Fiszki przypięte do pozycji bibliograficznych

W bazie projektu znajduje się 111 opublikowanych fiszek. Każda karta pozostaje przypisana do konkretnej książki lub artykułu i może należeć do wielu miejsc w spisie treści tego projektu.

Znaleziono 111 fiszek.

Priorytet: Brak Miejsce: nieprzypisane

CAL26-OS01 — Kim jest osoba? Pytanie o byt, nie tylko o właściwości

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

Jeden z najważniejszych – o ile nie najważniejszy – aspektów współczesnego kryzysu antropologicznego dotyczy pojęcia osoby ludzkiej. Istotnie, nie ma bardziej podstawowego pytania dla podmiotu, jak pytanie o własną tożsamość: „kim ja jestem?”. Pojęcie (i rzeczywistość) osoby, jak dobrze zaznacza Possenti, nie należy w pierwszym rzędzie do porządku moralnego (postępowania) czy aksjologicznego (wartości), lecz ontologicznego.

Lokalizacja w źródle

G. Calore, Chalcedońska antropologia. Zarys chrystocentrycznej metafizyki osoby ludzkiej i jej wymiar profetyczny dla świata współczesnego, Wydawnictwo WAM, Kraków 2026, seria „Myśl Teologiczna”, t. 121.

Rozdz. 1, § 1.1 „Problem definicji osoby we współczesnej filozofii”, s. 24; PDF s. 25. Akapit rozpoczynający się od „Jeden z najważniejszych…”, pierwsze trzy zdania. Kontekst problemu wyboru właściwości: s. 30–31; PDF s. 31–32. Calore odwołuje się do Possentiego; źródłem bezpośrednio wykorzystanym w fiszce jest Calore.

Rozumiem fragment

Calore wskazuje, że pojęcie osoby należy przede wszystkim do porządku ontologicznego: pytanie „kim ja jestem?” dotyczy tożsamości istniejącego podmiotu, a nie jedynie oceny jego zachowania lub wartości. Autor odwołuje się w tym miejscu do Vittoria Possentiego i wiąże trudności z określeniem osoby z kryzysem myślenia metafizycznego (s. 24).

W dalszej analizie krytycznie przedstawia teorie definiujące osobę przez wybrane właściwości, zwłaszcza rozumność i samoświadomość. Problem nie polega jedynie na tym, że poszczególne koncepcje wybierają różne cechy. Trzeba również uzasadnić, dlaczego właśnie dana cecha ma rozstrzygać o osobowym statusie podmiotu. Calore, za Pattersonem, pyta o podstawę takiego wyboru (s. 30–31).

Prostszymi słowami: opis tego, co podmiot potrafi robić, nie jest jeszcze pełną odpowiedzią na pytanie, kim on jest. Osoba nie jest w tym ujęciu przede wszystkim nazwą określonego zachowania ani pochwałą przyznawaną za umiejętności.

Proponowane zastosowanie: należy oddzielić pytanie „kim jest osoba?” od pytania „po czym rozpoznajemy jej działanie?”. Zdanie „osoba posługuje się informacją” opisuje pewien związek podmiotu z aktywnością. Nie rozstrzyga samo przez się, czy osobą jest podmiot tego działania, sama zdolność do jego wykonywania, czy proces informacyjny.

Przed poszukiwaniem „śladu osoby” warto zatem ustalić, czego poszukujemy: podmiotu, zdolności czy skutków określonego rodzaju działania. Nie jest to sformułowana przez Calorego teoria informacji, lecz proponowana funkcja jego rozróżnienia w obecnym problemie.

Ważne zastrzeżenie

Pierwszeństwo pytania ontologicznego nie oznacza, że poznanie osoby musi odbywać się bez uwzględniania jej działań. Należy odróżnić poznawanie podmiotu przez jego aktywność od utożsamienia podmiotu z tą aktywnością. Sam cytat nie rozstrzyga, jaka teoria osoby jest prawdziwa.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Funkcja w § 3.1 „Inteligencja osobowa lub ponadosobowa”: otwarcie analizy pojęcia osoby przed przejściem od struktur informacyjnych do pytania o inteligencję i osobowe sprawstwo.

Cytat Calorego służy postawieniu pytania ontologicznego, nie zastępuje definicji osoby. Następny krok wywodu powinien rozdzielić istnienie podmiotu, jego możliwości działania i faktyczne wykonywanie czynności. Pojęcie potencjalności należy wprowadzić wraz z wyraźnym zastrzeżeniem, że wymaga doprecyzowania.

Fiszka ma następnie przygotować pytanie o to, co wolno wywnioskować z obserwowalnej aktywności informacyjnej. Nie należy traktować samego stwierdzenia takiej aktywności jako pełnej definicji osoby ani jako gotowego dowodu osobowego charakteru jej przyczyny.

Słowa kluczowe

osoba; podmiot; ontologia; właściwości; tożsamość; kryteria rozpoznawania

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.
Priorytet: Brak Miejsce: nieprzypisane

CAL26-OS02 — Osoba jako indywidualna substancja natury rozumnej — definicja i jej granice

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

Jeśli zatem osoba znajduje się tylko wśród substancji i to substancji rozumnych (persona in solis substantiis est, atque in his rationalibus), a każda natura jest substancją i nie znajduje się w powszechnych [substancjach], lecz w pojedynczych (nec in universalibus, sed in individuis), to znaleźliśmy definicję osoby: osoba to indywidualna substancja natury rozumnej (persona est naturae rationalis individua substantia).

Lokalizacja w źródle

G. Calore, Chalcedońska antropologia. Zarys chrystocentrycznej metafizyki osoby ludzkiej i jej wymiar profetyczny dla świata współczesnego, Wydawnictwo WAM, Kraków 2026, seria „Myśl Teologiczna”, t. 121.

§ 5.2 „W poszukiwaniu pozytywnej definicji pojęcia osoby: nieadekwatność definicji osoby według Boecjusza”, s. 237; PDF s. 238. Cytat kończący główny wywód na stronie, oznaczony przypisem 65. Cytowanie pośrednie Boecjusza za Calorem; Calore wskazuje Contra Nest. i Eut. III: PL 64, 1342C. Tego oznaczenia w wydaniu Boecjusza nie sprawdzano niezależnie. Kontekst interpretacji substancjalnej w dokumentach przywołanych przez Calorego: s. 246–247; PDF s. 247–248.

Rozumiem fragment

Calore przytacza definicję Boecjusza: osoba jest indywidualną substancją natury rozumnej. Formuła zawiera trzy elementy: konkretny podmiot, jego jednostkowość oraz rozumny charakter natury. Pomocniczo można powiedzieć, że osobą nie jest abstrakcyjna „ludzkość” ani rozumność istniejąca bez podmiotu, lecz konkretne indywiduum. Cytat poznajemy tu za Calorem, nie z niezależnie sprawdzonego wydania Boecjusza (s. 237).

Dla obecnego problemu szczególnie ważne jest rozróżnienie natury rozumnej i aktualnego wykonywania czynności rozumowych. W omawianej przez Calorego interpretacji przyjętej w Dignitas infinita osoba zachowuje swój status również wtedy, gdy nie może realizować zdolności właściwych tej naturze. Sam Calore odnotowuje, że takie odczytanie może przeciwstawiać się uzależnianiu osobowego statusu od aktualnej sprawności (s. 246–247).

Nie należy jednak przedstawiać definicji Boecjusza jako własnego rozwiązania Calorego. Autor poddaje ją krytyce: sprawdza jej zgodność z chrystologicznym odróżnieniem osoby i natury oraz jej przydatność dla wyjaśnienia wyjątkowości osoby. Uznaje, że może pomagać we wstępnej orientacji, ale nie wyczerpuje problemu (s. 235–245).

Prostszymi słowami: ta fiszka daje konkretną definicję do rozważenia, a nie gotową decyzję, że należy ją przyjąć. „Natura rozumna” i „aktualnie sprawne myślenie” nie są tu wyrażeniami równoważnymi.

Proponowane zastosowanie: można odróżnić osobę jako podmiot od posługiwania się informacją jako czynności tego podmiotu. Otwarta pozostaje ocena, czy określenie „podmiot natury rozumnej” wyjaśnia już osobę, czy dopiero trafnie opisuje pewne aspekty jej istnienia.

Ważne zastrzeżenie

Nie należy automatycznie utożsamiać definicji Boecjusza z funkcjonalizmem. „Natura rozumna” i „aktualnie sprawne myślenie” nie są wyrażeniami równoważnymi. Również Calore przedstawia interpretację substancjalną, która zachowuje osobowy status mimo braku możliwości realizowania zdolności. Jego dalsza krytyka jest stanowiskiem autora wymagającym oceny, nie ostatecznym rozstrzygnięciem wartości tej definicji.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Funkcja w § 3.1 „Inteligencja osobowa lub ponadosobowa”: po CAL26-OS01 (#24041) wprowadzić konkretną definicję osoby przytoczoną przez Calorego, a następnie porównać ją z własną próbą odwołania do możności.

Cytat Boecjusza służy określeniu substancjalnego punktu odniesienia. Własną propozycję należy przedstawić oddzielnie: odróżnić aktualizację od możności oraz hierarchię właściwości od warunków koniecznych i wystarczających. Nie przedstawiać od razu własnego opisu jako tożsamego z definicją Boecjusza albo rozwiązaniem Calorego.

Propozycję redakcyjną umieszczono w osobnym polu przeznaczonym na akapit do dysertacji. Przy wykorzystaniu odróżnienia natury i aktualnych czynności odwołać się do G. Calore, Chalcedońska antropologia, Kraków 2026, s. 237 oraz 246–247. Samą definicję przypisać Boecjuszowi i wskazać pośrednie cytowanie za Calorem. Nie traktować fiszki jako gotowego kryterium identyfikowania osobowego projektanta.

Słowa kluczowe

Boecjusz; osoba; substancja; natura rozumna; jednostkowość; zdolność; aktualizacja

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.
Priorytet: Brak Miejsce: nieprzypisane

CAL26-OS03 — Osoba nie jest intelektem: odróżnienie „kto?” od „czym poznaje?”

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

W niniejszym rozdziale odpowiedzieliśmy na pytanie o dogmatyczną zawartość ludzkiej φύσις Chrystusa i tym samym wyznaczyliśmy drugi etap naszego wywodu. Badania nad Wyznaniem wiary z 451 roku wykazały, że w doskonałym człowieku Jezusie Chrystusie Kościół dostrzega Boską Ὑπόστασις bądź Πρόσωπον Syna Bożego wraz z integralną φύσις ludzką (tzn. posiadającą wszystkie swoje naturalne właściwości: intelekt, wolę, świadomość, duszę, ciało itd.), która sama przez się nie stanowi jednak ludzkiej ὑπόστασις lub πρόσωπον.

Lokalizacja w źródle

Podsumowanie rozdz. 3 „Osoba i natury Jezusa Chrystusa w Wyznaniu wiary Soboru Chalcedońskiego”, s. 159; PDF s. 160. Cały akapit po separatorze z trzema gwiazdkami. Rozwinięcie antropologiczne: § 4.1.2, s. 168–170; PDF s. 169–171.

Rozumiem fragment

W wykładni Calorego zasadnicze znaczenie ma odróżnienie osoby Chrystusa od Jego natury ludzkiej. Chrystus posiada integralne człowieczeństwo, obejmujące intelekt, wolę, świadomość, duszę i ciało. To człowieczeństwo nie stanowi jednak drugiej, ludzkiej osoby obok Osoby Syna Bożego (s. 159).

„Natura” u Calorego nie oznacza wyłącznie biologii lub materii. Obejmuje także władze duchowe. Odróżnienie osoby od natury nie jest więc po prostu odróżnieniem duszy od ciała albo inteligencji od fizycznego organizmu.

Pomocnicze objaśnienie: osoba odpowiada na pytanie „kto?”, natomiast intelekt i wola wskazują, czym i w jaki sposób podmiot poznaje oraz działa. To objaśnienie rozróżnienia, nie pełna definicja osoby ani dosłowny cytat Calorego.

Calore przenosi następnie tę perspektywę na antropologię: postuluje w każdym człowieku wymiar osobowy, którego nie da się sprowadzić do natury i jej właściwości. Jest to już jego rozwinięcie argumentacji opartej na paradygmatycznym znaczeniu człowieczeństwa Chrystusa (s. 168–170). Należy odróżnić ten krok od samego chrystologicznego twierdzenia zawartego w cytacie.

Proponowane zastosowanie: rozumność można przypisywać osobie, nie utożsamiając jej z samą rozumnością. Analogicznie opis posługiwania się informacją nie musi stanowić opisu całej ontologicznej treści osoby. W wywodzie trzeba odróżniać podmiot, jego władze i konkretne czynności.

Ważne zastrzeżenie

Argument chrystologiczny nie jest sam przez się argumentem empirycznym. Wspólnota natury ludzkiej nie upoważnia automatycznie do przenoszenia na każdego człowieka wszystkich twierdzeń o sposobie istnienia Chrystusa. Zakres tego przejścia stanowi zasadniczy punkt wymagający oceny w argumentacji Calorego. Skrót „kto?” / „czym poznaje?” służy objaśnieniu, nie stanowi literalnej definicji z cytatu.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Funkcja w § 3.1 „Inteligencja osobowa lub ponadosobowa”: po przedstawieniu pytania o osobę i naturę rozumną wprowadzić analizę znaczenia wyrażenia „osoba posługuje się informacją”. Fiszka ma odróżnić osobowy podmiot, intelekt jako władzę, czynności poznawcze oraz przyjmowane i interpretowane treści.

Najpierw wykorzystać cytat Calorego do objaśnienia różnicy osoby i natury. Następnie przedstawić własny opis weryfikacji informacji, emocji i języka samopoznania, wyraźnie oddzielony od rekonstrukcji źródła. Hipotezę o zewnętrzności wszelkiej samowiedzy wprowadzić wraz z jej próbą krytyczną, nie jako ustalony wynik.

W zakończeniu tej części wskazać, że opis przepływu lub interpretowania informacji nie zastępuje jeszcze odpowiedzi na pytanie o podmiot. Ta fiszka nie dowodzi osobowego pochodzenia informacji w przyrodzie; przygotowuje rozróżnienia potrzebne przed podjęciem takiego wnioskowania. Konkretną propozycję zapisu zawiera pole „Roboczy akapit do dysertacji”.

Słowa kluczowe

osoba i natura; intelekt; wola; podmiot poznający; hipostaza; chrystologia; informacja

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.
Priorytet: Brak Miejsce: nieprzypisane

CAL26-OS04 — Przejawy inteligencji a osobowy status — próba z przypadkami granicznymi

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

Nikt nie zaprzecza, że w przeważającej większości przypadków do wyróżnienia pojedynczego człowieka wśród innych stworzeń wystarczy pojęcie osoby jako bytu o wyraźnie przejawiającej się rozumności. Nieadekwatność tej definicji wychodzi na jaw w wymienionych skrajnych sytuacjach takich jak: początek życia ludzkiego, ludzie z niepełnosprawnością intelektualną lub w stanie nieodwracalnej komy, zwierzęta osiągające wysokie stadium świadomości i zdolne do komunikowania itp. Sygnalizujmy też nowy problem, który pojawił się niedawno, mianowicie kwestię sztucznej inteligencji. Pragniemy tutaj sformułować tylko kilka prostych uwag mających pobudzić do refleksji.

Lokalizacja w źródle

§ 5.2, s. 245, początek przypisu 87; PDF s. 246. Pierwsze cztery zdania przypisu, od „Nikt nie zaprzecza…” do „…pobudzić do refleksji”. Dalszy ciąg przypisu i konkluzja autora dotycząca sztucznej inteligencji: s. 245–246; PDF s. 246–247.

Rozumiem fragment

W przypisie 87 Calore stawia problem bliski obecnym badaniom: czy rozpoznawanie przejawów rozumności wystarcza do określenia osobowego statusu? Zauważa, że w wielu zwyczajnych sytuacjach rozumne zachowanie pozwala wyróżnić człowieka. Trudności pojawiają się jednak tam, gdzie takie zachowanie nie jest ujawniane, oraz przy rozważaniu innych bytów wykazujących złożone zdolności. Autor wymienia również sztuczną inteligencję (s. 245).

Calore nie rozstrzyga tego zagadnienia za pomocą testu sprawności poznawczej. W ramach swojej antropologii wiąże status osoby z wymiarem hipostatycznym, a nie z poziomem wykonywania czynności. Na tej podstawie odróżnia człowieka od sztucznej inteligencji, także w rozważanej przez siebie sytuacji przewagi sztucznego systemu w niektórych działaniach (s. 245–246, przypis 87). To rozwiązanie teologiczno-metafizyczne autora, nie wynik technicznego badania systemów sztucznej inteligencji.

Proponowane zastosowanie: trzeba rozdzielić przetwarzanie informacji, rozumienie jej znaczenia i osobowy status podmiotu. Nie należy z góry przyjmować, że są to trzy nazwy tego samego zjawiska.

Fiszka nie przekreśla wnioskowania o inteligencji ze skutków. Pomaga natomiast postawić precyzyjne pytanie: jak mocną konkluzję uzasadnia dany rodzaj świadectwa — sprawność działania, inteligencję, intencjonalność czy osobowe sprawstwo?

Prostszymi słowami: najpierw należy określić, co dany ślad rzeczywiście pozwala rozpoznać. Nie każdy opis czynności informacyjnych jest już odpowiedzią na pytanie, kto je wykonuje i dlaczego miałby być osobą.

Ważne zastrzeżenie

Calore odmawia sztucznej inteligencji osobowego statusu na gruncie własnej antropologii teologicznej. Nie należy przedstawiać tego jako wyniku badań informatycznych. Jego przewidywania o przyszłym rozwoju sztucznej inteligencji nie są potrzebne do przyjęcia rozróżnienia między sprawnością a statusem osobowym. Przypadki wymienione w cytacie zachowano jako przykłady autora, bez rozstrzygnięć medycznych dotyczących konkretnych ludzi.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Funkcja w § 3.1 „Inteligencja osobowa lub ponadosobowa”: po odróżnieniu osoby, jej władz i czynności przejść do pytania o empirycznie rozpoznawalne oznaki inteligentnego i ewentualnie osobowego sprawstwa.

Cytat Calorego pełni funkcję ograniczającą: widoczna sprawność nie zastępuje ontologicznego określenia osoby. Następnie można przedstawić własną hipotezę o abstrakcji i rozwijaniu kolejnych treści, wyraźnie odróżniając ją od stanowiska Calorego. Nie nadawać jej jeszcze statusu kryterium koniecznego i wystarczającego.

Wykorzystać metaforę rozgałęzień i „pnia” do pokazania problemu tworzenia, przekształcania i pochodzenia informacji. Historię o delfinie pozostawić poza argumentacją empiryczną, dopóki nie zostanie sprawdzona; ewentualne użycie ilustracyjne jasno oznaczyć.

Przed zastosowaniem do przyrody zbadać, czy dane wskazują na czynność źródła, czy tylko na abstrakcyjną interpretację badacza. Osobno uzasadnić przejście od informacji do inteligencji oraz od inteligencji do osobowego sprawstwa. Roboczy akapit zawiera propozycję takiego przejścia, nie gotowy dowód.

Słowa kluczowe

inteligencja; informacja; funkcjonalizm; kryterium rozpoznania; sztuczna inteligencja; osobowy status; sprawstwo

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.
Priorytet: Brak Miejsce: nieprzypisane

CAL26-OS05 — Co Calore proponuje zamiast redukcji osoby — i czego jeszcze nie definiuje

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

Od razu zaznaczamy, że nie znamy odpowiedzi na metafizyczne pytanie: „co to jest ludzka osoba (ὑπόστασις, πρόσωπον)?”. Jednak ośmielamy się wysunąć teologiczną hipotezę dotyczącą ludzkiej ὑπόστασις-πρόσωπον, którą przedstawiamy jako alternatywę dla poprzedniej, błędnej konkluzji („jesteśmy Boskimi hipostazami”). Wygląda ona następująco. Jeśli w doskonałym człowieku Jezusie Chrystusie dostrzegamy Boską Ὑπόστασις-Πρόσωπον Syna wraz z konkretną, integralną φύσις ludzką, to i w każdym człowieku dostrzegamy ὑπόστασις-πρόσωπον, która nie jest Boską hipostazą jak Syn, lecz istnieje „w” Boskiej Ὑπόστασις-Πρόσωπον Syna wcielonego jako w swoim metafizycznym miejscu (locum metaphysicum) bytowania.

Lokalizacja w źródle

§ 4.1.2, s. 173; PDF s. 174. Akapit rozpoczynający się od „Od razu zaznaczamy…”, od początku do zdania kończącego się „…bytowania”. Podsumowanie stopni argumentacji: s. 174–175; PDF s. 175–176. Dalsze badania nad związkiem osoby i natury oraz relacyjnością: s. 261–263; PDF s. 262–264.

Rozumiem fragment

Po odróżnieniu osoby od natury Calore staje przed pytaniem, co pozytywnie oznacza osoba. Samo powiedzenie, że osoba nie jest ciałem, intelektem ani sumą właściwości, jeszcze na nie nie odpowiada. Autor otwarcie wskazuje brak pełnej odpowiedzi na metafizyczne pytanie o osobę (s. 173).

Proponuje dwa powiązane, ale nierównoważne kroki. Najpierw argumentuje, że w człowieku należy wyróżnić wymiar osobowy nieredukowalny do natury. Następnie wysuwa hipotezę, że ludzkie osoby istnieją w ontologicznym związku z Boską Osobą Syna wcielonego, którą określa jako ich locum metaphysicum. Nie twierdzi, że ludzie są Boskimi hipostazami; podkreśla różnicę między osobą stworzoną a Osobą Boską (s. 172–175).

W zakończeniu wskazuje relacyjność jako możliwy kierunek dalszych badań. Nie zastępuje jednak po prostu definicji substancjalnej formułą „osoba jest relacją”. Jego podstawową propozycją pozostaje metafizyka chrystocentryczna, a pojęcie relacji ma być rozpatrywane w jej ramach (s. 261–263).

Prostszymi słowami: Calore proponuje kierunek wyjaśnienia osoby i jej zakorzenienia, nie gotową definicję, którą wystarczy przepisać. Stwierdzenie nieredukowalności, hipoteza uczestnictwa i pełna definicja osoby nie są tym samym.

Proponowane zastosowanie: trzeba zachować porządek uzasadniania. Teologiczne wyjaśnienie osoby może stanowić punkt odniesienia dla interpretacji wyników, ale nie powinno być przedstawiane jako konkluzja wyprowadzona wyłącznie z informacji obecnej w przyrodzie. Wnioskowanie o inteligentnym sprawstwie, identyfikacja sprawcy i chrystocentryczna interpretacja osoby wymagają rozróżnienia.

