. [218]

    John C. Lennox, Seven Days, loc. 560-575.

  219. [219]

    Tamże, loc. 602-618.

  220. [220]

    Tamże, loc. 625-640.

  221. [221]

    Tamże, loc. 765-773.

  222. [222]

    Lennox, Seven Days, loc. 1110-1122.

  223. [223]

    Tamże, loc. 1155-1170.

  224. [224]

    Tamże, loc. 365-388.

  225. [225]

    Augustyn, De Genesi ad litteram IV, 27; cyt. wg: B. Sesboüé, Historia dogmatów t. 2 (Kraków: Pallottinum 1994), 431.

  226. [226]

    John H. Walton, The Lost World of Genesis One (Downers Grove: IVP 2009), p. 106.

  227. [227]

    Peter Enns, The Evolution of Adam (Grand Rapids: Brazos 2012), Kindle loc. 2815-2829.

  228. [228]

    Tamże, loc. 2840-2849 (rozdz. 6 “Paul’s Adam”).

  229. [229]

    P. Enns – J. H. Walton, How (Not) to Read the Bible (IVP 2021), loc. 1070-1085.

  230. [230]

    Enns – Walton, How (Not) to Read the Bible, loc. 1090-1102.

  231. [231]

    Tamże, loc. 1110-1124.

  232. [232]

    John C. Lennox, Seven Days, loc. 478-485.

  233. [233]

    Tamże, loc. 905-912.

  234. [234]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam (Grand Rapids: Eerdmans 2021), Kindle loc. 4439-4469 (rozdz. ‘Paleoanthropological Candidates for Adam’).

  235. [235]

    Lennox, Can Science Explain Everything? (Oxford: The Good Book Company, 2019), rozdz. 6 (Kindle loc. 1730-1742).

  236. [236]

    John C. Lennox, Seven Days, loc. 1110-1122.

  237. [237]

    John C. Lennox, Can Science Explain Everything? (Oxford: The Good Book Company, 2019), loc. 270-281.

  238. [238]

    P. Enns – J. H. Walton, How (Not) to Read the Bible (IVP 2021), loc. 1110-1124.

  239. [239]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam: A Biblical and Scientific Exploration (Grand Rapids: Eerdmans 2021), Kindle loc. 350-360.

  240. [240]

    John H. Walton, The Lost World of Genesis One: Ancient Cosmology and the Origins Debate (Downers Grove, IL: IVP Academic 2009), chap. 6, «Days 1–3».

  241. [241]

    John C. Lennox, Seven Days, loc. 1110-1122; W.L. Craig, In Quest of the Historical Adam (Eerdmans 2021), loc. 2044-2054; A. Plantinga, Where the Conflict Really Lies (Oxford 2011), ss. 265-268; P. Enns – J.H. Walton, How (Not) to Read the Bible (IVP 2021), loc. 960-970.

  242. [242]

    Biblia Tysiąclecia V, Mt 19,4-6.

  243. [243]

    Katechizm Kościoła Katolickiego (Poznań 1994), §§ 389-390.

  244. [244]

    J.D.G. Dunn, The Theology of Paul the Apostle (Eerdmans 1998), ss. 90-95.

  245. [245]

    Joseph Ratzinger, In the Beginning… (Eerdmans 1995), ss. 72-76.

  246. [246]

    John C. Lennox, Seven Days, loc. 580-592.

  247. [247]

    Joseph Ratzinger, In the Beginning… (Grand Rapids: Eerdmans 1995), ss. 4-6.

  248. [248]

    John H. Walton, The Lost World of Genesis One (Downers Grove: IVP Academic 2009), pp. 100-104.

  249. [249]

    Alvin Plantinga, Where the Conflict Really Lies: Science, Religion, and Naturalism (Oxford: OUP 2011), ss. 265-268.

  250. [250]

    C. S. Lewis, Mere Christianity (London: Geoffrey Bles 1952), Book I, ch. 1, 3-4.

  251. [251]

    Henri de Lubac, The Drama of Atheist Humanism (San Francisco: Ignatius 1995), ss. 52-55.

  252. [252]

    James D. G. Dunn, The Theology of Paul the Apostle (Grand Rapids: Eerdmans 1998), 90–95.

  253. [253]

    Peter Enns, The Evolution of Adam (Grand Rapids: Baker Academic 2012), loc. 2098–2114.

  254. [254]

    William Lane Craig, In Quest of the Historical Adam (Grand Rapids: Eerdmans 2021), loc. 8115–8132.

  255. [255]

    Tamże, loc. 8298–8310.

  256. [256]

    N. T. Wright, Surprised by Scripture (London: SPCK 2014), ss. 32 – 34.

  257. [257]

    N. T. Wright, History and Eschatology (London: SPCK 2019), rozdz. 9, s. 277.

  258. [258]

    Alvin Plantinga, Where the Conflict Really Lies: Science, Religion, and Naturalism (Oxford: OUP 2011), ss. ix–xi.

  259. [259]

    Henri de Lubac, Catholicisme. Les aspects sociaux du dogme (Paris: Cerf 1947), s. 333; Sobór Watykański II, Gaudium et Spes 22 § 1.

Strony formalne pracy

Poniżej zachowano treść oświadczeń i pola na podpisy z dokumentu źródłowego.

Nr albumu: TZ/731

Oświadczenie kierującego pracą

Oświadczam, że niniejsza praca została przygotowana pod moim kierunkiem i stwierdzam, że spełnia ona warunki do przedstawienia jej w postępowaniu o nadanie tytułu zawodowego.

……………………………. ………………………………………….

data podpis kierującego pracą

Oświadczenie autora pracy

Świadom/a odpowiedzialności prawnej oświadczam, że niniejsza praca dyplomowa została napisana przeze mnie samodzielnie i nie zawiera treści uzyskanych w sposób niezgodny z obowiązującymi przepisami.

Oświadczam również, że przedstawiona praca nie była wcześniej przedmiotem procedur związanych z uzyskaniem tytułu zawodowego w wyższej uczelni.

Oświadczam ponadto, że niniejsza wersja pracy jest identyczna z załączoną wersją elektroniczną.

…………………………. …………………………………………

Data podpis autora pracy

↑ Wróć na początek pracy

Zaznacz fragment tekstu — możesz dopisać do niego komentarz. Zaznaczenia i komentarze są przechowywane w tej przeglądarce. Do autora trafią dopiero po naciśnięciu przycisku.