Projektowani
Kjærvik, Sophie L.; Bushman, Brad J., 2024-, A Meta-Analytic Review of Anger Management Activities
Pełny widok tekstowy: wszystkie sekcje są rozwinięte i znajdują się w jednym dokumencie HTML.
- Autor / redaktor
- Kjærvik, Sophie L.; Bushman, Brad J.
- Tytuł
- A Meta-Analytic Review of Anger Management Activities
- Rok
- 2024
- Identyfikator
kjaervik-sophie-l-bushman-brad-j-2024-a-meta-analytic-review-of-anger-management-activities- Źródło / uwaga
- kjaervik-bushman-anger-meta
Opis bibliograficzny
Sophie L. Kjærvik i Brad J. Bushman, „A Meta-Analytic Review of Anger Management Activities That Increase or Decrease Arousal: What Fuels or Douses Rage?”, Clinical Psychology Review, 109 (2024), art. 102414, s. 1–14.
Spis treści
Anger is an unpleasant emotion that most people want to get rid of. Some anger management activities focus on decreasing arousal (e.g., deep breathing, mindfulness, meditation), whereas others focus on increasing arousal (e.g., hitting a bag, jogging, cycling). This meta-analytic review, based on 154 studies including 184 independent samples involving 10,189 participants, tested the effectiveness of both types of activities. The results indicated that arousal-decreasing activities decreased anger and aggression (g = - 0.63, [- 0.82, - 0.43]), and the results were robust. Effects were stable over time for participants of different genders, races, ages, and cultures. Arousaldecreasing activities were effective in students and non-students, in criminal offenders and non-offenders, and in individuals with and without intellectual disabilities. Arousal-decreasing activities were effective regardless of how they were delivered (e.g., digital platforms, researchers, therapists), in both group and individual sessions, and in both field and laboratory settings. In contrast, arousal-increasing activities were ineffective overall (g =
- 0.02, [- 0.13, 0.09]) and were heterogenous and complex. These findings do not support the ideas that venting anger or going for a run are effective anger management activities. A more effective approach for managing anger is “turning down the heat” or calming down by engaging in activities that decrease arousal.
Fiszki (1)
KJB-2024-01 — Złość nie jest parą w garnku: dlaczego „wyładowanie się” zwykle nie gasi gniewu
Stały link do fiszki1. Czytam autora
Fragment źródłowy w kontekście
“A more effective approach for managing anger is ‘turning down the heat’.”
Przekład całego fragmentu
„Skuteczniejszym sposobem radzenia sobie ze złością jest ‘zmniejszenie temperatury’”.
Możemy też przełożyć to bardziej naturalnie:
„Zamiast dokładać opału, najpierw zmniejsz ogień”.
Ta druga wersja nie będzie cytatem dosłownym, lecz naszym obrazowym objaśnieniem.
Lokalizacja w źródle
Abstrakt i główna teza: s. 1.
Podstawy teoretyczne i rozróżnienie pobudzenia: s. 1–3.
Główne wyniki: s. 8.
Dyskusja i wnioski praktyczne: dalsza część artykułu, zwłaszcza s. 8–10.
2. Rozumiem fragment
“A more effective approach for managing anger is ‘turning down the heat’.”
„Zamiast dokładać opału, najpierw zmniejsz ogień”.
Ważne zastrzeżenie
1. Nie twierdzimy, że każda aktywność fizyczna zwiększa złość
Metaanaliza pokazuje wynik przeciętny i znaczną różnorodność badań. Nie wolno z niej stworzyć hasła:
„Gdy jesteś zły, nie uprawiaj sportu”.
2. Uspokojenie nie oznacza kapitulacji
Obniżenie pobudzenia nie oznacza:
zgody na niesprawiedliwość;
udawania, że nic się nie wydarzyło;
rezygnacji z rozmowy;
pozwalania komuś na dalsze krzywdzenie;
tłumienia prawdy.
Można się uspokoić po to, aby później powiedzieć bardzo stanowczo:
„Nie zgadzam się na takie traktowanie”.
3. Regulacja nie oznacza wyparcia
Celem nie jest wmawianie sobie:
„Nie jestem zły”.
Lepsze rozpoznanie brzmi:
„Jestem bardzo zły. Dlatego teraz nie podejmę decyzji, której jutro będę żałował”.
4. Wynik grupowy nie jest gwarancją jednostkową
Metaanaliza opisuje prawidłowości statystyczne. Nie oznacza, że każda technika działa jednakowo u każdej osoby, w każdej sytuacji i przy każdym rodzaju gniewu.