Ważne zastrzeżenie

Nie należy nazywać tej fiszki „ostateczną definicją osoby według Calorego”. Autor wskazuje brak pełnego pozytywnego określenia. Dalszego wyjaśnienia wymagają związek osoby z naturą, charakter jej uczestnictwa w Osobie Syna oraz sposób uniknięcia dualizmu (s. 173–175, 261). Proponowane zastosowanie metodologiczne do argumentu informacyjnego nie jest cytatem z Calorego.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Funkcja w § 3.1 „Inteligencja osobowa lub ponadosobowa”: domknięcie zestawu definicyjnego przez odróżnienie bycia osobą, rozwoju jej możliwości oraz pytania o cel jej istnienia. Fiszka nie dostarcza jeszcze ostatecznej pozytywnej definicji osoby.

Najpierw przedstawić tezę o niezależności osobowego statusu od aktu wiary i od aktualnego rozwinięcia zdolności. Następnie odrębnie wprowadzić własne przekonanie o „istnieniu po coś”, wraz z otwartym pytaniem o jego uzasadnienie i znaczenie użyteczności. Wykorzystać roboczy akapit z osobnego pola jako propozycję do autoryzacji.

Porównanie z Calorem ma pokazać, że Chrystus jako świadomie przyjęty wzór życia i Chrystus jako postulowana ontologiczna podstawa każdej osoby pełnią różne funkcje w wywodzie. Nie wolno przypisać Caloremu uzależnienia statusu osoby od bycia wierzącym ani uznać odpowiedzi autora projektu za automatyczne przyjęcie jego hipotezy.

Na przejściu do części teologicznej rozdzielić wnioskowanie o inteligentnym sprawstwie, identyfikację sprawcy, chrystocentryczne wyjaśnienie osoby i przypisanie człowiekowi określonego celu. Nie wyprowadzać konkretnego powołania jednostki z samej obecności struktur informacyjnych w przyrodzie. Numer dalszego podrozdziału wymaga sprawdzenia w aktualnym planie.

Słowa kluczowe

metafizyka osoby; chrystocentryzm; hipoteza teologiczna; relacyjność; analogia; granice wnioskowania

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.
Priorytet: Brak Miejsce: nieprzypisane

CHU-2022-01 — Preferencja krzywizny: wynik ogólny a architektura

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

Krótki cytat z końca sekcji CONCLUSIONS, s. 162.

Together, our results show that people’s preference for curvature in the visual domain is general and common, though not universal and invariant.

Przekład całego fragmentu

Roboczy przekład:

Łącznie nasze wyniki pokazują, że ludzka preferencja krzywizny w dziedzinie wzrokowej jest ogólna i częsta, choć nie jest uniwersalna ani niezmienna.

Lokalizacja w źródle

Erick G. Chuquichambi, Oshin Vartanian, Martin Skov, Guido B. Corradi, Marcos Nadal, Paul J. Silvia, Enric Munar, How universal is preference for visual curvature? A systematic review and meta-analysis, Annals of the New York Academy of Sciences 1518(1), 2022, s. 151–165. DOI: 10.1111/nyas.14919.

Cytat: CONCLUSIONS, s. 162 — strona 12 w 15-stronicowym PDF-ie wydawcy.
Zakres danych do lektury: metody s. 153–155; wynik ogólny s. 155 i tabela 2 na s. 157; wynik podgrupy przestrzennej w sekcji Moderator analyses na s. 158; konkluzja s. 162.

Pełny tekst wydawcy: https://nyaspubs.onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1111/nyas.14919
PDF wydawcy: https://nyaspubs.onlinelibrary.wiley.com/doi/pdf/10.1111/nyas.14919

Jeżeli podepniesz ten sam pełny PDF do pozycji bibliograficznej, początek krótkiego cytatu wypada na stronie technicznej 12. Nie wpisuj tam 162. W razie innej wersji pliku sprawdź paginację ręcznie.

Rozumiem fragment

DANE ŹRÓDŁOWE — skrót, nie cytat:
Metaanaliza objęła 61 badań, 106 niezależnych prób, 309 efektów i 11 023 uczestników. Średni efekt wyniósł g Hedgesa = 0,39; 95% przedział ufności [0,25; 0,52]. Wyniki różnicowały zadanie, rodzaj bodźca, czas prezentacji i doświadczenie zawodowe. W podgrupie spatial design — wnętrza i fasady — efekt był nieistotny statystycznie: g = −0,04; p = 0,80; k = 73 efekty. Przeszukanie baz przeprowadzono 21.02.2021.

Ważne zastrzeżenie

Granice wniosku empirycznego:
1. Metaanaliza jest zestawieniem różnych badań, nie jednym eksperymentem, w którym każdy podejmował decyzję o zakupie domu. Zadania artystyczne, hedoniczne, semantyczne, ekonomiczne i związane z podejściem–unikaniem zostały w publikacji rozróżnione (s. 154). Nie znamy z tej odpowiedzi rozkładu tych zadań we wszystkich 73 efektach przestrzennych.
2. Wynik g = −0,04; p = 0,80 dla spatial design nie dowodzi ani równej wartości estetycznej form, ani ich równego działania u każdej osoby. Nie wskazuje też samodzielnie przyczyny braku potwierdzenia przewagi.
3. Przekonanie o wielopokoleniowym przyzwyczajeniu, kosztach i lęku przed wyróżnieniem się nie stanowi samo pomiaru tych czynników u uczestników uwzględnionych badań. Nie można nim automatycznie unieważnić niekorzystnego wyniku.
4. Dyskusja artykułu dopuszcza ekspozycję oraz odmienne zadania jako możliwe wyjaśnienia (s. 160–161). Wątek ekspozycji odnosi się tam do różnic pomiędzy przedmiotami a przestrzeniami i symbolami, nie do wykazanego skutku wychowania w prostokątnych domach.

Granice rekonstrukcji własnego stanowiska:
5. Twierdzenia o niemal nieobecnej falistości typowych projektów, cenie premium, dłuższych terminach i nielicznych wykonawcach zapisujemy jako opis autora. Nie przeprowadzono kontroli katalogów, kosztorysów ani danych o realizacjach. Określenia „większość”, „wszystkie” i „rzadko” nie otrzymały ilościowego uzasadnienia.
6. Dawniejszy kontakt z drewnem, kamieniem i gliną nie jest sam przez się miarą krzywizny domu. Autor w CZA-2007-02 zauważał już możliwość kanciastej bryły wykonanej z drewna. Nie wynika stąd odrzucenie jego tezy o kontakcie z naturą; chodzi o odrębność materiału i geometrii.
7. Wpływ przyzwyczajenia nie oznacza, że ocena jest nieszczera albo nie jest rzeczywistą preferencją osoby w danych warunkach. Nie znamy „czystej” preferencji tej osoby po usunięciu wszystkich wpływów kulturowych.
8. Presja społeczna może hipotetycznie skłaniać do niewyróżniania się, ale można również pomyśleć wybór nietypowego domu dla prestiżu. Odpowiedź nie określa częstości ani bilansu tych przeciwnych możliwości.

Granice postulatu ornamentyki:
9. Obowiązek 10–30% jest propozycją autora, nie ustaleniem badaczy. „Powierzchnia nieużytkowa” nie ma w odpowiedzi zdefiniowanej podstawy pomiaru, a progi nie wynikają z przytoczonych efektów.
10. Krzywizna, naturalny motyw i ornament nie są synonimami. Nakaz użycia określonej ilości ozdób nie dowodzi piękna całej formy.
11. Potrzeba większej akceptacji nie rozstrzyga o zasadności przymusu. Uzasadnienia wymagałyby zarówno jego oczekiwane skutki, jak i pierwszeństwo decyzji urzędu wobec odmiennych preferencji mieszkańca oraz autonomii architekta. To pytanie filozoficzne, nie orzeczenie o obowiązującym prawie.
12. Nie uznajemy milcząco odwołania T7, w której autor zdecydowanie krytykował zastępowanie piękna formy dekorowaniem. Możliwe pogodzenie obu wypowiedzi wymaga wskazania, czy chodzi o ornament współtworzący budynek, czy o dodatek do już ustalonej bryły.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Główne miejsce: 403 / § 3.2 „Preferencja krzywizny w świetle wybranych badań empirycznych”. Pomocniczo: 404 / § 3.3. Wątek standaryzacji oraz nakazu ornamentyki pozostawić do części 4, szczególnie dyskusji o swobodzie kształtowania, funkcjonalności i dekoracji; nie tworzyć nowego rozdziału o prawie budowlanym.

Proponowany porządek w 403: najpierw podać wynik ogólny i wynik dla podgrupy przestrzennej, następnie wskazać różne zadania pomiarowe, a dopiero potem przedstawić własne hipotezy o przyzwyczajeniu i barierach wyboru domu. Przy opisie wyniku nie zmieniać „nie potwierdzono przewagi” w „wykazano niechęć do krzywizny” ani w „wykazano równoważność”.

Przydatne zdanie robocze: brak gotowości do wyboru określonego domu nie jest automatycznie brakiem upodobania do jego formy. Zastrzec od razu, że nie wszystkie badania przestrzeni pytały o kupno domu. Aby zastosować wyjaśnienie ekonomiczne do konkretnego wyniku, trzeba sprawdzić instrukcję oraz ewentualne wyobrażenia uczestnika o koszcie.

Pomysł 10–30% zachować w dokumentacji odpowiedzi. Nie przenosić go obecnie do artykułu jako wyprowadzonej normy projektowej, przelicznika piękna ani rozwiązania potwierdzonego badaniami. W tekście można rozważyć wpływ społecznej akceptacji bez przyjmowania, że jedyną drogą jej zmiany jest nakaz.

Aktualizacja dotyczy fiszki, nie strony ze szkicem. Wersja artykułu pozostaje v1.4.

Słowa kluczowe

krzywizna; falistość; metaanaliza; preferencja; Hedges g; heterogeniczność; architektura; wnętrza; fasady; zakres uogólnienia; 403; 404

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.
Priorytet: Brak Miejsce: nieprzypisane

CHU-2026-01 — Krzywizna wnętrza: piękno, przytulność i deklarowany pobyt

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

Krótki cytat z abstraktu, s. 1.

Curvilinear spaces were rated as more aesthetically pleasing and emotionally positive than angular spaces.

Przekład całego fragmentu

Roboczy przekład

Przestrzenie krzywoliniowe oceniano jako bardziej przyjemne estetycznie i bardziej pozytywne emocjonalnie niż przestrzenie kanciaste.

Lokalizacja w źródle

Erick G. Chuquichambi, Claudia Damiano, Na Wei, Vasiliki Meletaki, Keaton Bruce, Anjan Chatterjee, Martin Skov, Dirk B. Walther, Curved background and foreground elements enhance the appeal of indoor spaces, Journal of Environmental Psychology 111, 2026, artykuł 102974. DOI: 10.1016/j.jenvp.2026.102974.

Publikacja udostępniona online 04.03.2026. Numer 102974 jest identyfikatorem artykułu, nie stroną.
Cytat: ABSTRACT, s. 1.
Kontekst metodologiczny: § 2.1–2.3, s. 3–4. Wyniki: § 3.1–3.2, s. 5–6. Ograniczenia: § 4.1, s. 9. Te numery odpowiadają stronom oznaczonym w odczytanym tekście autorskim; w podpiętym przez siebie pliku sprawdź pozycję ręcznie.

Wersja wydawcy / DOI: https://doi.org/10.1016/j.jenvp.2026.102974
Publiczny pełny tekst udostępniony przez współautora Martina Skova: https://www.researchgate.net/publication/401575874_Curved_background_and_foreground_elements_enhance_the_appeal_of_indoor_spaces

Korzystano z pełnego tekstu autorskiego, nie tylko z opisu bibliograficznego ResearchGate. Pliku PDF nie dołączono do paczki.

Rozumiem fragment

DANE ŹRÓDŁOWE — skrót, nie cytat:
30 osób oceniało 56 wizualizacji: 14 wnętrz w czterech wariantach krzywoliniowego lub kanciastego tła i pierwszego planu. Skale 1–5 obejmowały podobanie się, piękno, fascynację, spójność i hominess. Osobno wybierano emocje oraz deklarowano wyobrażony czas pobytu do odczucia dyskomfortu (0–200 minut). Krzywizna obu planów podwyższała m.in. oceny piękna, hominess i deklarowany czas; efekty pierwszego planu były na ogół silniejsze. Badanie nie było prerejestrowane. Autorzy wskazują małą próbę, abstrakcyjność obrazów i możliwą rolę nowości.

OBJAŚNIENIE METODOLOGICZNE AI:
Korzystny wynik jest konkretnym wsparciem dla sprawdzania roli krzywizny, ale trzeba zachować przedmiot pomiaru. Ocena obrazu nie jest obserwacją codziennego mieszkania. Odpowiedź na pytanie o wyobrażony pobyt nie jest zmierzonym zachowaniem. Deklaracja emocji nie jest pomiarem fizjologicznego uspokojenia.

W naszym zastosowaniu nie wolno połączyć wszystkich skal w jedno nowe słowo „piękno” i przez to zgubić różnic, które dopiero co wypracowaliśmy przy Ingardenie i Scrutonie.

Ważne zastrzeżenie

Ograniczenia badania i jego zastosowania:

1. „Time to Spend” oznacza tu deklarację wyobrażonego pobytu do dyskomfortu, nie rzeczywiście zmierzony czas pozostania, nie zakup domu i nie wieloletnie zamieszkiwanie. Korzystny wynik nie dowodzi jeszcze trafności przewidywania uczestnika.
2. Ocena piękna, hominess i deklaracja pobytu są odrębnymi miarami. Wybranie ostatniej jako najważniejszej dla własnych tez nie pozwala przemianować jej na bardziej obiektywny pomiar piękna.
3. W odczytanej procedurze nie było odrębnego pomiaru odczuwanej obecności drugiej osoby, podobieństwa do człowieka ani przypisywania budynkowi intencji. Wynik nie rozstrzyga zaproponowanego przez autora mechanizmu.
4. Krzywizna pierwszego planu i tła nie odpowiada automatycznie podziałowi dekoracja–konstrukcja. Pozytywny wynik z 2026 r. nie usuwa ograniczeń wcześniejszej metaanalizy.

Granice własnego wyjaśnienia:

5. Podobieństwo konturu, rozpoznanie postaci człowieka, wrażenie ożywienia oraz przypisanie cech psychicznych nie są tym samym. Można rozpoznać sylwetkę bez przypisywania jej umysłu.
6. Przekonanie o społecznych skłonnościach człowieka nie wystarcza do wykazania, że sympatia wobec ludzi przenosi się właśnie poprzez obłości na nieożywioną architekturę. Autor sam wskazuje wielość innych czynników.
7. Hipotezy o zwierzętach, robotach i ruchomym budynku nie są wynikami omawianego eksperymentu. Przypisanie zwierzęciu określonej cechy nie rozstrzyga samo jej rzeczywistej obecności lub nieobecności; potrzebna byłaby nazwa konkretnej cechy i odrębna dokumentacja.
8. Fragment „co natomiast mogłoby być nagminne, gdyby humanoid…” ma niejednoznaczne odniesienie. Nie rozstrzygnięto, czy dotyczy nasilonej nieufności, czy przypisywania cech ludzkich. Nie zastąpiono go twierdzeniem, że większe podobieństwo zawsze zwiększa zaufanie.
9. Chmura i kamień pokazują rozpoznanie kształtu; robot oraz poruszający się budynek wprowadzają także zachowanie. Skały i fale różnią się nie tylko rodzajem konturu. Te przykłady nie izolują wpływu samej krzywizny.
10. Fascynacja nie jest logicznie tożsama z pragnieniem dłuższego pobytu. Również podobieństwo do człowieka nie wyklucza, jako możliwość myślowa, niepokoju. Nie zamieniono osobistej preferencji fal w powszechny ranking krajobrazów.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Główne miejsce: 403 / § 3.2 „Preferencja krzywizny w świetle wybranych badań empirycznych”. Pomocniczo 404; hipoteza podobieństwa do człowieka może później doprecyzować 304, bez ponownego otwierania całej części antropologicznej.

Najpierw opisać rzeczywisty pomiar: uczestnik oceniał wyobrażony czas przebywania w przedstawionej przestrzeni przed pojawieniem się dyskomfortu. Następnie wyjaśnić, dlaczego autor projektu uznaje ten wynik za szczególnie bliski problemowi domu. Na końcu oddzielnie przedstawić własną hipotezę o odczuwanej bliskości ludzkiej postaci.

Zachować kolejność: wynik → zakres jego zastosowania → możliwe wyjaśnienie → potrzeba sprawdzenia tego wyjaśnienia. Nie pisać, że Chuquichambi i współautorzy dowiedli społecznego lub antropomorficznego mechanizmu preferencji.

Do gotowego artykułu nie przenosić całego katalogu zwierząt, robotów, chmur i skał. Przykłady pozostają materiałem warsztatowym; wystarczy ten, który rzeczywiście odróżnia podobieństwo postaci od przypisywania cech psychicznych. Szkic v1.4 nie jest zmieniany przez ten pakiet.

Słowa kluczowe

krzywizna; wnętrze; wizualizacja; background; foreground; piękno; podobanie się; hominess; przytulność; deklarowany pobyt; swojskość; 403; 404

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.
Priorytet: Brak Miejsce: nieprzypisane

CHW-1921-01 — Czy prostoliniowość jest koniecznością czy przyzwyczajeniem?

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

Fragment A — II. „Zagadnienia praktyczne”, s. 107–108; strony 13–14 pliku „Chwistek, Wybór i Zagadnienia OCR.pdf”. Pięć kolejnych akapitów od „Ad 3” do końca części II. Oznaczenie „Ad 3” odnosi się do trzeciego postulatu ze s. 106: walki z koszarowością.

Ad 3. Inaczej się jednak przedstawi sprawa, jeśli zwrócimy się do trzeciego z wymienionych punktów, a mianowicie do problemu usunięcia koszarowości. Jeśli chodzi o higienę, element ten jest zasadniczy. Każdy, kto chodził do szkoły, zdaje sobie sprawę, jak bardzo szkodliwe dla systemu nerwowego jest jednostajne aż do bezmyślności otoczenie, jakiego dostarcza dzisiejszy budynek szkolny. Wstręt wielu uczniów do szkoły da się wytłumaczyć tym właśnie faktem.

Otóż zadawanie sobie stale przymusu przebywania w nieznośnym otoczeniu jest niewątpliwie równoznaczne z osłabieniem systemu nerwowego. Przeciwnie, otoczenie pełne niespodzianek, zakamarków, schodków itp., jakiego dostarcza wiele starych budynków, działa podniecająco i wypełnić może samym faktem swego istnienia niejedną beznadziejnie pustą chwilę. Z tego powodu sądzę, że budownictwo przyszłości nie może przeprowadzić konsekwentnie linii wytkniętej przez p. Perreta. Przeciwnie, nie rezygnując ze zdobyczy już uzyskanych przez nowożytne budownictwo, musi wyrwać starym gmachom tajemnicę rozmaitości i niespodzianki i przystosować ją do nowych rysunków.

W tym punkcie znajduje się jądro zagadnienia i zarazem jego trudność. Jest jasne, że zachowując ogólną linię drapacza nieba, nie możemy myśleć poważnie o średniowiecznych zakamarkach i przybudówkach ani też o pokrywaniu ścian siatką kamiennych koronek. Cóż więc pozostaje do zrobienia?

Pewną wskazówkę znaleźć możemy w przemyśleniu problemu słońca do ostatecznej konsekwencji. Niewątpliwie w mieście Perreta będzie więcej słońca niż w naszych po średniowieczu odziedziczonych miastach, ale czy będzie to prawdziwe maksimum? Oczywiście nie, z tego powodu, że ściany domów Perreta są pionowe i dlatego dają mniej słońca niż ściany położone skośnie – pokryte oknami o powierzchni zakrzywionej. Ale dlaczego właściwie okna mają być pionowe? Dlaczego linie werand mają być proste? Czy zachowanie linii prostej w dzisiejszych budynkach żelazobetonowych nie jest przypadkiem automatycznym powtarzaniem kształtów, które podyktowane zostały swojego czasu prostą koniecznością posługiwania się kamieniem lub cegłą? Pytanie to wydaje się decydujące. Pociąga ono za sobą cały szereg pytań szczegółowych, odnoszących się do kształtu pokoi – zwłaszcza salonów, buduarów itp., do urządzenia wewnętrznego itd. Wszystko to prowadzi po chwili zastanowienia do wniosku, że jeśli nie chcemy identyfikować wygody z tym, do czego przywykliśmy, a raczej żądni jesteśmy odmiany, niespodzianki i rozmaitości, musimy zerwać zasadniczo z linią prostą w architekturze.

Wniosek ten jest wszystkim, co z ogólnych rozważań o użyteczności budynków wyprowadzić można. Reszta należy do właściwego zagadnienia konstrukcji.

Fragment B — III. „Zagadnienie konstrukcji”, s. 108; strona 14 tego samego PDF-u. Pierwszy akapit następnej części, oddzielony w książce jej nagłówkiem.

Nie chcąc poprzestawać na ogólnikach, pragnę przedstawić tutaj konkretny projekt wielkiego hotelu, jaki można by postawić np. w Zakopanem. Chodzi o nowożytny gmach z wielkimi werandami do słonecznych kąpieli, z salą balową, restauracją, kawiarnią itd. Jest jasne, że styl zakopiański, który stworzony został na gruncie prymitywnym i jako taki posiada zakres ograniczony, musi chybić celu, jeśli chodzi o gmachy monumentalne. Sądzę, że do rozwiązania problemu takich gmachów nadaje się osobliwie nowy, krzywolinijny styl, o którym tu pragnę mówić. Trzeba tylko zerwać z przesądami takimi, jak: prawo symetrii, równości itp. Właśnie w Tatrach, gdzie szczyty gór są żywym przykładem monumentalności i niezgłębionej powagi kształtów asymetrycznych i rozwichrzonych – nie trudno jest na zdobycie się na taki gest. Dziwić się raczej wypada, że ludzie nie zauważyli rażącego dysonansu, jakim są w stosunku do gór prostopadłościany i graniastosłupy dzisiejszej architektury. Z tym stanem rzeczy należy zerwać stanowczo. Oczywiście, to, co ma powstać, musi być głęboko przemyślane i przedyskutowane. Nie mam pretensji, ażeby mój projekt uważany był za ostateczne słowo w tej sprawie. Przedstawiam go tylko jako punkt wyjścia dyskusji.

Lokalizacja w źródle

Leon Chwistek, „Zagadnienia współczesnej architektury” (1921), w: tenże, Wybór pism estetycznych, wprowadzenie, wybór i opracowanie Teresa Kostyrko, Kraków: Universitas, 2004, s. 103–110.

