Projektowani

Miller, William R.; Rollnick, Stephen, 2002-, Motivational Interviewing: Preparing People for Change

Pełny widok tekstowy: wszystkie sekcje są rozwinięte i znajdują się w jednym dokumencie HTML.

Opis bibliograficzny

William R. Miller i Stephen Rollnick, Motivational Interviewing: Preparing People for Change, 2nd ed., Guilford Press, New York 2002, s. 44. (Empatyczne słuchanie i spokojna odpowiedź – kluczowe w deeskalacji konfliktu).

Omówienie źródła

U Millera i Rollnicka słuchanie odzwierciedlające nie polega na pewności, że „wiem, co drugi miał na myśli”. Jest świadomym formułowaniem hipotezy o znaczeniu jego słów. Autorzy wskazują trzy możliwe miejsca błędu: niedokładne wyrażenie myśli przez mówiącego, niedokładne usłyszenie słów i błędne odkodowanie ich znaczenia. Co istotne, zalecają raczej spokojne wypowiedzenie hipotezy w formie oznajmującej niż przesłuchiwanie rozmówcy serią pytań. Rozróżniają również akceptację osoby i jej perspektywy od zgody na jej poglądy lub aprobaty jej zachowania.

Fiszki (1)

MR_2002_1 — Nie odpowiadaj na zdanie, którego jeszcze nie zrozumiałeś

Stały link do fiszki
Priorytet: WysokiMiejsce: 1.1

Czytam autora

Fragment źródłowy w kontekście

“To offer reflective listening, first train yourself to think reflectively. This includes the continual awareness that what you believe or assume people mean is not necessarily what they really mean. Most statements can have multiple meanings.”
“Acceptance is not the same thing as agreement or approval.”

„Akceptacja nie jest tym samym co zgoda lub aprobata”.

Miller i Rollnick podkreślają, że można zrozumieć perspektywę drugiego człowieka, nie uznając jego stanowiska za prawdziwe i nie aprobując jego zachowania.

Przekład całego fragmentu

„Aby słuchać odzwierciedlająco, najpierw trzeba nauczyć się myśleć odzwierciedlająco. Oznacza to stałą świadomość, że to, co — jak sądzimy lub zakładamy — inni mają na myśli, niekoniecznie jest tym, co rzeczywiście mają na myśli. Większość wypowiedzi może mieć wiele znaczeń”.

Lokalizacja w źródle

Rozdział 6: „Phase 1: Building Motivation for Change”, s. 68–69.

Autorzy wskazują tam trzy miejsca, w których komunikacja może się rozminąć: osoba może niedokładnie ubrać myśl w słowa, słuchacz może nie dosłyszeć albo wybrać tylko fragment wypowiedzi, a następnie może błędnie zinterpretować jej znaczenie. Refleksyjne słuchanie nie polega więc na mechanicznym powtarzaniu słów. Jest świadomą próbą odtworzenia tego, co rozmówca rzeczywiście chciał przekazać.

Rozumiem fragment

“To offer reflective listening, first train yourself to think reflectively. This includes the continual awareness that what you believe or assume people mean is not necessarily what they really mean. Most statements can have multiple meanings.”

„Aby słuchać odzwierciedlająco, najpierw trzeba nauczyć się myśleć odzwierciedlająco. Oznacza to stałą świadomość, że to, co — jak sądzimy lub zakładamy — inni mają na myśli, niekoniecznie jest tym, co rzeczywiście mają na myśli. Większość wypowiedzi może mieć wiele znaczeń”.

“Acceptance is not the same thing as agreement or approval.”

„Akceptacja nie jest tym samym co zgoda lub aprobata”.

Miller i Rollnick podkreślają, że można zrozumieć perspektywę drugiego człowieka, nie uznając jego stanowiska za prawdziwe i nie aprobując jego zachowania.

Ważne zastrzeżenie

Książka Millera i Rollnicka dotyczy przede wszystkim pracy terapeutycznej i wspierania zmiany zachowania. Nie można automatycznie przenosić wszystkich zasad wywiadu motywującego na każdą kłótnię rodzinną, spór zawodowy czy relację przemocową.

