Projektowani
Schmidt, Warren H.; Tannenbaum, Robert, 2005-, Zarządzanie różnicami
Pełny widok tekstowy: wszystkie sekcje są rozwinięte i znajdują się w jednym dokumencie HTML.
Opis bibliograficzny
Warren H. Schmidt i Robert Tannenbaum, „Zarządzanie różnicami”, w: Negocjacje i rozwiązywanie konfliktów, tłum. Tomasz Rzychoń (Gliwice: Helion, 2005), s. 9–11.
Fiszki (1)
HBR-ST_2005_1 — Ten sam fakt, inny obraz. Zanim uznasz, że druga osoba działa przeciwko Tobie
Stały link do fiszkiCzytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
„Te same podstawowe «fakty» prowadzą do powstawania różnych obrazów w umysłach różnych odbiorców tej samej informacji”.
Zdanie pomocnicze:
„Nie ma jednego słusznego sposobu radzenia sobie z różnicami”.
Lokalizacja w źródle
Strony 9–11, zwłaszcza:
s. 9 — różnice nie zawsze są złe i nie istnieje jeden właściwy sposób postępowania z nimi;
s. 10 — rozróżnienie sporów o fakty, cele, metody i wartości;
s. 11 — czynniki informacyjne, percepcyjne oraz związane z rolą.
Rozumiem fragment
„Te same podstawowe «fakty» prowadzą do powstawania różnych obrazów w umysłach różnych odbiorców tej samej informacji”.
Zdanie pomocnicze:
„Nie ma jednego słusznego sposobu radzenia sobie z różnicami”.
Pytania i moje odpowiedzi
1. Przypomnij sobie konflikt, w którym początkowo uznałeś, że druga osoba działała przeciwko Tobie, a później okazało się, że miała inne informacje albo znała tylko część sytuacji. Co wtedy pomyślałeś? Jak zmieniła się Twoja ocena po poznaniu brakujących faktów? Czy potrafiłeś przyznać przed sobą lub przed nią, że pierwotna ocena była zbyt surowa?
oj, to była ciężka sytuacja, głównie zależała od ilości już wypowiedzianych do tej pory słów , osądó, jak bardzo były radykalne. Jeśli w większośći lub wszystkich kwestiach się myliłem to wycofanie się z zajętego stanowiska było bręcz - jak dla mnie - prawie niemożliwe. Musiałbym oskarżyć siebie, czyli niejako dolać oliwy do stanowiska strony przeciwnej, co uważałem, że możloby wyjaskrawić te elementy jej stanowiska, których tak czy siak nie chciałem uznać. Takie posunięcie ogólnie by wpłynęło bardzo pozytnie dla rozmowy, wyrównałoby szanse ku osiągnięciu sukcesu, ale stawiało mnie w roli nie równego na tej drodze do sukcesu, ale nieco słabszego, bo popełniłem taki oto błąd: źle zinterpretowałem stawisko drugiej strony. Z pewnością sytuacja była łatwiejsza, gdyby to druga strona również przynała w swoim postępowaniu/diagnozowaniu. Wtedy byłby remis i możnabyłoby pobiec dalej w naszych rozważaniach. Ale jeśli to miałoby się skończyć wynikiem 1:0, to ciężko to widzę.
Przyznać się przed sobą samym można, ale oznajmić to stronie przeciwnej, to już inna sprawa. Albo też można oznajmić i zakończyć dalsze deliberacje. Bo, żebby oznajmić i dalej wspólnie szukać rozwiązania, to jest sztuka, kórej jeszcze nie udało mi się osiągnąć.
2. Czy pamiętasz sytuację, w której obie strony znały te same wydarzenia, ale całkowicie inaczej rozumiały ich znaczenie? Może dotyczyć to: rodziny; zarządzania firmą; relacji z klientem; Kościoła; sporu światopoglądowego. Jak rozstrzygasz, która interpretacja jest lepsza, skoro samo powtarzanie faktów nie wystarcza?
tu w grę wchodzą emocje. One potrafią zabarwić postrzeganie faktów w trybie natychmiastowym. Tu nie chcodzi o późniejszą interpretację faktów, tu chodzi o interpretację w czasie rzeczywistym, tzn. ja i ona patrzymy na to samy, słuchamy wypowiedzi tych samych osób, przyglądamy się tym samym faktom - w postrzeganie i nterpretacja i tym samym wnioski moga byc zupełnie inne.
