Omówienie źródła
Jest to zbiór różnych prac teologów. w gruncie rzeczy zastanawiają się oni jak obecna teologia ma odpowiedzieć na zjawisko teorii naukowych , materializmu naukowego, filozofii materializmu, teorii ewolucji, czy bardziej ogólnie: zbliżyć się do zsekularyzowanego świata nauki. Wyczuć w nij pewne zafascynowanie tym światem, co jak dla mnie , objawiało się przez użycie wysublimowanego słownictwa, któe na samym początku ma odsiewać niedokształconych. Nie zabioriam teraz stanowiska w tej sprawie, choć posiadam swoje zdanie. Jak dla mnie powstanie takich zrywów, w postaci tej publikacji, to pokłosie datku/wyróżnienia dokonanego przez Pana Temletona na osobie księdza Hellera. Dzięki tej książce przyjżałem się pogladom tego pierwszego i nie wiedzieć czemu widzę dużo zbieżnych kwestii w poglądach z tym drugim, gdzie oba podejścia do kwestii na styku nauki i wiary nie są moimi, chciałoby się powiedzieć „intuicjami”, ale juz traz wiem, że sa to daleko bardziej przemyślane stanowiska w kilku kwestiach. Książkę kupiłem głównie ze względu spotkania się w niej dwóch osób: Woźniak i Wąsek, z głównym akcentem na pierwszego ze względu na historyczną możliwośc mojego kontaktu z tym Panem. No cóż, dogmatyczne zakotwienie ksiądza Woźniaka jest widoczne i niekwestionowalne, chociaż Jego „zbratanie się” poprzez wspólne wystąpienie w tej publikacji z tak bardzo rewolucyjnymi stanowiskami stanowi dla mnie wielka zagadkę, która śmiem sobie tłumaczyc ogólnym poszukiwaniem przez tego księdza odpowiedzi na wiążące kwestie dotyczące teologii, zwłaszcza tej dzisiejszej. Szuka i bada, choć jak widzę bardzo ostrożnie się wypowiada, przez co tak bardzo jakoś mi nie pasuje do kolegów i koleżanek współautorów tej książki. Chociaż z tgo co pamiętam, była , jak dla mnie tam jedna wypowiedż tego księdza problematyczna, że człowiek jest cały duszą, co rzecz jasna nie jest ani prawdą, ani fałszem, ale troche takim kameleonowym dostosowaniem się do padających w książece teorii i poglądów, kóre uznaję za szczytowo modernistyczne i groźne dla przeciętnego Kowalskiego … ale jak dobrze, że użyty w wielu „przyczynkach” język stanowi zaporę, czasem nie do pokonania.
Mam wrażenie, że to, tak jawne szukanie wspólnego języka z współczesną nauką skończy się i prysnie jak bańka mydlana, kiedy to nasi teolodzy zorientują się, że tam nie ma kogo nawcać, natomiast wszyscy z obozu materialistów w duchu czekają i ciesza się na myśl nawrócenia się, a tym samym przejść na ich religię tych teologów „puszczających oko” w ich stronę.