Refleksyjne słuchanie nie oznacza:

że każda wypowiedź jest nieskończenie wieloznaczna;
że nie istnieją obiektywnie obraźliwe lub krzywdzące słowa;
że trzeba bez końca próbować rozumieć osobę stosującą przemoc;
że zrozumienie jej motywów usprawiedliwia jej zachowanie;
że człowiek powinien zrezygnować z własnego stanowiska.

Istnieje też ryzyko mechanicznego posługiwania się parafrazami. Zdanie: „Słyszę, że jesteś zdenerwowany” może uspokajać, ale wypowiedziane sztucznie albo protekcjonalnie może rozmówcę jeszcze bardziej rozdrażnić. Metoda powinna wynikać z rzeczywistej ciekawości drugiego człowieka, a nie być psychologiczną sztuczką służącą przejęciu kontroli nad rozmową.

Pytania i moje odpowiedzi

1. Czy przypominasz sobie konkretną sytuację, w której byłeś przekonany, że ktoś Cię atakuje, lekceważy albo chce Tobą sterować, a później okazało się, że jego intencja była inna? Co wtedy dopisałeś do jego słów od siebie?
Moja odpowiedź

dopisałem do jego słów mądrość, kiedy wcześniej przeciwnie, głupotę i lekcewarzenie.

2. Czy zgadzasz się z rozróżnieniem Millera i Rollnicka, że można przyjąć i uczciwie zrozumieć cudzą perspektywę, nie zgadzając się z nią? Gdzie w Twoim odczuciu przebiega granica między empatycznym zrozumieniem a zbyt daleko idącą ustępliwością?
Moja odpowiedź

zrozumieć można, ale zalezy co się rozumie przez "przyjac". Bo jesli miłoby to oznaczać przyjąć jako swoje i według tego postępwoac, to brzmi jak jakiś absurd, bo jesli siez czyms nie zgadzam, to za nic nie jestem w stanie tego przyjac. Jeśli miałoby to oznaczać przyjąć do wiadomości, to już szybciej. Mogę tego czegoś wysłuchać, choć się z tym nie zgadzam. rodzi to we mnie sprzeciw, ale no cóż, albo ja nie dorosłem do takiego stwierdzenia/stanowiska, albo ten drugi. Ni emi to teraz rozstrzygać. Lecę dalej. Zawsze wiem, że owoce, tzn jakieś dzieła będę głośniej i wyraźniej przemawiały niż tylko czyjeś słowa. "Po owocach ich poznacie" - Jezus. Mogę kogoś nie rozumieć, ale zobaczymy co wyjdzie z jego postępowania/stanowiska itd. Tu jest granica: nie przeszkadzać, nie oponować bo może jesteśmy na dwóch różnych drogach do tego samego celu, a tylko teraz nasze drogi nie wiedzieć dlaczego na moment się skrzyżowały. Jego/jej pytania wydają mi się absurdalne, a tym bardziej odpowiedzi na te pytania do czysty kosmos. Wyznacznikiem jest dla mnie Objawienie, choć i to nie jest do końca wyznacznikiem, bo czasem można Pismo Swięte rżnie interpretować, ale jeśli tłumaczenie Pisma Pismem wykazuje mi, że perspektywa, którą przyjął ten drugi ktoś jest możliwa, to czemu nie, nie chce oponować, będę się przyglądać o ile nie zgubię go/jej z oczu. Poczekam na owoce. No chyba, że ten ktos nalega, abym ja juz teraz ustąpił i poszedł wraz z nią/nim tą samą drogą. To z pewnością postawię kilka enigmatycznie sformuowanych warunków i moge iść. Zawsze będę mógł się wycofać

3. Jakie zdanie brzmiałoby naturalnie w Twoich ustach podczas konfliktu? Na przykład: „Czy dobrze rozumiem, że chodzi Ci o…?”; „Powiedz mi, czy nie dopowiadam sobie czegoś, czego nie powiedziałeś”; „Usłyszałem to jako zarzut. Czy rzeczywiście chciałeś mnie oskarżyć?”; albo zupełnie inne, bardziej Twoje sformułowanie.
Moja odpowiedź

