Projektowani
Ury, William, 2004-, Odchodząc od NIE: Negocjowanie od konfrontacji do kooperacji
Pełny widok tekstowy: wszystkie sekcje są rozwinięte i znajdują się w jednym dokumencie HTML.
Opis bibliograficzny
William Ury, Odchodząc od NIE. Negocjowanie od konfrontacji do kooperacji, tłum. Robert A. Rządca, wyd. 2, Warszawa: Polskie Wydawnictwo Ekonomiczne, 2004.
Spis treści
Przedmowa do wydania polskiego 7
Przedmowa 16
Podziękowania 19
I. Przygotowanie
1. Omówienie: Przełamywanie barier współpracy
2. Prolog: Przygotuj się, przygotuj się, przygotuj się
U. Stosowanie strategii przełamania
1. Nie reaguj: Idź na galerię
2. Nie spieraj się: Przejdź na ich stronę 68
3. Nie odrzucaj: Przekształć ................................................. 93
4. Nie naciskaj: Zbuduj im złoty most 122
5. Nie eskaluj: Użyj siły, aby edukować 149
m. Przekształcenie wrogów w przyjaciół 178
1. Wniosek: Przekształcenie wrogów w przyjaciół 178
Załącznik: Arkusz przygotowania 192
Analityczny spis treści 193
O Autorze 199
Fiszki (1)
URY_2004_1 — „Idź na galerię” — najpierw odzyskaj panowanie nad własną reakcją
Stały link do fiszkiCzytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
„Najgorszym wrogiem jest twoja własna, natychmiastowa reakcja”.
William Ury, Odchodząc od NIE, s. 67.
Można też zapisać jako drugi, pomocniczy fragment:
„Pierwszy krok nie polega na kontrolowaniu zachowania przedstawiciela drugiej strony, natomiast na kontroli własnego zachowania”.
Tamże, s. 188.
Lokalizacja w źródle
Najważniejsze miejsca:
s. 27–33 — bariery współpracy i ogólny model strategii przełamania;
s. 48–53 — trzy naturalne reakcje i niebezpieczeństwa automatycznego reagowania;
s. 53–67 — metafora „galerii”, rozpoznawanie gry, zyskiwanie czasu i niepodejmowanie decyzji pod presją;
s. 68–87 — przejście na stronę rozmówcy: słuchanie, parafraza, uznanie emocji, komunikaty „ja”;
s. 188–189 — syntetyczne podsumowanie całej strategii.
Rozumiem fragment
„Najgorszym wrogiem jest twoja własna, natychmiastowa reakcja”.
Można też zachować drugą, bardzo krótką formułę:
„Ludzie są ‘reagującymi maszynami’”.
Łącznie oba cytaty pozostają krótkie. Główną treść fiszki lepiej zapisać własnymi słowami.
Ważne zastrzeżenie
Przed ostatecznym drukiem porównać cytat i numer strony z egzemplarzem źródłowym.
Pytania i moje odpowiedzi
1. Która z trzech reakcji jest najbardziej Twoja? Ury wymienia kontratak, poddanie się i zerwanie rozmowy. Przypomnij sobie jedną konkretną sytuację z życia rodzinnego, zawodowego albo kościelnego, w której ktoś wyprowadził Cię z równowagi. Co zrobiłeś jako pierwsze: zaatakowałeś; ustąpiłeś dla świętego spokoju; przerwałeś kontakt; zrobiłeś coś jeszcze innego? Jaką cenę później zapłaciłeś za tę reakcję?
Gdy ktoś mnie atakuje, to po piersze zaczynam obserwować słasne emocje. Wczęsniej skupiałem się, ale nie aż tak bardzo, jedynie na tym aby je wyrażać i o nich mówić, a teraz gdy następuje atak, to zaczynam obawiać się komunikować swoje uczucia, bo ciągle jeszcze się łudzę, że to nie jest atak, tylko mi sie wydaje oraz, że ten ktoś ma całkowitą rację robiąć mi taki czy inny przytyk, czy stawiając mi rządanie, kóre wyprowadza mnie z równowagi i zaczynam je uważać nie tyle za niedorzeczne, co raczej wszczynające awanturę.