3. Pytania i moje odpowiedzi
1. Co dokładnie dzieje się z Tobą po treningu? Przypomnij sobie jedną konkretną sytuację, kiedy przed bieganiem albo innym intensywnym treningiem byłeś naprawdę rozgniewany. Co zmieniło się po treningu: napięcie w ciele; sposób myślenia o osobie, która Cię rozgniewała; potrzeba odwetu lub ostrej odpowiedzi; ocena tego, kto miał rację; gotowość do spokojnej rozmowy? Czy złość rzeczywiście zniknęła, czy tylko stała się mniej gwałtowna?
„Pierwsza reakcja”, „Notatki prywatne”, „Roboczy akapit”.
złość nie zniknęła, stała sie trochę mniej gwałtowna. to też trochę zależało, co robiłem podczas np. biegania, bo jeśli słuchałem książki a po bieganiu miałem umówione spotkania i wpadłem w werwor pracy, to szybko się uspakajałem. Jeśli natomiast nic nie słuchałem, albo nie ni emodliłem (przeważnie odmawiam różaniec podczas biegania) tylko pozostawałem sam ze swoimi myślami, to walka była nieprzecietna, w sensie: spora. Zaczynało się od oczywiście zarzutów a potem szukania usprawiedliwień dla tej drugiej osoby i ponownie mocowanie sie ze sobą.
Osobiście uważam, że to i tak musi nastąpić, to mocowanie się ze sobą, czy to się dokona szybciej, czy później, ale i tak musi się dokonać, czyli po pierwsze zabrać stanowisko w tej sprawie. Jeśli powstaną jakieś myśli, aby w związku z tym stanowiskiem już cos zrobić, to to należy zatrzymać, tzn. nie przechodzić do działania.Najlepszym jest wogóle nie rozmyślać nad działaniem, bo ono się tak mocno zapisze w pamięci, że gdy nawet już się uspokoję, to i tak będę uważać, że plany jakie pojąłem są właściwe, a tak często nie jest. Bo czasem spróbowałem przeciągnąć sprawę, tzn. dać jej dużo więcej czasu na przemyślenie, tzn. miesiące, podchodzące nawet w rok. To po takim długim okresie zaobserwowałem jak bardzo szkodliwe były te pierwsze postanowienia poczynione w złości.
Co w takiej sytuacji robić, kiedy rozwiązania same cisną się do głowy, rozwiązania proponujace działanie? Po prostu je dostrzec, ale nie rozwijać, nie rozmyślać nad szczegółami tego rozwiązania. Po prostu je zauważszyć i jeśli umysł już musi szukać jakichś rozwiązać, to zmuszać go do większej ilości różnego rodzaju propozycji, w które - ponownie - nie wchodzić w szczegóły, tylko "skakać po powierzchni". To wszystko powoduje, że daję głowie symulację tego, że jakoby "para" idzie w koła, ale te koła kotłuja w miejscu, bo jest im przedstawianych wile kierunków, w które mogą się potoczyć, a więc koniec końców: głupieją i stoją w miejscu. Już wolę, aby ta "para" poszła w "gwizdek" i żebym zaczął o tym swoim gniewie komuś opowiadać niż coś konkretnego z nim robić.
2. Po czym poznajesz, że nastąpiło opanowanie złości, a nie tylko zmęczenie albo odroczenie konfliktu? Wyobraźmy sobie, że po intensywnym biegu nie masz już siły się kłócić. Czy to znaczy, że lepiej zrozumiałeś sytuację, czy tylko fizycznie opadłeś z sił? Czy po treningu łatwiej Ci: dostrzec również własny błąd; przyznać drugiej osobie część racji; oddzielić fakt od własnej interpretacji; przeprosić; sformułować stanowczą, ale spokojną odpowiedź? Co byłoby dla Ciebie najlepszym dowodem, że trening nie tylko „ściął napięcie”, ale rzeczywiście pomógł odzyskać panowanie nad sobą?
„Co przyjmuję jako trafne”, „Moje stanowisko”, „Możliwa nowa teza”
gdy zaczynam tłumaczyć/rozumieć drugą strone konfliktu, a już najpewniej gdy zaczynam w głowie dziekować tej drugiej stronie, że doszło do tego konfliktu, bo, albo otworzył on przede mna nowe horyzonty; pozwolił cos zrozumieć, na co bym nigdy, przenigdy nie wpadł; dał mi pełniejsze, lepsze zrozumie drugiej osoby. Gdy takie myśli powstają, to już wiem, że z dużym prawdopodobieństwem nastąpiło opanowanie złości i nie ma raczej mowy o odroczeniu konfliktu.