"Czuję się atakowanym. Źle mi z tym kiedy słyszę to i to (ale w skrócie powiedzieć co czuję). Chciałbym skończyć ta rozmowę, bo nie jest mi w niej przyjemnie. Możemy do niej powrócić, kiedy troche sie uspokoję. Przepraszam" - taką już nie raz dałem odpowiedź.
Żadne z powyższych propozycji do końca mi nie pasuje, bo np. "Czy dobrze rozumiem, że chodzi ci o ... ?" nie zastosowałbym tego , chyba nigdy, bo obawiałbym się, że dana osoba ponownie mnie urazi/zrani, tylko teraz innymi słowami, lub ja - juz bedąc trochę pobudzony - mogę opacznie zinterpretować jej słowa, słysząc to co chce usłyszeć: że mam rację, bo czuję, że ta osoba mnie obraża i prowadzi do konfliktu. Wolę ucieczkę, niz na gorąco jątrzyć temat.
Co innego, jeśli dana osoba zauważy moje podniecenie/urazę, stonuje i ja zobaczę jej definitywną reakcje na mój stan emocjonalny, wtedy jestem w stanie troche dłużej wytrwać i poczekać, niejako dać sznsę tej sytuacji, bo prawda może być gdzieś po środku, może faktycznie źle zrozumiałem tą osobę, a więc poczekajmy co się będzie dziać. Z pewnością w tej sytuacji mniej mówię, więcej czekam. No chyba, że widzę, że to ja jestem powodem konfliktu, to wtedy odwrotnie, zaczynam "trajkotać" tłumacząc swoje zachowanie. Przeważnie wtedy - zależy z kim mam do czynienia - coraz bardziej się pogrążam.
Czyli, najbliższa mi jest trzecia propozycja, ale tylko pierwsza część tej propozycji, bo nie byłbym skory uwierzyć tej osobie, że nie była świadoma tego co robi.

4. W jakich sytuacjach próba dalszego rozumienia rozmówcy przestaje być dojrzałością, a staje się zgodą na manipulację, przemoc albo wielokrotne naruszanie granic?
Moja odpowiedź

kiedy czuję wewnętrzny niepokój, kiedy dalsze trwanie z tą osoba i jej ideami wzbudza niepokój, uśmierza moją radość, samozadowolenie z siebie , z innych, stwarza, że zaczynam nie mieć szacunku do samego siebie, gdy zaczynam stawiać , sam sobie zarzuty i siebie obwiniać, a jeśli do tego jeszcze dochodzą zarzuty i obwinianie mnie lub innych osób przez mojego rozmówcę, to dalsze brnięcie w tej sytuacji - w mojej ocenie - jest brakiem dojrzałości, w tym przypadku brakiem dojrzałości emocjonalnej.
Oczernianie innych, mnie samego, wyciąganie nieuzasadnionych wniosków z jedynie domysłów, a nie faktów, to uznaję za przemoc, wielokrotne naruszanie granic i manipulację.

5. Czy przyjmujesz jako zasadę dla całej książki, że zanim skrytykujesz ewolucjonizm, naturalizm, ateizm albo teorię inteligentnego projektu, powinieneś umieć przedstawić dane stanowisko tak, aby jego kompetentny zwolennik powiedział: „Tak, uczciwie opisałeś to, co naprawdę twierdzę”? Jak daleko ma sięgać ta zasada, skoro książka nie ma być neutralna i chcesz jasno ujawniać własne przekonania?
Moja odpowiedź