Fragment A: część II „Zagadnienia praktyczne”, s. 107–108. Fragment B: część III „Zagadnienie konstrukcji”, s. 108, pierwszy akapit. Wybrane akapity podano z kontekstem poprzedzającym centralny postulat. Nie jest to cytat z całej części II lub III.

Plik podstawowy: „Chwistek, Wybór i Zagadnienia OCR.pdf”, strony 13–14 (PDF ma 17 stron). W polu strony technicznej wpisz ręcznie 13, jeżeli właśnie ten plik jest podpięty do pozycji źródłowej. W osobnym pliku „Chwistek, Zagadnienia0001.pdf” ten sam zakres jest na stronach 6–7; nie należy mieszać obu numeracji. Rok 1921 w identyfikatorze nie jest rokiem używanego wydania.

Kontekst odczytany poza cytatem: s. 106 — trzy potrzeby nowego budownictwa i stanowisko wobec domku z ogrodem; s. 109–110 — opis hotelu oraz zastrzeżenie dotyczące szczegółowych planów.

Rozumiem fragment

Chwistek rozpoczyna nie od pytania, czy krzywa jest piękniejsza od prostej, lecz od problemu „koszarowości”: jednostajnego otoczenia, w którym człowiek musi stale przebywać. Nowoczesne miasto może według niego rozwiązywać potrzeby administracji i higieny, a mimo to nie zaspokajać potrzeby rozmaitości. Słowo „podniecająco” oznacza tu pobudzająco, ożywiająco; nie chodzi o kontekst seksualny. Autor nie żąda powrotu do całego średniowiecznego sposobu budowania. Chce zachować nowoczesne zdobycze, a odzyskać rozmaitość i niespodziankę.

Z tego problemu przechodzi do pytań o ściany, okna i werandy. Pyta, czy kształty podtrzymywane w architekturze żelazobetonowej nie są nawykiem odziedziczonym po innych materiałach. Rozróżnia wygodę i przyzwyczajenie: to, co dobrze znane, nie staje się przez samą znajomość jedyną możliwą formą wygody.

Wniosek jest mocny. Chwistek nie kończy na dopuszczeniu krzywizn; pod wskazanym warunkiem pragnienia odmiany, niespodzianki i rozmaitości postuluje zasadnicze zerwanie z linią prostą. Tego ostrza nie należy usuwać z rekonstrukcji. Zarazem sam odsyła dalsze rozstrzygnięcia do konstrukcji, a nie przedstawia swojego zdania jako wystarczającego projektu wykonawczego.

Kolejny akapit dotyczy wielkiego hotelu, nie domu jednorodzinnego. Autor proponuje styl krzywolinijny, kwestionuje prawo symetrii i równości oraz odwołuje się do asymetrycznych gór. Jednocześnie wymaga przemyślenia i dyskusji. To program nowej architektury, nie pochwała dowolnego chaosu ani relacja z ukończonego obiektu.

Trudność do dalszej analizy: potrzeba rozmaitości nie jest jeszcze tożsama z potrzebą krzywizny. W tej fiszce zapisujemy cały krok Chwistka — od krytyki nawyku do radykalnego postulatu — zamiast z góry uznawać go za dowiedziony albo usuwać.

Ważne zastrzeżenie

1. Zachowujemy mocny postulat „musimy zerwać zasadniczo z linią prostą”; nie zastępujemy go łagodniejszym „krzywe też są dopuszczalne”.
2. Nie przedstawiamy zdań o osłabieniu systemu nerwowego jako zweryfikowanych tu praw psychologicznych.
3. Twierdzenia o nasłonecznieniu i technice odnoszą się do argumentu autora. Nie są współczesną instrukcją projektową ani obliczeniami.
4. Hotel i projekt miasta to inna skala i program niż dom jednorodzinny. Przeniesienie racji wymaga uzasadnienia.
5. Krytyka symetrii nie upoważnia do pominięcia końcowego wymogu przemyślenia projektu.
6. Od samego podważenia przymusu prostoliniowości nie wynika jeszcze estetyczna wyższość każdej krzywej. To zarzut do siły wnioskowania, nie korekta treści cytatu.
7. „Współczesna” i „dzisiejsza” architektura w tym tekście odnoszą się do jego epoki, nie automatycznie do roku 2026.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Przede wszystkim § 4.1 „Język form: twórczy dobór czy powielanie schematu?” — źródłowe odróżnienie wygody od przyzwyczajenia i krytyka automatycznego powtarzania kształtów. Pomocniczo § 4.2 — potrzeby mieszkańca i rola rozwiązań praktycznych; § 3.1 — historyczne twierdzenia o przeżyciu otoczenia, ale nie jako wynik badań empirycznych.

W gotowym artykule wystarczy krótki cytat centralnego postulatu z objaśnieniem kontekstu. Obszerny zakres pozostaje w fiszce do lektury. Nie dopisujemy jeszcze kolejnej części szkicu ani nie zmieniamy Twojej tezy przed Twoją odpowiedzią.

Słowa kluczowe

Chwistek; Zagadnienia współczesnej architektury; 1921; wydanie 2004; koszarowość; wygoda; przyzwyczajenie; rozmaitość; niespodzianka; prostoliniowość; styl krzywolinijny; symetria; żelazobeton; hotel; T2; T5; 4.1; 4.2

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.
Priorytet: Brak Miejsce: nieprzypisane

CHW-1921-02 — Forma, użyteczność i uczucia: granice zgody z Chwistkiem

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

Fragment A — I. „Uwagi teoretyczne”, s. 103; strona 9 pliku „Chwistek, Wybór i Zagadnienia OCR.pdf”. Cały pierwszy akapit tekstu.

Cała współczesna sztuka rozwinęła się pod hasłem formy. Jest to objaw zupełnie naturalny w wieku, który pod względem ścisłości analizy przewyższa o głowę wieki ubiegłe. Forma była i jest istotą wszelkiej sztuki. Ale dawniejsi twórcy posługiwali się formą do realizowania pewnych celów praktycznych, podstawiając je w miejsce tego, co osiągali naprawdę, i stąd zrodziły się różne teorie, które kazały sztuce służyć wypowiedzeniu ducha religijnego itp. Teorie te oddziałały nawet na niektórych współczesnych reformatorów, np. Kandinskiego (mistyka kolorów) lub Ignacego Witkiewicza, który, pojmując wprawdzie formę jako jedyną treść istotną dzieła sztuki, zdaje się niemniej uważać sztukę za środek na obiektywizację wzruszeń metafizycznych, które mają rozwijać się z poczucia jedności naszego ja w „tle zmieszanym” innych jakości. Nie wchodząc w analizę tych teorii, zaznaczyć muszę, że teoria sztuki nie może zależeć od uczuć artysty; a tym samym widza, bez względu na to, czy te uczucia są niezmiernie wzniosłe (metafizyczne), czy też pospolite („życiowe”). Jeśli godzimy się na to, że w sztuce chodzi o formę i tylko o formę, to nie pora nam zastanawiać się nad metafizycznym znaczeniem tego pojęcia ani też analizować łączące się z nim wzruszenia. Pojęcie to nie jest wprawdzie pozbawione wieloznaczności, ale może być, z zakresu każdej sztuki, sprecyzowane za pomocą konkretnych przykładów. Jeśli chodzi o odróżnienie kolumny korynckiej od jońskiej lub formy obrazu Ingresa od obrazu Cézanne’a, to chyba do tego nie potrzeba odwoływać się do tak zawiłych i ciemnych zagadnień jak jedność osobowości.

Fragment B — I. „Uwagi teoretyczne”, s. 105–106; strony 11–12 tego samego PDF-u. Trzy ostatnie akapity na s. 105 i końcowy akapit przejściowy na s. 106. Fragment odrębny od A; nie pominięto zdań wewnątrz tego zakresu.

Praktyczny cel, do jakiego służą dzieła architektury, i materiał, z którego mają być wykonane, stanowią jedynie ograniczenia formy budynku. W ostatnich czasach wprowadzenie żelazobetonu zredukowało trudności wykonania kształtu do minimum. Kwestia użyteczności pozostała w dalszym ciągu aktualna, ale – trzeba to od razu stwierdzić – nie może odgrywać roli zasadniczej z tego prostego powodu, że postulaty praktyczne nigdy nie mogą wyznaczać w zupełności kształtu budynków. Przeciwnie, jest łatwo sprawdzić, że przy tych samych danych praktycznych można osiągnąć kształty zasadniczo odmienne. Stąd to bierze się pozorna dowolność, którą każda epoka stara się usunąć przez szereg reguł teoretycznych, objętych nazwą stylu.

Reguły te wchodzą z czasem w krew architektów, prowadząc do błędnego mniemania, jakoby posiadały charakter bezwzględny. W tym punkcie występuje uderzająca analogia architektury z muzyką. Jeśli zechcemy reguły te odrzucić, staniemy natychmiast przed teoretyczną pustką, którą wypełnić może jedynie bezpośrednie narzucenie się takiego, a nie innego kształtu. W ten sposób występuje na jaw pozorny paradoks, polegający na tym, że utwory budowane dla celów praktycznych nastręczają pod względem formy mniej ograniczeń niż obrazy lub rzeźba, których cel jest wyłącznie artystyczny.

W rzeczywistości w obu wypadkach pole twórczości jest nieograniczone, tylko na czym innym polega trudność, którą należy pokonać. Malarz lub rzeźbiarz musi pokonać opór rzeczywistości przez wysiłek równający się rzuceniu podstaw pod nową rzeczywistość, architekt musi pokonać bezwład nieokreśloności przez narzucenie takiego właśnie, a nie innego kształtu. Jest niewątpliwe, że zasadniczą drogą do tego aktu jest nie co innego, jak właśnie uświadomienie sobie jasno celu, do jakiego budynek ma służyć, i dążenie do osiągnięcia go jak najprostszymi środkami. Stąd to trudno się dziwić architektom, że nieraz więcej mówią o przekrojach poziomych niż o fasadach. W rzeczywistości oba te czynniki łączą się w nierozerwalną całość i tylko równomierne ich uwzględnienie pozwala stworzyć pełny organizm, za jaki można uważać doskonałe dzieło architektury.

Z powyższych uwag wynika, że jeśli mamy mówić o nowej architekturze, musimy przede wszystkim zająć się tymi zagadnieniami praktycznymi, które są aktualne. Sprawie tej poświęcimy paragraf następny.

Lokalizacja w źródle

Leon Chwistek, „Zagadnienia współczesnej architektury” (1921), w: tenże, Wybór pism estetycznych, wprowadzenie, wybór i opracowanie Teresa Kostyrko, Kraków: Universitas, 2004, s. 103–110.

Fragment A: część I „Uwagi teoretyczne”, s. 103, cały pierwszy akapit. Fragment B: s. 105–106, trzy ostatnie akapity na s. 105 i pierwszy akapit na s. 106. Zakresy A i B nie tworzą jednego ciągłego cytatu.

Plik podstawowy: „Chwistek, Wybór i Zagadnienia OCR.pdf”, strony 9 oraz 11–12 (17 stron pliku). W polu strony technicznej wpisz ręcznie 9, jeżeli ten plik jest podpięty do źródła. W osobnym pliku „Chwistek, Zagadnienia0001.pdf” są to odpowiednio strony 2 oraz 4–5.

Kontekst odczytany pomiędzy cytatami: s. 104–105, porównanie obrazu, rzeźby, katedry i przedmiotu przemysłowego. Wskazana tam możliwość uznania samochodu lub lokomotywy za dzieło sztuki jest omówiona w kontekście fiszki, nie dołączona do powyższych cytatów. Rok 1921 pochodzi ze spisu treści; cytujemy wydanie 2004.

Rozumiem fragment

Pierwszy fragment określa metodologiczny punkt wyjścia Chwistka. Autor nie chce wyjaśniać sztuki przez wzniosłe uczucia, religijne przeżycia czy jedność osobowości. Za zasadniczy przedmiot teorii uznaje formę i uważa, że można ją objaśniać na przykładach. Nie twierdzi tutaj, że człowiek nie ma uczuć ani że dusza nie istnieje. Odmawia im roli podstawy tej teorii sztuki. Zarazem nie jest to neutralne zastrzeżenie przeciw jednej psychologicznej hipotezie: głosi mocny prymat formy.

Drugi fragment pyta, co decyduje o postaci budynku. Funkcja i materiał ograniczają możliwe rozwiązania, ale — według autora — nie wskazują jednego koniecznego kształtu. Przy tych samych wymaganiach mogą powstać zasadniczo odmienne formy. Architekt musi zatem dokonać wyboru, którego nie da się w całości zastąpić listą wymagań praktycznych. Na tym polega w tym miejscu „bezwład nieokreśloności”: brak jednego kształtu narzuconego przez same warunki zadania.

Nie kończy się to jednak nakazem ignorowania użyteczności. Chwistek za zasadniczą drogę wyboru uznaje uświadomienie celu budynku i dążenie do niego najprostszymi środkami. Broni też nierozłącznego oraz równomiernego uwzględnienia przekroju poziomego i fasady. Należy zachować obie warstwy wypowiedzi: funkcja nie wyznacza formy w zupełności, ale cel i organizacja użytkowa nadal mają istotną rolę.

Między sformułowaniami „jedynie ograniczenia”, „nie może odgrywać roli zasadniczej” oraz późniejszym wskazaniem celu jako „zasadniczej drogi” pozostaje napięcie wymagające odczytania. Możliwą interpretacją jest odróżnienie pełnego wyznaczania kształtu od ukierunkowania wyboru. To propozycja interpretacyjna AI, nie dosłowne rozróżnienie nazwane przez Chwistka.

Dla Ciebie tekst jest równocześnie wsparciem i wyzwaniem. Podważa automatyczne wyprowadzanie jednej formy z funkcji, ale nie utożsamia wartości sztuki z ukojeniem mieszkańca. Również nie głosi wprost Twojej hierarchii, w której funkcja miałaby pełnić rolę służebną wobec zamysłu estetycznego. Trzeba ustalić, które z jego racji przyjmujesz, a gdzie chcesz z nim polemizować.

Ważne zastrzeżenie

Zachować rzeczywistą odpowiedź autora bez zmian, ale rozdzielić trzy poziomy, które w niej współwystępują: prywatne uczucia zleceniodawcy, twórczą wrażliwość architekta oraz publiczną recepcję budynku.

„Widz zewnętrzny” nie jest jednym podmiotem o jednym guście. Przechodnie, sąsiedzi i wspólnota kulturowa mogą reagować odmiennie. Dlatego nie wolno przekształcić tej kategorii w fikcyjną, jednogłośną opinię społeczną.

„Wypadkowa, która by wszystkich zadowalała” jest ideałem zbyt mocnym. Konflikt ocen estetycznych może pozostać nierozwiązywalny. Bardziej obronne jest wymaganie uwzględnienia konkurujących perspektyw oraz publicznej odpowiedzialności formy.

Uczucia same nie dają jeszcze kryterium piękna. Jeśli określony kształt podoba się inwestorowi, architektowi i większości przechodniów, z tego nie wynika automatycznie, że jest piękny w mocnym sensie filozoficznym. Potrzebne są również racje dotyczące samej formy, jej organizacji i relacji do przedmiotu.

Przykład intymnej symboliki pokazuje rolę norm kulturowych i tabu, lecz nie może samodzielnie uzasadnić ogólnej teorii estetycznej. Ocena niestosowności jest historycznie i kulturowo zależna.

Odpowiedź nie odrzuca formy jako przedmiotu estetyki. Polemizuje z tezą, że można ją analizować niezależnie od relacji z odbiorcami. To rozróżnienie należy zachować, aby polemika z Chwistkiem nie stała się prostym psychologizmem.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Propozycja redakcyjna AI: wykorzystać przede wszystkim w § 3.3 „Od upodobania do uzasadnionego sądu estetycznego” oraz w § 4.2 „Pierwszeństwo zamysłu estetycznego a wymagania funkcjonalne”.

W § 3.3 można zestawić stanowisko Chwistka z własnym modelem trzech uczestników doświadczenia architektonicznego. Chwistek chce uniezależnić teorię sztuki od uczuć artysty i widza. Autor projektu odpowiada, że w architekturze uczucia są nieusuwalne, ale nie mogą pozostać czysto prywatne: zewnętrzna forma budynku podlega ocenie także przez wspólnotę odbiorców.

W § 4.2 „widz wewnętrzny” może zostać połączony z rolą użytkownika i zleceniodawcy, architekt z twórczą odpowiedzialnością za formę, a „widz zewnętrzny” z publiczną obecnością elewacji i bryły w krajobrazie.

Nie przenosić do gotowego artykułu dosłownie przykładu intymnej części ciała, jeśli nie będzie on konieczny. Jako warsztatowy eksperyment myślowy dobrze pokazuje różnicę między prywatnym skojarzeniem a publiczną formą; w publikacji można zastąpić go bardziej ogólnym przykładem symbolu lub kształtu akceptowalnego prywatnie, lecz kulturowo niestosownego w przestrzeni wspólnej.

Nie pisać, że celem jest forma „zadowalająca wszystkich”. To zbyt silne i praktycznie niewykonalne. Lepsze będzie sformułowanie o formie uwzględniającej trzy perspektywy i poddanej intersubiektywnej kontroli.

Słowa kluczowe

Chwistek; forma; formalizm; użyteczność; cel praktyczny; materiał; niedookreślenie formy; styl; przekrój poziomy; fasada; uczucia; wzruszenia metafizyczne; jedność osobowości; T1; T4; T5; 3.3; 4.2

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.
Priorytet: Brak Miejsce: nieprzypisane

CZA-2007-01 — Ciało człowieka jako wzorzec architektury

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

7.4. ORDO NATURY; SYMETRIA I SYMETRYCZNOŚĆ; INTERPRETACJE W STRUKTURZE FORMY ARCHITEKTONICZNEJ

Dzieło sztuki może być i jest zwierciadłem sił i praw natury. Być może najpełniej ta zamierzona charakterystyczna własność występuje w architekturze i to zarówno historycznej, jak i współczesnej. Możemy tutaj wskazać estetykę baroku antycypującą nowożytne odczuwanie świata. Falująca ściana Guarino Guariniego jest ucieleśnieniem w dziele sztuki pulsującej energii natury. Współcześnie poetyka ruchu w naturze — znajdowana w formach biologicznych, takich jak skrzydła ptaków czy ruch fal na wodzie — jest inspiracją form dynamicznych w architekturze Santiaga Calatravy (Alexander Tzonis) (il. 17).

7.4.1. Symetria i symetryczność

Hermann Weyl (Symmetry) stwierdza, że prawa matematyczne rządzące naturą są źródłem symetrii i harmonii. Są to pryncypialne cechy łączące świat natury ożywionej i nieożywionej. Natomiast w dziele sztuki odzwierciedlają „porządek natury”, stanowią wzór i model budowy formy. Odstępstwa od ścisłej symetrii są cechą organizmów żywych.

Symetria bilateralna

Od starożytności człowiek i jego ciało było w centrum zainteresowania sztuki. Ciało człowieka było rozważane jako wzorzec symetrii bilateralnej w architekturze. Przykładem znanym, ale wymownym są rozważania teoretyków renesansu: Francesco di Giorgio (idealny model miasta), Andrea Palladio czy Leon Battista Alberti. Najogólniej jest to metaforyczne ujęcie ciała człowieka sprowadzonego do kanonu jako wzorca struktury formalnej i funkcjonalnej budynku i miasta (il. 18). Podobne relacje istniały w odniesieniu do ciała zwierząt. Antropologia przestrzeni daje przykłady, że zarówno korpus ludzki, jak i zwierzęcy służyły jako model organizacji przestrzennej habitatu (il. 19). Przykładem odniesień metaforycznych (znaczeniowych) do określonych części ciała ludzkiego może być dom mieszkalny Dogonów, jak i eskimoskie igloo.

Lokalizacja w źródle

Andrzej Cząstka, Architektura a natura. Problem mimesis w architekturze, Kraków 2007.

Rozdział 7 „Formy modalności mimesis. Systemowa rekapitulacja analizy badawczej”, § 7.4 oraz początek § 7.4.1, s. 124. Ciągły fragment od nagłówka 7.4 do końca akapitu „Symetria bilateralna”; kończy się przed nagłówkiem „Symetria translacyjna”.

Plik „Cząstka, Mimesis OCR.pdf”: strona 5 z 65. Strona drukowana 124 nie jest stroną 124 tego pliku. W polu strony technicznej można ręcznie wpisać 5, jeśli do źródła podpięty jest właśnie ten PDF.

Opis skrócony według wcześniejszego rozpoznania egzemplarza w projekcie. Bieżący skan zaczyna się na stronie drukowanej 120 i nie zawiera karty tytułowej; danych wydawcy nie dopowiadano.

Rozumiem fragment

Cząstka opisuje kilka sposobów czerpania z natury: formę wyrażającą ruch, symetrię i odstępstwa od niej oraz ciało rozumiane jako wzorzec organizacji budynku. Nie są to u niego synonimy jednej własności — falistości.

Najważniejsze dla naszego nowego etapu jest metaforyczne ujęcie ciała jako wzorca struktury formalnej i funkcjonalnej. Budynek może odwoływać się do człowieka nie tylko przez podobieństwo zewnętrznego konturu, ale również przez sposób uporządkowania części. To objaśnienie sensu omawianego przez Cząstkę modelu, nie projekt konkretnego domu dopisany autorowi.

Autor nie usuwa krzywizny: rozpoczyna od falującej ściany i inspiracji ruchem w naturze. Następnie pokazuje jednak także symetrię. Nie wolno więc wykorzystać tego fragmentu tak, jakby natura dostarczała architekturze wyłącznie form falistych.

Dla Ciebie lektura otwiera konkretny wybór: jaka cecha człowieka ma rzeczywiście przejść do domu? Nie trzeba od razu zgadzać się z całym opisem Cząstki ani nazywać domu podobizną ludzkiego ciała.

Ważne zastrzeżenie

Zachowane ograniczenia lektury Cząstki:
1. Nie utożsamiać ciała jako wzorca z nakazem dosłownego antropomorfizowania budynku.
2. Obecność symetrii w naturze i historii architektury nie dowodzi jej samodzielnej wartości estetycznej ani nie rozstrzyga stosunku autora projektu do wcześniejszych wypowiedzi o symetrii.
3. Renesansowe i antropologiczne przykłady pozostają przytoczeniami z opracowania Cząstki. Nie przedstawiać ich jako własnej lektury źródeł pierwotnych.
4. „Pulsująca energia natury” jest określeniem interpretacyjnym Cząstki, nie wynikiem pomiaru fizycznego.
5. Fragment nie dowodzi, że formy ciała są zawsze piękne, że człowiek preferuje każdą krzywiznę ani że architektura nieinspirowana naturą musi być mniej wartościowa.