Co na to wpływa? Stan emocjonalny, stan fizyczny (czy ktoś jest wyspany, najedzony, wypoczęty, zrelaksowany, ma ta samą wiedzę dookulną (tzn. taką która jest przed-wiedżzą pozwalającą mieć jakieś względne pojęcie o ogladanej/słuchanej rzeczy) - jest takie mnóstwo czynnikiów, że można powiedzieć: to nić, że 2 lub wiecej osób oglądaja te same fakty, ale moga je zupełnie inaczej zinterpretować.
Jak rozstrzygam, która interpretacja jest lepsza?
Uważam, że osobiste emocje niepotrzebnie zabarwiają postrzegane fakty. Super byłoby, gdyby tak można było na czas postrzegania faktów mieć umiejętność nie dość postrzegania swoich emocji, ale sterowania nimi, tzn. tłumienia ich, tak aby one nie zabarwiały obserwowanej rzeczywistości. Potem, gdy będzie trzeba fakty zinterpretować to nie sposób to zrobić samym mózgiem, bez emocji. Należałoby to zrobić w zgodzie i pełnej współpracy z nimi.
3. Czy zdarza Ci się walczyć o własny sposób działania, mimo że druga osoba chce osiągnąć dokładnie ten sam cel? Przykładowo obie strony chcą: dobra dziecka; ukończenia budowy; rozwiązania problemu; zachowania wiary; dojścia do prawdy, ale spierają się o metodę. Po czym poznajesz, że bronisz już nie celu, lecz własnego pomysłu na jego realizację?
tak, zdarza mi się taka sytuacja. co więcej cz esto uważam, że wspólny cel to nie wszystko, bo najistotniejsze jak go osiągnąć. Jeśli różnimy się diametralnie, to możemy się nie dogadać. Czemu? myślę, że mogą tu stać przeróżne względy. Pierwsze mi przychodzą względy moralne. Jeśli dla osiągnięcia celu u jednej osoby zostana narażone względy moralne, bądź poczucie skrzywdzenia innej osoby (tzw. "po trupach do celu") lub poczucie że się zgorszyło inną osobę bądź mogłoby się ja zgorszyć (co dla jednej osoby może być złem, którego chce unikać, a dla innej kosztem/ceną która z łatwością jest w stanie ponieść) to możemy się prawie nigdy nie porozumieć, o ile każda ze stron jasno nie wypowie w zrozumieły dla drugiej strony sposób swojego stanowiska. Ta druga nie może tego bagatelizować, ale przyjąć jako aksjomat, który dla osiągnięcia wspólnego celu nie tyle, że stoi na drodze, ale jest naszym wspólnym założeniem, pomimo tego, że autorem tego aksjomatu jest strona przeciwna.
Czyli wspólny cel to nie wszystko. Liczy się również przyjęcie, wspólne zaakceptpwanie drogi do tego celu. Szukanie kompromisowych rozwiązań, na które są w stanie zgodzić się wszystkie strony.
4. Czy zgadzasz się ze Schmidtem i Tannenbaumem, że różnic nie należy oceniać wyłącznie negatywnie? Kiedy odmienny pogląd drugiej osoby rzeczywiście pomógł Ci zobaczyć coś, czego sam nie dostrzegałeś? Kiedy natomiast różnica przestała być twórcza i zaczęła niszczyć relację albo wspólne działanie? Gdzie postawiłbyś granicę?
różne postrzeganie rzeczywistości otwiera oczy na własne ograniczenia, pozwala się dowiedzieć coś nowego o sobie samym i oczywiście trochę wiecej o innej osobie, z tym, że trzeba pamiętać, że rzeczywistość przedstawiana przez druga osobę może być trochę bardzoiej złożona niż ja w tym momencie rozumiem, lub ona to przedstawia (bo może znacznie skrócić przedsatwianie swojego stanowiska lub użyć nieadekwatnych słów, co może wynikać z jej obecnego stanu emocjonalnego lub ubogiego słownictwa itp.). Tu taj kluczem jest raczej włąsne rozmienie tego co słyszę i rozumiem, bo czasem zbytnie skupianie się na tym jak to dogłebnie rozumie druga osoba, może spełznąć na niczym, bo np. do końca ona może same tego nie rozumieć lub kierować się intuicją, co może byc wręcz niemożliwe aby ponownie przedstawić jej stanowisko w taki sam sposób, ale w innech chwili, np. w późniejszym czasie. Może ona później przedstawić swoje stanowisko nieco inaczej, przy użyciu innych słów, akcentując coś innego lub pomijając jeszcze coś innego.