Gdy już widzę, że po drugiej stronie jest podniecenie i narastająca złość, albo długo tlące się zarzewie złości, które teraz , nareszcie dla tej osoby, ma możliwość ujścia, to raczej się wycofuję. Nie powiem, że przerywam kontakt, bo tak się często nie da, choć długofalowo, w dłuższej perspektywie czasu, tak, zrywam kontakt o ile ta złość nie zrodzi czegoś nowego między nami, czegoś wprowadzajacego nas na kolejny, wyższy etap znajomości, dobrego klimatu relacji itp. Jeśli takie perspektywy nie ma, to , tak, odsuwam się , powoli, po cichu.
Czym innym jest związek małżeński. Tu wcześniej było przyrzeczenie, obietnica, że cię nie opuszczę choćby nie wiem co i gdy w tle jest taka obietnica, to tylko "oddalam się" na moment w ciszę, aby po uspokojeniu zająć się ponownie tematem o ile druga strona tego zechce. Gorzej jak nie zechce, to za jakiś czas sprawa wybucha w zwielokrotnionej sile.
Kiedyś pamiętam siebie jako kontratakującego i pamiętam, że zawsze z tego nic dobrego nie wychodziło. Lepiej wychodziło, gdy zaczynałem się bronić ciszą gdy ktoś na mnie atakował. Sam psychicznie z tym czułem się lepiej, zwłaaszcza gdy emocje już opadły, to byłem zwycięscą sam przed sobą samym.
Nie pamiętam siebie jako ustępującego. Bo zawsze kontratak lub zapadnięcie się w ciszę były moją odpowiedzią: NIE. No chyba, że nie miałem racji, ale do tego ciężko zawsze było się przyznać. Uległość, to nie jest moja silna strona
2. Czy zgadzasz się z Urym, że w wielu konfliktach pierwszą barierą staje się nie zachowanie drugiej osoby, lecz nasza natychmiastowa reakcja na to zachowanie? Opisz sytuację, w której sam zauważyłeś, że zacząłeś reagować szybciej, niż myśleć.
takie sytuacje kiedy zacynam szybciej reagować niż myśleć dzieja się np. za kierownicą lub na motocyklu, tam gdzie wchodzi zagrożenie życia lub jakaś szkoda. Na fotelu, czy za biurkiem kiedy otrzymuje telefon to mam bardziej komfortowe warunki aby właściwie zareagować.
To prawda, że impertynencja lub jakieś inne złe zachowanie drugiej osoby staje się barierą nie do pokonania. Jego/jej twarz, ton nie nastrajają aby myśleć że ją/jego rozumiem/kocham. Jeszcze gdy jestem zmęczony może dojść do szybkiej wymiany zdań ze wzajemnym poranieniem się.
3. Po czym poznajesz u siebie moment, w którym przestajesz świadomie odpowiadać, a zaczynasz działać automatycznie? Czy jest to zmiana tonu głosu, napięcie ciała, przyspieszenie mówienia, potrzeba przerwania rozmówcy, czy może pojawienie się w głowie gotowego oskarżenia?
zauważam, że działam automatycznie, kiedy nie jestem w stanie przypomnieć sobie mijających ostatnich chwil, tracę w nich zainteresowanie; ogólnie mówiąc w takim momencie bardzo mało rzeczy/spraw mnie interesuje, czasem łącznie z tym, że nie interesuje mnie ból mojego ciała, którego uszkodzenia mogę dostrzec dopiero po chwili lub po dłużym czasie (to zależy od intensywności podniecenia emocjonalnego). Ni rejestruję tonu głosu ani napięcia ciała. Zwram jednak uwagę na swoją szybkość mówienia i myślenia, z któych to myśli układam słowa, ale nie dzieje się to przez wcześniejszą ich filtrację, czy dobieranie właściwszych/precyzyjniejszych. Trochę nie liczę się z rozmówicą, a już z pewnością gdy zagrożone jest życie, moje lub czyjeś. W innych sytuacjach słucham, rozmówcy, ale do czasu kiedy tylko zrozumiem co chce wyrazić, często nie dając jemu dokończyć i samemu kończąc jego wypowiedź w swojej głowie. Oskarżenia wobec rozmówcy powstają w głowie mimowolnie i to juz zależy od natężenia emocjonalnego, czy te oskarżenia wyrażam słownie lub czynem lub nie.