nieuczciwe opisanie czyjegoś stanowiska wogóle nie wchodzi w grę. Ciężko mi to zrobić mają głowę pełną kontrargumentów, dlatego wolałbym , aby to stanowisko przedstawić oponent/ strona przeciwna. Chyba, że sprawa dotyczy czegoś prostego, to mógłbym się pokusić do przedstawienia czyjegoś stanowiska, ale uważam, że zrobiłbym to tendencyjnie, przywołując jedynie te fakty, które za moment będę chciał zbić lub zanegować. Nie przywołam teorii/stanowisk na temat których mało wiem, albo co do których nie mam wyrobionego zdania, a właśnie one z pewnością pojawiłyby się w opisie stanowiska strony przeciwnej.
Ale jako zasada: tak, chce być neutralny w stosunku z oponentem/ przeciwnikiem ideowym.
Nie chcę doprowadzić do rozdarcia, do sytuacji kiedy to potencjalny czetelnik sam nie będzie wiedział co o tym wszystkim mysleć. Dajmy na to, że wejdzie w ten temat bez swojego zdania, a chciałby poznać zdanie autora. Jesli książka byłaby całkowicie neutralna, nie dająca poznać po której stronie stoi autor, to taki ktoś sam by już się pogubił. Chcę natomiast zabrać głos, który nie będzie wypowiedzia encyklopedyczną, podbudowyjącą wszechobecny relatywizm. Uważam, że pewne stanowiska można, a wręcz należy nazwać za błędne, a nawet złe, dlatego moja książka może i będzie starała się dotrzeć do najgłębszych pokładów stanowiska strony przeciwnej, to jednak na końcu, w podsumowaniu będzie chciała opowiedzieć się po którejś ze stron konfliktu. Ufam, że nie będzie to fanatyczne zacietrzewienie, lecz głęboka analiza tematu.

Moje stanowisko

Moje stanowisko i uzasadnienie

Uważam, że zrozumienie drugiej osoby jest obowiązkiem uczciwości, ale nie jest obowiązkiem zgody. Mogę przyjąć jej stanowisko do wiadomości, spróbować zobaczyć jego wewnętrzną logikę i nadal uznać je za błędne. Mogę także pozwolić drugiemu człowiekowi iść inną drogą, obserwując jej owoce, dopóki nie wymaga ode mnie, abym bez przekonania poszedł razem z nim.

W ostrym konflikcie pierwszeństwo daję regulacji emocji i ochronie granic. Kiedy czuję się atakowany, wolę nazwać swój stan i poprosić o przerwę, niż kontynuować rozmowę w warunkach, w których prawdopodobnie będę słyszał przede wszystkim własne lęki i dopowiedzenia. Przerwa nie powinna jednak być karą, demonstracyjnym odrzuceniem ani definitywnym wyrokiem. Powinna służyć odzyskaniu zdolności do rozumienia.

Po uspokojeniu chcę wrócić do czterech pytań:

Co dokładnie zostało powiedziane?
Co sam dopisałem do tych słów?
Co poczułem i dlaczego właśnie to?
Czy moja reakcja była proporcjonalna do faktów?

W sporze światopoglądowym obowiązuje mnie podobna zasada. Chcę rekonstruować stanowisko przeciwnika na podstawie jego najlepszych i reprezentatywnych źródeł, a nie na podstawie wygodnej dla mnie karykatury. Nie oznacza to, że książka ma pozostać neutralna aż do ostatniej strony. Po uczciwym przedstawieniu argumentów mam prawo, a nawet obowiązek, jasno powiedzieć czytelnikowi, co sam uważam za prawdziwe, co za niewykazane, a co za błędne lub szkodliwe.

Co pozostawiam otwarte

Pozostawiam otwarte pytanie, jak trafnie odróżniać wewnętrzne ostrzeżenie przed manipulacją od własnej reakcji obronnej. Nie wiem jeszcze, kiedy niepokój świadczy o przekroczeniu granicy, a kiedy informuje, że rozmówca dotknął czegoś prawdziwego, lecz dla mnie trudnego.

Nie rozstrzygam również, jak szybko należy wracać do przerwanej rozmowy. Zależy to od osoby, rodzaju relacji oraz tego, czy druga strona po zauważeniu mojego stanu potrafi złagodzić ton i stworzyć warunki bezpiecznego dialogu.

