Projektowani

Stanovich Keith E., Toplak Maggie E., 2013-Myside Bias, Rational Thinking, and Intelligence

Pełny widok tekstowy

Pełny widok tekstowy rozwija wszystkie sekcje i usuwa elementy strony niepotrzebne dla AI, Speechify oraz wydruku.

Opis bibliograficzny

Keith E. Stanovich, Richard F. West i Maggie E. Toplak, „Myside Bias, Rational Thinking, and Intelligence”, Current Directions in Psychological Science 22, nr 4 (2013), s. 259–264: „Myside bias occurs when people evaluate evidence, generate evidence, and test hypotheses in a manner biased toward their own prior opinions and attitudes.”

Spis treści

Myside bias occurs when people evaluate evidence, generate evidence, and test hypotheses in a manner biased toward their own prior opinions and attitudes. Research across a wide variety of myside bias paradigms has revealed a somewhat surprising finding regarding individual differences. The magnitude of the myside bias shows very little relation to intelligence. Avoiding myside bias is thus one rational thinking skill that is not assessed by intelligence tests or even indirectly indexed through its correlation with cognitive ability measures.

Fiszki (1)

SWT_2013-1 — Wysoka inteligencja nie chroni przed stronniczością na rzecz własnego stanowiska

Stały link do fiszki
Priorytet: WysokiMiejsce: 1.2
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

High intelligence is no inoculation against myside bias.

Przekład całego fragmentu

Wysoka inteligencja nie stanowi ochrony przed stronniczością na rzecz własnego stanowiska

Lokalizacja w źródle

S. 262, zakończenie części omawiającej badania nad związkiem między zdolnościami poznawczymi a myside bias.

Rozumiem fragment

Stanovich, West i Toplak definiują myside bias jako skłonność do oceniania dowodów, wyszukiwania argumentów i sprawdzania hipotez w sposób uprzywilejowujący własne wcześniejsze poglądy. Człowiek nie musi świadomie fałszować danych. Może szczerze uważać się za bezstronnego, a jednocześnie łagodniej oceniać argumenty zgodne z własnym stanowiskiem i znacznie surowiej traktować argumenty strony przeciwnej.

Autorzy omawiają badania, w których uczestnicy:

  • łatwiej generowali argumenty na rzecz własnych poglądów niż przeciw nim;
  • ostrzej krytykowali wadliwe badania prowadzące do wniosków niezgodnych z ich przekonaniami;
  • przychylniej oceniali argumenty jednostronne, gdy odpowiadały ich stanowisku;
  • odmiennie oceniali analogiczne sytuacje zależnie od tego, czy dotyczyły ich własnej grupy lub kraju.

Szczególnie wymowny jest eksperyment dotyczący niebezpiecznych samochodów. Jedna grupa oceniała możliwość zakazania w Stanach Zjednoczonych niebezpiecznego samochodu niemieckiego. Druga otrzymała analogiczną historię o amerykańskim samochodzie, którego sprzedaż rozważano zakazać w Niemczech. Uczestnicy znacznie częściej popierali zakaz wobec pojazdu obcego niż wobec pojazdu należącego do ich własnego kraju, mimo że przedstawione ryzyko było takie samo. Co najważniejsze, rozmiar tej stronniczości nie był mniejszy u osób o wyższych zdolnościach poznawczych.

Stanovich nie twierdzi, że inteligencja jest bez znaczenia. Osoby o większych zdolnościach poznawczych mogą lepiej rozwiązywać zadania logiczne, zwłaszcza gdy otrzymają wyraźne polecenie, aby oddzielić własne przekonania od oceny argumentu. Problem pojawia się w sytuacjach naturalnych. W życiu codziennym nikt zazwyczaj nie ostrzega nas: „Uwaga, teraz Twoja tożsamość może zniekształcić ocenę dowodów”. Człowiek inteligentny może więc posiadać narzędzia potrzebne do bezstronnej analizy, a mimo to nie uruchomić ich wtedy, gdy najbardziej są potrzebne.

Autorzy wyprowadzają stąd ważne rozróżnienie: inteligencja i racjonalność nie są tym samym. Testy inteligencji mierzą istotne zdolności poznawcze, lecz nie sprawdzają bezpośrednio, czy człowiek dostosowuje siłę swoich przekonań do dostępnych dowodów, umie zauważyć własną stronniczość i potrafi rzeczywiście rozważać stanowisko przeciwne. Racjonalność jest więc pojęciem szerszym niż sprawność intelektualna.