Wszystko inne: miłe uśmiechy, zaproszenie do kina, wspólny spacer, miłe rozmowy, zainteresowanie się potrzebami tej drugiej osoby - to wszystko może być grą, a wewnątrz ciągle może tlić się krzywda, ból itp. Dlatego dopiero gdy niejako pokocham tą ułomność i uwierzę lub dostrzegę, że ta ułomność - i to nie ważne, czy moja, czy tej drugiej osoby - doprowadziła do jakiegoś dobra, to zaczynam lubieć tą ułomność, powiedzmy nawet, że zaczynam ja kochać.
Bieganie, czy ten wysiłek ma coś znaczącego w tym procesie? Pewnie tak, ale bardziej w takim fizycznym względzie, bo biegnąć 10km spocę się jak szczór, potem trochę lepiej śpię, nie mam lenia, aby zrobić to czy owo w ciągu dnia, nie obrastam tłuszczem, który przybija mnie do podłogi i każe mielić złości których sam doświadczyłem lub je okazałem. Czyli wtedy zapadam się sam w sobie. Gdy fikonuję jakąś fizyczną aktywność, ona natomiast ułatwia mi wykonanie kolejnej fizycznej czynności. Ten ruch sprawia, ze również porusza się mój umysł, a wraz z umysłem i ciałem biegną moje uczucia skacząc z kwiatka na kwiatek, dostarczając mi nowy wrażeń, nowych bodźców - i koło się kręci dalej, z tym, że nie w szalonym pędzie, ale coraz spokojniej i jednostajnie. Moja fizycznośc ma wiele do powiedzienia mojej emocjonalności i na odwrót. Gdy w tym pierwszym "się dzieje" to i w tym drugim "się dzieje", jest ruch, tzn. jest życie. Gdy zamykam się na problemie, to często stoję w miejscu, byjęs ie z myślami, zapadam się w sobie i zaczynam "więdnąć".
3. Jak rozróżniasz regularny trening od „wyładowywania złości”? Czy zgodziłbyś się z następującym rozróżnieniem: Regularny trening może poprawiać moje ogólne funkcjonowanie, odporność psychiczną i nastrój, ale nie musi być najlepszym doraźnym sposobem gaszenia świeżej złości — zwłaszcza gdy podczas wysiłku wciąż przeżywam konflikt i w myślach walczę z osobą, która mnie rozgniewała. Czy tak właśnie wygląda Twoje doświadczenie, czy uważasz, że również bezpośrednio po konflikcie intensywny wysiłek jest dla Ciebie najlepszym rozwiązaniem? Czy znaczenie ma to, o czym myślisz podczas biegu: o krzywdzie i odwecie czy o oddechu, trasie, tempie i odzyskaniu dystansu?
„Co odrzucam lub uważam za niewykazane”, „Co pozostawiam otwarte”, „Mój wkład własny”.
bardzo ważne jest to o czym myślę podczas treningu. Jeśli o odwecie - zresztą juz o tym pisałem wyżej. Ważne, a nawet bardzo ważne jest dla mnie zajęcie się sprawami innych ludzi, poszukanie sposobu aby pomóc komus, wyjść z jakąś inicjatywą, zabrać się za pisanie książki, czy odgrzebać porzuconą, lub zaniedbaną pasję, posłuchać narzekań kolegi, ale nie w tym celu, aby mu opowiedzieć o swoich problemach, lae zadawać pytania dotyczące jego osoby, dać mu swój czas. Jest to niezwykle trudne, ale cenne są z tego owoce. Po pierwsze spotkanie z drugim człowiekiem, ale nie po to , aby go wykorzystać, lae jego posłuchać, z nim cos zrobić, w najgorszym wypadku z nim zagrać w squash'a. Na gaszenie świeżej złości zawsze dobrze na mnie działał bieg, ogólnie: zmęczenie się, zle nie takie agresywne zmęczenie się, gdzie jest wyżywanie się na jakimś matwym obiekcie/rzeczy. Nie. Zwłaszcza bieganie w piątek lub we wtorek, gdzie są tajemnice bolesne i biegać sie=ę nie chce i wszystko boli, może nie tak konkretnie boli, ale doskwiera - zwłaszcza pierwsze 2 kilometry i ostatnie 2 kilometry, wtedy bardzo wiele pomaga rozmyślanie o Jezusie , o jego ranach, o Jego cierpieniu itp. Jesli to jest piątek to jeszcze post, czyli nie jedzenie przez 18 godzin, tylko picie, to są takie metody cilesnego radzenia sobie ze złością. Pozostaje jeszcze mentalne radzenie sobie, ale o tym wyżej już pisałem.
4. Jaki właściwie powinien być cel regulacji złości? Czy chodzi o to, żeby złość całkowicie zniknęła? A może złość bywa ważnym sygnałem, że naruszono: sprawiedliwość; czyjąś godność; granice; prawdę; bezpieczeństwo słabszej osoby? Jak odróżniasz zatem: opanowanie złości; tłumienie złości; ucieczkę od trudnej rozmowy; słuszny gniew; agresję? Spróbuj sformułować własną zasadę: co powinien zrobić człowiek, aby emocja pozostała sygnałem, ale nie przejęła kierownicy?