Otwarte pozostaje dla mnie także kryterium „owoców”. Nadal uważam, że czyny i konsekwencje stanowiska mówią więcej niż same deklaracje. Muszę jednak pamiętać, że również owoce mogę oceniać selektywnie, przez własny światopogląd i emocje. Nie każde początkowo trudne doświadczenie jest złym owocem, podobnie jak nie każdy szybki sukces potwierdza prawdziwość przyjętej drogi.

Zaplecze redakcyjne

Jak wykorzystać w tekście

Miejsce podstawowe

Część I — „Świadomość własnej świadomości” / „Czysta tablica”
Rozdział 1 — filtr poznawczy i reset emocjonalny

Miejsce pomocnicze

Rozdział 6 — rozmowa bez atakowania

Fiszka może połączyć dwa kolejne etapy:

najpierw obniżam pobudzenie i nie odpowiadam automatycznie;
następnie sprawdzam, czy poprawnie zrozumiałem rozmówcę.

Można oprzeć na niej prosty przykład:

Ktoś mówi: „Znowu wróciłeś późno”.
Jedna osoba słyszy: „Jesteś nieodpowiedzialny”.
Druga: „Martwiłam się o ciebie”.
Trzecia: „Nie szanujesz naszych ustaleń”.
Zdanie jest jedno. Dopisane znaczenia są już co najmniej trzy.

Praktyczna zasada dla młodego czytelnika mogłaby brzmieć:

Zanim zaczniesz bronić się przed oskarżeniem, sprawdź, czy ono rzeczywiście padło.

Fiszka przygotuje również ważną zasadę dla dalszych części książki: zanim skrytykujemy czyjś światopogląd, powinniśmy najpierw umieć przedstawić go tak uczciwie, aby jego zwolennik powiedział: „Tak, właśnie tak uważam”.

Co ta fiszka wnosi do głównej idei Części I

Wnosi bardzo ważne rozróżnienie:

rzeczywiste słowa rozmówcy;
moja interpretacja tych słów;
emocja wywołana przez interpretację;
działanie podjęte pod wpływem emocji.

Dzięki temu nie będziemy pisać ogólnie, że „emocje zniekształcają rzeczywistość”. Pokażemy konkretny mechanizm: emocjonalnie reaguję często nie na sam fakt, lecz na znaczenie, które przypisałem faktowi.

Teza autora

W konflikcie bardzo często nie odpowiadamy na to, co druga osoba rzeczywiście powiedziała, lecz na własną, natychmiastową interpretację jej słów. Emocje, wcześniejsze doświadczenia, uprzedzenia i oczekiwania mogą sprawić, że neutralną uwagę usłyszymy jako atak, pytanie jako oskarżenie, a prośbę jako próbę podporządkowania.

Świadomość tego mechanizmu nie usuwa emocji. Wprowadza jednak między usłyszane słowo a odpowiedź krótki moment weryfikacji:

„Czy dobrze zrozumiałem, co chciałeś powiedzieć?”

To praktyczna postać „świadomości własnej świadomości”. Zaczynam zauważać nie tylko słowa rozmówcy, ale również to, co mój umysł natychmiast z nimi zrobił.

Co przyjmuję jako trafne

Przyjmuję jako trafne podstawowe rozróżnienie między:

tym, co rozmówca rzeczywiście powiedział;
znaczeniem, które przypisałem jego słowom;
emocją wywołaną przez tę interpretację;
reakcją, którą podjąłem pod wpływem emocji.

Zgadzam się również, że można próbować zrozumieć cudzą perspektywę, nie uznając jej za prawdziwą i nie przyjmując jej jako własnej. Słowo „przyjąć” rozumiem tu jako „przyjąć do wiadomości”, a nie: „podporządkować się”, „zaakceptować jako słuszne” albo „zacząć według tego postępować”. Mogę człowieka wysłuchać. Mogę nawet dopuścić, że z jego punktu widzenia dane stanowisko jest spójne. Nie wynika z tego jeszcze, że mam pójść tą samą drogą.