Ograniczenia odczytania aktualnej odpowiedzi:
– Fascynacja symetrią bilateralną wraz z obłościami nie rozstrzyga osobno, jaki walor autor przypisuje symetrii niezależnej od takiej całości. Nie dopisano automatycznego odwołania wcześniejszego stanowiska.
– Układ góra–środek–dół i przeciwstawienie przód–tył są odrębnymi aspektami opisu, a nie definicją symetrii bilateralnej.
– Sformułowania „na górze decyzyjność”, „w środku reprodukcja” i „tył […] to jedynie wydalanie nieczystości” zachowujemy jako autorski schemat skojarzeń. Nie zostały zweryfikowane jako twierdzenia anatomiczne i nie mogą pod tą postacią zastępować opisu budowy organizmu. W szczególności słowo „jedynie” nie otrzymuje tu uzasadnienia źródłowego.
– Cząstka nie podaje w tym cytacie zasady twarz–elewacja ani oczy–okna i nie opisuje okien jako dostępu do duszy mieszkańców. Te skojarzenia pochodzą od autora projektu.
– Analogia okien i oczu nie daje podstaw do rozpoznawania rzeczywistych cech psychicznych lub moralnych konkretnych mieszkańców. Odczytanie jej jako metafory ekspresji jest propozycją AI, nie ustaleniem o osobach.
– Samo dostrzeżenie cielesnego podobieństwa nie przesądza piękna ani większej wartości krzywizny. Brak jeszcze konkretnego opisu, co zastosowanie wybranej cechy ma dać mieszkańcowi i jak odróżnić udany zabieg od samej rozpoznawalności wzorca.

Odpowiedź została już udzielona; wcześniejsza uwaga, że pozostaje pusta, nie jest aktualna.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Główne miejsce: 302 — „Cielesność i organiczność jako punkty odniesienia dla architektury” / § 2.1. Obecne przypisanie do części nadrzędnej 301 jest zgodne tematycznie, ale można je doprecyzować do 302. Nie wracamy do 202.

Proponowany porządek akapitu: najpierw własne zainteresowanie symetrią bilateralną i wielością obłości; następnie Cząstka jako źródło dopuszczające model formalny i funkcjonalny; potem własne porównanie twarzy z frontową elewacją i oczu z oknami. Na końcu oddzielić uchwycenie analogii od oceny jej rezultatu.

Symetria lewo–prawo, układ góra–dół i zróżnicowanie przód–tył powinny zostać rozpatrzone osobno. Nie nazywać ich wszystkich symetrią bilateralną. Nie ustalać za autora, że decyzje wymagają gabinetu na piętrze albo że reprodukcji ma odpowiadać określone pomieszczenie w środku budynku: takich rozwiązań nie podał.

Pomocniczo materiał może pracować w 304 / § 2.3, przy przejściu od podobieństwa do natury do estetycznej bliskości. Sformułowanie o „duszy mieszkańców” jest tropem ekspresyjnym do porównania z 303, nie samodzielnym opracowaniem filozoficznej natury duszy.

Dwie odpowiedzi na Cząstkę dają materiał do szkicu 302 i wybranego fragmentu 304. W CZA-2007-02 autor odróżnia falisty rysunek drewna od kanciastej bryły możliwej do wykonania z tego materiału; w CZA-2007-01 proponuje cechy cielesnego wzorca. Łączny wniosek proponowany przez AI: za każdym razem trzeba określić, co przechodzi od wzorca do domu. Nie tworzyć jeszcze z samych tych wypowiedzi całego rozdziału o człowieku.

Słowa kluczowe

Cząstka; 2007; ciało człowieka; natura; mimesis; kanon; symetria bilateralna; struktura formalna; struktura funkcjonalna; metafora; 302; 304

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.
Priorytet: Brak Miejsce: nieprzypisane

CZA-2007-02 — Porządek drzewa: od natury do formy architektonicznej

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

Fragment A — § 7.4.2, s. 125–126, cały podrozdział.

7.4.2. Porządek drzewa

Drzewo jest tą szczególną rośliną, która z racji swej biologicznej natury stanowiła i nadal stanowi „kosmos znaczeń” o niesłychanie szerokich konotacjach kulturowych i religijnych. Obraz i struktura drzewa mogą być rozważane jako modele form w architekturze, a nawet jako archetyp organizacji form w przestrzeni urbanistycznej. Twórczość plastyczna A. Aalto jest tutaj niedościgłym wzorem. Przykładem może być szczególne postrzeganie tekstury włókien drzewa jako tworzywa i modelu formy w rzeźbie i architekturze. Występuje tutaj potencjalna „nieskończoność” odcieni znaczeń i transformacji tworzywa.

U A. Aalto obserwujemy obecność archaicznej zasady (proweniencji ze starożytnej Grecji) — respektu i poszanowania naturalnej dyspozycji anatomicznej ciała — przy dokonywaniu jakichkolwiek podziałów ciała zwierząt, ale i roślin, obecnej również przy podziałach terytorialnych ziemi, uważanej za „organizm”. Ilustracją omawianej kwestii są prezentowane kompozycje rzeźbiarskie, obrazy olejne i rysunki inspirowane naturalnym tworzywem, i.e. drewnem i kamieniem, autorstwa A. Aalto (il. 26–32). Wyraz plastyczny rzeźb i kompozycji antycypuje formy wielkoskalowej architektury.

„Podmiotowość estetycznego oddziaływania natury”: rysunkowe poszukiwanie doskonałości formy naturalnej (gałąź drzewa i liście) rozważał J. Ruskin. Studium tej kwestii na przykładzie sztuki ornamentu średniowiecza zaprezentował w jednym ze swoich dzieł (Modern Painters). Moglibyśmy zatytułować powyższe zagadnienie następująco: Forma artystyczna (ornamentu) jako pochodna studium biodynamizmu roślin (il. 33).

Fragment B — § 7.2, s. 121, pierwszy akapit. Osobne, wcześniejsze miejsce wywodu.

Ten szczególny związek idei i rzeczy w architekturze może zaistnieć nie tyle dzięki sile instynktu mimetycznego, kreującego czy ewokującego podobieństwo, ale może bardziej dzięki refleksyjnemu czy intelektualnemu, poetyckiemu spojrzeniu odkrywającemu i budującemu nowe relacje pomiędzy rzeczami i zjawiskami — według „logiki wyobraźni”.

Lokalizacja w źródle

Andrzej Cząstka, Architektura a natura. Problem mimesis w architekturze, Kraków 2007.

Fragment A: rozdział 7, cały § 7.4.2 „Porządek drzewa”, s. 125–126; strony 6–7 PDF-u „Cząstka, Mimesis OCR.pdf”. Koniec przed nagłówkiem 7.5.
Fragment B: pierwszy akapit § 7.2 „Analogia struktur”, s. 121; strona 2 tego samego PDF-u. Jest to osobny, wcześniejszy fragment, nie dalszy ciąg A.

PDF ma 65 stron. Strona techniczna dla początku głównego fragmentu: 6; nie wpisywać 125.

Opis skrócony według wcześniejszego rozpoznania egzemplarza w projekcie. Bieżący skan zaczyna się na stronie drukowanej 120 i nie zawiera karty tytułowej; danych wydawcy nie dopowiadano.

Rozumiem fragment

Cząstka nie traktuje drzewa wyłącznie jako kształtu gałęzi, który można powtórzyć w kolumnie lub ozdobie. Rozpatruje zarazem jego obraz, strukturę, tworzywo i znaczenia kulturowo-religijne. Zwraca uwagę na możliwość przejścia od pracy z drewnem i od kompozycji plastycznej do większej formy architektonicznej.

W odwołaniu do Aalto ważne jest poszanowanie naturalnej dyspozycji materiału i jego podziałów. W odwołaniu do Ruskina autor wskazuje uważne rysunkowe studium gałęzi i liści. To dwa przywołane przez niego sposoby badania wzorca; nie są one opisem tego samego działania.

W drugim fragmencie autor wskazuje, że relację idei i architektury można budować także przez refleksję oraz poetycką wyobraźnię, a nie tylko przez instynkt podobieństwa. Nie odrzuca dosłownego podobieństwa; poszerza zakres możliwych relacji.

Dla Twojej metafory „pnia”, wokół którego skupia się różnorodne życie wewnętrzne, jest to materiał porównawczy. Cząstka nie dowodzi tutaj budowy duszy ani nie twierdzi, że moralny „pień” musi stać się fizycznym centrum domu. Takie przejście byłoby dopiero Twoim argumentem.

Ważne zastrzeżenie

Granice lektury źródła: Cząstka nie nakazuje drewnianego budownictwa ani dosłownego upodobniania domu do drzewa. Obraz, struktura, tworzywo i znaczenia nie są w cytacie jednym i tym samym. Opis Aalto i Ruskina pozostaje opisem Cząstki; nie wykonano nowej kontroli ich dzieł.

Granice rekonstrukcji odpowiedzi: początkowe „jedynie jako element dekoracyjny” występuje obok dopuszczenia użycia konstrukcyjnego „w małych przedsięwzięciach”. Nie wolno z pierwszego sformułowania zrobić bezwyjątkowego zakazu wykorzystania drewna w konstrukcji. Zakres „małych przedsięwzięć” nie został określony.

Ocena słojów jest własną oceną estetyczną autora. Jego opis relacji cenowej odnosi się do dawnej oferty i nie ustala dzisiejszych cen. Wspomnienie wypowiedzi klientów, w tym uwaga o kobietach, nie jest badaniem porównawczym ani podstawą do uogólnień o płci.

Twierdzenia o żywotności, wstrząsach, podpaleniu, szkodnikach i oddziaływaniu wody zachowano jako treść odpowiedzi, a nie potwierdzony bilans techniczny konstrukcji drewnianych i żelbetowych. Określenie „dom z kartonu” jest przytoczonym przez autora sformułowaniem klientów, nie opisem technologicznym.

Ukrycie drewna w przegrodach nie oznacza w wypowiedzi zatajenia technologii przed kupującymi. Odpowiedź nie dokumentuje jednak eksperymentu, w którym porównano ten sam dom przed ujawnieniem informacji o materiale i po nim.

Sam walor słojów nie dowodzi falistości bryły ani jej przewagi estetycznej. Z kolei nieufność do konstrukcji nie dowodzi brzydoty widocznego rysunku drewna. Trzeba zachować różnicę między tymi ocenami.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Główne miejsce: 304 / § 2.3 „Od podobieństwa do natury do estetycznej bliskości formy”, w obrębie części 301. W eksporcie jest zaznaczona część nadrzędna 301; można pozostawić to powiązanie i doprecyzować je przez 304, zależnie od sposobu organizacji spisu treści.

W krótkim fragmencie oddzielić czerpanie z naturalnego materiału od uzyskania organicznej lub falistej kompozycji. Jako punkt wyjścia posłużą słoje wysoko oceniane przez autora oraz jego dopowiedzenie, że również z drewna można ukształtować kanciaste wnętrze i bryłę. Cząstka dostarcza szerszego kontekstu inspiracji tworzywem, ale nie należy przypisywać mu osobistej oceny słojów sosny i świerku.

Wątek zapamiętanych reakcji klientów może pomocniczo służyć części 402 / § 3.1, gdzie rozróżniamy przyjemność estetyczną, poczucie bezpieczeństwa i stosunek do domu. Przykład nie rozstrzyga jeszcze, czy klienci oceniali wygląd, trwałość, opłacalność czy gotowość zamieszkania.

Do gotowego artykułu nie przenosić niezweryfikowanego rankingu trwałości drewna i betonu. Nie zmieniać również tekstu strony v1.1 na podstawie samej tej aktualizacji fiszki. Materiał zbieramy do następnej partii redakcyjnej.

Wątek 303 o życiu duchowym pozostaje odrębny. Obecna odpowiedź nie daje podstaw do jego zamknięcia ani usunięcia.

Słowa kluczowe

Cząstka; porządek drzewa; mimesis; natura; analogia; struktura; obraz; tworzywo; Aalto; Ruskin; symbol; T4; 303; 304

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.
Priorytet: Brak Miejsce: nieprzypisane

DEL-2004-01 — Plisy materii i fałdy duszy: obraz dwóch pięter

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

Rozdział 1 „The Pleats of Matter”, s. 3–4. Trzy kolejne akapity, od początku rozdziału do „Matter is marbled, of two different styles.”

The Baroque refers not to an essence but rather to an operative function, to a trait. It endlessly produces folds. It does not invent things: there are all kinds of folds coming from the East, Greek, Roman, Romanesque, Gothic, Classical folds. . . . Yet the Baroque trait twists and turns its folds, pushing them to infinity, fold over fold, one upon the other. The Baroque fold unfurls all the way to infinity. First, the Baroque differentiates its folds in two ways, by moving along two infinities, as if infinity were composed of two stages or floors: the pleats of matter, and the folds in the soul. Below, matter is amassed according to a first type of fold, and then organized according to a second type, to the extent its part constitutes organs that are “differently folded and more or less developed.”[1] Above, the soul sings of the glory of God inasmuch as it follows its own folds, but without succeeding in entirely developing them, since “this communication stretches out indefinitely.”[2] A labyrinth is said, etymologically, to be multiple because it contains many folds. The multiple is not only what has many parts but also what is folded in many ways. A labyrinth corresponds exactly to each level: the continuous labyrinth in matter and its parts, the labyrinth of freedom in the soul and its predicates.[3] If Descartes did not know how to get through the labyrinth, it was because he sought its secret of continuity in rectilinear tracks, and the secret of liberty in a rectitude of the soul. He knew the inclension of the soul as little as he did the curvature of matter. A “cryptographer” is needed, someone who can at once account for nature and decipher the soul, who can peer into the crannies of matter and read into the folds of the soul.[4]

Clearly the two levels are connected (this being why continuity rises up into the soul). There are souls down below, sensitive, animal; and there even exists a lower level in the souls. The pleats of matter surround and envelop them. When we learn that souls cannot be furnished with windows opening onto the outside, we must first, at the very least, include souls upstairs, reasonable ones, who have ascended to the other level (“elevation”). It is the upper floor that has no windows. It is a dark room or chamber decorated only with a stretched canvas “diversified by folds,” as if it were a living dermis. Placed on the opaque canvas, these folds, cords, or springs represent an innate form of knowledge, but when solicited by matter they move into action. Matter triggers “vibrations or oscillations” at the lower extremity of the cords, through the intermediary of “some little openings” that exist on the lower level. Leibniz constructs a great Baroque montage that moves between the lower floor, pierced with windows, and the upper floor, blind and closed, but on the other hand resonating as if it were a musical salon translating the visible movements below into sounds up above.[5]

It could be argued that this text does not express Leibniz’s thought, but instead the maximum degree of its possible conciliation with Locke. The text also fashions a way of representing what Leibniz will always affirm: a correspondence and even a communication between the two levels, between the two labyrinths, between the pleats of matter and the folds in the soul. A fold between the two folds? And the same image, that of veins in marble, is applied to the two under different conditions. Sometimes the veins are the pleats of matter that surround living beings held in the mass, such that the marble tile resembles a rippling lake that teems with fish. Sometimes the veins are innate ideas in the soul, like twisted figures or powerful statues caught in the block of marble. Matter is marbled, of two different styles.

Przekład całego fragmentu

Poniżej znajduje się przekład roboczy całego wybranego fragmentu z angielskiego przekładu Toma Conleya; nie jest to opublikowany przekład polski ani przekład bezpośrednio z francuskiego. Numery [1]–[5] odpowiadają odsyłaczom źródła.

Barok odsyła nie do istoty, lecz raczej do funkcji operacyjnej, do pewnej cechy. Nieustannie wytwarza fałdy. Nie wynajduje rzeczy: istnieją wszelkiego rodzaju fałdy pochodzące ze Wschodu, fałdy greckie, rzymskie, romańskie, gotyckie, klasyczne… Jednak cecha barokowa skręca i obraca swoje fałdy, prowadząc je ku nieskończoności, fałda za fałdą, jedna na drugiej. Barokowa fałda rozwija się aż w nieskończoność. Najpierw barok różnicuje swoje fałdy na dwa sposoby, poruszając się wzdłuż dwóch nieskończoności, jak gdyby nieskończoność składała się z dwóch poziomów lub pięter: plis materii i fałd w duszy. Na dole materia gromadzi się według pierwszego rodzaju fałdy, a następnie organizuje według drugiego, o tyle, o ile jej część tworzy organy „odmiennie pofałdowane i mniej lub bardziej rozwinięte”.[1] Na górze dusza opiewa chwałę Boga, o ile podąża za własnymi fałdami, nie zdoławszy jednak rozwinąć ich całkowicie, ponieważ „ta komunikacja rozciąga się bez końca”.[2] O labiryncie mówi się etymologicznie, że jest wieloraki, ponieważ zawiera wiele fałd. Wielorakie jest nie tylko to, co ma wiele części, ale również to, co jest na wiele sposobów pofałdowane. Każdemu poziomowi odpowiada dokładnie jeden labirynt: labirynt ciągłości w materii i jej częściach oraz labirynt wolności w duszy i jej predykatach.[3] Jeżeli Kartezjusz nie potrafił przejść przez labirynt, to dlatego, że tajemnicy jego ciągłości szukał w prostoliniowych torach, a tajemnicy wolności — w prawości duszy. Tak samo mało znał nachylenie duszy, jak krzywiznę materii. Potrzebny jest „kryptograf”, ktoś, kto potrafi zarazem objaśnić naturę i rozszyfrować duszę, zajrzeć w szczeliny materii i czytać w fałdach duszy.[4]

Oczywiście oba poziomy są połączone — dlatego ciągłość wznosi się ku duszy. Na dole istnieją dusze zmysłowe, zwierzęce; nawet w duszach istnieje niższy poziom. Plisy materii otaczają je i spowijają. Kiedy dowiadujemy się, że dusze nie mogą być wyposażone w okna otwierające się na zewnątrz, musimy przynajmniej najpierw umieścić na górze dusze rozumne, które wzniosły się na drugi poziom („wyniesienie”). To górne piętro nie ma okien. Jest ciemnym pokojem albo komnatą ozdobioną jedynie rozpiętym płótnem „zróżnicowanym przez fałdy”, jak gdyby było ono żywą skórą właściwą. Umieszczone na nieprzezroczystym płótnie fałdy, sznury lub sprężyny przedstawiają wrodzoną postać wiedzy, lecz pobudzone przez materię zaczynają działać. Materia wywołuje „drgania lub oscylacje” przy dolnych końcach sznurów za pośrednictwem „pewnych małych otworów” znajdujących się na niższym poziomie. Leibniz konstruuje wielki barokowy montaż, który rozpościera się między dolnym piętrem, przeprutym oknami, a piętrem górnym, ślepym i zamkniętym, lecz zarazem rozbrzmiewającym niczym salon muzyczny, przekładający widzialne ruchy z dołu na dźwięki na górze.[5]

Można by twierdzić, że tekst ten nie wyraża myśli Leibniza, lecz maksymalny stopień jej możliwego uzgodnienia z Locke’em. Tekst wypracowuje także sposób przedstawienia tego, co Leibniz będzie zawsze utrzymywał: odpowiedniości, a nawet komunikacji między dwoma poziomami, między dwoma labiryntami, między plisami materii i fałdami w duszy. Fałda między dwiema fałdami? I ten sam obraz — żyłek w marmurze — stosuje się do obu, lecz w różnych warunkach. Czasami żyłki są plisami materii, otaczającymi żywe istoty zawarte w jej masie, tak że marmurowa płyta przypomina falujące jezioro pełne ryb. Czasami żyłki są wrodzonymi ideami w duszy, niczym poskręcane figury albo potężne posągi uwięzione w bloku marmuru. Materia jest marmurkowana — w dwóch różnych stylach.

Lokalizacja w źródle

Gilles Deleuze, The Fold: Leibniz and the Baroque, przedmowa i przekład angielski Tom Conley, Minneapolis: University of Minnesota Press, 1993, dodruk szósty 2004.

Rozdział 1 „The Pleats of Matter” (roboczo: „Plisy materii”), s. 3–4, pierwsze trzy akapity. PDF „Deleuze, 2004 - The Fold.pdf”: strony techniczne 19–20 z 178. Ciągły fragment; nie pominięto zdań wewnątrz wybranego zakresu.

Pomocnicza ilustracja z książki: „The Baroque House (an allegory)”, s. 5, strona 21 PDF-u. Pokazana w pomocniczym HTML, nie importowana do WordPressa jako obraz przez pakiet tekstowy. Odsyłacze [1]–[5] prowadzą do not w książce na s. 143 (PDF 156).

Rok 2004 w identyfikatorze oznacza posiadany dodruk. Angielski przekład: copyright 1993; francuski pierwodruk Le Pli: Leibniz et le baroque: 1988.

Rozumiem fragment

Deleuze zaczyna od baroku jako działania polegającego na wytwarzaniu i mnożeniu fałd, nie od katalogu ozdób. Rozróżnia „plisy materii” i „fałdy w duszy”. Pierwsze wiąże z materialnością i organizacją ciał, drugie z wewnętrznym życiem duszy. To dwa porządki powiązane ze sobą, nie jeden i ten sam pofałdowany przedmiot.

Objaśnia ten związek przez dom o dwóch piętrach. Dolny poziom ma otwory; górny jest zamknięty, lecz rozbrzmiewa niczym salon muzyczny. To nie projekt domu do zbudowania, lecz barokowy obraz filozoficzny. Diagram na następnej stronie sam nosi określenie „an allegory” — alegoria. „Dwa piętra” nie są anatomicznym wskazaniem położenia duszy na górze ciała.

Należy zachować drugi akapit strony 4: Deleuze sam dopuszcza, że omawiany obraz pokazuje maksymalne uzgodnienie Leibniza z Locke’em, nie po prostu nieproblematyczną wykładnię całego systemu Leibniza. Nie wolno przemilczeć tego zastrzeżenia i uznać poruszających się sznurów za udowodniony mechanizm przyczynowy dusza–ciało.

Przykład marmuru pomaga dostrzec odmienność zastosowań jednego obrazu. Jego żyłki mogą oznaczać plisy materii, a w innym ujęciu — wrodzone dyspozycje lub idee w duszy. Samo podobieństwo obrazu nie znosi różnicy między tymi porządkami.

Dla Twojej T4 najważniejsze jest pytanie o sposób mówienia o ciele i duszy razem, bez ograniczania człowieka do widzialnego konturu. Nie trzeba w tym celu od razu przyjąć całej metafizyki Deleuze’a ani uznać duszy za materialną falę.