Ważne zastrzeżenie

Artykuł nie dowodzi, że ludzie inteligentni są bardziej stronniczy ani że inteligencja nie ma żadnego znaczenia dla racjonalnego myślenia.

Autorzy formułują wniosek węższy:

w badanych sytuacjach naturalistycznych wielkość myside bias była słabo związana albo niezwiązana z poziomem zdolności poznawczych;
wyższa inteligencja pomagała bardziej wtedy, gdy zadanie wyraźnie sygnalizowało konieczność odłożenia własnych przekonań;
wiele omawianych badań prowadzono wśród studentów, co ogranicza pełne uogólnienie wyników;
artykuł dotyczy głównie oceny argumentów i poglądów społecznych, nie wszystkich dziedzin racjonalności.

Nie należy więc pisać:

„Inteligencja nie ma znaczenia”.

Trafniejsze będzie:

„Sama inteligencja nie wystarcza, aby spontanicznie rozpoznać stronniczość własnego stanowiska”.

Pytania i moje odpowiedzi

1. Czy zgadzasz się z rozróżnieniem Stanovicha między inteligencją a racjonalnością? Co — poza wiedzą, sprawnością logiczną i wysokim ilorazem inteligencji — musi posiadać człowiek, abyś nazwał go naprawdę racjonalnym?
Moja odpowiedź

racjonalność stawiam nieco niżej niż ogólnie pojętą intelgencję, w skład której według mnie wchodzi inteligencja emocjonalna i kognitywna (jak na razie nazywam tą ostatnią również racjonalnościa). Racjonalność jest dla mnie umiejętnościa kojarzenia faktów/obserwacji/wiedzy i na tej podstawie przewidywanie przyszłych zdarzeń oraz umiejętność interpretacji przeszłych zdarzeń. Inteligencje emocjonalna uważam za najwyższy przjaw inteligencji . Pozwala ona spiąć w całość nie tylko kognitywną, ale również zaprzęgną do tak pozyskanej wiedzy całego człowieka, na którego działanie, myślenie/przeżywanie składają sie emocje. Często tłumaczę sobie, ze postępuję dlatego, że rozsądek mi nakazuje tak zrobić, kiedy w rzeczywistości świadomie lub w nieuświadomiony sposób wpływa na mnie moja sfera emocjonalna.
Aby kogoś uznać za racjonalnego, to tak jak pisałem wcześniej: posiada on wiedzę i zaprzęga ja do swojego działania tu i teraz oraz snucia planów na przyszłość.

2. Czy przypominasz sobie sytuację, w której Twoje wykształcenie albo umiejętność argumentowania pomogły Ci raczej obronić wcześniej przyjęte stanowisko niż uczciwie je sprawdzić? Nie musisz opisywać osób, instytucji ani poufnych szczegółów. Interesuje nas mechanizm: jaki wniosek był dla Ciebie ważny; jakich argumentów szukałeś; czego wtedy nie brałeś pod uwagę; kiedy zauważyłeś, że prowadzisz obronę, a nie dochodzenie.
Moja odpowiedź

wykształcenie lub umiejętność argumentowania, czy pomogły: tak, zdarzało się, że pomogły. Bardzo pomagały mi nieraz moje studia filozoficzne, rozróżnienia, o kórych tam usłyszałem. Ciężko mi teraz przypomnieć sobie konkrety. Pierwszy jaki mi przychodzi do głowy to rozróżnienie pomiędzy determinizmem a woluntaryzmem. To przeciwstawne koncepcje filozoficzne, ale wychodząc od nich pomagały mi nie raz rozwiązywać niektóre zawiłe problemy w firmie, czy w stosunkach międzyludzkich. Oczywiście nie same tylko te pojęcia, ale całe koncepcje, sposoby odbioru rzeczywistości jakie kryja się za nimi.
Wniosek: często dzięki takim i innym koncepcjom widziałem, że rzeczywistość, której doświadczam, może być na wieloraki sposób złożona, tak jak i wielość różnych poglądów z jakimi sie zetknąłem podczas studiów, tak i każdy człowiek, może stanowić mix tego co się dowiedziałem oraz wiele swoich, własnych odniesień/przeżyć/przemyśleń. Wiedziałem, że wielowarstwowość i wielozłożoność scen życia i to nie w warstwach 2D, ale w o wiele większej ilości poziomów, to rzeczywistość w której żyję. Dlatego nie ma co przywiązywać się do czegoś jednego, a jeśli to zrobię, to mogę popełnić błąd, bo coś co dzisiaj jest, nie koniecznie musi być tym czymś za chwilę. Ciągłe szukanie nowych, coraz lepszych rozwiązań przyświecało całemu mojemu życiu, w myśl tej zmienności, o której wcześniej pisałem. Stałe było to co czuję i wiem, ale też tylko do czasu, kiedy to nie przyjdzie nowe: myśl, czy odczucie., ono dobudowuje sie do wcześniejszego lub z niego wyrasta.
Szukałem wtedy argumentów, któe nie przeczyłyby moim wczesniejszym założeniom, tak aby nic nie było w sprzeczności, raczej: jak najwięcej synergii.
Nie brałem często pod uwagę tego, że ktoś mnie może nie rozumieć, że jego tok myślenia nie tyle, że będzie inny, ale bardziej nie brałem pod uwagę tego, że ten inny może nie zechcieć poznać mojego toku myślenia/podejścia do rzeczywistości. Tu była dla mnie wielka konsternacja. Idealistycznie uważałem, że jeden jest ciekaw drugiego, ale czasem ze zdziwieniem dowiadywałem się, że tak nie jest.
Zauważałem, że jestem defensywie wtedy gdy, nieustannie musiałem tłumaczyć swoje stanowisko/swoje słowa.