„Moje stanowisko / rozstrzygnięcie robocze”, „Możliwa nowa teza”, „Roboczy akapit do książki”.
Pierwszą umiejętnością, która trzeba nabyć, to umiejętność zauważenia u siebie pirwszych oznak złości. Jest nią przeważnie u mnie zawężona perspektywa myślenia, nadmierne koncentrowanie się na tu i teraz, na danym zagadnieniu/sprawie/słowie i krążenie wokół tego. Czyli inaczej mówiąc, perspektywa myślowa (ilość wolno przebigających przez umysł myśli raptownie się zmniejsza) się zawęża. Już nie ma nieprzewidywalnych skojarzeń, swobodnegych skojarzeń, przeskakiwania z myśli na myśł. Wygląda to bardzo podobnie jak atak zwierzęcia na drugie zwierzę: zawsze po lini prostej. Już nie ma swobodnych skoków raz w lewo, raz w prawo. Ogólnie mówiąc: linia prosta wyzwala w nas, bynajmniej we mnie troche więcej niepokoju, niż krzątanie się myślami raz tu, raz tam. Podobnie jest też z naszą perspektywą widzenia/postrzegania rzeczywistości. Gdy tylko się zdenerwujemy horyzont tego co widzimy jest znacznie weższy niż swobodnie, zrelaksowani idziemy przez życie. Widzimy wtedy o wiele więcej, uczymy się szybciej, jesteśmy pogodni. Gdy w nasze/moje życie wkracza złość wszystko się zawęża. Mniej widzę, mniej czuję, mniej rozumiem itd. Gdy to u siebie zacznę postrzegać to może być dla mnie oznaką pierwszych oznak złości, a więc powinna się zapalać "żarówka"/światełko: uważaj na to co mówisz, a robienie ogranicz do minimum! Mów zdawkowo, nie pełnymi zdaniami, wraz ze wstępem, rozwinięciem i zakończeniem tematu, Tak nie rób. Krótkie, zdawkowo odpowiedzi. Szukaj momentu, aby wyjść z tego miejsca, opuścić tą rozmowę. Szukaj, tzn. oceń moment/czas kiedy twoje opuszczenie miejsca/rozmowy nie spowoduje jeszcze większej eskalacji złości/nieprzyjemności jaką ci wyrządza druga osoba, czy sytuacja, w której się znalazłeś. Moja ucieczka może nic nie dać, bo problem może mnie i tak "dogonić" i uderzyć ze zdwojoną mocą, a więc trzeba wytrwać do momentu, kidy nadarzy się okazja aby z tego wyjść, to opuścić.
To jest jedno. Drugie jest to, aby intensywniej obserwować swoje uczucia/emocje zwłaszcza podczas wypowiadanych przez siebie zdań/kwestii. Gdy to co mówię mnie uspakaja, bądź jest neutralne to dobrze, w odróżnieniu gdy wypowiadane przeze mnie słowa we mnie samym budzą niepokój, to już moę być dla mnie pierwszy znak "zawładnięcia mnie przez złość", daję się jej porwać i płynę na jej fali. W tym samym momencie płynięcia na tej przysłowiowej fali (jak serfer) sprawia mi to pewna przyjemność, czuję się półbogiem, czuję jakbym rządził otaczającą mnie rzeczywistością. Daję się unieść. Ale nie przewiduję w tym momencie tryumfu, że niebawem fala się skończy i zpadnę z deski imogę zacząć tonąć, a owładnięty przez złość moje ruchy mogą być mniej skoordynowane i więcej będę popełniał błędów. Czyli ten chwilowy sukces, jest tak krótki jak mrugnięcie okiem, natomiast to co się dzieje potem jest po prostu trwającą wieki tragedią/katastrofą.
5. Jaki jest najmocniejszy kontrargument wobec Twojego stanowiska? Najsilniejszy sprzeciw można sformułować tak: „Twoje osobiste doświadczenie po bieganiu jest prawdziwe, ale pozostaje doświadczeniem jednej osoby. Możesz mylić zmniejszenie napięcia, zmęczenie, poprawę nastroju i odwrócenie uwagi z rzeczywistym zmniejszeniem złości. Metaanaliza wielu badań ma większą wartość poznawczą niż jednostkowe odczucie”. Jak odpowiedziałbyś na ten argument? Co mogłoby skłonić Cię do korekty stanowiska? Na przykład: odkrycie, że po treningu nadal oceniasz przeciwnika równie surowo; stwierdzenie, że spokojny spacer działa lepiej niż szybki bieg; porównanie własnych reakcji po oddechu, biegu i całkowitym odpoczynku; kolejne badania rozróżniające regularny trening od doraźnego „wybiegania złości”. Na końcu oceń roboczo swoją pewność w skali 0–100.