Przyjmuję też zasadę, że przed krytyką czyjegoś poglądu powinienem upewnić się, iż krytykuję pogląd rzeczywiście przez niego głoszony. Dotyczy to zarówno codziennego konfliktu, jak i sporów o naturalizm, ateizm, ewolucję czy inteligentny projekt. Nieuczciwe przedstawianie stanowiska przeciwnika nie wchodzi dla mnie w grę.

W sprawach światopoglądowych zasadniczym punktem odniesienia pozostaje dla mnie Objawienie. Muszę jednak odróżnić Objawienie od własnego sposobu jego rozumienia. Fakt, że powołuję się na Pismo Święte, nie czyni jeszcze automatycznie każdej mojej interpretacji bezbłędną.

Co uważam za niewykazane

Odrzucam utożsamienie zrozumienia drugiej osoby ze zgodą na jej stanowisko. Nie przyjmuję również poglądu, że dojrzałość wymaga pozostawania w każdej rozmowie bez względu na jej przebieg. Dalsze słuchanie nie jest cnotą, jeśli rozmowa zamienia się w oczernianie, nieustanne obwinianie, manipulację albo podważanie mojej godności.

Nie przyjmuję też założenia, że człowiek powinien podczas silnego pobudzenia zawsze od razu sprawdzać znaczenie wypowiedzi rozmówcy. W moim przypadku takie postępowanie może pogłębić konflikt. Pytanie zadane spokojnie w teorii może w praktyce zabrzmieć jak zarzut, przesłuchanie albo prowokacja.

Jednocześnie nie uważam za wykazane, że samo moje poczucie niepokoju jest wystarczającym dowodem manipulacji lub złej intencji rozmówcy. Niepokój może ostrzegać przed realnym zagrożeniem, ale może również wynikać z uruchomienia dawnych zranień, lęku przed krytyką albo oporu wobec niewygodnej prawdy. Potrzebuję zatem dodatkowych kryteriów: konkretnych słów, zachowań, kontekstu i powtarzalności danego sposobu traktowania.

Najsilniejszy kontrargument

Moja skłonność do wycofywania się z rozmowy może zamienić rozsądną ochronę przed eskalacją w unikanie korekty. Mogę zbyt szybko uznać własne poczucie zranienia za dowód, że rozmówca mnie atakuje. Wtedy emocja, która miała być dla mnie sygnałem ostrzegawczym, staje się jednocześnie oskarżycielem, świadkiem i sędzią.

Przerwanie rozmowy może również uniemożliwić odkrycie, że źle odczytałem intencję drugiego człowieka. Rozmówca może odebrać moje odejście jako karę, lekceważenie lub brak gotowości do odpowiedzialności za własne zachowanie. Szczególnie wtedy, gdy to ja jestem przyczyną konfliktu, moja potrzeba długiego tłumaczenia siebie albo nagłego wycofania może przesłonić potrzebę wysłuchania osoby, którą zraniłem.

Podobne niebezpieczeństwo dotyczy książki. Nawet jeśli deklaruję uczciwość wobec strony przeciwnej, to ja wybieram cytaty, określam kolejność argumentów i tworzę ich podsumowanie. Mogę więc nieświadomie przedstawiać przeciwnika tendencyjnie: przywołać głównie te elementy jego stanowiska, które za chwilę zamierzam obalić.

Odpowiedź na kontrargument

Przyjmuję ten kontrargument jako poważny. Dlatego nie chcę traktować przerwania rozmowy jako ostatecznego rozstrzygnięcia. Powinienem jasno powiedzieć, że potrzebuję czasu, a nie że sprawa została już przeze mnie osądzona. O ile nie zachodzi przemoc lub trwałe naruszanie granic, powinienem wrócić do rozmowy po uspokojeniu.

Wtedy moje odczucia pozostają ważnymi danymi, ale nie jedynymi. Sprawdzam również dokładne słowa, kontekst, wcześniejsze zachowania rozmówcy, powtarzalność danego schematu oraz możliwość alternatywnej interpretacji. Mogę uznać: „Poczułem się zaatakowany”, nie przesądzając od razu: „Zostałem świadomie zaatakowany”.