A więc to co słysze i rozumiem w czasie rzeczywistym odnoszę do własnego rozumienia i odczuwania danej sytuacji/słów.
Kiedy następuje "pomoc" ze strony innej osoby? To złożona kwestia. Tazw. pomoc zawsze następuje we współdziałaniu z moim już pre-rozumieniem danej sytuacji, tzn. ja sam wiele wnoszę do zrozumienia danej sytuacji. Gdy dochodzi do synchronizacji dwóch osób zwłaszcza na polu emocjonalnym to dopiero wtedy (w moim przypadku tak jest) otwiera się kolejna sfera: kognitywna, wiedzowa, rozumowa, jestem gotowy do przyjęcia czegoś nowego i nawet uznania tego za swoją wartość i doklejenia do niej sfery emocjonalnej. Jeśli na polu emocjonalnym występują znaczne różnice to może nigdy nie dojść do zawiązania relacji, a jeśli wcześniej juz jakieś były, to zaczną być niszczone. One są niejako przedsionkiem całościowego otwarcia się człowieka na drugą osobę, na relacją z nią. W tej pełnej relacji następuje pełna wymiana w sferze emocjonalnej jak również kognitywnej
5. W sporach o stworzenie, ewolucję, inteligentny projekt lub istnienie Boga ludzie często mówią, że spierają się o dane naukowe. Czy Twoim zdaniem pod powierzchnią częściej znajduje się jednak spór o wartości i podstawowe założenia? Wskaż, które elementy Twojego stanowiska: mogą zostać zmienione przez nowe dane; zależą od interpretacji danych; wynikają z filozofii; są zakorzenione w Objawieniu i wierze.
wiadomo, że nikt nie spiera się o dane naukowe, bo jeśli to robi, to raczej nie pojmujemy wspólnie "danych naukowych" tak samo. Dla mnie sa to suche dane, typu matematyczne wynikające z obserwacji. Są to fakty na kóre wszyscy powinni się zgodzi, ale nie sa one najmniejszą interpretacją tych faktów. Wiadomo, że można jednych badań wykonać więcej, a innych mniej i przez samą liczbę jednych w stosunku do drugicz niejako przygotować ilość zebranych danych pod wnioski jakie się chce z tego wyciągnąć. To uznaję ża nierzetelne zbieranie danych i z pewnością nie są to dane naukowe. A więc już w kwestii zbierania danych naukowych może wystapić tendencja do ich układania, kategoryzowania, katalogowania itp. w taki sposób, aby przy ich końcu wyciągna z góry założone wnioski, które juz nie są danycmi naukowymi, ale wcześniejszymi założeniami, których w nauce idealnej chcemy unikać.
Zmiana stanowiska przez:
NOWE DANE: przy głębokim rozważeniu za i przeciw, jest możliwa zmiana stanowiska. z pewnością wymaga ona (zmiana) wielu konsultacji, próby czasu, próbu "burzy mózgów" i innych zabiegów i prób reinterpretacji posiadanego wcześniej stanowiska. Dopiero po takich działaniach mozna rozważyć zajęcie nowego stanowiska.
NOWA INTERPRETACJA DANYCH: może dokonać się zawsze zmiana stanowiska, ale pod względem wartości, stoi to nieco niżej niż NOWE DANE, które dla mnie stanowią wartość obiektywną, natomiast nowe interpretacja wartość subiektywną, a więc nie powszechną, a więc nie koniczną do przyjęcia przez ogół.
FILOZOFIĘ: jest to specyficzna forma interpretacji danych , a że filozofia każdego z nas jest nieustannie budowana i potrafii - w małych, średnich sprawach - zmianiać się często i to w krótkich odstępach czasu to nie należy się do tego przywiązywać. Pomiomo tego, że filozofia dotyczy bardziej ogólnych życiowo założeń, to jestnak ma ona wiele szczegółowych rozstrzygnięć, z kórych to składają się te wielkie/podstawowe rozstrzygnięcia. A więc jeśli wielka ilość tych małych zostanie zachwiana to i te wielkie zaczynają się chwiać, w skutek usłyszanej prelekcji, przyczytanego artykułu, czy własnych przemyśleń.