„Najsilniejszy kontrargument”, „Moja odpowiedź”, „Co pozostawiam otwarte”, „Status stanowiska”, „Stopień pewności”, „Dalsza kwerenda”.
Po pierwsze mam świadomość, że dzielę się osobistymi przeżyciami, które moga nieco odbiegać od doświadczenia innych osób. Pamiętam swoje stresujące przeżycia za czasów dziecięcych kiedy to w bieganiu szukałem ujścia narastającym stresom z życia w rodzinie, w której rodzicie nieustannie żyli w jakimś konflikcie lub powodowali sytuacje stresujące dla nas, ich dzieci. Pamiętam swoje "ściganie się" z samochodami, kiedy to biegnąć po chodniku wyznaczałem sobie za cel jakieś odległe drzewo, a widząc z tyłu mnie zbliżający się do mnie pojazd mówiłem sobie w głowie: jeśli ja będe pierwszy przy tym wybranym przedemną drzewem, a nie ten zbliżający się pojazd, TO ONI SIĘ ROZWIODĄ. Nie wiem skąd ten młody chłopak już wtedy wiedział, że istnieje cos takiego jak rozwód, może stąd, że oni sami uzywali tego argumentu między sobą.
Ale tak (może nie ciągle z tą właśnie myślą) było bardzo często. Biorąc za młodu w różnego rodzaju zawodach z wielkim zaangażowaniem woli/siły wewnętrznej starałem przemóc samego siebie, czyli niejako zapanować nad sobą samym, drygować soba samym. Moje postanowienia brały górę często nie tylko nad moją fizycznością (bo czasami juz opadałem z sił) ale równiez nad swoją psychika, kiedy po prostu czegoś mi się nie chciało, ale widziałem to jako walke, mocowanie się z soba samym. Wyswabadzało to we mnie myśli surwiwalowe, aby pomimo nisprzyjających okoliczności trwać w swoim postanowieniu, w swoim mysleniu.
Opisuję to, bo przez te prawie 60 lat życia zauważyłem, że nie każdy tak ma, a może inaczej: niewielu tak ma. Przez koleje swoje życia nauczyłem się nieco neutralizować to swoje myslenie i działanie: żeby nie za wszelkę cenę i ze wszystkich sił, bo inni wokół zaczynają "pękać" , a ja dopiero się rozgrzewam. Dlatego uważam, że jest to specyficzne podejście i trochę musze je relatywizować, bynajmniej tak podchodzić do doświadczenia innych ludzi.
Zmienić swoje stanowisko. Tak sobie myślę, że samo bieganie nie stanowi większego znaczenia, a juz wiekszy wpływ ma bycie posłusznych, czy w harmonii z wcześniej obranym stylem życia, przyzwyczajeń. Gdy w sytuacji nerwowej/złości nadal mnie stać na trening, robinie rzeczy, które przywykłem robić gdy jest mi dobrze z samym sobą oraz z innymi wokół siebie, to już czuję moc panowania nad złością. Dużo bardziej pamiętam sam fakt biegania niż skutki jakie ono przyniosło, bo często po biegani czułem się tak samo, może tylko troche lepiej niz przed bieganiem. Pamiętam swoje kojące dialogi wewnętrzne podczas biegania. Czyli reasumując: trzymanie się przyzwyczajeń daje poczucie zwycięstwa/przezwyciężenia siebie, swoich słabości, w tym równiez słabości/ złych bodźców trafiających we mnie. Kolejnym czymś jest bycie w ciszy z samym soba - co daje właśnie samotny bieg. Jest to godzina sam na sam z sobą samym i swoimi myślami. Bieganie, jest dodatkiem, równie dobrze mogłoby byc zastąpione czymś innym, ale w moim przypadku działa.
4. Moje stanowisko
Moje stanowisko i uzasadnienie
Bieganie może mi pomagać, ale nie dlatego, że „wybijam” z siebie złość. Pomaga wówczas, gdy przerywa ruminację, porządkuje rytm ciała, daje czas i prowadzi uwagę ku innym treściom. Jeżeli podczas biegu stale przesłuchuję przeciwnika we własnej głowie, układam akty oskarżenia i opracowuję plan działania, gniew może biec razem ze mną.
Dlatego w świeżej złości nie powinienem rozwijać szczegółowych pomysłów działania. Mogę zauważyć, że jakieś rozwiązanie przyszło mi do głowy, ale nie powinienem od razu go rozbudowywać. Lepiej dopuścić kilka możliwości i jedynie przesunąć się po ich powierzchni. Szczegółowy plan opracowany w gniewie potrafi pozostać w pamięci i jeszcze długo wydawać się właściwy.