4. Co w Twoim życiu jest rzeczywistym odpowiednikiem „pójścia na galerię”? Milczenie, wyjście na spacer, modlitwa, kilka oddechów, zrobienie notatki, odłożenie odpowiedzi do następnego dnia? Które sposoby działają, a które brzmią dobrze tylko w poradniku?
moje "wyjście na galerię" odzwierciedla moje milczenie, wyjście (opuszczenie miejsca, w kórym doznałem wstrząsu/ciosu emocjonalnego). i to może byc spacer, może tym byc bieganie, nawet modlitwa o ile kończy się uwielbieniem (bo jeśli tylko tłumieniem potoku myśli, to to chyba nie modlitwa, ale gdy mimo wszystko, nieco na siłę próbuję uwilebiać Boga, to to chyba moge nazwać modlitwą). Oddechy, robinie notatek odłożenie odpowiedzi do następnego dnia - to takie książkowe rozwiązania, które mi nie przychodzą z automatu, ale po głębszym zastanowieniu. Najszybciej, z tych na pierwszy rzut głowy, niedorzecznych rozwiązań, przychodzi mi odłożenie odpowiedzi na kolejny dzień, to niejako dzieje się samo, przez to, że najpierw wpadam w zadumę, która często nie jest chwilą, ale nieco dłuższym okresem. Potem zaczynam się cieszyć, że od razu nie zareagowałem i wykorzystywać ten mechanizm, czekając niejako na kolejne natchnienia lub stany mojego umysłu/myśli/uczuć. Gdy już widzę, że zaczynam żyć czymś innym chcę/muszę podsumować to co się stało przez wewnętrzne postanowienie: w tej sprawie zrobię tak i tak, zapamiętuję to i zajmuje się innymi rzeczami. Gdy wydaje mi się, że nabrałem jakiegoś dystansu wobec wcześniejszego wydarzenia, wracam i wykańczam je, lub ponownie się w nie angażuję.
Od jakiegoś czasu, raz po raz stosuję notatki głosowe opisujące to co się wydarzyło oraz stany swojego umysłu oraz swoich emocji. Nie widzę, aby tomiało jakieś bezpośrednie przełożenie na jakieś korzysci odczuwalne tu i teraz. Raczej przez doświadczenia innych wiem, że ma to długosiężne działanie, które skutki/korzyści przyjdą do mnie później.
5. Kiedy przerwanie rozmowy jest przejawem dojrzałości, a kiedy staje się ucieczką, unikaniem odpowiedzialności albo karaniem drugiej osoby milczeniem? Jak powinna wyglądać uczciwa przerwa, aby rozmówca wiedział, że do tematu naprawdę wrócisz?
jest to dosyc złożony temat, bo różne sa przerwania rozmowy. Zacznę od tego, kórego ostatnio się uczę: a mianowicie kiedy to widzę, że dana osoba nie jest warta mojej miłości jaką mam dla niej. Dziwnie to brzmi. ale nie chodzi o jej godność, bo jest taka sama jak moja, ale bardziej o ekspresję moję miłości przez zaciekawienie jej sprawami, współprzeżywanie jej radości, współuczestniczenie w jej życiu. Wprowadzam tu ciszę/milczenie gdy dochodzi na polu wzajemnych stosunków do skaleczenia lub rany. Pomimo tego, ze nadal ta osobe kocham, szanuję i uczę się jej przebaczyć, to jednak więcej milczę, bo nie okazywanie zranienia/skaleczenia doprowadza do mojego współuczestniczenia w jej dziele, tzn. nie dając znać, że ta osoba mnie zraniła daję sygnał, że wszystko jest w porządku i tak naprawdę, ta osoba może w ogóle nie zdawać sobie sprawy, z tego co zrobiła, a więc niejako powoduję, że jej sumienie się neutralizuje w tycm zakresie, bo jeśli nawet jej coś wewnętrzenie wyrzuca, że zrobiła źle, to moja reakcja to zakłuca i wprowadza dysinformację, a przez to , niejako, współuczestniczę w złu. Nie chcę tego, a więc się odsuwam i milczę.