Ważne zastrzeżenie

Rozdzielić cztery poziomy: metafizyczne przekonanie o duszy i ciele; opis życia wewnętrznego; jego obraz w wyobraźni przestrzennej; normatywną ocenę formy architektonicznej. Przejście między nimi jest zadaniem argumentacji, nie tożsamością pojęć.

Źródło mówi o plisach materii, fałdach duszy i powiązaniu dwóch poziomów. Nie podaje schematu „dusza = piękno, ciało = funkcjonalność” ani nie dowodzi, że dusza przewyższa ciało pod każdym względem. Są to własne tezy i analogie autora projektu. Nie przypisywać mu z kolei przyjęcia wszystkich tez o ideach wrodzonych czy duszach zwierzęcych z cytatu.

Zachować zastrzeżenie Deleuze’a dotyczące możliwego uzgodnienia Leibniza z Locke’em. Alegoria salonu muzycznego nie może zostać zamieniona w sprawdzony mechanizm oddziaływania ciała na duszę. W aktualizacji korzystamy z cytatu zachowanego w eksporcie.

Sformułowanie „pod każdym względem” jest mocniejsze niż samo pierwszeństwo duchowej kontemplacji. Nie określono zakresu kryteriów tego porównania. Zachowujemy je w rekonstrukcji, lecz nie przedstawiamy jako wykazanego twierdzenia ani nie korygujemy po cichu do dowolnej słabszej antropologii.

„Nikt o zdrowych zmysłach” wyraża stanowczość odpowiedzi; nie jest przesłanką dowodu i nie upoważnia do oceniania zdrowia lub racjonalności osób o odmiennej wyobraźni. W proponowanym akapicie zastępuje je uzasadnienie preferencji, nie deklaracja powszechnego konsensusu.

Nieprzewidywalność myśli nie jest geometryczną krzywizną. Rozgałęziony układ relacji można pomyśleć jako sieć prostych odcinków, a regularną falę jako przebieg powtarzający jeden motyw. Są to kontrprzykłady myślowe AI, nie wyniki badania odbiorców. Także łamana z ostrymi załamaniami nie jest tym samym co łagodnie falująca linia; końcowe doprecyzowanie autora ku falistości należy zachować, ale nie traktować jako definicji matematycznej.

Trafność obrazowania przeżycia nie wystarcza sama do wykazania piękna domu. Trzeba rozróżnić formę wyrażającą dynamikę życia, formę budzącą podobne przeżycie i formę sprzyjającą kontemplacji. Obecna odpowiedź zbliża te zadania, lecz nie rozstrzyga ich tożsamości.

Aktualne podkreślenie nieprzewidywalności nie odwołuje automatycznie wcześniejszej T3 o niepokoju wobec chaotycznej falistości. Nie ma także podstaw, by uznać, że autor odrzucił uznaną wcześniej konieczność funkcjonalności domu. Pełnia życia w kontemplacji i pozytywna rola cielesności występują w odpowiedzi razem.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Główne miejsce: 303 — „Duchowy wymiar człowieka: zmienność i jedność życia wewnętrznego” / § 2.2. W eksporcie zaznaczona jest część nadrzędna 301 [165]; doprecyzowanie do 303 wymaga ręcznego zaznaczenia w formularzu. Nie wracamy do 202.

Proponowana kolejność krótkiego wywodu: cielesno-duchowy punkt wyjścia autora; źródłowy obraz plis materii i fałd duszy u Deleuze’a; autorskie zestawienie piękna z duszą i funkcjonalności z ciałem; opis przenikania myśli i uczuć; wskazanie falistości jako preferowanego przestrzennego obrazu tego doświadczenia; określenie granic analogii.

W dalszej redakcji zestawić tę odpowiedź z Bogiem jako „pniem” w DEL-2004-02 oraz z wcześniejszym wymogiem porządku w T3. Nie przedstawiać nieprzewidywalności jako nowej bezwarunkowej normy piękna ani nie wycofywać za autora jego mocnej preferencji falistości.

Pomocnicze zastosowanie: część 401 / § 3, zwłaszcza 404 / § 3.3, przy odróżnieniu opisu przeżycia od uzasadnienia wartości; także § 4.2 o pierwszeństwie zamysłu estetycznego wobec wymagań funkcjonalnych. Funkcje te są różne: ta fiszka nie powinna zastępować całej części o technice lub badaniach percepcji.

Nie przepisywać całej metafizyki Leibniza. W artykule potrzebny jest jeden wyraźnie przypisany obraz i własny argument autora, nie katalog wszystkich znaczeń fałdy. Aktualizacja dotyczy fiszki; nie podmienia strony ze szkicem v1.2.

Słowa kluczowe

Deleuze; The Fold; Leibniz; Tom Conley; barok; plisy materii; fałdy duszy; dwa piętra; alegoria; dusza; ciało; T4; 303

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.
Priorytet: Brak Miejsce: nieprzypisane

DEL-2004-02 — Dusza jako zasada jedności: co jednoczy zmienność?

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

Rozdział 1 „The Pleats of Matter”, s. 12–13. Cały akapit od „Movement, then, cannot be stopped” oraz następujący po nim końcowy akapit rozdziału.

Movement, then, cannot be stopped. The reciprocation of the Leibnizian principle holds not only for reasonable souls but also for animal or sensible souls themselves: if two really distinct things can be inseparable, two inseparable things can be really distinct, and belong to two levels, the localization of the one in the other amounting to a projection upon a point (“I do not think that we can consider souls as being in points, perhaps we might say . . . that they are in a place through a connection”). As degrees of unity, animal souls are already on the other floor, everything being accomplished mechanically in the animal itself at the lower level. Plastic or machinic forces are part of the “derivative forces” defined in respect to the matter that they organize. But souls, on the contrary, are “primitive forces” or immaterial principles of life that are defined only in respect to the inside, in the self, and “through analogy with the mind.” We can nonetheless remember that these animal souls, with their subjugated organism, exist everywhere in inorganic matter. Thus in its turn inorganic matter reverts to souls whose site is elsewhere, higher up, and that is only projected upon it. In all probability a body — however small — follows a curvilinear trajectory only under the impulsion of the second species of derivative forces, compressive or elastic forces that determine the curve through the mechanical action of the surrounding bodies on the outside: isolated, the body would follow the straight tangent. But still, mechanical laws or extrinsic determinations (collisions) explain everything except the unity of a concrete movement, no matter how irregular or variable it may be. Unity of movement is an affair of the soul, and almost of a conscience, as Bergson will later discover. Just as the totality of matter arches back to a curving that can no longer be determined from the outside, the curvilinear course followed by a given body under the impetus of the outside goes back to a “higher,” internal and individuating, unity on the other floor, that contains the “law of curvilinearity,” the law of folds or changes of direction.[31] The same movement is always determined from the outside, through collisions, insofar as it is related to derivative force, but unified from the inside, to the degree it is related to primitive force. In the first relation, the curve is accidental and derived from the straight line, but in the second it is primary, such that the motive force sometimes is mechanically explained through the action of a subtle surrounding, and sometimes is understood from the inside as the interior of the body, “the cause of movement that is already in the body,” and that only awaits the suppression of an obstacle from the outside.[32]

Hence the need for a second floor is everywhere affirmed to be strictly metaphysical. The soul itself is what constitutes the other floor or the inside up above, where there are no windows to allow entry of influence from without. Even in a physical sense we are moving across outer material pleats to inner animated, spontaneous folds. These are what we must now examine, in their nature and in their development. Everything moves as if the pleats of matter possessed no reason in themselves. It is because the Fold is always between two folds, and because the between-two-folds seems to move about everywhere: Is it between inorganic bodies and organisms, between organisms and animal souls, between animal souls and reasonable souls, between bodies and souls in general?

Przekład całego fragmentu

Poniżej znajduje się przekład roboczy z angielskiego tekstu Toma Conleya; obejmuje cały cytowany zakres. Nie jest to opublikowany przekład polski ani przekład bezpośrednio z francuskiego. [31] i [32] to numery not źródłowych.

Ruchu nie można więc zatrzymać. Odwrócenie zasady Leibnizjańskiej obowiązuje nie tylko w odniesieniu do dusz rozumnych, ale także do samych dusz zwierzęcych lub zmysłowych: jeśli dwie rzeczy realnie różne mogą być nierozdzielne, to dwie rzeczy nierozdzielne mogą być realnie różne i należeć do dwóch poziomów, a umiejscowienie jednej w drugiej sprowadza się do rzutowania na punkt („Nie sądzę, abyśmy mogli uważać dusze za znajdujące się w punktach; być może moglibyśmy powiedzieć… że znajdują się w miejscu poprzez pewne powiązanie”). Jako stopnie jedności dusze zwierzęce znajdują się już na drugim piętrze, podczas gdy w samym zwierzęciu, na poziomie niższym, wszystko dokonuje się mechanicznie. Siły plastyczne lub maszynowe należą do „sił pochodnych”, definiowanych w odniesieniu do materii, którą organizują. Dusze natomiast są „siłami pierwotnymi” albo niematerialnymi zasadami życia, definiowanymi wyłącznie w odniesieniu do wnętrza, do samego siebie i „przez analogię z umysłem”. Możemy jednak pamiętać, że te dusze zwierzęce, wraz z podporządkowanym im organizmem, istnieją wszędzie w materii nieorganicznej. W ten sposób materia nieorganiczna z kolei odsyła do dusz, których miejsce znajduje się gdzie indziej, wyżej, i jest na nią jedynie rzutowane. Najprawdopodobniej ciało — choćby najmniejsze — podąża po krzywoliniowym torze tylko pod wpływem drugiego rodzaju sił pochodnych, sił ściskających lub sprężystych, które wyznaczają krzywą poprzez mechaniczne oddziaływanie otaczających ciał z zewnątrz; odizolowane ciało podążałoby wzdłuż prostej stycznej. A jednak prawa mechaniczne lub zewnętrzne uwarunkowania, czyli zderzenia, wyjaśniają wszystko z wyjątkiem jedności konkretnego ruchu, bez względu na to, jak bardzo byłby nieregularny lub zmienny. Jedność ruchu jest sprawą duszy, a niemal także świadomości, jak później odkryje Bergson. Podobnie jak całość materii odsyła do zakrzywiania, którego nie można już wyznaczyć z zewnątrz, tak krzywoliniowy tor ciała poddanego oddziaływaniu zewnętrznemu odsyła do „wyższej”, wewnętrznej i indywidualizującej jedności na drugim piętrze, zawierającej „prawo krzywoliniowości”, prawo fałd albo zmian kierunku.[31] Ten sam ruch jest zawsze wyznaczany z zewnątrz przez zderzenia, o ile wiąże się z siłą pochodną, lecz jednoczony od wewnątrz, o ile wiąże się z siłą pierwotną. W pierwszej relacji krzywa jest przypadkowa i pochodna wobec linii prostej, w drugiej natomiast — pierwotna. Siła poruszająca bywa zatem wyjaśniana mechanicznie poprzez oddziaływanie subtelnego otoczenia, a bywa rozumiana od wewnątrz, jako wnętrze ciała, „przyczyna ruchu, która jest już w ciele” i oczekuje jedynie usunięcia przeszkody zewnętrznej.[32]

Stąd wszędzie potwierdza się ściśle metafizyczna konieczność drugiego piętra. Sama dusza stanowi to drugie piętro albo wnętrze na górze, gdzie nie ma okien dopuszczających wpływ z zewnątrz. Nawet w sensie fizycznym przechodzimy od zewnętrznych plis materialnych do wewnętrznych fałd ożywionych i spontanicznych. Teraz musimy zbadać ich naturę i rozwój. Wszystko dzieje się tak, jak gdyby plisy materii nie miały w sobie własnej racji. Dzieje się tak, ponieważ Fałda jest zawsze między dwiema fałdami, a owo między-dwiema-fałdami zdaje się przemieszczać wszędzie: czy znajduje się między ciałami nieorganicznymi i organizmami, między organizmami i duszami zwierzęcymi, między duszami zwierzęcymi i rozumnymi, czy między ciałami i duszami w ogólności?

Lokalizacja w źródle

Gilles Deleuze, The Fold: Leibniz and the Baroque, przedmowa i przekład angielski Tom Conley, Minneapolis: University of Minnesota Press, 1993, dodruk szósty 2004.

Rozdział 1 „The Pleats of Matter”, s. 12–13. Cały akapit rozpoczynający się „Movement, then, cannot be stopped.” oraz bezpośrednio następujący po nim akapit kończący rozdział na s. 13. PDF „Deleuze, 2004 - The Fold.pdf”: strony 28–29 z 178. Początek strony 12, będący dokończeniem wcześniejszego akapitu, nie wchodzi do cytatu.

Kontekst poprzedzający odczytano na s. 10–12. Przypisy 31–32: s. 144, strona 157 PDF-u. Są to odsyłacze w książce Deleuze’a, nie nasze osobno sprawdzone cytaty z Leibniza. Dla początku tej fiszki numer strony technicznej to 28.

Rozumiem fragment

Deleuze odróżnia dwa pytania. Pierwsze dotyczy tego, jak ruch jest wyznaczany z zewnątrz przez oddziaływania ciał. Drugie dotyczy jego jedności — tego, co pozwala ująć zmienne następstwo jako ruch tej określonej całości. W przedstawianej koncepcji siły pochodne należą do opisu mechanicznego, natomiast dusze jako siły pierwotne lub niematerialne zasady życia odpowiadają za inny porządek jedności.

Słowo „pierwotne” nie oznacza tu bardziej prymitywnego rodzaju siły. Oznacza pierwszeństwo zasady względem sił pochodnych. Nie chodzi też o silniejsze uczucie ani o większy zasób energii fizycznej.

Autor wyraźnie nazywa potrzebę drugiego piętra metafizyczną. Nie przedstawia eksperymentu nad duszą ani nie sprowadza jej do wykresu zmieniających się emocji. Odróżnienie realnej różnicy i nierozdzielności pozwala mu zachować dwa poziomy bez traktowania ich jako dwóch dowolnie odłączanych kawałków.

To daje punkt porównania z Twoją T4. Wspominałeś o myślach, uczuciach i decyzjach oraz o „pniu”, którym mogłaby być miłość lub zasada postępowania. Deleuze nie podaje tu takiej zasady moralnej. Jego jedność dotyczy metafizycznego statusu duszy i ruchu. Czy „pień” oznacza u Ciebie samą jedność osoby, czy porządek, który osoba dopiero nadaje życiu? Takie rozróżnienie jest zadaniem naszej lektury, nie gotową odpowiedzią.

Nie rozstrzygamy tutaj o fizyce współczesnej. Argument zachowuje ramy przedstawianej przez Deleuze’a metafizyki Leibniza.

Ważne zastrzeżenie

Granice tekstu Deleuze’a pozostają w mocy. Jedność metafizyczna nie jest automatycznie uporządkowaniem moralnym. Dusza nie została sprowadzona do emocji lub materialnego wykresu. Wybrany tekst nie dowodzi, że miłość wyznacza architekturę albo że życie duchowe wymaga falistej bryły. Jego pojęcia siły i ruchu zachowują ramy filozoficznej interpretacji Leibniza, nie współczesnego eksperymentu fizycznego.

Odpowiedź została już udzielona. Nieaktualne jest wcześniejsze zdanie o jej pustym polu.

Uzupełniająca kontrola źródłowa — poza cytatem Deleuze’a:
K1. W Rdz 1,31 „bardzo dobre” odnosi się do wszystkiego, co Bóg uczynił, nie wyłącznie do człowieka. Rdz 1,26–27 mówi o stworzeniu człowieka na obraz Boga; sam tekst nie ustanawia rankingu konturów ani przewagi obłości. Własne odczytanie autora wymaga w tym miejscu korekty źródłowej.
K2. KKK 296 odróżnia stworzenie od koniecznej emanacji z Bożej substancji, a KKK 366 mówi o bezpośrednim stworzeniu każdej duszy duchowej. Określenie „pewnego rodzaju emanacja” nie jest dostatecznie wyjaśnione; równoczesne użycie przez autora słowa „stworzona” nie pozwala przypisać mu bez dalszego pytania utożsamienia duszy z częścią Boga.
K3. Jan Paweł II w Liście do artystów, nr 1–3, łączy twórczość z odniesieniem do Stwórcy, ale rozróżnia tworzenie i stwarzanie oraz sprawność moralną i artystyczną. Zarazem uznaje powiązanie tych dwóch sprawności. Nie wolno redukować tej relacji ani do ich tożsamości, ani do całkowitej niezależności.

Własna analiza AI: piękno przypisywane bytowi, piękno moralne osoby, poczucie piękna oraz jakość konkretnego projektu nie mogą być używane zamiennie bez objaśnienia. Wypowiedź nie ustala kompletnej teorii transcendentaliów. Samo przekonanie o dobrym i pięknym Stwórcy nie wyodrębnia jeszcze pożądanych cech architektonicznych spośród całej różnorodności stworzenia.

Nie przypisano autorowi odmowy godności osobom niewierzącym, nieudolnym artystycznie ani o odmiennej wrażliwości. Nie wywiedziono z jego tezy, że moralną wartość projektanta można rozpoznać z kształtu domu. To byłyby dodatkowe, niewypowiedziane wnioski.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Główne miejsce: 303 — „Duchowy wymiar człowieka: zmienność i jedność życia wewnętrznego” / § 2.2. Pomocniczo: 304 — przejście od natury do formy architektonicznej.

Proponowany porządek: krótko przypomnieć pytanie Deleuze’a o zasadę jedności; następnie wyraźnie przejść do własnego stanowiska autora, w którym „pniem” jest Bóg. Pokazać, jak z tego przekonania autor dochodzi do miłości, rozpoznania duchowych potrzeb i pragnienia otaczania się pięknem. Zakończyć wskazaniem natury jako źródła wybieranych wzorców, a nie dowodem przewagi każdej krzywizny.

Nie przedstawiać tego wywodu jako parafrazy Deleuze’a ani jako już wykazanego prawa psychologicznego. Nie redukować go też do samego nastroju: autor formułuje przekonanie o rzeczywistym źródle piękna. Jego zakres uzasadnienia trzeba jawnie określić.

Do przyszłej redakcji włączyć odrębnie oznaczone doprecyzowania źródłowe K1–K3 z noty weryfikacyjnej. Nie przenosić błędnego przypisania „bardzo dobre” wyłącznie człowiekowi ani nie zastępować po cichu „emanacji” terminem „stworzenie”. Roboczy akapit w tej aktualizacji wyraźnie zaznacza proponowane zmiany.

Nie zmieniono strony ze szkicem v1.2 ani innych fiszek. W bieżącym eksporcie brak powiązania z miejscem bai_miejsce; 303 trzeba zaznaczyć ręcznie. Nie ustanawia się nowej nazwy podrozdziału ani nie zmienia tematu całego artykułu.

Słowa kluczowe

Deleuze; Leibniz; dusza; jedność; siły pierwotne; siły pochodne; fałda; metafizyka; życie wewnętrzne; pień; T4; 303

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.
Priorytet: Brak Miejsce: nieprzypisane

ING-1981-01 — Przeżycie estetyczne: obiekt, uczucie i współtworzenie

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

Fragment A — Wykład II, s. 27–28.

Podobnie w przypadku dzieła architektury — pewne partie odsłaniają się nam wcześniej, drugie później, ale współistnieją zarazem.

Przeżycie estetyczne jest wielofazowym procesem, który mieć musi jakąś rozpiętość czasową — i obiekt, z którym mamy do czynienia w tym przeżyciu, jest czymś, co w nim dopiero się tworzy. Istnieje pewien korelatywny proces powstawania przedmiotu estetycznego. Przedmiot estetyczny, to, co daje nam ostatecznie wzruszenie, to nie jest prosty fizyczny wytwór czynności psychofizycznych artysty.

Popełnia się błąd w traktowaniu przeżycia estetycznego, gdy się przyjmuje, że z jednej strony jest rzeczywistość, z drugiej — uczucie i że można te uczucia analizować bez odwoływania się do obiektu. Istnieje ścisłe powiązanie przeżycia z obiektem — tym, co mnie wzrusza, bo nie jest to przedmiot fizyczny, lecz taki, który powstał w kontakcie ze mną, który budzi mnie do współdziałania — muszę być współpoetą, współtwórcą, aby dzieło przeżyć estetycznie.

Fragment B — Wykład III, s. 29–30.

Przeżycie estetyczne trzeba traktować: po pierwsze, w związku z obiektem; po drugie, jako coś, co jest złożone, zawiera elementy zarówno emocjonalne, jak i elementy doświadczenia; po trzecie, przeżycie estetyczne tylko w wyjątkowych przypadkach jest chwilowe — tam mianowicie, gdzie się nie udaje. Charakterystyczna dla przeżycia estetycznego jest wielofazowość — nie jest ono tylko postacią naszej reakcji, lecz postacią akcji, jest współtwórcze.

Wysiłki szły zawsze w kierunku dania ogólnej koncepcji przeżycia estetycznego; nie wolno jednak przeoczać tego, że jest wiele różnych typów obiektów, z którymi możemy estetycznie obcować. Inne więc będą zachowania się estetyczne, gdy mamy do czynienia z tragedią, epiką, liryką; estetyczność uwikłana jest tu w całkiem inne sposoby zachowania się. W związku z odmiennością struktury przedmiotu inaczej się wobec niego zachowujemy.

Lokalizacja w źródle

Roman Ingarden, Wykłady i dyskusje z estetyki, wybór i opracowanie Anita Szczepańska, wstęp Władysław Stróżewski, Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1981.

Fragment A: Wykład II, s. 27–28; w dostarczonym pliku „Ingarden, Dzieła filozoficzne.docx” odpowiednio strony techniczne ok. 26–27 z 449.
Fragment B: Wykład III, 6 kwietnia 1960 r., s. 29–30; w pliku strony techniczne ok. 28–29.

Wydanie zawiera zapis wykładów Ingardena z 1960 r. Wstęp Stróżewskiego informuje, że wykłady były rejestrowane na taśmie i przepisywane, a Anita Szczepańska przygotowała je do wydania przy minimalnych ingerencjach redakcyjnych. Fragmenty cytowane powyżej pochodzą z właściwego tekstu wykładów Ingardena, nie ze wstępu Stróżewskiego.

Rozumiem fragment

Ingarden nie chce wybierać pomiędzy dwiema skrajnościami: „piękno jest po prostu w rzeczy” oraz „estetyka to tylko moje uczucie”. Krytykuje właśnie takie rozdzielenie. Przeżycie estetyczne zachodzi w kontakcie człowieka z obiektem i rozwija się w czasie.

To szczególnie ważne dla architektury. Budynku nie przeżywamy estetycznie w jednym błysku. Odsłania się z kolejnych punktów widzenia; poruszamy się względem niego, dostrzegamy kolejne partie, a wcześniejsze i późniejsze doświadczenia składają się na całość.