Pomaga mi skierowanie uwagi ku modlitwie, książce, pracy nad książką, służbie innej osobie albo powrotowi do dawnej pasji. Ruch uruchamia ciało, ale to, co dzieje się wówczas z moją uwagą i interpretacją, może decydować o końcowym skutku.
Za znak rzeczywistego opanowania gniewu uznaję nie tylko spadek napięcia. Ważniejsza jest chwila, w której zaczynam rozumieć drugą stronę. Jeszcze mocniejszym znakiem jest zdolność dostrzeżenia dobra, które wynikło z konfliktu — nowej wiedzy, głębszego rozumienia siebie albo otwarcia nowych możliwości.
Co pozostawiam otwarte
Otwarte pozostaje pytanie, które elementy treningu wpływają na zmniejszenie mojego gniewu. Gdy podczas biegu słucham książki, modlę się albo wracam myślą do innych zadań, uspokajam się szybciej. Gdy biegnę sam ze swoimi oskarżeniami, wewnętrzna walka potrafi być bardzo intensywna.
Nie wiem, czy różnica wynika przede wszystkim z odwrócenia uwagi, z modlitwy, upływu czasu, wysiłku fizycznego, zmiany środowiska, zmęczenia czy połączenia tych czynników.
Otwarte pozostaje również, czy inny skutek daje spokojny, długi bieg, a inny bardzo intensywny trening. Potrzebne byłyby badania, które oddzielają sam ruch od treści myśli towarzyszących aktywności.
Zaplecze redakcyjne
Jak wykorzystać w tekście
Złość nie jest tym samym co agresja
Złość jest emocją. Agresja jest zachowaniem.
Można:
czuć bardzo silny gniew i nikogo nie skrzywdzić;
zachować pozorny spokój, a jednak działać agresywnie i wyrachowanie;
przeżyć złość jako sygnał, że ktoś przekroczył ważną granicę;
wykorzystać energię gniewu do stanowczego, lecz kontrolowanego działania.
Dlatego celem rozdziału nie powinno być przekonanie czytelnika:
„Dobry człowiek nigdy się nie złości”.
Lepszy wniosek:
Złość może przynieść ważną informację. Nie musi jednak sama decydować o tym, co zrobisz w następnej minucie.
Teza autora
Złość jest emocją związaną z wysokim pobudzeniem fizjologicznym. Organizm przygotowuje się do działania: rośnie napięcie mięśni, przyspiesza tętno, pojawia się gotowość do konfrontacji. W takim stanie człowiek łatwiej działa impulsywnie i trudniej mu spokojnie analizować sytuację. Dlatego skuteczne strategie radzenia sobie ze złością powinny zazwyczaj obniżać pobudzenie, a nie jeszcze bardziej je zwiększać. Do aktywności obniżających pobudzenie autorzy zaliczają między innymi:
spokojne oddychanie; relaksację; medytację; uważność; spokojną jogę; rozluźnianie mięśni.
Aktywności zwiększające pobudzenie obejmują natomiast między innymi:
uderzanie w worek; kopanie lub rozbijanie przedmiotów; intensywny bieg; niektóre formy intensywnego wysiłku fizycznego; aktywności wykonywane z myślą o osobie, która nas rozgniewała.
Tok rozumowania autora
Metaanaliza objęła 154 badania, 184 niezależne próby i 10 189 osób.
Aktywności obniżające pobudzenie
Przynosiły wyraźne zmniejszenie złości i agresji:
g = –0,63
Efekt pojawiał się w różnych grupach:
u kobiet i mężczyzn;
u osób w różnym wieku;
w różnych kulturach;
u studentów i osób spoza środowiska akademickiego;
u sprawców przestępstw i osób niekaranych;
w zajęciach indywidualnych i grupowych;
w laboratorium i warunkach codziennych;
przy interwencjach prowadzonych osobiście i cyfrowo.
Aktywności zwiększające pobudzenie
Przeciętnie nie redukowały złości:
g = –0,02
Wynik ten był statystycznie bliski zeru. Oznacza to, że sama czynność fizycznego „wyładowania” nie daje wiarygodnej podstawy do twierdzenia, że gniew zostanie rozładowany.
Autorzy analizowali osobno:
złość jako przeżycie;
wrogość jako bardziej trwały sposób myślenia o innych;
agresję jako zachowanie zmierzające do wyrządzenia komuś szkody.
Techniki obniżające pobudzenie przynosiły poprawę we wszystkich tych obszarach.
Szczególnie istotny wynik
Techniki łączące uspokojenie ciała z elementem poznawczym były skuteczniejsze niż samo fizyczne obniżanie napięcia.