3. Co w Twoim przypadku powinno uruchamiać „alarm poznawczy”, czyli sygnał: „Teraz mogę oceniać fakty w służbie własnej racji”? Czy takim sygnałem jest przede wszystkim: silna emocja; poczucie niesprawiedliwości; krytyka Twojej pracy; zagrożenie przekonań religijnych; wyjątkowo szybka pewność; pogarda wobec argumentu przeciwnika; przyjemność wynikająca z odnalezienia potwierdzenia? Możesz wskazać kilka elementów i opisać, który działa u Ciebie najmocniej.
Moja odpowiedź

oceniać fakty mogę wtedy kiedy dokładnie dzieją się odwrotne rzeczy z wymienionych, czyli
brak silnych emocji
brak poczucia niesprawiedliwości - co się wiąże z silnymi emocjami
brak krytyki mojej pracy, bo gdy jest, ponownie są silne emocje
brak zagrożenia przekonań religijnych, bo gdy jest , to są silne emocje
brak wyjątkowo silnej pewności - bo lepiej, gdy ta pewność nie nadchodzi wyjątkowo szybko, bo ocenianie faktów musi zabrać trochę czasu, zwłaszcza, ze chodzi o własne racje
brak pogardy wobec argumentu przeciwnika, bo gdy jest tzn. dla mnie alert, że nie mogę/nie powinienem oceniać faktów, bo moja ocena będzie obciążona emocją i do tego złą emocją; przyjemność z odnalezienia potwierdzenia jest również afektem, który może wprowadzić w błąd. Gdyby spraw dotyczyła kogoś innego i do tego działalibyśmy zespołowo, to pozwoliłbym sobie na ocenę faktów, ale tylko dlatego, żeby dać ujście swoim emocjom, na zasadzie "burzy mózgów", ale gdy sprawa dotyczy mnie samego i swojej racji, to wolałbym przeczekać, aż wspomniana przyjemność trochę się wyczrpie lub zgaśnie.

4. Czy w sprawach światopoglądowych człowiek powinien zawsze próbować sformułować najsilniejszy argument przeciwko własnemu stanowisku? Gdzie widzisz granicę między uczciwym sprawdzaniem swoich przekonań a nieustannym podważaniem wszystkiego, które mogłoby prowadzić do paraliżu i utraty zdolności zajęcia stanowiska?
Moja odpowiedź