Milczenie jako ucieczka: gdy nie mam pojęcia co się dzieje i to zarówno pod względem intelektualnym jak i emocjonalnym, wtedy uciekam w milczenie. Co do karania drugiej osoby milczeniem, to miałem takie period w swoim życiu, że to perfidnie (z całą świadomością) stosowałem. Teraz wiem, że jest to narzędzie przemocowe i wstydzę się go. Ale już nawet unikanie spojrzenia drugiej osoby podczas rozmowy to już jest element milczenia. Pomimo tego, że mówię do danej osoby, ale jednak nie kieruje na nia wzroku, to znaczy, że mój przekaz nie jest pełny, że nie chcę pełnej wymiany informacji miedzy nami, że jedynie interesuje mnie sucha treść jej wypowiedzi, a nie interesują mnie jej emocje , kóre mógłbym wyczytać z wyrazu twarzy tej osoby. Ponownie stosuję przemoc w połowicznym milczeniu - same słowa. Podobnie jest z moim przekazem: same słowa bez patrzenia jaki wywołują efekt i dostosowywanie słów do reakcji drugiej osoby. Nie, liczę się tylko ja i to co ja mam do powiedzenia w danej chwili. To ponownie jest działanie przemocowe.
Uczciwa przerwa powinna wyglądać następująco: należałoby w pełni być komunikatywnym, tzn. przekazć pełną informację o swoim stanie emocji i umysłu, po czym zakomunikować, że juz znam siebie w tym stanie i wiem, że potrzebuję czasu - trudno określić jak długiego - kiedy uspokoję myśli i uczucia i wtedy wrócę do rozmowy, jeśli ta druga strona na to pozwoli, tego zechce.
6. Czy odpowiada Ci rozróżnienie: nie zawsze mogę zdecydować, co poczuję, ale w pewnym zakresie odpowiadam za to, co zrobię z tym uczuciem? Jak ująłbyś własnymi słowami relację pomiędzy emocją, świadomością, wolnością i odpowiedzialnością? Najsilniejszy możliwy kontrargument, który warto później rozważyć, brzmi: Nie każda natychmiastowa reakcja jest błędem. Czasem szybka odpowiedź chroni człowieka, stawia konieczną granicę albo powstrzymuje krzywdę. Nadmierne dystansowanie się może natomiast prowadzić do tłumienia emocji i unikania działania
myślę, że natychmiastowe reagowanie w sytuacja stresowych, emocjonalnych to kwestia doświadczenia, tzn. bliższego poznania siebie samego., na ile mogę sobie saufać, na tyle moge sobie pozwolić na pierwsza reakcję, po której i tak powinno - na chwilę obecną tak myślę - nastąpić delikatne wycofanie. Na tej pierwszej reacji potem można cos budować, bo sam brak reakcji jest już też reakcją, pewną odpowiedzią, np. taką, że sobie nie radzimy ze stresującymi sytuacjami, a więc wyznacząja pewien poziom wzajemnych relacji: wrażliwy, uczuciowy, delikatny. Każdy z nas taki jest, ale nie kazdy potrafi te sfery swoje ja nazywać, opisywać i o nich mówić, a to dopiero może mieć realny wpływ na ich łagodzenie, wzrost. Tłumienie sfery uczuć może prowadzić, raczej śmiem twierdzić, prowadzi do dewiacji. Odpowiadam za swoje uczucia w chwili kiedy postanawiam o nich nie mówić, nie "wywlekać" ich na zewnątrz. Jeśli mam świadomość czychających za tym zagrożeń, to moja odpowiedzialność nawet jest tym wieksza: wiem i trzymam to w sobie, bo ... ciężko mi znaleźć uzasadnienie, bo wstydze się o tym mówić. Do tego należałoby dorosnąć, aby przełamać wstyd. W ogóle jest wiele kwestii w których dostrzec można rozwój w sferze emocjonalnej. Dokonuje się on na tym polu nieustannie i chyba dopiero przestanie się dokonywać "5 minut po śmierci". Sama świadomość tego procesu jest juz sukcesem. Mam wolność w tym, co zrobię z ta wiedzą, czy ją zbadam i przyjmę jako swoją oraz kolejnym krokiem będzie zaprzęgnięcie tej wiedzy do działania, przekucie w działanie, czy jednak zbagatelizuję, zrelatywizuję sprawę i odłożę na półkę, na tak zwane "jutro". Tu jest moja wolność a zarazem odpowiedzialność, co z tym zrobię.