Aktywności zawierające element poznawczy — na przykład świadome kierowanie uwagi na oddech, rozluźnienie mięśni albo sposób interpretacji sytuacji — osiągały silniejszy efekt:
g = –0,73
Techniki pozbawione wyraźnego składnika poznawczego również pomagały, ale słabiej:
g = –0,34
Nie oznacza to jeszcze, że sama „praca myślowa” zawsze odpowiada za różnicę. Jest to porównanie grup badań, a nie jeden eksperyment laboratoryjny izolujący jedną zmienną. Wynik dobrze jednak współgra z modelem Grossa: najskuteczniejsza regulacja często obejmuje zarówno ciało, jak i sposób rozumienia sytuacji.
Co badanie mówi o bieganiu?
Tu potrzebna jest szczególna ostrożność.
W części analiz jogging wykonywany jako sposób poradzenia sobie z aktualną złością wiązał się ze wzrostem gniewu. Nie oznacza to jednak, że:
bieganie jest szkodliwe;
sport pogarsza zdrowie psychiczne;
człowiek rozgniewany nigdy nie powinien iść pobiegać;
każdy bieg podnosi agresję.
Badanie dotyczyło pytania węższego:
Czy aktywność podnosząca pobudzenie jest skutecznym sposobem natychmiastowego wygaszenia gniewu?
Średnia odpowiedź brzmi: niekoniecznie. Bardzo dużo może zależeć od tego, co człowiek robi w głowie podczas wysiłku.
Co innego:
„Biegnę i przez czterdzieści minut wyobrażam sobie, co mu powiem i jak go załatwię”.
Co innego:
„Biegnę, skupiam się na oddechu, rytmie kroków, przyrodzie i pozwalam myślom opaść”.
W pierwszym przypadku wysiłek może połączyć pobudzenie z ruminacją. W drugim może działać również dystans, zmiana uwagi i upływ czasu. Sama etykieta „bieganie” nie opisuje całego procesu.
Znaczenie dla problemu badawczego
Fiszka może uzasadnić fragment obalający hydrauliczny obraz złości:
Złość nie jest parą zamkniętą w garnku, którą trzeba gwałtownie wypuścić, żeby naczynie nie eksplodowało. Często jest odwrotnie. Krzyk, uderzanie w przedmioty albo wielokrotne odtwarzanie w głowie doznanej krzywdy nie usuwa gniewu. Uczy raczej ciało i umysł pozostawania w trybie walki.
Następnie można przejść do praktycznej zasady:
Najpierw zmniejsz temperaturę. Dopiero potem rozstrzygaj, kto miał rację i co trzeba zrobić.
Proponowany autorski fragment:
Kiedy człowiek jest wściekły, bardzo łatwo pomylić działanie z rozwiązaniem. Krzyk daje poczucie, że „coś zrobiłem”. Trzaśnięcie drzwiami brzmi jak postawienie kropki. Długi, gniewny monolog daje złudzenie odzyskanej kontroli. Problem polega na tym, że organizm nadal pozostaje na pełnych obrotach. Nie rozwiązaliśmy konfliktu. Jedynie daliśmy mu głośniejszą ścieżkę dźwiękową.
Co przyjmuję jako trafne
Przyjmuję główny wniosek, że agresywne „wyładowywanie” gniewu nie jest wiarygodnym sposobem jego zmniejszania. Uderzanie w przedmioty, podtrzymywanie obrazu przeciwnika i wielokrotne przeżywanie krzywdy może ćwiczyć agresję, a nie ją wygaszać.
Przyjmuję również rozróżnienie między gniewem a agresją. Gniew jest emocją i może przekazywać ważną informację o krzywdzie albo naruszeniu granicy. Agresja jest sposobem działania. To, że odczuwam gniew, nie oznacza jeszcze, że powinienem działać zgodnie z pierwszym impulsem.
Trafny jest wniosek, że aktywności obniżające pobudzenie — spokojny oddech, relaksacja, medytacja, uważność — są przeciętnie skuteczniejszymi metodami zmniejszania gniewu niż aktywności nastawione na jego fizyczne „wyrzucenie”.
Co uważam za niewykazane
Nie przyjmuję uproszczonego sloganu: „Gdy jesteś zły, nie biegaj, bo bieganie nie działa”. Metaanaliza przedstawia wynik uśredniony i obejmuje różne rodzaje aktywności, intensywności, instrukcji i kontekstów. Nie wykazuje, że każda forma biegu jest nieskuteczna dla każdej osoby.
Nie uważam również, aby moje osobiste doświadczenie obalało metaanalizę. Fakt, że po dziesięciu kilometrach czuję się spokojniejszy, nie mówi jeszcze, który element doświadczenia spowodował zmianę.