w sprawach światopoglądowych, tzn. gdzieś gdzie ogólny stan wiedzy całej ludzkości jest mizerny, a może trzeba powiedzieć nikły, trezeba, abym bardzo rozważnie i z dużym dystansem podchodził do jakichkolwiek zmian stanowiska. Nawet jeśli znajdę kogoś występującego zdecydowanie i przekonywująco, to nic, powinienem "zaciągnąć lejce" i tak szybko nie zmieniać kierunku jazdy, co najwyżej nieco zwolnić. Samokrytyka własnej postawy, tak, ale w małych, tzn. nie aż tak istotnych przejawach swojego światopoglądu. Natomiast w tych grubych kamieniach milowych, stop. Specjalne twierdzenia, wymagają specjalnych dowodów. Po pierwsze wymagana jest ich wielość. Po drugie, w pewnych odstępach czasu, aby dać przestrzeń do namysłu. Po trzecie, powinny pochodzić od różnych ludzi/sytuacji. Zapewne te trzy, zrodzić moge jeszcze kolejne warunki, gdy tylko zaczną się dziać. Ale to nie znaczy, że nie należy swojego światopoglądu dotykać, brać w ręce i obracając przyglądać się jemu. Nie. Bo gdy się nim, tzn. bo gdy sam nim żyję, to myślę o nim niemalże nieustannie. Ciągle wymaga on odemnie "karmienia" , podtrzymywania swojej nie falsyfikowalności. Gdy tak, jest, to umacjam się w przekonaniu o jego słuszności. Łatwo mogę popaść w skrzywienie "zawodowe", właściwe np. naucycielom lub innym osobom stale wykonującym swój zawód, kiedy to niepostrzeżenie zamiast prawdy, żyjemy ułudą prawdy.
Ponownie, widzę granice w emocjach. Bo raz podjęte przekonania, gdyby miały byc nieustannie zmieniane prowadziłoby to to frustracji i niepokoju, a więc gdy zaczynają dawać o sobie znac, to nadchodzi sygnał, aby powiedzieć sobie stop, lub "nieco wyhamuj". Rozumowe rozważania nie koniecznie musza prowadzić do zmiany stanowiska/światopoglądu, bo za tym ostatnim jeszcze ida emocje, a im stawiamy tamę. Mówić jeszcze inaczej: wiara rodzi się ze słuchania, tzn. z poznawania, z nadbudowy mózgu, całej sfery konitywnej. Gdy ta sfera nazbiera elemnetów składowych na tyle dużo, aby wewnętrznie, nie zależnie od świadomości przekonać sferę emocjonalną, to to samo zacznie się dziać, że cały ja pobiehne w nową stronę: wiary w ...

5. Najmocniejszy kontrargument wobec proponowanego wykorzystania Stanovicha mógłby brzmieć: „Skoro inteligencja pomaga wtedy, gdy człowiek zostanie wyraźnie wezwany do bezstronności, problemem nie jest sama inteligencja, lecz brak odpowiedniej motywacji albo instrukcji”. Czy przyjmujesz ten kontrargument? Jak powinien on zmienić tezę rozdziału, aby książka nie sugerowała, że wiedza, wykształcenie i logiczne myślenie są mało wartościowe?
Moja odpowiedź

tak jak w poprzednim pytaniu i odpowiedzi na to pytanie sugerowałem, ze wiedza (słuchanie) inteligencja kognitywna ma przeogromne znaczenie w zbieraniu danych zmierzających ku jakiemuś stanowisku. To prawda, że że może ono (to zbieranie) byc tendencyjne, tzn. nasza motywacja lub wcześniej ułożone instrukcje prowadzić mnie ku konkretnym wnioskom. No cóż, niech ktos inny to oceni, mi cięzko być sędzią we własnej sprawie. Wszystkie te rzeczy (wiedza, logiczne myślenie) mają przeogromny wpływ, ale zawsze - jak juz mówiłem to wczesniej - pełnia funkcje "służalczą" wobec emocji, te natomiast pozostawione same sobie mogą błądzić. A więc chodzi o szczególna synergię tych 2 światów: wiedzy i emocji. Ni emożna powiedzieć, że jedno jest ważniejsze od drugiego, można powiedzieć, że jedno nie może istnieć bez drugiego, bo zacznie zataczać koło i koniec końców uderzy w samego siebie, będzie działało na swoją niekorzyć, krzywdząc samego siebie. te 2 skrzydła pozwalają frunąć w miarę prosto.

Moje stanowisko

Moje stanowisko i uzasadnienie

Uważam, że wiedza, sprawność logiczna i wykształcenie mają ogromne znaczenie. Dzięki nim człowiek potrafi dostrzegać wielowarstwowość rzeczywistości, rozróżniać pojęcia i ujmować jeden problem z wielu perspektyw. Sam podczas studiów przekonałem się, że koncepcje filozoficzne mogą pomagać w rozumieniu skomplikowanych sytuacji zawodowych i międzyludzkich. Pokazują, że rzeczywistość rzadko jest płaska i jednowymiarowa.