Natychmiastowe, spontaniczne działanie w reacji na czyjeś słowa/działnie wywołujące stres/emocje/podniecenie z pewnościa ma sens, ale w sytuacjach kryzysowych, gdzie jest zagrożone zdrowie, życie cielesne ale i to emocjonalne, duchowe. Tak duchowe, bo tu stąpamy po polu gdzie z sfery cielesnej przechodzimy w świat ducha, w świat duszy ludzkiej, do której z pewnościa należy cała rzeczywistośc emocjonalna, ale i kognitywna, kóre w sumie się zazębiają, ale jedna jest szybsza (emocjonalna) od drugiej - jak skrzynia biegów ręczna i automatyczna, gdzie w pierwszej musisz usłyszeć świadomie lub - w przypadku zawodowych rajderów - podświadomie podjąć decyzję zmiany biegów, a przy skrzyni kiegów automatycznej (szybszej) wszystko dokonuje się bezwiednie (emocje) - takie porównanie, lajtowe, na szybkiego.
Moje stanowisko
Moje stanowisko i uzasadnienie
Moim zdaniem emocja jest częścią mnie, a nie obcą siłą, którą powinienem pokonać. Nie zawsze decyduję o tym, co poczuję, ale w pewnym zakresie odpowiadam za to, co zrobię z własnym uczuciem. Sama świadomość emocji nie daje mi nad nią pełnej władzy. Poszerza jednak przestrzeń wolności, ponieważ pozwala rozpoznać, że pierwsza interpretacja nie musi być interpretacją ostateczną, a pierwszy impuls nie musi stać się działaniem.
Emocje przypominają pod pewnym względem automatyczną skrzynię biegów: reagują szybciej niż świadoma refleksja. Rozum działa wolniej, bardziej jak ręczna zmiana biegu. To porównanie ma jednak swoje granice. Emocje i rozum nie są dwoma oddzielnymi kierowcami. Należą do jednej osoby. Ostatecznie to ja odpowiadam za kierunek, w którym prowadzę swoje słowa i czyny.
Moim rzeczywistym sposobem „wchodzenia na galerię” jest najczęściej milczenie, odejście, spacer, bieganie, zaduma albo modlitwa prowadząca od skupienia na krzywdzie ku uwielbieniu Boga. Czasem pomaga także odłożenie odpowiedzi i nagranie notatki głosowej. Nie wszystkie te sposoby działają natychmiast. Ich wartość może ujawnić się dopiero po czasie, gdy zaczynam widzieć wydarzenie szerzej.
Przerwa jest dla mnie dojrzała tylko wtedy, gdy służy prawdzie, ochronie osoby i późniejszemu powrotowi do sprawy. Powinna zostać zakomunikowana. Trzeba powiedzieć, że jestem pobudzony, że nie chcę teraz zranić rozmówcy, że potrzebuję czasu i że zamierzam wrócić do rozmowy. Cisza bez takiego komunikatu łatwo zamienia się w odrzucenie albo karę.
Nie absolutyzuję jednak wycofania. W sytuacji kryzysowej szybka reakcja może być obowiązkiem. Gdy trzeba ochronić życie, zdrowie, godność albo postawić natychmiastową granicę, działanie nie powinno zostać zastąpione długą autorefleksją. Po pierwszej reakcji warto jednak — gdy tylko jest to możliwe — zrobić krok wstecz i sprawdzić, czy dalsze działanie nadal służy dobru.
Co pozostawiam otwarte
Otwarte pozostaje pytanie, gdzie dokładnie przebiega granica pomiędzy dojrzałą przerwą a ucieczką. Nie zawsze potrafię od razu rozpoznać, czy milczę po to, aby odzyskać równowagę i wrócić do rozmowy, czy dlatego, że nie wiem, co się ze mną dzieje i nie chcę konfrontować się z problemem.
Nie jest dla mnie również jasne, jak długo może trwać uczciwa przerwa. Niekiedy wystarcza kilka godzin albo jeden dzień. Innym razem potrzebuję znacznie dłuższego czasu, aby krzywdzące wydarzenie zacząć interpretować z dystansu. Pozostaje jednak ryzyko, że podczas długiego milczenia nie zyskuję obiektywizmu, lecz jedynie utrwalam własną wersję wydarzeń.
Otwarte pozostaje pytanie, co zrobić, gdy jedna strona deklaruje gotowość powrotu do rozmowy, a druga nie chce już rozmawiać. Nie każdy konflikt można rozwiązać wspólnie. Nie każdą relację można odbudować. Trzeba zatem odróżnić obowiązek podjęcia uczciwej próby od przekonania, że wynik tej próby zależy wyłącznie ode mnie.