OBJAWIENIE: w tym zestawieniu ten punkt występuje jako ostatni i do tego po filozofii, jest to troche tendencyjne. Dlaczego? bo czy objawienie i wiarę mozna przyrównać do filozofii? Wielu tak robi, ale ja nie, bo uważam to za cos ponad filozofię, nie przystające do niej. Kwestia Objawienia i wiary potrafi być na tyle doniosła, ze zaćmi i umysł i emocje, a więc wymaga ciągłej weryfikacji.
Moje stanowisko
Moje stanowisko i uzasadnienie
Uważam, że pierwszym krokiem w konflikcie nie powinna być obrona własnego stanowiska, lecz rozpoznanie rodzaju różnicy. Zanim przypiszę drugiej osobie złą wolę, powinienem sprawdzić, czy dysponujemy tymi samymi informacjami, czy podobnie je interpretujemy, czy mamy wspólny cel, czy różnimy się metodą, wartościami albo odpowiedzialnością wynikającą z pełnionej roli.
Silne emocje mogą sprawić, że zwykła różnica informacji zostanie przeze mnie szybko zamieniona w oskarżenie moralne. „On widzi to inaczej” przechodzi wtedy w „on kłamie”, „ona mnie lekceważy” albo „oni działają przeciwko mnie”. Dlatego przed wydaniem sądu powinienem obniżyć pobudzenie, nazwać własne emocje i oddzielić to, co faktycznie zaobserwowałem, od tego, co już dopowiedziałem.
Nie oznacza to rezygnacji z emocji. Chodzi o to, aby emocja była ważnym sygnałem, lecz nie jedynym sędzią rzeczywistości.
Wspólny cel nie wystarcza, jeżeli proponowana droga narusza podstawowe normy moralne. Prawdziwe porozumienie wymaga zatem rozmowy zarówno o celu, jak i o dopuszczalnych metodach jego osiągnięcia.
Przyznanie się do błędu nie powinno być traktowane jako wynik „0:1”. Jest próbą odzyskania wspólnej rzeczywistości. Rozumiem tę zasadę, choć praktyczne jej zastosowanie pozostaje dla mnie trudną umiejętnością, której nadal się uczę.
Co pozostawiam otwarte
Pozostawiam otwarte pytanie, jak przyznać się do błędu wobec drugiej strony bez odczuwania tego jako przegranej albo utraty pozycji. Rozumiem, że uzależnianie własnej szczerości od równoczesnego przyznania się drugiej osoby tworzy mechanizm blokujący rozmowę. Nadal jednak nie jest mi łatwo jednostronnie powiedzieć: „w tej sprawie źle cię zrozumiałem” i spokojnie kontynuować wspólne poszukiwanie rozwiązania.
Chcę również lepiej rozumieć różnicę między regulowaniem emocji a ich tłumieniem. Moim ideałem byłoby ograniczenie wpływu silnego pobudzenia podczas pierwszego rozpoznawania faktów, a następnie ponowne włączenie emocji do pełniejszej interpretacji sytuacji. Nie wiem jednak jeszcze, w jakim stopniu taki podział jest psychologicznie możliwy.
Otwarte pozostaje też kryterium wyboru lepszej interpretacji. Gdy dwie osoby znają te same wydarzenia, ale odmiennie rozumieją ich znaczenie, samo powtarzanie faktów nie wystarcza. Potrzebne są kryteria spójności, pełności wyjaśnienia, zgodności z całością danych, uczciwości oraz gotowości do korekty.
Muszę ponadto doprecyzować granicę między rzeczywistą normą moralną a własnym lękiem lub przywiązaniem do określonej metody. Łatwo nazwać „zasadą” coś, co w istocie jest potrzebą zachowania kontroli.
W odniesieniu do Objawienia nie chcę poddawać weryfikacji samej prawdy pochodzącej od Boga. Weryfikacji wymaga natomiast moje rozumienie Objawienia, sposób jego interpretowania oraz używanie go w konkretnym sporze. Mogę mylić Bożą prawdę z własnym, ograniczonym odczytaniem.