Te same zdolności mogą jednak zostać wykorzystane do zachowania wcześniejszego obrazu świata. Człowiek naturalnie poszukuje synergii między nowymi informacjami a tym, co już przyjął. Jest to potrzebne, ponieważ bez pewnej ciągłości światopoglądu żylibyśmy w ciągłym chaosie. Zarazem właśnie w tej potrzebie spójności może ukrywać się myside bias: zamiast dopuścić, że nowe dane naprawdę podważają moje stanowisko, próbuję je tak zinterpretować, aby wszystko nadal do siebie pasowało.

Nie uważam, że rozwiązaniem jest wyeliminowanie emocji. One są częścią człowieka i wpływają na to, co uznajemy za ważne, niebezpieczne, piękne albo warte obrony. Potrzebna jest szczególna współpraca sfery poznawczej i emocjonalnej. Rozum powinien porządkować materiał, sprawdzać wnioski i ujawniać sprzeczności. Emocje nadają poznaniu wagę, motywują do działania i pozwalają przeżywać poznaną prawdę. Pozostawione bez wzajemnej korekty oba wymiary mogą zacząć działać przeciwko człowiekowi.

Za sygnały alarmowe uznaję: silne pobudzenie emocjonalne, poczucie krzywdy lub niesprawiedliwości, krytykę mojej pracy, zagrożenie ważnych przekonań religijnych, wyjątkowo szybkie pojawienie się pewności, pogardę wobec argumentu drugiej strony oraz przyjemność wywołaną odnalezieniem potwierdzenia. Nie oznacza to, że w takich chwilach wszystko, co myślę, jest fałszywe. Oznacza natomiast, że nie powinienem jeszcze wydawać wyroku.

W sprawach światopoglądowych opowiadam się za zmianą rozważną i powolną. Podstawowe przekonania wolno badać, obracać w dłoniach i oglądać z różnych stron. Ich zmiana powinna jednak wynikać z wielu argumentów, pochodzących z niezależnych źródeł i pojawiających się w odpowiednio długim czasie. Taka ostrożność chroni przed skakaniem od jednej fascynującej teorii do następnej. Nie może jednak służyć do uczynienia światopoglądu niewrażliwym na jakiekolwiek dane przeciwne.

Co pozostawiam otwarte

Pozostawiam otwarte pytanie, jak najtrafniej uporządkować relacje między inteligencją poznawczą, racjonalnością, inteligencją emocjonalną i mądrością. Potrzebuję tu dokładniejszych definicji oraz dalszej konfrontacji z literaturą.

Nie rozstrzygam również, gdzie dokładnie przebiega granica między rozsądną wiernością własnym przekonaniom a obroną motywowaną stronniczością. Sam fakt, że ktoś nie zmienia zdania po usłyszeniu jednego kontrargumentu, nie świadczy jeszcze o zamknięciu umysłu. Z drugiej strony można tak wysoko ustawić wymagania wobec dowodów przeciwnych, aby żaden z nich nigdy nie wystarczył.

Otwarte pozostaje także pytanie, które procedury najlepiej uruchamiają bezstronność w sytuacjach światopoglądowych: odłożenie decyzji, rozmowa z osobą reprezentującą inne stanowisko, celowe sformułowanie argumentu przeciwko sobie, zapisanie warunków zmiany zdania czy zespołowa analiza problemu.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Miejsce: końcowa część rozdziału 1, przy przejściu od regulacji emocji do pokory poznawczej.

Funkcja:

rozbić przekonanie: „Jestem inteligentny, więc mnie te mechanizmy nie dotyczą”;
pokazać, że edukacja i sprawność logiczna nie zastępują samokontroli poznawczej;
uzasadnić potrzebę świadomego zatrzymania przed oceną argumentu;
przygotować czytelnika do późniejszych rozdziałów o błędzie potwierdzenia;
wprowadzić myśl, że rozum może służyć zarówno poszukiwaniu prawdy, jak i racjonalizowaniu tego, co wcześniej wybrały emocje albo tożsamość.

Słowa kluczowe

myside bias
stronniczość własnej strony
inteligencja
racjonalność
pokora poznawcza
błąd potwierdzenia
ocena argumentów
światopogląd
tożsamość
oddzielenie przekonań od dowodów
metapoznanie
aktywnie otwarty umysł

Teza autora

Człowiek może być bardzo inteligentny, wykształcony i sprawny argumentacyjnie, a mimo to oceniać dowody stronniczo, kiedy dotyczą one jego własnych przekonań, interesów lub tożsamości.

Problem nie zawsze polega na braku zdolności do myślenia. Czasem polega na tym, że całkiem sprawny rozum zostaje zatrudniony do obrony wniosku przyjętego wcześniej.