Dalszego namysłu wymaga również relacja pomiędzy emocją, świadomością, wolnością i odpowiedzialnością. Silne pobudzenie może znacznie zawężać pole widzenia, ale nie zawsze całkowicie znosi odpowiedzialność. Być może odpowiedzialność dotyczy nie tylko zachowania w chwili wybuchu, lecz także wcześniejszego kształtowania własnych nawyków i tego, co zrobię po odzyskaniu równowagi.
Zaplecze redakcyjne
Jak wykorzystać w tekście
Roboczy akapit:
Samo uspokojenie ciała nie kończy sprawy. Można już nie krzyczeć, a nadal w myślach prowadzić regularną wojnę. William Ury proponuje więc jeszcze jeden krok: „pójście na galerię”. Nie chodzi o balkon w operze ani o teatralne obrażenie się i wyjście z pokoju. Chodzi o chwilowe odsunięcie się od własnej reakcji. Mam zobaczyć nie tylko to, co czuję, lecz także to, co właśnie zamierzam zrobić pod wpływem tego uczucia. Dopiero wtedy mogę zapytać: czy moja odpowiedź przybliży mnie do prawdy i rozwiązania problemu, czy tylko pozwoli mi efektownie oddać cios?¹
Przypis oksfordzki:
¹ William Ury, Odchodząc od NIE. Negocjowanie od konfrontacji do kooperacji, wyd. 2, przeł. Robert A. Rządca, Warszawa 2004, s. 65–68.
Teza autora
W trudnym konflikcie pierwszą przeszkodą nie musi być zachowanie przeciwnika. Często jest nią nasza własna automatyczna reakcja. Człowiek zaatakowany, upokorzony albo postawiony pod presją ma skłonność do jednego z trzech zachowań:
kontrataku;
poddania się;
zerwania rozmowy lub relacji.
Każda z tych reakcji może oddalić go od rzeczywistego celu. Ury proponuje więc, aby przed próbą zmiany drugiej osoby odzyskać kontrolę nad sobą. Nazywa to metaforycznie „pójściem na galerię”: mentalnym odsunięciem się od sceny konfliktu i spojrzeniem na nią z pozycji obserwatora.
Tok rozumowania autora
Pod wpływem stresu człowiek łatwo wpada w koło „akcja–reakcja”. Atak jednej osoby wywołuje odpowiedź drugiej, która następnie prowokuje kolejny atak. Każda strona uważa przy tym, że jedynie odpowiada na zachowanie przeciwnika.
Ury zauważa, że druga osoba może uzyskać nad nami znaczną władzę właśnie dzięki zdolności wywoływania naszych reakcji. Kiedy odpowiadamy natychmiast, tracimy obiektywizm dokładnie w chwili, w której jest on najbardziej potrzebny. Stajemy się częścią problemu, choć jesteśmy przekonani, że tylko bronimy prawdy albo własnej godności.
„Galeria” nie oznacza fizycznego miejsca. Jest metaforą psychicznego dystansu. Z galerii można zobaczyć:
co właśnie dzieje się między rozmówcami;
jaki przycisk został w nas naciśnięty;
czego naprawdę chcemy;
czy odpowiedź przybliży nas do celu;
czy działamy z rozwagi, czy jedynie pragniemy się odegrać.
Praktycznymi sposobami wejścia „na galerię” są milczenie, zwolnienie tempa rozmowy, nazwanie stosowanej przez przeciwnika taktyki, poproszenie o przerwę, wyjście na chwilę z pomieszczenia oraz odłożenie ważnej decyzji. Ury zdecydowanie odradza podejmowanie istotnych decyzji pod presją natychmiastowej odpowiedzi.
Dopiero po odzyskaniu własnej równowagi można wykonać następny krok: „przejść na ich stronę”. Nie oznacza to zgodzenia się z każdym żądaniem. Chodzi o wysłuchanie, parafrazę, uznanie uczuć i racji rozmówcy tam, gdzie rzeczywiście są zasadne. Ury podkreśla, że można uznać czyjś punkt widzenia, nie rezygnując ze swojego stanowiska.
Założenia jawne i ukryte
Ury nie prowadzi w tej książce kontrolowanego eksperymentu psychologicznego. Jest praktykiem negocjacji i przedstawia model postępowania oparty na doświadczeniu negocjacyjnym, analizie konfliktów oraz studiach przypadków.