Badanie nie wykazuje też skuteczności różańca, postu ani rozważania męki Chrystusa. Są to elementy mojego doświadczenia duchowego, które mogą zostać opisane jako świadectwo, ale nie jako wniosek autorów artykułu.
Najsilniejszy kontrargument
Moje rozpoznanie może być przykładem błędu introspekcji. Mogę przypisywać uspokojenie bieganiu albo modlitwie, podczas gdy decydujący był jedynie upływ czasu, fizyczne zmęczenie albo oddalenie się od źródła konfliktu. Pamięć może też wybierać te przypadki, w których trening pomógł, i pomijać te, w których po biegu nadal byłem zły.
Ponadto osobiste doświadczenie jednej osoby nie stanowi podstawy do formułowania ogólnej rekomendacji dla czytelników.
Odpowiedź na kontrargument
Przyjmuję ten kontrargument. Moje doświadczenie może być źródłem hipotezy i materiałem autobiograficznym, ale nie dowodem naukowym. Ogólną tezę rozdziału należy oprzeć na wynikach metaanalizy: samo zwiększanie pobudzenia nie jest skuteczną, uniwersalną metodą radzenia sobie ze złością, natomiast obniżanie pobudzenia działa przeciętnie lepiej.
Moje bieganie powinno zostać przedstawione jako osobny przykład wymagający analizy. Aby ograniczyć błąd pamięci, mogę prowadzić przez kilka tygodni krótki dziennik: poziom złości przed treningiem i po nim, intensywność biegu, treść myśli, obecność modlitwy lub audiobooka oraz decyzje podjęte po powrocie.
Możliwa nowa teza / wkład własny
Ta sama aktywność fizyczna może pełnić różne funkcje emocjonalne w zależności od treści poznawczej, która jej towarzyszy. Bieg połączony z ruminacją, wyobrażaniem sobie odwetu i powtarzaniem oskarżeń może podtrzymywać gniew. Bieg połączony ze zmianą uwagi, modlitwą, słuchaniem książki albo zwróceniem się ku potrzebom innych ludzi może wspierać odzyskanie równowagi.
Nie jest to jeszcze wniosek wykazany przez omawianą metaanalizę, lecz hipoteza wynikająca z połączenia jej rezultatów z moim doświadczeniem.
Dalsza kwerenda
Należy zestawić metaanalizę z badaniem Bushmana z 2002 roku dotyczącym ruminacji, odwrócenia uwagi i uderzania w worek treningowy.
Trzeba znaleźć i wprowadzić do repozytorium badania rozróżniające:
ćwiczenia wykonywane z ruminacją i bez ruminacji;
trening o niskiej i wysokiej intensywności;
natychmiastowy oraz odroczony wpływ ruchu na gniew;
wpływ zmiany uwagi, medytacji i innych komponentów poznawczych;
wpływ regularnego ruchu na ogólną skłonność do gniewu.
Warto przeprowadzić własną, kilkutygodniową obserwację według prostego formularza, pamiętając, że nie będzie to eksperyment naukowy, lecz materiał autobiograficzny.
Roboczy akapit
Po solidnym treningu naprawdę czuję się spokojniejszy. Badania nie każą mi temu zaprzeczyć. Zmuszają mnie natomiast do bardziej precyzyjnego pytania: co właściwie zadziałało? Samo podniesienie tętna? Upływ czasu? Zmiana miejsca? Różaniec, audiobook, lepszy sen, a może to, że przez godzinę nie budowałem kolejnego aktu oskarżenia? Kiedy biegnę i nadal przesłuchuję przeciwnika we własnej głowie, złość potrafi biec razem ze mną. Kiedy odrywam uwagę, modlę się albo wracam myślą do innych ludzi i zadań, napięcie stopniowo traci władzę. Bieg nie jest więc dla mnie workiem treningowym służącym do „wybicia” gniewu. Jest raczej przestrzenią, w której mogę nie dopuścić, by gniew napisał za mnie następny rozdział.
Dodatkowe notatki o powiązaniach
Goleman — porwanie emocjonalne i zwężenie pola myślenia.
Gross — kierowanie uwagą, zmiana oceny i modulowanie reakcji.
Bushman 2002 — ruminacja podczas agresywnego „wyładowywania”.
William Ury — przerwanie automatycznej reakcji i mentalne wejście „na galerię”.
Miejsce w książce: rozdział „Zanim podniesiesz głos”, część dotycząca mitu katharsis i praktycznego „resetu serca i głowy”.
Metadane pytania 1
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 2
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 3
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 4
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Metadane pytania 5
Typ: philosophical · Status: open · Znaczenie: important
Status mojego stanowiska
accepted
Stopień pewności
very_high