W pracy nad książką zabezpieczeniem przed tendencyjnością powinny być:

korzystanie z reprezentatywnych źródeł strony przeciwnej;
cytowanie jej autorów w odpowiednim kontekście;
przedstawienie najmocniejszej, a nie najsłabszej postaci argumentu;
wyraźne oddzielenie rekonstrukcji poglądu od mojej późniejszej oceny;
zaznaczenie, kiedy nie znam danego stanowiska wystarczająco dobrze;
unikanie przypisywania przeciwnikom motywacji, których sami nie deklarują.

Nie rezygnuję z własnego sądu. Odkładam go jedynie do momentu, w którym upewnię się, że sądzę rzeczywiste stanowisko, a nie jego wersję wytworzoną przez moje emocje.

Możliwa nowa teza / wkład własny

Pierwszym aktem dojrzałego słuchania nie zawsze musi być natychmiastowa parafraza słów rozmówcy. Czasem jest nim świadome powstrzymanie się od odpowiedzi i czasowe opuszczenie sytuacji, aby nie zamienić własnej, rozgrzanej interpretacji w rzekomy fakt.

Proponuję rozróżnić cztery czynności, które w języku potocznym często wrzucamy do jednego worka:

zrozumieć — odtworzyć sens, jaki druga osoba nadaje swoim słowom;
przyjąć do wiadomości — dopuścić, że rzeczywiście tak myśli lub przeżywa sytuację;
uznać za prawdziwe albo słuszne — zgodzić się z jej oceną;
przyjąć jako własne — zacząć według tego przekonania postępować.

Mogę wykonać pierwsze dwa kroki, nie wykonując trzeciego i czwartego. Dzięki temu empatia nie staje się kapitulacją, a stanowczość nie musi oznaczać zamknięcia na drugiego człowieka.

Drugą tezą autorską jest to, że uczciwość opisu nie oznacza neutralności konkluzji. W książce apologetycznej mogę bezstronnie odtworzyć pogląd przeciwnika, a następnie jasno uznać go za mniej przekonujący, błędny albo sprzeczny z przyjętymi przeze mnie zasadami. Nieuczciwością nie jest samo zajęcie stanowiska. Nieuczciwością byłoby wcześniejsze zniekształcenie tego, z czym polemizuję.

Dalsza kwerenda

Poprawić lokalizacje cytatów. Główny fragment o myśleniu odzwierciedlającym znajduje się na s. 68–69. Cytat „Acceptance is not the same thing as agreement or approval” pochodzi natomiast z s. 37. Nie należy podawać obu cytatów pod jednym zakresem stron.
Wyjaśnić rozbieżność w opisie bibliograficznym. Na górze strony pozycji nadal widnieje odwołanie do s. 44, podczas gdy obecna fiszka korzysta z s. 37 i 68–69.
Połączyć tę fiszkę z Urym. Ury dostarcza uzasadnienia dla przerwania automatycznej reakcji i odzyskania dystansu; Miller i Rollnick pozwalają następnie sprawdzić, jakie znaczenie przypisaliśmy słowom rozmówcy.
Połączyć ją z Golemanem, Grossem oraz Kjærvik i Bushmanem. Tamte źródła wyjaśniają pobudzenie i regulację emocjonalną. Miller i Rollnick wnoszą następny etap: po uspokojeniu trzeba jeszcze trafnie odczytać komunikat.
Opracować dwa osobne protokoły praktyczne:
rozmowa w stanie silnego pobudzenia: nazwanie emocji → granica → przerwa → powrót;
spór światopoglądowy: rekonstrukcja stanowiska → sprawdzenie źródeł → najmocniejszy kontrargument → własna ocena.
Poszukać osobnego źródła dotyczącego granic, manipulacji i przemocy psychicznej. Miller i Rollnick piszą przede wszystkim o relacji terapeutycznej i wspieraniu zmiany. Ich książka nie wystarcza jako podstawa do formułowania kryteriów rozpoznawania przemocy w relacji.
Sprawdzić kontekst biblijnego kryterium „po owocach”. W książce nie powinno ono funkcjonować jako szybki test psychologiczny każdej osoby, lecz jako zasada wymagająca kontekstu egzegetycznego i czasu potrzebnego do oceny skutków.