Zaplecze redakcyjne
Jak wykorzystać w tekście
Ta fiszka dobrze dopełnia dotychczasowy ciąg źródeł:
Goleman — emocje mogą przejąć sterowanie reakcją;
Gross — emocje można regulować na różnych etapach ich powstawania;
Kjærvik i Bushman — obniżanie pobudzenia jest skuteczniejsze niż agresywne „wyładowanie”;
Ury — przed odpowiedzią trzeba odzyskać dystans;
Miller i Rollnick — trzeba sprawdzić, jakie znaczenie przypisaliśmy słowom rozmówcy;
Schmidt i Tannenbaum — trzeba ustalić, z jakim rodzajem różnicy mamy do czynienia.
Dzięki temu rozdział nie zatrzyma się na poradzie: „uspokój się”. Pokaże, co zrobić z odzyskanym spokojem. Po opadnięciu emocji czytelnik powinien zdiagnozować konflikt, zamiast natychmiast wracać do obrony własnego stanowiska.
Słowa kluczowe
konflikt, różnice, fakty, interpretacja, cele, metody, wartości, filtr percepcyjny, niepełna informacja, role społeczne, diagnoza konfliktu, światopogląd, komunikacja
Teza autora
Zanim zacznę oceniać intencje drugiej osoby, powinienem rozpoznać, czy różnimy się informacjami, interpretacją, celem, metodą, wartościami czy pełnioną rolą.
Można ją rozwinąć:
Silne emocje bardzo łatwo zamieniają różnicę informacji lub interpretacji w oskarżenie moralne. Zamiast powiedzieć: „widzimy inne elementy sytuacji”, zaczynamy myśleć: „on kłamie”, „ona mnie lekceważy”, „oni działają przeciwko mnie”.
Tok rozumowania autora
Schmidt i Tannenbaum proponują, aby przed próbą rozwiązania konfliktu ustalić trzy rzeczy:
Co właściwie różni strony?
Dlaczego ta różnica powstała?
Jak daleko konflikt zdążył się rozwinąć?
Pierwsze pytanie dotyczy przedmiotu sporu. Autorzy wyróżniają cztery zasadnicze możliwości:
fakty — strony mają różne informacje albo odmiennie określają, co jest faktem;
cele — strony chcą osiągnąć inne rezultaty;
metody — cel jest wspólny, ale różne są pomysły, jak do niego dojść;
wartości — spór dotyczy dobra, sprawiedliwości, odpowiedzialności lub zasad moralnych.
Drugie pytanie dotyczy źródła różnicy. Autorzy wskazują trzy główne czynniki:
informacyjne — każda strona zna tylko część rzeczywistości;
percepcyjne — strony znają te same informacje, lecz odmiennie je interpretują;
związane z rolą — ktoś patrzy na problem jako rodzic, przełożony, pracownik, właściciel, klient albo osoba odpowiedzialna za inne dobro.
Oznacza to, że nie każda różnica zdań jest skutkiem głupoty, złej woli czy moralnej przewrotności rozmówcy. Dwie osoby mogą uczciwie patrzeć na tę samą sytuację, lecz dostrzegać inne jej elementy. Każda przepuszcza bowiem informację przez wcześniejsze doświadczenia, obowiązki, lęki, potrzeby i przekonania.
Autorzy odwołują się do opowieści o ślepcach dotykających różnych części słonia. Każdy mówi coś prawdziwego, ale żaden nie dysponuje pełnym obrazem. Konflikt zaczyna się wtedy, gdy własny fragment rzeczywistości uznajemy za jej całość.
Pojęcia wymagające doprecyzowania
To klasyczny tekst z dziedziny zarządzania i rozwiązywania konfliktów, a nie współczesne badanie eksperymentalne z psychologii poznawczej. W książce posłuży jako:
użyteczna typologia różnic;
praktyczne narzędzie diagnozy konfliktu;
pomost między regulacją emocji a krytyczną analizą sytuacji.
Nie powinien natomiast stanowić samodzielnej podstawy dla szerokiego twierdzenia neuropsychologicznego. Autorzy sami podkreślają, że różnice mogą zarówno niszczyć współpracę, jak i prowadzić do twórczego rozwiązania problemu, a sposób postępowania musi zależeć od rodzaju i etapu konfliktu.