„Współtworzenie” nie znaczy, że widz staje się współautorem projektu budowlanego. Chodzi o aktywny udział odbiorcy w konstytuowaniu przedmiotu estetycznego: fizyczny przedmiot sam nie jest jeszcze tym, co ostatecznie zostaje estetycznie przeżyte.

Ingarden mówi zarazem, że przeżycie zawiera elementy emocjonalne oraz doświadczeniowe/poznawcze. To ważna korekta zarówno formalizmu odrywającego formę od odbiorcy, jak i psychologizmu sprowadzającego estetykę do samego uczucia.

Ważne zastrzeżenie

1. Zdanie „uczucia zawsze wiążą się z odbiorcą, a nie z obiektem” wymaga doprecyzowania. Uczucie jest stanem podmiotu, ale w estetyce Ingardena nie może być analizowane bez przedmiotu, ku któremu jest skierowane. Nie należy więc przedstawiać odpowiedzi jako prostego odrzucenia relacji podmiot–obiekt.

2. Zmienność wieku, nastroju i sposobu korzystania z domu pokazuje zmienność przeżycia, ale sama nie dostarcza jeszcze kryterium wartości estetycznej. Jeśli każda reakcja zależałaby całkowicie od chwilowego nastroju, trudno byłoby uzasadnić trwalsze sądy o pięknie.

3. Pierwszeństwo zleceniodawcy wynikające z finansowania projektu jest normatywnym stanowiskiem autora projektu, nie wynikiem Ingardena. Sam fakt zapłaty nie rozstrzyga filozoficznie o większej trafności sądu estetycznego.

4. Architekt nie powinien zostać sprowadzony do wykonawcy preferencji inwestora. Jeżeli posiada kompetencję artystyczną i zawodową, jego sprzeciw może mieć znaczenie właśnie wtedy, gdy inwestor chce rozwiązania niespójnego, krótkotrwałego lub destrukcyjnego dla całości.

5. Odbiorca zewnętrzny nie jest jedną osobą ani jednolitą wspólnotą. „Ludzie wokół” mogą reagować sprzecznie. Publiczna odpowiedzialność nie może zatem oznaczać obowiązku zadowolenia wszystkich.

6. Preferencja jasnych barw i motywów naturalnych wobec ciemnych lub kojarzonych ze śmiercią jest osobistą propozycją autora. Jeżeli ma wejść do artykułu jako ogólna teza o pozytywnym oddziaływaniu, wymaga osobnego uzasadnienia lub badań.

7. Przykłady motywów kitesurfingowych czy żeglarskich dobrze pokazują prywatną ekspresję, ale nie dowodzą jeszcze, że taka symbolika podnosi wartość estetyczną domu.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Przede wszystkim § 3.3 „Od upodobania do uzasadnionego sądu estetycznego”. Ingarden może tu służyć do pokazania, że reakcja estetyczna nie jest ani własnością samego budynku, ani odłączonym od niego uczuciem. Istotna jest relacja konkretnego, zmiennego podmiotu z konkretną formą.

Wprowadzić przykład zmienności odbiorcy w czasie: ten sam dom może być inaczej przeżywany w różnych fazach życia i w zależności od tego, które przestrzenie stają się dla mieszkańca najważniejsze. Nie przedstawiać tej obserwacji jako wyniku badań psychologicznych, lecz jako fenomenologiczny przykład autora projektu.

W dalszej części można wyróżnić trzy relacje: użytkownik/zleceniodawca — budynek, architekt — projektowane dzieło, odbiorca zewnętrzny — widoczna forma w krajobrazie. Zamiast mówić o arytmetycznej „wypadkowej”, opisać ich hierarchię i napięcia.

W § 4.2 można wykorzystać dopowiedzenie o pierwszeństwie zleceniodawcy, ale ostrożnie: inwestor ma szczególne prawo do określania potrzeb i preferencji, lecz zewnętrzna postać budynku nie jest wyłącznie prywatną sprawą.

Nie przypisywać Ingardenowi modelu trzech osób ani tezy o pierwszeństwie inwestora. To wkład własny rozwijany na tle jego relacyjnej teorii przeżycia estetycznego.

Słowa kluczowe

Ingarden; przeżycie estetyczne; przedmiot estetyczny; wielofazowość; współtwórczość; obiekt; uczucie; doświadczenie; architektura; percepcja sekwencyjna; Chwistek; intersubiektywność; § 3.3

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.
Priorytet: Brak Miejsce: nieprzypisane

ING-1981-02 — Dzieło architektury a budynek: forma, funkcja i jakości estetyczne

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

Fragment A — Wykład XV, „Dzieło architektury i jego fundament bytowy”, s. 257–258.

Na pewno więc są takie właściwości materiałowe realnego budynku, które umożliwiają pewne rozwiązania architektoniczne, które przedtem nie były możliwe. Ale niemniej znowu tylko te momenty wchodzą w rachubę, które są widoczne, z zewnątrz czy z wewnątrz, są dostępne w percepcji, chodzi więc o kształt i barwę, a co jest w środku, jaka jest drobinowa budowa tego materiału, jakie są własności chemiczne, jak on się przy różnych temperaturach kurczy lub rozszerza, to wszystko nie ma żadnego znaczenia dla dzieła sztuki architektonicznej.

Natomiast dzieło architektoniczne to jest właśnie obiekt doświadczenia makroskopowego i to obiekt barwny. Ta barwa jest jakoś niezbędnie potrzebna dla dzieła architektonicznego, bo dzieło architektoniczne zawiera w sobie między innymi pewien układ wyglądów wzrokowych, które mają elementy widzianej szorstkości, widzianej gładkości, widzianego połysku itd.

Fragment B — ten sam wykład, s. 260.

I te właściwości, te jakieś szczególne cechy, które sobie możemy nazwać estetycznie doniosłymi, estetycznie ważnymi, walentnymi, one dopiero będąc jakoś zrealizowane w obrębie tego przedmiotu, który nam się ujawnia na tle pewnego realnego przedmiotu będącego budynkiem, one dopiero rozstrzygają o tym, że dany przedmiot jest dziełem sztuki. I teraz jeżeli stoimy przed zagadnieniem kompozycyjnym, żeby dzieło sztuki stworzyć, to pewien właśnie przez artystę, że tak powiem, wyśniony czy wymarzony dobór jakości estetycznie walentnych i płynących stąd wartości estetycznych dyktuje, w jaki sposób dany budynek ma być skomponowany. Czasem ten dyktat jest bezwzględny, w wyjątkowych wypadkach zresztą — bez liczenia się z użytkowym charakterem budynku i bez liczenia się z charakterem symbolicznym budynku, a czasem jest pewnym kompromisem. Plan budynku-dzieła sztuki jest pewnym kompromisem pomiędzy zespołem jakości estetycznie doniosłych, które dany budynek w myśl zamierzenia artystycznego ma posiadać, a przeznaczeniem budynku, resp. jego znaczeniem symbolicznym.

Fragment C — s. 261–262.

Ale ciężkość budowy i lekkość budowy w znaczeniu architektonicznym to jest coś, co jest widocznym aspektem budynku, to jest pewien charakter w percepcji budynku pojawiający się, nie mający nic wspólnego z zagadnieniem ilości ton w polu grawitacyjnym. Budynek może być faktycznie cięższy, a robić wrażenie lekkiego.

Lokalizacja w źródle

Roman Ingarden, Wykłady i dyskusje z estetyki, wybór i opracowanie Anita Szczepańska, wstęp Władysław Stróżewski, Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1981.

Wykład XV, część „Dzieło architektury i jego fundament bytowy”, przede wszystkim s. 257–262.
Fragment A: s. 257–258.
Fragment B: s. 260.
Fragment C: s. 261–262.

W dostarczonym pliku „Ingarden, Dzieła filozoficzne.docx” zakres ten odpowiada mniej więcej stronom technicznym 256–261 z 449. Kontekst wcześniejszy, s. 253–255: Ingarden rozróżnia w architekturze kompozycję brył i wyglądów, postulaty użytkowe oraz funkcję symboliczną; opisuje także możliwość konfliktu i kompromisu między kompozycją architektoniczną a przeznaczeniem użytkowym.

Rozumiem fragment

Ingarden wyraźnie odróżnia realny budynek od dzieła architektury. Budynek ma mnóstwo własności fizycznych, chemicznych i konstrukcyjnych. Nie wszystkie należą jednak do dzieła architektonicznego jako dzieła sztuki. Dla warstwy estetycznej liczą się te cechy, które mogą się ujawnić w percepcji: kształt, barwa, wygląd gładkości lub szorstkości, optyczna ciężkość czy lekkość.

To bardzo ważne dla naszego sporu o „realną” linię prostą. Jeżeli mikroskopowo każda pozornie prosta krawędź jest nierówna, Ingarden powiedziałby — w ramach tego wywodu — że sama ta drobinowa nierówność nie ma znaczenia dla dzieła architektonicznego, jeśli nie pojawia się w percepcji. Budynek może więc być fizycznie niedoskonały, a architektonicznie ukazywać się jako prostoliniowy.

Drugą ważną rzeczą jest relacja estetyki i funkcji. Ingarden nie redukuje sztuki architektonicznej do użyteczności, ale też nie odrzuca przeznaczenia. Plan bywa kompromisem pomiędzy zamierzonym zespołem jakości estetycznie doniosłych a funkcją praktyczną i symboliczną.

Fragment o ciężkości pokazuje różnicę pomiędzy fizyczną własnością a wyglądem architektonicznym: coś może ważyć więcej, a wyglądać lżej. Analogicznie dla naszego problemu trzeba rozróżnić fizyczną geometrię w skali mikro od formy, która rzeczywiście pojawia się odbiorcy.

Ważne zastrzeżenie

1. Odpowiedź rozwiązuje problem statusu mikroskopowej nierówności, ale nie dowodzi jeszcze przewagi falistości. Ingarden dostarcza aparatu do rozróżnienia fizycznej i percypowanej własności, nie hierarchii kształtów.

2. Zdanie „człowiek falistość odbiera pozytywniej niż prostoliniowość” ma charakter ogólny i częściowo empiryczny. Wymaga późniejszego sprawdzenia w badaniach nad preferencją krzywizny; nie należy go na tym etapie prezentować jako ustalonego faktu.

3. „Intensywna” lub „przytłaczająca” prostoliniowość wymaga doprecyzowania. Może chodzić o udział prostych w konturze, przewagę kątów, powtarzalność modułów, rytm, brak kontrastu albo całokształt doświadczenia. Nie należy mieszać tych parametrów.

4. „Balans” nie może pozostać pustym słowem. W dalszej części artykułu trzeba pokazać, czy oznacza proporcję ilościową, relację kompozycyjną, zmianę napięcia, kontrast czy adekwatność do funkcji i kontekstu.

5. Nie każda falistość musi działać pozytywnie. Wcześniejsze odpowiedzi autora oraz Hogarth wskazywały, że nadmiar zmienności może być chaotyczny, a zbyt silna krzywizna nie musi prowadzić do piękna.

6. Nie każda prostoliniowość musi być „przytłaczająca”. Prostota, rytm, wyrazistość i klarowność mogą mieć wartość w całej kompozycji.

7. Aktualne stanowisko autora jest mocniejsze i bardziej obronne niż teza „istnieje tylko linia falista” jako argument estetyczny, ale zarazem wymaga nowych danych: trzeba teraz badać percepcję i doświadczenie formy.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Najważniejsze miejsce: § 202 „Materialna nierówność a postrzegana forma”.

W pierwszej części § 202 można krótko przypomnieć wcześniejsze stanowisko z 2009 r.: idealna prosta i idealne koło są konstrukcjami geometrycznymi, a materialne realizacje zawsze wykazują nierówności. Następnie należy ograniczyć znaczenie tej tezy: sama mikroskopowa nierówność nie przesądza o doświadczeniu estetycznym.

Właściwy punkt ciężkości przenieść na poziom percepcji. Budynek może być fizycznie niedoskonały geometrycznie, a mimo to jawić się jako zdecydowanie prostoliniowy. Analogicznie falistość, która nie jest percepcyjnie uchwytna, nie może pełnić istotnej funkcji estetycznej.

Dalej wprowadzić aktualne stanowisko autora: nie chodzi o podział „dom falisty / dom prostoliniowy”, lecz o proporcję i wzajemne oddziaływanie prostych, krzywych, załamań, rytmów oraz ich wpływ na odbiorcę.

Tezę „człowiek odbiera falistość pozytywniej” przenieść następnie do § 402–403, gdzie będzie można skonfrontować ją ze współczesnymi badaniami empirycznymi nad preferencją krzywizny. Nie przedstawiać Ingardena jako źródła tej tezy.

Słowa kluczowe

Ingarden; dzieło architektury; budynek; fundament bytowy; podstawa fizyczna; wyglądy; percepcja; forma; jakości estetycznie walentne; funkcja użytkowa; funkcja symboliczna; kompromis; ciężkość optyczna; prostoliniowość; falistość; § 1.1; § 4.2

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.
Priorytet: Brak Miejsce: nieprzypisane

ING-1981-03 — Odprężenie a odkrywanie wartości estetycznej

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

Wykład III, s. 32–33.

Inna koncepcja, tym razem dotycząca samych przeżyć, to teoria emocjonalistyczna, podkreślająca rolę wzruszenia w przeżyciu estetycznym. Te wzruszenia, emocje, były w dziejach rozważań estetycznych pojmowane na dwa odmienne sposoby.

Jedna z koncepcji emocjonalistycznych idzie w kierunku sensualistycznym; wzruszenia czy emocje albo stanowią pewną rozkosz zmysłową, albo przez nią są silnie podbudowane. Druga idzie w kierunku podobnym co koncepcja Shaftesbury’ego, podkreśla się bowiem, że wzruszenia nie należą do dziedziny doznań zmysłowych, lecz uczuć. Badanie uczuć i przeżyć niesensualistycznie pojmowanych — wyładowują się one w takich przeżyciach, jak przyjemność i nieprzyjemność (pozytywne przeżycie estetyczne i negatywne) — to jedna z postaci hedonizmu estetycznego.

Zarówno sensualistyczna koncepcja hedonistyczna, jak i teoria podkreślająca pewną odrębność tych przeżyć wydobywają jeden tylko moment przeżycia estetycznego — wysuwa się mianowicie moment przyjemności lub nieprzyjemności; jest to więc zawężenie badań nad przeżyciem estetycznym. Wysuwanie momentu przyjemności albo nieprzyjemności bardzo istotnie fałszuje całą analizę przeżyć. Co więcej, z całej mnogości naszych sposobów zachowania się estetycznego wobec dzieł sztuki wybiera się ten typ przeżycia estetycznego, który jest „najtańszy”. Niektórzy istotnie są nastawieni przy obcowaniu z dziełem sztuki na to, aby uzyskać maksimum przyjemności, a czym jest to, co daje tę przyjemność, nie obchodzi ich wiele. Nie chodzi wtedy o odkrycie wartości. Używa się dzieła sztuki jako bodźca do wywołania stanu zadowolenia. Przeżycie estetyczne, które potrafi odkryć zespoły jakości wartościowych, tu się nie pojawia. Jeśli chodzi o efekt życiowy, dają nie więcej niż chwilowe przeżycia — są nudne, w gruncie rzeczy nic istotnego nie wnoszą. Takie teorie istnieją, a to znaczy chyba, że ten typ przeżycia estetycznego jest częsty. Ale to jest sposób zachowania się barbarzyńców, którzy nie wiedzą, z czym obcują, chodzi im jedynie o chwilę przyjemności, o odprężenie. Nacisk leży tu na czym innym niż w teoriach zajmujących się smakiem estetycznym — tamte teorie zajmowały się momentem oceny, ewentualnie podobaniem się, tu pojawia się moment psychologicznego traktowania przeżyć. Ci, którzy mówią o przyjemności, nie uwzględniają fazy oceny w pełnym przeżyciu estetycznym, lecz koncentrują się na pewnej naszej reakcji. Obie teorie zajmują się tą fazą przeżycia estetycznego, która jest późniejsza, pomijając fazę przygotowawczą.

Jeszcze jedna tendencja pojawia się w obrębie wyżej omawianych koncepcji. Mówią one czasem o pięknie tego, z czym obcujemy, ale ponieważ nie mają dostępu do tych faz, w których pojawiają się te twory[1], skłonne są mówić, że piękno to nic innego, jak nasze podobanie się. Nie dlatego coś się nam podoba, że jest piękne, lecz piękno to jest nasze podobanie się albo posiadanie przyjemności. Ta sama tendencja zaznacza się i w teorii moralności — przeczy się istnieniu wartości moralnych, a mówi się o ocenach. Dlatego czyn jakiś ma pozór dobroci, że taką ocenę o nim wydajemy — ale my sami się zmieniamy, nasze oceny mogą być rozmaite. Ta sama postawa występuje i w etyce, i w estetyce. Następuje redukcja wartości estetycznych do naszych zachowań się przyjemnościowych.

Takie stanowisko jest fałszywe. Istnieją nasze reakcje, oceny, jest moment podobania się i przyjemności, ale to są wszystko reakcje pochodne. Tylko wtedy są one sensowne, jeśli dokonują się na podłożu odkrycia wartości — tak samo jest i w przeżyciu natury moralnej. Jeśli umiem w danej sytuacji życiowej powiedzieć, do jakich konsekwencji dane zachowanie się prowadzi — jestem wtedy zdolny wykryć wartość moralną czynu — swojego czy cudzego. Ocena jest adekwatna do tego, co odkryłem, lecz ona nie tworzy fictum wartości czynu, czy piękna, ewentualnie szpetoty dzieła sztuki. Są czasem pozory, ułudy, ale dochodzi do tego przez jakiś automatyzm.

[1] Przypis zamieszczony w wydaniu na s. 33: „Chodzi tutaj o to, co Ingarden nazywa przedmiotami estetycznymi.”

Lokalizacja w źródle

Roman Ingarden, Wykłady i dyskusje z estetyki, wybór i opracowanie Anita Szczepańska, wstęp Władysław Stróżewski, Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1981, Wykład III, s. 32–33.

Podstawa: dostarczony plik „Ingarden, Dzieła filozoficzne.docx”. W indeksowanym odwzorowaniu 449-stronicowym są to strony techniczne 31–32. Nie jest to niezależnie sprawdzona paginacja dowolnego PDF-u podpiętego do pozycji bibliograficznej.

Ciągły fragment zaczyna się po omówieniu Kanta i Herdera, kończy przed przejściem do teorii wczucia. Zachowano trzy etapy: przedstawienie koncepcji emocjonalistycznych; ich krytykę; pozytywne twierdzenie Ingardena o odkrywaniu wartości. Przypis [1] pochodzi z wydania i został przeniesiony na koniec cytatu; nie jest dopowiedzeniem autora projektu.

Rozumiem fragment

Ingarden nie mówi po prostu, że przyjemność jest nieistotna albo że piękno nie może uspokajać. Sprzeciwia się sprowadzaniu całego przeżycia estetycznego do uzyskania przyjemnego stanu. W takim nastawieniu dzieło byłoby tylko bodźcem: ważne byłoby, żeby zadziałało, a nie to, co odbiorca w nim odkrywa.

Rozróżnia teorię sprowadzającą przyjemność do doznań zmysłowych oraz teorię, która mówi o uczuciach innego rodzaju. Jego zarzut obejmuje obie, jeżeli wybierają z pełnego przeżycia tylko moment przyjemności lub nieprzyjemności. Samo nazwanie przyjemności „duchową” nie usuwa więc jeszcze tego problemu.

W końcowym akapicie zajmuje stanowisko pozytywne: ocena i przyjemność mają być reakcjami pochodnymi wobec odkrycia wartości. Nie tylko stwierdza, że potrzebujemy lepszych opisów samopoczucia; odrzuca utożsamienie wartości z reakcją odbiorcy.

Przeniesienie na nasz problem — jako pytanie, nie wniosek samego Ingardena: czy w domu szukamy jedynie odprężenia, czy również takiego bogactwa formy, które chcemy oglądać, rozpoznawać i kontemplować? Dom może być przedmiotem oceny pod obydwoma względami. Odpowiedź autora została już udzielona; jej opracowanie znajduje się w polach stanowiska i próby krytycznej.

Słowa „najtańszy” i „barbarzyńców” należą do polemiki Ingardena. Zachowano je w cytacie, ale nie służą tutaj ocenianiu Ciebie ani ludzi, którzy potrzebują spokojnego domu.

Ważne zastrzeżenie

Zachowane granice źródła: Ingarden nie odrzuca wszelkiej przyjemności i nie zaleca niepokoju jako koniecznego warunku sztuki. Przyjemność, podobanie się i ocena są w jego wywodzie reakcjami pochodnymi wobec odkrycia wartości. Określenie „barbarzyńców” pozostaje jego retoryką, nie oceną autora projektu ani mieszkańców potrzebujących spokoju. Fragment dotyczy sztuki ogólnie; nie dowodzi przewagi falistości.

Zakres odpowiedzi: „nie uspokaja” i „wprowadza niepokój” nie są logicznie równoważne. Autor odpowiada przede wszystkim na drugi przypadek, uznając go za poważny problem. Nie zapisać na tej podstawie ani bezwarunkowej zgody na piękno niepokojącego domu, ani zakazu takiej możliwości. Nie odwołał znaczenia ukojenia.

Dojrzewanie jest wskazanym przez autora możliwym wyjaśnieniem zmiany odbioru, nie ustalonym rozpoznaniem wobec wszystkich osób odrzucających dzieło. Porównanie z rozwojem duchowym i moralnym pozostaje analogią; nie dowodzi, że odmienny gust świadczy o gorszej moralności.

„Wielowarstwowy przekaz” jest określeniem autora projektu. Nie przedstawiać go automatycznie jako technicznego terminu ontologii dzieła Ingardena. Wieloletni dialog także nie jest po prostu nazwą faz jednego przeżycia.

Uwagi o stanie duszy i niepokoju związanym z osobistymi wydarzeniami zachowują charakter autorskiego objaśnienia. Nie są diagnozą kliniczną ani wynikiem badań psychologicznych. Nie wyjaśniają każdej niekorzystnej reakcji na dom.

Zmiana światła, otoczenia, materiału i interpretacji to różne aspekty. W odpowiedzi nie wykazano, że starzenie zawsze upiększa ani że późniejsza ocena jest trafniejsza. Nie określono także czasu, po którym odkrycie powinno nastąpić.

Oczekiwanie „dobry artysta zapewne powinien to potrafić” pozostaje postulatem autora z zachowaniem słowa „zapewne”, nie dowodem nieomylnego przewidywania przyszłych przeżyć mieszkańców. Odpowiedź została udzielona; wcześniejsza uwaga o pustym polu nie opisuje obecnego stanu fiszki.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Główne miejsce: 402 — „Przyjemność, ukojenie i swojskość a wartość estetyczna” / § 3.1. Pomocniczo: 404 / § 3.3, przy odróżnieniu zmiany reakcji od lepiej uzasadnionej oceny. W przesłanym eksporcie brak przypisania do miejsca w projekcie; należy zaznaczyć je ręcznie.