Dlatego książka nie może służyć jako samodzielny dowód, że:
każda przerwa zawsze zmniejsza złość;
technika działa identycznie u wszystkich ludzi;
określona reakcja ma konkretny mechanizm neurologiczny;
spokojne słuchanie zawsze doprowadzi do zgody;
każdą relację da się uratować.
Ury dostarcza nam modelu praktycznego, a nie metaanalizy klinicznej. Siłę naukową rozdziału zapewniają Goleman, Gross oraz Kjærvik i Bushman. Ury pokazuje, co można z tą wiedzą zrobić przy stole, w domu, firmie albo podczas ostrego sporu.
Pojęcia wymagające doprecyzowania
W konflikcie nie jestem odpowiedzialny za pierwsze uderzenie emocji, ale jestem odpowiedzialny za to, co zrobię chwilę później. Wolność zaczyna się pomiędzy impulsem a odpowiedzią.
Druga, bardziej praktyczna wersja:
Najpierw trzeba zejść z ringu i wejść na galerię. Dopiero stamtąd widać, czy walczymy o rozwiązanie problemu, czy tylko o satysfakcję z oddania ciosu.
Nie wpisywałbym ich jeszcze jako Twojego ostatecznego stanowiska. Najpierw potrzebuję Twoich odpowiedzi.
Znaczenie dla problemu badawczego
Możemy na jego podstawie napisać, że:
Pierwszym zadaniem podczas konfliktu nie jest zmiana przeciwnika, lecz przerwanie własnej automatycznej reakcji.
Możemy również przedstawić „galerię” jako praktyczne rozwinięcie wcześniejszych badań nad regulacją emocji:
Kjærvik i Bushman pokazują potrzebę obniżenia pobudzenia;
Gross dostarcza szerszego modelu regulacji emocji;
Ury przekłada tę wiedzę na konkretną sytuację rozmowy.
Powstaje dzięki temu logiczny ciąg:
uspokój ciało → odzyskaj perspektywę → rozpoznaj cel → dopiero potem odpowiedz.
Co przyjmuję jako trafne
Przyjmuję podstawową intuicję Williama Ury’ego: zanim spróbuję zmienić zachowanie drugiej osoby, powinienem odzyskać choćby częściowe panowanie nad własną reakcją. W wielu konfliktach pierwszą przeszkodą staje się nie tylko to, co zrobił rozmówca, lecz także moje natychmiastowe przejście do obrony, kontrataku albo zerwania kontaktu.
Trafna jest metafora „pójścia na galerię”. Rozumiem ją jako próbę spojrzenia na konflikt z niewielkiego dystansu. Nie chodzi o zaprzeczenie emocjom ani o udawanie, że nic się nie stało. Chodzi o dostrzeżenie, co właśnie dzieje się ze mną: dlaczego przyspieszam, dlaczego przerywam rozmówcy, dlaczego w głowie pojawiają się gotowe oskarżenia i dlaczego przestaję być zainteresowany pełnym obrazem sytuacji.
Przyjmuję również, że samoświadomość tworzy niewielką przestrzeń pomiędzy impulsem a działaniem. Nie daje mi pełnej władzy nad emocjami. Emocje nadal pozostają żywe, szybkie i cielesne. Świadomość pozwala jednak podjąć decyzję, czy pierwszą reakcję natychmiast wypowiem lub wykonam, czy najpierw poddam ją ocenie.
Trafne jest także rozróżnienie pomiędzy uznaniem punktu widzenia rozmówcy a zgodzeniem się z nim. Mogę wysłuchać, nazwać jego uczucia i przyznać mu rację w określonej kwestii, nie rezygnując z obrony prawdy, własnych praw ani godności.
Co uważam za niewykazane
Nie przyjmuję, że każda natychmiastowa reakcja jest błędem. W sytuacji zagrożenia życia, zdrowia albo poważnej krzywdy szybkie działanie może być konieczne. Za kierownicą, na motocyklu lub podczas bezpośredniego ataku nie zawsze ma się czas na długie „wchodzenie na galerię”. Doświadczenie i wcześniejsze kształtowanie nawyków mogą sprawić, że pierwsza reakcja będzie właściwa.
Nie uznaję też, że każde milczenie jest przejawem dojrzałości. Cisza może służyć uspokojeniu i ochronie relacji, ale może również stać się unikaniem odpowiedzialności, odrzuceniem rozmówcy albo świadomym karaniem go brakiem kontaktu. Milczenie użyte w celu podporządkowania drugiej osoby ma charakter przemocowy, nawet jeżeli nie pada ani jedno obraźliwe słowo.