Znaczenie dla problemu badawczego
Ta fiszka dobrze dopełnia dotychczasowy ciąg źródeł:
Goleman — emocje mogą przejąć sterowanie reakcją;
Gross — emocje można regulować na różnych etapach ich powstawania;
Kjærvik i Bushman — obniżanie pobudzenia jest skuteczniejsze niż agresywne „wyładowanie”;
Ury — przed odpowiedzią trzeba odzyskać dystans;
Miller i Rollnick — trzeba sprawdzić, jakie znaczenie przypisaliśmy słowom rozmówcy;
Schmidt i Tannenbaum — trzeba ustalić, z jakim rodzajem różnicy mamy do czynienia.
Dzięki temu rozdział nie zatrzyma się na poradzie: „uspokój się”. Pokaże, co zrobić z odzyskanym spokojem. Po opadnięciu emocji czytelnik powinien zdiagnozować konflikt, zamiast natychmiast wracać do obrony własnego stanowiska.
Co przyjmuję jako trafne
Przyjmuję jako trafne rozróżnienie, że ludzie mogą spierać się o fakty, cele, metody albo wartości. Nie każda różnica zdań wynika ze złej woli. Czasem obie strony znają inne fragmenty sytuacji. Czasem dysponują tymi samymi informacjami, ale rozumieją je odmiennie. Czasem chcą osiągnąć ten sam cel, lecz wybierają zupełnie inne drogi.
Uważam również, że na postrzeganie faktów wpływa aktualny stan człowieka. Znaczenie mają emocje, zmęczenie, głód, napięcie, wcześniejsza wiedza, doświadczenia oraz oczekiwania. Dwie osoby mogą obserwować to samo wydarzenie w tym samym czasie, a mimo to od początku widzieć w nim coś innego.
Trafne jest dla mnie również stwierdzenie, że różnice nie muszą być czymś negatywnym. Odmienna perspektywa drugiej osoby może odsłonić moje ograniczenia. Może pokazać fragment rzeczywistości, którego sam nie zauważyłem. Warunkiem jest jednak choćby minimalne poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego. Kiedy relacja zostaje zdominowana przez wrogość, pogardę albo lęk, dostęp do argumentów drugiej strony staje się znacznie trudniejszy.
Przyjmuję też, że wspólny cel nie wystarcza. Liczy się sposób jego osiągnięcia. Metoda może naruszać normy moralne, krzywdzić inną osobę albo wywoływać zgorszenie. W takim przypadku spór o metodę nie jest drobiazgiem technicznym. Staje się sporem o dobro i odpowiedzialność.
Co uważam za niewykazane
Nie przyjmuję poglądu, że każdy konflikt można rozwiązać przez samo dostarczenie większej liczby informacji. Fakty są potrzebne, lecz spór może dotyczyć również wartości, hierarchii dóbr, zaufania, odpowiedzialności albo dopuszczalnych metod działania.
Nie zgadzam się także z przekonaniem, że wspólny cel automatycznie usprawiedliwia każdą prowadzącą do niego drogę. Cel nie uświęca środków. Jeżeli określona metoda narusza czyjąś godność, podstawowe zasady moralne albo uzasadnione poczucie sprawiedliwości, nie może zostać uznana za neutralny sposób realizacji wspólnego zamierzenia.
Nie uważam również, że emocje są wyłącznie przeszkodą, którą należy usunąć z procesu poznania. Emocje należą do człowieka. Mogą zniekształcać pierwszy ogląd sytuacji, ale mogą też informować o ważnych potrzebach, wartościach i zagrożeniach. Problemem nie jest samo ich istnienie. Problem pojawia się wtedy, gdy emocjonalną reakcję uznaję bez sprawdzenia za obiektywny opis rzeczywistości.
Nie przyjmuję wreszcie, że sama różnica stanowisk świadczy o głupocie, złej woli albo moralnej przewrotności drugiej strony. Taki wniosek wymaga odrębnych przesłanek.