Racjonalna ocena argumentu wymaga czasowego oddzielenia pytania: „Czy podoba mi się ten wniosek?” od pytania: „Czy wniosek rzeczywiście wynika z danych?”.
Ludzie mają naturalną skłonność do uprzywilejowywania własnego stanowiska.
Skłonność ta występuje także u osób o wysokich zdolnościach poznawczych.
Inteligencja może pomóc w ograniczeniu stronniczości, gdy człowiek zostanie wyraźnie uprzedzony, że powinien odsunąć własne poglądy.
W sytuacjach codziennych takie ostrzeżenie zwykle się nie pojawia. Dlatego sama inteligencja nie wystarcza.
Potrzebne są dodatkowe dyspozycje i procedury: otwartość umysłu, świadome poszukiwanie kontrargumentów, porównywanie standardów stosowanych wobec obu stron oraz gotowość do korekty własnego stanowiska.

Znaczenie dla problemu badawczego

Fiszka dobrze wspiera Twoją podstawową ideę „świadomości własnej świadomości”. Sam fakt, że człowiek jest inteligentny, wykształcony albo dużo przeczytał, nie daje mu jeszcze władzy nad sposobem, w jaki jego umysł broni własnych przekonań.

Źródło pozwala doprecyzować istotną myśl:

Świadomość mechanizmu nie czyni nas automatycznie bezstronnymi, ale może uruchomić procedurę zatrzymania, której bez tej świadomości prawdopodobnie w ogóle byśmy nie zastosowali.

W rozdziale 1 wystarczy przywołać Stanovicha jeden raz, w krótkim, mocnym akapicie. Nie warto rozwijać tam pełnej teorii myside bias, ponieważ bardziej szczegółowe omówienie powinno znaleźć się później, przy faktach, interpretacjach i błędzie potwierdzenia.

Możliwy kierunek akapitu:

Inteligencja nie daje immunitetu na stronniczość. Czasem zapewnia tylko lepszy zestaw narzędzi do obrony stanowiska, które zdążyliśmy już polubić. Możemy budować precyzyjne argumenty, przywoływać źródła i punktować błędy przeciwnika, a mimo to omijać jedno pytanie: czy równie surowo potraktowalibyśmy ten sam argument, gdyby wspierał naszą stronę?

To sformułowanie jest syntezą przeznaczoną do dalszej redakcji, nie cytatem ze Stanovicha.

Co przyjmuję jako trafne

Przyjmuję jako trafne rozróżnienie między posiadaniem zdolności intelektualnych a faktycznym posługiwaniem się nimi w sposób racjonalny. Człowiek może umieć przeprowadzić poprawne rozumowanie, a jednak nie uruchomić tej umiejętności wtedy, gdy sprawa dotyczy jego tożsamości, przekonań, interesów, pracy lub poczucia własnej wartości.

Trafna jest także obserwacja, że wysoka inteligencja pomaga skuteczniej wtedy, gdy człowiek zostanie wyraźnie wezwany do oddzielenia własnych przekonań od oceny argumentu. W codziennym życiu takiego ostrzeżenia zazwyczaj nie otrzymujemy. Nikt nie mówi nam przed ważną rozmową: „Uważaj, teraz bronisz nie tylko poglądu, lecz również siebie”. Dlatego człowiek może posiadać odpowiednie narzędzia poznawcze, ale nie zauważyć momentu, w którym powinien ich użyć przeciwko własnej pierwszej reakcji.

Roboczo rozumiem racjonalność jako zdolność łączenia faktów, obserwacji i posiadanej wiedzy, aby interpretować zdarzenia przeszłe, rozumieć teraźniejszość i przewidywać możliwe konsekwencje przyszłych działań. Nie utożsamiam jednak tak rozumianej racjonalności z całością ludzkiej inteligencji. Inteligencja obejmuje również wymiar emocjonalny. To on pozwala włączyć poznaną prawdę w życie całego człowieka: jego motywacje, relacje, decyzje i sposób reagowania.

Co uważam za niewykazane

Nie przyjmuję twierdzenia, że inteligencja nie ma znaczenia dla racjonalnego myślenia. Artykuł Stanovicha takiego wniosku nie uzasadnia. Nie pokazuje również, że osoby bardziej inteligentne są zawsze bardziej stronnicze albo że każda obrona własnego stanowiska stanowi przejaw błędu poznawczego.