Proponowany porządek krótkiego wywodu: najpierw Ingardenowska krytyka redukcji przeżycia do przyjemności i pozytywna teza o odkryciu wartości; następnie autorski postulat wielowarstwowego dialogu; potem rozróżnienie chwilowego stanu duszy, rozwoju odbiorcy i zmian scenerii; na końcu zastrzeżenie, że ani późniejsze upodobanie, ani początkowy niepokój nie rozstrzygają samodzielnie wartości.

Przy zdaniu o „niedorośnięciu” zachować modalność „można powiedzieć”. Nie wprowadzać reguły, według której każda krytyka projektu ujawnia jedynie brak dojrzałości odbiorcy. Z kolei chwilowe zachłyśnięcie przedstawić jako dopuszczony początek procesu, nie jako odrzucone z definicji przeżycie.

Wątek roślinności, oświetlenia i starzenia materiałów może później pomóc w analizie konkretnego przykładu (§ 4.4). Nie tworzyć teraz osobnego rozdziału o technologii starzenia ani nowej bibliografii. Do artykułu trafi potrzebny akapit, nie cała fiszka.

Szkic v1.3 oraz inne fiszki pozostają bez zmian. Przed redakcją całego 402 opracujemy jeszcze przygotowaną SCR-1980-01.

Słowa kluczowe

Ingarden; przyjemność; odprężenie; hedonizm estetyczny; jakości wartościowe; odkrycie wartości; ocena; podobanie się; kontemplacja; T3; T6; 402; 404

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.
Priorytet: Brak Miejsce: nieprzypisane

SCR-1980-01 — Przyjemność z budynku, nie tylko przyjemny stan

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

Rozdział 5 „Judging architecture”, s. 111–113. Cztery kolejne akapity od „There are various ways…” do „…these merely sociological observations.” Numery [8]–[9] to odsyłacze w książce.

There are various ways in which an experience might be related to pleasure. We can imagine a purely causal relation: a certain experience causes pleasure, brings pleasure in its train, or is part of a process in which pleasure is included. When a rich man surveys his palace, it may cause him to reflect with pride on his own magnificence; and in this thought is pleasure. Here the pleasure is aroused by the experience of the building, but does not lie in that experience. It seems that, in contrast to this case, aesthetic pleasure must be internally linked to aesthetic experience. If it were not so linked, then we should be in danger of offending against the autonomy of aesthetic interest; in danger of saying that we seek aesthetic experience, and so are interested in its object only as a means to some separate effect. If that were so, then the work of art becomes redundant: it would be a mere accident if the pleasure we obtain from reading Paradise Lost is obtained in that way, rather than from an injection or a tablet. It is true that certain people have compared the experience of art and the experience of drugs: but if their arguments have contained any sense, it is because they have been speaking, not of the pleasure of drug-taking, but of the pleasure in other things which, for some reason, the drug makes available. (As when, after a glass of wine, a man may look with more pleasure on a flower: here what he takes pleasure in is not the wine but the flower. The wine, as mere cause of his pleasure, has ceased to be its object.)

An experience may be internally related to pleasure by being itself essentially pleasurable (or essentially painful). Certain experiences, in other words, are simply species of pleasure: sexual experiences present perhaps the most obvious example. Other experiences, while not essentially pleasurable, are, when pleasurable, pleasurable in themselves rather than in their effects: for example, the experience of warmth. Aesthetic experiences are of such a kind: they may be neither pleasant nor unpleasant. Nevertheless, unlike the experience of warmth, their relation to pleasure is not merely a contingent one. Unless a man sometimes enjoys aesthetic experience he cannot, I think, ever be said to have it. Aesthetic experience is not just a form of pleasure, but nor is its connection with pleasure a mere matter of fact.[8]

A distinction should here be observed. To say that an aesthetic experience is pleasant might seem to imply that a man takes pleasure in the experience, as though it were the experience, rather than its object, that constituted the prime focus of his attention. But lovers of architecture take pleasure in buildings, not in the experiences that are obtained from buildings. Their pleasure is of the kind roughly described at the beginning of the last chapter; it is a pleasure founded on understanding, pleasure which has an object, and not just a cause. And here pleasure is directed outwards to the world, not inwards to one’s own state of mind. The pleasure of aesthetic experience is inseparable from the act of attention to its object; it is not the kind of pleasure characteristic of mere sensation, such as the pleasure of a hot bath or a good cigar. In other words, aesthetic pleasures are not merely accompanied by attention to an object. They are essentially connected with that attention, and when attention ceases, whatever pleasure continues can no longer be an exercise of taste. This is part of what might lead one to say that, here, pleasure is not so much an effect of its object, as a mode of understanding it.[9]

Now, someone might argue that people absorb from the organic contours of our ancient towns, with their human details, their softened lines and their ‘worked’ appearance, a kind of pleasure that sustains them in their daily lives; while in the bleak environment of the modern city a dissatisfaction is felt that disturbs people without their knowing why. Even if this were true, it is not necessarily relevant to aesthetic judgement. Such inarticulate pleasures and displeasures have little in common with architectural taste and give us no guidance in the practice of criticism. They can be accommodated, I suspect, only on the level of human ‘need’, and as we have seen, that is not the level where aesthetic values occur. Of course, were we to take a wider conception of human ‘need’, a conception that transcends the boundaries of popular biology, then we might certainly find that there is a real issue here. And if we allow human values into the realm of human ‘needs’ then it becomes impossible to speak of a need for light, air and sanitation, and at the same time to ignore the deeper need to see in one’s surroundings the real imprint of human labour and the workings of human history. But until we can connect these things with the values implicit in aesthetic attention, we have advanced no further with the practice of criticism. In chapter 10 I shall make that connection; but it will be made in a way that removes all force from these merely sociological observations.

Przekład całego fragmentu

Poniższy tekst jest przekładem roboczym całego wybranego fragmentu, bez skrótów. Numery [8]–[9] zachowują odsyłacze autora.

Doświadczenie może wiązać się z przyjemnością na różne sposoby. Możemy wyobrazić sobie relację czysto przyczynową: pewne doświadczenie powoduje przyjemność, pociąga ją za sobą albo jest częścią procesu, w którym przyjemność występuje. Kiedy bogaty człowiek ogląda swój pałac, może go to skłonić do dumnej refleksji nad własną wspaniałością; i w tej myśli tkwi przyjemność. Tutaj przyjemność zostaje wzbudzona przez doświadczenie budynku, lecz nie zawiera się w tym doświadczeniu. Wydaje się, że — w przeciwieństwie do tego przypadku — przyjemność estetyczna musi być wewnętrznie związana z doświadczeniem estetycznym. Gdyby nie była tak związana, groziłoby nam naruszenie autonomii zainteresowania estetycznego: twierdzenie, że poszukujemy doświadczenia estetycznego, a zatem interesujemy się jego przedmiotem jedynie jako środkiem do jakiegoś odrębnego skutku. Gdyby tak było, dzieło sztuki stawałoby się zbędne: to, że przyjemność czerpaną z czytania Raju utraconego uzyskujemy właśnie w ten sposób, a nie za pomocą zastrzyku lub tabletki, byłoby jedynie przypadkiem. Prawdą jest, że niektórzy porównywali doświadczenie sztuki z doświadczeniem środków odurzających; jeżeli jednak ich argumenty miały jakikolwiek sens, to dlatego, że mówili nie o przyjemności zażywania tych środków, lecz o przyjemności czerpanej z innych rzeczy, którą środek z jakiegoś powodu udostępnia. (Podobnie po kieliszku wina człowiek może z większą przyjemnością patrzeć na kwiat: tym, w czym znajduje przyjemność, nie jest tutaj wino, lecz kwiat. Wino, jako jedynie przyczyna jego przyjemności, przestało być jej przedmiotem.)

Doświadczenie może być wewnętrznie związane z przyjemnością przez to, że samo jest z istoty przyjemne albo z istoty bolesne. Innymi słowy, pewne doświadczenia są po prostu rodzajami przyjemności: doświadczenia seksualne stanowią być może najbardziej oczywisty przykład. Inne doświadczenia, chociaż nie są z istoty przyjemne, to gdy sprawiają przyjemność, są przyjemne same w sobie, a nie ze względu na swoje skutki; na przykład doświadczenie ciepła. Doświadczenia estetyczne należą do tego rodzaju: mogą nie być ani przyjemne, ani nieprzyjemne. Niemniej, inaczej niż w przypadku doświadczenia ciepła, ich związek z przyjemnością nie jest jedynie przygodny. Sądzę, że jeżeli człowiek nie czerpie czasami przyjemności z doświadczenia estetycznego, nigdy nie można powiedzieć, że je posiada. Doświadczenie estetyczne nie jest po prostu formą przyjemności, lecz jego związek z przyjemnością nie jest też samym tylko faktem.[8]

Należy tutaj zauważyć pewne rozróżnienie. Powiedzenie, że doświadczenie estetyczne jest przyjemne, mogłoby sugerować, iż człowiek znajduje przyjemność w doświadczeniu, jak gdyby to doświadczenie, a nie jego przedmiot, stanowiło główny ośrodek jego uwagi. Miłośnicy architektury znajdują jednak przyjemność w budynkach, nie w doświadczeniach uzyskiwanych dzięki budynkom. Ich przyjemność jest tego rodzaju, który z grubsza opisałem na początku poprzedniego rozdziału: jest przyjemnością opartą na rozumieniu, przyjemnością mającą przedmiot, a nie tylko przyczynę. Przyjemność jest tu skierowana na zewnątrz, ku światu, nie do wewnątrz, ku własnemu stanowi umysłu. Przyjemność doświadczenia estetycznego jest nieodłączna od aktu uwagi skierowanej na jego przedmiot; nie jest to rodzaj przyjemności charakterystyczny dla samego doznania, jak przyjemność gorącej kąpieli albo dobrego cygara. Innymi słowy, przyjemnościom estetycznym nie tylko towarzyszy uwaga skierowana na przedmiot. Są z tą uwagą istotowo związane, a kiedy uwaga ustaje, jakakolwiek nadal trwająca przyjemność nie może już być przejawem działania smaku. Jest to jeden z powodów, dla których można powiedzieć, że przyjemność nie jest tu tyle skutkiem swego przedmiotu, ile sposobem jego rozumienia.[9]

Ktoś mógłby teraz argumentować, że z organicznych konturów naszych dawnych miast, ich ludzkich detali, złagodzonych linii i wyglądu noszącego ślady pracy ludzie czerpią rodzaj przyjemności, która wspiera ich w codziennym życiu; natomiast w ponurym otoczeniu nowoczesnego miasta odczuwają niezadowolenie, które niepokoi ich, choć nie wiedzą dlaczego. Nawet gdyby było to prawdą, nie musi to być istotne dla sądu estetycznego. Takie niewyartykułowane przyjemności i przykrości mają niewiele wspólnego ze smakiem architektonicznym i nie dają nam wskazówek w praktyce krytycznej. Przypuszczam, że można je uwzględnić jedynie na poziomie ludzkiej „potrzeby”, a — jak widzieliśmy — nie jest to poziom, na którym występują wartości estetyczne. Oczywiście, gdybyśmy przyjęli szersze pojęcie ludzkiej „potrzeby”, wykraczające poza granice popularnej biologii, moglibyśmy z pewnością dostrzec tutaj rzeczywisty problem. Jeżeli zaś dopuścimy wartości ludzkie do dziedziny ludzkich „potrzeb”, niemożliwe staje się mówienie o potrzebie światła, powietrza i warunków sanitarnych przy jednoczesnym pomijaniu głębszej potrzeby dostrzegania w swoim otoczeniu rzeczywistego śladu ludzkiej pracy i działania ludzkiej historii. Dopóki jednak nie potrafimy powiązać tych spraw z wartościami zawartymi w uwadze estetycznej, nie posunęliśmy się naprzód w praktyce krytycznej. W rozdziale 10 dokonam tego powiązania, lecz uczynię to w sposób, który pozbawia mocy te jedynie socjologiczne obserwacje.

Lokalizacja w źródle

Roger Scruton, The Aesthetics of Architecture, Princeton, New Jersey: Princeton University Press, copyright 1979; na stronie wydawniczej zapis: „Second printing with corrections, 1980”. W identyfikatorze SCR-1980-01 rok oznacza tę informację o wydaniu z poprawkami, nie pierwodruk.

Rozdział 5 „Judging architecture”, s. 111–113. Cytat zaczyna się od pełnego akapitu „There are various ways in which an experience might be related to pleasure.” i obejmuje następne trzy akapity. Ostatni przechodzi ze s. 112 na 113 i kończy się zdaniem „…these merely sociological observations.” Nie pominięto zdań wewnątrz tego zakresu.

Plik „Scruton, 1980 - The esthetics OCR.pdf”: strony 117–119 z 296. Dla początku cytatu numer strony technicznej to 117, jeśli do pozycji przypięty jest dokładnie ten plik. Nie wpisywać 111 jako numeru PDF-u.

Noty [8]–[9] do rozdziału 5: s. 278, strona 281 PDF-u. Odsyłają odpowiednio do Wittgensteina oraz do tekstu Bernarda Williamsa „Pleasure and Belief”. Sprawdzono noty w książce, nie osobno te dzieła. Nie stają się nowymi pozycjami bibliografii przeczytanymi bezpośrednio.

Rozumiem fragment

Scruton rozróżnia przyczynę przyjemności i to, w czym rzeczywiście znajdujemy przyjemność. Pałac może przypominać właścicielowi o jego bogactwie i wzbudzać dumę. Wtedy doświadczenie budynku jest przyczyną, lecz zadowolenie skupia się na własnej wspaniałości właściciela. Autor przeciwstawia temu przyjemność z uważnego oglądania i rozumienia budynku.

Nie usuwa przyjemności z estetyki. Twierdzi wręcz, że jej związek z doświadczeniem estetycznym nie jest czysto przypadkowy. Zarazem nie uważa każdego pojedynczego przeżycia estetycznego za koniecznie przyjemne. Te dwa zastrzeżenia należy zachować razem.

Najbliższy naszemu tematowi jest ostatni akapit. Scruton rozważa hipotetyczny argument, że organiczne kontury dawnych miast i ich łagodne linie podtrzymują dobre samopoczucie mieszkańców, natomiast ponure nowoczesne otoczenie ich niepokoi. Nie podaje tego jako wyniku badania. Mówi: nawet gdyby tak było, samo to nie daje jeszcze podstaw krytyce estetycznej.

Nie kończy jednak na odrzuceniu potrzeb. Dopuszcza szersze ich rozumienie, obejmujące ludzkie wartości, ślady pracy i historię. Domaga się powiązania tych kwestii z wartościami obecnymi w uwadze estetycznej; rozwiązanie zapowiada w rozdziale 10. W tej fiszce nie przedstawiamy tamtej zapowiedzi jako już przeczytanego i przyjętego dowodu.

Dla naszego artykułu pytanie brzmi: kiedy ukojenie jest tylko dobrym skutkiem pobytu, a kiedy jest częścią cenionego kontaktu z formą? To nasze zastosowanie rozróżnienia Scrutona. Nie trzeba przyjmować jego odpowiedzi; można również zakwestionować ostrość granicy, którą wyznacza.

Ważne zastrzeżenie

Zachowane granice źródła: opis dobrego samopoczucia w organicznych dawnych miastach jest argumentem hipotetycznym, nie wynikiem badania Scrutona. Autor odróżnia przyczynę przyjemności od jej przedmiotu, nie odrzuca wszelkiej przyjemności, nie utożsamia jej z ukojeniem i nie wymaga, aby każde pojedyncze doświadczenie było przyjemne. Zachować końcowe dopuszczenie szerszych potrzeb związanych z wartościami, ludzką pracą i historią. Zapowiedź rozdziału 10 nie jest jego wykonaną tutaj analizą.

Granice aktualnej odpowiedzi:
– „Ukojenie to jedno z wielu wartości” wraz z wymogiem poznawczego sensu wyklucza sprowadzenie całego oczekiwania autora do relaksu. Nie rozstrzyga natomiast samodzielnie, czy ukojenie jest zawsze konieczne ani jakie łączne warunki wystarczają do piękna.
– Rozumność jako wyróżnik człowieka jest antropologiczną przesłanką autora. Nie sprawdzano jej jako empirycznej tezy porównawczej o wszystkich innych stworzeniach.
– Nie utożsamiać braku zrozumienia przez odbiorcę z brakiem sensu dzieła. Nie wyprowadzono również powszechnego prawa, że niezrozumiała forma musi wywoływać niepokój.
– Przykład rośliny wodnej nie wskazuje gatunku, zrealizowanego budynku ani wyniku obserwacji odbiorców. Nie dopisano ich. Poznanie, edukacja, rozpoznanie podobieństwa i rozumienie kompozycji pozostają różnymi możliwymi zakresami.
– Rozpoznanie źródła inspiracji nie jest jeszcze dowodem piękna. Nie wiadomo także, czy autor wymaga dosłownego rozpoznania wzorca od każdego odbiorcy.
– Scruton nie przedstawia w tym cytacie moralnego potępienia zamożnego właściciela. Jego przykład rozdziela przyjemność z własnej wspaniałości i przyjemność z budynku. Nie wolno zastąpić tego rozróżnienia tezą „bogactwo jest złe” ani „wszystko osobiste jest bezwartościowe”.
– Autor projektu rozważa osobiste znaczenie także po stronie projektanta i zleceniodawcy. Nie sprowadzać go wyłącznie do egoizmu odbiorcy. Zarazem z samej ważności osobistego znaczenia nie wynika jeszcze, że jest ono w każdym przypadku wartością estetyczną.
– „Równie ważne” nie ustala wagi liczbowej, równych udziałów ani trzech rozłącznych składników. Nie ogłoszono wyczerpującej definicji sztuki i nie uznano za dowiedzionej przewagi falistości.

Odpowiedź została udzielona. Ocena argumentacji i propozycja jej doprecyzowania nie oznaczają, że autor zaakceptował przedstawiony kontrargument.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Główne miejsce: 402 — „Przyjemność, ukojenie i swojskość a wartość estetyczna” / § 3.1. Pomocniczo 404 / § 3.3. W bieżącym eksporcie brak przypisania do miejsca w spisie treści; należy ustawić je ręcznie.

Po opracowaniu ING-1981-03 można teraz połączyć dwie odpowiedzi. Ingarden jest punktem odniesienia dla odkrywania wartości, a Scruton dla rozróżnienia przyczyny i przedmiotu przyjemności oraz znaczenia uwagi i rozumienia. Własne dopowiedzenia autora obejmują dialog w czasie, wymóg poznawczego sensu i osobiste odniesienie. Nie przypisywać tym filozofom wspólnej, w pełni tożsamej teorii.

Proponowany porządek 402: ukojenie jako jeden z cenionych walorów; możliwość odkrywania w dłuższym kontakcie; rozumienie formy i przykład mimetycznej fasady; osobiste znaczenia; na końcu odróżnienie ich życiowej doniosłości od racji oceny estetycznej. Nie robić z tego osobnego rozdziału o botanice albo o gromadzeniu majątku.

Przykład rośliny wodnej można połączyć z wcześniejszym 304, ale nie trzeba go z tego powodu przepisywać. W 402 interesuje nas przede wszystkim to, co odbiorca rozpoznaje i rozumie. Sama rozpoznawalność wzorca nie rozstrzyga jeszcze wartości jego architektonicznego opracowania.

Nie zmieniono szkicu v1.3 ani innych fiszek. Obie odpowiedzi do 402 są już dostępne; następną partią pracy powinien być szkic tego punktu, nie kolejne powtarzanie pytania, czy autor ceni ukojenie.

Słowa kluczowe

Scruton; architektura; przyjemność estetyczna; przedmiot; przyczyna; uwaga; rozumienie; smak; potrzeby ludzkie; organiczne kontury; ukojenie; swojskość; 402; 404

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.
Priorytet: Brak Miejsce: ERAZM-WW-WYSTAPIENIE

ERA-WW-01 — ERA-WW-01 — Cel polemiki i postawa badacza

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

Tekst łaciński według wydania Wrocław 2022. Pełny tekst wskazanych paragrafów.

§ 1A.1 [s. 2; PDF 21]

Inter difficultates, quae non paucae occurrunt in divinis literis, vix ullus labyrinthus inexplicabilior quam de libero arbitrio. Nam haec materia iam olim philosophorum, deinde theologorum etiam, tum veterum, tum recentium ingenia mirum in modum exercuit, sed maiore, sicut opinor, negotio quam fructu. Nuper autem renovata est per Carolstadium et Eccium, sed moderatiore conflictatione; mox autem vehementius exagitata per Martinum Lutherum, cuius exstat de libero arbitrio assertio. Cui tametsi iam non ab uno responsum est, tamen, quando ita visum est amicis, experiar et ipse, num ex nostra quoque conflictatiuncula veritas reddi possit dilucidior.

§ 1A.2 [s. 4; PDF 23]

Hic scio quosdam obturatis auribus reclamaturos: ἄνω ποταμῶν! Erasmus audet cum Luthero congredi, hoc est cum elephanto musca? Ad quos placandos, si tantillum silentii licebit impetrare, nihil aliud praefabor in praesentia quam id, quod res est, me numquam iurasse in verba Lutheri. Proinde nemini videri debebat indignum, sicubi palam dissentirem ab illo, nimirum, ut nihil aliud, homo ab homine; tantum abest, ut nefas sit de illius aliquo dogmate ambigere, multo minus, si quis veritatis eliciendae studio moderata disputatione cum illo congrediatur. Certe Lutherum ipsum non arbitror indigne laturum, sicubi quis ab ipso dissentiat, cum ipse sibi permittat non solum ab omnium ecclesiae doctorum, verum etiam ab omnium gymnasiorum, conciliorum, pontificum decretis appellare; quod cum ipse palam et ingenue profiteatur, mihi non debet apud illius amicos esse fraudi, si repeto.

§ 1A.3 [s. 6; PDF 25]

Proinde, ne quis hanc pugnam interpretetur, qualis solet esse inter commissos gladiatores, cum unico illius dogmate conflictabor, non in aliud, nisi ut, si fieri queat, hac collisione scripturarum et argumentorum fiat evidentior veritas, cuius indagatio semper fuit honestissima studiosis. Res sine conviciis agetur, sive quis sic magis decet Christianos, sive quia sic certius invenitur veritas, quae saepenumero nimium altercando amittitur.