Najsilniejszy kontrargument
Moje stanowisko może prowadzić do nadmiernego psychologizowania konfliktów. Nie każda różnica wynika z odmiennej perspektywy, niepełnej informacji albo silnych emocji. Czasami druga osoba rzeczywiście kłamie, manipuluje, ukrywa dane albo działa w złej wierze. Zbyt długie „rozumienie jej perspektywy” może wtedy stać się naiwnością i utrudniać postawienie koniecznych granic.
Można również zarzucić mi, że uzależniam poznanie od emocjonalnego zestrojenia rozmówców. Prawda nie zależy przecież od tego, czy czujemy się ze sobą dobrze. Czasem trzeba przyjąć prawdziwy argument wypowiedziany w sposób nieprzyjemny albo przez osobę, której nie ufamy.
Problematyczne może być również moje przekonanie o „suchych danych”. Już wybór przedmiotu badania, sposób pomiaru, język opisu i selekcja wyników zawierają pewne założenia. Dane nie pojawiają się przed nami całkowicie pozbawione kontekstu teoretycznego.
Wreszcie moje odczucie, że publiczne przyznanie się do błędu tworzy wynik „1:0”, może świadczyć o tym, że rozmowę nadal traktuję jako rywalizację. Jeżeli naprawdę szukam prawdy, nie powinienem wymagać, aby druga strona równocześnie przyznała się do własnego błędu.
Odpowiedź na kontrargument
Przyjmuję ten kontrargument w znacznej części. Diagnozowanie źródła różnicy nie może oznaczać automatycznego uniewinniania drugiej osoby. Typologia Schmidta i Tannenbauma ma pomóc powstrzymać przedwczesny osąd, a nie wykluczyć możliwość kłamstwa, manipulacji czy złej woli. Jeżeli istnieją na nie wystarczające dowody, należy je nazwać i postawić granice.
Emocjonalne bezpieczeństwo nie jest kryterium prawdy. Jest jednak warunkiem, który często ułatwia usłyszenie i uczciwe rozważenie argumentu. Człowiek może przyjąć prawdziwe twierdzenie także w napiętej relacji, lecz zwykle kosztuje go to więcej wysiłku.
Przyznaję również, że „suche dane” są pewnym ideałem metodologicznym. Obserwacja i pomiar nie są całkowicie pozbawione założeń. Nadal warto jednak rozróżniać pomiar, opis, selekcję danych, interpretację oraz końcowy wniosek. Pomieszanie tych poziomów prowadzi do przedstawiania własnych interpretacji jako bezspornych faktów.
Najbardziej wymagająca pozostaje kwestia wyniku „1:0”. Widzę, że uzależnianie własnego przyznania się do błędu od podobnego gestu drugiej strony czyni prawdę zakładnikiem wzajemności. Chcę uczyć się uznawać własny błąd bez oczekiwania natychmiastowego wyrównania rachunku. Nie oznacza to zgody na poniżenie ani manipulację. Oznacza odmowę traktowania prawdy jako punktu zdobytego przez przeciwnika.
Możliwa nowa teza / wkład własny
Pod wpływem silnych emocji zwykła różnica informacji, interpretacji, roli albo metody może zostać szybko podniesiona do poziomu oskarżenia moralnego. Można nazwać ten mechanizm awansem różnicy do winy.
Nie myślę już wtedy:
„Ta osoba widzi inny fragment sytuacji”.
Zaczynam myśleć:
„Ta osoba działa przeciwko mnie”.
Regulacja emocji ma więc głębszy cel niż samo uspokojenie. Powinna zatrzymać moment, w którym odmienność zostaje automatycznie uznana za dowód złej woli.
Drugim elementem mojego wkładu jest rozróżnienie dwóch etapów poznawania konfliktu:
możliwie spokojne rozpoznanie tego, co się wydarzyło;
interpretacja znaczenia wydarzenia, w której rozum i emocje powinny współpracować.
Nie chodzi o stworzenie człowieka bez emocji. Chodzi o to, aby emocje nie rozstrzygały sprawy, zanim rozum zdąży ją zobaczyć.
Trzecim elementem jest odróżnienie przyznania racji od przegranej. Uznanie własnego błędu nie powinno zmieniać rozmowy w wynik „0:1”. Jest raczej powrotem obu stron do wspólnej mapy rzeczywistości.
Dalsza kwerenda
Doprecyzować wpływ emocji na percepcję. W rozdziale należy pisać, że emocje mogą wpływać na selekcję uwagi i interpretację, a nie że całkowicie uniemożliwiają dostęp do faktów.