Nie każda stałość przekonań jest zamknięciem umysłu. Człowiek może pozostawać przy swoim stanowisku dlatego, że ma ku temu dobre racje, a nie dlatego, że odrzuca wszystkie dane przeciwne. Podobnie wewnętrzna spójność światopoglądu jest wartością. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy potrzeba spójności staje się ważniejsza od prawdy i zaczynam dopasowywać każde nowe doświadczenie do wcześniejszych założeń.

Artykuł nie rozstrzyga także relacji między inteligencją emocjonalną a racjonalnością poznawczą. Moje przekonanie, że inteligencja emocjonalna jest najwyższym lub integrującym przejawem inteligencji, pozostaje moją interpretacją filozoficzno-psychologiczną. Nie powinienem przedstawiać jej jako wniosku wynikającego z badań Stanovicha.

Najsilniejszy kontrargument

Moja zasada powolnej zmiany światopoglądu może stać się bardzo wygodnym i inteligentnie zbudowanym systemem obronnym. Mogę każdemu niewygodnemu argumentowi odpowiedzieć, że jest jeszcze zbyt słaby, zbyt pojedynczy, zbyt świeży albo wywołuje zbyt silne emocje. W ten sposób deklarowana rozwaga przestanie chronić mnie przed pochopnością, a zacznie chronić moje przekonania przed możliwością obalenia.

Podobne ryzyko dotyczy poszukiwania synergii. Pragnienie zbudowania spójnego obrazu świata jest wartościowe, ale może prowadzić do usuwania lub reinterpretowania wszystkiego, co do tego obrazu nie pasuje. Być może właśnie sprzeczność, której nie potrafię włączyć w dotychczasowy system, jest najważniejszą informacją, jaką powinienem potraktować poważnie.

Kontrowersyjna jest również moja teza o szczególnej roli inteligencji emocjonalnej. Jeżeli uznam, że wiedza i logika zawsze pełnią funkcję służebną wobec emocji, mogę zatrzeć granicę między uwzględnianiem emocji a oddawaniem im prawa do rozstrzygania o prawdziwości twierdzeń.

Odpowiedź na kontrargument

Przyjmuję ten kontrargument jako poważny. Dlatego sama deklaracja: „zmieniam zdanie powoli” nie wystarczy. W sprawach dla mnie ważnych powinienem jeszcze przed pojawieniem się konfliktu określić, jakie dane, argumenty lub doświadczenia rzeczywiście mogłyby skłonić mnie do korekty. W przeciwnym razie będę przesuwał wymagania za każdym razem, gdy pojawi się dowód przeciwny.

Powolność zmiany powinna oznaczać czas na sprawdzenie argumentu, a nie bezterminowe odkładanie jego oceny. Mogę dać sobie przestrzeń na opadnięcie emocji, zbadanie źródeł i rozmowę z kilkoma osobami. Po tym czasie powinienem wrócić do problemu i jasno powiedzieć, czy nowe dane coś zmieniły.

Emocję traktuję jako ważną informację o mnie: o tym, czego się boję, czego pragnę i czego bronię. Nie traktuję jej jednak jako samodzielnego dowodu na prawdziwość twierdzenia o świecie. Synergia między poznaniem i emocjami nie oznacza, że zawsze mają mówić to samo. Czasem ich konflikt jest konieczny. Rozum może dojść do wniosku, którego emocjonalnie jeszcze nie potrafię przyjąć. Emocje mogą z kolei wskazać, że pozornie logiczna decyzja pomija coś ważnego dla człowieka. Dojrzałość polega na tym, by żadnej ze stron nie uciszyć, ale też żadnej nie oddać całej władzy.

Możliwa nowa teza / wkład własny

Myside bias może ujawniać się nie tylko jako jawna obrona własnej racji, lecz także jako pragnienie zachowania wewnętrznej spójności światopoglądu. Człowiek poszukuje takich interpretacji nowych danych, które dają się połączyć z tym, co wcześniej przyjął. Potrzeba ta ma podwójny charakter: chroni przed chaotycznym zmienianiem poglądów, ale może również sprawić, że żaden fakt nie będzie w stanie naprawdę zakwestionować istniejącego systemu.

Dojrzałość poznawcza wymaga zatem odróżnienia wierności przekonaniom od defensywnego przywiązania do nich. Wierność dopuszcza pytania, sprawdza źródła i potrafi wskazać warunki własnej korekty. Defensywność stale przesuwa te warunki, aby nie dopuścić do zmiany.