§ 1A.4 [s. 6; PDF 25]

Equidem non ignorabam, quam non essem ad hanc appositus palaestram: certe vix alius quisquam minus exercitatus, ut qui semper arcano quodam naturae sensu abhorruerim a pugnis, eoque semper habui prius in liberioribus Musarum campis ludere, quam ferro comminus congredi. Et adeo non delector assertionibus, ut facile in Scepticorum sententiam pedibus discessurus sim, ubicumque per divinarum scripturarum inviolabilem auctoritatem et ecclesiae decreta liceat, quibus meum sensum ubique libens submitto, sive assequor, quod praescribit, sive non assequor. Atque hoc ingenium mihi malo, quam quo video quosdam esse praeditos, ut impotenter addicti sententiae nihil ferant, quod ab ea discrepet, sed quicquid legunt in scripturis, detorquent ad assertionem opinionis, cui se semel manciparunt, sicuti iuvenes, qui puellam amant immoderatius, quocumque se vertunt, imaginantur se videre, quod amant; immo, ut, quod est similius, conferam, quemadmodum inter eos, inter quos incruduit pugna, quicquid forte ad manum est, sive cantharus sit, sive discus, in telum vertitur. Apud sic affectos, quod obsecro potest esse sincerum iudicium? Aut quis ex huiusmodi disputationibus fructus, nisi ut uterque ab altero consputus discedat? Semper autem erunt quam plurimi tales, quales describit Petrus apostolus, „indocti et instabiles, qui depravant scripturas ad suam ipsorum perditionem”.

§ 1A.5 [s. 8; PDF 27]

Itaque quod ad sensum meum attinet, fateor de libero arbitrio multa variaque tradi a veteribus, de quibus nondum habeo certam persuasionem, nisi quod arbitror esse aliquam liberi arbitrii vim. Legi quidem Martini Lutheri assertionem, et integer legi, nisi quod illic favorem quendam in illum mihi sumpsi, non aliter, quam cognitor favere solet gravato reo. Et quamquam ille rem omnibus praesidiis magnoque spiritu versat agitque, mihi tamen, ut ingenue fatear, nondum persuasit.

§ 1A.6 [s. 8; PDF 27]

Quod si quis vel ingenii tarditati vel imperitiae velit ascribere, cum hoc non contendam, modo tardioribus etiam permittant vel discendi gratia congredi cum his, quibus dei donum uberius contigit, praesertim cum Lutherus minimum tribuat eruditioni, plurimum spiritui, qui nonnumquam instillat quaedam humilioribus, quae σοφοῖς illis negat. Haec ad illos, qui fortiter clamant Luthero plus esse eruditionis in minimo digitulo quam Erasmo in toto corpore, quod ego sane nunc non refellam. Ab istis quamlibet iniquis tamen illud opinor impetrabo, ut, si per me conceditur in hac disputatione Luthero, ne quo pacto gravetur praeiudicio doctorum, conciliorum, academiarum, pontificum et caesaris, ne meam causam deteriorem faciat quorundam in iudicando temeritas. Etiamsi visus sum mihi, quod illic Lutherus tractat, percepisse, attamen fieri potest, ut me mea fallat opinio, eoque disputatorem agam, non iudicem, inquisitorem, non dogmatisten, paratus a quocumque discere, si quid afferatur rectius aut compertius, quamquam illud libenter persuaserim mediocribus ingeniis, in huius generis quaestionibus non adeo pertinaciter contendere, quae citius laedant Christianam concordiam, quam adiuvent pietatem.

Przekład całego fragmentu

Przekład opublikowany: Krzysztof Jacek Bekieszczuk, Wrocław 2022. Pełny tekst wskazanych paragrafów.

§ 1A.1 [s. 3, 5; PDF 22, 24]

Wśród trudności, których niemało można spotkać w Piśmie Świętym, prawie żadna zawikłana kwestia[2] nie jest trudniejsza do wyjaśnienia niż ta dotycząca wolnej woli. Zagadnienie to bowiem zajmowało umysły filozofów, jak również teologów: i dawnych, i współczesnych[3], co przyniosło – jak mi się wydaje – więcej trudu niż pożytku. Niedawno zostało ono na nowo podjęte przez Karlstadta i Ecka[4], lecz spór był dość stonowany, niedługo potem z kolei mocniej było roztrząsane przez Marcina Lutra, który w swojej Obronie[5] zajmuje się wolną wolą. Niejeden już mu odpowiedział, ponieważ jednak moim przyjaciołom wydawało się to słuszne, sprawdzę i ja sam, czy dzięki naszej skromnej odpowiedzi prawdę można wyłożyć bardziej przejrzyście.

§ 1A.2 [s. 5; PDF 24]

Wiem, że w tym miejscu niektórzy natychmiast zatkają sobie uszy i zaczną krzyczeć: „To wbrew naturze![6] Erazm waży się stawać do dyskusji z Lutrem? To tak jakby mucha wystąpiła przeciw słoniowi[7]”. Żeby ich uspokoić, jeśli wolno prosić o chwilkę ciszy, nie powiem obecnie nic innego niż to, co jest prawdą – że nigdy nie przysięgałem wierności Lutrowi. Tak więc nikomu nie powinno się wydawać niestosowne, jeśli w jakiejś sprawie otwarcie się z nim nie zgadzam. Bez wątpienia nie jest to nic innego niż tylko różnica zdań pomiędzy ludźmi. Brakuje zupełnie powodów, by uznać za niegodziwość posiadanie wątpliwości w sprawie jakiejś nauki Lutra, tym bardziej jeśli ktoś, pragnąc dotrzeć do prawdy, spiera się z nim w spokojnej debacie. Jestem w pełni przekonany, że Luter nie przyjmie z oburzeniem tego, że ktoś się z nim w jakiejś sprawie nie zgadza, jeśli sobie pozwala nie tylko nie zgadzać się ze wszystkimi doktorami Kościoła[8], lecz także odwoływać się od postanowień wszystkich szkół, soborów i papieży. Skoro on to otwarcie i nieskrępowanie deklaruje, to – jeśli ja w odpowiedzi występuję przeciw niemu – jego przyjaciele nie powinni mi poczytywać tego za przestępstwo.

§ 1A.3 [s. 7; PDF 26]

W takim razie niech nikt nie uważa tego za taką walkę, jaka zazwyczaj się toczy między gladiatorami[9], ponieważ wdaję się w spór z jedną tylko zasadą wiary głoszoną przez Lutra. Moim celem nie jest nic innego jak to, żeby dzięki naszemu starciu na słowa i argumenty – jeśli to możliwe – prawda stała się bardziej jasna; a przecież jej poszukiwanie zawsze było dla uczonych czymś najszlachetniejszym. Spór będzie się toczył bez obrażania i szyderstw, ponieważ z jednej strony to bardziej przystoi chrześcijanom, a z drugiej – ten sposób jest bardziej niezawodny w poszukiwaniu prawdy, która często się gubi, gdy zbytnio się kłócimy.

§ 1A.4 [s. 7; PDF 26]

Jeśli o mnie chodzi, to wiem dobrze, jak bardzo jestem niezdatny do tego rodzaju utarczek, z pewnością prawie nikt nie jest mniej ode mnie zaprawiony do tego. Jako człowiek, który przy każdej okazji, dziwnym zrządzeniem natury, wzdraga się przed walką, tym bardziej zawsze wolałem bawić się na polach Muz, gdzie panuje wolność, niż walczyć wręcz na miecze. I do tego stopnia nie lubuję się w stanowczych twierdzeniach, że z łatwością podążę za opinią sceptyków za każdym razem, kiedy niepodważalny autorytet Pisma Świętego i rozporządzenia Kościoła na to pozwalają. Im podporządkowuję chętnie swoje poglądy – i gdy pojmuję to, co Kościół ustalił, i gdy tego nie pojmuję. Istotnie, wolę mieć taki typ charakteru niż taki, jaki dostrzegam u niektórych: są oni bez opamiętania oddani jakiejś opinii i nie zniosą niczego, co by się z nią nie zgadzało, ale cokolwiek czytają w Biblii, na siłę dopasowują do przekonania, które raz powzięli i jemu się zaprzedali, tak jak młodzieńcy, którzy bez miary są zakochani w dziewczynie i, gdziekolwiek się nie znajdują, wyobrażają sobie, że widzą to, co kochają. Nawet więcej, porównam to do sytuacji, która jest jeszcze bardziej podobna: są oni niczym ci, pomiędzy którymi rozgorzała walka – cokolwiek się trafi pod ręką, czy to będzie dzban, czy talerz, tego użyją jako pocisku. Powiedzcie proszę, jak mogą mieć jasny osąd ci, którzy odznaczają się takim charakterem? Albo jaki będzie pożytek z tego rodzaju debat, oprócz tego, że jeden przez drugiego opluty odejdzie? A jednak zawsze było bardzo wielu takich, których św. Piotr Apostoł w ten sposób opisuje: „głupi i niestali, którzy wypaczają Pisma na swoją własną zgubę” (2 P 3, 16).

§ 1A.5 [s. 9; PDF 28]

Jeżeli więc chodzi o mój pogląd, to przyznaję, że o wolnej woli wiele różnych wypowiedzi zostawili nam dawni autorzy i nie mam na ten temat ugruntowanego przeświadczenia, z wyjątkiem tego, że wolna wola przedstawia sobą pewną wartość. Przeczytałem Obronę Marcina Lutra i czytałem ją bezstronnie, a nawet w trakcie zyskał on pewną przychylność z mojej strony, tak jak sędzia śledczy zazwyczaj okazuje przychylność oskarżonemu. A chociaż broni się on wszystkimi sposobami i roztrząsa to zagadnienie z wielkim zapałem, to jednak, szczerze mówiąc, mnie nie przekonał.

§ 1A.6 [s. 9; PDF 28]

Gdyby niektórzy chcieli przypisać to mojej ociężałości umysłowej lub ignorancji – mimo że nie będę walczył z tym zarzutem – to jednak niech pozwolą nawet głupszym zmierzyć się z tymi, którzy szczodrzej otrzymali dar Boży, choćby po to, aby się czegoś nauczyli. Tym bardziej że Luter prawie niczego nie przypisuje wykształceniu, a bardzo wiele natchnieniu Ducha, który nierzadko objawia ludziom prostym to, czego odmawia owym mądrym[10]. Te słowa kieruję do tych, którzy głośno krzyczą, że Luter ma więcej wiedzy w małym palcu niż Erazm w całym ciele, na co oczywiście nie będę odpowiadał. Od ludzi tego rodzaju, wprawdzie niegodziwych, jednakże uzyskam – jak sądzę – to, że mojej sprawy nie będzie pogarszała pochopność niektórych w wydawaniu osądów, skoro ja w tej dyskusji przyznaję Lutrowi prawo, żeby nie był w jakiś sposób obciążony wcześniejszymi wypowiedziami doktorów Kościoła, soborów, uniwersytetów, papieży i cesarza[11]. Chociaż wydaje mi się, że zrozumiałem to, co Luter omawia w tamtych pismach, to jednak możliwe, że się mylę, dlatego przyjmę rolę dyskutanta, a nie sędziego; badacza, a nie doktrynera. Jestem gotowy uczyć się od każdego, kto tylko wniesie do dyskusji pogląd bardziej poprawny lub lepiej udowodniony. Zastrzegam, że chciałbym przekonać ludzi obdarzonych przeciętnym rozumem, żeby przy tego rodzaju zagadnieniach nie wdawali się w zbyt zaciętą walkę, ponieważ szybciej wyrządzą szkodę jedności chrześcijańskiej, niż przyczynią się do wzrostu pobożności.

Przypisy wydania do przytoczonego fragmentu

Poniższe objaśnienia należą do aparatu Krzysztofa Jacka Bekieszczuka. Zachowano numery przypisów wydania.

[2] Labyrinthus. Erazm objaśnia to słowo jako samodzielne przysłowie: Erasmus, Adagia, 2.10.51 (1951), https://www.let.leidenuniv.nl/Dutch/Latijn/ErasmusAdagia.html [dostęp: 12.10.2021]; dalej jako: Adagia.

[3] Erazm wymienia tych autorów w dalszej części rozprawy, por. paragraf 1B.2.

[4] Andreas von Karlstadt (ok. 1480–1541) – niemiecki teolog, reformator i ikonoklasta. Był profesorem w Wittenberdze i mocno wspierał Lutra w pierwszych latach reformacji, a następnie stwierdził, że jego program nie jest wystarczająco radykalny, i wystąpił w 1524 r. przeciw Lutrowi. Po złagodzeniu tonu korzystał ze schronienia u Lutra w latach 1525–1529, ostatecznie osiadł w Bazylei. Por. Britannica, The Editors of Encyclopaedia, Andreas Carlstadt, w: Encyclopaedia Britannica, www.britannica.com/biography/ Andreas-Rudolf-Bodenstein-von-Carlstadt [dostęp: 10.07.2019]. Johann Eck (1486–1543) – niemiecki teolog i główny adwersarz Lutra ze strony katolickiej. Był profesorem Uniwersytetu w Ingolstadt i autorem wielu pism broniących tradycyjnej doktryny, uczestniczył w dysputach z różnymi reformatorami. Kilkukrotnie bywał w Rzymie, uczestniczył w przygotowaniu bulli Exsurge Domine potępiającej 41 tez z różnych pism Lutra. Por. Britannica, The Editors of Encyclopaedia, Johann Eck, w: Encyclopaedia Britannica, www.britannica.com/biography/Johann-Eck [dostęp: 10.07.2019]. Karlstadt i Eck to – obok Lutra – uczestnicy dysputy lipskiej z 1519 r. Wśród wielu rozbieżności pomiędzy stronami znalazła się też kwestia wolnej woli, zagadnienie to było następnie poruszane także w pismach obu teologów.

[5] Pełen tytuł to: Assertio omnium articulorum Martini Lutheri per bullam Leonis X novissimam damnatorum (Obrona wszystkich artykułów Marcina Lutra potępionych przez ostatnią bullę Leona X), WA 7, 91–151. Wolnej woli dotyczył artykuł 36 (WA 7, 142–149).

[6] Dosłownie: „rzeka płynie pod górę”, Adagia 1.3.15 (215). Erazm używa przysłowia w wersji greckiej: „ἄνω ποταμῶν”.

[7] Brak takiego porównania w Adagiach, ale te dwa zwierzęta występują razem w przysłowiu: „elephantum ex musca facis” – „robisz z igły widły” (dosłownie: „robisz z muchy słonia”), Adagia 1.9.69 (869).

[8] Erazm kilkukrotnie używa łacińskiego terminu „doctor”, który etymologicznie znaczy po prostu „nauczyciel”, kiedy ma na myśli dawnych teologów i to cieszących się powszechną aprobatą. Niekoniecznie muszą się oni znajdować w oficjalnym wykazie doktorów Kościoła (tym bardziej że w czasach Erazma zawierał on tylko imiona Ambrożego, Augustyna, Hieronima i Grzegorza Wielkiego).

[9] Czyli na śmierć i życie, por. Adagia 1.3.76 (276).

[10] Por. Mt 11, 25; Łk 10, 21. Słowo to pojawia się po grecku: „σοφοῖς”.

[11] Podczas gdy wszystkie wcześniejsze osoby i instytucje zostały wyliczone w liczbie mnogiej, słowo „cesarz” pojawia się w liczbie pojedynczej. Sugeruje to jednoznacznie, że chodzi o Karola V, który 26 maja 1521 r. ogłosił wymierzony w Lutra i jego zwolenników edykt wormacki (antydatowany na 8 maja).

Lokalizacja w źródle

Erazm z Rotterdamu, Diatryba albo rozprawa o wolnej woli, przekład, wstęp i opracowanie krytyczne Krzysztof Jacek Bekieszczuk, Wrocław: Papieski Wydział Teologiczny we Wrocławiu, 2022. ISBN 978-83-66545-34-2.

Zakres: §§ 1A.1–1A.6, pełny tekst kolejnych paragrafów, bez wewnętrznych skrótów.
Przekład polski: drukowane s. 3, 5, 7, 9; PDF 22, 24, 26, 28.
Tekst łaciński: drukowane s. 2, 4, 6, 8; PDF 21, 23, 25, 27.

Kopia źródłowa: 3A_Mrozek_Erazm_Diatryba_O_wolnej_woli.pdf (214 stron PDF). Techniczna strona początku polskiego wyciągu: 22.

Adresy poszczególnych paragrafów (tekst polski):
§ 1A.1: s. 3, 5; PDF 22, 24.
§ 1A.2: s. 5; PDF 24.
§ 1A.3: s. 7; PDF 26.
§ 1A.4: s. 7; PDF 26.
§ 1A.5: s. 9; PDF 28.
§ 1A.6: s. 9; PDF 28.

Rozumiem fragment

Opracowanie pomocnicze do pierwszego wystąpienia o Erazmie

W § 1A.1 Erazm wskazuje wcześniejszą Obronę Lutra jako bezpośredni przedmiot odpowiedzi; przypis 5 identyfikuje ją jako Assertio, art. 36. Erazm przedstawia podjęcie sporu jako uprawnioną różnicę zdań między ludźmi i sposób rozjaśnienia prawdy, a nie pojedynek służący pokonaniu przeciwnika. Powściągliwość w stanowczych twierdzeniach ma wyraźną granicę: autorytet Pisma Świętego i rozporządzenia Kościoła. Autor nie zawiesza każdego sądu, ponieważ deklaruje przekonanie, że wolna wola ma pewną wartość, a wcześniejsza Obrona Lutra go nie przekonała. Przyjmuje rolę dyskutanta i badacza gotowego przyjąć lepiej uzasadniony pogląd oraz ostrzega przed szkodą, jaką zacięta polemika może wyrządzić jedności chrześcijańskiej.

Wystąpienie 0:00–1:15. Po krótkim cytacie wyjaśnij, że Erazm chce sprawdzić argumenty Lutra i rozjaśnić problem. Dopowiedz warunek z § 1A.4: powściągliwość sądu pozostaje związana z autorytetem Pisma i Kościoła. Wystarczy odwołanie do § 1A.6 jako zapowiedzi otwartości na lepszą rację.

Ważne zastrzeżenie

• Nie nazywać tego bezwarunkowym sceptycyzmem, relatywizmem ani obojętnością wobec prawdy; zachować warunek z § 1A.4 i pozytywne minimum stanowiska z § 1A.5.
• Pokojowy sposób dyskusji jest deklarowanym ideałem; nie wynika z niego brak ironii lub ostrych sformułowań w dalszym dziele.
• Obrona wspomniana w § 1A.5 to wcześniejsze Assertio Lutra, a nie późniejsze O niewolnej woli. Fragment nie mówi, że Erazm zna odpowiedź Lutra z 1525 r.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

Propozycja do wystąpienia — 0:00–1:15 z 10 minut.

Po krótkim cytacie wyjaśnij, że Erazm chce sprawdzić argumenty Lutra i rozjaśnić problem. Dopowiedz warunek z § 1A.4: powściągliwość sądu pozostaje związana z autorytetem Pisma i Kościoła. Wystarczy odwołanie do § 1A.6 jako zapowiedzi otwartości na lepszą rację.

Krótki rdzeń do przytoczenia (pełny kontekst w polu przekładu):

§ 1A.3 (s. 7; PDF 26):
„Moim celem nie jest nic innego jak to, żeby dzięki naszemu starciu na słowa i argumenty – jeśli to możliwe – prawda stała się bardziej jasna; a przecież jej poszukiwanie zawsze było dla uczonych czymś najszlachetniejszym. Spór będzie się toczył bez obrażania i szyderstw, ponieważ z jednej strony to bardziej przystoi chrześcijanom, a z drugiej – ten sposób jest bardziej niezawodny w poszukiwaniu prawdy, która często się gubi, gdy zbytnio się kłócimy.”

Słowa kluczowe

Erazm; Luter; diatryba; collatio; polemika; prawda; sceptycyzm; autorytet

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.
Priorytet: Brak Miejsce: nieprzypisane

PV11-006 — R1: Granice nauki — przypis 6

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

Michał Heller, Granice nauki (Kraków: Copernicus Center Press, 2014), s. 236.
“Intuicyjny zdrowy rozsądek ma ograniczenia; poza zwykłym doświadczeniem kryje
się rzeczywistość niedostępna zmysłom.”

Lokalizacja w źródle

Projektowani v11, rozdział 1 „Huk talerzy”, s. 19, przypis 6

Rozumiem fragment

Ważne zastrzeżenie

Przed ostatecznym drukiem porównać cytat i numer strony z egzemplarzem źródłowym.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

niż się intuicyjnie wydaje6. Świadomość tych ograniczeń to pierwszy krok do pokory: uznaję, że mogę czegoś nie rozumieć i muszę uczyć się na nowo.

Słowa kluczowe

Projektowani v11; rozdział 1; przypis 6; heller-granice; opracowanie

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.
Priorytet: Brak Miejsce: nieprzypisane

PV11-180 — Pius XII wyklucza stanowisko poligenizmu

Otwórz w książce i skopiuj stały link
Przeczytaj fragment i opracowanie

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

37 [...] For the faithful cannot embrace that opinion which maintains that either after Adam there existed on this earth true men who did not take their origin through natural generation from him as from the first parent of all, or that Adam represents a certain number of first parents. Now it is in no way apparent how such an opinion can be reconciled with that which the sources of revealed truth and the documents of the Teaching Authority of the Church propose with regard to original sin, which proceeds from a sin actually committed by an individual Adam and which, through generation, is passed on to all and is in everyone as his own.

Przekład całego fragmentu

Wierni nie mogą przyjąć poglądu, według którego po Adamie istnieli na ziemi prawdziwi ludzie, niepochodzący drogą naturalnego zrodzenia od niego – jako pierwszego rodzica wszystkich ludzi – albo że Adam stanowi jedynie symbol pewnej liczby pierwszych rodziców. Nie sposób bowiem pogodzić takiego poglądu z tym, co źródła prawdy objawionej oraz dokumenty Urzędu Nauczycielskiego Kościoła głoszą na temat grzechu pierworodnego; grzech ten bowiem wywodzi się z winy rzeczywiście popełnionej przez konkretnego człowieka – Adama – i drogą dziedziczenia przechodzi na wszystkich ludzi, stając się w każdym z nich jego własnym grzechem.

Zaplecze redakcyjne — analiza szczegółowa
Jak wykorzystać w tekście

starożytnych ludzi180. Biblia nie jest podręcznikiem biologii – przekazuje nam kto stworzył świat i po co, ale niekoniecznie jak dokładnie to zrobił. To, co

Słowa kluczowe

Projektowani v11; rozdział 19; przypis 180; humani-generis; opracowanie

Opublikowane głosy / osobny formularzMożesz też zaznaczyć fragment podczas lektury, dopisać komentarz i wysłać wszystkie uwagi razem.