Roboczy akapit

Najwięcej kłótni nie zaczyna się od słów, które rzeczywiście padły. Zaczyna się od znaczeń, które do nich dopisaliśmy. Ktoś mówi: „Znowu wróciłeś późno”, a ja słyszę: „Jesteś nieodpowiedzialny i nie można na tobie polegać”. Pierwsze zdanie wypowiedział rozmówca. Drugie mogło powstać już we mnie. Różnica między nimi bywa wystarczająco duża, żeby spokojna uwaga po kilku sekundach zamieniła się w awanturę.

Miller i Rollnick pokazują, że słuchanie nie jest czytaniem w cudzych myślach. To raczej ostrożna próba odtworzenia znaczenia, które druga osoba chciała przekazać. Po drodze łatwo o pomyłkę. Rozmówca może niedokładnie wyrazić myśl. Ja mogę usłyszeć tylko część zdania. Potem mogę jeszcze nadać jej sens zgodny z moim lękiem, złością albo wcześniejszym doświadczeniem.

W moim przypadku nie zawsze pomaga natychmiastowe pytanie: „Czy dobrze rozumiem, że chodzi ci o…?”. Kiedy jestem już pobudzony, mogę również odpowiedź na to pytanie usłyszeć opacznie. Dlatego uczciwsze bywa dla mnie powiedzenie: „Czuję się atakowany. Źle mi z tym. Potrzebuję teraz przerwy. Wróćmy do tej rozmowy, kiedy trochę się uspokoję”. Nie musi to oznaczać ucieczki. Może być próbą ocalenia rozmowy przed moją własną, rozgrzaną interpretacją.

Dopiero później mogę oddzielić cztery rzeczy: co zostało powiedziane, co do tego dopisałem, co poczułem i co zrobiłem. Zrozumienie rozmówcy nie jest kapitulacją. Mogę przyjąć jego słowa do wiadomości, nie przyjmując jego poglądu jako własnego. Powinienem jednak upewnić się, że odpowiadam na to, co on rzeczywiście twierdzi, a nie na przeciwnika, którego w kilka sekund zbudował mój umysł.

Ta sama zasada będzie nam potrzebna dalej, kiedy przejdziemy od rodzinnych sporów do pytań światopoglądowych. Zanim odrzucimy jakąś teorię, powinniśmy potrafić opisać ją tak, aby jej kompetentny zwolennik rozpoznał w naszym opisie własne stanowisko. Dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa dyskusja. Wcześniej walczymy jedynie z własnym wyobrażeniem przeciwnika.

Dodatkowe notatki o powiązaniach

Daniel Goleman, Inteligencja emocjonalna — porwanie emocjonalne, samoświadomość, relacja emocji i działania; fiszka 20271.
James J. Gross, Handbook of Emotion Regulation — regulowanie emocji bez utożsamiania regulacji z ich tłumieniem.
Sophie L. Kjærvik i Brad J. Bushman — obniżanie pobudzenia zamiast agresywnego „wyładowania”; fiszka 20272.
William Ury, Odchodząc od NIE — przerwanie automatycznej reakcji i odzyskanie dystansu; fiszka 20276.
William R. Miller i Stephen Rollnick — odróżnienie słów od ich interpretacji; fiszka 20304.
Warren H. Schmidt i Robert Tannenbaum — różnice informacyjne, percepcyjne, dotyczące celów, metod i wartości.
Miejsce podstawowe: Część I → rozdział 1, po redakcji roboczo: „Zanim podniesiesz głos”.
Miejsce pomocnicze: dawny rozdział 6 o rozmowie bez atakowania.
Powiązanie metodologiczne: rozdziały poświęcone uczciwemu rekonstruowaniu stanowisk światopoglądowych.

Metadane pytania 1

Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important

Metadane pytania 2

Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important

Metadane pytania 3

Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important

Metadane pytania 4

Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important

Metadane pytania 5

Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important

Status mojego stanowiska

working

Stopień pewności

high