Rozróżnić regulację emocji od tłumienia. Wykorzystać Grossa, aby nie sugerować, że właściwą drogą jest wyparcie albo całkowite wyłączenie emocji. Lepsze pojęcia to obniżenie pobudzenia, dystans, ponowna ocena sytuacji i świadome kierowanie uwagą.
Rozwinąć motyw „wyniku 1:0”. Poszukać źródła dotyczącego zachowania twarzy, statusu, przeprosin albo przyznawania się do błędów w konflikcie. Ten wątek może stać się jednym z najbardziej osobistych elementów rozdziału.
Doprecyzować status „danych”. W rozdziale trzeba odróżnić obserwację, pomiar, dobór materiału, interpretację i wniosek. Nie należy przedstawiać danych jako całkowicie niezależnych od pytań badawczych, ale też nie wolno rozmywać różnicy między wynikiem pomiaru a światopoglądowym komentarzem.
Opracować krótki przykład z życia autora. Najlepiej wykorzystać realną, zanonimizowaną sytuację z firmy, rodziny albo sporu urzędowego, w której początkowa ocena intencji drugiej osoby zmieniła się po poznaniu brakujących informacji.
Roboczy akapit
Największy problem nie zaczyna się wtedy, gdy ktoś widzi sprawę inaczej. Zaczyna się chwilę później, gdy słowo „inaczej” zmienia się w naszej głowie w „przeciwko mnie”.
Ktoś ma inne informacje, a my od razu słyszymy: „kłamie”. Ktoś chce osiągnąć ten sam cel, ale proponuje inną drogę, więc myślimy: „sabotuje”. Ktoś pełni inną rolę i odpowiada za inne dobro, lecz nam wydaje się, że po prostu niczego nie rozumie.
Schmidt i Tannenbaum proponują prostą diagnostykę. Sprawdź, czy różnicie się faktami, celem, metodą czy wartościami. Dodałbym jeszcze jedno pytanie: co w tej chwili dzieje się we mnie? Czy jestem spokojny i zdolny słuchać? Czy może mój gniew już pokolorował obraz, zanim zdążyłem go dokładnie obejrzeć?
Jest jeszcze trudniejszy moment. Odkrywasz, że źle zrozumiałeś drugą osobę. Wiesz już, że należałoby powiedzieć: „pomyliłem się”. W głowie pojawia się jednak tablica wyników. Będzie 0:1. On wygra. Ja stracę pozycję.
Tylko że rozmowa nie jest meczem. Przyznanie się do błędu nie daje przeciwnikowi punktu. Przywraca obu stronom wspólną mapę. Przyznam uczciwie: sam nadal się tego uczę.
Dodatkowe notatki o powiązaniach
Autorzy i fiszki:
Daniel Goleman: gwałtowne przejęcie reakcji przez emocje;
James J. Gross: regulacja emocji i wybór strategii;
Sophie L. Kjærvik i Brad J. Bushman: obniżanie pobudzenia zamiast agresywnego „wyładowania”;
William Ury: „wejście na balkon”, czyli odzyskanie dystansu;
William R. Miller i Stephen Rollnick: słuchanie refleksyjne oraz pomoc drugiej osobie w samodzielnym nazwaniu stanowiska;
Daniel Kahneman: szybkie wnioskowanie i pochopne domykanie obrazu;
Keith Stanovich: stronniczość na rzecz własnego stanowiska niezależna od wysokiej inteligencji;
Schmidt i Tannenbaum: diagnoza rodzaju oraz źródła różnicy.
Miejsca w książce:
Część I: ogólne założenia dotyczące świadomości własnych procesów;
Rozdział 1: filtr poznawczy;
Rozdział 1: wpływ emocji;
Rozdział 1: reset serca i głowy;
nowy podrozdział po resecie: „Co właściwie nas różni?”;
Rozdział 6: rozmowa bez atakowania;
Rozdział 4: myside bias i obrona własnego obozu;
późniejsze rozdziały światopoglądowe: rozróżnienie danych, interpretacji, filozofii i wiary.
Metadane pytania 1
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 2
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 3
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 4
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 5
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Status mojego stanowiska
open
Stopień pewności
high