Nie przyjmuję sformułowania, że osoba, która mnie zraniła, staje się „niegodna mojej miłości”. Jej godność pozostaje taka sama jak moja. Mogę jednak ograniczyć bliskość, zaufanie i zakres uczestnictwa w jej życiu. Miłość nie oznacza obowiązku bezterminowego wystawiania się na powtarzającą się krzywdę ani udawania, że wszystko pozostaje w porządku.
Nie uważam również za wykazane, że każde niewypowiedziane uczucie automatycznie prowadzi do zaburzenia. Czasowe powstrzymanie ekspresji może być konieczne i odpowiedzialne. Problemem staje się raczej długotrwałe, habitualne tłumienie emocji, które uniemożliwia ich rozpoznanie, uczciwe zakomunikowanie oraz pracę nad źródłem konfliktu.
Najsilniejszy kontrargument
Moja skłonność do wycofania może być nie tyle dojrzałym „pójściem na galerię”, ile dobrze uzasadnioną ucieczką. Milczenie daje mi poczucie przewagi moralnej: nie krzyczę, nie obrażam i mogę czuć się „zwycięzcą przed samym sobą”. Tymczasem druga osoba zostaje bez informacji, nie wie, co się ze mną dzieje, nie może odpowiedzieć na moje zarzuty ani przedstawić własnego obrazu wydarzeń.
Długa zaduma nie musi prowadzić do większego obiektywizmu. Może utrwalać poczucie krzywdy. W samotności mogę nieświadomie budować akt oskarżenia, dobierać fakty korzystne dla własnej wersji oraz coraz mocniej przekonywać się o własnej racji. „Galeria” może wtedy zamienić się w prywatny trybunał, w którym sam jestem oskarżycielem, świadkiem i sędzią.
Może się również zdarzyć, że pod nazwą „stawiania granicy” ukrywam niechęć do przyznania się do błędu. Sam przyznaję, że uległość nie jest moją silną stroną i trudno było mi uznać, że nie mam racji. Wycofanie może więc czasem chronić nie tyle prawdę lub godność, ile własny obraz siebie.
Odpowiedź na kontrargument
Uznaję to ryzyko za realne. Dlatego nie wystarcza mi już samo milczenie. O dojrzałości przerwy powinny decydować jej cel, sposób zakomunikowania i rzeczywisty powrót do rozmowy. Powinienem powiedzieć, co się ze mną dzieje, czego teraz nie potrafię zrobić bez ryzyka zranienia oraz że potrzebuję czasu. Nie zawsze umiem z góry określić, czy będzie to godzina, dzień czy dłuższy okres, ale mogę zobowiązać się przynajmniej do ponownego kontaktu i poinformowania drugiej osoby o swojej gotowości.
W czasie przerwy nie powinienem jedynie powtarzać własnych oskarżeń. Potrzebuję zadać sobie pytania: czego jeszcze nie wiem, czy mogłem źle zrozumieć intencję rozmówcy, jaki jest mój udział w konflikcie i co powiedziałaby osoba patrząca z zewnątrz. Modlitwa, notatka albo rozmowa z zaufanym człowiekiem mają sens tylko wtedy, gdy pomagają mi poddać własną interpretację próbie, a nie jedynie utwierdzić mnie w przekonaniu o cudzej winie.
Milczenie nie może być karą. Jeżeli po odzyskaniu równowagi istnieje bezpieczna możliwość rozmowy, powinienem do niej wrócić i naprawdę wysłuchać drugiej osoby. Jeżeli natomiast rozmówca odmawia dialogu, stale narusza granice albo wykorzystuje każdą próbę kontaktu do dalszego ranienia, dystans może stać się odpowiedzialną granicą. Powinien jednak zostać nazwany uczciwie, a nie przedstawiany jako chwilowa przerwa, gdy w rzeczywistości podjąłem już decyzję o odejściu.
Moim celem nie jest więc nauczenie się milczenia. Jest nim nauczenie się odpowiedzialnego mówienia — we właściwym czasie, z możliwie szerokim widzeniem sytuacji i bez oddawania własnej wolności pierwszemu impulsowi.
Metadane pytania 1
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 2
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 3
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 4
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 5
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 6
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Status mojego stanowiska
working
Stopień pewności
high