W moim przypadku ważnym wskaźnikiem przejścia od poszukiwania prawdy do obrony własnej strony jest wzrost temperatury emocjonalnej: przymus natychmiastowej odpowiedzi, poczucie krzywdy, pogarda wobec drugiego stanowiska, wyjątkowo szybka pewność lub przyjemność z odkrycia argumentu potwierdzającego moje przekonanie. Wtedy potrzebna jest pauza poznawcza: nie porzucenie stanowiska, lecz czasowe zawieszenie wyroku.

Dalsza kwerenda

Doprecyzować relację pojęciową między:
inteligencją poznawczą;
racjonalnością;
inteligencją emocjonalną;
mądrością;
aktywnie otwartym myśleniem.
Zestawić Stanovicha z:
Raymondem Nickersonem — w zakresie nieświadomego budowania sprawy na rzecz własnego przekonania;
Haranem, Ritov i Mellers — w zakresie aktywnie otwartego myślenia i świadomego pozyskiwania większej ilości informacji;
Kahnemanem — w zakresie automatycznych osądów i trudności z uruchamianiem refleksyjnej kontroli;
Golemanem i Grossem — w zakresie wpływu emocji oraz ich regulowania.
Sprawdzić, czy zgromadzona literatura pozwala obronić tezę o inteligencji emocjonalnej jako wymiarze integrującym całą osobę. Na obecnym etapie należy oznaczać ją jako moje stanowisko robocze, a nie jako wynik artykułu Stanovicha.
Opracować prostą procedurę „alarmu poznawczego”:
rozpoznaj pobudzenie;
odłóż wyrok;
sformułuj argument strony przeciwnej;
zapytaj, czy zastosowałbym ten sam standard wobec własnego stanowiska;
wróć do oceny po określonym czasie.
Sformułować warunki, które odróżniają rozsądną stabilność światopoglądu od jego praktycznej niefalsyfikowalności.

Roboczy akapit

Można być człowiekiem bardzo inteligentnym i nadal prowadzić we własnej głowie proces, w którym prokurator, adwokat oraz sędzia reprezentują tę samą stronę. Keith Stanovich i jego współpracownicy pokazują, że wysoka sprawność poznawcza sama nie daje odporności na myside bias — skłonność do łagodniejszego oceniania argumentów zgodnych z własnym stanowiskiem i surowszego traktowania argumentów przeciwnych. Inteligencja dostarcza narzędzi, ale nie decyduje jeszcze, w czyjej sprawie będą pracować.

Dlatego jednym z najważniejszych momentów samopoznania jest chwila, w której zapala się wewnętrzna lampka ostrzegawcza. U mnie może nią być silne poczucie niesprawiedliwości, krytyka czegoś, w co włożyłem dużo pracy, zagrożenie ważnego przekonania, nagła pewność albo przyjemność wynikająca z odnalezienia argumentu po mojej stronie. Nie oznacza to, że wtedy na pewno się mylę. Oznacza jedynie, że jeszcze nie powinienem wydawać wyroku. Warto na chwilę zaciągnąć lejce, pozwolić opaść emocjom i zadać sobie niewygodne pytanie: czy równie surowo oceniłbym ten sam argument, gdyby wspierał stanowisko przeciwne?

Dodatkowe notatki o powiązaniach

Powiązane fiszki i autorzy:

SWT_2013-1 — Stanovich, West, Toplak: myside bias i brak automatycznej ochrony wynikającej z wysokiej inteligencji;
NCK_1998-1 — Nickerson: błąd potwierdzenia i nieświadome budowanie sprawy na rzecz własnych przekonań;
Kahneman: automatyczne osądy, System 1 i trudność uruchomienia refleksyjnej kontroli;
Haran, Ritov, Mellers: aktywnie otwarte myślenie i pozyskiwanie informacji;
Goleman: porwanie emocjonalne i samoświadomość;
Gross: regulacja emocji;
Robson: oczekiwania współtworzące percepcję.

Miejsca w książce:

końcowa część rozdziału 1 — przejście od emocji do pokory poznawczej;
rozdział 2 — odróżnienie danych od interpretacji;
rozdział 4 — pełniejsze omówienie myside bias, błędu potwierdzenia i aktywnie otwartego umysłu;
wstęp do Części I — uzasadnienie idei „świadomości własnej świadomości”.

Metadane pytania 1

Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important

Metadane pytania 2

Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important

Metadane pytania 3

Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important

Metadane pytania 4

Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important

Metadane pytania 5

Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important

Status mojego stanowiska

working

Stopień pewności

high

← Wróć do indeksu bibliografii